zbiór urody nieoczywistej - Słoń w autobusie?, Pięciu nieudanych, Po co komu mamut?


nie oceniam książki po okładce!
jaaasne...
pewnie powinnam tak mówić, budując swój wizerunek świadomego czytelnika, całkowicie obiektywnej recenzentki, konesera treści (?)
powiem jednak szczerze: gdy biorę książkę do ręki, liczą się nie tylko słowa
forma, czcionka, grafika też są dla mnie istotne - w przypadku książek dla dzieci nawet bardzo

o gustach się nie dyskutuje, ale umówmy się, większość jakiś ma - podobnie jak wizję idealnej kompozycji, ulubioną technikę plastyczną, krój pisma, preferowaną paletę barw
sama mam dodatkowo dość dokładnie sprecyzowane oczekiwania co do składni, rytmu i rymu
bywa, że w pierwszym kontakcie z dziełem dochodzą do głosu te wszystkie, czasem podświadome, oczekiwania i uprzedzenia
pierwsze wrażenie - jak w kontakcie z nowymi ludźmi - jest bardzo ważne!
choć czasem, jakże mylące...


żadna okładka z powyższego zdjęcia mi się nie podoba i jestem niemal pewna, że gdyby nie fakt, że książeczki te dostałam / wygrałam / wypożyczyłam, nie trafiłyby do Jankowej biblioteczki
nawet gdyby przyciągnęłyby moją uwagę na tyle, żebym zdecydowała się je wyszukać w internecie i bliżej poznać, czy wziąć do ręki w księgarni i przekartkować, nie jestem pewna, czy zdecydowałabym się je kupić
dziś wiem, że sporo byśmy w ten sposób stracili

poznajcie je bliżej i Wy!
Czytaj dalej

pieniądz musi krążyć! gra Cinkciarz

każdy dobiera sobie własny "planszówkowy repertuar" według innego klucza
są tacy, którzy szukają określonego rodzaju wyzwania, innym wystarczy potencjał towarzyski, albo specyficzny klimat
najnowsza gra z serii "Pan tu nie stał" z pewnością zainteresuje matematyków-spekulantów, graczy szukających dynamicznej rozgrywki ze sporą dozą interakcji i/lub żywiących sentyment do czasów PRL

Cinkciarz 


to gra niepozorna
kilkadziesiąt kart w niewielkim pudełku + "plansza", bez której na dobrą sprawę dałoby się obyć
każdy z elementów wprowadza nas jednak w realia "minionej epoki" 
budynek NBP z krążącymi na schodach "konikami", karty z nadrukiem "Expressu Wieczornego", czy z sentymentem wspominane banknoty z Kopernikiem budują ciekawą otoczkę i pomagają przekonać do partyjki przedstawicieli starszego pokolenia

gra wymaga minimum trzech graczy w wieku 10+
w zależności od ich liczby w rozgrywce wykorzystuje się odpowiednią liczbę (3-5) kart-gazet i od 7 do 9 zestawów walut po 9 kart każdy
w talii znajdują się zawsze także karty z wizerunkiem srebrnych i złotych monet

zasady, odrobinę kojarzące się z grą w karcianego "tysiąca", da się przedstawić w kilka minut, a po pierwszym rozdaniu stają się zupełnie jasne
każdy z graczy dąży do skompletowania jak najcenniejszego wachlarza pieniędzy na ręce
szczególnie wysoko punktowane są jednokolorowe zestawy z odpowiednimi powtórzeniami, dlatego warto wyspecjalizować się w zbieraniu konkretnej waluty (a najlepiej kilku)

   
rozgrywka polega na umiejętnym "handlu" zasobami
każdy gracz co chwilę decyduje, których kart korzystnie będzie się pozbyć, by pozyskać inne, regularnie pojawiające się na rynku-stole
wszyscy równocześnie obstawiamy kwoty, których jesteśmy gotowi się pozbyć w zamian za nowe banknoty - "emitowane" z bankowej puli, albo oferowane przez konkurentów 
pewnym utrudnieniem jest fakt, że by wymiana była korzystna, trzeba w pewnym stopniu przewidywać plany przeciwników, obserwować przepływ walut, liczyć...
a czasami także mieć odrobinę szczęścia w niejawnej licytacji


osobiście konieczność zaangażowania i skupienia uwagi na każdym etapie rozgrywki uznaję za jedną z ważniejszych zalet tej gry
inne atuty "Cinkciarza" to także krótki czas rozgrywki (do 30 minut, gdzie przy odrobinie wprawy da się w tym czasie zagrać nawet dwa razy), czy pewna dawka interakcji, polegającej raczej na umiejętnej dedukcji, niż złośliwym niweczeniu cudzych planów   

nie jest to może pewny kandydat na porywający "hit wieczoru", 
ale za to tytuł wystarczająco lekki, żeby zaproponować go jako przerywnik między większymi grami, albo rozgrzewkę przed poważniejszym wyzwaniem,
a jednocześnie propozycja niebanalna, jak najbardziej regrywalna i przystępna dla graczy na różnym poziomie zaawansowania

słowem, czemu nie? 
warto spróbować 

    
Czytaj dalej

trójkolorowe sześciokąty łączą pokolenia - Hexx

niewiele mamy gier, przy których świetnie bawi się cała rodzina

a to dla kogoś za wiele skomplikowanych zasad, a to za prosta...
zbyt dynamiczna / za nudna, zbyt wiele akcji do ogarnięcia / za mało się dzieje, zbyt losowa / za dużo trzeba myśleć,
nie ten klimat, za dużo do czytania, za długa
słowem, zawsze coś, co powoduje, że najczęściej znajduje się ktoś, komu rozgrywka sprawia mniejszą przyjemność, albo wręcz z niej rezygnuje

tym razem stało się inaczej
okazało się, że prosta (?) układanka, ukryta w niepozornym pudełeczku, pogodziła trzy pokolenia - od przedszkolaka, po emeryta!

oto fotograficzna dokumentacja jednej z naszych rozgrywek w "najszybszą układankę na świecie", czyli HEXX



co to takiego?
gra zawierająca 72 "kafelki" - sześciokąty złożone z różnie ułożonych trójkątów w trzech kolorach,
której zasady da się wytłumaczyć w kilka minut tak, że pojmie je nawet laik bez żadnego doświadczenia z nowoczesnymi grami planszowymi, albo dziecko

spróbujmy -
wszyscy gracze otrzymują po kilkanaście elementów, które muszą kolejno dołożyć do wyłożonej wcześniej figury początkowej, kótra w ten sposób rozrasta się we wszystkie strony w trakcie rozgrywki
każdy wykładany sześciokąt musi stykać się z co najmniej dwoma innymi, bokami w odpowiednich barwach
dwa to minimum, ale dużo lepiej wypatrzyć miejsce, gdzie dokładamy swój kawałek do 3-, 4- lub 5- innych elementów, bo wówczas można odpowiednią część swoich pozostałych kart przekazać konkurentom
wygrywa ten, kto pierwszy pozbędzie się swojej "kupki"

i co, proste?
jeszcze jak!
ale i emocjonujące, bo - o czym dotąd nie wspomniałam, zostawiając najlepsze na koniec - wszyscy gracze działają jednocześnie!
jeden przez drugiego próbujemy zająć najkorzystniejsze wolne miejsca, wykrzykujemy dwa!/trzy!/pięć!, podrzucamy sobie "kukułcze jaja" złożone z niechcianych hexów
dynamiczne tempo gry połączone z koniecznością ciągłego skupiania uwagi na zmieniającym się ułożeniu kafli na stole (lub lepiej podłodze), powoduje, że napięcie sięga zenitu


zgodnie z opisem na pudełku, dolna granica wieku gracza to 7 lat
osobiście (na początek w nieco uproszczonej wersji) spokojnie wytłumaczyłam zasady już dwa lata młodszym przedszkolakom, a jako ciekawą według mnie formę rozwijającej spostrzegawczość układanki pokazałam nawet młodszym maluchom, które także dały się wciągnąć do zabawy

najmłodsi maja frajdę z samego dokładania "do koloru", starszym szybko udzielają się emocje związane z możliwością podrzucenia przeciwnikowi części swoich kafelków (ach, ten nieodparty urok delikatnej negatywnej interakcji :P)

każdy próbuje różnych strategii - od sprawnego, stopniowego dokładania elementów do układu w najprostszy sposób (czyli dwoma bokami), przez premiowane możliwością oddania części swojej puli konkurentom (dostawienia do 3,4, czy 5), aż po wypatrywanie idealnego dopasowania tego jednego, jedynego "puzzla" do sześciu już położonych*
*sytuacja niemal niewiarygodna i zdecydowanie nieczęsta, ale jak najbardziej możliwa, czego mistrzowsko dowiódł wujek Łukasz w jednej z naszych pierwszych rozgrywek, automatycznie wygrywając tę partię
i co ciekawe, każda z nich ma porównywalne szanse powodzenia, bo choć wypatrzenie układu, który pozwala na oddanie kafelków zdecydowanie przybliża do zwycięstwa, bywa dużo bardziej czasochłonne niż dynamiczne wykładanie jednego swojego sześciokąta po drugim i mieszanie szyków przeciwnikom


krótki opis i pełną instrukcję gry Hexx znajdziecie na stronie wydawcy >>> KLIK

od siebie podkreślę tylko na koniec raz jeszcze, że słusznie umieszczono ją tam w kategorii gier "dla młodszych i dla starszych", co potwierdzają trzy pokolenia mojej najbliższej rodziny, dorośli znajomi i ich małe dzieci

w tym przypadku zgodnie zachęcamy:


Czytaj dalej

spoza tęczy - szare zoo

jak mówią, w sieci można znaleźć wszystko (albo prawie wszystko)

ostatnio, dzięki koleżance, która podzieliła się linkiem (dzięki Aga!), znaleźliśmy... misia 
a potem jeszcze kilka innych stworzeń - do stworzenia
z ręczników

Janek od razu zabrał się do dzieła - zwijał, podtrzymywał, przynosił gumki i kibicował dzielnie mamie, która dopiero w trzecim podejściu jako tako zwinęła słoniową trąbę...
na koniec wymyślił dla słonia kły

a że ręczniki (i ołówki) mamy SZARE, zamieszkało z nami małe szare zoo :)


zabawa okazała się na tyle fajna (i prosta), a efekt tak "przytulny", że w ciągu kilku dni powstało całkiem sporo misiaków - z licznych ręczników i kocyków w naszych i zaprzyjaźnionych domach

jeden teraz z Jankiem śpi

    
póki co nie jest szary, ale pewnie niedługo też będzie ;)


przed nami jeszcze stworzenie króliczka, łabędzia, małpki, kota, homara, żółwia...

zabawę w składanie własnych przytulanek i pięknie wyglądających prezentów (że też nie widziałam nigdzie takich miśków zanim daliśmy kocyk Anielce!), bardzo polecamy pod hasłem SZARY w ramach projektu Spoza tęczy,
ale oczywiście ręcznikowe przytulaki mogą być też jak najbardziej tęczowe!
youtube służy tutorialami pod hasłem ...z ręcznika
może pochwalimy się, jak ogarniemy kolejne ;)
dajcie znać, jeśli też próbowaliście

--
inny mój wpis w kolorze szarym, bez dziecka - raczej dla dorosłych i rodziców nastolatków, więc spoza projektu - znajdziecie TUTAJ,
a całe spektru poza tęczowych kolorów w rozmaitych ujęciach - na blogu Bajdocja, w ramach akcji-inspiracji: 


warto zajrzeć!
Czytaj dalej