Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

coś dla mamy! David Attenborough, DIY i kalendarz 2019

90% wpisów na tej stronie dotyczy książek dla dzieci, gier, wycieczek, zabaw i nauki w wersji "familijnej"
cóż, taka formuła bloga, który jest wszak NASZ, a nie tylko mój ;)
nie zaszkodzi chyba jednak od czasu do czasu także tu przypomnieć (mamom-czytelniczkom, ale też sobie!), że świat nie kręci się tylko wokół dzieci
kiedy te w szkole i/lub śpią, warto znaleźć chwilę tylko dla siebie

i z pewnością nie zaszkodzi umilić sobie tego czasu lekturą, tworzeniem, albo planowaniem pięknej przyszłości, w czym pomagają na przykład takie cuda:


Przygody młodego przyrodnika. David Attenborough, DIY Zrób to sama. Maria Szymańska oraz Kalendarz 2019. Zielnik., to moje czasoumilacze z ostatnich tygodni 
wydawnictwa diametralnie różne, które jednak łączy estetyka i - przynajmniej w moim odczuciu - bardzo pozytywny, "energetyzujący" przekaz

oto jak je odebrałam
i czym w istocie, a w każdym razie według wydawców ;), są:


No1.
pokazuje, że świat jest niesamowity, przyroda piękna, a życie pełne niespodzianek i szans, które warto dostrzegać i wykorzystywać

Przygody młodego przyrodnika. David Attenborough

to autobiograficzna opowieść człowieka, który uczy obserwować przyrodę już kolejne pokolenie 
historia niesamowitej drogi "do kariery", będąca jednocześnie zapisem podróży do niedostępnych zwykłym śmiertelnikom zakątków Ziemi, spotkań z ludźmi i "polowania" na zwierzęta - z wymyślnymi pułapkami i obiektywem
ciekawe połączenie pamiętnika, opowieści drogi i relacji przyrodniczej, w której ważniejszy niż postać głównego bohatera jest obraz świata - jako takiego i świata mediów - w jakim (zbiegiem okoliczności) zaczynał  pracę, której poświęcił życie, a który przez ostatnie kilkadziesiąt lat diametralnie się zmienił

zapis historii, bliskie spotkanie z naturą i okazja do bliższego poznania jednego z największych popularyzatorów tematyki przyrodniczej naszych czasów

"W 1954 roku młody prezenter telewizyjny David Attenborough otrzymał propozycję życia – miał podróżować po całym świecie w poszukiwaniu rzadkich, trudno osiągalnych zwierząt do kolekcji londyńskiego zoo oraz filmować swoje wyprawy na potrzeby nowego programu telewizji BBC pod tytułem "Zoo Quest" (Zoologiczne poszukiwania).
Książka "Przygody młodego przyrodnika", napisana z właściwymi autorowi dowcipem i urokiem, to nie tylko opowieść o niezwykłej przygodzie, lecz także o człowieku, który nauczył nas kochać świat przyrody i doceniać znaczenie jego ochrony, czym zajmuje się do dziś."





No2. 
pokazuje, jak niewiele trzeba, żeby zmienić otoczenie i poprawić sobie lub innym nastrój pracą własnych rąk

DIY Zrób to sama. Maria Szymańska

to kolejna odsłona "rękodzielniczego" cyklu wydawniczego, o którym już tu wspominałam
(patrz tu: >>KLIK<< i tutaj: >>KLIK<<),
czyli kolejne pomysły, porady, inspiracje w pięknym wydaniu

miłosniczki rękodzieła znajdą tu proste przepisy na naturalne kosmetyki, odnowienie garderoby oraz dekoracje wnętrz
szczegółowe opisy i zdjęcia ułatwią samodzielne wykonanie każdego drobiazgu nawet początkującym
tym razem tematyka i szata graficzna prawdopodobnie szczególnie przypadnie do gustu młodym adeptkom sztuki DIY
wśród 50 podpowiedzi na oryginalne ozdoby, dodatki i prezenty z pewnością każda wypatrzy coś inspirujacego!

"DIY to nie tylko moda ostatnich lat, ale trend, który jest z nami od pokoleń. Szydełkowanie, robienie na drutach czy majsterkowanie to nic innego jak tak popularny w ostatnich latach handmade. Oprócz wymiaru czysto praktycznego, ma on obecnie również inne, ponadczasowe zalety. Wpisuje się idealnie w nurt powrotu do natury, –re i –up cyklingu oraz filozofii zero waste. Zachęca do zdobywania podstawowych umiejętności manualnych nie tylko po to, by tworzyć swój niepowtarzalny i wyjątkowy styl, ale również zwraca uwagę na dbałość o środowisko naturalne. Warto próbować ocalać przedmioty i umiejętnie szukać ciekawych rozwiązań, kupować mniej i mniej marnować.

#rekodzielokwitnie, najpiękniejsze rzeczy powstają #niezchinzpasji, a bliscy zawsze bardziej docenią #handmadewprezencie"





No3.
"odczarowuje" niepewną przyszłość, nakazując myśleć o niej w jasnych barwach

Kalendarz 2019. Zielnik.

ot, zeszyt z datami, "zapiśnik" na kolejny rok... z pewnością nie wszyscy przywiązują wagę do tego jak będzie wyglądał, o ile spełni praktyczną funkcję przypominacza i organizera czasu
biorąc jednak pod uwagę, że właśnie on będzie nam towarzyszył przez całe 365 dni, warto dobrze wybrać!

kalendarz-zielnik, na który się zdecydowałam jest zgrabny, odpowiednio trwały (utwardzona okładka), ale nie za ciężki
oprócz przyciagajacej wzrok okładki z chabrami w dobry nastrój wprowadzają akwarelowe ilustracje zdobiące wnętrze
zawiera wszystko co powinien, czyli stronę z "widokiem" na cały rok oraz kartki dedykowane kolejnym tygodniom z miejscami na notatki... i wiele więcej!
w jakim innym kalendarzu znajdziemy obok siebie podpowiedź, kiedy wysiewać zioła, cytaty z dzieł wieszcza i portret kowala bezskrzydłego?

przejrzysty układ, ładne grafiki i okołoprzyrodnicze dodatki tworzą klimatyczną całość
drobna wada - ozdobna, lecz miejscami nieczytelna czcionka wydaje się w tym przypadku zaniedbywalna

"Idealny kalendarz dla wszystkich miłośników przyrody!
Ekskluzywny kalendarz dla dorosłych z pięknymi, akwarelowymi ilustracjami roślin, uzupełnionymi informacjami na ich temat. Klasyczna część kalendarzowa z obszernym miejscem na notatki przeplata się z cytatami związanymi z przyrodą oraz opisami roślin, inspiracjami DIY."




miło czasem zrobić sobie taki książkowy prezent - polecam!
małe rzeczy, a cieszą :)

* cytaty pochodzą od wydawców - Prószyński i Ska, Egmont, Zielona Sowa


Czytaj dalej

Pogoda dla puchaczy. Jesień (czyli znów czytamy w lesie)

pogoda - jaka jest, każdy widzi...
ale czym jest i jaka będzie na przykład jutro, to już całkiem skomplikowane pytania
w nie do końca poważnej formie odpowiada na nie Bartek Jędrzejak: dorosłym - na wizji, a nieco młodszym - w książce, której współautorem jest Marcin Kozioł
a żeby było ciekawie i zrozumiale, pomaga jak może cała rodzina puchaczy
gotowi na wspólny jesienny spacer?


"Pogoda dla puchaczy" to przede wszystkim opowiadanie o życiu pewnej ptasiej rodziny
w tej części książeczki narratorem jest jeden z czwórki pisklaków, które pięć miesięcy po wykluciu "wyruszają w las"
Bubuś wspominając pierwsze kroki po opuszczeniu gniazda i opisując poszukiwania własnego siedliska, mimochodem uczy młodych czytelników tego i owego na temat puchaczych zwyczajów
przy okazji dowiadujemy się czegoś o motylach, dzięciołach i babim lecie
a żeby nie było za nudno (?) podpatrujemy też jak zwierzaki słuchają radia i "niechcący" podrzucają pewnemu spacerowiczowi pomysł na grę o wściekłych ptakach...



fragmenty fabularnej opowieści przeplatają wstawki aktywizująco-edukacyjne

na początku każdego rozdziału Bubo przypomina, że mamy za zadanie skupić się na wyszukiwaniu w jego treści wyróżnionego kolorem akapitu, by móc później wykonać zadanie związane z tematem
może to być zachęta do wyszukania na spacerze kolorowego listka, wklejenia kłębka waty, pokolorowania czarno-białego owada, narysowania własnej ilustracji i ciekawy sposób na stworzenie unikalnego egzemplarza książeczki

co jakiś czas do głosu dochodzi także "Pan Pogodynka" z miniwykładem na temat wyżów i niżów, zmienności pór roku, natury chmur itp.
przekazuje tylko podstawowe informacje, ale - również dzięki kodom do wykorzystania na powiązanej stronie internetowej, gdzie znajdujemy krótkie filmiki i propozycję eksperymentu - właśnie tak ma szansę zainteresować najmłodszych odkrywaniem natury takich zjawisk jak tworzenie się smug kondensacyjnych czy jesienna zmiana koloru liści



zeszytowy format, duża czcionka, sporo zdjęć i ilustracji, przystępny język oraz pierwszoosobowa "ptasia" narracja - wszystko to sprzyja samodzielnej lekturze
i bardzo dobrze, bo całość zdecydowanie lepiej trafia do dzieci na początku edukacji (również tej przyrodniczej), niż zorientowanej na suche fakty matki, która niepotrzebnie chciałaby pewnie tłumaczyć, że, jasne, można powiedzieć, że "mgła to roztwór", ale przecież nie taki zwyczajny, raczej układ koloidalny typu gazozol ciekły ;)
nie ośmielę się wypowiadać na temat wartości merytorycznej ciekawostek ornitologicznych i "okołopogodowych", grubych błędów w każdym razie nie widzę
młodsza młodzież (także ta przedszkolna) może się z pewnością pośmiać, nauczyć rysować sowę, a dodatkowo przyswoić odrobinę wiedzy o puchaczach i meteorologii
Jankowi się spodobała, więc poleca bezkrytycznie :)


Bubuś i autorzy już zapowiadają zimową kontynuację
biorąc pod uwagę jak piękną mamy jesień tego roku, mam jednak nadzieję, że dadzą nam jeszcze co najmniej kilka tygodni na poszukiwania "własnego kawałka lasu" i odkrycie niejednego zakątka pełnego chmur po których można chodzić



spacery z książką polecam ponownie w cyklu



za książkę dziękujemy wydawcy - Prószyński i S-ka

Czytaj dalej

kic, kic... (Aksamitny królik, Tru i O zajączku Filipie...)

tak się jakoś złożyło, że tej zimy pojawiło się na Jankowej półeczce całkiem sporo szaraków ;)

oto trzy opowieści o króliczkach i/lub zajączkach - zupełnie różne, ale jednakowo warte uwagi:
"Aksamitny królik" Margery Williams, "Tru" Barbary Kosmowskiej i "O zajączku Filipie, który ze strachu dokonał wielkich czynów" 
zbiegiem okoliczności (?) wszystkie autorstwa kobiet, wszystkie niosące głębszy przekaz, wszystkie "przytulne" i ciepłe, jak futerka głównych bohaterów :)


Aksamitny królik


historia pierwsza - bodaj najbardziej "niedzisiejsza" (nie ma się co dziwić, wydana wszak w 1922r.!) i tym samym najtrudniejsza w odbiorze z wszystkich wymienionych, jednocześnie jednak najbardziej poetycka i wieloznaczna - to opowieść o pluszowej przytulance
w pewnym sensie...

cóż, tytułowym bohaterem rzeczywiście jest wypchany króliczek z aksamitu, a kanwą opowiadania jego losy
w warstwie dosłownej obserwujemy jak trafia do domu pewnego chłopca jako niedoceniony prezent gwiazdkowy, stopniowo staje się ulubionym pluszakiem, towarzyszy dziecku na każdym kroku, aż w końcu... hm, doczytajcie sobie sami!

dużo ważniejszy od prostej w gruncie rzeczy fabuły jest jednak ogromny ładunek emocjonalny, jaki niesie ze sobą ta historia
wrażliwy czytelnik przeżywa wraz z Aksamitnym gorycz odrzucenia i radość bycia docenionym, doświadcza nie porównywalnej z niczym mocy poczucia bycia potrzebnym i kochanym
bycia Prawdziwym

"Gdy jesteś prawdziwy, nawet to, że jesteś stary czy wyleniały nie ma znaczenia. Bo skoro już jesteś prawdziwy, to w oczach tego, kto cię kocha, nie możesz być brzydki. Brzydkim mogą cię nazwać tyko ci, którzy niczego nie pojmują, którzy nie rozumieją, jakie to piękne być prawdziwym."

zdecydowanie "coś" jest w tej baśniowej opowieści o przemijaniu, sile przyjaźni i mocy marzeń

najnowsze wydanie oficyny Prószyński i Ska w twardej oprawie zawiera oryginalne ilustracje autorstwa sir Williama Nicholsona sprzed niemal wieku, a czcionka sprzyja samodzielnemu czytaniu przez młodsze dzieci

doskonale utula do snu


Tru


pomysł na opowiadanie, wydawałoby się, banalny - ot, pamiętnik zajączka
ile jednak znaczy osobowość autora!
Tru (w żadnym wypadku nie Truś! - nie można się wszak nie zgodzić, że "to imię dla galaretki z owocami albo dla tchórza" ;) ) to zając w każdym calu niestandardowy, obdarzony wielką wyobraźnią i zdolnościami inżynierskimi, a przy tym bujną sierścią i wyjątkową rodziną

treść książeczki to pierwszoosobowa relacja z wydarzeń "wstrząsających" codziennością niewielkich Koniczyn Dolnych i życiem zaradnego, ale i bardzo wrażliwego, zaangażowanego w życie społeczności szaraczka, który przejawia chęci (i umiejętności) na miarę przyszłego Naprawiacza Wysokiego Lasu

tło wydarzeń stanowi "zwykłe" (choć może nie dla przeciętnego zająca...) życie - w tym między innymi problemy różnic klasowych, nietolerancji, emigracji, równouprawnienia kobiet i samotnego macierzyństwa, mód, podziałów i pierwszych miłości w gronie szkolnych kolegów
znalazłam w sieci opinie, według których wplatanie tego typu tematyki w opowieść dla dzieci jest "odbieraniem im dzieciństwa", a całość stanowi "jakiś propagandowy traktat"
pozwolę sobie mieć inne zdanie
abstrahując od, fakt, widocznych między wierszami poglądów społeczno-politycznych autorki, historia jest niesamowicie ciepła, pełna humoru i ponadczasowych "życiowych mądrości" w stylu "nie futro zdobi zająca!"
sposób prowadzenia narracji, wyraziste postaci i pełen pozytywnej energii przekaz, że każdy może zmienić świat na lepsze to ogromne atuty tej przywołującej na usta uśmiech opowieści  
Jankowi bardzo podobały się też szczegółowe relacje Tru z wdrażania w życie pomysłów na kolejne wynalazki
nieprzekonanych nie przekonamy, ale faktem jest, że oboje mieliśmy z lektury sporo przyjemności
cóż, jak (mądrze!) mówi mama głównego bohatera:

"Wszystko jest kwestią smaku, Tru, każdy zachwyca się po swojemu"



jeszcze tylko dwa słowa o oprawie graficznej!
autorki ilustracji, nie trzeba chyba przedstawiać? nie raz pisałam już o zachwycającej, naturalnej palecie Emilii Dziubak - któż poza nią byłby w stanie stworzyć tak ciepły (sic!) okładkowy obraz mroźnej zimy? 
reprodukcję "Królika przy biurku" powiesiłabym sobie bez wahania w gabinecie, a "Tru przy pracy" - w garażu (gdybym tylko je miała) - wyobrażam sobie jaką siłę i motywację do pracy dawałoby spoglądanie na nie!
niewielka liczba obrazków jest w wypadku tej książeczki poważnym mankamentem... 
(niezmiennie - żeby wspomnieć choćby "Rok w lesie" - nie podobają mi się co prawda "dziwne" oczy zwierzaków pani Emilii, ale jestem w stanie przymknąć na nie oko ;) ) 
myśl, że panie "popełniły" w duecie jeszcze kilka innych tytułów, pozwala jednak z radością patrzeć w naszą czytelniczą przyszłość :)

lekturę polecamy zgodnie wszystkim ceniącym zabawę słowem (i światłocieniem), wyraziste poglądy oraz innowacyjną myśl techniczną: matka-feministka i synek-konstruktor ;)



O zajączku Filipie, który ze strachu dokonał wielkich czynów


bohater tej (i kolejnej, książeczka ma bowiem wiosenną kontynuację, której nie omieszkamy także wypożyczyć z naszej biblioteki) opowieści to również zajączek zmagający się z typowo ludzkimi problemami
autorka nie posunęła zabiegu antropomorfizacji tak daleko, jak twórczyni "Tru", nadała jednak Filipowi nie tylko swojsko brzmiące imię, ale też takie cechy jak nieśmiałość i brak pewności siebie
najmniejszy spośród rodzeństwa, odtrącany i wyśmiewany, dzięki przyjaźni odnajduje w sobie siłę i odwagę i, cóż, dokonuje wielkich czynów :)

pewnie mogłabym umieścić tu także trochę krytyki - że całość trochę przegadana, przesłanie wyłożone łopatologicznie, fabuła przewidywalna... ale po co? 
czy nie lepiej po prostu cieszyć się lekturą i doceniać, że ktoś w prostej, potrafiącej zainteresować przeciętnego siedmiolatka podkreśla wartości, które - niezależnie od wieku! - warto wziąć sobie do serca?

"Nie wycofuj się, to nie jest rozwiązanie - perswadowała z powagą - Jeśli przegrasz, będziesz wiedział, że przed przyszłymi zawodami musisz więcej ćwiczyć, aby poprawić wynik. Jeśli wygrasz, będziesz miał wielką satysfakcję. Zaryzykuj. Cokolwiek się zdarzy, wyjdzie ci na dobre."


całości dopełniają proste, ale pomysłowe ilustracje - kolaże zimowych zdjęć zwykłych, ale bliskich sercu (północnopolskich, nie mam co do tego wątpliwości!) krajobrazów i rysunków przedstawiających bohaterów opowieści
J. zapalił się do pomysłu, żeby podobnie "ulepszyć" część naszych szarych fotografii
ale to już zupełnie inna historia :)



"Uczucie wdzięczności czyni nasza duszę piękniejszą. 
Kiedy się zachwycamy, stajemy się szczęśliwsi, a tego nie kupisz za żadne pieniądze"

czasem warto przystanąć i zachwycić się otaczającym nas światem, innym razem - dobrą książką, nawet jeśli to tylko pole za domem, albo bajki o trusiach :) 



jako że dwie z wyżej wspomnianych książeczek trafiły do nas z ulubionych bibliotek, zgłaszam opinię o "Tru" i "O zajączku Filipie..." do nowo podjętego wyzwania, o którym więcej >>TU<<



Czytaj dalej

Pratchett w pigułce

w tym roku Mikołaj przyniósł coś i dla mnie!

ot, drobiazg, książeczkę bardziej niż książkę, ale za to sporej wagi (sentymentalnej) 
cenny, przez wzgląd na osobę autora oraz niesamowity potencjał inspiracyjny, zbiorek myśli wyrwanych z kontekstu, czyli
Terrego Pratchetta "Poważnie zabawne, nieskończenie cytowalne"


autora nie trzeba chyba przedstawiać?
a jeśli nawet się na wstępie powinno - nie wiem, czy potrafię
suche "popularny brytyjski prozaik, znany przede wszystkim dzięki cyklowi o świecie Dysku" nic nie powie tym, którzy nie znają (i nie podziwiają)
"urodzony w 1948, zmarł w 2015,  autor ponad pięćdziesięciu książek nurtu fantasy i science fiction" nie wyjaśni fenomenu setek tysięcy (lekko licząc) fanów, którzy zaczytują się w owych publikacjach odnajdując w nich niewiarygodnie trafną satyrę na rzeczywistość i - niezależnie od tematu - rozkoszując się poczuciem humoru, kunsztem słownych zabaw i niesamowitej trafności komentarzami na temat ludzkiej natury, religii, polityki...
może cytat:
"Są takie chwile, kiedy błędne słowo jest właściwym słowem,
są takie, kiedy słowami można manipulować, a wtedy to cisza krzyczy. 
Opieka nad nimi, karmienie i nawet hodowla, to część fachu, w którym jestem czeladnikiem"
oraz informacja iż "utrzymywał, że największą jego zasługą dla literatury było powstrzymywanie się od jej pisania" powiedzą o nim nieco więcej :)

Pratchetta cytować można w każdym możliwym kontekście
mimo że jego książki to nie poważne traktaty filozoficzne (a nawet w wielu bibliotekach znaleźć je można jedynie w dziale z literaturą młodzieżową), niejednokrotnie pod przykrywką lektury łatwej, lekkiej i przyjemnej znajdujemy myśl, która zmienia dotychczasowy sposób patrzenia na świat i ludzi, albo przynajmniej sprawia, że chcemy się im bliżej przyjrzeć

jasne, omawiany tu wybór "mądrości" nie jest lekturą dla każdego (choćby dlatego, że "Opowieści o światach wyobraźni zwykle irytują osoby jej pozbawione" ;) ), ale czyż na przykład stwierdzenie:
  "Dobroć jest w tym, co robimy, a nie tym, do czego się modlimy" 
nie jest prawdą absolutnie uniwersalną?
a, powiedzmy:
"Znajdź szpilkę i podnieś ją, a przez cały dzień będziesz miał szpilkę",
ponadczasowo zabawną?

w obliczu wciąż zaskakujących absurdów życia warto mieć w zanadrzu cytat taki jak:
  "Prawdziwa głupota zawsze pokona sztuczną inteligencję", 
a stając przed kolejnym wyzwaniem, zawsze dobrze powtórzyć sobie:
  "Najgorsze, co możesz zrobić, to nic"

wybór tekstów jest oczywiście subiektywny (i sama Dysk "przesiałabym" w wielu przypadkach inaczej), ale sam pomysł na tomik - rewelacyjny
na poprawę nastroju, usprawiedliwienie dla ludzkości, dodanie uśmiechu szaremu wieczorowi, jako punkt wyjścia dla dryfujących myśli - polecam: Terry w pigułce :)

Czytaj dalej

Ale auta, Co robią pociągi? i Świat kupek, czyli o czym chcą czytać dzieci (1)

od kiedy J. nauczył się płynnie czytać samodzielnie, mój wpływ na dobór jego lektur stopniowo, ale zauważalnie maleje
oczywiście nadal daje sobie podsuwać to i owo, czytujemy sobie nawzajem na głos dla obupólnej przyjemności, ale coraz częściej, idąc śladem ciszy, znajduję go na kanapie, nieobecnego, zaczytanego... niejednokrotnie z książką, którą sama odłożyłam na później, albo taką, którą dostał w prezencie lub wypożyczył w bibliotece - nie do końca 'w moim typie', ale najwyraźniej dla niego idealną
powoli zaczynam dawać też dzieciom pewną swobodę co do wyboru książek do recenzji i - choć bywa, że moje gusta znacznie się różnią od tych siedmioletnich - bardzo często po bliższym poznaniu okazuje się, że całkiem nieźle decydują :)

oto przykładowy zestaw, co do którego wszelkie ewentualne rodzicielskie zastrzeżenia i/lub obawy bledną w obliczu entuzjazmu młodego czytelnika:


1.

Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe

aut. Michał Leśniewski, ilustr. Maciej Szymanowicz

motoryzacja!
w tym temacie pierwsze lody zostały już przełamane, a liczne cytowania na forum publicznym pokazują, że "Od koła do Formuły 1" (pełna opinia TU) wskazują, że forma historyjek pełnych samochodowych ciekawostek doskonale trafia do młodych męskich umysłów
i ciągle im (a w każdym razie temu jednemu na pewno) mało!

Michał Leśniewski nadchodzi z odsieczą, serią historii pełnych ciekawostek zaspokajając (chwilowo?) chłopięcy głód wiedzy na temat samochodów
autor nie szczędzi szczegółów, dat i nazwisk - na końcu podaje nawet bibliografię, co się bardzo chwali - jednocześnie nadając całości bardzo przyjemną formę gawędy
przystępnym językiem, zwracając się bezpośrednio do czytelnika, snuje arcyciekawe opowieści o konstruktorach i podróżnikach, trudnych początkach produkcji taśmowej i unikalnych bolidach XXI wieku, rewolucyjnych rozwiązaniach i nowoczesnych materiałach, znakach drogowych i narzędziach, automobilowej modzie i elektronicznych mózgach...
i nie tylko ;)
rodzice i dziadkowie z sentymentem powracają myślami do dawnych czasów czytając o warszawach, maluchach i dużych fiatach, a dzieci chłoną i powtarzają informacje o bagażniku umieszczonym z przodu oraz całkowicie polskim projekcie i fabryce, choć wydają się równie nieprawdopodobne, jak te o automobilu parowym, czy silniku uruchamianym na korbę

jest o czym czytać, a przy tym - jak to w serii EgmontART - jest na co popatrzeć
charakterystyczna kreska Szymanowicza, naturalna paleta kolorów, kilka ciekawych rozwiązań graficznych oraz nadająca odrobinę zadziornego charakteru typografia tu i ówdzie, niech przekonają niezdecydowanych





co tu dużo mówić - niektóre historie (tak jak ta o panu Jelińskim) nawet mi się spodobały ;)
a rozmowy z dziadkiem o autach sprzed lat zainspirowane Jankowym zagadnięciem o Fiata-jamnika i Fiata-pick-upa oraz "garbatą" warszawę - bezcenne!

2.

Terry Pratchett przedstawia
Pannę Felicity Beedle i jej

Świat kupek

"No tak, trudno, trzeba pogodzić się z faktem, że świat poszedł naprzód i dzisiaj bajki prawdopodobnie nie mówią o małych skrzących się istotkach z skrzydłami."*

zdaje się, że podobnie jak w przypadku Sama Vimesa*, moje podejście do nurtu naturalistycznego w literaturze dziecięcej (obejmującego nie tak rzadko spotykane książeczki z pupami i kupami w tytułach) jest dalekie od zachwytu... nie da się jednak zatrzymać postępu, podobnie jak przekonać dzieci w pewnym wieku, że temat ekskrementów wcale nie jest taki zabawny i ciekawy
cóż, jeśli już czytać o kupkach, niech to będzie przynajmniej dobra proza...

zainteresowanie procesem i efektem końcowym wydalania wśród kilkulatków najwyraźniej jest uniwersalne - równie intensywne na tym najlepszym ze światów, jak płaskim Dysku wspartym na grzbietach słoni, które unosi w przestrzeni Wielki A'Tuin
nic dziwnego, że opowieść istniejąca zupełnie teoretycznie na półeczce Młodego Sama w Ankh Morpork, zawierająca "całkiem ciekawy materiał o zbiornikach szamba, szambonurkach i ascenizatorach, i w jaki sposób psie odchody pomagają najlepiej wygarbować skórę"* zmaterializowała się ostatecznie także w naszej rzeczywistości
"Świat kupek panny Felicity Beedle" po raz pierwszy (na Kuli) pojawił się w książce pt."Niuch" (skąd pochodzą cytaty oznaczone gwiazdką i przywołane nazwisko głównego bohatera), a celem jego powstania przyświecającym autorce (na Dysku) odczarowanie tematu tabu, jako że, jak pisze we wstępie: "Z pewnością stać nas przecież na coś więcej, niż stwierdzenie, że to nieładne"
chyba można powiedzieć, że się udało :)

miłośników przenikliwych obserwacji i poczucia humoru Terrego Pratchetta, podobnie jak ich dzieci, choć prawdopodobnie z różnych powodów, zapewne nie będzie trzeba długo przekonywać do sięgnięcia po tę opowiastkę
pierwsi z sentymentem wrócą do miasta, którego zapach, gdyby miał kolor, zapewne byłby brązowy, a synonimem kariery w stylu "od pucybuta do milionera" jest nie kto inny jak Sir Harry - Król Złotej Rzeki (wiecie, o czym mówię?)
drudzy - z mieszaniną podziwu i zazdrości będą śledzić losy Geoffreya, chłopca, który podczas wakacji u babci bez reszty oddaje się nowej pasji, tworząc zupełnie wyjątkowe muzeum pełne hmmm.... pachnących eksponatów

okładkowe hasło: "dyskowa rozkosz dla czytelników w każdym wieku" wydaje mi się być sporo przesadzone, podobnie jak zapowiedź dziecięcego śmiechu "do bólu brzucha", ale lektura, podobnie jak monochromatyczne grafiki, naprawdę może się podobać
ostatecznie, to Pratchett (no i kupki), więc nawet nie będę udawać, że jesteśmy w ocenie obiektywni



tylko pamiętajcie, żeby umyć ręce...


3.
po autach, samolotach, mrówkach, żabach, pszczołach, w końcu są i one!
najbardziej oczekiwana (w pewnych kręgach) wydawnicza nowość tego roku:

Opowiem ci, mamo, co robią POCIĄGI

na temat koncepcji całej serii i kilku wcześniejszych tomikach wypowiadałam się już dwa lata temu - TUTAJ 
żałowałam wówczas, że zabawa w przeglądanie całokartonowych książeczek obrazkowych powoli przechodzi do historii... cóż, okazuje się, że bardzo powoli ;)
"Opowiem Ci mamo" jak najbardziej nadają się bowiem dla najmłodszych dzieci (posiadają wszak sztywne strony, zaokrąglone rogi, niewiele tekstu, przyciągające wzrok kolorowe ilustracje), ale, jak się okazuje, także starszaki mogą znaleźć w nich coś dla siebie (jak łatwe do przeczytania i zapamiętania rymowanki, mnogość szczegółów do odkrycia na każdej stronie i wiele ciekawostek)

nie zliczę ile razy J. przeglądając swoje ulubione "...co robią auta", retorycznie zapytywał "a nie mogli zrobić takiej samej o pociągach?"
mogli, chcieli i zrobili! duet Nowicki-Brykczyński powrócił i po raz kolejny zachęca do opowiadania mamie o pojazdach

podobnie jak w przypadku aut i samolotów, młody czytelnik znajdzie tu nieco informacji (na przykład zarys historii kolejnictwa, schematy budowy paro- i elektrowozu, czy porównanie maksymalnych prędkości starych i nowych pojazdów szynowych), kilka łamigłówek (jak szynowy labirynt, czy wyszukiwanka szczegółów różniących obrazki) oraz - chyba przede wszystkim - doskonałą bazę do snucia swoich opowieści
na ilustracjach kryją się zabawne szczegóły, lokomotywy szczerzą zęby w uśmiechach, a wąskotorowy Ryś staje się sympatycznym przewodnikiem i doskonałym kompanem w pełnej przygód wycieczce przez dworce i bocznice niemal całego świata
nic tylko wsiadać, drzwi zamykać!

"...co robią pociągi" to kolejna ciekawa książeczka z serii "Opowiem ci, mamo" 
jeśli chodzi o zasób wiedzy encyklopedycznej, a moim zdaniem, także pod względem artystycznym**, daleko jej do wielu spośród pozycji na Jankowych listach "lektur przyszłego maszynisty" (TEJ - No1 i TEJ - No 2), ale jakże bogata to pożywka dla wyobraźni!





Jan osobiście oceni dopiero w dniu urodzin, ale jestem prawie pewna, że by polecił :)

** w tej samej serii już wkrótce pojawią się "...dinozaury" z ilustracjami Emilii Dziubak, które dużo bardziej mi się podobają... jaka szkoda, że temat u nas zdecydowanie mniej popularny


ciąg dalszy nastąpi...

Czytaj dalej

Dlaczego? i Jak to możliwe? - książkowe odpowiedzi na dziecięce pytania

"Świat, tak bliski a obcy, jest zdumiewający. Jak dla dziecka w kołysce jego własna noga!" 
Szczęśliwi, którzy - jak Staff - dostrzegają tę prawdę.
Szczególnie łatwo przychodzi to dzieciom, poświęcającym uwagę każdemu drobiazgowi, niestrudzenie poszukującym nazw i wyjaśnień. Dorosłym, którym zdaje się ciągle brakować czasu, zdarza się zagłuszać tę wewnętrzną ciekawość burkliwym "a co mnie to obchodzi". O ile początkowo zwykle cierpliwie odpowiadają na dziecięce "co to?", to już późniejsze "jak?" i "dlaczego?" często zbywają okrutnym "bo tak".  
"Jak będziesz duży, to się dowiesz". "I tak byś nie zrozumiał". Nic bardziej szkodliwego dla młodego, chłonnego umysłu niż w ten sposób blokować mu drogę do wiedzy! Fakt, dziecko nie pojmie prawdopodobnie od razu wszystkiego na tym poziomie co rodzic (chociaż wielu pewnie by się zdziwiło...), ale jeśli pyta, to znaczy, że dostrzega zagadnienie, a tym samym jest gotowe na nową porcję informacji. Okrucieństwem, porównywalnym z celowym wprowadzaniem w błąd, jest im jej odmawiać. Darem - poszerzanie horyzontów odpowiedzią, choćby uproszczoną. 

”Wczesne etapy edukacji muszą wykorzystywać liczne „kłamstwa dla dzieci”, ponieważ początkowe wyjaśnienia muszą być proste. Żyjemy jednak w skomplikowanym świecie i te „kłamstwa dla dzieci” koniecznie trzeba zastąpić bardziej złożonymi historiami, zanim staną się prawdziwymi kłamstwami z opóźnionym zapłonem.”
"Nauka Świata Dysku", Pratchett, Stewart, Cohen.

Autorzy powyższego cytatu, tłumacząc ukute przez siebie pojęcie "kłamstw dla dzieci", przytaczają m.in. przykład modelu atomu prezentowanego jako miniaturową analogię układu słonecznego. Zapewne wiele osób ma w pamięci taki obrazek - jądro i "planety". Aby choćby spróbować pojąć zasadę oddziaływań międzycząsteczkowych, przepływu prądu, czy mechaniki kwantowej, stopniowo, ale definitywnie trzeba sobie ten pierwszy (kłamliwy) model "przebudować". 
Nie wydaje mi się, żeby najmłodszym, na pytanie: "czy siuśki i sok jabłkowy składają się z tego samego?" koniecznie należało od razu opowiadać o kwarkach. Prawdopodobnie nie będą też na tym etapie zainteresowani informacjami na temat komórkowych przemian metabolicznych i różnic w budowie organizmu roślinnego i zwierzęcego. Nie wolno jednak po prostu odpowiedzieć "nie". A ze względów praktycznych na pewno lepiej nie odpowiadać "tak".

Rodzicom i wychowawcom, którzy z różnych przyczyn nie chcą, nie mają cierpliwości, albo nie potrafią znaleźć wytłumaczenia niektórych kwestii (umówmy się, nie każdy koniecznie musi wiedzieć dlaczego nie sprzedaje się orzechów nerkowca w łupinkach... chociaż warto doczytać!) z pomocą przychodzą rozmaite "księgi pytań i odpowiedzi". Sama czasem wracam po pigułkę skondensowanej informacji do zbiorów przechowywanych od lat szkolnych, takich jak "Gdzie jest...?" albo Encyklopedii Memo Larousse - tym bardziej, że własne dziecko nie przestaje mnie zaskakiwać pytaniami ...
Sam zainteresowany sięga za to ostatnio po dwie nowe pozycje - "Dlaczego?" Catherine Ripley i "Jak to możliwe?" Kathy Wollard.



Podsuwając dzieciom lekturę "Dlaczego?" dajemy im odpowiedzi na ponad setkę zaskakujących pytań, które zrodzić może umysł przedszkolaka. W większości są one uproszczeniami, ale raczej nie szkodliwymi kłamstwami. Zaspokajają (na chwilę, doraźnie) potrzebę wyjaśnienia danego fenomenu, ale nie gaszą leżącej u jej podstaw ciekawości świata.
Krótkim tekstom towarzyszą wielkie ilustracje. Są zwykle luźno powiązane z tematem, wyraźnie mając na celu raczej zainteresowanie maluchów, utożsamienie ich z uniwersalnym, dotykającym codzienności charakterem problemu niż doprecyzowywanie odpowiedzi.
Duża, wyraźna czcionka ułatwi samodzielną lekturę. Treściowo książka może być według mnie fascynująca dla młodych czytelników na samym początku początku edukacji. Wydawca poleca lekturę dzieciom w wieku 4+.



Posiadając pewne podstawy, starsze dzieci mogą sięgnąć po "Jak to możliwe?". Znajdą tam teksty dłuższe i - dzięki oparciu o dane liczbowe i potwierdzone podstawy - wiarygodne. Za kilka lat być może nie będzie ich już zachwycał nieco "tabloidowy" sposób przekazywania tych "rewelacji" i zabawne (?), komiksowe scenki ubarwiające poszczególne zagadnienia, ale wtedy będą już prawdopodobnie gotowe na sięgnięcie do encyklopedii i artykułów naukowych. 
Początkowo niektóre teksty mogą wydać się nieco "przegadane", w praktyce okazuje się jednak, że pewne analogie, nawiązania do nauk pokrewnych, czy opisy podobnych zjawisk zachodzących w naturze lepiej przemawiają do młodzieży. A ostatecznie nie chodzi o to, żeby zapamiętane zostały wszystkie dane liczbowe, ale wyjaśnienie, mechanizm, zasada, prawda?
Szeroki zakres poruszanych zagadnień - zebranych w rozdziałach: "Sztuczki ze światłem i dźwiękiem", "Niewidzialne siły, niewidoczne cząstki", "Wielki kosmos", "Nasza planeta", "Jaka jest pogoda?", "Świat zwierząt (i roślin)", "Wszystko o mnie (i o Tobie)" - gwarantuje, że wielu (a być może każdy - również dorosły) dowie się z tej książki czegoś nowego.




Osobiście ostrożnie podchodzę zwykle do tego typu publikacji rodem zza oceanu. Niejednokrotnie wśród wielu zdań złożonych i zachęt do wyobrażenia sobie pozornie podobnych sytuacji autorom umyka podstawowe zagadnienie. Bywa, że ostatecznie wcale nie otrzymujemy konkretnej odpowiedzi na zadane pytanie. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o "Jak to możliwe?" nie rozumiem też większości towarzyszących tekstom dowcipów rysunkowych... Nie skreślam ich jednak całkowicie, doceniając, że serwują "kłamstwa" na poziomie odpowiadającym dzieciom i podsuwają nowe tematy do zgłębienia.

Najważniejsze, to dawać dzieciom takie odpowiedzi, które sprawią, że nie przestaną pytać. I razem z nimi poszukiwać coraz to pełniejszych wyjaśnień.
Nigdy (nawet w wieku 30+) nie jest za późno, by obalić mit mówiący o wykorzystywaniu 10% potencjału ludzkiego mózgu ;) 


"Dlaczego?" oraz "Jak to możliwe?" otrzymaliśmy do zaopiniowania od wydawcy - Prószyński i S-ka
"Naukę Świata Dysku" wydaną przez tę samą oficynę kupiłam dużo wcześniej sama i gorąco polecam zupełnie niezależnie
Czytaj dalej