Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2-3 lata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2-3 lata. Pokaż wszystkie posty

to nie gę kop!

hejhej! - głośno i bardzo entuzjastycznie wita się S.
ze wszystkimi...
skoro nawet z przypadkowymi przechodniami, to i z Wami, jak najbardziej, też ;)

w dzisiejszym odcinku spieszę donieść, że poza prostym przywitaniem (wykrzykiwanym od kto-by-pamiętał-kiedy-tak-dawno-to-było), On najmłodszy opanował właśnie MOWĘ w języku ojczystym w stopniu zrozumiałym nie tylko dla najbliższej rodziny

dopiero co (kilka miesięcy temu) przekroczyliśmy magiczną granicę między komunikacją za pomocą płaczu, krzyku i (rzadziej) słodkich uśmiechów oraz prostych gestów* a SŁOWAMI, a tu już dziecię 'mumi' całkiem wyraźnie i formułuje zdania!
wspomniany etap pośredni okazał się pełen niespodzianek, odkrywczych skojarzeń oraz wytrwałego budowania (On) i prób przyswojenia (my) pięknego w swej prostocie systemu leksykalnego
 
coby nie zapomnieć okresu, w którym Młodszy powoli rozwijał własny słownik i dojrzewał do porzucenia go na rzecz 'wspólnego', niniejszym notuję...
S. lat 2, orientacyjny zasób słów:
 
ja, dzidzi, Siaś, Niań, mama, tata, tata pem, pem (pan,a także pani), baba, (później bapcia), dziadzia, Gugi (Olga), Kuba, a (inny, jeszcze jeden), ti, io! (io-io), ym (duży), pipi (mały), nu-nu (pić), niamniam (jeść), llam (lizać), ha-ha (spać), si-si (wiadomo), pim (przycisk/nacisnąć), hopa, op (do góry/podnieść), bam, yf (+gest - otworzyć), choć!, tu, tam, dzie?, dzień, nie ma, mam, daj, au (boli, rana), pupa, kupa, myj-myj, dada (na dwór, wychodzić), ten, mój, ba (później baja)
nie (!) - kak, no kak, a kak,
nie lub tak (nie rób..., ale brzmi ładniej ;) )
bep! (stop), gou! (start), gou-gou (szybciej), zium (szybko)
buum buum (auto), kakou (traktor), bobop (robot), ciu-ciu (pociąg), dżip, fuu (samolot),
kop (koparka), kić (dźwig),
kim (Zygzak McQueen)
gangan (kamień) 
plum (woda, również wrzucać coś do)
k(r)ok k(r)ok (schody)  
koko, kwa, miau, hau, muu, ch(r)u-ch(r)u
ihai (koń, także wziąć na barana), 
ziuf (wiadomo)
wiwi (bzz, bzz - owady),
kuj, dziab (kolić, kąsać, kłuć)
siup (łyżka!), dziab (widelec), ciach (nóż),
gol (piłka)
kaki (taki), siś (liść), 
ch(r)ach (pirat)
ki-ki (naprawiać, przykręcać)
i-a-o-u-ki (odliczanie do pięciu),
ziem (czasem nie ziem, częściej ziemziem - wiem, wiem), 
kakauko (z akcentem na 'ko'- kakao lub deser czekoladowy)
kej (klej), nie mylić z kukej! ;)
kukej! - OK
dam-dam! (fanfara, tadam!)

proste a sprytne konstrukcje wielowyrazowe i stopniowe odkrywanie fleksji (~2,5):

ej - ti! 
si-si io! (alarm nocnikowy)
chrup-niamniam (ciastko)
pa-pa dzień (noc)
ciu-ciu-din-din (tramwaj)
dzieci (konkretne! J&P cioci G.), skąd: ciocia mama dzieci (ciocia G.), oraz ym b(r)umbum dzieci dał >> stopniowo zredukowane do t(r)ak (Monster Truck od Piotrusia)
hopam buum buum (wsiadać do auta, a także auto do wsiadania - ten mój hopam buum buum)
a(m) buum buum pe (Fiat 126P)
mój buum, dziadzi buum, mój dom, babi dom i dziadzi dom, domu mami Agy! (w domyśle 'idziemy do')
to nie chacha! ja łe! 

trudne zwroty jednym słowem:

bidać! (nie gaś światła, ma być widać!)
mi-ten? (czy mogę pożyczyć? słabo rozumiane w piaskownicy...)
pećminut (zaraz, poczekaj jeszcze chwilę, muszę się oswoić z tą myślą)
dziś (później, w bliżej nieokreślonej przyszłości)
cały dzień (długo, baardzo długo)

etap pytań:

o imię - ja mam Siaś... a on jak ma? tata jak ma? baba jak ma? (...) Gugi jak ma? Niań jak ma? Kuba jak ma?
co to?
kto dał? 
aczemu?

i w końcu niekwestionowany hit dwuipółrocza:

tytułowe 'a niech to gęś kopnie' :D


nadchodzi faza opowieści... teraz to dopiero będzie co zapisywać ;)

papa!
(i do usłyszenia) 


* w tym najwspanialsze, a będące już pieśnią przeszłości "łokciowe" yf-otwieranie i 'zamiatanie' nóżką świeżo zastąpione przez 'hulaj mój' <3

Czytaj dalej

gry i zabawy z dziećmi

w poszukiwaniu pomysłów na zabawy ruchowe z moim przedszkolakiem trafiłam na książeczkę "Gry i zabawy z dziećmi" Jackie Silberg

okazało się, że zupełnie czego innego szukałam, ale chętnie podzielę się tym, co w niej znalazłam
Czytaj dalej

gadułek dwulatka ostatnia garść

z notatek jesiennych 2013

przy stole
siedzimy obytroje...
jesteśmy trzema człowiekami!

na lodówce można ułożyć z liter słowa (tak, słowa też:P) albo długaśną rzekę z meandrami, 
ale okazuje się, że nie tylko...
najnowsze dzieło:
to mechanizm do produkcji margaryny!

a czasem
trzeba wznowić literki! w odnawiarce - przez dłuższy czas!
??tylko jak??

"myję zęby..."
a wiesz tato, że moja mama kiedyś miała kłopoty?  tam, w głębi.. czarny ząbek się zrobił i musiała iść do dentysty!
a za kilka dni przy szorowaniu z babcią
babciu! a mama miała kłopoty! 
(czasem mama powinna się ugryźć w język, zamiast za dużo dziecku tłumaczyć :D)

buty zdejmujemy w przedpokoju... ale nie u babci ;P
to nie jest przedpokój! to przedkuchnia!!!

dla każdego co innego...
dzieci nie piją takiej kawy, tylko inną...
dla dorosłych jest bardziej kawista

J. śpiewa "Jedzie pociąg..." i ogłasza, że pora wsiadać
mama sobie podryguje do rytmu 
- do czasu...
nie można tańczyć w czasie odjazdu!!
(wyraźnie się tańcowanie nie spodobało)

własnosłowie
J. mruczy pod nosem, słychać, że ćwiczy wymowę: 
zieźby, zieźby
rzeźby?
nie, zieźby! pole zieźby i drzewo zieźby!

J. na podłodze otulony kocem:
jestem sturalny i zwiniony

podsłuchane innym razem, przy klockowej budowie
tu wzdłużam... tu dach... jestem zdolnym budowniczym!


ciekawe co nam jeszcze powie trzylatek...*

edit * w temacie świątecznym już co nieco wymyślił:

zobaczył Świętą Rodzinę w stajence na jakimś obrazku - wiadomo kto leży w żłóbku...
to mały Jezusek
a kto to jest ta pani?
Maryja. Można też mówić Matka Boska
Matka Boska? (myśli) to znaczy mama bosa!
(jeszcze myśli...) po angielsku mummy boss!

a dziś w przedszkolu śpiewali kolędę "Przybieżeli..."
babcia (zaskoczona) odkryła, że J. bardzo szybko nauczył się słów - ale nic dziwnego, przecież to chyba o jednym z ulubionych aut!
śpiewał wyraźnie: "Przybieżeli do Bentleyem" :)
Czytaj dalej

deszcz... i marzenia o podróżach

jak powszechnie wiadomo...

Janek jest wielkim fanem wszelkich środków transportu. Szczególnym sentymentem darzy kolej oraz komunikację publiczną. W każdej podróży od małego (pierwsze moje obserwacje dotyczą w wieku 1,5 roku, kiedy to w drodze w Beskidy uważnie wypatrywał autobusów i wołał: "aubs stoi!", "aubs jedzie", "aubs bedzie..", "aubs jeec!") bardzo interesuje się CZYM jedziemy (lecimy/płyniemy) - może nawet bardziej niż tym dokąd :P Stąd Poznań to dla niego głównie szybkie tramwaje przegubowe i kolejka w ZOO ("ale na gumowych kołach, bo nie ma torów"), USA - Amtrak ("taki jakim jechaliście?"), Szyndzielnia, Tatry i Szwajcaria - kolejki górskie, Francja - TGV ("Joel może nim jeździć!"), Japonia - Shinkansen ("bardzo szybki!"), Rosja - "Kolej Transsyberyjska oczywiście"! (i trzeba słyszeć "niecałego" trzylatka jak te nazwy płynnie wymawia :D)

We wszelkich zabawach domowo-deszczowych również królują lokomotywki, autobusy, tramwaje, samochodziki...

Ostatnio do nauki angielskiego przygotowałam Jankowi sporo wycinanek z pojazdami do grupowania. W ramach rozszerzania wiedzy dodaliśmy do nich kilka ciekawych środków transportu. Zaplanowałam pogadanki o niecodziennych sposobach przemieszczania się np. na wielbłądzie, który chodzi w karawanie na pustyni, słoniu na którym można jeździć w Indiach, w rikszy - pchanej lub ciągniętej przez rower... (tu mój schematyczny rysunek nie wystarczył - musieliśmy zajrzeć do grafik google, gdzie J. zauroczyła riksza rowerowa z nadbudówką z samochodu osobowego i motoriksze, a żeby nie zabrakło tradycyjnej wersji ciągnionej tatajanka "machnął" całkiem niezłego Chińczyka)...


Dla urozmaicenia postanowiłam, że połączymy te "pojazdy" z miejscami, gdzie są używane. Niektóre Jane sam łatwo dopasował (od ręki czerwonego piętrusa i typowo polski tramwaj :) - do Europy zaczął dokładać wiele więcej obrazków, ale okazała się za mała na mapie świata... trochę więc podpowiadałam. Wielką ciężarówkę umieścił bez problemu - wystarczyło przypomnieć, że niektóre jeżdżą połączone w... wielkie "pociągi" przez bezdroża Australii :P,  kajak - wiadomo - służy do pływania po rzekach - a że na mapie największa to Amazonka, więc nasz trafił na nią, jak jako uniwersalny tragarz wysokogórski miał trafić w okolice Mongolii (jak teraz patrzę to chyba nieco zboczył ku Kazachstanowi :P) itd. Łodzie, statki i żaglówki oraz transport powietrzny Jane rozmieszczał  "jak popadnie" - byleby pływające trafiły na wodę, a airbus (z tatą na pokładzie) leciał do Kanady :D


I tak całkiem miło i "podróżniczo" minęło nam deszczowe popołudnie. A że nawet nie wspomnieliśmy o saniach, tuk-tukach, gondolach czy kambodżańskiej kolei bambusowej - myślę, że niejedno jeszcze przed nami :) *

* to była jedna z naszych jesiennych zabaw i (zwycięskie) zgłoszenie do konkursu na ciekawym blogu rodzicielsko-podróżniczym - "W podróży przez życie" 
do pomysłu wykorzystywania mapy do zabawy na pewno jeszcze wrócimy, bo daje niezliczone możliwości (zabawę ze zwierzakami opisywałam TU)
a może jakieś podpowiedzi? 
Czytaj dalej

pociąg ze wspomnieniami

Z każdego naszego wspólnego wyjazdu staram się przywieźć widokówkę albo sama zrobić "kolażówkę" na pamiątkę dla Janka. Ma ich już całkiem sporo!
Od kiedy J. interesuje się pociągami chodzi mi po głowie pomysł, żeby wykorzystać je do stworzenia wagoników i zawiesić na ścianie (raczej ścianach :P) jego pokoju. Ostatniego deszczowego wieczora zrobiliśmy próbę. Wycięłam kilkadziesiąt papierowych kółek i razem zrobiliśmy papierową lokomotywkę.
Janek sam zajął się resztą


Nie spodziewałam się, że układanie z naszych pamiątek pociągów różnych typów - min. jadącego w góry, regionalnego, zagranicznego i w końcu tego najdłuższego okaże się tak wspaniałą zabawą.
Powspominaliśmy przy tym oboje nasze wojaże...
Bardzo polecam na szare wieczory, kiedy o urlopie można tylko pomarzyć :)

* niniejszy wpis to też jedno z naszych zgłoszeń do konkursu na blogu "W podróży przez życie" - dziś ostatni moment, żeby się przyłączyć do zabawy! - link u nas w zakładce Konkursy i CANDY
Czytaj dalej

konkurs, wąsy i dziewczęce okulary

jako zgłoszenie w jesiennym konkursie u yllli (trzeba było narysować portret Pana Pierdziołki z popularnej [podobno] książeczki) wspólnymi siłami zrobiliśmy z Jankiem TO:


jak wspominałam J. ostatnio rysuje więcej, ale zdecydowanie nie jest to jego ulubiona aktywność

postanowiłam więc jakoś obejść ten problem i do minimum ograniczyć konieczność posługiwania się przez niego kredkami i urozmaicić proces tworzenia
przygotowywałam niezbędne do zabawy elementy na szybko - wycinałam wąsy, brody, szaliki i okulary z tego co pod ręką (potem razem pokolorowaliśmy niektóre elementy), podglądając, jak w tym czasie J. [oczywiście pisakiem] rysuje pana
do końca nie wiedziałam, czy zdecyduje się na całą postać, "plan amerykański", profil...
narysował twarz idealną do dalszej zabawy!
okazało się, że ja sprawiłam się gorzej, bo nie dałam mu żadnego wyboru okularów - panu pasowały tylko czarne, bo "różowe i serduszkowe są dziewczęce, tylko te czarne męskie - tata takie nosi!"
trochę na siłę dokładałam więc te niepasujące bryle pozwalając mu robić zdjęcia i komentować - "NIE PASUJĄ!"
wybór wersji ostatecznej - ze stylowymi dwukolorowymi wąsiskami był bezdyskusyjny :)

jeśli komuś Jankowy Pierdziołka się podoba można głosować TU
- widząc, co się tam dzieje w komentarzach porzuciłam nadzieję na zwycięstwo - ale zostaje miejsce na podium, osobista satysfakcja i duma z dziecięcia :D

trochę byłam nawet zaskoczona, że zabawa tak Jankowi przypadła do gustu, ale samego siebie przeszedł następnego ranka, gdy jeszcze przed śniadaniem zupełnie nie zachęcany podszedł do zostawionych w kąciku kartek i dodatków i narysował całą rodzinkę (panią i dziewczynkę, którym kolorowe okulary świetnie pasowały) oraz dziadka (to ten z wysokim czołem :P - "okrągła głowa..." mruczał do siebie, trochę mu widać zbyt kanciasta pierwotnie wyszła...)
wszystkim nowym członkom rodziny dorysował zęby, żeby mogli dobrze pogryźć kanapki (niektóre musiałam na prędce przygotować) - "rozdał" posiłek sprawiedliwie i dopiero sam ruszył do kuchni :)


Czytaj dalej

"Opowiastki dla małych uszu"

książeczkę "Opowiastki dla małych uszu" Joanny Wachowiak z ilustracjami Anity Głowińskiej kupiłam dla Janka po przeczytaniu wpisu Olgi na otymze.pl *

*ostrzegam! - blog bardzo niebezpieczny dla portfela rodziców czytających dzieciom! trafne i przekonujące recenzje i piękne zdjęcia, a do tego uśmiech Ewki sprawiają, że zakupowi niektórych pozycji naprawdę nie sposób się oprzeć :)

kto ciekawy może sobie o niej poczytać właśnie tam - u nas tylko kilka słów:

bardzo się cieszę, że opowiastki są u nas - Janek je bardzo polubił, słucha z zainteresowaniem, oglądamy  ilustracje i dyskutujemy o treści opowiadań
wyraźny tekst zachęca do prób samodzielnego czytania - Janek chętnie wyszukuje na stornie poszczególne słowa ['ślimak' powtarza się na kilku po 4 razy! ;)]
 
ja staram się czytanki dawkować (dwie i koniec!), ale dziadek raz wpadł w pułapkę typu "proszę, jeszcze jedno!" i "musiał" przeczytać wszystkie po kolei :D


zachęcająca szata graficzna, wartościowa treść i przystępny język - dla o-mało-co-trzylatka świetnie się sprawdza jako wstęp do dłuższych czytanek
a myślę, że o "głębszym przesłaniu" opowiadań będziemy mogli nawet za kilka lat jeszcze porozmawiać...
albo po prostu pooglądać obrazki :)


Czytaj dalej

"wkuwanie" słówek

dawno nie pokazywałam nowości, których używamy do nauki angielskiego
głównie dlatego, że nie było ich zbyt wiele...
co nieco jednak robimy :)

z nowości pojawiły się:

* dopasowywanka - w ulubionym temacie, więc się nie nudzi :) :


po kilku "sesjach" zapoznawczych wycięłam pojazdy i podpisy z wydrukowanych kart typu flashcards
i teraz Janek sam łączy obrazki z podpisami (czytam głównie ja - J. próbuje literować po polsku i nie bardzo mu się wymowa zgadza:/)
chętnie dodaje też własne naklejki,  rysunki i zabawki do odpowiednich grup :)


* książeczki do rysowania i zmazywania


 J. chętnie łączy mały obrazek z dużym, radośnie powtarzając rymowane zwroty oraz liczy morskie stworzenia


* karty ze zwierzątkami


można rozpoznawać, grupować, segregować według pierwszej litery nazwy itd.
mnie się bardzo podobają, Jankowi niestety mniej, ale na chwilę uwagę przyciągają, a za jakiś czas (dłuższy..) może rozdzielę obrazek i podpis - będzie mógł dopasowywać
dziadek wydrukował nam je już dawno ze strony http://youronlinenglishclass.com.pt/ na której było też sporo innych materiałów - niestety w tej chwili nie mogę jej otworzyć - mam nadzieję, że wróci, a póki co jak komuś się zwierzaki podobają mogę przesłać .pdf
 
do tego oczywiście
dużo rozmawiamy, ale czasem mam wrażenie, że tylko ciągle powtarzamy te same słówka...
jednak powoli Janek sam zaczyna dopytywać o nowe - nie tylko rzeczowniki dotyczące otaczających przedmiotów - myślę, że to wyraźny sygnał: mamo, ja chcę więcej!

szukam więc nowych inspiracji :)

Czytaj dalej

Dzień Niepodległości na Cytadeli


chłodno, ale ciekawie - dla Janka najciekawsze okazały się: widok na Wisłę z "z dachu na którym rośnie trawa", pokaz lotu sterowanych modeli śmigłowców i prezentacja musztry uczniów klasy mundurowej ("ile wojskowych!"), "czołg z maleńką lufą" (rosomak) i nieoczekiwanie nie tylko wojskowe motocykle




huk wystrzałów mocno go jednak wystraszył...
a że przedpołudnie było pełen wrażeń najlepiej świadczy fakt, że o 15 nie przymuszany zapadł w drzemkę :)

edit - jeszcze jedno zdjęcie:
 
 koszulka prezent od Podsiadłych

10.11 Janek paradował w niej cały dzień, ale 11. już nie chciał założyć i dać sobie zrobić zdjęcia
ale "Katechizm.." zna!
Czytaj dalej

mój pierwszy... periodyk :)

jakiś czas temu przypadkiem trafiła na nie w kiosku ciocia Grażynka - kupiła pod wpływem impulsu i okazał się to strzał w dziesiątkę...
mowa o kolorowych, zachęcających do zabawy i nauki czasopismach dla dzieci wydawnictwa Aksjomat pt. "ABECADŁO"


każdy numer jest pełen zagadek i informacji związanych z aktualną porą roku i dodatkowym tematem przewodnim, zawiera dłuższe opowiadanie do wspólnego czytania i stronę poświęconą nauce angielskiego
Janek i Justysia bardzo je polubili - czytają, przeglądają, kolorują... chętnie wracają do ulubionych stron z poprzednich numerów
polecam!
my już planujemy prenumeratę :)

Czytaj dalej

pisu pisak

jak to zwykle bywa, ledwie zdążyłam się pogodzić z tym, ze J. nie rysuje a tu nagła odmiana :D
co prawda kredki nadal nie budzą entuzjazmu, ale pisaki to już co innego...
codziennie kolorów nabiera co najmniej jeden pojazd z malowanki od cioci Iwonki


ostatnio wyciągnęłam też przezornie wydrukowane kilka miesięcy temu "myślanki" (były "do wypróbowania" na http://myślanki.pl/)  i muszę przyznać, że wymyślanie zimowych strojów dla zwierzątek całkiem go wciągnęło
a zabawy mieliśmy przy tym sporo oboje  :)


może na całą tego typu ksiażeczkę jeszcze za wcześnie, ale sam pomysł jest świetny*
*to nie jest reklama - "Ważka Grażka", czy "Bazgrołki" od Czu Czu tak samo mi się podobają :)
 i cieszę się, że mogę już takie zabawy stopniowo wprowadzać i przyzwyczajać J. do kolorowania "kreatywnego", bo całkiem skutecznie pobudza to też moją nieco zramolałą fantazję
misiak jako "lampart na nartach" - no sama bym na to nie wpadła :P
Czytaj dalej

recyklingowa infrastruktura kolejowa


w jednej z książeczek o pociągach Janek zwrócił uwagę na rozrysowane ustawienia semaforów i sygnalizację kolejową - do znaków "Uwaga pociąg", krzyża św. Andrzeja i dokładnie (!) zgłębianej zasady działania szlabanów doszedł więc nowy fascynujący aspekt funkcjonowania kolei
nie było szansy, żeby temat nie został dokładniej rozpracowany..

oto co tata z Jankiem wyczarowali pod moja nieobecność ze "śmieci":



semafory i szlabany są dość duże,  stabilne, a co najważniejsze ruchome - mogą faktycznie pomagać w kontrolowaniu ruchu Jankowych lokomotywek i resoraków
J. zachwycony ustawia je i przestawia godzinami (może kwadransami :P) przepuszczając na zmianę pojazdy szynowe i drogowe



jestem pełna podziwu dla obu chłopaków - brawo! :)
Czytaj dalej

z dzieckiem na cmentarz

koniec października, początek listopada - mi ten czas zdecydowanie nie kojarzy się z zabawami przebierańców, wycinaniem zębów dyniom itp., tylko po prostu - z wspominaniem tych, których już wśród nas nie ma
chcę, żeby mój synek tez wiedział, że TRZEBA i WARTO o nich pamiętać
jednak z zabraniem malucha na cmentarz i tłumaczeniem po co to i na co nie jest tak łatwo

tatajanka stoi na stanowisku - nie tłumaczyć za dużo - "to tematy dla 5-6-latka" - a na cmentarzu cicho, grzecznie, powoli i  najlepiej krótko, nic nie dotykać, iść za rączkę (na co J. oczywiście - bunt)
z kolei ciocia Gosia pozwala się bawić autobusem na płycie nagrobnej prababci Stasi i myślę, że to zdrowsze podejście (babcia na pewno by nie zabroniła!)
widząc J. radośnie biegającego "jak pociąg" wokół grobu dziadka Janka myślałam sobie, że właśnie takim powinien go pradziadek-kolejarz widzieć...
(a na pewno nie zatrzymywanego na siłę przez tatę i wrzeszczącego chcąc się wyrwać)

J. już wie, że "na cmentarzu są zmarli", ale niewiele to jeszcze (na szczęście) dla niego znaczy - moja babcia na cmentarzu - ok, ale jego w domu!
myślę jednak, że to ważne, że również w takie dni jest z nami i widzi, że zapalamy świeczkę tym, do których tęsknimy i wspominamy jak ważni dla nas byli (i będą)
a że sam woli biegać między grobami niż zadumać się nad istotą przemijania? będzie i na to czas!

póki co znów wychodzę na matkę, która dziecko rozpieszcza i pozwala na wszystko, a przy tym naraża na traumę poruszając w ogóle temat śmierci - w tej kwestii (też) chyba się już z Jankowym tatą nie dogadamy...
Czytaj dalej

pasowany

dziś u Janka w przedszkolu wielki dzień dla trzylatków:


były eleganckie stroje, występy i zadania do wykonania oraz oczywiście zwyczajowe "pacnięcie" wielkim ołówkiem w ramię przez panią dyrektor


Janek wyglądał poważnie, zachowywał się całkiem poprawnie i dzielnie wykonywał potwierdzające jego status dzielnego przedszkolaka zadania

 na pamiątkę dyplom i piękne podziękowanie (nie bardzo wiadomo za co) dla mamy


sama "uroczystość" średnio mi się podobała - jakoś nie przemawia do mnie schemat, w którym dzieci nie bardzo wiedzące o co chodzi, niektóre płaczące, inne półprzytomne z przemęczenia (J. nadal nie śpi w porze leżakowania i o 16 ma już dość - zwykle robimy o tej porze pół godzinki odpoczynku z książką...) są "zmuszane" do popisywania się przed udającą entuzjazm widownią...
w dodatku jako mama musiałam siedzieć za synkiem (głównie dlatego, żeby go pilnować - w sumie pomysł niezły, bo dzieci nie wyrywały się do widowni, tylko siedziały na scenie, ale...), więc  z tych wszystkich popisów widziałam głównie Jankowe plecy!
no i na koniec paczka cukierków (trochę się nakombinowałam, żeby zjeść z J. na pół jednego - bo to w końcu święto! - i ukryć pozostałe) - jak dla mnie pamiątka żadna, działanie wychowawcze/prozdrowotne takoż :/
ale tradycji stało się zadość

w sumie coraz mniej się dziwię, że chociaż Janek do przedszkola ogólnie chodzi chętnie, to jakoś się nie może DOpasować...
(o jego przedszkolnych harcach i wybrykach jeszcze skrobnę przy okazji, bo znalazłam zdjęcia z tej jesieni na stronie przedszkola i czujne oko aparatu wypatrzyło co nieco :P)
Czytaj dalej

kasztanowo

J. znów ma kaszel i nie poszedł do przedszkola
ani na spacer
ale wypróbowaliśmy za to kilka pomysłów na zabawy z kasztanami podpatrzonych na blogu Tominowo
i w ogóle się nimi pobawiliśmy :)


przy okazji do wiedziałam się, że "babcia robi w kasztanach dziurki śrubokrętem" (i łączy patyczkami? "nie, zapałkami! takimi jak tu (pokazał w książeczce Egmontu "Jesień") ale z czerwonymi końcówkami!"), czyli "tradycyjne" kasztaniaki też tej jesieni już były :) 
Czytaj dalej

duże i wielkie litery

niechcący, a przy tym niejako wbrew zaleceniom autorytetów w dziedzinie nauki czytania najmłodszych, Jane bardzo szybko poznał alfabet - w większości literuje i składa słowa zamiast je odczytywać jako całość, czyta też litery zarówno pisane jak i drukowane, małe i wielkie...
plany miałam inne (modyfikowana metoda Domana, poznawanie tekstu jako obrazu, czytanie "po cichu" - z pominięciem "wewnętrznego lektora" etc.), ale jak wyszło, tak wyszło...

i cóż - większych problemów na razie nie mamy (może poza wiecznym dylematem czy to I czy L oraz wahaniem przy odczytywaniu "p") - ale nie upieram się, że J. nie jest wyjątkowy :P
dziś zaskoczył mnie spontanicznie odczytując szyldy i litery w czasie spaceru po mieście - apteka, sklep, "M" na busie na Lotnisko, "N - autobus nocny" na rozkładzie jazdy - symbole mu znane, ale w nowej kolorystyce, sytuacji, samodzielnie wypatrzone i nazwane - chyba mogę z dumą powiedzieć, że faktycznie zaczyna naprawdę CZYTAĆ!

teraz skupiam się głównie na tym, żeby się samodzielnym czytaniem nie zmęczył i nie znudził

żeby urozmaicić zabawy z literkami kupiłam kilka płyt "Od piosenki do literki" (w sumie nie najlepszych jak na mój gust - dzieci często śpiewają szybko i niewyraźnie, pani baaardzo wysoko, ale zawsze to jakaś odmiana) i piszę (piszemy :D) "do muzyki" utrwalając kształt liter pisanych i drukowanych przy wtórze śmiesznych wierszowanych tekstów


z pomocą w rozpoznawaniu literek przyszedł też


"Alfabecik przedszkolaka" - niewielka (i niedroga), bardzo kolorowa i poręczna książeczka z wierszykami o zwierzętach, których nazwy zaczynają się na poszczególne litery alfabetu,
mój przedszkolaczek dzielnie odczytuje w niej 4 formy literki (wielka drukowana, mała drukowana, wielka pisana, mała pisana) i nazwy rodzajów, a potem słucha wierszyka (i/lub ewentualnie zaczyna zajmować się udawaniem jeża zwijającego się w kulkę odmawiając dalszej współpracy :P)

na półce już czekają "Zaczynam czytać z Zuzią i Leonem cz.1" i "Umiem czytać. Uczymy się czytać i kolorujemy", nie przestajemy się też bawić z "Zestawem do nauki czytania" (najczęściej ostatnio robię quiz - które z trzech pokazanych słów to..., albo dopasowujemy wyrazy do przedmiotów - proszę przynieś -napis- i Jane przynosi), co jakiś czas wracamy do "Franka..", piszemy na lodówce, Janek próbuje sam odczytywać pojedyncze słowa w swoich książeczkach (ostatnio w "Maltance")

w sumie jeśli o takie zabawy chodzi to jak dla mnie wieczory mogą być coraz dłuższe :)
Czytaj dalej

jeszcze trochę liści

wyciągnęłam te "prasowane" pod książkami
+taśmę klejącą
i mamy śliczną, prostą jesienną dekorację :)

(Jane nieco mój zachwyt ostudził - "w przedszkolu też są liście na oknie, i jeszcze grzybki, i nawet jeż!" :P)

próbowałam też J. pokazać jak odkrywać jaki liść jest pod kartką rysując po nim kredkami świecowymi, ale denerwował się, że mu przekładam kredkę do paluszków, a mu wygodniej trzymać całą dłonią...
więc frotażowa kompozycja wyszła skromna
 

ale mogliśmy dzięki temu spokojnie przejść do kasztanów i żołędzi, które prosto z lasu przywiozła ciocia Gosia, a potem na spacer, żeby jeszcze bliżej jesieni (dziś co prawda chłodnej i wietrznej, ale nadal bardzo kolorowej) doświadczać :)
Czytaj dalej

układanki, czyli pociąg do pociągów c.d.

po małej przerwie Janek znów zainteresował się drewnianą układanką z pojazdami (tą) - czasem sobie sam rozłoży, złoży, "zagra" fanfarę ("tada!")...

ale i tak króluje układanie... wszystkiego W POCIĄG (ewentualnie kolejkę) :)





no dobrze - ostatnio zdarzył się też słoń (chociaż dopóki J. nie zażądał miejsca na dołożenie nóg to nie byłam taka pewna...)


oraz jezioro z najbliższą okolicą ("tu jezioro, rzeczka, plaża, trawa, trawa, trawa")


a od czasu do czasu można też Janka namówić na układanie zgodnie ze schematem (i to coraz trudniejszych wzorów!)

= z tą układankową monotematycznością zdecydowanie przesadziłam - nudno nie jest!
Czytaj dalej