Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Basia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Basia. Pokaż wszystkie posty

Basia i przyjaciele

z całą pewnością jesteśmy - całą rodzinką - przyjaciółmi Basi!
ona sama nic o tym nie wie, w końcu jest tylko książkową bohaterką, ale od lat śledzimy jej losy, trzymamy kciuki za jej kolejne przygody, nieograniczone zapasy żelków i same szczęśliwe zakończenia...

gdy J. powoli wyrastał krótkich, prostych opowieści dla przedszkolaków, było nam autentycznie trudno rozstać się z tą (wielotomową i multitematyczną) lekturą* - jak nie przymierzając głównej bohaterce z Miśkiem Zdziśkiem 
na szczęście pojawił się S. i znów mam komu o Basi czytać i dobry pretekst, by znów o niej napisać :)

na półce przybył oto najnowszy zbiór opowiadań

Basia i przyjaciele


to kolejna "Wielka księga przygód", czyli ponad 150-stronicowe wydanie w miękkiej oprawie, łączące w jednym tomie kilka opowieści wcześniej ukazujących się w postaci oddzielnych książeczek
nigdy nie kolekcjonowaliśmy "małych Baś"(więcej o serii 'powie' serwis lubimyczytać >>KLIK<<), wolę te antologie, które są "jak pudełka czekoladek..."

tak jak w poprzednich, tu również znajdziemy barwne postaci, ciekawe wydarzenia, pełnię emocji oraz różnorodność postaw i reakcji

tym razem widzimy Basię niejako na drugim planie, w tle perypetii jej kolegów i koleżanek z przedszkola, jako przyjaciółkę, kuzynkę, czy siostrę Luli, Anielki, Zuzi, Titiego, Marcela, Antka i Janka

czasem uczestniczy w wydarzeniach - nocuje u ulubionej koleżanki, tańczy w przedstawieniu, aktywnie sprzeciwia się nietolerancji i wykluczeniu, gdzie indziej tylko wpada się pobawić lub pogłaskać (ważnego!) psa

czytamy sobie zatem tak naprawdę niekoniecznie o Basi, ale - w zasadzie jak to zwykle u Zofii Staneckiej bywa - o uczuciach, relacjach, życiowych wyzwaniach

czytamy i odkrywamy, jak to jest, że czasem jednocześnie się mamę kocha i jej nie cierpi, jak bardzo stresuje ciągłe spełnianie rodzicielskich oczekiwań, jak trudno nazwać emocje i (jeszcze trudniej!) nad nimi panować oraz jak ponadczasowo zabawna jest papuga mówiąca: "kupa"...

a przy tym, parafrazując wstęp, uśmiechamy się szeroko: do świata, do stronic pełnych kolorów i do Basinych przyjaciół, którzy gdzieś tam żyli i, tak jak ona, tak jak my wszyscy, czuli różne skomplikowane rzeczy




* moje kolejne 'Basine' wpisy na przestrzeni 5-6 lat - tu >>KLIK<<

za kolejny tomik do recenzji dziękuję wydawnictwu HarperKids 

Czytaj dalej

Basia Opowieści Miśka Zdziśka

 kto zna tę uśmiechniętą rodzinkę, ręka do góry! (i machamy :) )

kto nie kojarzy, pozwólcie, że przedstawię: od lewej Basia, Franek (u taty na rękach) i Janek z rodzicami
i ulubionymi przytulankami

może coś zaczęło świtać?

jeśli nadal ich nie pamiętacie, zerknijcie do naszych wcześniejszych wpisów o Basi i jej rodzinie 
podobnie jak książeczek z jej przygodami, trochę już się ich nazbierało: >>KLIK<<

 w 'Basiach' najlepsze jest to, że można zacząć czytanie od dowolnej części serii, a już po kilku stronach ma się wrażenie, że ta rodzina to nasi starzy znajomi

zatem nawet jeśli dotąd (jakimś cudem) nie spotkaliście na swojej (czytelniczej) drodze uśmiechniętej pieguski w pasiastym ubranku, możecie spokojnie zacząć od poznawania jej z punktu widzenia ukochanego Miśka Zdziśka :)

 
świat widziany oczyma przytulanki wcale nie wydaje się prostszy, ale za to na wszelkie problemy jest dobre rozwiązanie - wzajemna miłość i, oczywiście, przytulanie :)
Misiek Zdzisiek towarzyszy Basi od zawsze, stali czytelnicy z pewnością chętnie dowiedzą się o nim więcej - co sądzi o podróżach, jak bawi z pluszową małpką, dlaczego nie lubi kąpieli i pewnego wirusa (tego samego co my :( )
 
krótkie opowiadania i rymowane wierszyki, forma bezpośredniej opowieści, narracja dostosowana do małego odbiorcy, tematy aktualne i jednocześnie uniwersalne = jeszcze raz po prostu 'Basia' jaką znamy i lubimy

 
omc 10-latek, dla którego to już powoli książkowy 'powrót do czasów do dzieciństwa', przeczytał z przyjemnością 
mimo że czyta już "poważną" literaturę dla starszaków, czasem sam jeszcze sięga po 'Basie': "bo to takie miłe historyjki"

dla naszego dwulatka to jedna z pierwszych lektur na dobranoc... za dwa-trzy lata na pewno poświęci jej więcej uwagi

zdecydowanie zostaje na półce i będzie czekać!

"Basia. Opowieści Miśka Zdziśka" - polecamy

 

za egzemplarz dziękujemy HarperKids

Czytaj dalej

jeszcze raz Basia

choć wydawałoby się, że J. wyrósł już z większości prostych, w założeniu przeznaczonych dla przedszkolaków opowiadań, jest taka seria, do której sam często wraca...
BASIA
jak dotąd nie tylko nie udało mi się przekazać młodszym dzieciom większości spośród książeczek z opowieściami o tej rezolutnej dziewczynce (o których pisałam tu pod #Basia),
ale i coś nam znów do kolekcji przybyło :)
 

najnowszy zbiór opowiadań w tej serii to

Basia do słuchania

czyli książeczka z jedenastoma opowiadaniami, do której dołączono płytę z ich wersją audio
 

J. zaczął klasycznie - od tekstu pisanego
w tej kwestii książeczki o Basi przyzwyczaiły nas już do ciepłej, "prorodzinnej" tematyki, spokojnej w tonie analizy emocji, mimochodem przemycanych wartości,
a w warstwie graficznej czytelnej czcionki i doskonale uzupełniających treść ilustracji Marianny Oklejak

nie było zaskoczenia,
nie ma rozczarowania!
  

niektóre tematy, choć przedszkole już dawno za nami, nadal bliskie...


pewne ideały wciąż nieosiągalne,
najprostsze prawdy - stale aktualne


kilka opowiadań znaliśmy już z innych źródeł (to o opiekunce także w wersji do słuchania - aż dziw, że się mimo wszystko nie znudziło!), nowością było jednak między innymi to o koledze z Haiti (świetnie obrazujące problemy z asymilacją w nowym środowisku) oraz o dzielnej mamie w podróży (ha!), "kuchennych rewolucjach" (w tym wiecznie rozrabiającym i wymagającym przebierania Stasiu, wróć, Franku ;) ) czy rodzinnym biwaku

J. ponownie nie odłożył zbioru, póki nie przeczytał wszystkich - od deski do deski...


uczciwie będzie jednak dodać, że gdy w końcu zdecydował się włączyć płytę, uważnie i z przyjemnością słuchałam i ja!

nie ma się co więcej rozpisywać - zerknijcie do poprzednich wpisów, by przekonać się, za co lubimy i cenimy serię o Basi
tu tylko prosty przekaz:
polecamy wszystkie "Basie" do czytania,
a najnowszą, czytaną głosem pani Marii Seweryn, także do posłuchania


za egzemplarz dziękuję Egmont.pl
Czytaj dalej

nowe książki na Dzień Dziecka - Basia wielka księga pytań, Ale samoloty, Moje emocje

co najmniej kilka razy w roku mam wrażenie, że zewsząd otaczają nas reklamy, nagabywania i porady, co też najlepiej kupić dziecku z okazji nadchodzącego święta
w maju, gdy tylko skończy się czas pierwszych komunii, rusza intensywna kampania promocji z okazji Dnia Dziecka
oczywiście, Drodzy Rodzice, jeśli macie w zwyczaju robienie "zakupowych" prezentów swoim pociechom, jestem przekonana, że jak najbardziej warto kupić książkę
czy jednak koniecznie musi być to nowość wydawnicza, która rzutem na taśmę z premierą "załapała się" na czas akurat przed danym świętem...?

tytuł wpisu miał być zatem trochę przekorny, bo (choć Dzień Dziecka tuż, tuż!) pokażę trzy wydane tej wiosny książki dla dzieci, które po prostu mi się spodobały i które wybrałam z oferty wydawnictwa z myślą o J. i moich siostrzeńcach
będą wręczone 1.06., albo kiedy indziej, z innej okazji, a nawet zupełnie bez ;)

oto co trafi w najbliższym czasie do małych rączek i biblioteczek:

- dla rezolutnej przedszkolaczki

Basia. Wielka księga pytań


Basię znamy i lubimy od dawna
(historię naszej Basio-czytelniczej znajomości można prześledzić tutaj: >>KLIK<<)
osobiście doceniam prosty, naturalny sposób w jaki autorka wplata w jej przygody ważne prawdy i wartości, bawi i uczy, bez nadmiernego moralizatorstwa i pouczania
ale przede wszystkim, tak jak Janek, chyba po prostu darzę sympatią całą jej wesołą rodzinkę, w której od początku widzimy nie obce, "papierowe" postaci, tylko jakby starych znajomych, kolegów z sąsiedztwa

tym razem dziewczynka w bluzeczce w paski, jak większość maluchów na pewnym etapie swojego życia, "przepytuje" rodziców, chcąc lepiej poznać i zrozumieć otaczającą rzeczywistość
zadaje zarówno trudne pytania na tematy egzystencjalne (jak: "a po co ja właściwie jestem na świecie?") jak, też trudne, o budowę i działanie przedmiotów, zdrowie, zwierzęta, uczucia
odpowiedzi, których udzielają Basi najbliżsi, ujęto w formę krótkich opowiadań i posegregowano tematycznie

graficznie książka jest nieodrodną siostrą pozostałych "Baś" - charakterystycznie ilustrowana przez Mariannę Oklejak, drukowana wyraźną, bezszeryfową czcionką, w twardej oprawie - bardzo dobrze się czyta także najmłodszym już samodzielnym czytelnikom
dzieci mogą się z niej dowiedzieć ciekawych rzeczy, a przede wszystkim, że warto zadawać pytania,
a rodzice - że nie tak trudno spokojnie i mądrze odpowiedzieć, tak, żeby usatysfakcjonować ciekawskiego przedszkolaka





- dla młodego pasjonata

Ale samoloty! Odlotowe historie lotnicze


to kontynuacja pomysłu Michała Leśniewskiego na opowiadanie dzieciom o maszynach
znając pierwszą (niezależną) książeczkę dotyczącą historii samochodów ("Ale auta!" wspominałam tu: >>KLIK<<), nie miałam wątpliwości, że znów poznamy wiele ciekawych informacji, postaci i wydarzeń , a historia - tym razem lotnictwa - zostanie opowiedziana ze swadą, bez zadęcia, ale profesjonalnie

autor prowadzi czytelnika przez stulecia, od wydarzenia do wydarzenia, obrazowo przedstawiając kamienie milowe na drodze rozwoju transportu powietrznego
od marzeń o podbiciu przestworzy, przez pierwsze starty balonów i sterowców, loty przez ocean i bitwę o Anglię, docieramy do współczesności - ery samolotów odrzutowych i ponaddźwiękowych Concorde'ów
nie brakuje polskich akcentów, szczegółów dotyczących komunikacji i nawigacji powietrznej, informacji praktycznych na temat pracy lotniska, przystępnego słowniczka oraz - ponownie - ciekawej bibliografii, po którą sięgnąć mogą bardziej zainteresowani

wydawca podkreśla szczególną rolę formy graficznej, zaliczając książkę do zbioru najbardziej wyjątkowych pod tym względem "rarytasów", czyli serii Egmont ART
potwierdzam - przyjemnie się czyta, miło przegląda,
a wiedza na temat kolejnych kroków człowieka na drodze zdobywania przestworzy poszerza się przy tym zupełnie niepostrzeżenie




- dla mnie ;) i syna, który (pewnie po mnie...) ma czasem "nerwy na wierzchu"

Moje emocje. Akceptuję, co czuję 


wewnątrz tej intensywnie kolorowej okładki kryje się bardziej niepozorny, bo czarno-biało-żółty i pełen częściowo pustych stron, "zeszyt ćwiczeń" do wypełnienia barwami
książeczka, w części przeznaczonej dla dziecka, nie zawiera wiele tekstu, nie chodzi tu bowiem o uczenie definicji, lecz zachęcenie do samodzielnego odkrywania i nazywania stanów emocjonalnych
autorzy proponują współtworzenie tego "albumu" przez kolorowanie ilustracji, wycinanie obrazków, czy dyplomów, naklejanie nalepek
dziecko krok po kroku poznaje podstawowe uczucia, zachęcane do analizy własnych doświadczeń, prób postawienia się w konkretnych sytuacjach, empatii
  
a gdy już uda się nazwać poszczególne emocje, przechodzimy do części trudniejszej, czyli zdobywania umiejętności radzenia sobie z nimi
bardzo pozytywnie oceniam fakt, że mimo iż otrzymujemy całkiem poważne, skuteczne narzędzia do nauki panowania nad trudnymi uczuciami, całość utrzymana jest w lekkiej konwencji żartu
jako specjalista szczególnie doceniam też uwzględnienie roli chemii w temacie często traktowanym li tylko jako psychologiczne fanaberie...


nie ma tu kwestionowania zasadności takiego, czy innego przeżywania poszczególnych stanów ducha, znajdą się za to sposoby na ułatwienie sobie i otoczeniu przetrwania emocjonalnych burz i zawirowań, a profesor Feelings przedstawia je w sposób równie profesjonalny, co zabawny
książka polecana jest dla dzieci od 5 roku życia, ale mój ośmiolatek też dobrze się przy niej bawi

ostatnią (nie najmniej ważną!) część stanowi zeszyt dla rodziców
warto wziąć pod uwagę, że sztuka samoregulacji, rozumienia i panowania nad emocjami to bezcenna umiejętność, której owoce zbieramy cale życie
być wsparciem i dobrym przewodnikiem dla swojego dziecka w oswajaniu tego tematu - bezcenne

oboje z synem musimy się jeszcze wiele nauczyć
fajnie, że możemy też w takiej bezstresowej, przystępnej formie





za egzemplarze dziękuję wydawnictwu Egmont
Czytaj dalej

Basia. Wielka księga przygód 4

pamiętacie Basię?
pisałam o niej już wcześniej - jako przykładzie książkowej bohaterki, która "czaruje" nieodpartym urokiem i potrafi błyskawicznie wkupić się w łaski czytelnika
pierwszy raz pojawiła się u nas jako sympatyczna przewodniczka po krainie pociągów (tu), później poznawaliśmy ją bliżej czytając "Wielkie księgi" w ramach Przygód z książką (tutaj) - mimo upływu lat oba wspomniane wpisy i książki o których traktują nie straciły nic na aktualności

autorki serii opowiadań o Basi jednak nie próżnują!
ku radości wszystkich fanów, do kolekcji opowieści o dziewczynce w pasiastej bluzeczce przybyło następnych 7, które tej jesieni ukazały się w zbiorczym wydaniu pt. "Basia. Wielka księga przygód" z numerem 4


zbiór ten - pełen jesienno-zimowych impresji i pomysłów - wydaje się idealny na aktualną porę roku
przeczytamy tu m.in. o wycieczce na grzyby, rodzinnym treningu piłkarskim, przygotowaniach do Bożego Narodzenia i nauce szusowania w czasie ferii
z rodziną Basi pojedziemy (autobusem, hura!) obejrzeć muzealną wystawę, a z całą grupą przedszkolaków odwiedzimy bibliotekę, w której (podobnie jak w naszej) całkiem sporo się dzieje
poznamy też historię pewnego niezapomnianego remontu...


jak zwykle, zwykłą-nadzwyczajną rodzinę Basi w wielu codziennych i kilku rzadziej spotykanych sytuacjach podglądamy na ilustracjach Marianny Oklejak
połączenie tych ciepłych "z życia wziętych" obrazków i prostej, ale pełnej uczuć treści tworzy (ponownie) naturalną, bliską sercu całość - obraz kochającej rodziny, w której, jak w każdej, przeplatają się złości i radości, codzienne zmęczenie i świąteczny nastrój, drobne nieporozumienia, poważne pytania, remontowy hałas i bałagan oraz świetna zabawa



wydawałoby się, że Janek powinien już powoli wyrastać z książeczek o Basi, upodabniając się do jej starszego brata, który, jako ważny i poważny uczeń, czasem nieco z góry traktuje swoje młodsze rodzeństwo
nic bardziej mylnego! nadal z zaciekawieniem zagląda do Basinego domu, cieszy się z Frankowego seplenienia, śmieje z kuchennych przygód i chyba trochę zazdrości spacerów w wieloosobowym komplecie...
z drugiej strony - czemu tu się dziwić - przecież, tak jak w przypadku Janka, brata Basi, również ten "najstarszy w rodzinie" jest jeszcze ciągle pełen dziecięcych emocji i podobnie jak maluchy potrzebuje beztroskiej zabawy, okazywania czułości i poczucia przynależności do rodziny


ostatecznie stwierdzamy, że 'Basie', choć wprost idealne dla przedszkolaków nadają się nawet dla omc siedmiolatków ;)
jedyny kłopot to fakt, że ten mój wszystkie 7 historyjek z najnowszej "Wielkiej księgi przygód" przeczytał za jednym posiedzeniem - w niecałą godzinę!
no cóż, w każdym razie dobrze, że istnieją właśnie takie zbiory - pojedyncze wydania w sztywnych oprawach stały się dla nas zupełnie nieekonomiczne ;)


za Basię dziękujemy Zofii Staneckiej i wydawnictwu Egmont
Czytaj dalej

Janek, Basia i Franek

fanom doskonałej serii książeczek o dziewczynce w pasiastej bluzeczce i jej niezwykłej, choć całkiem zwyczajnej, rodzinie Basi przedstawiać nie trzeba
a tym bardziej nie ma sensu opowieści o jej perypetiach zachwalać :)
jasne, zdarza się, że komuś "z życia wzięte" opowiadania Zofii Staneckiej nie przypadną do gustu, ale śmiem twierdzić, że znajdzie się wówczas wśród zdecydowanej mniejszości
Janek należy zdecydowanie do grupy czytelników, którzy polubili ten świat do pierwszego spojrzenia

a było to spojrzenie na takie okładki:


pierwsza, ta mniej widoczna i bardziej sfatygowana, trafiła do nas już dość dawno temu, odkupiona od poprzedniej właścicielki (nota bene założycielki bardzo sympatycznej grupy Czytanie to wyzwanie na Fb)
od tamtej pory była wielokrotnie pożyczana, zabierana na przedszkolne czytanie i samodzielnie czytana przez J. - uważam, że decyzja o jej przygarnięciu to jedna z moich najlepszych kilkuzłotowych inwestycji książkowych ;)

o Basi pisałam już u nas wcześniej, ale powtórzę - opowiadania Zofii Staneckiej i ilustracje Marianny Oklejak o tej wesołej dziewczynce i jej bliskich to pozbawione ozdobników, bezpośrednie spojrzenie na życie zwyczajnej rodziny, a jednocześnie kwintesencja rodzinnego ciepła, wzajemnego zrozumienia i szacunku
być może rodzice czasem pozwalają tytułowej bohaterce na zbyt wiele, a nieograniczone zasoby cierpliwości jej mamy ujmują całości sporo wiarygodności, ale nie zmienia to faktu, że uważam większość historyjek za zabawne, sporo za ciekawe, a kilka nawet za cenne pod względem edukacyjnym

od niedawna mamy kolejną Wielką księgę
całkiem podobną do tej pierwszej...


na głównego bohatera wyrósł jednak najmłodszy w rodzinie - Franek, którego pluszowy krokodyl w tym tomie zgrabnie przejął rolę Miska Zdziśka
siłą rzeczy wydarzenia koncentrują się tym razem często na podłodze i pod stołem oraz wokół specyficznych potrzeb i pomysłów raczkującego malucha, ale Jankowi (który jest już wszak starszakiem), wydaje się to podobać nawet bardziej, niż czytanie o równolatkach
zaśmiewa się z głupiutkich pomysłów i radośnie powtarza "teksty" sepleniącego Frania, albo z pobłażliwą miną kiwa głową nad jego "przemyśleniami"

dzieje się w tej księdze sporo, że wspomnę tylko o podłogowej mieszance artykułów spożywczych, zajadaniu kiełbasy z podłogi (jak to pieski...), poklejonej klawiaturze komputera mamy, czy rozwierconej łyżką ścianie w kuchni - i nie są to na pewno najlepsze wzorce do naśladowania...
między wierszami da się jednak bez trudu wyczytać najważniejszy przekaz - więź łączącą wszystkich członków rodziny, widoczną we wspomnieniach dziadka, od lat udającego kota, gotowości wujka do pomocy w remoncie, drobnych gestach taty i mamy, wspólnym froncie tworzonym przez Basię i Franka


jedynie układ zgodny z porami roku, który bardzo podobał mi się w pierwszym zbiorze, tym razem nie został zachowany, w zamian otrzymujemy za to kilka "rozkładówek" z prostymi wyszukiwankami dla najmłodszych


Janek poleca obie na zimowe wieczory 


co ciekawe - chyba na równi z mitologią, która stała się u nas ostatnio ulubioną lekturą "na dobranoc", o której napiszę wieczorem ;)

jeszcze pomyślę, który wpis bardziej zasługuje na ostatnie w tym roku logo
Czytaj dalej

Basia i wolność

czasem łapię się na tym, że trochę przeceniam swoje dziecko
zdaje mi się, że skoro J. jest taki bystry (jest) i tak dużo rozmawiamy i czytamy (bardzo dużo!), to powinien już wiedzieć naprawdę sporą część tego, co ja...
a potem nagle okazuje się, że z trudem opisuje stany emocjonalne (i wcale nie dlatego, że ma problem z odczytywaniem cudzych uczuć, tylko po prostu brakuje mu słów! co zresztą już szybko nadrobił), albo (chociaż już lata temu recytował hasło "wolnoć Tomku w swoim domku" z "Pawła i Gawła", a mi zawsze wydawało mi się, że ma dość dużo swobody) nie umie odpowiedzieć na pytanie:

"co to jest wolność?"


nic to! ma w końcu dopiero kilka lat, więc wszystko przed nim, a coraz to nowych książeczek, tłumaczących niemal wszystko ciągle przybywa :)


Basia i wolność 

to najnowsza pozycja z serii o nieokiełznanej dziewczynce w pasiastej bluzeczce (tej)
tym razem lektura oprócz atmosfery dobrej zabawy (szaleństwa przy autobusowym przegubie i skakanie po brejowatym śniegu - to jest to!) wprowadziła całkiem sporo nowych znaczeń do słownika Janka - począwszy od tytułowej "wolności", przez "konsekwencje", "odpowiedzialność" i "powstanie", na "poddanych" kończąc (też nie znał, macie pojęcie? a ja mu już chciałam czytać fantastykę :D)

jak w każdej Basi, również tu warto docenić prostotę przekazu - przypatrujemy się po prostu rodzinnej wyprawie na muzealną wystawę, podglądając (wcale nie idealne!) relacje i reakcje w sympatycznej rodzinie radosnej trójki maluchów
autorki (jak zwykle znany, sprawdzony duet Stanecka - Oklejak) podejmują trudny temat, próbując rozróżnić "zakazy" i "zasady", ale całkiem sprawnie - i słowem i obrazem - pokazują, że tak to już jest niektóre rzeczy wolno, a innych nie
nawet królowi!
tłumaczą, że to nie tak, że ktoś ma prawo ograniczać cudzą wolność dla swojej wygody, albo dlatego, że ma większą władzę, tylko że, chociaż teoretycznie każdy człowiek może wszystko, sami nakładamy sobie ograniczenia po to, żeby żyło nam się lepiej wśród innych
a tata ze smakiem wylizujący sos czekoladowy z talerza w restauracji jest doskonałą ilustracją swobody, która wtedy, gdy nikomu nie szkodzi, jest wręcz potrzebna i pożądana

i chociaż nie jest to moja ulubiona "Basia...", myślę, że Janek sporo skorzysta z powtórzenia sobie nawet kilka razy, że na przykład nie wolno się bić, ale czasem można użyć siły w obronie ważnych osób i wartości, 
a ja może w końcu pojmę, skąd Basina mama, nie tracąca równowagi nawet przy mydlano-papierowych glutach, czerpie swoje pokłady cierpliwości...   




Wyd. Egmont
Czytaj dalej