Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6-12 miesięcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6-12 miesięcy. Pokaż wszystkie posty

coś dla małych oczu i nieco większych rączek - mała biała rybka, kolory i pyssla

mam wrażenie, że nikt nie zastanawia się, kiedy zacząć dzieci przytulać, mówić do nich, dawać do ręki grzechotkę, pokazywać z bliska kwiaty i liście na spacerze, uczyć, że piesek robi "hau!", a kotek "miau"...
za naturalne (bardzo słusznie) uznaje się fizyczny kontakt z bliskimi, rozpoczynaną już po narodzinach naukę porozumiewania się - w początkowo wszak zupełnie niezrozumiałym języku - i poznawanie otaczającego świata wszystkimi zmysłami przez niemowlaki
jeśli jednak chodzi czytanie najmłodszym - bywa różnie
ku swojemu zaskoczeniu niejednokrotnie spotkałam się z całkowitym niezrozumieniem idei czytania niemowlętom i opiniami rodzaju "na to ma jeszcze czas", "po co mu czytasz, przecież nic nie pojmuje",
a przecież - podobnie jak plastikowa zabawka, cień na ścianie i "jego własna noga" - książki też mogą być fascynujące nawet dla kilkumiesięcznych dzieci
i są! co pokazują liczne mamy maluchów w ramach projektu Przygody z książką oraz nasz najnowszy nabytek


z Jankiem czytam od zawsze - niestety z pierwszych dwóch lat zachowały się tylko nieliczne ślady tego procederu w postaci przypadkowych zdjęć nad "Ulubionymi wierszami babci", czy kartonowym "Kajtusiem" (w tym to ostatnie na nocniku, więc pozostanie głęboko ukryte w domowym albumie)
wbrew planom i marzeniom nie pojawił się w domu kolejny obgryzający okładki młody czytelnik, stąd również tu, na blogu, zieje dziura w temacie książek dla najmłodszych
nieznacznie maskują ją co prawda regularnie powtarzane komplementy dla kartonówek-wyszukiwanek, które kupuję wszystkim znajomym - nawet już rocznym - maluchom, bo wiem, że będą służyć latami (ach, ta ulica Czereśniowa! >>),
ale dziś doczekała się pięknej łatki w postaci prezentu od wydawnictwa Mamania dla najmłodszej w rodzinie:


"Mała biała rybka" to z jednej strony książeczka, jakich wiele - opowiadająca historię dziecka poszukującego swojej mamy
i pokazująca najmłodszym podstawowe kolory
jest jednak także wyjątkowa, gdyż w przeciwieństwie do tych "zwykłych", jej ilustracje stworzono na zasadzie kontrastu, umieszczając proste kształty na czarnym tle
jest to zabieg fatalny dla samej książki, bo jak każda mama wie, małe paluszki nigdy nie są czyste i suche, a na czarnej kartce doskonale odbijają się linie papilarne... ale świetny dla małych oczu
kolorowe elementy podwodnego świata zdecydowanie przyciągają uwagę!




zarówno ilustracje, jak sama historia, choć proste, mogą zachwycić
na kilkunastu stronach dostajemy to, czego chyba wszyscy szukamy w książkach - pełen wachlarz emocji, barwne postaci oraz akcję, która nie stoi w miejscu - w wersji dla początkujących :)
a końcowa scena, emanująca ciepłem, czułością i spełnionym poczuciem przynależności, jest po prostu urzekająca


"Mała biała rybka" zmobilizowała nas do przygotowania dla małej kuzynki J. mobila w kontrastowych kolorach
z drobnych koralików (polecam jako ćwiczenie sprawności palców i cierpliwości!) powstały czarno-biało-czerwone kształty oraz główne bohaterki opowieści




ale, ponieważ książka aż się prosi o stworzenie dodatkowych wycinankowych ilustracji (może kilka zalaminowanych,
 na odpowiednich dla małych rączek niedużych karteczkach, które dzidzia będzie mogła miętosić w czasie lektury?),
mam wrażenie, że to jeszcze nie koniec...


tylko skąd brać czas, gdy tak wiele innych inspiracji czeka wśród bajecznie różnorodnych wpisów w cyklu:


?!


Czytaj dalej

to już rok

nie mogę uwierzyć, że Janek urodził się rok temu
z jednej strony - to cały rok! 365 dni rewolucyjnych przemian, codziennego odkrywania siebie na nowo
- tyle się zdarzyło w naszym wspólnym życiu... u niego oczywiście nieporównywalnie więcej - nie da się porównać choćby przeprowadzki do kompletnej przemiany z mało rozumiejącego robaczka w całkiem samodzielne chodząco-mówiące stworzenie człekopodobne, zmiany pracy do przejścia z diety płynnej przez papkowatą do konkretnej - ziemniaczano-mięsnej :)
ale tak szybko mija ten czas
już prawie nie pamiętam jaki był maleńki, leciutki, cichy...

za kilka dni pierwsza rocznica naszego spotkania
układam w albumie zdjęcia z tego roku i uśmiecham się na myśl ile jeszcze przed nami :)
Czytaj dalej

moje pierwsze...

dopiero przeglądając po czasie notatnik z końca pierwszego roku życia Jana zdałam sobie sprawę ile się w tych ostatnich miesiącach nauczył, ile osiągnął - ile przeżył swoich "pierwszych razów"

w ciągu dwóch miesięcy zapisałam:
05.09.2011 - pierwsze "tatata"
18.09.2011 - pierwsze (chwiejne) stanie w pionie bez podparcia
03.10.2011 - pierwsze samodzielne szorowanie ząbków
10.10.2011 - pierwsze celowe "pa, pa" rączką do mamy wychodzącej do pracy
11.10.2011 - pierwszy raz gorączka (picie "ne", "opa", "idź")
22.10.2011 - pierwsze samodzielne kroczki bez podtrzymywania - puścić szafkę i do mamy :)
27.10.2011 - pierwsza podróż pociągiem - ARRIVA do cioci Ginki
31.10.2011 - pierwszy raz cały dzień z babcią Ireną - i od razu sukces - pierwsze samodzielne jedzenie łyżeczką!
9.11.2011 - pierwszy samodzielny marsz długodystansowy -na trasie fotel-telewizor

a przecież nauczył się na pewno dużo, dużo więcej - odniósł setki małych zwycięstw i tysiące porażek coraz lepiej poznając otaczający świat, dostosowując się do niego, a często zmieniając - tak jak zmienił mój sposób patrzenia na rzeczywistość, ucząc jak się cieszyć z najdrobniejszych sukcesów:)
Czytaj dalej

Janek chodzi!

no i przegapiłam moment...
nagle zorientowałam się, że nie zanotowałam sobie kiedy postawił pierwsze kroki :(
chyba od mniej więcej tygodnia wstaje przy rogówce i przesuwa się podtrzymując rękoma, chętnie idzie przy mnie trzymany za rączki
przy keybordzie sobie chodzi od C do C'
oj, wyrodna matka - cały zeszyt zapisków i ani słowa o jednej z najważniejszych chwil dzieciństwa

teraz się muszę pilnować, żeby pierwszego samodzielnego kroku bez trzymanki nie przegapić!
Czytaj dalej