Hot Wheels everywhere

u J. było tak z wagonikami i lokomotywami, S. wyraźnie preferuje transport drogowy
'resoraki' są u nas wszędzie...

autka stare (nawet jeszcze po cioci), nowe, osobowe, ciężarowe, Monster Trucks (o których różnorodności przed S. nawet mi się nie śniło) i traktorki (skądinąd jakby coraz mniej kochane) są traktowane jak skarby
S. staranniej układa, parkuje, liczy, dzieli na pudełka według własnego tajnego klucza, angażuje do zabaw z dziadkiem
ma ich dziesiątki!
ale i tak każde nowe jest witane z radością
a Hot Wheels najbardziej
- mimo że jeszcze nie czyta, to logo doskonale rozpoznaje :)


pomysłowość twórców nie zna granic, nie do wiary, jak bogate mogą być kolekcje tych autek!
a każde nowe to temat do dyskusji, wymiany, zabawy z kolegami ('bo Wojtek przyniósł kilka do przedszkola i ja takie otwierałem! ale Franek też nim może jeździć, bo to moja kolega')

w gazetce, oprócz dołożonego wyjątkowego autka, ciekawią plakaty, komiksy, labirynty




najnowsze z kto-by-to-zliczył - Como Camaro i Slide Kick - cóż, były do szczęścia niezbędne...

radość dziecka bezcenna :)


poza tym, to jak inwestycja: Hot Wheels są przecież jak Lego - nie starzeją się i się z nich tak szybko nie wyrasta!


a niech mają, niech się bawią...

Czytaj dalej

ADHD Mózg łowcy i inne supermoce

ADHD to skrót, który w ostatnich latach robi prawdziwą karierę
czy jest tu ktoś, kto nigdy go nie słyszał?
po angielsku "attention deficit hyperactivity disorder", tłumaczone jako "zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi", kojarzy się głównie z nadruchliwością, choć w istocie równie często dotyczy różnorodnych problemów z koncentracją uwagi oraz samokontrolą
co, czy też kogo, tak naprawdę opisuje?
od niedawna odpowiedzi możemy poszukać u samego źródła

ADHD Mózg łowcy i inne supermoce

K.Leer *

oto książka o ADHD - dla wszystkich, którzy kiedykolwiek się z nim zetknęli

jest to zarówno relacja z pierwszej ręki, jak i profesjonalna, naukowa analiza, 
a przy tym także rodzaj poradnika, mogącego wspomóc wszystkich posiadaczy niezwyczajnych, nadaktywnych umysłów 
jednocześnie prezentuje aktualny stan wiedzy medycznej i osobiste doświadczenia autorki, której wielokierunkowe spojrzenie na temat ułatwia fakt, że jest nie tylko lekarzem o specjalizacji psychiatrycznej, ale też sama na co dzień zmaga się z ADHD - własnym i swojego dziecka 
wszystko w jednym, wszystkiego po trochu - można się było tego spodziewać po dziele mózgu z supermocą ;) 
ADHD jest tu definiowane - jak na niejednolitą, dotykającą wielu aspektów funkcjonowania organizmu "jednostkę" przystało - na kilka sposobów:
jako diagnoza psychiatryczna, zaburzenie charakterologiczne, dysfunkcja wykonawcza, odmiana mózgu nieneurotypowego, czy w końcu jako szczególny dar

autorka, odwołując się nierzadko do własnych doświadczeń, przybliża blaski i cienie codzienności w cieniu ADHD
utożsamiając się z czytelnikami z podobną diagnozą, używając narracji zbiorowej (2. os. l.mn.) opowiada, jak wielkie wyzwanie stanowi życie z ADHD w dzisiejszym świecie
pisze o tym, jak impulsywność, hiperaktywność i zaburzenia koncentracji utrudniają wykonywanie najprostszych zadań, organizację życia rodzinnego, czy kontakty społeczne 
podsuwa jednak także kilka strategii radzenia sobie na co dzień z podobnymi utrudnieniami, m.in. za pomocą utrwalania nawyków, opanowywania emocji oraz bałaganu - w otoczeniu i własnym wnętrzu
pisze o ryzyku uzależnień, depresji, problemów w związkach, szkole i pracy zawodowej osób zmagających się z ADHD
nie pomija ważnej roli farmakoterapii

wygląda na to, że Kristin Leer w książce "ADHD..." po prostu krok po kroku, od (jakże problematycznej) diagnozy, przez próbę zrozumienia przejawów, aż po sugestie terapeutyczne opisuje schorzenie, z którym trzeba sobie radzić
- uzna na podstawie powyższego streszczenia ktoś, kto niezbyt uważnie wczytał się w tytuł, nie zna blurbu z okładki, ani nie widział wydawniczych zapowiedzi
pozostali, do których świadomości przebiło się co nieco o "supermocy", "hiperskupieniu", czy "dodatkowych możliwościach" mogą się w tym miejscu poczuć nieco skonfundowani
jak to w takim razie jest naprawdę? mówimy o "chorobie", z którą należy "walczyć", czy wyjatkowych zdolnościach, nadzwyczajnych "pięknych umysłach"?!

otóż

"Różne objawy ADHD mogą być uznane za korzystne w zależności od tego w jakim kontekście dają o sobie znać:
rozkojarzony - ciekawy 
zapomina o czasie - skupia się na chwili obecnej
nie trzyma się wątku - widzi konteksty nieostrzegalne przez innych
nadpobudliwy - energiczny
impulsywny - kreatywny
zdezorganizowany - spontaniczny
uparty - walczy o to, w co wierzy
miewa nierówne wyniki - ma przebłyski geniuszu
nieskoncentrowany - hiperskupiony
 spóźnialski - z optymistycznym podejściem do czasu"
wydaje się, że to właśnie powyższe zestawienie stanowi istotne przesłanie autorki
warto przez pryzmat tej lektury spojrzeć na krewnych/znajomych/siebie i spróbować przełamać stereotypy w myśleniu o ADHD

dzięki wiedzy i doświadczeniu Kristin Leer mamy szansę lepiej dowiedzieć się więcej o neuroróżnorodności, poznać źródła pewnych atypowych zachowań, czy w końcu znaleźć pozytywy posiadania "mózgu łowcy"
ewolucja to wszak "ślepy zegarmistrz" - jeśli postawiła niektórych z nas w obliczu dzisiejszej cywilizacji wyposażonych w mózgi, które lepiej by się sprawdziły w buszu - trudno, jakoś musimy z tym żyć...


* Kristin Leer studiowała medycynę w Warszawie, odbyła staż w Oslo University Hospital w Aker.
Jest specjalistką w dziedzinie psychofarmakologii i psychiatrii, ma duże doświadczenie w terapii uzależnień. Swoją pracę w dużej mierze poświęca poszerzaniu społecznej wiedzy o ADHD.
Książka "ADHD. Mózg łowcy i inne supermoce." została napisana w lekkim, popularno-naukowym tonie, posiada jednak bogatą bibliografię, odsyłającą do publikacji z dziedziny medycyny
Czytaj dalej

Questy i wyzwania podczas zwiedzania

jak zachęcić dzieci do aktywnego zwiedzania i poznawania świata w podróży?

moim ulubionym sposobem jest stawianie przed nimi wyzwań

często wystarczy zapowiedź otrzymania pieczątki w schronisku, odznaki PTTK za sumę punktów GOT, czy medalu na szczycie, a i sama satysfakcja z pokonywania słabości jest przecież w górskich wędrówkach zawsze bezcenna...
bywa jednak, że potrzeba dodatkowej motywacji 
z pomocą przychodzą wtedy gotowe wyzwania - Questy off- i on-line, mapki z trasami na orientację, książki z zadaniami...

poniżej kilka sprawdzonych przez nas w terenie


- Książeczka GOT PTTK (odznaki i regulaminy >>KLIK<< )

- seria zeszytów "Przyjaciel Parku Narodowego" (dostępna również do wydruku na http://przyjacielparku.pl/)

- seria wydawnicza "Podróżownik..." (>>KLIK<<)
*u nas Świętokrzyskie, Tatry i Pieniny

- Niezbędnik poszukiwacza przygód (>>KLIK<<)
*u nas Chełmno

- Lokalne i okresowe trasy oraz wyzwania, np.:
  - kujawsko-pomorskie Paszporty "Konstelacja dobrych miejsc" (>>KLIK<<)
  - Eskapada z Przewodnikiem (>>KLIK<<)
  - Bydgoszcz, trasy Bydgoskiego Centrum Informacji
*u nas Trasa Nr 1 "Szyfr pana Twardowskiego"
  - Toruń, książeczka "Artur, Natalka i sekrety toruńskiego Dworu Artusa"
  - Śladem izerskich tajemnic - gra terenowa (>>KLIK<<)
* u nas wspomniana tu - klik 

- Questy Wyprawy Odkrywców, z ulotką lub aplikacją z https://questy.org.pl/
* nasze tegoroczne to m.in. "Park dworski hrabiów Wodzickich w Porębie Wielkiej. Poznajemy drzewa" oraz "Grudziądz - powrót do przeszłości"


lista nie jest definitywnie zakończona
c.d.n.
czekamy na Wasze podpowiedzi!
Czytaj dalej

Gorce z dziećmi: Stare Wierchy czy Maciejowa?

z cyklu #góry z dziećmi - c.d. wspomnień beskidzkich (wstęp tu >>KLIK<<)

najlepszy cel górskiej wyprawy z dzieckiem typu S. to oczywiście schronisko - czytaj 'pierogi'/'lody'/'pieczątka'
w Gorcach jest kilka takich opcji!

dzień zapowiadał się piękny (i upalny), więc mieliśmy czas...
wyruszyliśmy z Poręby Górnej (Poręba - Chlipały, końcowy przystanek PKS), gdzie rozpoczyna się żółty szlak i ścieżka przyrodnicza*


mając do wyboru wycieczkę stąd do schroniska Stare Wierchy lub do bacówki na Maciejowej wybraliśmy... wersję dwa w jednym!
nie trzeba jednak decydować już na starcie - najpierw żółty wiedzie po prostu w górę ;)

trasa prowadzi szeroką ścieżką, bezpieczną dla 3-4-latka
po drodze cieszy szum strumyka, motyle polany i widoki na Beskid Wyspowy (za plecami) = nie idzie się źle

Schronisko Stare Wierchy nie jest samo w sobie najgorszym celem
dzieciom podobała się duża polana wokół i leżaki, 'ruskie' smakowały 
tylko "po widok" trzeba przejść się jeszcze kawałek dalej


na tym można by było wyprawę zakończyć, wracając znów szlakiem żółtym lub, dla odmiany, fragmentem ścieżki przyrodniczej Wokół doliny Poręby z zielonymi znakami
mając jednak na rozdrożu żółty/czerwony jeszcze zapas sił i czasu do zachodu słońca (czerwiec <3 ), WARTO ruszyć granią w kierunku Maciejowej


dla małych nóżek to duże wyzwanie, ale przecież "po płaskim" dadzą radę! 
czerwony szlak w dużej części ocienia las, co akurat w naszym przypadku (w południe 35 st. C w słońcu), stanowiło istotny plus

bacówka rekompensuje wysiłek swoim klimatem, otoczeniem i widokami


chłopcy polecają pierogi z jagodami, 
mama panoramę z tarasu
jeśli tylko dysponuje się obiektywem choć trochę lepszym niż telefoniczny, można pstryknąć piękne fotki z widokiem na Tatry...
a w przeciwnym razie zachować go sobie pod powiekami ;)

powrót przez Jaśliska to idealne zakończenie wycieczki 
leśna część szlaku (zielony) się nie dłuży, bo spada dość intensywnie w dół, zaś fragment przez polany i przysiółki jest po prostu piękny krajobrazowo


pełna trasa to ok. 19 GOT
dla jeszcze-nawet-nie czterolatka, spory wyczyn 
[S. na Maciejowej uciął sobie regeneracyjną drzemkę, a fragment asfaltowy przebył na barana, wieczorem miał jednak oczywiście jeszcze siłę na szaleństwa przy tężni w parku ;) **]
dla starszych - bardzo przyjemna pętelka

polecamy!


__
* znakowanie na starcie nie jest idealne - by uniknąć niepewności na początku trasy, można zerknąć na blog Trasa dla bobasa >>KLIK<< po szczegółowe wyjaśnienie, które oszczędzi stresu :)

** tężnia solankowa w Porębie >>KLIK<< szczegóły wkrótce ;) 
Czytaj dalej

wakacyjny Sen

dziś będzie krótko

przecież i tak WSZYSCY znają tę czerwoną rybę z karty i pudełka ;)

gra "Sen", 

której to flagowa, lecz nie jedyna tak piękna ilustracja, od kilku lat wkrada się (skutecznie!) do świadomości (i w łaski) graczy
a w zasadzie, przez wzgląd na mało skomplikowane zasady i przyciągającą uwagę formę, ich całych rodzin, uczniów, towarzyszy podróży, przyjaciół i znajomych...

nam towarzyszyła w tym roku przez całe wakacje i łączyła przy stole trzy pokolenia :)


"od pierwszego wejrzenia" ciekawość budzą niesamowite grafiki na ponadprzeciętnego rozmiaru kartach
oraz zapowiedź pięknej przygody w świecie sennych marzeń

Gracze wybierają się w podróż do świata ze snów.
Czekają na nich niezwykłe krainy: niektóre jak z bajki, inne z kolei mroczne i pełne kruków.
Podglądaj i przejmuj sny rywali.
Celem gry jest stworzenie snu z jak najmniejszą liczbą kruków.


zasady nie są skomplikowane
 
każdy gracz (od 2 do 5) otrzymuje 4 karty, które umieszcza zakryte przed sobą - to cztery krainy jego tajemniczego 'snu'
na starcie podgląda - i stara się zapamiętać - dwie z nich 

obrazy na kartach przedstawiają mniej i bardziej pogodne krajobrazy, opisane punktacją od o 0 do 9 (liczoną w 'krukach')
celem gracza jest zgromadzić przed sobą najjaśniejsze z nich, a tym samym minimalną liczbę kruków
podczas rozgrywki kolejno dobieramy karty i decydujemy o ewentualnej wymianie na nie tych posiadanych - czasami świadomie, często na chybił-trafił

dodatkowe opisy na kartach pozwalają okazjonalnie "pomieszać" w kartach konkurentów, czasem ktoś przypadkiem wyrzuci niezłą kartę, którą następny w kolejności może podjąć, lecz poza tym interakcja jest raczej nikła...

runda kończy się, gdy ktoś zamiast dobierania karty decyduje się na pobudkę, tj. odkrycie kart
jeśli "budzący" ma na swoich najmniejszą liczbę kruków-punktów - wygrywa (otrzymuje 0pkt.), 
jeśli nie, dostaje karne punkty; pozostali zapisują ile kruków uzbierali
rozgrywamy kilka/kilkanaście tur, aż ktoś uzbiera łącznie ponad 100 punktów
wygrywa ten, kto ma wówczas najniższy wynik


obytym z grą instrukcja proponuje dodatkowe warianty, oparte na niewielkich modyfikacjach punktacji
stanowią one ciekawe wyzwanie szczególnie dla graczy lubiących większą dawkę ryzyka premiowane jest np. zebranie najwyżej punktowanych kart, ale tylko jeśli uda się zgromadzić pełen komplet, w przeciwnym razie można sporo stracić...

dla prawdziwych fanów wydano już także drugą wersję - Jubileuszową >>KLIK<< - z kolejnym zestawem równie pięknych, choć zupełnie nie "cukierkowych" kart oraz minidodatek
wszystkie można ze sobą połączyć i zagrać w alternatywną opcję - długi sen!


w moim odczuciu największą wartością tej karcianki jest minimalny próg wejścia i potencjał integracyjny
muszę jednak przyznać, że sama mechanika, choć przypomina memo z dużym marginesem losowości, też coś w sobie ma...

jak ogromną zaletą (a może i kluczem do popularności?) jest oprawa artystyczna gry - każdy widzi!
wszystkim zachwycającym się malarskimi ilustracjami do "Dixita" pozostaje rzec "cudze chwalicie, swego nie znacie" i polecić głębszą analizę sennych wyobrażeń Marcina Minora 
i/lub innych obrazów z jego bogatego portfolio*
bardzo polecam!



__
* wernisaż prac pana Marcina w dużym formacie, wspólne granie i "nocne rozmowy" to także jedna z naszych tegorocznych wakacyjnych przygód ze "Snem" w tle
choć podziwiam kunszt autora, jego "obrazki" zawsze wzbudzały spory niepokój...
teraz chyba nieco inaczej na nie patrzę - a na "...Zośkę" to już w ogóle, wyłącznie z sentymentem :D
M.M. to bardzo pracowity i otwarty człowiek, a Minorowie - przemiła rodzina <3
dziękujemy za spotkanie i liczymy na kolejne! 

__
za własny egzemplarz "Snu" dziękuję przyjaciołom,
wersję jubileuszową, podarowaną przez NK Klubowi Gier Planszowych Seniora, można znaleźć w Bibliotece Miejskiej F1 w Grudziądzu

Czytaj dalej

Beskid Wyspowy - Luboń Wielki (z dziećmi)

to był mój pierwszy raz z dziećmi (lat 11 oraz 3 i pół) w tej okolicy... 
[słowo wstępne tutaj >>KLIK<<]

nocując w Porębie Wielkiej, z samochodem do dyspozycji, mieliśmy do wyboru szeroki wachlarz okolicznych szlaków w Beskidzie Wyspowym i Gorcach

na pierwszą wyprawę wybrałam - trochę na chybił-trafił, a trochę z sentymentu - Luboń Wielki 
ten charakterystyczny, widoczny z daleka, określany jako "najbardziej wybitny szczyt Beskidu Wyspowego" (500 m podejścia!), stanowi niewątpliwie zacny, warty uwagi cel 

zdecydowaliśmy się na atak od południa :)

Rabka Zaryte - szlak zielony - Schronisko PTTK na Luboniu Wielkim - szlak żółty - Rabka Zaryte*

oj, ta "rozgrzewkowa" wycieczka na Luboń skutecznie nas rozgrzała!

łagodne, leśne (w założeniu) podejście okazało się de facto, w ponad 30-stopniowym upale, całkiem sporym wyzwaniem 

niby pamiętałam szlak (sprzed 15 lat), ale warunki mają kluczowe znaczenie! podchodząc z plecakiem, w "dorosłym" tempie, na koniec w ulewnym deszczu, umęczyłam się mniej, niż rozpaczliwe poszukując cienia przez pierwsze pół godziny drogi (gdzie ten las!?), a następnie organizując system zachęt i odpowiedzi na 'nudzi mi się to wchodzenie', 'ja się męczę' i 'daleko jeszcze?'

panorama (i lody ;) ) na szczycie rekompensują wszelkie niedogodności i nagradzają wytrwałość :)

schronisko na Luboniu pozostało takim, jakie pamiętałam: skromne rozmiarem, gościnne, przytulne
regeneracja sił przebiega tu błyskawicznie!


posiedzieliśmy
wracamy

"perć Borkowskiego", czyli znakowany na żółto szlak schodzący na południowy wschód, jako trudniejszy, generalnie nie jest polecany osobom starszym i rodzinom z dziećmi...
część trasy biegnie przez rezerwat, chroniący unikalne na beskidzką skalę piaskowcowe rumowiska skalne
świadoma ostrzeżeń, wiedząc wszak, jaką radość sprawia zbieganie po kamieniach nawet najkrótszym z naszych nóżek, zdecydowałam się na powrót właśnie tą drogą
z wyrywnym pięciolatkiem, czy po deszczu wyobrażam sobie pewne ryzyko, lecz przy dopisującej nam pogodzie nie bałam się puścić dwukrotnie starszego J. samego przodem
tymczasem S. zgodnie i sprawnie skakał po skałach 'za rączkę', więc dla nas była to tylko przyjemność

zejście żółtym szlakiem wymaga uważności (ruchome kamienie, wystające korzenie, stromizny etc.), ale się nie dłuży


spore fragmenty tego zejścia prowadzą przez las, ale pomiędzy drzewami można wypatrzeć rozległe widoki na Gorce, a nawet Tatry
plan na dłuższy popas na łączce przy końcu drogi pokrzyżowała nadciągająca "zza pleców" chmura burzowa,
ale sił i czasu starczyło jeszcze (oczywiście) na kwadrans na dole, na placu zabaw przy rabczańskim przedszkolu ;)

podsumowując: 

nie mogę stwierdzić, że "polecam tę trasę każdemu", niewątpliwie uważam ją natomiast za bardzo ciekawą, idealną na kilkugodzinną wycieczkę rodzinną

w Beskid Wyspowy z pewnością wrócimy w pełni możliwości kondycyjnych (S. musi dorosnąć do tutejszych ups&downs ;) ), czeka wszak wiele równie mile wspominanych przeze mnie górek: Ćwilin, Mogielica, Jasień...

tym razem kolejne wycieczki odbyliśmy już po gorczańskiej grani

c.d.n.

__

* na start dotarliśmy samochodem
parking w Rabce Zaryte znajduje się tuż przed wejściem na zielony szlak, przy dużym sklepie spożywczym (obecnie Lewiatan) - jest płatny i zupełnie nie osłonięty przed słońcem, ale rozległy i monitorowany;
info dla niezmotoryzowanych: bardzo niedaleko usytuowano też przystanki autobusowe w obu kierunkach 
Czytaj dalej

Gorce z dziećmi 2022

w ramach tegorocznych letnich wakacji, dysponując kilkoma dniami wolnego przed planowanym urlopem w Tatrach, "zahaczyliśmy" o Beskidy Zachodnie

bez planu, niesieni tęsknotą za beskidzkimi pagórami (ja), wiecznym entuzjazmem i otwartością (J.) oraz niespożytą energią (S.) wylądowaliśmy na granicy Beskidu Wyspowego i Gorców

przedeptaliśmy i zobaczyli tam:

  • morze okolicznych wysp-szczytów z Lubonia Wielkiego >>KLIK<<
  • skansen w Chabówce
  • Stare Wierchy i Bacówkę na Maciejowej
  • Tatry z Turbacza
  • wystawę przyrodniczą GPN i park w Porębie
  • Termy Gorczańskie... od zewnątrz ;)
i - jak to zwykle bywa - dużo, dużo więcej po drodze!

baza wypadowa: Poręba Wielka

skład: mama i Oni, tj. Młodszy w wieku 3 i trzy czwarte, J. już (!) nastolatek, ze mną w roli dorosłego opiekuna, kierowcy, poganiacza i źródła przekąsek

termin: koniec czerwca, upalny początek lata 2022

dojazd/transport lokalny: samochód

w dwóch słowach: szczęśliwa, ale zmęczona, kolejny raz obiecuję sobie lepiej mierzyć siły na zamiary... z dumą wszak myśląc zarówno o przedszkolaku, który świetnie dawał sobie radę, jak jego dzielnym, wspierającym starszym bracie, potwierdzam, że wszystkie zaplanowane trasy przebyliśmy w pełnym składzie, na 6 nogach i - nie licząc krótkich chwil zwątpienia - z uśmiechami na twarzach :)  
czyli się da*

niezmiennie polecam Beskidy jako górki piękne i różnorodne, w porównaniu z Tatrami niemal bezludną oazę spokoju, pod wieloma względami bardzo przyjazne rodzinom z dziećmi

i już chciałabym tam wrócić...


*więcej o poszczególnych trasach wkrótce, w serii wpisów z cyklu #góry z dziećmi


Czytaj dalej

balkon latem (z zielem i kwiatem)

smutna prawda jest taka, że na naszym balkonie po kilku tygodniach bujnego rozkwitu, następuje zwykle znudzenie regularnym podlewaniem, seria gorących, bezchmurnych popołudni i/lub mój urlop na wyjeździe, skutkiem czego w wielu doniczkach pozostają tylko marne podsuszone badylki

w tym roku upał i susza także z pewnością powoli doprowadzą do analogicznego stanu...

trzeba się więc cieszyć "zielonym", póki czas!






tym razem widok sąsiednich bloków przesłaniamy:

bratkami, pełnej palety barw, w które czarodziejka Castorama przemieniła nam zużyte baterie i elektrośmieci
oraz
błękitną lobelią, tęczowymi nemezjami, silnymi wyżlinami w odcieniach różu, drobnymi smagliczkami z fioletowym podbarwieniem, oryginalnie postrzępionymi petuniami, "patriotycznymi" begoniami, słonecznymi polegnatkami, rozkwitłą wbrew przeciwnościom jasną dalią, niezawodnymi aksamitkami, wytrwałym orlikiem, wybujałymi goździkami, nagietkami (póki co w fazie liścia), kwitnącym szczypiorem
i - tradycyjnie, rozpoznanymi na +/-(orientacyjnie) - ziółkami,
z których większość, za kilka słoików i plastikowe doniczki, podarowało, jak zwykle hojnie, CEE*

dziękujemy, cieszymy oczy i ponownie polecamy 'recyklingowe' ukwiecanie balkonów i rabat

__

* sadzonki z CEE "gościmy" po raz nie pierwszy, o czym wspominałam już tu >>KLIK<< i tu: >>KLIK<<



Czytaj dalej

Moje ciało jest ok

co wiem na pewno o samoakceptacji, to że nie zawsze jest łatwa

Anna Natasza i Aleksandra Góreckie, autorki

Moje ciało jest okej!

próbują podpowiedzieć, jak radzić sobie z brakiem pewności siebie, przewrażliwieniem na punkcie niedoskonałości, niepochlebnymi komentarzami lub hejtem itp.
po to, by polubić swój wygląd i dobrze poczuć się we własnym ciele

jak głosi podtytuł, to "Książka o ciele, emocjach i samoakceptacji, Do czytania, odkrywania i bazgrania"

tak naprawdę kompleksy nie zależą od wieku, ale w czasie dojrzewania pozytywne nastawienie do własnego ciała bywa szczególnym wyzwaniem
dlatego książka napisana jest tak, by jak najlepiej trafić do młodego czytelnika
prosty język, krótkie rozdziały, przystępne tłumaczenia - to wszystko ułatwia lekturę
w dodatku zróżnicowane zadania do wykonania zachęcają do zmiany sposobu myślenia i życzliwego spojrzenia na siebie od zaraz

* Jak zaakceptować siebie i poczuć się dobrze w swoim ciele?

* Jak ogarnąć wszystkie emocje, które pojawiają się, gdy o nim myślimy?

* Co zrobić z tym, czego w sobie nie lubimy?

autorki, na podstawie własnych doświadczeń i cytowanych rozmów, próbują odpowiedzieć na te pytania, ponieważ wierzą, "że wiedza o tym, jak się ze swoim ciałem dogadać i jak o nie emocjonalnie dbać, jest podstawowym prawem, które należy się każdemu od najmłodszych lat"

wprowadzają i tłumaczą pojęcie 'ciałopozytywności' oraz kilka innych, ważnych określeń związanych z postrzeganiem siebie (jak transseksualizm, anoreksja/bulimia, rasizm etc.),
podpowiadają jak radzić sobie w trudnych sytuacjach związanych z odrzuceniem,
a przede wszystkim bardzo starają się przekonać czytelnika, że

"Twoje ciało jest jedyne w swoim rodzaju. Właśnie dlatego, że jest twoje. I jest naprawdę okej!"

to bardzo (ciało)pozytywna książka do podsunięcia młodzieży*, do dyskusji i przepracowania, by łatwiej było im być sobą i szczęśliwiej żyć wśród innych

warta uwagi



Wydawnictwo Znak Emotikon - dziękuję

__

 * sugerowany wiek 9-12 lat, ale można polecić także dorosłym, których ciało wszak także ciągle się zmienia i wymaga coraz dojrzalszej miłości ;)



Czytaj dalej

Terraformacja Marsa solo

gry planszowe, wiadomo, są po to, żeby się przy nich spotykać i wspólnie spędzać czas...

jeśli jednak realia nie sprzyjają, a gier komputerowych się specjalnie nie lubi, to tryb jednoosobowy w planszówkach jest na wagę złota*

ta, o której dziś, naprawdę niezła w gronie 2, 3, czy (podobno) nawet 5 osób, całkiem dobrze "gra się" solo!

Terraformacja Marsa

gra, choć powszechnie krytykowana za oprawę graficzną, plasuje się wysoko w rankingu BGG**
cóż, w moim prywatnym również :)
dla mnie planszetki i grafiki na kartach są ok - może nie piękne, ale czytelne
ich stonowana kolorystyka odpowiada mi nawet bardziej, niż tych nowych (podobno lepiej spełniających współczesne standardy) - z "Ekspedycji Ares"
a główna plansza i znaczniki wręcz zachęcają do działania - zbierania zasobów i inwestowania w zazielenienie i nawodnienie pustynnej planety

już sam tytuł zdradza cel rozgrywki 
tak w trybie solo, jak konkurencyjnym, dążymy do konkretnego poziomu terraformacji, określonego wskaźnikami temperatury i tlenu oraz "uwolnienia" 9 oceanów 

pełną instrukcję łatwo znaleźć w sieci (np. tu >>KLIK<<
zasady gry solo w skrócie zawierają się w kilku podstawowych różnicach:
- zaczynamy zawsze w trybie korporacyjnym
- gramy zaledwie 14 pokoleń (z dodatkiem " Preludium" - 12!)
- w czasie trwania jednego pokolenia wykonujemy tyle akcji ile chcemy/możemy - 'pas' to koniec tury
- "wirtualny przeciwnik" na starcie ustawia na planszy 2 miasta i 2 przylegające do nich tereny zielone 
 - wszelkie negatywne efekty, które zwykle trzeba/można skierować na współgraczy, "lecą w kosmos" ;)

choć podstawowe reguły/koszta/punktacja pozostają te same, przebieg rozgrywki solo bardzo różni się od "multi"
tu nadrzędny cel to intensywna terraformacja, punkty są gdzieś na marginesie, tworzenie rozbudowanego silniczka - w strefie marzeń
czas goni, Mars nie bardzo chce współpracować, człowiek chwyta się każdej asteroidy...

pewną uciążliwość stanowi konieczność ciągłego "pilnowania" punktacji - to nikt nie patrzy na ręce, a wiadomo, że każdy pominięty w ferworze walki punkt terraformacji utrudni zdobycie ostatecznego celu
często podkreślany minus gry, to czas trwania rozgrywki (długi)
w przypadku gry jednoosobowej jest on oczywiście znacząco krótszy, niż w multi- ale wciąż liczyć musimy też czas przygotowania licznych komponentów, całość zajmuje zatem minimum godzinę

plusy są wszak liczniejsze!
gra solo jest dość wymagająca, ale jak najbardziej możliwa do wygrania
mamy szeroki wybór warunków startowych w postaci kart korporacji, a w przypadku dodatku "Preludium" także różnorodnych 'handicapów'
ponadto element losowości (dociąg kart) urozmaica rozgrywki, czyniąc z każdą z nich niepowtarzalną

bardzo polecam ten przyjemnie zmuszający do myślenia, relaksujacy 'kosmiczny pasjans' :)



__
** inne moje planszówki grane solo - >>KLIK<<
* boardgamegeek.com - skarbnica wiedzy o grach planszowych, nie tylko dla geeków ;)


Czytaj dalej

prace plastyczne 2021/22

zamiennym jest, że J. na wszelkie swoje rysunki mówi "prace plastyczne"*
S. rysować, jak twierdzi, nie lubi, bo "się męczy"
tym bardziej doceniać należy ich zaangażowanie we wszelkie 'męczące prace'!
efekty, przynajmniej dla mnie, dowodzą wartości tego poświęcenia :)
 
Wymarzony ogród dla owadów

kartka pocztowa "Pozdrowienia z Polski"

Łódź z dziećmi >>KLIK<< oczyma J.
 
 S. koloruje ("bo trzeba"):
 



 
 
serduszkowo/laurkowo:
 







szkice J.:




kreatywnie, świątecznie i wiosennie:
 

 

 


 
pojazdowo, portretowo, to i owo:
 

 

 

 

 
2021/2022
S. - początek przedszkola, J.- start w nastoletniość

brawo, chłopaki!

--
*co najmniej równie czasochłonne i wymagające autorskie konstrukcje z LEGO "pracami" nie są
uwieczniać i doceniać te, tak niesamowite, jak nietrwałe cudeńka, to moje odwieczne wyzwanie...
Czytaj dalej