podróż pingwina Przemysława

lubicie pingwiny?
a rysunki Macieja Szymanowicza?
a gry Naszej Księgarni?
no przecież, kto by nie lubił! :)
teraz spróbujcie wyobrazić sobie 3 w 1, łączące w sobie wszystkie powyższe...

albo po prostu spójrzcie niżej :)
na

Podróż w czasie


nie mogłam pozostać obojętna wobec takiej okładki <3
a szybko okazało się, że to nie koniec atrakcji
autorem mechaniki gry kryjącej się w tym ślicznym pudełku jest bowiem nie kto inny jak... Reiner Knizia!
mamy tu zatem za przewodnika nie tylko ślicznego, drewnianego pingwinka Przemysława, ale i specjalistę od przyjaznej matematyki i prostych a pomysłowych rozwiązań

nie pozostało nic innego, jak tylko wyruszyć na tę wycieczkę :)

tytułowa podróż w czasie szybko okazuje się tak naprawdę wyprawą w krainę fantazji i... do zakamarków własnej pamięci

 
bajecznie kolorowe elementy "planszy" (czyli 5-elementowego pola gry) układamy według swojego pomysłu
dla każdej rozgrywki może to być inna kompozycja dwustronnych kafelków
następnie gracze (od 2 do 5, albo nawet kilku więcej, od lat 4 do 104) kolejno losują kartoniki z klepsydrą na rewersie i opowiadają krótkie historyjki związane z prostymi rysunkami z awersu
wyzwanie polega na tym, by swoją opowieść powiązać z jedną z lokalizacji na torze gry
ot, na przykład upleść historię o tym, co ośmiornica w kąpieli miała wspólnego z kawałkiem żółtego sera...

 
kafelki kolejno lądują (już zakryte!) w pobliżu odpowiedniej lokalizacji
Przemysław, wzorem wielu obieżyświatów, słucha uważnie i dopiero gdy pozna wszystkie opowiadania wyrusza w drogę
miejsce startu wyznacza ostatni opowiadający, dalszą trasę determinują rzuty kostką
gracz rzuca, przesuwa pingwinka i... próbuje sobie przypomnieć co o danym miejscu wie (tj. jaki przedmiot kryje się pod najbliższą klepsydrą)
wyzwanie polega na tym, że odgadnięte przedmioty zabieramy jako trofea, a na ich miejsce wykładamy nowe, oczywiście tworząc kolejne "wspomnienia" z podróży
 
dodatkową atrakcją/ćwiczeniem dla dzieci może być zastosowanie żetonów z buźkami wyrażającymi uczucia
grając w wariant 'pełen emocji' treść opowiadań trzeba dostosować tak, by kojarzyła się z radością, strachem, gniewem, zaskoczeniem, smutkiem
przypomnieć ją sobie potem może łatwiej, ale stworzyć - nie zawsze...


gra zachwyca nie tylko wizualnie
jest naprawdę niezwykła w swojej prostocie!
przyciąga i angażuje, bawi, ćwiczy pamięć, pobudza kreatywność
 
to niby nic takiego, zapamiętujemy wszak zaledwie 10 elementów... ale ciągłe zmiany na planszy, myślenie nad własną historią, skojarzenia z poprzednich rozgrywek i każda chwila rozkojarzenia skutkują całkowitym pomieszaniem i tak absurdalnych "faktów" :)

wykonanie również na najwyższym poziomie - elementy spokojnie przetrwają spotkanie z przedszkolakami
bardzo polecam nie tylko najmłodszym! *



__
granie podobało się dzieciom, mamie i babci, a także Paniom w Klubie Seniora
te pierwsze oczywiście radziły sobie najlepiej, ale ostatnie wykazywały najwięcej entuzjazmu ;)
 
egzemplarz jest dostępny do wypożyczeń w Filii Nr 1 Biblioteki Miejskiej w Grudziądzu, dzięki wydawnictwu Nasza Księgarnia 
dziękujemy!
Czytaj dalej

kooperacja z trzylatkiem? Na barana

to jasne, że nikt nie lubi przegrywać, ale przedszkolaki chyba najbardziej
takie, na przykład, trzylatki, chciałyby zawsze wygrywać
więcej, czasem nie da się z nimi nawet grać inaczej niż na ich własnych zasadach ;)
i co z tym zrobić? pozwolić? zakazywać? czekać, aż dorosną?
najlepiej grać razem, wspólnie omawiać i odpowiednio dostosowywać reguły (a następnie się do nich) i wygrywać (a czasem ponosić porażkę...) w drużynie!
o to właśnie chodzi w grach kooperacyjnych, o czym najlepiej wiedzą twórcy naszej najnowszej, czyli

Na barana!

gra stanowi kolejną pozycje w dorobku doświadczonych na tym polu autorów - Sunny Games kooperacją stoi, a ich pomysły od lat są z sukcesem przenoszone na nasz grunt w postaci serii "Rodzinka wygrywa" (>>KLIK<<)

tym razem bawimy się na spacerze z rodziną:

W słoneczny wiosenny poranek rodzinka Grywalskich wybrała się do parku! Ale co to?! Nagły podmuch wiatru porwał piłkę i latawiec!
Czy tata i mama podsadzą dzieciaki na tyle wysoko, żeby zdjąć z drzewa wszystkie zabawki?
Tym bardziej, że zbliża się wieczór i muszą zdążyć przed zachodem słońca.
Gracze poruszają się pionkami po planszy wokół drzewa, oraz ustawiają pionki jeden na drugim, aby zebrać 4 żetony zabawek, zanim żeton słońca dotrze na koniec swojego toru.

W ­grze nie występuje rywalizacja między ­graczami, ponieważ wszyscy mają wspólny cel.

pomysłodawcy z pewnością wiedzieli, co robią, bo skutecznie przyciągnęli uwagę i zajęli głównego odbiorcę (S., lat niemal 3)

samo montowanie planszy (trójwymiarowej!), sprawdzenie dopasowania pionków i działania "koła fortuny", czy wyszukiwanie portretów zwierzaczków w ogródku, już stanowiło dobrą zabawę*

niestety, z grą zgodnie z zasadami poszło nam nieco gorzej**

reguły owe zakładają umiejętne i celowe przemieszczanie "członków rodziny" na terenie ogrodu tak, by wspierając się nawzajem (tj. grupując w określonej jego części i stając sobie wzajemnie na ramionach) zebrali zabłąkane pomiędzy gałęziami centralnie umieszczonego drzewa zabawki

każdy ruch tożsamy jest z upływem czasu, który zaznaczamy korzystając z równie przemyślnego, co ślicznego systemu, czyli słoneczkiem wędrującym po tęczy  

małe paluszki S. od czasu do czasu strącały żetony niepewnie umocowane na drzewie, potrącały ślizgające się na ścieżkach planszy pionki ("mamo, cicimaj!"), nie były w stanie przesunąć słoneczka, oczywiście wzbudzając frustrację...
z tego powodu grę rekomenduję raczej maluchom dobrze po trzecich urodzinach, niż takim tuż przed, choć i w ich przypadku istotne będzie współdziałanie z rodzicem lub rodzeństwem, a ustawianie pionków "na barana" okaże się niezłym treningiem małej motoryki

przedszkolaki-starszaki będą miały do wyboru także wersje bardziej urozmaicone - z wykorzystaniem żetonów zwierząt i/lub drugiej strony koła ze strzałką

myślę, że może im się spodobać :)

popatrzcie:




 

 

 

za grę dziękuję wydawnictwu Egmont, cytat w treści pochodzi z materiałów wydawcy

__

* rozkładanie i bawienie się pionkami po n-tym razie nadal się nie znudziło
obecnie najciekawsze jest umieszczanie żetonów ze zwierzakami na drzewie - najchętniej kreta, jako szczególnie zabawne ;) 
** ale do pełnej rozgrywki "dorośniemy" raz-dwa, czas tak szybko mija...

 

Czytaj dalej

najmłodszy czyta - komiksy

zgodnie z przewidywaniami czyt-matki (KLIK), u najmłodszego (lat niedługo trzy) nastąpił oczekiwany czytelniczy krok naprzód

kartonowe książeczki jednoobrazkowe (z pojedynczą ilustracją na każdej stronie) przeglądają się już za szybko
ciekawsze są "wypatrywanki" w rodzaju ulicy Czereśniowej (KLIK), czy Mamoko (KLIK), do których da się zadać tysiąc pytań, czy książki z okienkami, o pojazdach, o których można pogadać
idealne co do tematyki, objętości i formatu ponownie okazały się zeszyty Mądrej myszy (KLIK), tu jednak teksty są jeszcze trochę za długie...

zaistniało zapotrzebowanie na coś średnich gabarytów, a w przekazie pośredniego między samym obrazem (z podpisem) a opowieścią fabularną*, stąd u nas w tym miesiącu "w czytaniu", a tutaj dziś, dwa komiksy:

W cieniu drzew 

oraz

Bartłomiej i Karmelek

liczyłam, że sprawdzą się jako książeczki do ćwiczenia umiejętności skupienia na fabule i śledzenia historii

czy się nie zawiodłam?

przede wszystkim obie są kapitalnie narysowane i pięknie wydane
to już nie zeszyty z żółknacego papieru, które pamiętam ze swojego dzieciństwa, lecz prawdziwe minialbumy w grubej oprawie, z błyszczącymi kartami
do tego moja ulubiona paleta barw...

oczy w pełni usatysfakcjonowane, a to wszak w przypadku książek graficznych przynajmniej połowa sukcesu :)


a co do treści?

czytania tu po prawdzie niewiele, ale za to ile emocji! obie historie są "o czymś" - uczuciach, wzajemnych relacjach, akcjach i reakcjach

pan Zrzędek (w cieniu drzew) zmaga się z "urokami" jesieni 
liście na potęgę sypią mu się na podjazd, a tu jeszcze sąsiedzi wpraszają się na przedhibernacyjnego pędraka, hałasują przy gromadzeniu zapasów lub płaczą nad zniszczonym latawcem... 
kwaśne miny (S:"ciemu on zy?") maskują dobre serce marudnego borsuka, ale w tym lesie nikt nie zostanie bez pomocy!

Bartłomiej i Karmelek to ojciec i syn, którzy (w tym odcinku) poszukują idealnego miejsca do spędzenia czasu razem
wędrujemy wraz z nimi przez góry i pustynie, nurkujemy w poszukiwaniu wielorybów, a nawet lecimy na Księżyc, bo tata zrobiłby wszystko, by zabrać małego gdzieś, gdzie inni jeszcze nie byli
miło popatrzeć, jak wspólnie przeżywają przygody w drodze do celu (najlepszego miejsca), ale najwspanialsze jest zakończenie - uwaga, spoiler! - znalezienie go na rodzicielskich kolanach :)

pełen wachlarz uczuć na borsuczym pyszczku i Karmelkowa pointa - bezcenne!



bardzo jestem ciekawa kolejnych części
a S., zdaje się, też lektury nie odmówi :)

za egzemplarze dziękuję wyd. Egmont

__

* typowa fabuła "prawie bez obrazków" to póki co baśnie, audiobook o Zygzaku i od czasu do czasu Basia lub Edgar
i o nich też pewnie jeszcze napiszę :)

Czytaj dalej

Wojna cukierkowa

mieszkam z piątoklasistą, który dużo czyta - siłą rzeczy nazwisko Brandona Mulla nie jest mi obce 

najbardziej popularne serie, jak 'modny' "Basniobór", czy "Smocza straż" były nam jednak dotąd znane wyłącznie ze słyszenia, przeglądania opinii, opowiadań znajomych dzieci 
J. nie pała entuzjazmem do gatunku fantasy, nie chciał się nawet dać namówić na Harry'ego Pottera, więc nie naciskałam...

w zasięgu pojawiło się jednak cos nowego

Wojna cukierkowa

w ogromnym skrócie - przygody grupy dziesięciolatków, szczęściarzy (czy na pewno?), którzy mają w mieście sklepik z zaczarowanymi słodkościami
zabrzmiało przekonująco!

według J. okładkowy blurb mówi nawet za dużo - ucieszył się, że przeczytał go na sam koniec, bo, jak stwierdził, najlepsze było to, że nie wiedział, czego się spodziewać
dlatego w niniejszym wpisie nie zdradzimy żadnych więcej szczegółów 

poniżej rzut oka na okładkę (wiadomo - rzecz gustu) i garść wrażeń z lektury


"Wojna cukierkowa" to ciekawa książka.
Podoba mi się. 
Jeszcze się z taką nie spotkałem.
O czym? Trochę o magii, ale też o przyjaźni i zaufaniu.
Najważniejsza w niej jest dobra fabuła. Naprawdę dobra fabuła. Przerasta wszystko, nawet miejscami książki "Felix, Net i Nika". Jest więcej zwrotów akcji, powiązań... To sprawia przewagę, chociaż je oceniam podobnie.
Prolog na początku nie wiązał się z treścią, ale podsuwał pewne możliwości.
Potem się wszystko wyjaśniło, ale najpierw bardzo poplątało.
Zaskoczyły mnie pomysły na magiczne stwory - wręcz niesamowite.
Dziwię się jak ktoś się nagłówkował, żeby takie rzeczy wymyślić.
Bardzo fajna.
Zachęcam do przeczytania. <<
J., lat omc 11


osobisty egzemplarz przedpremierowy to nie lada wyróżnienie dla młodego czytelnika i na pewno znajdzie miejsce na regale
nie jestem jednak pewna, czy nasz recenzent zdecyduje się poczekać na wydanie kolejnych tomów w nowej oprawie...
ten "pochłonął" w trzy popołudnia i od razu po przeczytaniu zapytał o drugą część 

myślę, że to bardzo mocna rekomendacja :)


za egzemplarz dziękujemy Grupie Wydawniczej Foksal





Czytaj dalej

z AUTOMĄ wśród ptaków - Na skrzydłach

cóż bardziej niż ptaki kojarzy się z wolnością i swobodą?

może samotna wyprawa w nieznane? godzinka z książką (najlepiej w hamaku), kiedy wiesz, że nic, ale to nic nie musisz?  albo... nocne sam na sam z planszówką, gdy dziecko słodko śpi i na pewno nie wpadnie za chwilę by wszystko na stole poprzestawiać ;)

oto, czemu poświęciłam ostatnio kilka swoich WOLNYCH (nocnych, co potwierdza jakość zdjęcia) chwil:

czy grę

Na skrzydłach

trzeba komuś przedstawiać?

jeśli tak (naprawdę nie słyszeliście?!), najlepiej zrobi to w poetyckich słowach i barwnym filmie oddającym urodę zestawu sam rebel, czyli polski wydawca tego hitu, za granicą znanego jako "Wingspan" >> KLIK
i/lub zauroczeni swoimi egzemplarzami posiadacze (tamże, w ocenach i komentarzach)
 
dobrze ponad rok temu, napotykając w sieci same zachwyty nad grafikami i wykonaniem (te kosteczki, te jajeczka, budka-karmnik, pudełeczka...) zakupiłam egzemplarz z myślą o grywaniu w towarzystwie zapalonych ptasiarzy
szczwany plan spalił na panewce - ja wiem coraz więcej o ptakach, uczę się je dostrzegać i rozróżniać, daję 'ciągać' na długie spacery, by tylko zobaczyć TE wydrzyki czy płatkonogi, a oni jak nie grali, tak nie grają...
na szczęście gra prócz tematyki i oprawy posiada równie przyjemną mechanikę, więc chętnych na partyjkę (choć już nie koniecznie na zgłębianie podawanych na kartach ciekawostek i wypatrywanie podobieństw amerykańskich kuzynów do naszych gatunków rodzimych*) graczy, mniej czułych na urodę bohaterów kart, nie brakuje
 
a ostatecznie mogę sobie zawsze ptaszki poukładać samodzielnie 

jako że rozgrywka w "Na skrzydłach" polega na kolekcjonowaniu przez każdego gracza indywidualnego zestawu możliwie najlepiej współdziałających kart i gromadzeniu punktów za bonusy (to jest oczywiście zasiedlaniu habitatów własnego rezerwatu cennymi przyrodniczo gatunkami ;) ), a interakcja jest marginalna, granie solo również pozwala dobrze się bawić
tak jak w wersji standardowej (dla 2-5 graczy) gromadzimy zasoby (pożywienie) i zużywamy je na konstruowanie "silniczków" z dobieranych i zagrywanych według własnej strategii kart (ptaków) o wielu zdolnościach 
ptaki składają jaja, "zjadają" osobniki o mniejszej rozpiętości skrzydeł, przemieszczają pomiędzy siedliskami itp., nade wszystko przynosząc radość i satysfakcję swoim badaczom/obserwatorom (w postaci bonusów naliczanych po każdej rundzie i na koniec gry za zajmowanie odpowiednich siedlisk, liczbę jaj w danym typie gniazda, czy specyfikę posiadanych gatunków, np. rozmiarów, pochodzenia czy nazw ptaków itd.)
 
AUTOMA, czyli wprowadzony za pomocą zestawu kilkunastu kart "sztuczny przeciwnik" nieźle imituje konkurencję, wprowadzając pozory rywalizacji i dynamiczne przetasowywanie kart/przerzucanie kostek
pod względem końcowej punktacji jest to natomiast partner wymagający i niełatwy do pokonania
dobrze przygotowany zestaw kart i podpowiedzi pozwala na bieżąco kontrolować przebieg kolejnych rund i uczciwie kontrolować naprzemienne posunięcia AUTOMY, zaś specyfika podliczania rezultatu wymusza walkę do samego końca, bo mamy szanse na choćby remis tylko dobrze realizując maksimum celów  
 
"Na skrzydłach" to nietrudna, choć dość złożona gra
nie da się jej odmówić losowości, ale zaskakująco pozytywnie wpływa ona na różnorodność rozgrywek, gwarantując ich niepowtarzalny przebieg
przystrojenie całości w ptasie piórka dodaje z kolei nieodpartego uroku

polecam zarówno do układania indywidualnie (dołączając wpis do listy 'samograjek mamajanki' >>KLIK<<), jak i w szerszym gronie

edit: jeśli w powyższym wpisie ktoś poszukiwał pomocy w kwestii ew. niejasności instrukcji do wersji solo, odsyłam do filmu, który mi bardzo ułatwił start, czyli kanału GrAlutki na YouTube >>KLIK<<
powodzenia! 

 
__
* tak, słusznie domyślacie się, że od razu pomyślałam o dodatku z ptakami Europy
a istnieją jeszcze bajeczne, tęczowe "Ptaki Oceanii"! ach, gdyby tylko oni chcieli grać...
Czytaj dalej

kwiatki, kotki i motylki

 
bywa, że grafika i tematyka gry planszowej to kwestia drugoplanowa, rozważana długo po opracowaniu mechaniki i kluczowych reguł
ba, "ta sama" gra w różnych wydaniach może być zupełnie o czym innym… (jak na przykład "Głębia", znana wcześniej jako "Baloon Cup"*)
nie znaczy to jednak bynajmniej, że oprawa jest nieistotna! przeciwnie - w wielu przypadkach ma kluczowe znaczenie w kwestii odbioru (a pewnie i zakupu) planszówki

dwie gry, które pokażę dziś, kuszą lekką, letnią tematyką i kolorowymi grafikami
choć są całkowicie różne, trafiły do jednego wpisu za względu na... motyle na okładkach i w pudełkach :)
zobaczmy, w co i jak wkomponowano ten wdzięczny motyw

1. 

Kotek i motylki


to nieduża, śliczna gra... edukacyjna
przymiotnik ten, zdaję sobie sprawę, często nie jest odbierany jako najlepsza rekomendacja i rzadko występuje w pierwszych zdaniach recenzji
gra ma bawić, cieszyć oko, zainteresować dziecko, ewentualnie mimochodem czegoś uczyć...
na szczęście o tej, choć tak niefortunnie zaczęłam, można także to wszystko powiedzieć :)
 
zasady są proste:
gracze odsłaniają karty z motylami w różnej liczbie i rodzaju
 następnie każdy stara się jak najszybciej zsumować przedstawicieli nie powtarzających się gatunków i zaklepać odpowiedni żeton 

w przyjemnej, kojarzącej się z latem atmosferze, dzieci ćwiczą więc spostrzegawczość, refleks i dodawanie

mnie dodatkowo "kupił" taki drobiazg jak imienne wyszczególnienie 'bohaterów' na wewnętrznej stronie okładki i ciekawostki przyrodnicze w instrukcji
rusałki, pazia, czy cytrynka kojarzą wszyscy, ale zorzynka, czy 'tykanie' zieleńczyka już może nie każdy - super pretekst, żeby nauczyć dzieci (ups, znowu...) czegoś nowego

minus stanowi fakt, że to gra na czas i kto liczy szybciej, ten zawsze wygra
dlatego dla młodszych dzieci, albo w mieszanej grupie (u nas od lat 7 do -nastu) warto wprowadzić wspólny limit czasu i zasadę notowania wyniku - mamy wówczas zwykle kilku zwycięzców, ale porównywalną satysfakcję
dobra opcja to też dywersyfikacja zasad - młodsi grają jak zawsze, a starszych obowiązuje wariant trudniejszy ("stokrotkowy" z instrukcji lub własny, np. z mnożeniem zamiast dodawania)

tak, czy inaczej polecam na wolny kwadrans
to prosta matematyka (6+? nie jestem pewna, dodajemy w zakresie do 30...) i lekcja przyrody (tu absolutnie dla każdego!) w naprawdę przyjemnym wydaniu




2.

Z kwiatka na kwiatek


to nieco bardziej zaawansowana gra rodzinna
 
'słodkie' grafiki, heksy z kwiatami i kolorowe figurki motyli działają jak magnes na przedszkolaki 
niestety - to nie dla nich! niech sobie poukładają ogródek, poćwiczą motorykę, dopasują kolory... lecz pełne zasady pojmą dopiero nieco starsze dzieci (ale czy koniecznie 10+? tu z kolei chyba obniżyłabym próg o jakieś dwa lata - wystarczy umieć mnożyć w zakresie do 30)

w trakcie gry kolejno wybieramy z dostępnej puli podwójne żetony-kafelki z kwiatami i dokładamy do swojego poletka
wyzwanie polega na umiejętnym powiększaniu ogrodu tak, by barwne rabatki przynosiły jak najwięcej punktów (za iloczyn kwiatów i motyli)
kwiatki sadzimy, z drobnymi wyjątkami na starcie, gdzie chcemy, ale motyle są już bardziej wybredne - wybierają tylko wolne rabatki w swoim kolorze
w trakcie gry warto tworzyć oddzielne stanowiska z motylkami, a następnie łączyć je w większe rabaty
dodatkowy wariant wprowadza karty (ładne i zabawne, btw, ale dziwnie "nierówne" pod względem wartości, mocno różnicujące wyniki, a pojawiające się wszak losowo...), pozwalające na drobne przetasowania lub na różne sposoby modyfikujące końcową punktację

to bardzo sympatyczna gierka, łącząca znane mechaniki i 'cukierkowe' grafiki w świeżą, "wiosenną" całość
gra się przyjemnie, trochę kombinuje i z niecierpliwością czeka na losowanie płytek i motylków,
ale...
osobiście po każdej rozgrywce odczuwałam pewien niedosyt (jak to, już? tylko tyle?),
z kolei dzieci (graliśmy latem w klubie z uczniami klas 1-3) gra specjalnie nie wciągnęła - zagrały, ale nie chciały powtórek być może dlatego, że miały do wyboru bardziej emocjonujące "To jest napad" 
 i "7 złotych miast"?
recenzja pozostaje zatem otwarta, bez podsumowującej opinii
może jeszcze kiedyś uda mi się tym 'motylkom' ponownie przyjrzeć?
 
 

"Z kwiatka na kwiatek" przyjechało gościnnie do Klubu Grajmy! w Grudziądzu z Naszej Księgarni, zaś "Kotek..." będzie tam stałym bywalcem dzięki wydawnictwu Zielona Sowa - dziękujemy :)


 
__ 
* nic nie mam do balonów, ale "klimacik" nurkowania po skarby to dla mnie jedna z ważnych zalet tej gry - aż miło wspomnieć... >>KLIK<<

Czytaj dalej

wakacje, których nie było (2021)

Syn Starszy pod koniec sierpnia stwierdził, jakoby nigdzie nie był na wakacjach...

"gdzieś" wszelako bywał z bratem widywany!



 


   

Mikoszewo, Świbno, Kąty Rybackie, Grudziądz (Klimek), gmina Dragacz (eskapada), Malbork, Susz, Tleń, Osie, Myślęcinek (ZOO,park), Solec Kujawski (Jura Park), Żuławy (tour), Chełmża, Papowo Biskupie, Bajerze, Mełno-Gruta-Boguszewo, Tryszczyn, Westerplatte, Węgrowo, Kielecczyzna >>KLIK<<...





o spacerach i rowerach, 'naszych' lasach i jeziorach nie wspominając!

ale mamo, chodzi o takie, wiesz... Lizbona, albo Sztokholm...

a, no to tak...
nigdzie tego lata nie byliśmy :)
Czytaj dalej