Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenia logopedyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenia logopedyczne. Pokaż wszystkie posty

Pucio PIERWSZE ZABAWY ze słowami i dźwiękami

pani logopeda, Marta Galewska-Kustra właśnie zaprosiła nas na kolejne spotkanie z Puciem
(kto zacz można sobie sprawdzić/przypomnieć tutaj >>KLIK<<)
tym razem naszemu roczniakowi Mikołaj* przyniósł PIERWSZE ZABAWY "sprzyjające rozwojowi mowy i myślenia" :o


 eleganckie pudełko, podobne kształtem i trwałością do poprzednich gier-zabawek z serii o Puciu (patrz tutaj >>KLIK<<), tym razem zawiera 40 kwadratowych i prostokątnych tekturek

połowa z nich to kartoniki z obrazkami - proste ilustracje, na których główny bohater, obserwowane przez niego zwierzę lub używany sprzęt, wydają dźwięki
odpowiednie wyrażenia dźwiękonaśladowcze zapisane są na nich w komiksowym dymku lub inaczej zaznaczone jako wydobywające się z danego źródła
wszystkie można sobie obejrzeć na pudełku
druga część to same "podpisy" - zapis tych samych słówek na białym prostokącie


"Wyrażenia dźwiękonaśladowcze są wypowiadane już przez roczne dzieci i stanowią bardzo ważny element rozwoju mowy"
- jak czytamy we wstępie i obserwujemy na co dzień :)

"Obrazki dają okazję do rozmaitych zabaw, w zależnosci od możliwości intelektualnych i potrzeb dziecka"
- będziemy testować i dostosowywać!


autorka proponuje następujące sposoby wykorzystania zestawu:
  1. przeglądanie i nazywanie obiektów na ilustracjach
  2. pokazywanie i zakrywanie obrazków z wydawaniem zapisanych na nich dźwięków (o, "koko" - nie ma "koko")
  3. wyszukiwanie ilustracji do danych wyrażeń dźwiękonaśladowczych (gdzie jest "miau"?)
  4. zabawa w podawanie (daj "bzz bzz")
  5. dopasowywanie ilustracji do realnych przedmiotów (tu "szu szu" i tu "szu szu")
i wreszcie

     6. dopasowywanie podpisów do ilustracji

ale oczywiście zabaw może być więcej,
np.
grupowanie lub szeregowanie wg dowolnego klucza,
poszukiwanie wybranych obiektów lub "dźwięków" w książeczkach,
opowiadanie historyjek,
tworzenie "hałaśliwych" wierszyków i piosenek,
memo obrazkowo-napisowe
itp.
ogranicza nas tylko własna pomysłowość (i cierpliwość malucha ;) )


dzięki ilustratorce, Joannie Kłos, całość "ubrana" jest w łagodne pastelowe barwy, a obrazki czytelne nawet dla głównego zainteresowanego (u nas lat 1)
co mi się szczególnie w zestawie podoba to także twarde, "dziecioodporne" kartoniki, które naprawdę mają szansę przetrwać wielokrotne używanie
Stasia, póki co, potrafią zająć maksymalnie na 5-10 minut, ale skutecznie zachęcają do miałczenia, pukania i kląskania, dlatego na pewno będziemy do nich wracać,
jako jednej z pierwszych zabawek-gier logopedyczno-edukacyjnych


wpis zgłaszam do projektu "Grajmy!", w którym nie brakuje podobnych propozycji również dla najmłodszych


* Nasza Księgarnia - dziękujemy :)
Czytaj dalej

magiczna skrzynka (do ćwiczenia mówienia i "odnudzenia")

poniższy zbiór zdjęć zabłąkał się dawno, dawno temu w kąciku blogowych wersji roboczych...

Jankowe "ćwiczenia z mówienia", o których co nieco pisałam tu i tam >>KLIK<<, przeszły w międzyczasie do historii, a książka, o której miał być ten wpis znalazła nowych właścicieli


cóż, niech służy!
Czytaj dalej

czytamy i gramy z Puciem *2

"Drodzy Rodzice!
Zapraszam Was i Wasze dzieci do zabawy z Puciem!"

tym razem, wraz z autorką serii książek o Puciu i wydawnictwem Nasza Księgarnia przedstawiamy puzzle dla najmłodszych:


kto jeszcze nie wie, że zabawa z Puciem ma drugie, logopedyczne, dno i jak chłopczyk o tym zabawnym imieniu zachęca do poprawnego mówienia nawet niemowlaki, może zerknąć do poprzedniego wpisu >>TU<<
odkrywam tam, kto ów Pucio zacz i pokazuję książkę, w której uczy się mówić - naszą z nim pierwszą

tu zapraszam do poznawania z nami nowości - układanek przeznaczonych dla dzieci od lat 2!


gustowne "walizeczki" ze sztywnej tektury, ze sznureczkiem, utrzymane w pastelowych barwach łączą funkcjonalność i estetykę,
elementy wewnątrz dodatkowo chroni woreczek strunowy,
instrukcje, choć spisane na niewielkich karteczkach, zawierają propozycje kilku alternatywnych sposobów wykorzystania zawartości
- jak dla mnie, seria zasługuje na duży plus już na starcie!

w dodatku na opakowaniu dokładnie widać, co zawiera pudełko
myślę, że kolejna pochwała należy się za uczciwe, profesjonalne podejście do klienta


obie gry-układanki bazują na podobnej zasadzie:
dziecko ma się przyjrzeć obrazkowi głównemu, odnaleźć pasujący/-e do niego obiekt/-y uzupełniający/-e i dołączyć go/je do podstawowego elementu

jak czytamy w instrukcjach:
"To na pozór proste zadanie wymaga skupienia uwagi na ilustracji, rozwija spostrzegawczość i mowę, a przede wszystkim pobudza do myślenia. Mimo niedużej liczby elementów puzzle dają okazję do wielu zabaw o różnym stopniu trudności, które należy dostosować do możliwości dziecka"

dzięki wieloaspektowemu spojrzeniu na potencjał owych prostych puzzli, instrukcje stają się zarazem broszurkami zachęcającymi do różnego rodzaju aktywności słownych w oparciu o podstawową funkcję zestawów


"PUCIO: Czego brakuje?", prócz doskonalenia zdolności kojarzenia na przykład piłki z bramką, plasterka z raną, czy kasku z rowerzystą (brawo!) i umiejętności złożenie z sobą dwu puzzli, zgodnie z podpowiedziami autorki, może posłużyć licznym ćwiczeniom logopedycznym
i tak:
rozmawiamy o narysowanych obiektach i sytuacjach, podsuwamy kilka propozycji do wyboru, zadajemy pytania dodatkowe, wspólnie omawiamy efekt końcowy
możemy poprosić dziecko o wyjaśnienie, dlaczego podjęło określoną decyzję

z przekory, może dla dzieci nieco starszych niż sugerowane dwa lata, od siebie podpowiedziałabym też zabawę w "a czemu TO nie pasuje?" i/lub "a może by tak..." - również o parach utworzonych nie do końca zgodnie z zamysłem twórcy można z pewnością ciekawie porozmawiać ;)


"PUCIO: Co tu pasuje?"- choć wymaga skojarzenia aż czterech elementów z określoną sytuacją, podobnie, daje punkt wyjścia do nazywania, komentowania, objaśniania

co pasuje? dlaczego? a to, czemu nie?


dodatkowo, tym razem pada też propozycja wprowadzenia elementu rywalizacji:
kto pierwszy zauważy? kto pierwszy uzupełni? kto pierwszy poprawi (błędnie dopasowane fragmenty)?
zabawa rodzic-dziecko może zatem przekształcić się we współzawodnictwo między kilkorgiem maluchów

czy i z których opcji skorzystamy - decyzja należy do dorosłego prowadzącego "rozgrywki"


obydwa zestawy to ładne i pomysłowe poszerzenie oferty dla najmłodszych ćwiczących dykcję z Puciem - dobra baza dla opiekuna do poprowadzenia z dzieckiem prostych ćwiczeń językowych we własnym zakresie
z pewnością w przyszłości wykorzystam do pracy 'u podstaw' z naszym (jeszcze) niemowlakiem

a jako najprostszy z możliwych sposób na wprowadzenie nawet dwulatków w świat gier zgłaszam je do projektu:


Czytaj dalej

czytamy i gramy z Puciem *1

PUCIO... z kimś Wam się to imię kojarzy?

trochę wstyd przyznać, ale ja do niedawna zupełnie nie wiedziałam o istnieniu takiego bohatera książeczek dla dzieci - i to mimo że występuje on w całej ich serii!

Pucio pojawił się w wyobraźni Marty Galewskiej-Kustry, a chwilę później na sztywnych kartkach książek wydawanych przez Naszą Księgarnię, kiedy Janek umiał już całkiem dobrze mówić
właśnie dlatego nie poznaliśmy dotąd tej sympatycznej postaci, którą (znana nam skądinąd >>KLIK!) pani logopeda powołała do (literackiego) życia, by, jak mówi, ułatwiała najmłodszym "stawiać pierwsze kroki w mówieniu"

dziś - z okazji poszerzenia 'puciowego' repertuaru wydawniczego oraz rodziny o gaworzące niemowlę, uzupełniamy braki :)




na początku było słowo...




a właściwie, jak widać, całkiem sporo słów
i wielka masa wyrazów dźwiękonaśladowczych

na każdej z kilkunastu całokartonowych stronic książeczki "Pucio mówi" odnajdujemy go w innej życiowej sytuacji, otoczonego rodziną, zwierzętami, czy pojazdami emitującymi różnego rodzaju "hałas"
okazuje się, że młody człowiek słyszy na co dzień bardzo wiele 
cała trudność w tym, żeby nauczył się rozumieć te dźwięki, a następnie prawidlowo, wyraźnie odtwarzać

autorka proponuje, żeby z Puciem ćwiczyć wydawanie pierwszych prostych komunikatów już z dziećmi w wieku około pierwszego roku oraz wszystkimi z opóźnionym rozwojem mowy
we wstępie podpowiada jak najlepiej korzystać z książeczki, na co zwrócić uwagę, czego unikać
a później po prostu zaprasza do zabawy z sympatycznym chłopczykiem - w domu, w mieście, w podróży, nad jeziorem, w lesie, u dziadków na wsi...

niewiele ciągłego tekstu, wesołe ilustracje i tematy bliskie codziennemu życiu plus towarzystwo tytułowego Pucia sprawiają, że lektura w niczym nie przypomina żmudnych ćwiczeń logopedycznych
świetne podejście!

książeczek z serii z Puciem jest już w tej chwili więcej - seria rośnie wraz z dzieckiem :)
a gdy już maluch zaczyna mieć więcej do powiedzenia i jest gotowy na nowe wyzwania manualne, 
Pucio może wrócić w kolejnej odsłonie:




puzzle!
o nowych układankach NK i swoim podejściu do takiej zabawy pisałam już przy okazji pięknego zestawu puzzli przyrodniczych (można kliknąć >>TU<<)
zestaw z Puciem jest równie profesjonalnie wykonany
w opakowaniu - trzy "lakierowane" obrazki z różną liczbą elementów, na nich trzy kompletnie różne scenki "z życia wzięte" 
estetyka i kolorystyka do jakiej przyzwyczaiła Joanna Kłos - przyjemne dla oka pastele, wielkookie, czerwononose, budzące sympatię postaci

puzzle to ciekawy punkt wyjścia do rozmowy, odpowiadania sobie z dzieckiem na pytania, co/gdzie/z kim robi nasz znajomy bohater
zabawa, rozwój koncentracji, orientacji, zdolności motorycznych i poszerzanie słownictwa (jeśli tylko zadbamy o odpowiedni komentarz do gotowego obrazka), w jednym 
gratka nie tylko dla największych fanów!


S. na razie czyta...


ale ponieważ to nie koniec 'puciowych' niespodzianek,
niedługo pokażemy coś jeszcze :)

PUCIO c.d.n.!

Czytaj dalej

atrakcyjne ćwiczenia dykcyjne

dobra dykcja się przydaje
mówić wyraźnie powinien nauczyciel, aktor, lektor, prezenter radiowy, polityk, ksiądz, sprzedawca...
oraz każdy, kto chce być uważnie słuchany i dobrze rozumiany

podstawa to - tak w nauce języków obcych, jak używaniu ojczystego - nie wstydzić się i szeroko otwierać usta
łatwo powiedzieć
żeby J. miał w przyszłości łatwiej niż matka - ćwiczymy :)
ostatnio z książeczką pt.:

"Sto wierszyków atrakcyjnych do ćwiczeń dykcyjnych"


ten zbiorek to kolejna pozycja autorstwa państwa Elżbiety i Witolda Szwajkowskich na naszej półce
poprzednie - "Wierszyki ćwiczące języki", "Sto wierszyków nowych do ćwiczeń wymowy" i "Sto wierszyków do ćwiczenia głosek w trudnych zestawieniach" - pomagały Jankowi przekonać się do ćwiczeń logopedycznych, wygimnastykować język i wargi oraz pracować nad "R"
jako że wyżej wymienione zrobiły na mnie pozytywne wrażenie, którym podzieliłam się we wpisach z serii "Janek mówi / ćwiczenia logopedyczne" (>>klik<<), chętnie zgodziłam się "zrecenzować" najnowszy tomik

autorzy ponownie proponują tu czytelnikom bogaty wybór rytmicznych, parzyście zrymowanych wierszyków na różne "życiowe" tematy
starają się zainteresować dzieci (i rodziców, bo jak twierdzą: "dzieci bezbłędnie wyczuwają, że osoba dorosła jest znudzona czytanym tekstem i tracą zainteresowanie słuchaniem..."), zadają dodatkowe pytania inspirujące do dyskusji, podpowiadają rodzicom, na jakie niuanse i ewentualne nieprawidłowości w wymowie dziecka zwrócić uwagę
by potwierdzić wartość jako materiału metodycznego, zbiór został objęty konsultacją logopedyczną

zaczynamy od rozruszania aparatu mowy - oczywiście na wesoło


w dalszych sześciu rozdziałach znajdziemy wierszyki-ćwiczenia do doskonalenia wymowy głosek szumiących, syczących, "r", samogłosek nosowych oraz zbitek i łamańców problematycznych dykcyjnie
wszystkim towarzyszą nie rozpraszające uwagi, pastelowe ilustracje, związane bezpośrednio z treścią danego utworu
dla dzieci czytających samodzielnie ułatwieniami będą czytelna, bezszeryfowa czcionka, dodatkowo wyróżnione problematyczne wyrazy i głoski oraz podpowiedzi dotyczące właściwej artykulacji
spodobają im się z pewnością regularny rytm i proste rymy,
a jak to u państwa Szwajkowskich bywa, "przy okazji" będą mogły przyswoić całkiem spory zasób nowych, niełatwych słów



niestety, muszę przyznać, że najnowsza publikacja nie budzi we mnie entuzjazmu porównywalnego z poprzednimi
czy to "zmęczenie materiału", czy rosnące z czasem wymagania - nie wiem, dość, że zbiorek, który trzymam przed sobą wydaje mi się nierówny, niektóre rymowanki wręcz omijam czytając z J.
nie do końca rozumiem m. in. zamysł autorów, którzy pytają pod jednym z wierszyków: czym się różni imigrant od uchodźcy?, nie jestem pewna jak odpowiedzieć na pytanie: czy żmija to dobra partia dla węża? oraz uważam, że można było sportretować klępę w mniej niestosownej sytuacji fizjologicznej...

z pewnością warto jednak potraktować lekturę z przymrużeniem oka, docenić humor i absurd w niektórych rymowankach
i oczywiście ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć!



jedno jest pewne - z tymi wierszykami ćwiczenia nie będą nudne


za egzemplarz dziękujemy autorom i Grupie Wydawniczej Foksal

Czytaj dalej

Sto wierszyków do ćwiczenia głosek w trudnych zestawieniach

nieco ponad rok temu pisałam tu o książeczce pełnej zabawnych wierszyków dla maluchów, idealnych do urozmaicenia ćwiczeń w zakresie poprawnej, wyraźnej mowy 
Sto wierszyków nowych do ćwiczeń wymowy zebrało w owym wpisie (>>klik<<) całkiem sporo komplementów, nie da się jednak ukryć, że były to rymowanki skierowane raczej do młodszych przedszkolaków, a mi osobiście doskwierał wówczas brak wśród nich takich przeznaczonych do korygowania zniekształcanego przez Janka "r"

okazuje się, że autorzy nie próżnowali i wychodząc na przeciw oczekiwaniom czytelników (starszych dzieci, matek takich jak ja oraz logopedów) przygotowali kontynuację! nie będę stopniować napięcia i od razu podsumuję - co najmniej tak samo dobrą jak część pierwsza 

tym razem Elżbieta i Witold Szwajkowscy zapraszają do wspólnego szlifowania trudniejszych głosek - spółgłosek w zbitkach, głosek szeregu szumiącego z zestawieniach z innymi spółgłoskami oraz - najbardziej nas interesującej - głoski "r", przy lekturze książeczki pod tytułem:

Sto wierszyków do ćwiczenia głosek w trudnych zestawieniach


wierszyki z tego zbioru pozytywnie wyróżniają się według mnie na tle licznych infantylnych rymowanek dla najmłodszych
mimo typowo 'terapeutycznych' powtórzeń (logotomów, które stanowią kanwę każdego z utworów) nie mamy wrażenia, że to żmudne ćwiczenia
autorzy (ciężką!) pracę nad sprawnością aparatu mowy przekuwają w przyjemną zabawę słowem, dźwiękiem, rytmem i prostymi rymami
żonglują skojarzeniami, podobieństwem brzmienia i znaczeń, przy pomocy nieskomplikowanych kilkuwersowych "narzędzi" otwierając dziecięce buzie i horyzonty
to istna gratka dla ciekawych świata przedszkolaków - kopalnia niezrozumiałych wyrazów i tematów do rozmów, do których autorzy dodatkowo zachęcają zadając pod wierszykami "pytania pomocnicze"




utrzymane w pastelowej kolorystyce ilustracje (aut. Karolina Dziewa) nie dominują nad tekstem, ale ciekawie uzupełniają treść i zwracają uwagę dzieci
również mogą stać się punktem wyjścia do ciekawych konwersacji
Janka szczególnie zaciekawił Masaj, zębatki (opisane jako trące tryby), ogon wydry oraz "psia" flaga na zamkowej wieży...

przy tym wszystkim nie brakuje profesjonalizmu w podejściu do kwestii stricte logopedycznych, co potwierdza konsultantka - dr n. hum. z Katedry Logopedii UG, pani Anna Walencik-Topiłko
z mojego punktu widzenia bardzo cenny jest zamieszczony w przedmowie wierszyk-rozgrzewka, zachęcający do gimnastyki warg i języka (super wstęp do dalszej zabawy!)
dla rodziców pomocne mogą być także dopiski ułatwiające zwrócenie uwagi na konkretne problemy z artykulacją




nie zaprzeczę, że lektura okazała się - jak zapowiada tytuł - momentami trudna
jasne, było sporo śmiechu, a miejscami nawet chichotu, ale (po kilku kolejnych moich: "nie, nie tak, język płasko do podniebienia - r-r-dr-dr - i spróbuj jeszcze raz") kiedyś pojawiły się nawet łzy... cóż, piękne, dźwięczne "r" to nie dla każdego kaszka z mlekiem! tym razem wystarczyło jednak porzucić na chwilę rozdział trzeci i poczytać o kaszce w krzakach ("sz" i "rz" to wszak dla niektórych bułka z masłem :P), by powrócił dobry humor
ciekawość ("a o czym jeszcze są te inne wiersze z "R"?") szybko dodała sił do kolejnych prób

od jakiegoś czasu nie odkładamy książeczki na półkę, codziennie przypominając sobie po kilka stron 
może to myślenie życzeniowe, ale wczoraj Jankowe "r" w odpowiedzi na pytanie "i co mam napisać, jak ci się podoba ta książka?", wydało mi się całkiem niezłe
a brzmiała ona: "jest ekstra!"


za egzemplarz recenzencki dziękujemy autorom i Grupie Wydawniczej Foksal

Czytaj dalej

Sto wierszyków nowych do ćwiczeń wymowy


już od niemal dwóch lat (tak, tak - klik), ze zmiennym zapałem, mniej lub bardziej systematycznie - na różne sposoby ćwiczymy z Jankiem wymowę
każdy, kto zetknął się z zagadnieniem ćwiczeń logopedycznych wie, że najtrudniejsze w nich bywa często samo zachęcenie dziecka do współpracy i przełamanie rutyny zajęć usprawniających aparat mowy
nam pomagają w tym przeróżne zabawy - ot na przykład z widocznymi na zdjęciu słomkami i kwiatkiem-wiatraczkiem -
i oczywiście książeczki
ostatnio

Sto wierszyków nowych do ćwiczeń wymowy

Czytaj dalej

(jesienny) zeszytowy trening mowy

dziś pierwszy dzień astronomicznej jesieni...
jak każda pora roku, ma ona swoje wady, ale także zalety - wśród których ważne miejsce zajmują dłuższe, często spędzane w domu, wieczory i cieszące oko barwy przyrody

coraz więcej szarych popołudni spędzać będziemy na pewno nad książkami
w tym tą jedną: na pierwszy rzut oka niepozornym, lecz kryjącym wiele niespodzianek zeszytem w pięknej - także jesiennej! - kolorystyce


Czytaj dalej

ćwiczymy buzie

widząc Jankowe popisy przed lustrem i słysząc jak sobie podśpiewuje czasem zapominam, że są takie dzieci, które trzeba zachęcać do ćwiczeń logopedycznych

ale wystarczy, że rzucę - "to może poćwiczymy", albo znajdziemy się w gabinecie logopedy i od razu sobie przypominam
nie ma nic gorszego, niż nazwać naukę nauką - odbiera jej to całą przyjemność!

na szczęście dla małych buntowników, ich rodziców i terapeutów, gimnastykę buzi i języka (a dla pedagogów, jeśli już o tym mowa - edukację) można przemienić w zabawę
z nową książką Marty Galewskiej-Kustry - "Z muchą na luzie ćwiczymy buzie" - nawet bardzo łatwo

źródło: nk.com.pl

Czytaj dalej

wierszyki ćwiczące języki

mimo że Janek szybko nauczył się mówić i właściwie od początku gada nie tylko dużo, ale też bardzo wyraźnie i zrozumiale, nie ominęła nas konieczność skorzystania z poradni logopedycznej
co ciekawe - sama pewnie do dziś nie zdecydowałabym się na taka wizytę, bo jakoś nic mi w jego wymowie nie przeszkadzało... jednak po kilku uwagach na temat "dziwnego" R w końcu poprosiłam o skierowanie
no i ćwiczymy (trochę tak i trochę tak), ale jak wiadomo nawet próba polizania czubka nosa i radosne prychanie jak konik, a co dopiero powtarzanie w kółko tych samych głosek, szybko może się znudzić, dlatego poszukuję coraz to nowych, ciekawych sposobów na ćwiczenie Jankowego języka
a że oboje lubimy czytać, często są to sposoby "książkowe" :)

sama uwielbiam wierszyki - łamańce językowe, więc miałam sporo frajdy przy czytaniu Jankowi na przykład "Gimnastyki dla języka" Małgorzaty Strzałkowskiej, a ostatnio także przy przeglądaniu nowoodkrytej strony fb Izabeli Mikrut
dla małych dzieci jednak nie zawsze takie bardzo trudne teksty są wskazane
cóż z tego, że na przykład dla mnie bajka 659. z wyżej wspomnianego fanpejdża, albo wierszyk o kocurze turlającym perły (z "Gimnastyki..") są fantastyczne! na razie Jankowi mogłaby tylko utrwalić to nieszczęsne rrrr...
a w przypadku dzieci z trudnościami w artykulacji kilku różnych głosek, próby "zmuszania" do powtarzania chrząszcz brzmi w trzcinie..., czy zabawy z moją ulubioną piosenką z płyty "Otto dzieciom" (TU) mogłyby zupełnie zniechęcić do wszelkich ćwiczeń logopedycznych

dlatego , mimo że w pierwszej chwili uważałam rymowanki z naszej najnowszej książeczki za zbyt łatwe, szybko się do nich przekonałam i od kilku dni z przyjemnością czytamy sobie z Jankiem "Wierszyki ćwiczące języki, czyli rymowanki logopedyczne dla dzieci"


Czytaj dalej

ćwiczenia antyreraniowe i zabawy (nie)logopedyczne

J. bardzo polubił swoją panią logopedę
do tego stopnia, że ostatnio gdy po odebraniu z przedszkola zapytałam go co chciałby robić podpowiedział: "może pojedziemy gdzieś autobusem? najlepiej pojedźmy do logopedy!"
same ćwiczenia w domu już go niestety tak nie pasjonują... po ciekawych zabawach na rozruszanie aparatu mowy (takich), do których jeszcze co jakiś czas wracamy i które wcale się nie nudzą, przyszedł czas na ddd - i zaczęły się schoddddy :)

w poprzednim miesiącu przede wszystkim dążyliśmy do wyćwiczenia koniuszka języka tak, aby dotykał wałeczka na podniebieniu za górnymi zębami przy otwartych ustach - najpierw bez ruchu ("przyklejony język na gumce"), potem - delikatnie się odrywał i wracał do pozycji wyjściowej, w końcu - drgał w czasie powtarzania D w następujących konfiguracjach:
d d d  --  dd dd dd -- ddd ddd ddd -- dddd dddd dddd -- ddddddddddddddddd....
Jankowi ćwiczenia wydają się trudne - buzia sama się zamyka, język kłapie i często wychodzi dedede zamiast dydydy, ale się nie poddaje i jest dumny z własnych postępów
na kolejnym spotkaniu w gabinecie sam wyrywał się, żeby pokazać jak długo potrafi już trzymać język "przyklejony" :) (faktycznie początkowo opadał natychmiast, a teraz J. potrafi długo przytrzymać go przy podniebieniu - brawo!)

zamiast nużącego powtarzania bawimy się też w zastępowanie R przez ddd w różnych słowach - ta zabawa spodobała się od razu i wcale się nie nudzi
na nowo uczymy się mówić w dziwnym języku wołając do siebie np. pdddoszę, pdddalka, tdddamwaj, tddawa... a Janek także (oczywiście) todddy i (bez sensu) pociądddd :P

a oto garść ćwiczeń z ostatniej konsultacji:
td, td, td  -- tili, tili, tili --- tele, tele, tele -- tulu, tulu, tulu -- dili, dili, dili -- dele, dele, dele -- dulu, dulu, dulu -- dli, dli, dli -- tli, tli, tli -- tede, tede, tede -- tedu, tedu, tedu -- luli, luli...
nadal z otwarta buzią i drgającym językiem
to dopiero trudno i nudno brzmi...
popróbujemy, ale dobrze, że w sumie jesteśmy z tym Jankowym frrrancuskim rrrrrr pogodzeni :P

a spotkania z panią Asią mają inny, dodatkowy plus - dzięki nim pojawiły się u nas KSZTAŁTY
- zalaminowane wycinanki miały służyć ćwiczeniom oddechowym (przenoszenie z miejsca na miejsce za pomocą słomki J. opanował bez trudu), ale przydają nam się do wielu innych zabaw
min.
* segregowania według kształtu i koloru,
* ćwiczenia spostrzegawczości (czasem żeby było też trochę ruchu rozsypuję na dywanie i na hasło J. jak najszybciej biegnie, wyszukuje dany kształt i przenosi na drugi koniec pokoju),
* liczenia, porównywania, opisywania,
* układania według schematu
itp.


z kontynuacją wzoru J. nie ma już żadnych problemów

a oprócz tego rodzina śnieżynek chętnie jeździ w corvetcie i poważnie miedzy sobą dyskutuje - ale to już zupełnie inna historia... :)

Czytaj dalej

Janek rera?

że Janek mówi, wie każdy, kto go poznał
bo mówi dużo, chętnie, ładnie, wyraźnie - i chyba od zawsze :) - słowami przynajmniej od dwóch lat, ale przecież "śpiewać" zaczynał już w wieku trzech miesięcy! 

powoli, raz - z wiekiem, dwa - pewnie dzięki ćwiczeniom z dziadkami i kącikiem logopedycznym w "Abecadle", przestaje po dziecięcemu seplenić, uczy się głosek CZ i SZ, dobrze wymawia Ś, Ć

ale
RRRR praktycznie od początku mówi zbyt dźwięczne - z wibracją na języczku, a nie języku - w sumie ładne, ale jednak nie prawidłowe...
myślałam, że samo się "wygładzi", wyćwiczy, ale nic się w tym temacie nie zmieniało - poprosiłam wiec w końcu o skierowanie do logopedy

okazuje się, że "R" jest bardzo skomplikowanym dźwiękiem
>> Spółgłoska „r” jest głoską przedniojęzykowo- dziąsłową, drżącą, ustną, twardą i dźwięczną. Przy jej wymowie koniuszek języka wibruje przy górnych dziąsłach. Boki języka przylegają do wewnętrznych powierzchni górnych zębów i dziąseł. Podniebienie miękkie uniesione i cofnięte zamyka przejście do jamy nosowej. <<
:o

a to Jankowe, "brzęczące" jak stary budzik, stanowi jednak wadę wymowy - mimo, że sama pani logopeda stwierdziła, że nigdy nie słyszała tak ładnego "er" tylnojęzykowego :) - więc będziemy jego artykulację ćwiczyć

na początek - zalecone ćwiczenia dla rozruszania koniuszka języka i ogólnie aparatu mowy:
(najlepiej przed lustrem)
1. językiem  sięgamy na przemian do nosa i do brody, do lewego i prawego kącika ust, wodzi po wargach otwartych ust
2. z szeroko otwartą buzią językiem "czyścimy sufit" - wodzimy w przód i w tył po podniebieniu
3. językiem "liczymy zęby" kolejno je wskazując koniuszkiem
4. kląskamy (najwięcej pracy wymaga nakłonienie J. do próbowania - "nie umiem, mam za mały język i małą buzię" - nie słyszy efektu i się zniechęca, ale będę motywować!)
5. prychamy jak zmęczony konik (tu J. lepszy - ja jeszcze muszę poćwiczyć :D)
6. cmokamy "z dziubkiem", robimy "rybkę" i króliczka (ze zmarszczonym nosem Jane robi "złego królika" )
7. próbujemy wytykać język zwinięty w rurkę
8. przenosimy drobne kawałeczki papieru zasysając słomką z miejsca na miejsce
9. dotykając językiem wałeczka za górnymi zębami powtarzamy ddddddd (to chyba ćwiczenie najważniejsze, a widać, że dla Janka najtrudniejsze, ale się nie zniechęca)

na razie oboje ślinimy się przy tym, śmiejemy i opluwamy z wielkim zapałem  
zobaczymy na jak długo go wystarczy 


 * przy okazji - na panią Asię też podziałał urok J. - "czy wszyscy Ci mówią, ze jesteś boski, czy tylko mamie na ucho? pyta - na co Janek skromnie "nieee, nie jestem boski" (ale mama swoje wie :P)


 
Czytaj dalej