Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

Vademecum przetrwania


słyszeliście kiedyś o prepperach/preppersach?

jeden z nich właśnie zdecydował się opowiedzieć o sobie i podejściu do życia, jakie prezentują jemu podobni, w książce pod tytułem:

Vademecum przetrwania. Jak wyjść cało z kataklizmu, katastrofy i konfliktu

możemy się z niej dowiedzieć, dlaczego, według pana Piotra Czuryłło, kluczowe jest posiadanie choćby podstawowego zapasu wody i żywności, zapałek i ostrego noża
oraz, chyba przede wszystkim, bliżej poznać filozofię i kilka najważniejszych zasad przyświecających ludziom, dla których życiową doktryną zdaje się być hasło: Expect the best. Prepare for the worst.
 

jedno z pierwszych zdań w tekście brzmi: "Nasze życie to nieprzerwane pasmo lęków."
w pewnym sensie definiuje ono strach, jako jeden z głównych motorów działania człowieka
abstrahując od tego, jak wydało mi się to poruszające i do jakich osobistych i uniwersalnych przemyśleń zainspirowało, z całą pewnością przybliża źródło życiowej postawy autora
pomyli się jednak ten, kto ad hoc wysnuje z powyższego wniosek, iż preppersi np. budują schrony, bo boją się życia - przeciwnie! oni "ubezpieczają się" na przyszłość, by móc teraz spokojnie się owym życiem cieszyć, a "w godzinie próby", je zachować

jednym z ukrytych miedzy wierszami przesłań wydaje mi się być mądra rada, żeby próbować oswajać swoje lęki, traktować je jako motywację do pracy nad sobą i czerpać siłę ze znajdywania sposobów na ich pokonanie


nie traćmy jednak z oczu motywu przewodniego!
Dobrobyt, w którym żyjemy, uśpił naszą czujność, ale być może pewnego dnia w gniazdkach zabraknie prądu, zbiorniki na stacjach benzynowych opustoszeją, a z kranu nie poleci woda. Co wtedy zrobimy?
autor stawia nas przed powyższym pytaniem, a jednocześnie stara się odpowiedzieć na nie sobie, zawczasu rozpatrując przeróżne scenariusze, przygotowując drogi ucieczki, opracowując plany i praktyczne rozwiązania 

książka stanowi zbiór porad i wskazówek, sformułowanych na bazie własnych przekonań i doświadczeń
dla postronnego obserwatora jest to jednocześnie fascynujący obraz pasji, która staje się treścią życia człowieka
niesamowite jest to, jak "doktryna przetrwania" wpływa na postrzeganie otaczającej rzeczywistości i staje się punktem wyjścia do przeorganizowania codziennego życia
a przy okazji uczy samodzielności, samowystarczalności, zaradności, motywuje do przełamywania obaw i barier, otwiera na kontakt z przyrodą...

obok ogólnych podpowiedzi kierowanych do wszystkich, którzy chcieliby czuć się zabezpieczeni na wypadek takiego, czy innego "końca świata", znajdziemy tu konkretne przykłady i historie "z życia wzięte" oraz całkiem sporo fotografii


więcej można zobaczyć na stronie wydawcy, czyli tutaj: >>KLIK<<

a w książce przeczytać m. in. o wartościowych umiejętnościach, które ułatwią przetrwanie w każdych warunkach, sposobach zabezpieczenia swojego domu z myślą o różnych kataklizmach, możliwościach samodzielnego zdobywania pożywienia, czy podstawowym sprzęcie, który warto zgromadzić "na wszelki wypadek"


"Vademecum przetrwania" to ciekawa, bardzo przystępnie napisana i starannie edytorsko przygotowana lektura
czy, albo jaką naukę czytelnik z niej wyniesie, zależy tylko od niego



za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia  
Czytaj dalej

puzzle NK - piękne układanki przyrodnicze

tytuł wpisu zdradza wszystko
tak! Nasza Księgarnia, wydawnictwo, które dotąd rozpieszczało nas przede wszystkim świetnymi książkami, a później doskonałymi grami planszowymi dla całej rodziny, wydaje puzzle!
i - jak pozwoliłam sobie już w tytule zauważyć - są to bardzo ładne układanki

do nas zaprosiłam "na próbę" te tematycznie najbliższe, przyrodnicze
tym samym pojawił się u nas (ponownie) pełen zwierzaków wiosenny las - o którym niżej - i przyfrunęły kolorowe ptaki...

PTAKI to trójpak puzzli dla najmłodszych


obrazki, które mamy do ułożenia to znane z prześlicznego albumu państwa Pawlaków, nad którym zachwycałam się już w zeszłorocznym wpisie pt. "Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków" (naprawdę warto zerknąć! >>KLIK<<), tkaninowe kolaże:
dokarmiany zimą rudzik, złota wilga karmiąca młode (tak, samce uczestniczą w wychowywaniu potomstwa!) i sójka gałązce owocującego dębu
jeden piękniejszy od drugiego...

elementów nie jest wiele - od 16 do 24, czyli w sam raz dla przeciętnego przedszkolaka
dokładnie dla takich małych rączek dostosowana jest też grubość kartoników i ich wielkość
każda z układanek to kwadrat 20 na 20 centymetrów, po stronie ilustracji gładki i błyszczący
matowe rewersy w kolorach podstawowych i niewielkie, lecz dostrzegalne, różnice wielkości kawałeczków pozwalają łatwo posegregować je do załączonych woreczków strunowych wielokrotnego użytku

oryginalne sześcienne pudełeczko i kolorowe wizerunki sympatycznych ptaszków przyciągają zaciekawione spojrzenia,
tematyka i nawiązanie do książki ujmuje fanów Pawlaków i/lub awifauny,
piękne kompozycje pani Ewy zachwycają nawet tych, których na co dzień irytują wrzaski sójek...

wystarczy spojrzeć - po prostu chce się układać!





ok, ale umówmy się, co to jest dwadzieścia "kawałków" dla starszaka?
w pewnym wieku zaczyna się chcieć więcej!
dlatego obok "Ptaków" pojawiła się u nas także "Leśna kraina",
czyli nic innego jak starzy znajomi z kolejnej całokartonowej książki...


bystre oko wielbiciela nie będzie mieć wątpliwości - to majowa rozkładówka z "Roku w lesie" Emilii Dziubak w wersji de luxe, czyli 47x33 cm :)


wydruk bez zarzutu, gładki, "lakierowany" karton, soczyste kolory - to zalety po stronie "technicznej"
co do wartości artystycznej i edukacyjnej - można byłoby wymieniać dużo dłużej
cóż, większość właściwie już wspomniałam, pisząc niegdyś o książce >>KLIK<<...

układanka pozwoli przypomnieć sobie mieszkańców lasu i ich wiosenne zajęcia, podczas dobierania kolejnych części da szansę ponownie zauważyć wszystkie niuanse (jak zakochane kaczuszki, jednookie kijanki, czy nadgorliwego dzięcioła), kolejny raz da pretekst do nowych spostrzeżeń, wyszukiwanek, komentarzy
a tym, którzy nie znają książki, z pewnością "zrobi na nią apetyt" ;)

54 elementy to nadal nie za wiele, ale dziesiątki zwierzaków, które znajdziemy na polanie dadzą niezliczone tematy do dyskusji - na poziomie odpowiednim do wieku
na podstawie doświadczeń zapewniam, że nawet najmłodsi uczniowie szkoły podstawowej mogą świetnie się przy niej bawić

ładna, pięknie wydana, rozwijająca zabawka





co tu dużo pisać - puzzle albo się lubi i docenia ich rolę w ćwiczeniu uważności i koncentracji, albo nie
i to w każdym wieku ;)

im ciekawszy temat, wiążący się z zainteresowaniami lub będący punktem wyjścia do rozmowy, tym większe szanse, że dziecko prędko się nie znudzi zabawa nie zostanie porzucona w połowie
zarówno jeśli traktujemy układanki jako sposób na relaks i zapewnienie sobie chwili ciszy, jak narzędzie sprzyjające rozwijaniu dziecięcej spostrzegawczości i motoryki - najlepiej, żeby były oryginalne, estetyczne, trwałe
te zdecydowanie są
nie będę przekonywać, że warto podsuwać potomstwu puzzle, a tym bardziej, że koniecznie właśnie te, ale wraz z wszystkimi dziećmi, które już z radością je osobiście wypróbowały, bardzo się cieszę, że je mamy :)


za egzemplarze recenzenckie, świetny pomysł na "nową jakość" i przeniesienie bardzo dobrych lektur na tekturkę dziekuję wydawnictwu Nasza Księgarnia
Czytaj dalej

Wonderland = gracze w Krainie Czarów

na naszym stole wylądowała niedawno planszówka, której udało się połączyć moje zainteresowanie grami i literaturą oraz zachęcić J. i jego tatę do wspólnego działania
brzmi jak cuda?
cóż, to Wonderland :)


pierwsze wrażenie to istne szaleństwo - masa komponentów, postaci, lokacji, kart
oprawa graficzna oszałamia mnogością barw i kształtów, ścisłe powiązanie z książkową tematyką każe wypatrywać znajomych szczegółów, cech postaci, miejsc i przedmiotów
wielbiciele Alicji z miejsca są "kupieni", pozostali - co najmniej zainteresowani, co to będzie...
pełni entuzjazmu montujemy własną Krainę Czarów :)

każdy przeobraża się w innego zabawnego Ptaka Dodo losując postać obdarzoną większym lub mniejszym rozsądkiem, odwagą i wyobraźnią, powstaje plansza z dużych, kolorowych kafli (początkowo zakryte, stopniowo odsłonią swoje tajemnice i wprowadzą do gry kolejnych bohaterów), porządkujemy talie misji, losu, przyjaciół i przedmiotów, z których będziemy korzystać


i tu pojawiają się (małe) schody
na początku zdecydowanie nie jest łatwo, bo instrukcji, choć wiele w niej ilustracji, niestety daleko do cudowności
spośród wielu ramek, podkreśleń i wytłuszczeń powoli wydobywamy co najważniejsze, najtrudniejsze kwestie (na przykład znaczenie określenia "trudności danego testu cechy") dla pewności musimy potwierdzić w internecie
pierwsza rozgrywka trwa dłużej niż zapowiadane 60 minut,
ale za to mamy sporo frajdy z poznawania zupełnie nowych dla nas zadań i możliwości oferowanych przez karty 
  

"tułaczka" po planszy i, czasem nieoczekiwane, bo wszak częściowo generowane przez kostkę, "spotkania" z mniej lub bardziej przyjaznymi postaciami doskonale wpisuje się w "alicjowy" klimat
dopełnia go fakt, że odpowiednią liczbę "śladów Alicji" musimy zebrać, by myśleć o wygranej 

również drugi cel sformułowano w zgodzie z ideą powieści - wykonując różne próby staramy się zdobyć zaufanie mieszkańców Krainy Czarów tak, by pozwolili nam ją opuścić
wypełnienie tych misji nie jest proste
spory wpływ na powodzenie ma los, ale warto przemyśleć prawdopodobieństwo poszczególnych wyników i wziąć pod uwagę skorzystanie z różnych ułatwień i wzajemnej pomocy
we współpracy siła!   


no tak, pora powiedzieć, że Wonderland to gra kooperacyjna, w której albo wszyscy wygramy, albo poniesiemy porażkę
gracze mogą dowolnie dysponować swoimi akcjami, poruszać się i podejmować misje w dowolnej kolejności, współpracować w wybranej konfiguracji
element losowości urozmaica rozgrywkę, ale nie zmienia faktu, ze warto dobrze kombinować, żeby zdążyć osiągnąć wspólne cele zanim znacznik na torze szaleństwa przesunie się na X pole


nie wiem jeszcze jak dobrze zbalansowana jest gra, jak długo trwa, gdy się nabierze wprawy, jak często uda się nam z nią wygrać w zależności od liczby graczy (może ich być od 2 do 5) i jak na przewidywalność rozgrywki wpływa znajomość treści/trudności kart i misji, a tym samym, czy z czasem nie utracimy przyjemności z gry,
pierwsze wrażenie zrobiła jednak bardzo dobre oczarowując fantastyczną formą
z pewnością będziemy do niej wracać

"efektem wow" dzielę się w ramach
dzięki wydawnictwu Zielona Sowa
Czytaj dalej

poczytaj mi, mamo - księga 4, księga 5

niebiesko-pomarańczowy gołąbek, motyl w kosmicznym skafandrze, czerwony niby-królik z kwiatkiem na uszku, krzywy domek z pasiastym dachem, koniczynka z żółtym sercem, uśmiechnięta rybka bez płetw - jeden rzut oka na kilka prostych rysunków wystarczy, by przywołać uśmiech na twarzy i falę sentymentu 
trochę dziwnie to wszystko brzmi, trzeba przyznać, ale tak właśnie działa!
okazuje się, że nie tak łatwo opisać obrazki, które mam na myśli (i przed sobą na kwadratowych okładkach), możliwe jednak, że jeszcze trudniej byłoby wśród pokolenia obecnych 30-40-latków znaleźć takich, którzy od pierwszego spojrzenia nie skojarzą ich z dzieciństwem:
o! poczytaj mi, mamo!


tak, opowieści sprzed lat powróciły pod nasz dach :)
co szczególnie cenne - jednocześnie odmienione i dokładnie takie jak dawniej
inne, bo odświeżone, zebrane w "zestawy" po 10 i ujęte w piękne, twarde oprawy w pastelowej kolorystyce,
ale - którą to próbę nie zawsze udaje się przejść starym tekstom i wspomnieniom - w dużej części nadal przyjemne w lekturze, przyciągające uwagę dzieci i aktualne

wiem, że nie należy oceniać po okładce, nie mogę się jednak powstrzymać, żeby to od niej nie zacząć
kilka lat temu zbiory "Poczytaj mi, mamo" ukazały się już w nowej formie nakładem Naszej Księgarni (a jakiejż by innej oficyny - fantazyjna eNKa też należy wszak do wyrytych w czytelniczej pamięci zbiorowej symboli pierwszych lektur!) 
były to jednak wówczas tomiki z oprawami w bardziej nasyconych kolorach i innego kształtu ("standardowy" książkowy prostopadłościan)
taka różnica to drobiazg? być może, ale faktem jest, że wówczas nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, a niepotrzebny dolny i górny margines nawet trochę irytował przy przeglądaniu
za to te obecne - z których kwadratowych frontów zerkają na nas sympatyczne, wydające się od pierwszego spojrzenia znajome, czarno-białe buźki - po prostu chce się mieć!
i oczywiście poczytać dziecku - własnemu, cudzemu i temu, którego ślad wszyscy nadal mamy w sobie...  

kilka kolorowych zeszytów ze swojej półeczki można spróbować przywołać w pamięci już zerkając na tylną okładkę


wśród autorów liczne znane nazwiska: Tuwim, Bahdaj, Musierowicz, Papuzińska, Konopnicka, Łochocka, Grabowski i Nejman (i wielu innych)
jeśli nawet któreś nie wydają się znajome na pierwszy rzut oka, na końcowych stronach znajdują się notki biograficzne, które pozwolą powiązać je z wróbelkiem Elemelkiem, kotem Filemonem itp. :)

a wewnątrz? prawdziwa uczta!
przedrukowane oryginalne okładki, ilustracje i czcionki wydobywają z zakamarków pamięci kolejną porcję pozytywnych zaskoczeń
tak, tę o Zosi też mieliśmy! i "Kredki", I "Stefka", na pewno! a "Malowany ul" był u kuzynostwa! ciekawe, czy też jeszcze kojarzą...







wśród ilustratorów oczywiście Terechowicz, Witwicki, Byczek, Krzemiński, Stylo-Ginter...

każda z ksiąg inna, wszystkie wyjątkowe!
na kilkudziesięciu stronach fantazja przeplata się z codziennością, magia z życiowymi prawdami, odrobina nauki z wielkimi przygodami 
tę czwartą w większości dopiero odkrywaliśmy wspólnie z kilkuletnimi J. i O., którzy ze swadą lub dzielnie ćwicząc nową umiejętność na przemian czytali mi (czyli "mamie" - ha, tak też można ;)) kolejne strony
piąta to mój osobisty No1 - od brzegu do brzegu wypełniona tym, co pamiętam z domu rodzinnego, znam najlepiej i lubię najbardziej
pierwsza, druga i trzecia - już zamówione :)
każda jako całość i seria jako taka - po prostu miła oku i sympatyczna lektura, przypominająca, że nie zawsze trzeba i warto gonić za nowoczesnością 
ogromna, wieloaspektowa przyjemność dla rodziców (nie tylko mam!) i dzieci kolejnego pokolenia 

a najlepszy z najlepszych, po prostu ponadczasowy hit? oczywiście "Pan Maluśkiewicz i wieloryb" :D


zgodnie, rodzinnie polecamy młodszym, starszym i najstarszym
(tak, tak, dziadkowie też sobie przy okazji wiele przypomną)

za egzemplarze recenzenckie i wspaniały pomysł na nowe wydanie dziękujemy Naszej Księgarni 
Czytaj dalej

Zadziwiające życie

tak, życie takie właśnie jest - wspaniałe, nadzwyczajne, tajemnicze, cudowne, zadziwiające...
najlepiej rozumieją to (oczywiście) dzieci i artyści,
od czasu do czasu każdy powinien sobie jednak o tym przypominać

dzięki pasji i zaangażowaniu pewnej oczarowanej otaczającą rzeczywistością rysowniczki o ujmująco radosnym uśmiechu, jako pomoc nawet-trochę-naukową możemy w celu odświeżenia pamięci i poszerzenia (a jednocześnie "odszarzenia") perspektywy zastosować książkę "Zadziwiające życie. Dlaczego każdy z nas jest wszechświatem?"


wbrew charakterystycznemu dla naszej cywilizacji (szczególnie tzw. "zachodniej") dążeniu do zawężania i ścisłej specyfikacji zainteresowań i obiektów badań poszczególnych dziedzin nauki, Misha Maynerick Blaise podjęła próbę opisu świata jako nierozerwalnie powiązanej całości
jedno wynika z drugiego, wszystko łączy się ze wszystkim, a na kolejnych kartach książki odkrywamy jak bardzo lub - podążając za spójnym, lecz czasem zaskakującym tokiem myślenia i postrzegania autorki - na jak niespodziewanej zasadzie



w oryginalny i ciekawy sposób* płynnie przechodzi z jednego tematu w drugi, budując (skutecznie) wrażenie nierozerwalności "koła życia"
kieruje naszą uwagę na zmianę w oceaniczne głębiny i nieskończone przestrzenie wszechświata i niedostrzegalne ekosystemy bakteryjne, na rozległe sieci grzybni (wiecie, że działają jak internet?) i ptasie trele, pisze o świadomości (!?) roślin i męskich potomkach Czyngis-Chana...
 


choć o gustach nie wypada dyskutować, a charakterystyczne, przywodzące na myśl niewprawioną dziecięcą rękę obrazki z pewnością nie każdemu wydadzą się dziełami sztuki**, nie da się odmówić albumowi artyzmu
razie warstwa graficzna jest bardzo istotnym elementem przekazu, a autorka - ponownie podchodząc do zagadnienia "holistycznie" stawia najwyraźniej na oddziaływanie wielozmysłowe



fakt, że zgromadzone tu informacje i ciekawostki mają umocowanie w źródłach (które autorka podaje na ostatnich stronach) warto docenić na równi z umiejętnością ich przekazania w niecodziennej, niemal poetyckiej, formie
niektóre sformułowania, jak np. "owady wykazują się inteligencją i umiejętnością rozwiązywania problemów większych niż ludzkie", czy "podstawowym sposobem pozyskiwania energii przez ludzi jest spożywanie słońca" stanowią oczywiste uproszczenia (lub tylko część prawdy), ale podobnie jak pełne barw ilustracje każą bliżej przyjrzeć się zagadnieniu i zachęcają do namysłu i lepszego poznawania świata - przez samodzielną obserwację i korzystanie z innych publikacji


najważniejszy cel, który autorka formułuje w następujący sposób:
"Książka ta ma być prostym przypomnieniem naszej zdumiewającej, głębokiej więzi ze światem (...) jest to przypomnienie, że sami jesteśmy żywym wcieleniem nieskończenie wielkiego i tajemniczego wszechświata"
został według mnie osiągnięty

lektura książki "Zadziwiające życie" jako inspiracja do podjęcia próby spojrzenia na siebie jako część tak niesamowitej całości - i biorąc pod uwagę w istocie niesamowite zasady jej działania i niecodzienny sposób przekazu - może być świetną przygodą dla ciekawego świata człowieka w każdym wieku




* świadectwem niech będzie fakt, że J. sam sięgnął po książkę i czytał przez kilka kolejnych dni, każdego z nich z błyskiem w oku przekazując (czasem zupełnie nieświadomej dotąd) matce kolejne zapamiętane rewelacje

** osobiście uważam, że ilustracje są raczej pokraczne i zdecydowanie zbyt jaskrawe, ale J.docenił rozmach i ekspresję 


za kolejne wyjątkowe "okno na świat" i przyczynek do naukowych dyskusji przy kolacji dziękujemy Egmont Art
Czytaj dalej

kic, kic... (Aksamitny królik, Tru i O zajączku Filipie...)

tak się jakoś złożyło, że tej zimy pojawiło się na Jankowej półeczce całkiem sporo szaraków ;)

oto trzy opowieści o króliczkach i/lub zajączkach - zupełnie różne, ale jednakowo warte uwagi:
"Aksamitny królik" Margery Williams, "Tru" Barbary Kosmowskiej i "O zajączku Filipie, który ze strachu dokonał wielkich czynów" 
zbiegiem okoliczności (?) wszystkie autorstwa kobiet, wszystkie niosące głębszy przekaz, wszystkie "przytulne" i ciepłe, jak futerka głównych bohaterów :)


Aksamitny królik


historia pierwsza - bodaj najbardziej "niedzisiejsza" (nie ma się co dziwić, wydana wszak w 1922r.!) i tym samym najtrudniejsza w odbiorze z wszystkich wymienionych, jednocześnie jednak najbardziej poetycka i wieloznaczna - to opowieść o pluszowej przytulance
w pewnym sensie...

cóż, tytułowym bohaterem rzeczywiście jest wypchany króliczek z aksamitu, a kanwą opowiadania jego losy
w warstwie dosłownej obserwujemy jak trafia do domu pewnego chłopca jako niedoceniony prezent gwiazdkowy, stopniowo staje się ulubionym pluszakiem, towarzyszy dziecku na każdym kroku, aż w końcu... hm, doczytajcie sobie sami!

dużo ważniejszy od prostej w gruncie rzeczy fabuły jest jednak ogromny ładunek emocjonalny, jaki niesie ze sobą ta historia
wrażliwy czytelnik przeżywa wraz z Aksamitnym gorycz odrzucenia i radość bycia docenionym, doświadcza nie porównywalnej z niczym mocy poczucia bycia potrzebnym i kochanym
bycia Prawdziwym

"Gdy jesteś prawdziwy, nawet to, że jesteś stary czy wyleniały nie ma znaczenia. Bo skoro już jesteś prawdziwy, to w oczach tego, kto cię kocha, nie możesz być brzydki. Brzydkim mogą cię nazwać tyko ci, którzy niczego nie pojmują, którzy nie rozumieją, jakie to piękne być prawdziwym."

zdecydowanie "coś" jest w tej baśniowej opowieści o przemijaniu, sile przyjaźni i mocy marzeń

najnowsze wydanie oficyny Prószyński i Ska w twardej oprawie zawiera oryginalne ilustracje autorstwa sir Williama Nicholsona sprzed niemal wieku, a czcionka sprzyja samodzielnemu czytaniu przez młodsze dzieci

doskonale utula do snu


Tru


pomysł na opowiadanie, wydawałoby się, banalny - ot, pamiętnik zajączka
ile jednak znaczy osobowość autora!
Tru (w żadnym wypadku nie Truś! - nie można się wszak nie zgodzić, że "to imię dla galaretki z owocami albo dla tchórza" ;) ) to zając w każdym calu niestandardowy, obdarzony wielką wyobraźnią i zdolnościami inżynierskimi, a przy tym bujną sierścią i wyjątkową rodziną

treść książeczki to pierwszoosobowa relacja z wydarzeń "wstrząsających" codziennością niewielkich Koniczyn Dolnych i życiem zaradnego, ale i bardzo wrażliwego, zaangażowanego w życie społeczności szaraczka, który przejawia chęci (i umiejętności) na miarę przyszłego Naprawiacza Wysokiego Lasu

tło wydarzeń stanowi "zwykłe" (choć może nie dla przeciętnego zająca...) życie - w tym między innymi problemy różnic klasowych, nietolerancji, emigracji, równouprawnienia kobiet i samotnego macierzyństwa, mód, podziałów i pierwszych miłości w gronie szkolnych kolegów
znalazłam w sieci opinie, według których wplatanie tego typu tematyki w opowieść dla dzieci jest "odbieraniem im dzieciństwa", a całość stanowi "jakiś propagandowy traktat"
pozwolę sobie mieć inne zdanie
abstrahując od, fakt, widocznych między wierszami poglądów społeczno-politycznych autorki, historia jest niesamowicie ciepła, pełna humoru i ponadczasowych "życiowych mądrości" w stylu "nie futro zdobi zająca!"
sposób prowadzenia narracji, wyraziste postaci i pełen pozytywnej energii przekaz, że każdy może zmienić świat na lepsze to ogromne atuty tej przywołującej na usta uśmiech opowieści  
Jankowi bardzo podobały się też szczegółowe relacje Tru z wdrażania w życie pomysłów na kolejne wynalazki
nieprzekonanych nie przekonamy, ale faktem jest, że oboje mieliśmy z lektury sporo przyjemności
cóż, jak (mądrze!) mówi mama głównego bohatera:

"Wszystko jest kwestią smaku, Tru, każdy zachwyca się po swojemu"



jeszcze tylko dwa słowa o oprawie graficznej!
autorki ilustracji, nie trzeba chyba przedstawiać? nie raz pisałam już o zachwycającej, naturalnej palecie Emilii Dziubak - któż poza nią byłby w stanie stworzyć tak ciepły (sic!) okładkowy obraz mroźnej zimy? 
reprodukcję "Królika przy biurku" powiesiłabym sobie bez wahania w gabinecie, a "Tru przy pracy" - w garażu (gdybym tylko je miała) - wyobrażam sobie jaką siłę i motywację do pracy dawałoby spoglądanie na nie!
niewielka liczba obrazków jest w wypadku tej książeczki poważnym mankamentem... 
(niezmiennie - żeby wspomnieć choćby "Rok w lesie" - nie podobają mi się co prawda "dziwne" oczy zwierzaków pani Emilii, ale jestem w stanie przymknąć na nie oko ;) ) 
myśl, że panie "popełniły" w duecie jeszcze kilka innych tytułów, pozwala jednak z radością patrzeć w naszą czytelniczą przyszłość :)

lekturę polecamy zgodnie wszystkim ceniącym zabawę słowem (i światłocieniem), wyraziste poglądy oraz innowacyjną myśl techniczną: matka-feministka i synek-konstruktor ;)



O zajączku Filipie, który ze strachu dokonał wielkich czynów


bohater tej (i kolejnej, książeczka ma bowiem wiosenną kontynuację, której nie omieszkamy także wypożyczyć z naszej biblioteki) opowieści to również zajączek zmagający się z typowo ludzkimi problemami
autorka nie posunęła zabiegu antropomorfizacji tak daleko, jak twórczyni "Tru", nadała jednak Filipowi nie tylko swojsko brzmiące imię, ale też takie cechy jak nieśmiałość i brak pewności siebie
najmniejszy spośród rodzeństwa, odtrącany i wyśmiewany, dzięki przyjaźni odnajduje w sobie siłę i odwagę i, cóż, dokonuje wielkich czynów :)

pewnie mogłabym umieścić tu także trochę krytyki - że całość trochę przegadana, przesłanie wyłożone łopatologicznie, fabuła przewidywalna... ale po co? 
czy nie lepiej po prostu cieszyć się lekturą i doceniać, że ktoś w prostej, potrafiącej zainteresować przeciętnego siedmiolatka podkreśla wartości, które - niezależnie od wieku! - warto wziąć sobie do serca?

"Nie wycofuj się, to nie jest rozwiązanie - perswadowała z powagą - Jeśli przegrasz, będziesz wiedział, że przed przyszłymi zawodami musisz więcej ćwiczyć, aby poprawić wynik. Jeśli wygrasz, będziesz miał wielką satysfakcję. Zaryzykuj. Cokolwiek się zdarzy, wyjdzie ci na dobre."


całości dopełniają proste, ale pomysłowe ilustracje - kolaże zimowych zdjęć zwykłych, ale bliskich sercu (północnopolskich, nie mam co do tego wątpliwości!) krajobrazów i rysunków przedstawiających bohaterów opowieści
J. zapalił się do pomysłu, żeby podobnie "ulepszyć" część naszych szarych fotografii
ale to już zupełnie inna historia :)



"Uczucie wdzięczności czyni nasza duszę piękniejszą. 
Kiedy się zachwycamy, stajemy się szczęśliwsi, a tego nie kupisz za żadne pieniądze"

czasem warto przystanąć i zachwycić się otaczającym nas światem, innym razem - dobrą książką, nawet jeśli to tylko pole za domem, albo bajki o trusiach :) 



jako że dwie z wyżej wspomnianych książeczek trafiły do nas z ulubionych bibliotek, zgłaszam opinię o "Tru" i "O zajączku Filipie..." do nowo podjętego wyzwania, o którym więcej >>TU<<



Czytaj dalej