Pokazywanie postów oznaczonych etykietą audiobook. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą audiobook. Pokaż wszystkie posty

bajki dźwiękowe

w cyklu "dla najmłodszych" c.d. rekomendacji wydawniczych
tym razem:
oryginalne, zupełnie nowe, interaktywne, nie cukierkowe

bajki dźwiękowe

czyli połączenie tradycyjnej książeczki z obrazkami ze słuchowiskiem, na podobieństwo tych radiowych

w odróżnieniu od audiobooka, nie mamy tu lektora, który czyta tekst (i dobrze! wspólne przytulenie nad książką i głos dorosłego opiekuna dla kilkulatka nie do zastąpienia)

do klasycznej treści (podanej w zwięzłej formie 2-3 zdań na stronę) i nieprzesłodzonych ilustracji (autorstwa znanych francuskich rysowników) dołączono te dźwiękowe - w postaci specjalnie nagranych melodii i odgłosów 

inaczej niż w znanych mi książeczkach, gdzie obok, najczęściej kartonowych stron, znajduje się listwa z guziczkami, które niecierpliwi mali czytelnicy wciskają na chybił trafił racząc rodzica kakofonią trąbek, pisków i kwakania, tu "głosy" sprytnie powiązano z poszczególnymi scenami 
przyciski uruchamiające głośnik oraz bateryjka wbudowane są w tylną okładkę, lecz dzięki cienkim stronom i symbolom narysowanym na nich w odpowiednich miejscach, włączamy zawsze ten właściwy 

w tej serii pojawiły się już m.in:
"Czerwony Kapturek”, „Kot w butach” i „Trzy małe świnki"
ja wybrałam bardziej "egzotyczne" opowieści,  dzięki czemu S. będzie miał okazję poznać bohaterów klasyki światowej - Aladyna i Mowgliego 
 


 
hasło marketingowe towarzyszące serii to >>bajki dla dzieci XXI wieku<<, a stronie wydawcy czytamy, że dzięki angażującej zmysły formie, taka lektura ma szansę konkurować z telewizją
wszyscy wiemy, że słowo pisane przechodzi do historii, a dzieci nie wyobrażają już sobie przyszłości bez ekranów...
dla mnie to jednak nadal zupełnie inne medium, a książki, kiedy już pozna się ich magię, są poza wszelką konkurencją!
w tym przypadku elementy dźwiękowe ciekawie uzupełniają tekst i stymulują wyobraźnię
myślę że to warte uwagi ubarwienie początków przygody z czytaniem 

"Melodie oraz dźwięki wzbogacają każdą opowieść, tworzą trzeci wymiar i przenoszą maluchy do świata wyobraźni, na gwarny orientalny targ, w zakamarki zamku, do lasu czy chatki babci Czerwonego Kapturka. Czytelnik może usłyszeć bohaterów poszczególnych historii i z łatwością wczuje się w panujący w nich nastrój. Każda opowieść od razu staje się bardziej pasjonująca. Muzyka nie tylko łagodzi obyczaje, ale też poprawia humor, wprowadza dobry nastrój i daje dziecku szansę na pozbycie się nadmiaru emocji, relaksuje."

co prawda nasz trzylatek od Mikołaja zażyczył sobie Monster Trucka Lego Technic, ale takie grajko-czytajki z pewnością też go zainteresują...

 

dziękujemy, Miko-HarperKids!

Czytaj dalej

J. czyta sam, czyli książka dla dziewięciolatka

sporo tu wpisów dotyczących najnowszych gier planszowych i książek dla dzieci
nie da się ukryć, że wiele z nich otrzymuję do zaopiniowania bezpośrednio od wydawców, którym, choć pozostawiają recenzentom wybór co do opisywanych pozycji, siłą rzeczy (czyt. zgodnie z prawami rynku) zależy głównie na wpisach na temat nowości
dbając o to, by nasz mamojankowy blog nie zdryfował nadmiernie w kierunku często spotykanej w "parentingowej" blogosferze papki reklamowo-recenzenckiej starałam się jednak zawsze pokazywać również to, w co bawimy się, gramy i co czytamy z J. z własnej inicjatywy
dziś kolejny wpis z tej właśnie kategorii

krótki, bo główny zainteresowany, cóż, podobnie jak ja w temacie własnych lektur, uważa, że książki ciekawiej się czyta niż opisuje ;)
ale ważny, bo pokazujący osobiste preferencje czytelnicze dziewięciolatka, który czytać lubi, a przy tym coraz bardziej chce i coraz lepiej umie sam wybierać

ostatnio decydował m.in tak:


w centrum powyższej fotografii niekwestionowany hit ostatnich tygodni - przedstawiciel serii "Felix, Net i Nika"
z tego co zrozumiałam z licznych opowieści o treści (przyznaję, sama tylko przejrzałam) główne zalety tych powieści to wartka akcja i ciekawe połączenie realistycznego, bliskiego statystycznemu uczniowi polskiej szkoły tła z fantastyczną, pełną nowoczesnych wynalazków i "magicznych" rozwiązań fabułą, w której nie brak przygód, zagadek i elementów prywatnego śledztwa nastoletnich przyjaciół
po dotychczasowych reakcjach J. na "Magiczne krzesło" >>KLIK<<, "Kroniki Archeo" >>KLIK<< czy "Mazurskich w podróży" >>KLIK<<  nie jest żadnym zaskoczeniem, że nie poprzestał na pierwszym tomie :)

odrobinę dziwić może obecność w tym gronie przedstawicieli "zwierzaczkowych" serii kieszonkowych (patrz Holly Webb, "Zaopiekuj się mną", Lou+Lukrecjusz)
wydawałoby się (mi), że etap tych, skądinąd zwykle ładnych, ciepłych i pełnych empatii bajeczek powinien minąć wraz z przedszkolem/początkiem szkoły...
najwyraźniej jednak, choć tak proste i w gruncie rzeczy szablonowe, czy to dzięki silnemu przekazowi emocjonalnemu, czy tak lubianemu przez większość znanych mi dzieci tematowi opieki nad zwierzętami, czy także, prozaicznie, stałej dostępności i łatwości wyboru ("wziąłem, bo innych nie znałem, a te wiem, że lubię") są nadal pozycjami najczęściej wypożyczanymi przez J. z biblioteki szkolnej

audiobook o Pusi z wspomnianej wyżej serii musi jednak walczyć o swój czas z nadal uwielbianym "Ferdynandem Wspaniałym", "Karolcią", "Proszę słonia", "Dynastią Miziołków" oraz "Afryką Kazika" ;)
J. ma wszystkie wymienione także w wersji tradycyjnej, papierowej i do każdej wraca
słucha i czyta także Mikołajka, ale jeśli chodzi o łobuziaków z Francji, najbardziej polubił Jaśków :)

wydawnictwo Literatura godnie reprezentują w tej kolekcji beletrystyczno-edukacyjna "A to historia!" (Opowiadania z dziejów Polski), obyczajowo-przygodowi "Przyjaciele" i kronikarsko-satyryczny "Pamiętnik grzecznego psa"
według J. wszystkie godne polecenia
(ja też nie zaprzeczam)

do tego dochodzą oczywiście lektury obowiązkowe
po doskonałych "Niesamowitych przygodach dziesięciu skarpetek", w przypadku których także powraca wersja audio, a zainteresowanie bynajmniej nie skończyło się na tomie pierwszym,
w tym roku, póki co, w całości omawiane były klasyki: "Dzieci z Bullerbyn" oraz "Anaruk, chłopiec z Grenlandii" - obie przyjęte przez J. pozytywnie
i ładnie uwiecznione :)


lista pierwszych samodzielnych lektur mojego trzecioklasisty jest dużo dłuższa
by został po nich jakiś ślad (poza tym najważniejszym - w głowie i sercu, choćby taki jak ten, który potrafi zostawić "Ronja" >>KLIK<<) powstał specjalny Zeszyt Czytelnika
entuzjazm wzbudził na krótko, ale nadal mam nadzieję, że co nieco uda nam się w nim zachować od zapomnienia


widocznym w zestawieniach powyżej komiksom, o których jak dotąd ani słowa, należy się osobny wpis,
zatem c.d.n.
(wkrótce)

za książki dziękujemy hojnie obdarowującym J. dziadkom, ciociom i kolegom oraz wszystkim naszym bibliotekom <3

Czytaj dalej

jeszcze raz Basia

choć wydawałoby się, że J. wyrósł już z większości prostych, w założeniu przeznaczonych dla przedszkolaków opowiadań, jest taka seria, do której sam często wraca...
BASIA
jak dotąd nie tylko nie udało mi się przekazać młodszym dzieciom większości spośród książeczek z opowieściami o tej rezolutnej dziewczynce (o których pisałam tu pod #Basia),
ale i coś nam znów do kolekcji przybyło :)
 

najnowszy zbiór opowiadań w tej serii to

Basia do słuchania

czyli książeczka z jedenastoma opowiadaniami, do której dołączono płytę z ich wersją audio
 

J. zaczął klasycznie - od tekstu pisanego
w tej kwestii książeczki o Basi przyzwyczaiły nas już do ciepłej, "prorodzinnej" tematyki, spokojnej w tonie analizy emocji, mimochodem przemycanych wartości,
a w warstwie graficznej czytelnej czcionki i doskonale uzupełniających treść ilustracji Marianny Oklejak

nie było zaskoczenia,
nie ma rozczarowania!
  

niektóre tematy, choć przedszkole już dawno za nami, nadal bliskie...


pewne ideały wciąż nieosiągalne,
najprostsze prawdy - stale aktualne


kilka opowiadań znaliśmy już z innych źródeł (to o opiekunce także w wersji do słuchania - aż dziw, że się mimo wszystko nie znudziło!), nowością było jednak między innymi to o koledze z Haiti (świetnie obrazujące problemy z asymilacją w nowym środowisku) oraz o dzielnej mamie w podróży (ha!), "kuchennych rewolucjach" (w tym wiecznie rozrabiającym i wymagającym przebierania Stasiu, wróć, Franku ;) ) czy rodzinnym biwaku

J. ponownie nie odłożył zbioru, póki nie przeczytał wszystkich - od deski do deski...


uczciwie będzie jednak dodać, że gdy w końcu zdecydował się włączyć płytę, uważnie i z przyjemnością słuchałam i ja!

nie ma się co więcej rozpisywać - zerknijcie do poprzednich wpisów, by przekonać się, za co lubimy i cenimy serię o Basi
tu tylko prosty przekaz:
polecamy wszystkie "Basie" do czytania,
a najnowszą, czytaną głosem pani Marii Seweryn, także do posłuchania


za egzemplarz dziękuję Egmont.pl
Czytaj dalej

bajki-grajki, audiobooki i "słuchajki"

lubimy audiobooki
w przeciwieństwie do dość licznej grupy miłośników spędzania czasu nad książką wyłącznie w ciszy, nie mam nic przeciwko temu, żeby czytać na głos [dzieciom to nawet lubię ;)], ani też żeby od czasu do czasu ktoś mi coś przeczytał
włączając książkowe audio, bez konieczności odrywania się od lektury, zyskuję dwie wolne ręce i trochę czasu na "ogarnięcie codzienności", albo (częściej!) "pacyfikuję" zbyt rozbrykane dziecko

Czytaj dalej

podróże z legendą - baśnie i podania polskie dla kilkulatków

dwa lata temu w ramach przygotowań do wyjazdu do Poznania wypożyczyłam "Podróże z legendą"
już wtedy opowieści "trochę prawdziwe, a trochę nie" bardzo Janka zainteresowały


aż miło było patrzeć, jak w południe na Rynku rozbłysły mu oczy, gdy zauważył ruch na Ratuszu "koziołki! to te o których czytałaś!"


od tamtego czasu chętnie wracamy do legend w różnych opracowaniach
- a to przy okazji poznawania stolicy na zajęciach w przedszkolu, a to jakiejś wycieczki, wspominania wakacji pod Tatrami, czytania "Scen z życia smoków"...

duża część polskich miast ma wielowiekową historię i sporo legend do opowiedzenia - o założycielach, nazwie, ważnych wydarzeniach
myślę, że warto kontynuować tradycję przekazywania ich z pokolenia na pokolenie
nam nieodmiennie towarzyszą w wycieczkach krajoznawczych

Czytaj dalej

było sobie... jelito - Historia wewnętrzna

doskonale pamiętam swój ulubiony serial z dzieciństwa - ponadczasową opowieść o tym, co człowiekowi najbliższe:


teraz, ćwierć wieku później, podśpiewując szlagierowe "la vie, la vie", wraz z Mistrzem, Strażnikami i wesołymi krwinkami kolejne pokolenie przekonuje się, że nauka wcale musi być nudna :)

z ciekawością obserwuję fascynację naszych czterolatków ludzkim "życiem wewnętrznym" i podziwiam siłę medialnego przekazu (Justysia: "babciu, czy w tym jest cukier? to ja nie będę jadła" - po odcinku o próchnicy; Jan: "nie można kichać na kogoś, bo się zarazi wirusem!", "mamo, a wiesz, ze mamy w brzuchu dobre bakterie? nie powodują choroby, tylko robią witaminy")
i nawet dziś - po latach akademickiej edukacji w temacie - nie mogę się nadziwić, jak niektóre rozwiązania natury bywają dziecinnie proste w swej niebywałej złożoności 

ale to nie o bajce miałam pisać!
otóż z zainteresowaniem podobnym jakie niegdyś budziło "Było sobie życie", słucham ostatnio pewnego audiobooka
Czytaj dalej

Przygoda z książką 2.4 Sceny z życia smoków

zawsze czytałam dużo i wiele historii poznanych w dzieciństwie pamiętam do dziś - zwykle niezbyt szczegółowo, ale jeśli chodzi o emocje - dokładnie
zdaje się, że wówczas wydanie nie było dla mnie kluczowe, chyba rzadko zwracałam uwagę na ilustracje
przypomina mi się jednak kilka okładek:
Brzechwa z ilustracjami Szancera, Opowieści z Narnii w twardej białej oprawie, Ronja i Dzieci z Bullerbyn (NK z1990), "Czarnoksiężnik z Krainy Oz", kilka "Poczytaj mi mamo"...
i ta:

to wyjątkowe wydanie z 1987 z ilustracjami Jacka Rupińskiego (takimi, pięknymi!) niestety zniknęło w niewyjaśnionych okolicznościach z mojej półki -
fakt, że może cieszyły się nią później inne dzieci jakoś słabo mnie pociesza :(
cóż, moje dziecko poznało już inną Makrauchenię, innego Smoka Zygmunta i jego Łysego Psa, nie tak elegancką Żabę...

Czytaj dalej

kilka prostych kroków do bycia lepszym rodzicem

dziś dwa słowa o poradnikach, które na własny użytek nazywam "amerykańskimi"
przede wszystkim dlatego, że autorzy piszą jakby odkrywali Amerykę... choć faktem jest też, że zwykle pochodzą z USA

jak przypadkiem gdzieś o tego typu publikacjach przeczytałam:
"Statystycznie na każdy jeden poradnik przypadają dwie wskazówki naprawdę przydatne, a to już nie jest mało."
akurat autor powyższego stwierdzenia raczej nie czyta o dzieciach, niemniej chwali sobie tego typu książki z własnej branży
ja za każdym razem obiecuję sobie, że to ostatnia, ale co jakiś czas jednak jakaś się trafia...

jeśli komuś jeszcze na książkę o takiej "statystyce" nie szkoda czasu - zapraszam :)

Czytaj dalej

przygoda z książką 2.2 - Astrid Lindgren - odkurzanie i polerowanie

Eeeeemil!
pamiętacie?
ja równie dobrze to zawołanie z ekranizacji opowieści o Emilu ze Smalandii, jak długie wieczory nad "Dziećmi z Bullerbyn" zaledwie... no tak, już nawet nie kilkanaście, a kilkadziesiąt lat temu :)

niedawno odkurzyłam swoje książeczki z dzieciństwa
+ jedną pamiętającą młodość babci Janka, dołożyłam do tego kilka niezłych audiobooków

i zaczęłam "zarażać" J. prozą Astrid Lindgren

Czytaj dalej

przygoda z książką 2.1 - magia i Dania

wspominałam już, jak mój czterolatek słucha?
nakazów - średnio (w tym krzyku bardzo, bardzo słabo), próśb - całkiem nieźle, ale najlepiej... oczywiście opowieści i powieści, wierszy, opowiadań i audycji :)
najlepiej jak ktoś mu czyta i od czasu do czasu pokazuje obrazki, ale na szczęście nie stroni od audiobooków

Janek potrafi przy lekturze skupić uwagę na bardzo długo, a że coraz częściej dotyczy to "doroślejszych", wielostronicowych książek  od czasu do czasu daję odpocząć gardłu od czytania na głos (najlepiej z podziałem na role!) i włączam płytę
muszę przyznać, że lektorzy/aktorzy dają sobie czasem radę nie gorzej ode mnie... ;)
i tak poznajemy oboje coraz ciekawsze książki, a przy tym zyskuję jednocześnie trochę czasu na inne obowiązki  - albo szukanie odpowiednich obrazków, o czym dalej...

oto jedno z naszych tegorocznych odkryć:


Czytaj dalej

moje dziecko słucha!

czasem nawet tego, co do niego mówię...

ale częściej płyt, mp3, audiobooków, piosenek dla dzieci
no i dziadka :)

ostatnio najczęściej sympatycznych opowiastek z takiej płyty:


Czytaj dalej

matko, czy możesz mieć wszystko?

jestem matką - cóż, mam dziecko...
ale mam też własne potrzeby, przemyślenia, plany, życie!
które to musiałam, wraz z  powołaniem do życia nowej istoty, zweryfikować i poukładać sobie na nowo

tak jak autorki felietonów, których garść od niedawna dostępna jest na audioteka.pl:



i zupełnie tak jak Wy - mamy, matki, mamuśki... czyż nie?

myślę, że dobrze czasem sobie o tych naszych - bywa wyjątkowych, ale nierzadko całkiem uniwersalnych - matczynych problemach, radościach, sukcesach i  rozczarowaniach poczytać
albo posłuchać - na przykład przy sprzątaniu :)


Czytaj dalej

Bajka o niedźwiedziach, niedźwiedziątku i małym złotowłosym dziewczątku

pewnie każdy słyszał/czytał dziecku choć jedną wersję tej bajeczki o trzech niedźwiadkach i ich niespodziewanym gościu

pierwsza z jaką zetknął się J. to pięknie ilustrowana akwarelami Małgorzaty Flis opowiastka "Złotowłosa i trzy misie" z serii Najpiękniejsze bajki świata
pokochana od pierwszego wejrzenia za niestandardowe, pozytywne zakończenie oraz wersję audio w wykonaniu niezrównanej Anny Dymnej, cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem w obu postaciach

kolejna - angielskojęzyczna - miała pomóc mu zapoznać się z nieco lepszym niż matczyny akcentem


ostatnio Złotowłosa pojawiła się u nas w nowej odsłonie - łączącej tradycję z nowoczesnością wersji wydanej przez Fundację Festina Lente

tym, co czyni to wydanie wyjątkowym jest multimedialne opracowanie - wielokanałowy przekaz, który nawet "nowoczesne", nienawykłe do czytania dziecko powinno zainteresować


"Bajkę o niedźwiedziach, niedźwiedziątku i małym złotowłosym dziewczątku" według Franciszki Arnsztajnowej z ilustracjami Zbigniewa Lengrena na iczytam.pl podaną mamy na kilka sposobów - do stosowania razem lub oddzielnie:
Czytaj dalej

lektury przyszłego maszynisty

co najchętniej czyta 4-letni maniak kolejowy?
poniżej książeczki, do których Janek ma największy pociąg :)


uwaga! bajka będzie długa...

Czytaj dalej

papierowe książki? - jak długo jeszcze?

wszędzie dokoła obserwuję galopujący postęp technologii

ciągle mam wrażenie, że dopiero co młodsza siostra cieszyła się z jedynego w naszej rodzinie walkmana, tata kupił pierwszy komputer (z miękkimi dyskietkami - macie pojęcie?), nie bez trudności, posiłkując się dwoma poradnikami (papierowymi - nie żadnym tam e-kursem :P), założyłam pierwsze konto dostępu do poczty internetowej...
ledwie przyzwyczaiłam się do brzęczącego dźwięku łączenia modemu z internetem przez linię telefoniczną i obsługi gadu-gadu, a tu już wkroczył internet radiowy, routery, wi-fi...
przecież jeszcze tak niedawno telefon (duży i ciężki, a często na stałe przymocowany do ściany) służył po prostu do dzwonienia!
tymczasem z roku na rok trzeba ogarniać coraz to nowe sprzęty, oprogramowanie, serwisy społecznościowe
przyznam, że osobiście bez specjalnej przyjemności ledwie-ledwie za tym nadążam :(

póki co nie ma jednak wyboru - nowoczesne media, komputery, czytniki, smartfony, odtwarzacze mp3 na dobre zadomowiły się w rzeczywistości XXI wieku, a obecne przedszkolaki (urodzone wszak już w innym stuleciu niż ja!) znają je praktycznie od urodzenia


nie da się uczyć czegoś, czego się nie zna, nie sposób ochronić przed niebezpieczeństwami, których się nie pojmuje - stąd, między innymi z myślą o Jankowej przyszłości i mimo pewnej wewnętrznej niechęci, coraz bardziej zanurzam się w ten cyfrowy świat, próbuję ogarniać "internety", coraz więcej "bywam" na facebooku...
no i po niemal roku ignorowania faktu, że zostałam obdarowana tabletem zaczęłam wreszcie z niego korzystać :)

i tu dochodzimy do naszej najnowszej
Print

- przygody z książką dla dzieci inną niż ta tradycyjna, papierowa...

Czytaj dalej

zasłuchany, niekoniecznie meloman

od kiedy już kiedyś (dawno) wspominałam, jak bardzo oboje z Janem polubiliśmy audiobooki >> TU
w tej chwili już wyraźnie widać, że stały się w naszym życiu jeszcze ważniejsze

nierzadko pół godziny przy odtwarzaczu to jedyna chwila zwolnienia przez J. tempa w czasie całego dnia na pełnych obrotach - relaks dla małego i zbawienna chwila oddechu dla jego opiekunów :)
nie rezygnujemy z codziennego czytania (już by Jane pozwolił! :P), ale dodatkowo chętnie zatrudniam do
tego także inne "głosy"


jak widać - nie tylko głosy ptaków :D


Czytaj dalej

co nam dają audiobooki?

lubię sobie czytać
lubię czytać Jankowi
a czasem lubię jak ktoś mi czyta... ale to już nie zawsze
- często mam wrażenie, że więcej rozumiem, lepiej sobie wyobrażam, głębiej przeżywam, gdy czytam sama, po cichu, tylko w swojej głowie - bez konieczności skupiania się na czyimś głosie, dostosowywania do cudzego tempa

kilku "czytaczy" trafiło do mnie świetnie (np. "Ojciec chrzestny" i "Król Maciuś Pierwszy" w wersji audio są według mnie świetne do słuchania), a inni nie - np. ostatnio zupełnie nie mogę się wsłuchać w "Rewers" - włączam, słucha przez kilka minut, a chwilę potem jeszcze niby słyszę, ale jakoś sens do nie nie dociera...

a piszę to wszystko, żeby zaznaczyć, jak ważne miejsce w moim życiu audiobooki zajmują, choć tak na dobre zajęły je całkiem niedawno - niemal równocześnie z Jankiem :)
dlaczego?
rozpisałam się kiedyś o tym tak:
 
audiobooki dają mi DUŻO MOŻLIWOŚCI

D - dawkę literatury niezbędną do życia - dawniej codziennie czytałam książkę - od kiedy jest Jan mam z tym kłopot (nie ma czasu!), a bez tego nie umiem żyć!

U - ułatwienie usypiania - od początku zapadaniu w drzemkę synkowi często towarzyszyła płyta - najpierw "Bajki z Ramą" - tak długo aż się płyta "zużyła" i zaczęła zacinać, a potem kolejne - ostatnio ulubione to wiersze Tuwima
Ż - "żywy" język obcy w moim domu - to znaczy kontakt z nieojczystym językiem mówionym w wersji poprawnej gramatycznie i stylistycznie - takiej z jaka chcę zapoznać dziecko (na przykład przy pomocy serii "Tea time stories") i z jakim sama chętnie obcuje chcąc utrwalić/podszlifować swoją wymowę - w postaci kursów audio lub książek w oryginale
O - odpoczynek od głośnego czytania dziecku - lektorzy/aktorzy świetnie w tym zastępują - wspomniany niezrównany Pazura, czy Anna Dymna -  w przypadku "Najpiękniejszych baśni świata" czytają prawie tak dobrze jak mama:)


Czytaj dalej

audiobooki dwa

ostatnio w kupionym Jankowi syropku na odporność (czego to spece od marketingu nie wymyślą!) znalazł się kupon na audiobooki - można było wybrać jeden dla dziecka i jeden dla dorosłego
 
audiobooki: Pudełko ze szpilkami - audiobookwybrane - dla niego Miś Uszatek, dla mnie "Pudełko ze szpilkami" Grażyny Plebanek
autorkę znałam już z "Nielegalnych związków", więc byłam przekonana, że trochę odpocznę od mamusiowych lektur...
a tu niespodzianka - nie do wiary - to nie o żadnej tajemniczej krawcowej, zwariowanej zoolożce - fance jeży, ani nawet tancerce tańca klasycznego wożącej wysokie buty ze sobą na występy, tylko o...o... O MŁODEJ MAMIE wkładającej swoje zapiski do rzeczonego pudełka! :)

Oo! (Jak mówi Janek)


czyli powtórka z rozrywki - cała masa narzekań na "odurodzeniowe niebycie sobą", konieczność zmiany trybu życia, praktyczną niemożliwość godzenia pracy na najwyższych obrotach z wychowywaniem dziecka... tym razem mamy-yuppie, która staje się mamą i żoną dość niespodziewanie
a czy szczęśliwie?
choć czasem słuchanie stawało się odrobinę nużące, to jednak warto było doczekać do końca, żeby poznać odpowiedź
znów książka z zakończeniem - tak jak lubię :)

a co między tytułem a zakończeniem?

Czytaj dalej