bardzo lubię czas krótko przed wakacjami, kiedy zakwitają trawniki i nawet w środku miasta znaleźć można kolorową łąkę
w drodze do przedszkola, sklepu, pracy - mimo głowy zaprzątniętej obowiązkami - jest okazja ucieszyć oczy kolorami, poćwiczyć pamięć przypominając sobie nazwy i zastosowania popularnych ziół i bylin...
 |
| szczególnie pięknie wyglądają czerwone maki na tle zieloności - tatajanka usilnie proszony zrobił nawet synkowi sesję zdjęciową w takim plenerze, ale efekt pozostaje tajemnicą - na razie musi wystarczyć moja fotka |
na początku czerwca zrobiliśmy sobie z J. piknik na zarośniętym boisku - przyglądaliśmy się pszczołom i trzmielom przy pracy i zupełnie spontanicznie zaczęliśmy nazywać poszczególne rośliny - wiele znał, o kilka sam zapytał - naprawdę był zainteresowany :) nie przyjmuję do wiadomosci opinii niektórych dorosłych,z enie warto "uczyć" trzylatka tylu "niepotrzebnych" rzeczy, "zaśmiecać" mu umysłu... już dawno pojęłam, że właśnie takie małe dzieci najłatwiej czymś zadziwić, bo po prostu chłoną cały świat wszystkimi zmysłami i nie sądzę, żeby nadmiar wiedzy mógł komuś zaszkodzić, więc chętnie opowiadałam co wiem, w razie niepewności obiecując, że w domu sprawdzimy dokładnie (jakoś tak szczawiu nie byłam pewna...)

było to krótko przed naszym zgłoszeniem do
projektu i nie miałam ze sobą aparatu, później dopiero pomyślałam, że taka dzika łąka to dobry temat...
niestety - kilka dni później już tego naszego chwastowiska nie było :(
co gorsza zniknął też łan maków przed pobliską Biedronką, na który miałam tak optymistyczny widok przez kuchenne okno
szkoda mi go, bo naprawdę dodawał przy śniadaniu energii na nowy dzień...
niestety zazwyczaj w mieście taka mnogość kształtów i barw nie ma szansy przetrwać zbyt długo w jednym miejscu, bo najpóźniej za kilka dni pojawią się panowie w pomarańczowych kamizelkach z warczącymi maszynami :(
zawsze marzyłam o dzikiej łące zamiast trawnika za własnym domem (tata J. pukał się w głowę - pewnie m.in. i dlatego nie mamy dotąd wspólnego domu :P) i denerwuje mnie zbyt regularne strzyżenie całej okolicy niemal na łyso - tym bardziej, że często potem osiedlowe trawniki szpecą suchymi odrostami w kolorze siana
a przecież można by inaczej - może nawet
TAK?
przez kolejne tygodnie "polowałam" na zakątki ocalałe z pogromu - wypatrywałam ciekawszych miejsc wzdłuż trasy rowerowej którą jeździmy do przedszkola i pracy i co dzień obiecywałam sobie, ze jutro, już jutro je sfotografuję - oczywiście po kolei znikały...
już, już miałam po prostu opisać roślinki, które Janek poznał i powklejać linki do zdjęć ze wspaniałej strony pewnej pasjonatki wypatrywania prawdziwego życia na betonowej pustyni - tzn. pełnego cennej wiedzy i pięknych fotografii
CHWASTOWISKA (które serdecznie polecam),
na szczęście mieszkamy dość blisko lasu, a na jego obrzeża (w przeciwieństwie do parku - niestety regularnie koszonego) kosiarki zapuszczają się rzadziej, udało się więc w końcu stworzyć małą galerię miejskich chwastów czerwcowych
oto i ona:
 |
| farbowniki, koniczyny, taszniki... - wszystkie są ciekawe |
Czytaj dalej