Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grajmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grajmy. Pokaż wszystkie posty

reakcja łańcuchowa gra kafelkowa

jeszcze raz gra w małym pudełku, znów łamigłówka, znowu Knizia...
brzmi, jakbym się zaczynała powtarzać 
szybko dodam, że tym razem to kafelkowa układanka z odpowiednią dozą interakcji, premiująca spostrzegawczość i elastyczność taktyki 
całkiem nowa, oryginalna, niepowtarzalna

może jednak warto przyjrzeć się bliżej?

oto

Reakcja łańcuchowa


kieszonkowego rozmiaru pudełko jest wypakowane po brzegi - zawiera 90 kwadratowych kafelków z twardej tektury i 24 mniejsze karteczki, nazwane "żetonami bonusowymi" i "żetonami koloru"

na każdym kafelku znajduje się liczba od 1 do 4 w jednym z czterech kolorów w centrum oraz cztery z sześciu możliwych symboli na krawędziach

przygotowanie do gry obejmuje chaotyczne ułożenie 40 z nich w kształt prostokąta 5x8, zakrycie pozostałych, rozdanie graczom tajnych żetonów koloru (po jednym) i uwidocznieniu żetonów bonusowych w dostępnym dla wszystkich miejscu


nasze zadanie:
dokładać po jednym, wylosowanym kafelku do układu odpowiednią krawędzią (łącząc jednakowe symbole) i zgarniać ze stołu pasujące elementy
najlepiej jak najwięcej - tworząc tytułową reakcję łańcuchową

już na tym etapie ćwiczymy spostrzegawczość, obracając dobrany kwadracik dookoła osi i próbując wypatrzyć najbardziej korzystne miejsce jego dołożenia
początkowo nie jest łatwo, ale stopniowo widać coraz więcej możliwości - poradzi sobie nawet czterolatek...

nie zapominajmy jednak o żetonach bonusowych! dopiero ich włączenie do rozgrywki sprawia, że gra staje się grą - zabawą bardziej wymagającą i mniej losową


więcej nie zawsze znaczy lepiej!
teraz wyzwanie stanowi takie kompletowanie gromadzonych kafelków, żeby liczby na nich tworzyły jak najwyżej punktowane zestawy 

zaskakujące, jak wciągającą okazuje się ta układanka...
fakt, wszystkiego nie da się tu przewidzieć, tym bardziej zbyt wiele zaplanować
dociąg randomowych kafelków czasem powoduje rozczarowanie, ale równolegle do poszukiwań optymalnych dopasowań i rozwijania własnej taktyki, można też zerkać do sąsiadów i psuć im szyki - zawsze znajdzie się jakiś dobry ruch ;)

prosta, emocjonująca, kieszonkowa 

bardzo dobra mała gra rodzinna

za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Egmont

Czytaj dalej

Pitagoras gra matematyczna

układanie działań arytmetycznych reklamowane jako "gra imprezowa"? 
tego jeszcze nie było.. 
super, że już jest!

Pitagoras


w pudełku znajduje się 55 kart przedstawiających liczby od 1 do 20, cztery kostki oraz przepis na zabawę

maksymalnie upraszczając:
- odkrywamy pięć kart 
- rzucamy dwiema kośćmi i sumujemy wyniki
- wykonując w pamięci dowolne działania matematyczne na liczbach z kart, staramy się uzyskać sumę wskazaną przez kości 

wszyscy gracze (według instrukcji do 6, a nie wiem, czemu właściwie się ograniczać?) kombinują równocześnie

ostatecznie tylko najszybszy zostanie nagrodzony - zbierze karty, których użył do uzyskania prawidłowego wyniku

pod presją czasu ciężko o optymalne rozwiązania, a czasem i te najprostsze wcale nie chcą przyjść do głowy...

tym większa satysfakcja, gdy uda się zgarnąć komplet kart w mistrzowskim stylu!


nieskromnie nadmienię, że ślady podobnych zabaw znaleźć można w archiwach niniejszego bloga 
karty do gry w "Piotrusia" służyły nam lata temu na zbliżonej zasadzie do utrwalania działań matematycznych przez J. (patrz "Piotruś inaczej", mamajanka i On, 07.2017 >>KLIK<<)
potrzeba było jednak doktora Knizii, żeby tak prosty pomysł uczynić grą z krwi i kości - emocjonującą, wciągającą, niebanalną

oryginalne drewniane kostki,
możliwość stopniowania trudności (czarna kość jest trudniejsza, czerwona łatwiejsza, można wyjąć z talii część kart, umówić się na stosowanie nawiasów, czy potęg),
promowanie bystrości i refleksu na równi z niesztampowym, wielotorowym myśleniem,
tęczowe grafiki i sympatyczna podobizna tytułowego brodacza
- lista zalet "Pitagorasa" jest długa

czy sama nazwałabym tę zabawę 'grą imprezową'? wątpię 
bądźmy uczciwi, to jednak wciąż arytmetyka, w dodatku pośpieszna - nie każdy będzie się przy niej świetnie bawił*
warto wszak podkreślać, że mamy przed sobą nie jakąś nudną grę edukacyjną, ale  ładną, zgrabną karciankę, pobudzającą szare komórki i budzącą ducha rywalizacji

polecam zarówno młodzieży szkolnej, jak dorosłym**
spróbujcie! nie taka ta matma straszna ;)

__

* osobiście uważam te szybkie sparringi za wspaniałą rozrywkę i nigdy nie odmówię synowi partyjki, ale nie mierzmy wszystkich swoją miarą...

** 'okładkowy' przedział wiekowy 8+ jest uzasadniony, młodszym graczom bardziej może odpowiadać równie matematyczny "Archimedes" o nieco prostszych założeniach (>>KLIK<<)

egzemplarz recenzencki, nadesłany przez wydawnictwo Egmont, będzie dostępny w Filii nr 1 Biblioteki Miejskiej w Grudziądzu
dziękuję w imieniu swoim i wszystkich wypożyczających
Czytaj dalej

Grajmy! rok siódmy

chociaż regały pękają w szwach, w skarbonce oszczędności nie przybywa, a czasu wciąż brakuje, dobrze mieć swoje pasje
książkowe, podróżnicze, rękodzielnicze, planszówkowe... - hobby poszerzają horyzonty, dają bezcenne chwile radości, relaksują, łączą ludzi
lubię sentymentalny miszmasz, który tworzy mozaika blogowych wpisów, przypominająca te momenty, osoby, odkrycia

a że lubię się także tym dzielić, czas na kolejne rocznicowe - już siódme! - wspominki growe :)

w tym roku statystyka mamojankowych wpisów planszówkowych wygląda dużo skromniej niż w przeszłości

- patrz

2016 >>KLIK<<

2017 >>KLIK<<

2018 >>KLIK<<

2019 >>KLIK<< 

2020 >>KLIK<< 

niemniej średnio nie było u nas miesiąca bez gry, zatem wciąż nie jest najgorzej ;)


ograłam, oceniłam, opisałam następujące tytuły:

Recto Verso

Archimedes

Łap za słówka. Pomysłowa gra językowa 

Nowa Gwinea 

Terraformacja Marsa 

Sen

Ryki Afryki

Pędzące żółwie. Wyścig do choinki

pieczątkowa gra DIY

Ubongo Duo

Parki + dodatek Po zmierzchu

Naturalnie oraz Ekosystem

kolejnym przyglądałam się uważnie przez szkło obiektywu na potrzeby cyklu "popatrz, popatrz" na blogu Grajmy!:

Architekci 7 cudów świata 

Koty

Parki

Everdell 

co kwartał publikowałam też zestawienia blogowych recenzji planszówkowych - tamże 

W to się gra - IV kwartał 2022 

W to się gra - III kwartał 2022

W to się gra - II kwartał 2022

W to się gra - I kwartał 2022


wokół planszówek działo się też poza tym u nas całkiem sporo:

🎲 regularnie wspierałam obecnością i wachlarzem gier Klub Gier Planszowych Seniora w Grudziądzu - nie wyobrażam sobie już miesiąca bez spotkania z "moimi" cudownymi Seniorkami! 

🎲 w styczniu ponownie udało się zagrać w ramach WOŚP ❤️, a we wrześniu z okazji Dnia Gier Planszowych

🎲 w kooperatywie międzyklubowej wybieraliśmy Złoty Pionek 2021, po raz pierwszy zorganizowaliśmy w Grudziądzu "Spotkajmy się, pograjmy" i wzięliśmy udział w I Zjeździe Klubów Gier Planszowych (wszystkie ww. zostawiły ślad na fb Grajmy  >>klik<<)

🎲 kwitła grodzinkowa przyjaźń z grami w tle (grupa na fb >>klik<<)...

więcej! ku matczynej dumie i radości

▪️ J., choć planszówki nadal pozostają daleko poza pierwszą dziesiątką jego pasji, angażował się w wiele z wspomnianych powyżej + prezentował Mölkky harcerzom, filmował wydarzenia z drona, niejednokrotnie pokonał rodziców i znajomych w całkiem wymagające tytuły...

▪️ z kolei S. okazał się wielkim fanem 'gier w pudełku', zdolnym obrzydzić matce najlepsze tytuły, wyciągając je dzień w dzień i organizując rozgrywki na własnych zasadach :P (aktualne Top3 "Bitwa o Warszawę", "Pandemic", "Szczęśliwice Wielkie")
trzeba wszak przyznać, że jest też bardzo otwarty na wszelkie nowości (i "nowości") i miło popatrzeć jak się fajnie bawi grami*

nie zamierzamy zatem porzucać tego hobby i w kolejnym roku, z przyjemnością dzieląc się wrażeniami i szukając inspiracji na innych blogach włączających się w projekt Grajmy >>klik<<

a Wy?


* przy okazji podpowiadamy hity rodzinne 2022 na poziomie czwartego roku życia:
"Opowiadanki", "Miny jak cytryny", "Mam cię!", "Nakarm chomiczka", "Speed cups", "Tata miś", "Na barana", "Ubongo" (bez klepsydry), "Pędzące żółwie", "Fliper" - da się grać, jak autor przykazał, pilnując (większości) reguł

S. poleca także zabawy z nieco naginanymi zasadami - pomijając celowość taktyki, całkiem dobrze sobie radzi np. z "Key Largo", "Kohaku", "Carcassonne"... będzie z niego gracz!(?)

Czytaj dalej

wyścig do choinki

chociaż w kalendarzu nadal jesień, aura, podobnie jak wszechobecne promocje prezentowe, kierują myśli ku grudniowym świętom
za oknem śnieg, pani w przedszkolu straszy Mikołajem, w szkole ogłoszono konkurs na 'anglojęzyczną dekorację'...
do wyścigu do choinki stają nawet żółwie!



na co dzień mieszkają w takim pudełku:


znając ich wyrywną naturę, zabraliśmy je na spacer, żeby pokazać pierwszy śnieg ;)
na co dzień będą gościć tylko na stole (i dywanie) i stawać w szranki jako "Pędzące żółwie. Wyścig do choinki"


reguły zawodów znam na pamięć, mogę recytować zbudzona ze snu (nawet zimowego ;) )
to dokładnie ta sama gra, co wydawane od dawna "Pędzące żółwie" w żółto-zielonym pudełku, o których pisałam 6 lat temu (tutaj - KLIK)
nigdy nie wypadła z łask i co jakiś czas daje się poznać nowemu audytorium
pozwolę sobie powielić nadal aktualny skrót zasad ze wspomnianego wpisu:
  • niezależnie od liczby graczy, na starcie staje zawsze 5 żółwi
  • każdy gracz w tajemnicy losuje kolor swojego pionka i otrzymuje 5 kart, wskazujących sposoby poruszania poszczególnych żółwi do wyboru - będzie używał po jednej i dociągał, by mieć zawsze pięć 'na ręce'
  • w trakcie wyścigu, kolejno ujawniając wybrane karty, przemieszczamy zawodników do przodu (o 1 lub 2 pola) lub do tyłu, przy czym, co najciekawsze, mogą to być żółwiki każdego (czasem podanego na karcie, czasem dowolnie wybieranego) koloru - własny, cudzy lub nie należący do nikogo
  • dodatkową atrakcją jest możliwość piętrowego ustawiania pionków na jednym polu i dalszego przesuwania ich w formie kolorowej wieży 


znając podstawową wersję tego planszowego klasyku, trudno uciec od porównań
różnice widać na pierwszy rzut oka
- kolorystyka pudełka i planszy,
- pastelowe barwy pionków-żółwików,
- "reniferowy" wzór na rewersach i ciepłe czapeczki na grafikach żółwi na kartach
to czysto kosmetyczne zmiany, ale pozwalają poczuć pozytywny, zimowy, przedświąteczny klimacik


najmłodszy w rodzinie nie porównuje - to jego pierwsze "Pędzące żółwie"
zaangażował się w rozgrywki pełnią młodzieńczego zapału i nie pozwala skończyć na jednej partii
póki co nie przekonuje go tylko zasada ukrywania swojego koloru ("ja będę grać niebieskim! dlaczego nie mówić? to nie będziesz wiedziała, że chcę niebieskim!") 
zdaje się, że autorzy instrukcji testowali grę na czterolatkach, dopuszczalny jest zatem także wariant "w otwarte żółwie" i ten w imieniu S. polecam nawet przedszkolakom

pełna wersja nadaje się dla starszaków, młodzieży, a nawet dorosłych - do grania rodzinnego i w gronie znajomych
to taka gra, która przyciąga pomysłem, cieszy poziomem interakcji, emocjonuje

"Pędzace żółwie" to prosta, ale nie banalna, dobra planszówka 
trzeba poznać, warto mieć 
niezależnie od pory roku ;)

...
spieszę uspokoić miłośników zwierząt i planszówek oraz UOKiK:
1. podczas sesji zdjęciowej nie ucierpiał żaden żółw, ani jakikolwiek inny element gry 
2. "świąteczne" żółwie otrzymaliśmy od wyd. Egmont (dziękuję), "podstawowe" kupiłam sama
wydawca nie miał wpływu na zamieszczoną powyżej opinię 




Czytaj dalej

karty i żetoniki? Ryki Afryki - gra pełna taktyki!

pamiętacie "Spór o bór"? (moje zachwyty nad tą świetną karcianką dla dwóch osób można znaleźć tutaj >>KLIK<<)

nie dajcie się zwieść - nawet jeśli pudełko z poniższego zdjęcia wizualnie ją przypomina, kryje się w nim zupełnie inna gra tego samego duetu autorskiego

przedstawiam Wam dziś nowość - odległą "klimatycznie", odmienną mechanicznie i przeznaczoną dla większego grona graczy:

Ryki Afryki


niejeden zwróci na to pudełeczko uwagę przez wzgląd na szatę graficzną
w tej kwestii wnętrze na pewno również go nie zawiedzie

matematyczno-taktyczny pomysł Reinera Knizii po raz kolejny uatrakcyjnił oprawą Piotr Sokołowski

do dyspozycji mamy 30 kart i 25 żetonów z portretami afrykańskich zwierząt

nowa 'wielka piątka' według tego konceptu to słoń, bawół, hipopotam, lew i goryl, przystrojone w egzotyczne barwy, biżuterię i pióra

w talii powtarza się po 6 wizerunków każdego gatunku, przy czym - zgodnie z numeracją od 0 do 5 - zwierzęta posiadają coraz bogatsze stroje i/lub uzbrojenie

jak gramy?

w gronie od 3 do 5 graczy rozdajemy każdemu odpowiednią liczbę kart (precyzuje ją tabela w instrukcji), w dostępnym dla wszystkich miejscu umieszczamy żetony

w swojej turze należy wybrać jedną z posiadanych kart i wyłożyć ją na stół do wspólnej puli, a następnie dobrać dowolny żeton
karty na stole dokładamy kolumnami według gatunku, zakrywając częściowo poprzednie
wartość karty widocznej na dole danej kolumny oznacza aktualną wartość punktową każdego żetonu z wizerunkiem danego zwierzęcia

runda kończy się gdy do jednego ze stosów na stole dołożona zostanie zostanie szósta karta - podliczamy wówczas punkty za posiadane żetony


rozegranych powinno zostać tyle partii, ilu jest graczy
po zsumowaniu wyników cząstkowych wyłaniamy zwycięzcę

"Ryki Afryki" to prosta gra karciana, której zasady da się wyłożyć w kilka minut
jednak wykładanie kart to już nie taka błahostka!
który wybór będzie najlepszy? czego się pozbyć najpierw, które zwierzę zachować? jaki żeton dobrać - który okaże się najcenniejszy? kończyć już, czy przedłużyć grę? co planują konkurenci? 
każda decyzja musi być poprzedzona taktyczną rozkminą ;)
nie są to wszak dylematy nie do rozwiazania - gdy już opanuje się podstawy, rozgrywka przebiega błyskawicznie

można grać z dziećmi, w gronie młodzieży (od lat 8), rodzinnie, także z seniorami 
gra ma szanse spodobać się miłośnikom fauny gorącego kontynentu i szybkich, dynamicznych, interaktywnych karcianek, które wymagają ciągłego obserwowania przeciwnika

rozgrywki mogą być emocjonujące, ale raczej nikt nie będzie ryczał po porażce... bardzo szybko można się odegrać!


za egzemplarz dziękuję Muduko


Czytaj dalej

Sprytni ogrodnicy gra rodzinna

jeśli traficie gdzieś* na grę rodzinną w mało rzucającym się w oczy, jasnym pudełku z dinozaurem (bez oczu), ptaszkiem (z czubkiem) i wiewiórką na okładce,
a lubicie gry logiczne niewykluczające interakcji z innymi graczami,
koniecznie przyjrzyjcie się bliżej!

Sprytni ogrodnicy

w niepozornym opakowaniu skrywają sporo cieszących oko elementów i całkiem ciekawą mechanikę

mamy tu przede wszystkim:
40 topiarów, tj. kafelków przedstawiających 8 rodzajów roślinnych rzeźb w 5 rozmiarach (z numeracją od 1 do 5)
oraz po 8 "pionków" w czterech kolorach, czyli tekturowych figurek z zabawnymi wizerunkami gości, do umieszczenia na plastikowych podstawkach
+ tor punktacji, 4 żetony w kolorach graczy i 4 żetony-nagrody
całość jest bardzo estetyczna, stonowana kolorystycznie, ubarwiona drobnymi "smaczkami"

choć funkcjonalność niektórych elementów nie zachwyca (na przykład figurki gości szybko okazały się mało praktyczne, a tor punktacji wbrew swej roli utrudniał sprawne podliczenie wyniku...), te najważniejsze, czyli kafle tworzące ogród, są świetnie wykonane
twarda tektura, czytelne rysunki i przejrzyste oznakowanie dobrze sprawdzają się podczas rozgrywki

do gry zapraszamy od 2 do 4 osób, w wieku od 6 lat
w zależności od liczby i wieku graczy rozgrywki będą się zapewne nieco różnić tempem i charakterem, ale o tym dwa słowa później; zasadniczo reguły są na tyle przystępne, że można sugerować się zapowiadającym 15-30 min. zabawy opisem z okładki 

każdemu z graczy przyznajemy jeden komplet pionków (od 5 do 8 w zależności od liczby konkurentów) i trzy kafle
z 25 spośród pozostałych ułożonych rewersami do góry tworzymy zieloną "planszę" 5x5, centralny odwracamy awersem przedstawiającym krzew ku górze
kilka zawsze odrzucamy

nasz cel to stworzenie ogrodu pełnego roślinnych rzeźb i pokazanie go zwiedzającym z jak najlepszej strony
na koniec gry otrzymamy punkty za każdy topiar widziany przez gościa w naszym kolorze oraz bonusy za komplety w tym samym kształcie
rzeźby "obserwujemy" przez umieszczenie pionka "twarzą" do linii obserwacji, czyli rzędu kafli w pionie, poziomie lub po skosie, a są "widoczne" zgodnie z zasadą, że tylko mniejsza nie przesłania kolejnej (wyższa zasłania niższą i tej samej wielkości)

gracze po kolei wykonują swoje posunięcia, tj.:
- umieszczają po jednym pionku na wolnej linii ogrodu,
- podnoszą jeden z zakrytych kafli w rzędzie, przy którym umieścili zwiedzającego,
- w powstałe miejsce umieszczają kafelek - odkryty lub jeden z trzech wcześniej posiadanych - wierzchnią (tą z roślinką) stroną ku górze,
- posiadając o jeden pionek mniej, ale wciąż 3 kafelki, kończą swoją turę

gra kończy się, gdy ostatni gracz wystawi wszystkich swoich zwiedzających

zasady, ani podliczanie punktacji nie są skomplikowane
wartości punktowe roślinnych rzeźb są wyraźnie nadrukowane na kaflach, a ich kształty doskonale odróżnialne
wszyscy wiedzą, że najlepiej byłoby ustawić w rzędzie przed swoim zwiedzającym na przykład 5 łabędzi ułożonych po kolei od 1 do 5... tylko jak to zrobić?!

rozgrywka wymaga skupienia, szerszej analizy pola gry, umiejętności szybkiego rozważenia plusów i minusów każdego posunięcia

sześciolatek prawdopodobnie nie zauważy większości niuansów, ale w gronie o podobnych umiejętnościach może jak najbardziej samodzielnie rywalizować o jeden z kolorowych medali
bardziej zaawansowani gracze mają szersze pole do popisu, bo mimo zasadniczo pokojowo kojarzącej się otoczki tematycznej, spacer wśród krzewów, szczególnie w większym gronie może nieść sporo negatywnej interakcji...
nie brak tu jednak także losowości, a gdy gramy we 2-3 osoby nie jest aż tak tłoczno, by trzeba było koniecznie przesłaniać sobie widok, więc określenie "gra rodzinna" - jako zrozumiała, nie rodząca frustracji i ciekawa zarówno dla dzieci, jak dla dorosłych - jest jak najbardziej uprawnione

wspomniałam o niedoskonałości planszy punktacji... cóż, przesuwanie na nim pionków jest kompletnie nieintuicyjne (praktyczniejszy byłby dowolny tor-wąż z następujących po sobie liczb), a dodatkowo bardzo rzadko udaje się skończyć z wynikiem poniżej zaznaczonych tu 50 pkt
to drobiazgi, ale jakże łatwe przecież do usunięcia po prostych testach przed wydaniem...
i jeszcze jedna uwaga: przy sięganiu po kafelki ludziki na podstawce czasem lubią się obrócić wokół swojej osi - trzeba cały czas ich pilnować i zwracać uwagę, w którą stronę "patrzą"!

tak czy inaczej, po "testach" z dziećmi (8+), ich rodzicami oraz dziadkami, "Sprytnych ogrodników" osobiście polecam jako przyjemną grę logiczną - do ćwiczenia wyobraźni przestrzennej, planowania i ogólnie relaksującego kombinowania :)

a na zajęcia praktyczne na przyszłość zaplanowane mamy stworzenie własnego dodatku ułatwiającego wizualizację, czyli zestawu brył imitujących roślinne rzeźby z kafelków
pięknie byłoby mieć dodatkowe elementy obrazujące ich różne kształty i wielkości, albo chociaż zestawy po pięć "rosnących" sześcianików w różnych kolorach... damy znać, jeśli kiedyś się uda ;)

* na przykład w grudziądzkiej bibliotece, gdzie jeden egzemplarz trafił dzięki wydawnictwu Edgard Games - Filia Nr1 zaprasza do wypożyczania i na spotkania Klubu Gier Planszowych!

Czytaj dalej

podwodne Exit Puzzle

gra/zabawa/łamigłówka?
na pewno nie zupełnie zwyczajne puzzle...
kilka długich wieczorów zajęło nam rozpracowywanie tej układanko-zagadki!

znacie 

Exit PUZZLE ?

tak wyglądają nasze*:


tj. Ravensburger Puzzle 759 U-Boot (Łódź podwodna)

Seria Puzzle Exit marki Ravensburger to koncepcja gry typu escape room w formie puzzli. Dopiero po ułożeniu puzzli, można rozwiązać unikalną zagadkę charakterystyczną dla każdego z motywów.**

zanim rozpocznie się układanie, w klimat wprowadza krótki wstęp 
zanurzamy się oto w pożyczonej łodzi podwodnej w wodach Karaibów w poszukiwaniu wraków, zachwycamy pięknem podmorskiej przyrody, gdy nagle sprzęt zaczyna szwankować
jedyna nadzieja na ratunek to odczytanie wskazówek starego konstruktora, by usunąć awarię!


puzzle okazały się nie lada wyzwaniem
choć elementy są dość duże, ilustracja w zasadzie różnorodna, a barwy intensywne, łatwo nie było
uwaga tradycjonaliści - specyficzna sztanca w połączeniu z kolorystyką sprawia, że tu po prostu nie da się zacząć od ramki! 

ciekawostką jest fakt, że układanka nie jest do końca zgodna z ilustracją na pudełku i to właśnie te różniące się fragmenty zawierają dodatkowe zagadki 
instrukcja mogłaby jaśniej to precyzować, zamiast od razu sugerować skorzystanie z kodu QR, gdy tylko utkniemy...
same różnice - tu 6 - ostatecznie nie tak trudno dojrzeć, sztuka zrozumieć, co autor miał na myśli i prawidłowo odczytać, a następnie rozwikłać zadania logiczno-matematyczne

w tym przypadku osobiście 3 zagadki oceniam jako stosunkowo łatwe, ciekawe i motywujące do poszukiwania odpowiedzi, 2 trudniejsze, ale wciąż ciekawe, zdecydowanie do rozwiązania, może po drobnej podpowiedzi**, ale jedno zadanie, mimo fajnego pomysłu, fatalnie zepsute 
i nie wiem co gorsze - rozczarowanie tą zmarnowaną koncepcją, niweczącą część frajdy, czy fakt, że finalne rozwiązanie i tak jest aż nadto widoczne już po udzieleniu 3-4 pierwszych odpowiedzi...

liczby stanowiące poszczególne rozwiązania odnajdujemy wśród kilkudziesięciu nadrukowanych na obrzeżach i z wyszukanych kawałków składamy tajemniczy "brakujący element", czyli ostateczne rozwiązanie

sugerowany wiek "gracza" to 12+, co z pewnością ma sens biorąc pod uwagę skalę trudności zarówno samej układanki, jak ukrytych zadań, Exit Puzzle świetnie nadają się jednak także dla cierpliwej rodzinki z nieco młodszym przychówkiem lubiącym takie wyzwania, do wspólnego składania i "rozkminiania"

instrukcja - zdecydowanie do poprawy
zadania, cóż, mogłyby pewnie być lepsze...
za samą ideę escape-układanki - wielkie brawa!


mimo niedociągnięć Exit Puzzle oceniam jako warte poznania,
zatem
wpis dołącza do dziesiątek podobnych łamigłówkowych podpowiedzi w ramach akcji Projekt Grajmy! >>KLIK<<
oraz listy 'samograjek mamajanki' >>KLIK<<

__
* nasze, to znaczy posiadane przez nastolatka, ale ostatnimi czasy aktywnie współdzielone przez zaciekawioną rodzicielkę ;) dziękujemy Mańkom za super prezent dla J. <3

** inne obrazki i podpowiedzi do zadań - na stronie wydawcy: >>KLIK<<<

Czytaj dalej

Sagrada (bez familii)

tę grę pewnie już wszyscy znacie, bo to żadna nowość
długo opierałam się urokowi jej ślicznych, błyszczących kosteczek, myśląc niezbyt ciepło o zasadniczo suchej, abstrakcyjnej idei...

Sagrada

w międzyczasie zdążyła osiągnąć astronomiczną cenę (w okresie oczekiwania na dodruk), co stanowiło tylko kolejny argument przeciw zakupowi
jednak przewijające się w sieci polemiki pomiędzy miłośnikami (także bardzo ładnego i równie pozornie 'klimatycznego') Azula* a Sagrady, na dobre wydrukowały w podświadomości potrzebę osobistego sprawdzenia, o co ten cały szum

i tak od jakiegoś czasu sobie w końcu sprawdzam :)


oprawa jest niezaprzeczalnie efektowna
wykonanie - pełen profesjonalizm
to widać na pierwszy rzut oka
niewielkie kosteczki idealnie pasują do zagłębień w planszetkach graczy, a dzięki wykonaniu z przejrzystego tworzywa idealnie wkomponowują w układankę ala witraż
karty zadań doskonale pasują, gdzie powinny
dodatkowe żetony mile ciążą w dłoni i odbijają światło gładką szklaną powierzchnią

nawet nocne zdjęcia z samotnych rozgrywek nie ujmują Sagradzie uroku

  
a sam fakt, że można sobie nad nią posiedzieć nie tylko w grupie, a również samodzielnie, tylko dodaje atrakcyjności!

zasady gry dla 2-4 osób zdradzają, że niewiele tu interakcji
każdy otrzymuje własną planszetkę, dobiera kartę z układem startowym (może wybrać jedną z dwóch stron, modyfikując stopień trudności), losuje indywidualne zadania 
tylko rzut kośćmi jest jeden (na turę) dla wszystkich

nasze zadanie to tak uzupełnić okno (tu - z kartonu, w domyśle - znanej katedry) kostkami (sugerując się zasadą sąsiedztwa, kolorami i wartościami), by zdobyć jak najwięcej punktów (tj. najwyższy prestiż witrażysty)

oczywiście fakt, że aby wypełnić swój "witraż" wybieramy kosteczki ze wspólnej puli, niecierpliwie wyczekując swojej kolejki, daje pewne poczucie zależności od decyzji pozostałych... w istocie wszakże "pobieranie" sobie 'szkła' to raczej kwestia wyroków losu niż autentyczna negatywna interakcja
odrobinę konkurencji o te "najcenniejsze" wprowadzają jawne zadania oraz rosnące opłaty za korzystanie z pomocniczych narzędzi (jeśli chcemy ich użyć później niż przeciwnicy)

w przypadku gry jednoosobowej podstawowa różnica to jeszcze trudniejszy moment podejmowania decyzji przy każdym doborze kostek
przebieg rozgrywki i sposób punktowania jest zasadniczo ten sam
mamy co prawda aż dwa kolory wiodące i tylko dwa zadania 'grupowe', a na liczbę dostępnych narzędzi sami wpływamy - wybierając od 1 do 5, by grać w trybie od ekstremalnego po bardzo łatwy, rzucamy czterema kostkami, z których dla siebie wybieramy dwie, każdego narzędzia można użyć tylko raz, kara za puste miejsca jest wyższa... 
ale dopiero kwestia istotności kostek, z których nie skorzystamy, realnie wpływa na odmienność i skalę trudności trybu indywidualnego
fakt, że nasz wynik końcowy musi przekroczyć sumę wartości na kościach odrzuconych, determinuje dobór kostek o najwyższej liczbie kropek jako bardziej cennych... choć nie zawsze idzie to w parze z podstawowymi zadaniami
dla mnie - super rozwiązanie, sprawiające, że 'walka z samym sobą' nabiera rumieńców

po kilkunastu rozgrywkach solo i multi- stwierdzam, że zaangażowanie i satysfakcja z wygranej w obu przypadkach są porównywalne
natomiast sugerowany wiek gracza (13+ ?!) zdecydowanie zawyżony

podoba mi się ogólna idea, pełne barw wykonanie, subtelne, choć nic nie wnoszące nawiązania do tematu (nazwy narzędzi, tytuły witraży), nie przeszkadza element losowości
uważam, że to bardzo przyjemna i nie bardzo zaawansowana układanka logiczna, którą można polecić wrażliwym na walor estetyczny graczom rodzinnym
- również do gry jednoosobowej**

a co z kwestią #teamazul / #teamsagrada?
cóż, moja odpowiedź jest prosta:
po co wybierać, kiedy można mieć obie ;)


__
* mój Azul Letni Pawilon - tutaj >>KLIK<<
** więcej gier z trybem jednoosobowym - w cyklu 'samograjki mamajanki' - tutaj >>KLIK<<
Czytaj dalej

Ubongo Junior 3D

"Ubongo 3D" od lat gości na naszej półce*
stanowi trzon kolekcji gier w kategorii "rodzinna, nieco bardziej wymagająca"
osobiście bardzo je lubię, ale dostrzegam jedną poważną wadę:
o ile "płaskie" Ubongo** bez cienia wątpliwości nadaje się dla całej rodziny, wymagając jedynie umiejętnego rozdysponowania zadań o różnym stopniu trudności, tak nasze "Ubongo 3D" niejednokrotnie okazywało się po prostu za trudne, a przez to frustrujące, dla najmłodszych
 
na szczęście jest już rozwiązanie!

Ubongo Junior 3D

zaczynając niejako od końca, jeśli chodzi o tę grę, najbardziej ucieszyła mnie sugestia twórców, którzy już w instrukcji trójwymiarowej wersji dla dzieci proponują dokładnie to, czego mi brakowało: wspólne, wielopokoleniowe rozgrywki z wykorzystaniem nowego i "klasycznego" Ubongo 3D

bomba! tego było nam trzeba!

ale nauczmy najpierw naszych juniorów podstaw...

w Ubongo Junior 3D mamy do dyspozycji:
50 kart-plansz ze 100 różnymi zadaniami, 32 plastikowe klocki w różnych kształtach i kolorach, 120 błyszczących "klejnotów", bawełniany woreczek, kartonową żyrafę z "nóżkami" do postawienia oraz klepsydrę

ta ostatnia, podobnie jak "brylanciki" stanowiące nagrodę za wykonane zadania, nie jest niezbędna, jednak zarówno pewna presja czasu, jak punktowa rywalizacja mogą dodać rozgrywkom kolorytu

najistotniejsze będą:

karty - każdy z graczy otrzymuje kilka z nich, w odpowiednim do wieku/doświadczenia kolorze oznaczającym stopień trudnosci (od najłatwiejszych, niebieskich, przez żółte i zielone, po czerwone - dla ekspertów)
klocki - po komplecie złożonym z 8 przestrzennych figur w różnych kształtach
 i... żyrafka :)
bo to właśnie ona, sympatyczna żyrafa na plastikowych nóżkach, ocenia sukcesy graczy
 

zadanie polega na zakryciu białych pól na karcie wybranymi figurami - dowolnymi, ale pasującymi idealnie, nic nie może wystawać za linie!
pozostałe klocki układamy na tej podstawie w pionie - najwyżej jak się da 
po 90 sek. odmierzanych przez klepsydrę (lub, w wersji 'low stress' po prostu, gdy wszystkie dzieci zakończą budowę) stawiamy 'żyrafometr' w pobliżu każdej wieży
skala wskazuje, ile klejnotów z woreczka ma prawo wyciągnąć budowniczy 
w standardowej rozgrywce odbywa się 6 takich rund
 
 
brzmi prosto i przyjemnie?
i tak jest, choć, szczególnie pod presją czasu, dla najmłodszych wcale nie jest ZA łatwo!
bawią się klocuszkami, cieszą z kryształków, ale i ćwiczą skupienie, sprawność dłoni, muszą ocenić układ przestrzenny i balans figur...
 
a dorośli? w tej grze nie mają równych szans, zatem po prostu nie powinni przeszkadzać ;) 
albo - jak wspomniałam na początku - równolegle wyciągają swoje Ubongo 3D
i tu zaczyna się zacięta rywalizacja! w 90 sek. wykonać standardowe zadanie (zakryć pole w dwóch warstwach) i dodatkowych kilku elementów stworzyć na tej bazie wieżę nie będzie już tak łatwo
własny sukces będzie równie satysfakcjonujący, jak uczciwie zasłużone zwycięstwo dziecka :)
 
podsumowując:
Ubongo Junior 3D to świetna gra dla juniorów, tak jak podaje wydawca, od 5 lat spokojnie***,
a połączenie z wersją klasyczną - super sprawa dla całej rodziny
 
 

* o klasycznym Ubongo 3D tutaj: >>KLIK<<

** Ubongo "płaskie" - tu: >>KLIK<< 

*** zabawę można zacząć wcześniej, S. - lat dopiero co 3 - też chętnie bawi się kryształkami i zawzięcie układa klocki! (tylko za nic ma czyjeś zasady ;) )

za egzemplarz dziękuję wyd. Egmont

Czytaj dalej

spór o bór

szukacie dobrej gry dla dwóch osób?

właśnie znaleźliście! 

Spór o bór


zdradzę Wam sekret... ciężko pisało mi się ten 'artykuł'
choć zwykle bardzo dbam o obiektywizm przedstawianych tu opinii, "Spór o bór" od pierwszego akapitu polecam w zasadzie bezkrytycznie
mimo że przecież nie chcę zamieniać bloga w tablicę reklamową, w tym przypadku superlatywy, brzmiące jak hasła marketingowe, nasuwają się same...
bo po prostu, zupełnie nieprofesjonalnie, pokochałam tę grę od pierwszego wejrzenia

już pierwsze wspólne chwile spędziliśmy tak jak lubię najbardziej, czyli na spacerze ;) (co zaskutkowało bardzo przyjemną, myślę że również dla oka, sesją zdjęciową w plenerze i gościnnym wpisem na blogu Grajmy!, który polecam zamiast wstępu >>KLIK<<)

później było tylko lepiej :)

bardzo korzystne (pierwsze, drugie i każde kolejne!) wrażenie robi "klimatyczna" okładka i ogólna dbałość o stronę graficzną
kto grał kiedyś w "Schotten Toten" stanowiącą jedno z wcześniejszych 'wcieleń' tego konceptu, zrozumie co mam na myśli - dla gry dobrze pomyślane zasady to nie wszystko! 
nowa "skórka" błyskawicznie rozwiewa wszelkie dylematy, którą z wersji najlepiej zatrzymać na półce
 
 
mechanika i założenia nie były mi obce, wiedziałam czego się spodziewać:
 
jak wspomniałam, gramy we dwójkę
mamy do dyspozycji 54 karty zwierząt w 6 kolorach, o wartościach od 1 do 9
dobierając co turę do 6 każdy i wykładając po jednej na stół po swojej stronie, toczymy walkę o dominację nad 3-5 polanami wyłożonymi pomiędzy nami
przy jednej płytce polany (tudzież 'polana', bo na każdym "trawiastym" kafelku narysowano też całkiem ciekawe patyki z oryginalnymi ozdobnikami ;)) można wyłożyć do 3 swoich kart
przejmiemy kontrolę, jeśli nasza grupa będzie silniejsza, niż ta po stronie przeciwnika
 

"moc zestawu" nawiązuje do pokerowych układów kart, a przez całą grę mamy do wglądu własną kartę pomocy, dzięki której w każdej chwili sprawdzimy, że legion>kompania>bractwo>banda>zgraja
 
w każdej turze dokonujemy wyboru - "kogo" i "dokąd" wysłać do walki... i zwykle nie są to łatwe decyzje
bywa, że od razu mamy na ręce trzy żubry i już zacieramy ręce licząc, że zapewnią nam dominację nad kluczową polaną, ale nie ma się co cieszyć na zapas - może się zdarzyć, że pokona je sprytna grupka małych ssaków (np. legion 1-2-3)
trzeba uważnie obserwować posunięcia przeciwnika, nie zdradzać się za szybko z własnymi planami, czasem zachować na ręce kartę, na którą ten najwyraźniej czeka... cóż, to nie gra kooperacyjna, ale zacięty bój!  

to Knizia w swoim najlepszym wydaniu, czyli niezła zabawa czystą matematyką, w której liczą się taktyka, blef i ustawiczne kombinowanie, by ślepy los nie zaważył na wyniku


wrócę jeszcze na chwilę do oprawy
na kartach autorstwa Piotra Sokołowskiego znajdziemy kilkadziesiąt artystycznych portretów zwierząt z pogranicza słowiańskiej puszczy i świata fantastyki
nie obyło się bez potknięć (pokażcie mi takiego orła (?) w polskim lesie!), ale większość grafik usatysfakcjonuje zarówno miłośników gatunku fantasy, jak rodzimej fauny
jest się czym zachwycać!
ale dla obojętnych na uroki lasu taktyków mamy też bardzo czytelne oznaczenia kolorystyczne i liczbowe 
(no, może raz wtasowałam lisa do podstawowej talii, ale już wiem, że karty dodatkowe mają rewersy łatwe do rozróżnienia od 'podstawki')

jako że gra jest stosunkowo prosta (chociaż bynajmniej nie łatwa!), wspomniane "dodatki", czyli karty specjalne, które otrzymujemy w zestawie, a których początkowo nie używamy, po kilkunastu partiach mogą przydać się jako ciekawe urozmaicenie

możliwość dokonywania taktycznych przesunięć, podbierania sobie kart, jokery itp. zmieniają znacząco rozgrywkę, przydając kolorytu i zmieniając standardowy rozkład statystyczny - fajnie, bo to wtedy całkiem inna gra!
a jeszcze lepiej, że powrót do wersji klasycznej mimo nowych wrażeń, jest nadal przyjemnością

samo wykonanie, poza tym, że eko i z biobójczą powłoką(!) też budzi podziw - trwałe karty pomocy i kafelki polan, żywe kolory, super papier 
aż szkoda karty wkładać w koszulki, ale bardziej szkoda narazić na zniszczenie to cacuszko ;)

paradoksalnie, im bardziej emocjonalny stosunek do tematu, tym trudniej formułuje się opinię, a nie da się ukryć, że tę karciankę bardzo (bardzo!) lubię...
nic nie straciła po bliższym poznaniu!
uwierzcie po prostu, że jest świetna
albo najlepiej sami sprawdźcie :)
 
polecam
 
a chętnych zapraszam na sparing - just pick the time* ;)

* daleko mi do mistrzostwa, dlatego - uprzedzam! - będę nieregulaminowo rozpraszać przeciwników koszulką z cudną naprasowanką z wizerunkiem rysia :D

Muduko - dziękuję!


Czytaj dalej