Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6-7 lat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6-7 lat. Pokaż wszystkie posty

recykling i przedświąteczna matematyka

druga połowa grudnia
nie jesteśmy oryginalni - wieczorami powstają kartki, stroiki, ozdóbki choinkowe...
jak co roku u nas - między innymi ze "śmieci", przy okazji zabawy i odrobiny nauki - między innymi matematyki

podsumowanie ww. w nawiązaniu do międzyblogowego projektu "Matemaryka na święta" =

NOTKA III - recyklingowa

życzymy miłej lektury
i Wesołych Świąt ;)



a) nakrętki

J. zgłosił pomysł zrobienia "bombek" z plastikowych "jajek" po niespodziankach
niestety próby nawleczenia ich na cokolwiek chwilowo zakończyły się niepowodzeniem
w ramach rekompensaty zaproponowałam nawlekanie czego innego plastikowego - nakrętek (przedziurawionych zgrabnie przy pomocy gwoździa i młotka) i rurek - na nitkę
jeśli 1 nakrętka + 1 rurka mają łącznie długość 6 cm, ile ich potrzeba na łańcuch długości, odpowiadającej Twojemu wzrostowi? - oblicz
jaką długość będzie miała ozdoba, jeśli jej wykonywanie znudzi się po 6 powtórzeniach - zmierz 
[tak, możesz na tym skończyć ;)]


ale poukładamy sobie jeszcze trochę, skoro już ten worek z plastikami wyciągnęliśmy?
sprawdźmy ile jest fioletowych
nie licz po kolei! ułóż prostokąt - taki w kształcie prezentu - i pomnożymy
zobacz - w każdej ćwiartce 2x3... tak, cztery szóstki! 
a jak ułożę przestrzenną paczkę - zobacz - wiesz jak to się wtedy liczy? długość razy szerokość widocznego prostokąta razy liczba warstw
jasne, inne kolory też możemy policzyć :)


b) kartonowe wypraski z gier 

co robimy tym razem?
lampiony! znów? no tak, przecież są super!


i może jeszcze geometryczne wzory na kartki pocztowe z tych mniejszych


a matematyka?
no przecież jest!
(oblicz pola powierzchni, policz "okienka",  co wyszło ze sklejenia 4 ścianek? a jak tak skośnie postawimy? gdzie jeszcze można dokleić drugą gwiazdkę, żeby było symetrycznie? 
mnożenie, mierzenie, porównywanie, nazywanie figur płaskich i brył, rzut prostokątny, wyszukiwanie środka/osi symetrii...) 

c) butelki i makaron

od kilku dni furorę robią u nas farbki witrażowe
padł pomysł, żeby użyć ich do zmiany szklanej butelki (albo dwóch) w wazoniki
prace trwają i jeszcze nie wiadomo jak bardzo efekt będzie matematyczny, ale wspominam, ze względu na recykling w temacie
dla zachowania pozorów spójności wpisu powiedzmy, że spora część naszej butelki to walec ;)
a jaka bryła kryje się tu, pod makaronem?

(choinka - autor nieznany, Janek wybrał i kupił na szkolnym kiermaszu) 


od patrzenia na te zdjęcia robione byle czym i po ciemku aż bolą oczy, więc kończymy
więcej przedświątecznej matematyki - TUTAJ


Czytaj dalej

pierniczki i przedświąteczna matematyka

od ponad tygodnia na zaprzyjaźnionym blogu Bajdocja trwa akcja pod hasłem "Matematyka na święta"
autorka wpadła na doskonały pomysł, by przedświąteczny czas urozmaicić sobie zabawami liczbowymi i geometrycznymi (i nie tylko), a dzięki zaproszeniu do projektu innych blogerek, wymieniać się okołomatematycznymi inspiracjami

co prawda - jak to zwykle u nas przed świętami* - czasu i nowatorskich pomysłów nie tak znów wiele
(powiedzmy, że zasoby kreatywności zużywamy na myślenie o prezentach, a wolne chwile na ich przygotowywanie ;)),
ale matematyki przecież wokół nie brakuje - wystarczy zanotować

zatem zaczynamy!

NOTKA I - pierniczkowa


że przepisy kulinarne to czysta matematyka - wiadomo**
przed Bożym Narodzeniem bierzemy na warsztat taki:

450 g mąki (w tym roku kukurydzianej i ryżowej)
60 g masła
1 jajko
80 g miodu
2 łyżeczki przyprawy do pierników
2 łyżeczki cukru waniliowego
2 łyżeczki kakao
1 łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli

i liczymy:
ile przygotować szklanek mąki, skoro jedna to ok. 200g
Jan - bez trudu: dwa i trochę
ile masła, jeśli kostka ma 250? (i jak to odmierzyć?)
Jan - z trudnością, z marsem na twarzy i z małą pomocą: na pół i jeszcze raz na pół
jak się nazywa taką część?
Jan - bez zastanowienia: ćwiartka!
ile miodu, jeśli jedna łyżka to około 20 g?
Jan: to proste! 4 :)
odliczamy łyżeczki przypraw, kakao, sody
ile w sumie dodaliśmy gramów, jeśli łyżeczka to około 5?
Jan: jasne, że 35!

podgrzewamy (miód+masło), dosypujemy sypkie, mieszamy
wyszło nie za wiele...

a gdyby tak zrobić podwójną porcję?
Jan: wszystko razy 2!
albo półtorej?
Jan: to już nie wiem... (musisz dodać jeszcze połowę) Ahaaa! to policzę na kalkulatorze!

ciasto się studzi
(ambitni mają co najmniej dobę na dodatkowe obliczenia, u nas to zwykle godzinka ;))

przygotowujemy foremki 
mamy metalowe i plastiki, w różnych kształtach i wielkościach - super sprawa do "działań" na zbiorach 
dzielimy według cech i szukamy części wspólnych
Jan: zobacz, poukładałem w takie wielości

decydujemy się na gwiazdki, kółka, księżyce i choinki
i zaczynamy ćwiczenia z geometrii płaszczyzny pod hasłem: "zmieści się, czy nie?"
Jan: tu będzie kółko, bo jest taki zakulony kawałek... i księżyc się zmieści przytulony!
oszacuj - ile takich małych gwiazdek wykroimy z tego kawałka, jeśli na tym zmieściły się trzy?
o ile się pomyliłeś? a mama?
kto lepiej przewidział = czyja różnica większa?

pieczemy - 180 st., 10 min.
studzimy
znów liczymy
Jan: poukładam i przeliczę ile jakich wyszło!
(czyli znów zbiory + prosta arytmetyka)
tu serca***, tu gwiazdki, 11 pojedynczych...

(po fakcie pomyślałam, ze ciekawie byłoby je zważyć i porównać z sumą składników wyjściowych, zasada zachowania masy pozwoliłaby na obliczenie, ile ciasta wdeptaliśmy przy okazji w podłogę ;)
następnym razem!)

zdobimy
(tj. teoretycznie rozwiązujemy zadania z treścią, np.
"jeśli jest 6 serduszek i na każde chcemy dać damy po 4 perełki, to ile trzeba ich przygotować?"
"mam 100 kawałeczków cukrowej posypki - jeśli rozsypię równo na 5 pierników, to po ile będzie na każdym?" itp.)
w praktyce tak tylko sobie ćwiczymy, a na pierniki lejemy lukier i czekoladę i sypiemy cukrem ile wlezie...

smakujemy... mmm...
według moich obliczeń, do świąt przetrwa maksymalnie 50% :)


liczę, że to nie ostatnie nasze działania przedświąteczno-matematyczne,
ale zanim to nastąpi, wszystkim, którym powyższy piernikowy wpis zaostrzył matematyczne apetyty polecam zerknąć do Buby, na wydłużającą się listę co najmniej równie ciekawych linków



*w zeszłym roku udał się jeden matematyczno-geometryczny wpis przedświateczny >> KLIK
**o matematyce w naszej kuchni opowiadałam już kiedyś latem  >> KLIK 
*** brawo dla bystrych i uważnych czytelników, którzy zauważyli, że nie wybraliśmy sercokształtnych foremek! liczyliśmy i zdobili także pierniczki od cioci i wujka - dziękujemy! :)


Czytaj dalej

Ale auta, Co robią pociągi? i Świat kupek, czyli o czym chcą czytać dzieci (1)

od kiedy J. nauczył się płynnie czytać samodzielnie, mój wpływ na dobór jego lektur stopniowo, ale zauważalnie maleje
oczywiście nadal daje sobie podsuwać to i owo, czytujemy sobie nawzajem na głos dla obupólnej przyjemności, ale coraz częściej, idąc śladem ciszy, znajduję go na kanapie, nieobecnego, zaczytanego... niejednokrotnie z książką, którą sama odłożyłam na później, albo taką, którą dostał w prezencie lub wypożyczył w bibliotece - nie do końca 'w moim typie', ale najwyraźniej dla niego idealną
powoli zaczynam dawać też dzieciom pewną swobodę co do wyboru książek do recenzji i - choć bywa, że moje gusta znacznie się różnią od tych siedmioletnich - bardzo często po bliższym poznaniu okazuje się, że całkiem nieźle decydują :)

oto przykładowy zestaw, co do którego wszelkie ewentualne rodzicielskie zastrzeżenia i/lub obawy bledną w obliczu entuzjazmu młodego czytelnika:


1.

Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe

aut. Michał Leśniewski, ilustr. Maciej Szymanowicz

motoryzacja!
w tym temacie pierwsze lody zostały już przełamane, a liczne cytowania na forum publicznym pokazują, że "Od koła do Formuły 1" (pełna opinia TU) wskazują, że forma historyjek pełnych samochodowych ciekawostek doskonale trafia do młodych męskich umysłów
i ciągle im (a w każdym razie temu jednemu na pewno) mało!

Michał Leśniewski nadchodzi z odsieczą, serią historii pełnych ciekawostek zaspokajając (chwilowo?) chłopięcy głód wiedzy na temat samochodów
autor nie szczędzi szczegółów, dat i nazwisk - na końcu podaje nawet bibliografię, co się bardzo chwali - jednocześnie nadając całości bardzo przyjemną formę gawędy
przystępnym językiem, zwracając się bezpośrednio do czytelnika, snuje arcyciekawe opowieści o konstruktorach i podróżnikach, trudnych początkach produkcji taśmowej i unikalnych bolidach XXI wieku, rewolucyjnych rozwiązaniach i nowoczesnych materiałach, znakach drogowych i narzędziach, automobilowej modzie i elektronicznych mózgach...
i nie tylko ;)
rodzice i dziadkowie z sentymentem powracają myślami do dawnych czasów czytając o warszawach, maluchach i dużych fiatach, a dzieci chłoną i powtarzają informacje o bagażniku umieszczonym z przodu oraz całkowicie polskim projekcie i fabryce, choć wydają się równie nieprawdopodobne, jak te o automobilu parowym, czy silniku uruchamianym na korbę

jest o czym czytać, a przy tym - jak to w serii EgmontART - jest na co popatrzeć
charakterystyczna kreska Szymanowicza, naturalna paleta kolorów, kilka ciekawych rozwiązań graficznych oraz nadająca odrobinę zadziornego charakteru typografia tu i ówdzie, niech przekonają niezdecydowanych





co tu dużo mówić - niektóre historie (tak jak ta o panu Jelińskim) nawet mi się spodobały ;)
a rozmowy z dziadkiem o autach sprzed lat zainspirowane Jankowym zagadnięciem o Fiata-jamnika i Fiata-pick-upa oraz "garbatą" warszawę - bezcenne!

2.

Terry Pratchett przedstawia
Pannę Felicity Beedle i jej

Świat kupek

"No tak, trudno, trzeba pogodzić się z faktem, że świat poszedł naprzód i dzisiaj bajki prawdopodobnie nie mówią o małych skrzących się istotkach z skrzydłami."*

zdaje się, że podobnie jak w przypadku Sama Vimesa*, moje podejście do nurtu naturalistycznego w literaturze dziecięcej (obejmującego nie tak rzadko spotykane książeczki z pupami i kupami w tytułach) jest dalekie od zachwytu... nie da się jednak zatrzymać postępu, podobnie jak przekonać dzieci w pewnym wieku, że temat ekskrementów wcale nie jest taki zabawny i ciekawy
cóż, jeśli już czytać o kupkach, niech to będzie przynajmniej dobra proza...

zainteresowanie procesem i efektem końcowym wydalania wśród kilkulatków najwyraźniej jest uniwersalne - równie intensywne na tym najlepszym ze światów, jak płaskim Dysku wspartym na grzbietach słoni, które unosi w przestrzeni Wielki A'Tuin
nic dziwnego, że opowieść istniejąca zupełnie teoretycznie na półeczce Młodego Sama w Ankh Morpork, zawierająca "całkiem ciekawy materiał o zbiornikach szamba, szambonurkach i ascenizatorach, i w jaki sposób psie odchody pomagają najlepiej wygarbować skórę"* zmaterializowała się ostatecznie także w naszej rzeczywistości
"Świat kupek panny Felicity Beedle" po raz pierwszy (na Kuli) pojawił się w książce pt."Niuch" (skąd pochodzą cytaty oznaczone gwiazdką i przywołane nazwisko głównego bohatera), a celem jego powstania przyświecającym autorce (na Dysku) odczarowanie tematu tabu, jako że, jak pisze we wstępie: "Z pewnością stać nas przecież na coś więcej, niż stwierdzenie, że to nieładne"
chyba można powiedzieć, że się udało :)

miłośników przenikliwych obserwacji i poczucia humoru Terrego Pratchetta, podobnie jak ich dzieci, choć prawdopodobnie z różnych powodów, zapewne nie będzie trzeba długo przekonywać do sięgnięcia po tę opowiastkę
pierwsi z sentymentem wrócą do miasta, którego zapach, gdyby miał kolor, zapewne byłby brązowy, a synonimem kariery w stylu "od pucybuta do milionera" jest nie kto inny jak Sir Harry - Król Złotej Rzeki (wiecie, o czym mówię?)
drudzy - z mieszaniną podziwu i zazdrości będą śledzić losy Geoffreya, chłopca, który podczas wakacji u babci bez reszty oddaje się nowej pasji, tworząc zupełnie wyjątkowe muzeum pełne hmmm.... pachnących eksponatów

okładkowe hasło: "dyskowa rozkosz dla czytelników w każdym wieku" wydaje mi się być sporo przesadzone, podobnie jak zapowiedź dziecięcego śmiechu "do bólu brzucha", ale lektura, podobnie jak monochromatyczne grafiki, naprawdę może się podobać
ostatecznie, to Pratchett (no i kupki), więc nawet nie będę udawać, że jesteśmy w ocenie obiektywni



tylko pamiętajcie, żeby umyć ręce...


3.
po autach, samolotach, mrówkach, żabach, pszczołach, w końcu są i one!
najbardziej oczekiwana (w pewnych kręgach) wydawnicza nowość tego roku:

Opowiem ci, mamo, co robią POCIĄGI

na temat koncepcji całej serii i kilku wcześniejszych tomikach wypowiadałam się już dwa lata temu - TUTAJ 
żałowałam wówczas, że zabawa w przeglądanie całokartonowych książeczek obrazkowych powoli przechodzi do historii... cóż, okazuje się, że bardzo powoli ;)
"Opowiem Ci mamo" jak najbardziej nadają się bowiem dla najmłodszych dzieci (posiadają wszak sztywne strony, zaokrąglone rogi, niewiele tekstu, przyciągające wzrok kolorowe ilustracje), ale, jak się okazuje, także starszaki mogą znaleźć w nich coś dla siebie (jak łatwe do przeczytania i zapamiętania rymowanki, mnogość szczegółów do odkrycia na każdej stronie i wiele ciekawostek)

nie zliczę ile razy J. przeglądając swoje ulubione "...co robią auta", retorycznie zapytywał "a nie mogli zrobić takiej samej o pociągach?"
mogli, chcieli i zrobili! duet Nowicki-Brykczyński powrócił i po raz kolejny zachęca do opowiadania mamie o pojazdach

podobnie jak w przypadku aut i samolotów, młody czytelnik znajdzie tu nieco informacji (na przykład zarys historii kolejnictwa, schematy budowy paro- i elektrowozu, czy porównanie maksymalnych prędkości starych i nowych pojazdów szynowych), kilka łamigłówek (jak szynowy labirynt, czy wyszukiwanka szczegółów różniących obrazki) oraz - chyba przede wszystkim - doskonałą bazę do snucia swoich opowieści
na ilustracjach kryją się zabawne szczegóły, lokomotywy szczerzą zęby w uśmiechach, a wąskotorowy Ryś staje się sympatycznym przewodnikiem i doskonałym kompanem w pełnej przygód wycieczce przez dworce i bocznice niemal całego świata
nic tylko wsiadać, drzwi zamykać!

"...co robią pociągi" to kolejna ciekawa książeczka z serii "Opowiem ci, mamo" 
jeśli chodzi o zasób wiedzy encyklopedycznej, a moim zdaniem, także pod względem artystycznym**, daleko jej do wielu spośród pozycji na Jankowych listach "lektur przyszłego maszynisty" (TEJ - No1 i TEJ - No 2), ale jakże bogata to pożywka dla wyobraźni!





Jan osobiście oceni dopiero w dniu urodzin, ale jestem prawie pewna, że by polecił :)

** w tej samej serii już wkrótce pojawią się "...dinozaury" z ilustracjami Emilii Dziubak, które dużo bardziej mi się podobają... jaka szkoda, że temat u nas zdecydowanie mniej popularny


ciąg dalszy nastąpi...

Czytaj dalej

i po lecie (fotostory Summer 2017)

we wrześniu można się jeszcze przez chwilę pooszukiwać, ale widząc napis "październik" w kalendarzu, pozbywamy się złudzeń - kolejne lato za nami*

tegoroczne nie rozpieszczało ani pogodą, ani nadmiarem urlopu,
ale przysporzyło wiele radości i nowych wspomnień
o tym, jakie było piękne, najlepiej świadczy, że nie starczało czasu na pisanie o nim na blogu ;)

oddajmy mu sprawiedliwość serią komórkowych "stopklatek" ku pamięci:
(ścisła chronologia & artyzm - nie tym razem)

Biwak Familijny, Jezioro Kłodno

Kletno i G-dz - jakie tropiki takie palmy i leżaki ;)
 
Niedzica, męski dzień na plaży z widokiem na specjalne zamówienie
Brda, kajaki doroczne - tym razem nawet pod prąd
Malbork po Krzyżakonie - zamkowy teatr nocą
zamek równie ciekawy w dzień
ot, na łące (gonimy świerszcze, uciekamy przed komarami #latowpolsce)

 ulubione miejsce na mapie okolic Bydgoszczy :) podtryszczyńska Brda 

węże, raki i hamaki - Ujście Wisły
 w poszukiwaniu Twardowskiego i sów (Bydgoszcz z Ogarniajacą z synami + Świecie)

plus dziewięć do siły (TEN urlop)
"Cząstka Podlasia" z dostawą na Kujawy (Jan w najcieplejszym miejscu) 
bujanie w obłokach - Malbork Air Show
zdolne dzieci (do wszystkiego), Toruń

i na koniec - wiadomo, to co najlepsze - seria "lato z bacią", z podziękowaniem dla niezastąpionej babci B. za wszystkie zwykłe-niezwykłe popołudnia i soboty mamopracujące

Tatry Słowackie - posmak, od strony Hrebienoka
ona mi pierwsza pokazała... - Beskid Sadecki, Muszyna

 bajkowy zawrót głowy - Szymbark

Gruta


*wg mojej opinii, w naszym klimacie "lato" to okres czysto teoretyczny, trwający od początku maja do końca września, który od następującej potem "zimy" różni się głównie niższym poziomem eksploatacji sztucznego oświetlenia i grubych skarpet oraz mniejszą ogólną skłonnością do apatii

będziemy niecierpliwie czekać na kolejne, ciesząc się tymczasem "złotą polską", a później, być może, śniegiem, oraz dłuższymi wieczorami na wspólne czytanie i gry ;)

Czytaj dalej

pocztówka z wakacji (Beskidy 2017)

dla wszystkich, którzy myśleli o nas ciepło tego lata,
tych, którym marzą się takie przestrzenie na co dzień,
taty Janka, który daje synowi przykład, że nie ma rzeczy niemożliwych,
K., D., J. i W., dzięki którym to wszystko
oraz nas -
byśmy w szare wieczory sięgali pamięcią do wspomnień pełnych radosnych smerfów, ujmującej (?) bezczelności schroniskowych kotów, tętniących życiem kałuż
i zasobów energii, jaką daje tylko ten wyjątkowy rodzaj wypoczynku, co wyciska siódme poty,

garść widokówek z polskimi pagórami

z bacówki nad Wierchomlą widok (podobno) na Tatry - na szczęście nie tylko ;)
raj dla specjalistów hydrologii użytkowej i odkrywców beskidzkiej zupy pierwotnej 
co dzieciom do szczęścia potrzebne 2, czyli łąka widokowa strzyżona, niestrzeżona
(na spacerze z Hali Łabowskiej)
co dzieciom do szczęścia potrzebne 3 - samodzielna eksploracja
(okolice Wierchu nad Kamieniem) 
kojący widok fal
(z Hali Pisanej)
"mamo, patrz! wreszcie jakiś widok na środki transportu"
(Rytro)
zasłużyliśmy sobie, żeby patrzeć na świat z góry!
(w drodze na Przehybę) 
dla nich serce bije szybciej
(Jan i Małe Pieniny)
wolę tędy i dam radę!
(Wąwóz Homole) 
bliskie spotkanie z pienińskimi kosiarkami
"J., co Ci się najbardziej podobało na wyjeździe? kot z Durbaszki!"
(Pasmo Radziejowej - zdecydowanie - na drugim planie)
takie rzeczy tylko z tatą - Nocni Wędrowcy
(pod Bereśnikiem)
dowód wyższości Czertezika nad Sokolicą
(Pieniny Właściwe)
dzielny przewodnik i "trasa bardziej terenowa"
(czarnym do Czadry)
"to ja go Wam znalazłem" brawo tata!
(wodospad Zaskalnik)
wakacje nad jeziorem
(Czorsztyn)
niech przypominają, że zamiast marzyć, trzeba planować,
a żyje się raz - teraz

Czytaj dalej