Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama sama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama sama. Pokaż wszystkie posty

zdrowia, szczęscia i wolności

po niełatwym dla wielu, kojarzącym się raczej z ograniczaniem swobód i obywatelskich wolności roku, kolejny witam nad książką

Wolność człowieka gór

tu, choć autor bynajmniej nie stroni od tematów ojczyźniano-patriotycznych,

"Znakiem wolności jest bieg kozicy po grani i lot orła nad Tatrami. Znakiem jest wiatr i potok, śnieżna nawałnica i lawina. Wolność można zobaczyć w tańcu, można ją usłyszeć w śpiewie i muzyce. Przestrzeń górska jest przestrzenią "ślebody: iść w góry to "iść na ślebodę"

jakże mi to bliskie!

w nowo wydanym zbiorze przeczytać możemy kilkanaście tekstów Józefa Tischnera
to nie publikowane dotąd w formie książkowej felietony, kazania, przedmowy do albumów i maszynopisy księdza, opatrzone ciekawym wstępem przez Wojciecha Bonowicza 
to nie tylko "duchowa strawa" dla wierzących! prócz oczywistych nawiązań do religii chrześcijańskiej, nie brakuje przemyśleń natury egzystencjalnej, rozważań o roli kultury ludowej, osobistych wspomnień, odrobiny polityki, gór i ludzi gór

książka jest pięknie wydana, bogato ilustrowana, pełna wytłuszczonych wartościowych cytatów i "widokówek"
te ostatnie niestety nie podpisane i nie do końca tischnerowsko-beskidzkie... tylko naturalne piękno górskiej przyrody ukazanej na licznych fotografiach, łagodzi rozczarowanie nieco losowym doborem niektórych z owych 'stockowych' ilustracji
 

treść wszakże, jako i jej twórca, związana jest nierozerwalnie z górami, górami prawdziwymi!
wszystko widzimy tu przez ich pryzmat
nawiązanie do potoku w Łopusznej przypomina że "trzeba budować mosty miedzy ludźmi", przyśpiewka o Krywaniu mówi o powiernictwie nadziei - o tym, jak "patrzeć w oczy bólowi i trzymać się prosto", zapytanie z innej: "chłopcy Podhalanie / coz po wos zostanie?", otrzymuje odpowiedź, by "skarbić skarby, wtore ani robok nie zje, ani rdza nie zniscy" (bo "po górach, dolinach płakać będzie woda", nie po tych, "co porobili miliony, ale na krzywdzie ludzkiej się dorobili")
 
od serdecznie witanych w jednym z kazań "przyjaciół z Tygodnika Powszechnego", bliżej mi raczej do tych z "Gazety Wyborczej", co też tam "gdzieś się zdaje się pląto", ale "ponieważ oni są tacy mniej pobożni, to pewnie za filarem stoją" ;), 
ale wiem, że posłuchać "człowieka gór", zanurzonego w niepowtarzalnej kulturze Podhala, co i sam swoje "uwierhował", i mądrości życiowej co nieco zgromadził - warto! 
dlatego dzielę się tu swoim tegorocznym bożonarodzeniowym prezentem 
i wyczytanymi weń życzeniami:

"Niech nas w tym nowym roku Bóg strzeże przed jednym z największych grzechów, jakich może się dopuścić rozumna istota - przed grzechem bezmyślności"

byśmy wszyscy mieli tę mądrość i odwagę, która pozwala dobrze wybierać i żyć w zgodzie ze sobą, "nie troszcząc się o to, co będziecie jedli albo pili, ani w co będziecie się ubierali", ufając że "gdy naprawdę staniecie się wolni, rozwiążecie inne wasze problemy"...


za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Znak

Czytaj dalej

coś dla mamy! David Attenborough, DIY i kalendarz 2019

90% wpisów na tej stronie dotyczy książek dla dzieci, gier, wycieczek, zabaw i nauki w wersji "familijnej"
cóż, taka formuła bloga, który jest wszak NASZ, a nie tylko mój ;)
nie zaszkodzi chyba jednak od czasu do czasu także tu przypomnieć (mamom-czytelniczkom, ale też sobie!), że świat nie kręci się tylko wokół dzieci
kiedy te w szkole i/lub śpią, warto znaleźć chwilę tylko dla siebie

i z pewnością nie zaszkodzi umilić sobie tego czasu lekturą, tworzeniem, albo planowaniem pięknej przyszłości, w czym pomagają na przykład takie cuda:


Przygody młodego przyrodnika. David Attenborough, DIY Zrób to sama. Maria Szymańska oraz Kalendarz 2019. Zielnik., to moje czasoumilacze z ostatnich tygodni 
wydawnictwa diametralnie różne, które jednak łączy estetyka i - przynajmniej w moim odczuciu - bardzo pozytywny, "energetyzujący" przekaz

oto jak je odebrałam
i czym w istocie, a w każdym razie według wydawców ;), są:


No1.
pokazuje, że świat jest niesamowity, przyroda piękna, a życie pełne niespodzianek i szans, które warto dostrzegać i wykorzystywać

Przygody młodego przyrodnika. David Attenborough

to autobiograficzna opowieść człowieka, który uczy obserwować przyrodę już kolejne pokolenie 
historia niesamowitej drogi "do kariery", będąca jednocześnie zapisem podróży do niedostępnych zwykłym śmiertelnikom zakątków Ziemi, spotkań z ludźmi i "polowania" na zwierzęta - z wymyślnymi pułapkami i obiektywem
ciekawe połączenie pamiętnika, opowieści drogi i relacji przyrodniczej, w której ważniejszy niż postać głównego bohatera jest obraz świata - jako takiego i świata mediów - w jakim (zbiegiem okoliczności) zaczynał  pracę, której poświęcił życie, a który przez ostatnie kilkadziesiąt lat diametralnie się zmienił

zapis historii, bliskie spotkanie z naturą i okazja do bliższego poznania jednego z największych popularyzatorów tematyki przyrodniczej naszych czasów

"W 1954 roku młody prezenter telewizyjny David Attenborough otrzymał propozycję życia – miał podróżować po całym świecie w poszukiwaniu rzadkich, trudno osiągalnych zwierząt do kolekcji londyńskiego zoo oraz filmować swoje wyprawy na potrzeby nowego programu telewizji BBC pod tytułem "Zoo Quest" (Zoologiczne poszukiwania).
Książka "Przygody młodego przyrodnika", napisana z właściwymi autorowi dowcipem i urokiem, to nie tylko opowieść o niezwykłej przygodzie, lecz także o człowieku, który nauczył nas kochać świat przyrody i doceniać znaczenie jego ochrony, czym zajmuje się do dziś."





No2. 
pokazuje, jak niewiele trzeba, żeby zmienić otoczenie i poprawić sobie lub innym nastrój pracą własnych rąk

DIY Zrób to sama. Maria Szymańska

to kolejna odsłona "rękodzielniczego" cyklu wydawniczego, o którym już tu wspominałam
(patrz tu: >>KLIK<< i tutaj: >>KLIK<<),
czyli kolejne pomysły, porady, inspiracje w pięknym wydaniu

miłosniczki rękodzieła znajdą tu proste przepisy na naturalne kosmetyki, odnowienie garderoby oraz dekoracje wnętrz
szczegółowe opisy i zdjęcia ułatwią samodzielne wykonanie każdego drobiazgu nawet początkującym
tym razem tematyka i szata graficzna prawdopodobnie szczególnie przypadnie do gustu młodym adeptkom sztuki DIY
wśród 50 podpowiedzi na oryginalne ozdoby, dodatki i prezenty z pewnością każda wypatrzy coś inspirujacego!

"DIY to nie tylko moda ostatnich lat, ale trend, który jest z nami od pokoleń. Szydełkowanie, robienie na drutach czy majsterkowanie to nic innego jak tak popularny w ostatnich latach handmade. Oprócz wymiaru czysto praktycznego, ma on obecnie również inne, ponadczasowe zalety. Wpisuje się idealnie w nurt powrotu do natury, –re i –up cyklingu oraz filozofii zero waste. Zachęca do zdobywania podstawowych umiejętności manualnych nie tylko po to, by tworzyć swój niepowtarzalny i wyjątkowy styl, ale również zwraca uwagę na dbałość o środowisko naturalne. Warto próbować ocalać przedmioty i umiejętnie szukać ciekawych rozwiązań, kupować mniej i mniej marnować.

#rekodzielokwitnie, najpiękniejsze rzeczy powstają #niezchinzpasji, a bliscy zawsze bardziej docenią #handmadewprezencie"





No3.
"odczarowuje" niepewną przyszłość, nakazując myśleć o niej w jasnych barwach

Kalendarz 2019. Zielnik.

ot, zeszyt z datami, "zapiśnik" na kolejny rok... z pewnością nie wszyscy przywiązują wagę do tego jak będzie wyglądał, o ile spełni praktyczną funkcję przypominacza i organizera czasu
biorąc jednak pod uwagę, że właśnie on będzie nam towarzyszył przez całe 365 dni, warto dobrze wybrać!

kalendarz-zielnik, na który się zdecydowałam jest zgrabny, odpowiednio trwały (utwardzona okładka), ale nie za ciężki
oprócz przyciagajacej wzrok okładki z chabrami w dobry nastrój wprowadzają akwarelowe ilustracje zdobiące wnętrze
zawiera wszystko co powinien, czyli stronę z "widokiem" na cały rok oraz kartki dedykowane kolejnym tygodniom z miejscami na notatki... i wiele więcej!
w jakim innym kalendarzu znajdziemy obok siebie podpowiedź, kiedy wysiewać zioła, cytaty z dzieł wieszcza i portret kowala bezskrzydłego?

przejrzysty układ, ładne grafiki i okołoprzyrodnicze dodatki tworzą klimatyczną całość
drobna wada - ozdobna, lecz miejscami nieczytelna czcionka wydaje się w tym przypadku zaniedbywalna

"Idealny kalendarz dla wszystkich miłośników przyrody!
Ekskluzywny kalendarz dla dorosłych z pięknymi, akwarelowymi ilustracjami roślin, uzupełnionymi informacjami na ich temat. Klasyczna część kalendarzowa z obszernym miejscem na notatki przeplata się z cytatami związanymi z przyrodą oraz opisami roślin, inspiracjami DIY."




miło czasem zrobić sobie taki książkowy prezent - polecam!
małe rzeczy, a cieszą :)

* cytaty pochodzą od wydawców - Prószyński i Ska, Egmont, Zielona Sowa


Czytaj dalej

Pratchett w pigułce

w tym roku Mikołaj przyniósł coś i dla mnie!

ot, drobiazg, książeczkę bardziej niż książkę, ale za to sporej wagi (sentymentalnej) 
cenny, przez wzgląd na osobę autora oraz niesamowity potencjał inspiracyjny, zbiorek myśli wyrwanych z kontekstu, czyli
Terrego Pratchetta "Poważnie zabawne, nieskończenie cytowalne"


autora nie trzeba chyba przedstawiać?
a jeśli nawet się na wstępie powinno - nie wiem, czy potrafię
suche "popularny brytyjski prozaik, znany przede wszystkim dzięki cyklowi o świecie Dysku" nic nie powie tym, którzy nie znają (i nie podziwiają)
"urodzony w 1948, zmarł w 2015,  autor ponad pięćdziesięciu książek nurtu fantasy i science fiction" nie wyjaśni fenomenu setek tysięcy (lekko licząc) fanów, którzy zaczytują się w owych publikacjach odnajdując w nich niewiarygodnie trafną satyrę na rzeczywistość i - niezależnie od tematu - rozkoszując się poczuciem humoru, kunsztem słownych zabaw i niesamowitej trafności komentarzami na temat ludzkiej natury, religii, polityki...
może cytat:
"Są takie chwile, kiedy błędne słowo jest właściwym słowem,
są takie, kiedy słowami można manipulować, a wtedy to cisza krzyczy. 
Opieka nad nimi, karmienie i nawet hodowla, to część fachu, w którym jestem czeladnikiem"
oraz informacja iż "utrzymywał, że największą jego zasługą dla literatury było powstrzymywanie się od jej pisania" powiedzą o nim nieco więcej :)

Pratchetta cytować można w każdym możliwym kontekście
mimo że jego książki to nie poważne traktaty filozoficzne (a nawet w wielu bibliotekach znaleźć je można jedynie w dziale z literaturą młodzieżową), niejednokrotnie pod przykrywką lektury łatwej, lekkiej i przyjemnej znajdujemy myśl, która zmienia dotychczasowy sposób patrzenia na świat i ludzi, albo przynajmniej sprawia, że chcemy się im bliżej przyjrzeć

jasne, omawiany tu wybór "mądrości" nie jest lekturą dla każdego (choćby dlatego, że "Opowieści o światach wyobraźni zwykle irytują osoby jej pozbawione" ;) ), ale czyż na przykład stwierdzenie:
  "Dobroć jest w tym, co robimy, a nie tym, do czego się modlimy" 
nie jest prawdą absolutnie uniwersalną?
a, powiedzmy:
"Znajdź szpilkę i podnieś ją, a przez cały dzień będziesz miał szpilkę",
ponadczasowo zabawną?

w obliczu wciąż zaskakujących absurdów życia warto mieć w zanadrzu cytat taki jak:
  "Prawdziwa głupota zawsze pokona sztuczną inteligencję", 
a stając przed kolejnym wyzwaniem, zawsze dobrze powtórzyć sobie:
  "Najgorsze, co możesz zrobić, to nic"

wybór tekstów jest oczywiście subiektywny (i sama Dysk "przesiałabym" w wielu przypadkach inaczej), ale sam pomysł na tomik - rewelacyjny
na poprawę nastroju, usprawiedliwienie dla ludzkości, dodanie uśmiechu szaremu wieczorowi, jako punkt wyjścia dla dryfujących myśli - polecam: Terry w pigułce :)

Czytaj dalej

Świat Dysku do kolorowania

o tym, że w naszym domu koloruje nie tylko Janek, już pisałam (nie raz, pod tą etykietą)
o Świecie Dysku, chyba jeszcze nie...
jest to jednak temat tak istotny, seria (a właściwie dwie) tak mi bliska i ważna w mojej prywatnej "czytelniczej bazie wspomnień" z licznych powodów, że nie da się mnogości 'dyskowych' wrażeń i przemyśleń ująć w kilku zdaniach
dlatego tym razem też jeszcze nie napiszę ;)


tym, którzy historie z płaskiego świata opartego na grzbietach czterech słoni stojących na grzbiecie żółwia płynacego przez wszechświat, gdzie wszystko działa w zgodzie z magią i zdrowym rozsądkiem, znają i kochają, przesyłam w tym miejscu  porozumiewawczy uśmiech

wszystkich, którzy jeszcze po powieści Pratchetta (i/lub beletrystykę popularnonaukową pod szyldem Nauka Świata Dysku sygnowaną również przez Iana Stewarta i Jacka Cohena) nie sięgnęli - zachęcam

pozostałym (kojarzą, ale nie lubią? no way!) proponuję lekturę innego wpisu...
no chyba, że są fanami oryginalnych kolorowanek, dających pole do popisu wyobraźni i/lub precyzji?
w takim razie "Świat Dysku Terry'ego Pratchetta do kolorowania" to coś także dla Was!


autor zbioru, Paul Kidby, ilustrować prozę Pratchetta zaczął po prostu jako fan jego książek  (więcej na ten temat - tutaj)
jak twierdzi: "Jego teksty wywołują przed oczami duszy bardzo wyraźne obrazy i uruchamiają wyobraźnię, starającą się pochwycić grafikami jego humor i bogata fakturę opowieści"
wyobrażenia Paula okazały się wyjątkowo bliskie wizji autora...
w ciągu kolejnych, długich lat współpracy okładki, które tworzył, miały szansę znacząco wpłynąć na to, jak na całym świecie wielbiciele postaci powołanych do życia przez Terry'ego (i narrativum) myślą o ulubionych bohaterach

ot, choćby takich:




i oto w bogatym zbiorze kilkudziesięciu czarno-białych obrazków, również my - zwykli mieszkańcy Świata Kuli - dostajemy możliwość domalowania uśmiechu Vetinariemu i wąsów babci Wheaterwax!
mogę powiedzieć tylko jedno:


gdyby jednak ręka Wam (jak mi) przed wyżej proponowanym figlem zadrżała, na pomalowanie czekają także liczne (prawdopodobnie mniej skore do nieuchronnej, przekraczającej wymiary i ramy logiki zemsty) fantastyczne stwory - smoki, przekleństwa Akademików, Nac Mac Feegle, ziejący ogniem wierzchowiec Śmierci (nie bójcie się, to przecież Pimpuś!), Bagaż, bibliotekarz...

fani książek o Świecie Dysku znajdą tu także liczne cytaty z różnych powieści cyklu oraz przykłady oryginalnych ilustracji Kidby'ego w kolorze


jak dla mnie - jest zabawa, jest klimat, jest moc!
i bardzo dobry pretekst, by popracować nad własnym (nadal nieobecnym) kunsztem artystycznym,
ponownie przeprosiłam się więc z kredkami




zajmie mi to pewnie pół życia, ale zamierzam uczynić "Świat Dysku do kolorowania" moją pierwszą w całości wypełnioną malowanką, dlatego jeśli możecie podpowiedzieć, gdzie można zakupić na sztuki dobre kredki w kolorach cielistym oraz oktarynowym, to bardzo proszę!

--
a co robi Janek, gdy mama koloruje?
ma własny, równie "magiczny" zbiór malowanek! i także 'okołoksiażkowy', bo autorstwa Tulleta
ale to już zupełnie inna historia...



Czytaj dalej

pieniądz musi krążyć! gra Cinkciarz

każdy dobiera sobie własny "planszówkowy repertuar" według innego klucza
są tacy, którzy szukają określonego rodzaju wyzwania, innym wystarczy potencjał towarzyski, albo specyficzny klimat
najnowsza gra z serii "Pan tu nie stał" z pewnością zainteresuje matematyków-spekulantów, graczy szukających dynamicznej rozgrywki ze sporą dozą interakcji i/lub żywiących sentyment do czasów PRL

Cinkciarz 


to gra niepozorna
kilkadziesiąt kart w niewielkim pudełku + "plansza", bez której na dobrą sprawę dałoby się obyć
każdy z elementów wprowadza nas jednak w realia "minionej epoki" 
budynek NBP z krążącymi na schodach "konikami", karty z nadrukiem "Expressu Wieczornego", czy z sentymentem wspominane banknoty z Kopernikiem budują ciekawą otoczkę i pomagają przekonać do partyjki przedstawicieli starszego pokolenia

gra wymaga minimum trzech graczy w wieku 10+
w zależności od ich liczby w rozgrywce wykorzystuje się odpowiednią liczbę (3-5) kart-gazet i od 7 do 9 zestawów walut po 9 kart każdy
w talii znajdują się zawsze także karty z wizerunkiem srebrnych i złotych monet

zasady, odrobinę kojarzące się z grą w karcianego "tysiąca", da się przedstawić w kilka minut, a po pierwszym rozdaniu stają się zupełnie jasne
każdy z graczy dąży do skompletowania jak najcenniejszego wachlarza pieniędzy na ręce
szczególnie wysoko punktowane są jednokolorowe zestawy z odpowiednimi powtórzeniami, dlatego warto wyspecjalizować się w zbieraniu konkretnej waluty (a najlepiej kilku)

   
rozgrywka polega na umiejętnym "handlu" zasobami
każdy gracz co chwilę decyduje, których kart korzystnie będzie się pozbyć, by pozyskać inne, regularnie pojawiające się na rynku-stole
wszyscy równocześnie obstawiamy kwoty, których jesteśmy gotowi się pozbyć w zamian za nowe banknoty - "emitowane" z bankowej puli, albo oferowane przez konkurentów 
pewnym utrudnieniem jest fakt, że by wymiana była korzystna, trzeba w pewnym stopniu przewidywać plany przeciwników, obserwować przepływ walut, liczyć...
a czasami także mieć odrobinę szczęścia w niejawnej licytacji


osobiście konieczność zaangażowania i skupienia uwagi na każdym etapie rozgrywki uznaję za jedną z ważniejszych zalet tej gry
inne atuty "Cinkciarza" to także krótki czas rozgrywki (do 30 minut, gdzie przy odrobinie wprawy da się w tym czasie zagrać nawet dwa razy), czy pewna dawka interakcji, polegającej raczej na umiejętnej dedukcji, niż złośliwym niweczeniu cudzych planów   

nie jest to może pewny kandydat na porywający "hit wieczoru", 
ale za to tytuł wystarczająco lekki, żeby zaproponować go jako przerywnik między większymi grami, albo rozgrzewkę przed poważniejszym wyzwaniem,
a jednocześnie propozycja niebanalna, jak najbardziej regrywalna i przystępna dla graczy na różnym poziomie zaawansowania

słowem, czemu nie? 
warto spróbować 

    
Czytaj dalej

Szary

znów skusiłam się na książkę dla nastolatków


jako że to nie fantastyka, istniało sporo ryzyko, że odbiorę ją jako przegadaną, powierzchowną, ewentualnie pełną "wydumanych" nastoletnich rozterek
nie potrafiłam się jednak oprzeć zachęcie w postaci wyróżnienia w literackim konkursie im. Astrid Lindgren (III miejsce w kategorii 10-14 lat) i zapowiedzi rycerskiej tematyki w fabule

i tak poznałam Szamila - nieokiełznanego kandydata na wojownika MMA, przybysza zza wschodniej granicy, który sporo przeżył w swoim nastoletnim życiu i nie bardzo potrafi wyciszyć się w nowej rzeczywistości, szkole, rodzinie
na szczęście (uwaga! spoiler!) porozumienie z adoptowaną, podobnie jak on, siostrą oraz zaangażowanie w wakacyjne zajęcia w grupie rekonstrukcyjnej, stopniowo osłabia mur ochronny, który zbudował wokół siebie

co proponuje młodym czytelnikom autorka - Monika Błądek?
oczyma bohatera próbuje pokazać przykłady konfliktów wśród nastolatków oraz nieporadność nauczycieli, psychologów i rodziców w sytuacji wewnętrznej blokady młodego buntownika
realistycznie (co nie dziwi, jeśli poznamy jej osobiste doświadczenia) opisuje treningi fechtunku i turniej rycerski na terenie zamku w Ogrodzieńcu, przekonuje o wyciszającej mocy szycia strojów historycznych i opieki nad zwierzętami
w pewnym miejscu, potwierdzając moje poważne obawy co do przyszłości, poddaje także w wątpliwość sens gromadzenia lektur dla nastolatków "na zaś", która silnie łączy mnie z postacią "wujka" Jacka podsuwającego książki Szaremu
"Masz tutaj całą serię o Tomku Wilmowskim. "Winnetou" Maya i książki Wernica.
Czy dorośli uparli się, by wybierać dzieciom lekturę? A może wolałem "Achaję"? Póżniej jest obciach przed kolegami."

za istotne i cenne uważam, że w treści pojawia się problem stereotypów panujących w społeczeństwie oraz realne zagrożenie ze strony internetu, który ma coraz większy wpływ na nastolatki (tu, zaledwie wspomniane, w niebezpiecznym kontekście werbunku w sieci)
autorka na każdym kroku podkreśla podłoże pewnych zachowań, nabytych przez wychowanie w innej kulturze (sposób traktowania kobiet, rola siły fizycznej mężczyzny), ale i możliwość poszanowania, a nawet stopniowego nabywania zachowań i przyzwyczajeń właściwych aktualnemu otoczeniu
zwraca uwagę na ogólnoludzkie aspekty poszukiwania zrozumienia, zawierania przyjaźni, niszczycielską siłę wszelkich wojen
"Zniszczony Grozny nie różnił się od ruin Warszawy"

jako że (tak jak sądziłam) istotną część tekstu stanowią wewnętrzne rozterki bohatera, być może ma on szansę dotrzeć do młodego czytelnika, jako skarga podobnego mu nastolatka na "niesprawiedliwości systemu" i niewiele rozumiejących dorosłych
"Nagle uświadomiłem sobie, że dorośli mają ze mną taki sam problem. Nie mogą karać mnie biciem czy powstrzymać siłą. Muszą inaczej do mnie trafić. Starali się - dostrzegałem ich wysiłki - ale kiepsko im to wychodziło."

podsumowując:
"Szary" nie jest rozprawą o trudnościach asymilacyjnych imigrantów, dylematach adoptowanych sierot, czy sposobach radzenia sobie z agresją
to po prostu opowieść o dorastającym chłopaku poszukującym swojego miejsca, który dość nieoczekiwanie (również dla samego siebie) znajduje je w grupie współczesnych rycerzy
autorka zwraca jednak uwagę na wszystkie powyższe kwestie, w kontekście problemu "inności" w grupie rówieśniczej
nie podsuwa gotowych rozwiązań, delikatnie prowadząc do wniosku, że choć wszyscy, pod różnymi względami się różnimy, pewne podstawowe potrzeby (w tym bezpieczeństwa, przynależności do grupy) mamy takie same, a w poszukiwaniu płaszczyzny porozumienia pomóc mogą wspólne zainteresowania i pasje
i że żeby zostać zwycięzcą, nie koniecznie trzeba kogoś pokonać


--
"Szary" w nienachalny sposób nawiązuje do problemu uchodźstwa, pozwolę sobie w tym miejscu wtrącić swoje dwa grosze w temacie "kryzysu migracyjnego"
jak większość z nas, słucham, oglądam (częściowo mimo woli), czytam (m.in. "Wszystkie wojny Lary" i "Przez morze. Z Syryjczykami do Europy") wiele materiałów na temat uchodźców, czasem daję się wciągnąć w (bywa, że burzliwe) dyskusje
w pewnym sensie cieszę się, że nie mam jeszcze w domu nastolatka, z którym trzeba na ten temat rozmawiać!

z jednej strony wiem, jak bardzo bałabym się żyć tuż obok takiej "dżungli" jak w Calais, slumsów, czy innego 'getta' dla uchodźców
przerażają mnie odizolowane dzielnice, pełne ludzi często nie tylko wyobcowanych, biedniejszych, czy różniących się od nas przekonaniami, ale i pełnych gniewu, sfrustrowanych brakiem akceptacji i perspektyw, dla których Europa nie okazała się wymarzonym rajem
z drugiej - jak spokojnie myśleć o zamykaniu granic, wiedząc jak wielu jest takich, którzy poświęcą majątek, oszczędności życia i złożą je w ręce nie zawsze godnych zaufania przemytników, narażą się na śmierć w zatłoczonej ciężarówce lub w morzu, dla nadziei na lepsze jutro dla swojej rodziny?
z trzeciej - jak zrozumieć ludzi, którzy pozwalają sobie prać mózgi agitatorom nawołującym do świętych wojen!?
z czwartej... aspektów sytuacji jest więcej

świat nie jest czarno-biały,

pozostaje tylko wierzyć, że będzie lepszy, jeśli będziemy umieli (i chcieli) dostrzegać wartość w różnorodności i wzajemnej akceptacji, a dzieci uczyć pokojowego rozwiązywania konfliktów

póki jeszcze mamy jakiś wpływ na to co robią...i czytają :)


wpis nieśmiało (bo sporo spóźniona i w ogóle nie w stylu "warsztatowym") zgłaszam do projektu "Spoza tęczy" - w temacie: szary


Czytaj dalej

Calvin i Hobbes

nie jestem wierną fanką krótkich historyjek obrazkowych
jasne, kojarzę profesora Filutka, Dilberta, lubię Fistaszki, "komiksową" satyrę Mleczki, czy spod znaku andrzejrysuje.pl,
ale to by było na tyle

zupełnie niespodziewanym odkryciem tego lata był dla mnie zbiór rysunków Billa Watersona "Wszędzie leżą skarby", których bohaterami są Calvin i Hobbes - chłopiec, "który wierzy, że jego pluszak to prawdziwy tygrys" oraz rzeczona przytulanka we własnej osobie (sic!)


jak dowiedziałam się z opisu na okładce "Premierowe odcinki przygód (...) gościły na łamach wielu gazet w latach 1986-1995. Do dziś, mimo że autor zakończył pracę nad serią, ukazują się wznowienia w prasie, albumy zbiorcze i edycje kolekcjonerskie"
jak dobrze, że nie "ukrywali się" przede mną przez kolejne 30 lat!

zdecydowanie mam coś wspólnego z mamą Calvina,

a jeszcze więcej chyba z jego tatą - oderwanym od rzeczywistości i odrobinę złośliwym antykonsumpcjonistą, który najwyraźniej uwielbia robić sobie pod górkę, szpinak i swój rower :)


ale przede wszystkim po prostu pokochałam demonstrujących rozczulającą prostolinijność, na przemian z brutalnym sarkazmem, mistrzowsko łączących w sobie "życiową mądrość" i szaloną beztroskę, głównych bohaterów

Calvin uosabia dla mnie kwintesencję "siły życiowej", przekory wobec nie zawsze uczciwego losu i dziecięcego (prostego, ale bynajmniej nie naiwnego!) spojrzenia na świat
stanowiące znaczącą część tomiku "Wszędzie leżą skarby" podobizny bałwanów oraz sny i wyobrażenia Calvina (nie mówiąc już o samej mistrzowskiej antropomorfizacji jego odrobinę pogardzającego gatunkiem ludzkim, ale prawdziwie oddanego przyjaciela - Hobbesa) pozwalają w nowym świetle ujrzeć pojęcie kreatywności,
a jego niesforność, połączona z niezachwianą wiarą w siebie są wprost przeurocze!

choć nie wykluczam, że mając takiego "diabełka" w domu nie pomyślałabym w odpowiedzi na myśl: "Chciałbym polecieć na księżyc!" tak, jak jego rodzic: "Też bym chciał, żebyś poleciał..." ;)

autora uznaję niniejszym za mojego nowego mistrza sugestywnej kreski (nie do uwierzenia, ile emocji potrafi pomieścić w niewielkim kadrze i na twarzach bohaterów!) i ciętej riposty
też bym chciała tak umieć!
póki co bliżej mi do Calvinowego: "Zapamiętaj co powiedziałeś, bo za dzień czy dwa wymyślę dowcipną i złośliwą odpowiedź, a wtedy pożałujesz! Obiecuję!", ale wcześniejsze 9 tomików, mieszczących setki historyjek każdy, ciągle przede mną - zamierzam nadal uczyć się od najlepszych :)

"Calvin i Hobbes" to zdecydowanie historyjki obrazkowe dla dorosłych, albo chociaż starszych czytelników
nie do każdego z nich też za pewne przemówią (tata Janka uznał je za "wisielczy humor" i zakazał cytowania!)
dla mnie stanowią jednak świetną satyrę na współczesne społeczeństwo, system szkolnictwa i wielkie problemy okresu dzieciństwa
można się pośmiać, ale i zadumać...



zaprawdę, wszędzie leżą skarby...
wyżej opisany pochodzi wprost ze Świata Komiksu
Czytaj dalej

było sobie... jelito - Historia wewnętrzna

doskonale pamiętam swój ulubiony serial z dzieciństwa - ponadczasową opowieść o tym, co człowiekowi najbliższe:


teraz, ćwierć wieku później, podśpiewując szlagierowe "la vie, la vie", wraz z Mistrzem, Strażnikami i wesołymi krwinkami kolejne pokolenie przekonuje się, że nauka wcale musi być nudna :)

z ciekawością obserwuję fascynację naszych czterolatków ludzkim "życiem wewnętrznym" i podziwiam siłę medialnego przekazu (Justysia: "babciu, czy w tym jest cukier? to ja nie będę jadła" - po odcinku o próchnicy; Jan: "nie można kichać na kogoś, bo się zarazi wirusem!", "mamo, a wiesz, ze mamy w brzuchu dobre bakterie? nie powodują choroby, tylko robią witaminy")
i nawet dziś - po latach akademickiej edukacji w temacie - nie mogę się nadziwić, jak niektóre rozwiązania natury bywają dziecinnie proste w swej niebywałej złożoności 

ale to nie o bajce miałam pisać!
otóż z zainteresowaniem podobnym jakie niegdyś budziło "Było sobie życie", słucham ostatnio pewnego audiobooka
Czytaj dalej

czytamy o dzieciach (z bliska)


znajoma młoda mama zwróciła się do mnie ostatnio o podpowiedź co "o dzieciach" warto przeczytać, od jakiej książki radzę zacząć
przesłałam jej link do pewnego zbioru felietonów, jako zachętę do zgłębienia tematu rodzicielstwa bliskości i obietnicę, że napiszę coś więcej...
napiszę tu - może ktoś jeszcze skorzysta :)
 
Czytaj dalej

być córką w teorii i praktyce


Jestem córką.

To proste - moja mama urodziła (już jakiś czas temu) dziecko płci żeńskiej. Co w tym wyjątkowego? Zdarza się.
Przez jakieś dwadzieścia lat z okładem żyłam sobie z tą świadomością całkiem spokojnie. No, może jeśli chodzi o płeć, to nie przeszkadzała specjalnie tylko przez pierwsze kilka lat, potem parę spraw jednak skomplikowała... Ale bycie czyimś dzieckiem w ogóle? W końcu tak to już jest - rodzice mają dzieci, dzieci mają rodziców.
Proste.
A rodzic o swoje dziecko dba. Wychowuje. Zaspokaja potrzeby (a czasem i zachcianki).
Karmi, ubiera, strofuje (czasem - często!-  również publicznie :/).
Dobry rodzic wyposaża dziecko w niezbędne do zadawania szyku gadżety, a także - czasem niewygodny, ale jednak nie zupełnie niepotrzebny - system wartości.
Kształtuje poczucie obowiązku, pojęcie sprawiedliwości, silną wolę, empatię.
Jest źródłem wsparcia, cennych podpowiedzi, radości (eh, te niezapomniane szaleństwa na śniegu, pływanie pontonem po jeziorze, nauka o strefach czasowych... ok, trochę się zagalopowałam)
Cóż, czasem także przyczyną stresów, traum i psychicznych zahamowań...
Normalka.
Czytaj dalej

share week 2015

ci, co piszą i czytają w sieci, w tym tygodniu komplementują się nawzajem w ramach akcji:


ciekawie to wygląda, bo taka lista często mówi więcej o polecającym niż polecanym...

zwykle nie piszę tu o sobie w oderwaniu od J., ale co tam - ładnie jest się dzielić, pokażę więc kilka swoich wirtualnych ścieżek przez internetowe chaszcze

Czytaj dalej

matko, czy możesz mieć wszystko?

jestem matką - cóż, mam dziecko...
ale mam też własne potrzeby, przemyślenia, plany, życie!
które to musiałam, wraz z  powołaniem do życia nowej istoty, zweryfikować i poukładać sobie na nowo

tak jak autorki felietonów, których garść od niedawna dostępna jest na audioteka.pl:



i zupełnie tak jak Wy - mamy, matki, mamuśki... czyż nie?

myślę, że dobrze czasem sobie o tych naszych - bywa wyjątkowych, ale nierzadko całkiem uniwersalnych - matczynych problemach, radościach, sukcesach i  rozczarowaniach poczytać
albo posłuchać - na przykład przy sprzątaniu :)


Czytaj dalej

Wyspa na prerii

popłakałam się właśnie nad książką Cejrowskiego
tak - tego Cejrowskiego
nie, nie ze śmiechu

Czytaj dalej

czas nie goni nas?

ledwie uzupełniłam wpisy z pierwszej - wrocławskiej - części urlopu, a tu już druga - bardziej "egzotyczna" (i pełna wszelkich możliwych miejskich środków komunikacji :P) za nami...

mimo planów i postanowień nie udało mi się napisać żadnego sensownego podsumowania pierwszego roku Janka w przedszkolu,
a już zaczyna drugi...

w ramach projektu "Przyroda pod lupą" opublikowałam może połowę wpisów, które miałam zamiar...
(ten o motylach już sobie daruję, ale "Las - przystanek od szarości" - trudno, będzie po terminie - wrześniowy!)

w tym roku udało się nam wziąć udział tylko w jednym rajdzie rowerowym :(

na wrzesień odłożyłam własne plany gruntownego przebadania i odnowy organizmu (no, baterie do ciśnieniomierza jednak kupiłam...), stomatologa, bardziej regularne ćwiczenia wzmacniające kręgosłup, szkolenia dokształcające...

a jeszcze Janek pyta dlaczego nie mamy słoików w piwnicy?!


kruca bomba, mało casu!
 
Czytaj dalej

robótki noworoczne

spróbowałam czegoś nowego


całkiem ciekawe rzeczy można zrobić taką techniką - jak ktoś ma nadmiar czasu [np. tak jak ja między 23 a 1 :) ] warto podpatrzeć jak to robią profesjonaliści  - rurki -> TU , kółka -> TU, następny krok -> TU
ciekawe na ile starczy mi entuzjazmu :D
Czytaj dalej

szpatułkowo i świątecznie

sprzątanie, pieczenie, pakowanie, długie kolejki na ostatnich zakupach i w pracy...
w tym całym zamieszaniu uspokajająco zadziałało na mnie klejenie :)
zużyliśmy całkiem sporo lekarskich patyczków - najpierw z Jankiem a potem, gdy zasnął - bez, na upominkowe szopki, ramki i bransoletki (niespodzianki - zdjęć nie będzie :P) oraz ścienne ozdóbki - w tym choineczkę inspirowaną taką
nasza mi się nawet bardziej podoba :D


Czytaj dalej

echa Tygodnia Bliskości

tym razem nie napiszę nic sama - skupiam się na czytaniu, oglądaniu i kiwaniu głową :)

http://newlife-newlove-newme.blogspot.com/2013/10/er-be-czyli-kilka-refleksji-o.html
http://kruszka.blox.pl
http://wswieciezyrafy.blogspot.com/2013/10/tydzien-bliskosci-czas-zaczac.html
http://icyignacy.blogspot.com/2013/10/blisko-coraz-blizej.html
i
http://mamablizniacza.blogspot.com/2013/10/rb-co-to-takiego.html (z kolejnymi linkami)

popieram

polecam
:)

a TU konkurs z ciekawa nagrodą za wypowiedź w w/w temacie - może ktoś ma ochotę?
Czytaj dalej

nowe Zdolności RUCH

ruch to zdrowie - dziś pod tym hasłem siedzę i czytam :P

wydawca zaprasza  na www.facebook.com/Zdolnosci
Czytaj dalej

są powody do radości

- tym razem nawet nie jakieś specjalne - po  prostu czasem warto powspominać te chwile, które przyniosły szeroki uśmiech na twarzy - Janka, a tym samym mojej :)


to kolaż z kilku zdjęć z pierwszych 2 lat życia J.
chciałam wkleić jedno zdjęcie, ale nie mogłam się zdecydować, które prezentuje najpiękniejszy, najbardziej radosny uśmiech :)
w ciągu tak krótkiego czasu było ich tak wiele...
czy najbardziej radosne jest zdjęcie jednego z pierwszych uśmiechów - tak wyczekiwanych przez rodziców każdego malucha? czy może to z uśmiechem tak szerokim, że dokładnie widać pierwsze ząbki? może to z zadziornym błyskiem w oku? tak, to uwielbiam, ale chyba jeszcze bardziej to z kąpieli :)
a może jednak najcudowniejszy jest obraz dziecka buszującego na łące, cieszącego się wolnością, pięknem przyrody, latem...

jak większość rodziców radosnych zdjęć synka mam setki
tysiące radosnych momentów przechowuję w pamięci, mimo, że nie zostały uwiecznione w obiektywie
i każdego niemal ranka tuż po przebudzeniu uśmiecham się na myśl, że za chwilę znów zobaczę rozpromienioną buzię malucha, który w okrutnym świecie potrafi każdego dnia znaleźć jakiś powód do entuzjazmu :)
a co w tym wszystkim najpiękniejsze - radość dziecka jest niesamowicie zaraźliwa!
od kiedy Janek jest z nami sama dużo częściej się śmieję i widzę uśmiechy na twarzach najbliższych - rodziny i przyjaciół, którzy z nami przebywają

dziś dzielę się i z Wami magią jego uśmiechu:D
Czytaj dalej

ząbki zdrowe i białe :D

Janek siedział dziś pierwszy raz w życiu na fotelu dentystycznym!
grzecznie odpowiadał, że szoruje zęby wieczorem i rano i pokazał ząbki w szerokim Aaa...
pani stomatolog obejrzała dolne, potem górne lustereczkiem i... nieźle mnie nastraszyła mówiąc, że w górnej piątce jest dziurka
na szczęście J. dał sobie podłubać w tym ząbku i okazało się, że to tylko paproszek
dostał więc pochwałę i zyskał nowe doświadczenie, dzięki któremu może nie będzie się bal dentysty i uda mu się (w przeciwieństwie do mnie, niestety) raczej próchnicy zapobiegać niż ją leczyć

przy okazji jeszcze kilka słów w temacie:

z Jankiem szorujemy ząbki od dawna, a ostatnio i nitkujemy :P
(nie "na poważnie" - nie chcę mu poranić dziąsełek, ale ponieważ widzi jak ja używam nici, sam też chce próbować)

oprócz oczywistej korzyści dla zdrowia niedawno udało nam się dzięki takiemu entuzjastycznemu nastawieniu do czyszczenia uzębienia (a dokładniej mojemu opisowi naszych rytuałów) wygrać szczoteczkę - wczoraj dotarła i już czeka na swoją kolej :)

w dalszej części
z serii poradnikowo-autopromocyjnej (czego to ta mama nie nawypisuje...) moja nagrodzona wypowiedź na temat "Jak dbac o higienę jamy ustnej malucha":

Czytaj dalej