Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rowerowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rowerowo. Pokaż wszystkie posty

złote pola rzepaku


nie ma* bardziej dodającego energii widoku niż pola rzepaku w połowie maja

choć w tym roku "majówki" ograniczyły się do krótkich wypadów w najbliższej okolicy, złociste łany cieszyły oczy jak zwykle
a może tym bardziej?
nawet kiedy słońca brak ;)

przy okazji J., który już lata temu przyswoił sobie nazwę rośliny i dobrze wie, że właśnie jej zawdzięczamy często stosowany olej oraz - pośrednio - gęsty, kremowy miód, poszerzył zakres wiadomości
teraz wie już także, co wspólnego ma rzepak z kapustą i dlaczego sieje się go przed zimą

a ja - dzięki stymulującemu do poszukiwań pytaniu o ryzyko inwazji gatunku na rodzime miedze - dowiedziałam się, że należy do nie stwarzających większego zagrożenia dla rodzimej flory efemerofitów 


odszukane przy okazji zdjęcia z zeszłorocznego biwaku harcerskiego z telefonu J. są piękną pamiątką
pokazują, że "magia" złotych pól działa nie tylko na mnie,
a syn ma niezłe oko do kompozycji :)


najnowsze widokówkowo-rowerowe zdjęcia stały się zaś punktem wyjścia przywołującym dawniejsze wspomnienia -
jeździliśmy tak wszak już razem dużo dawniej (2013) i jeździmy do dziś (2020)...



liczę na to, że dzisiejszy wpis 'trochę-o-niczym' będzie przypominał, może nie tylko mi, jak ważne jest uczenie się przez bezpośredni kontakt i obserwację, dostrzeganie urody otaczającego  świata oraz docenianie drobnych radości

i pod takim pretekstem wpis zgłaszamy do projektu "Pod kolor" (więcej o nim tutaj >>KLIK<<) jako ŻÓŁTY :)


--
* tzn. tu, na nizinach nie ma, góry są poza konkursem ;)
Czytaj dalej

matematyka w plenerze - na rowerze

sezon rowerowy 2018 oficjalnie uznajemy za otwarty!
w tym roku J. jeździ (oczywiście) całkowicie samodzielnie, na tych samych kołach co w zeszłym (20 cali), ale z dużo większą werwą :)

pierwsze udane "spacery" (do Mariny, Rudnika i audio-biblioteki), szalone górskie zjazdy (Lipowiec) oraz długodystansowe wycieczki (ogródkowe, w okolice Laskowic i Dragacza) zapowiadają poważne wyzwania dla kondycyjnie niedomagającej matki ;)
co by jednak nie powiedzieć - jest frajda!

kierownica jest jedna, a koła są dwa!
a przy okazji... matma!

bo wiecie, J. ma LICZNIK :)

pierwsze poważne zadanie do zrozumienie zasady działania i odpowiednie "zaprogramowanie" wielkości kół (by urządzenie prawidłowo przeliczało prędkość i dystans - nie jestem pewna, czy J. ogarnął temat, ale dziadek pomógł)
dwa - zapoznanie się z funkcjami i jednostkami
i w końcu trzy - zabawa z cyferkami!

do tej pory tylko o tym rozmawialiśmy, ale odpowiednio zachęcona* spisałam kilka zadań
(J. dorysował "głównego bohatera)

1.
   oblicz, o ile km/h biłeś swoje kolejne rekordy prędkości
   jaka jest różnica między pierwszą zapisaną maksymalną prędkością, a aktualną?
   jak to obliczyłeś? jak jeszcze możemy policzyć? (spróbuj tak... czy wynik jest taki sam?)


2. 
   jak sprawdzić, ile dziś przejechaliśmy, jeśli nie wyzerowałeś rano licznika?
   a znając średnią prędkość - czy wiesz, ile czasu jechaliśmy?
   ile potrzebowałbyś czasu by przejechać 20 km w podobnym tempie?
   

 3.
   a teraz popatrzmy na mapę...
   jeśli 1 cm to 2,5 km, oceń, czy uda nam się bez trudu dojechać tutaj, tu, albo tam
   dokąd jest dalej?


można się spodziewać, że c.d. - w tym dokładniejsza analiza trudności szlaków i kluczowych przewyższeń na mapie - nastąpi
na unikanie ich w terenie (rekordy, rekordy!) - nie liczę :)


* powyższy wpis stanowi naszą (pierwszą) odpowiedź na poniższe zaproszenie:

Serdecznie zapraszam do udziału projekcie "Matematyka w plenerze". 

Matematyka jest wszędzie.
Tym razem szukając matematyki ruszmy się z domu!
Możemy szukać na zewnątrz figur geometrycznych.
Możemy chodnikowe płyty kolorować kredą w cykliczne wzory.
Możemy liczyć patyki / szyszki / muszelki / kamienie / drzewa, ale też skoki na skakance.
Sprawdźmy, czy liczba pojedynczych listków w liściu złożonym jest parzysta, czy nieparzysta.
Oczywiście nie zrywajmy liści / kwiatów / gałęzi!

Projekt będzie trwał długo i obejmie trzy pory roku: wiosnę, lato i jesień.
W tym czasie każdy uczestnik projektu proszony jest
o publikację przynajmniej jednego wpisu o matematyce poza domem.
Dacie radę?
Zapraszam :-) 

Buba z Bajdocji


zachęcamy do wspólnej zabawy
i zaglądania do LINKOWISKA, powoli wypełniającego się różnymi spojrzeniami na zupełnie nowe, plenerowe, oblicze Królowej ;)


Czytaj dalej

Ja nie plażuję! Władysławowo i okolice aktywnie

mieliśmy jechać w góry
przez ładnych parę tygodni oczekiwanie na tych kilka dni urlopu umilałam sobie rozmyślaniem o Małych Pieninach, za którymi bardzo się przez ostatnie kilka lat stęskniłam
przeglądałam mapy, planując odpowiednie dla pięciolatka trasy po pięknych szlakach, przypominałam sobie opowieści o skałkach Wąwozu Homole, klimat schroniska pod Bereśnikiem, widok z Wysokiej, który J. pokażę...
a pogoda zapowiadała się piękna!

"mamo, przecież byliśmy na wakacjach w górach... dwa razy już byłem w tym roku! pojedźmy nad morze! no, proszę Cię, mamusiu..." powiedział

na najbliższy rok planuję intensywny kurs asertywności z zajęciami kształcącymi obojętność na minkę kota ze Shreka!
tymczasem, Pieniny nie zając...

i tak trafiliśmy nad Bałtyk
no, może nie tak od razu
najpierw spakowałam nas w wielki plecak, mały plecak i malutki plecaczek, załadowałam na dwa rowery i dałam dziecku rozkoszować się przyjemnością dzikiego pędu na dworzec, pod groźbą spóźnienia na pociąg, oraz urokami kilkugodzinnej jazdy z dwiema przesiadkami
aż do Władysławowa :)

wiem, o co J. chodziło najbardziej - piasek!
nieskończone zasoby budulca dla dróg, tuneli, dworców i portów, długie godziny grzebania się w błotku, turlania i spłukiwania, wybierania ton kamyków i muszelek 'na pamiątkę', piaskownica marzeń
i może trochę o fale
tylko że ja nie plażuję...
zaplanowałam za to liczne atrakcje zastępcze, mające odciągnąć dziecięcą uwagę od miejsc tradycyjnie w pełni nadbałtyckiego sezonu tłocznych, pełnych barwnych parawanów, hałasu, śmieci i rodaków smażących się na brąz, przynajmniej do godziny 17, kiedy to tłum na plażach zaczyna rzednąć
i tak:
  • wytrwale poszukując (jak twierdzą foldery, licznych) władysławowskich ścieżek rowerowych, objechaliśmy miasto wszerz i wzdłuż
  • wdrapaliśmy się na widokową wieżę Domu Rybaka
  • "zawinęliśmy" do portu (hura! tu też jest stacja kolejowa!)
  • kilkukrotnie (bez powodzenia, niestety - raz z winy późnej pory, dwa niedzieli, a w końcu usterki technicznej) pukaliśmy do Centrum MERK, z nadzieją na obejrzenie interaktywnej wystawy na temat pracy rybaka - szkoda :(
  • wybraliśmy się rowerem na Hel (hura! mama miała siłę tylko do Jastarni, a potem wsiedliśmy do pociągu!) - podglądaliśmy wind- i kitesurferów w Chalupach, niemal dwie godziny podziwialiśmy foki, raczyliśmy się rybką przy akompaniamencie wystrzałów i w towarzystwie wojskowych aut (przy okazji D-Day), przewędrowaliśmy kładką przyrodniczą na sam koniec (początek?) Polski, weszliśmy na szczyt latarni...
  • odwiedziliśmy (na dwa rowery, równy tempem - brawo synku!) Swarzewo - przystań, kościół, Muzeum Kocham Bałtyk (zdecydowanie warte uwagi - może jeszcze kiedyś dwa słowa napiszę) + zupełnie niespodziewanie - dożynki z paradą traktorów i konkursem wieńców :)
  • odkryliśmy rezerwat Słone Łąki i ładny plac zabaw w spokojnej dzielnicy Szotland 
  • pojechaliśmy na Rozewie
  • podziwialiśmy piękny zachód słońca i "zaliczyliśmy" promenadę w Jastrzębiej Górze (największa atrakcja dla J. - Krzywy Domek)
  • zew gór wysokich uciszyliśmy próbami zdobycia niektórych szczytów "Korony Himalajów" na Alei Gwiazd Sportu (nie wiem, czy tak wolno, więc nas nie zdradźcie!)
  • przypadkiem trafiliśmy na przedstawienie z sympatycznymi ludkami uczącymi bezpieczeństwa pt. "Przygody Niestraszków" na Scenie Kulturalnej
w międzyczasie zajadając oczywiście ogromne ilości lodów i gofrów...



















ostatecznie, dzięki kilku kompromisom, znaleźliśmy złoty środek i możemy zgodnie powiedzieć, że cała wyprawa obojgu bardzo się podobała :)

wykorzystując weekendowe wsparcie taty i chwilową przewagę plażowego 'za' 2:1, spędziliśmy także jedno długie przedpołudnie faktycznie nad morzem
muszę przyznać, że rozewska niewielka plaża okazała się być bardzo spokojna i nawet "przytulna"





i co? dało się aktywnie odpocząć i na północy? a dało...
ale w drodze powrotnej nie odpuściłam sobie (i J.) chociaż jednej wspinaczki!
wrażenia z kilkunastogodzinnej jazdy do domu i widoki z Klifu Orłowskiego - następnym razem ;)



Czytaj dalej

koło za kołem, rajd za rajdem


piękna pogoda, słońce, bezchmurne niebo i długo oczekiwana temperatura powyżej 20 stopni, nie pozwoliły spędzić ostatnich kilku dni w czterech ścianach
rekreacji outdoorowej ("nazewnętrznej"?) sprzyjały także lokalne inicjatywy idealne dla miłośników dwóch kółek

Czytaj dalej

kadry urlopowe - Pojezierze Drawskie



tyle jest ciekawych krajów, kuszących szlaków, szczytów czekających na zdobycie,
tyle pięknych miejsc do odkrycia,
a urlopu (i, niestety, funduszy) ciągle mało

na szczęście Polska też jest pełna urokliwych zakątków, tras turystycznych i rozmaitych atrakcji
od czasu do czasu oferuje też zupełnie egzotyczny klimat

poza tym w końcu nie ważne gdzie - ważne jak i z kim!

w zeszłym miesiącu odkrywaliśmy blaski
(a w czasie iście afrykańskich upałów, równie chętnie, cienie)
okolic jeziora Drawsko
(dla odmiany lodowatego)


Czytaj dalej

zagraniczna majówka - kwadrat w koło

dziś znów rowerowo

były lasy, rzeki (Osa i Wisła), Góry (Łosiowe), Łąka (Okrągła)
oraz przekraczanie granic - województwa i... własnej wytrzymałości na kilku sporych podjazdach :)



warto było trochę się napocić
dla kilku odkurzonych wspomnień (rower mi już bardziej skrzypi i klekocze, ale tata J. prawie się przez ostatnie 10 lat nie zmienił... ) 
i widoków:

Czytaj dalej

śladami Wiktora Kulerskiego - jednośladem


16.05.2015 - rajd rowerowy w ramach ogólnopolskiej akcji "Odjazdowy Bibliotekarz"


pogoda piękna, trasa przyjemna
- wiosennie zielono, rzepakowożółto i pachnąco
matka się relaksowała (kilka godzin na siedząco, ha!), a dziecko nie narzekało na brak atrakcji
po drodze świetny plac zabaw i podziwianie szybowców nad i na lotnisku, a na mecie ciacho i turlanie się w stokrotkach...
czego chcieć więcej? :)


Czytaj dalej

mamo, dojedziesz do zamku!

dziś rano ruszył kolejny rajd MORiW-u -
ruszyliśmy i my!

ja z myślą, że to niezły pretekst, żeby pierwszy raz po zimie wyciągnąć rower i rozruszać nogi - w końcu w grupie raźniej, a poza tym kto lepiej, niż sympatyczny pan z obsługi technicznej dopompuje koła i przygotuje hamulce na nowy sezon?
Janek - jak się okazało - przekonany, że (skoro już "dokręcił" koła i osobiście skontrolował łańcuch...) nie ma innej opcji, jak tylko dojechać do celu!

nie ma chyba dla mnie lepszego narzędzia motywacyjnego niż "mamusiu! dasz radę!"
a Jankowa radość z jazdy "w stadzie" warta była pokonania nawet tego kryzysowego, odsłoniętego i baaardzo wietrznego odcinka miedzy Skarszewami a Kneblowem

jak zwykle nikt specjalnie nie poganiał, kilka razy na podjeździe jakieś silne ramię podepchnęło za siedzisko (coraz cięższego!) pasażera o parę metrów...
i jakoś tak pomalutku dojechaliśmy :)

okrzyk
"już widać ten zamek! mówiłem, mamo, że dojedziesz!

na "ostatniej prostej" - bezcenny!


Czytaj dalej

jesień mamy piękną tego roku


korzystając z kolejnego pięknego weekendu tej jesieni wybraliśmy się z J. na rowerową (może ostatnią  w tym sezonie?) wycieczkę do lasu i nad jezioro
na szczęście daleko nie mamy, bo kondycja taty Janka pozostawia wiele do życzenia, a przyznam, że i mi coraz trudniej wozi się te kilkanaście dodatkowych kilogramów z tyłu :P

Czytaj dalej

rowerek biegowy STORM - Janek testuje

przez ostatnie 3 tygodnie mieliśmy z Jankiem okazję zapoznać się dokładnie z rowerem STORM
nadszedł czas podzielić się spostrzeżeniami i uwagami na jego temat


testowany przez nas sprzęt to metalowy rowerek biegowy z pompowanymi kołami
o długości 86 cm
wadze 3,9 kg
średnicy koła 12″ / szer. opony 5,5 cm
i siodełku regulowanym w zakresie 37,5 – 48,5 cm



przyjechał do nas w zgrabnej paczce - w częściach do samodzielnego zmontowania (pisałam o tym TU) - z załączoną instrukcją
dwa słowa na jej temat  -
niestety muszę zaznaczyć, że nie spełniła w 100% moich oczekiwań - co prawda schematyczne rysunki całkowicie wystarczyły do zmontowania pojazdu, nie znalazłam w niej jednak ani słowa na temat sposobu dobrania odpowiedniej dla dziecka wysokości siodełka i musiałam posiłkować się internetem (skorzystałam ze strony www, ale każdy potencjalny nowy właściciel będzie musiał radzić sobie sam...)
dodatkowo - mimo skromnej objętości - na zaledwie kilku stronach producent wiele razy podkreśla jak istotne jest zachowanie bezpieczeństwa jazdy (kask, ochraniacze), prawidłowy (najlepiej w profesjonalnym warsztacie) montaż i serwisowanie rowerka ostrzegając przed konsekwencjami niedopatrzeń użytkownika
ważne sprawy - zgoda! - ale po tych wszystkich ostrzeżeniach człowiek zaczyna wątpić, czy ten sprzęt jest rzeczywiście dla dziecka odpowiedni - może jednak zbyt niebezpieczny?! 

zdecydowałam się jednak synkowi pozwolić na nim jeździć :)


 * początkowo - zanim nauczył się nabierać większej prędkości Janek jeździł (chodził) bez kasku  - mniejsze maluchy, a mogą to być już nawet dwulatki, powinny jednak chyba od pierwszej jazdy przyzwyczajać się do ochronnego nakrycia głowy...


tak jak pisałam TUTAJ początki mogą być trudne - z naszych doświadczeń wynika, że niezależnie od marki rowerka jeśli dziecko nie jest przyzwyczajone do jazdy musi stopniowo się ze sprzętem oswoić

na plus dla rowerka STORM zaliczyć należy fakt, że J. wykazał chęć ćwiczenia i po kilku dniach niezgrabnego popychania zaczął sie na rowerku rozpędzać, a po trzech tygodniach umie już na nim chwilami rozwinąć znaczną prędkość :)



Janek testował rower z wielkim zapałem, jeżdżąc po różnych rodzajach nawierzchni, a ja uważnie obserwowałam jak sprzęt się sprawuje, dźwigałam ze sobą do przedszkola, z i do piwnicy, i robiłam notatki :P

oto co zauważyłam:


Czytaj dalej

Janek biega na rowerze!

udało się!

wystarczyły dwa tygodnie regularnego kontaktu ze sprzętem, delikatnego zachęcania i drobnych podpowiedzi (w rodzaju - posadź pupkę i szybko, jak najszybciej przebieraj nogami! dalej, tuptaj! rozpęd i zjazd!) i J. przekonał się do rowerka biegowego
po okresie dreptania i prowadzenia - prawie bez siadania na siodełku - jesteśmy już na etapie ćwiczenia rozpędu i gonienia rowerzysty przez mamę :)

i znowu babcia miała rację
podobnie jak w przypadku rowerka z czterema kołami, na którym dziś - po czterech miesiącach od niepewnych początków Janek śmiga bez trudności (teraz ćwiczymy głównie hamowanie :P) - nie każdy tak po prostu wsiada i jedzie...
dziecku potrzeba czasu i cierpliwości na oswojenie się z nową "zabawką" i wykształcenie odpowiednich umiejętności
a w przypadku roweru jest ich przecież całkiem sporo - min. utrzymywanie równowagi, koordynacja oko-ręka, kontrola nad wieloma mięśniami, by odpowiednio trzymać kierownicę, przebierać nogami (a jeszcze mama każe równo stawiać stopy!) etc.

fakt, że Janek w tej chwili sprawnie jeździ na swoich pojazdach uznajemy więc za wielki sukces!

a najważniejsze, że on ma przy tym z jazdy sporo radości :)



a jak sprawdził się u nas sam rowerek (taki) napiszę na początku przyszłego tygodnia

Czytaj dalej