Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7 gier w 7 dni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7 gier w 7 dni. Pokaż wszystkie posty

Bystre oczko - zestaw 101 zastosowań

po długiej serii gier dla starszaków, przedstawiamy dziś zabawkę dla maluchów
tym razem zasady nie przewidują rozgrywki, która ma szanse wciągnąć starsze rodzeństwo i rodziców, ale pozwalają za to konkurować o tytuł najbardziej spostrzegawczego z całą przedszkolną grupą :)

Bystre oczko


to zestaw złożony z czterech dwustronnych plansz i 210 małych plakietek z obrazkami po jednej i podpisami po drugiej stronie
i tyle?
wystarczy - każda kreatywna wychowawczyni lub mama wie, jak wiele możliwości zastosowania dają tak proste elementy!
pozostałym podpowie zaś instrukcja, w której wydawca proponuje 8 gier z wykorzystaniem kafelków i odpowiednich "podkładek"


wypróbowaliśmy wszystkie, czyli:
  • Bystre oczko - jak najszybsze wypatrywanie ilustracji z wylosowanego kafelka na planszach
  • Zgadula! i Skojarzenia - odgadywanie i/lub wyszukiwanie obrazka na podstawie opisu z kartonika wylosowanego w tajemnicy 
  • 3 x Bingo obrazkowe - zakrywanie wylosowanych obrazków na swojej planszy w różnych wariantach 
  • Sokole oko - wypatrywanie ilustracji na własnej i cudzych planszach
  • Niby - lotek - zależne od szczęścia kompletowanie zestawu 6 ilustracji z danej podkładki


a także wiele innych - jak na przykład tworzenie własnych historii do wylosowanego zestawu obrazków lub kompletowanie zbiorów z jedną/dwiema/trzema cechami wspólnymi


zabawy wymagające większej koncentracji lub użycia  wyobraźni podobały mi się bardziej, typowo losowe mniej, ale sądzę, że wszystkie mogą być bardzo rozwijające dla małych dzieci

ilustracje są bardzo kolorowe i przedstawiają zwierzęta, rośliny, postaci oraz przedmioty z zakresu zainteresowań najmłodszych dzieci, które mogą się podczas gry nie tylko uczyć cierpliwości i zachowywania skupienia, ale także nowych nazw, szeregowania według dowolnego klucza, a te nieco starsze także czytania


myślę, że mimo wieku Janka, zdecydowanie przewyższającego minimalny wymóg 3+, znajdziemy dla tej gry jeszcze wiele innych twórczych zastosowań, a dzięki wykonaniu z trwałej tektury, za jakiś czas sprawi wiele radości kolejnym przedszkolakom


mam całkiem sporo pomysłów na wykorzystanie tych ponad 200 kartoników z obrazkami, ale będę wdzięczna za wszelkie podpowiedzi - pomożecie skompletować pełną listę 101 pomysłów?


 


Czytaj dalej

Pędzące żółwie, czy Pędzące ślimaki - co wybrać?

pytanie zawarte w tytule stawiało (lub stawia, albo może będzie stawiało) sobie liczne grono graczy, którzy szukają przyjemnej, niebanalnej gry dla młodszych i starszych, a co nieco słyszeli już o "błyskawicznych" bestsellerach Knizi i Egmontu

osobiście nie miałam żadnego problemu z decyzją o zakupie Pędzących żółwi
cóż, Pędzących ślimaków jeszcze wtedy nie było :D

dzisiaj mamy obie te gry (bardzo polecam takie rozwiązanie dylematu!), napiszę więc dwa słowa o obu, czy to coś komuś jednak ułatwi - nie ręczę...

na pierwszy rzut oka wyglądają całkiem podobnie


zgrabne, nie za duże pudełka, ta sama przewidywana długość rozgrywki (ok. 20 min.) i dopuszczalna liczba graczy (2-5), podobna sugerowana granica wieku (dla ślimaków odrobinę wyższa - 6+, moim zdaniem słusznie, do czego jeszcze wrócę)

wewnątrz dalszy ciąg analogii - prosta plansza z niewielką liczbą pól, drewniane pionki w 5 kolorach, karty/kartoniki służące losowemu przyporządkowaniu pionów graczom...
ale też całkiem sporo różnic

Pędzące żółwie

wysoko postawiły poprzeczkę rozwiniętej później serii - zdobyły renomę gry oryginalnej, prostej, ale nie trywialnej, zasłużyły na uznanie zarówno graczy dorosłych, jak i dzieci
kluczowe zalety tej gry to jasne, czytelne zasady, które można wytłumaczyć w kilka minut, radosna dynamika rozgrywki, element niespodzianki, bardzo szeroka grupa docelowa (podoba mi się określenie "unisex&uniage", które idealnie tu pasuje)

w skrócie:
  • niezależnie od liczby graczy, na starcie staje zawsze 5 żółwi
  • każdy gracz w tajemnicy losuje kolor swojego pionka i otrzymuje 5 kart, wskazujących sposoby poruszania poszczególnych żółwi do wyboru - będzie uzywał po jednej i dociągał, by mieć zawsze pieć 'na ręce'
  • w trakcie wyścigu, kolejno ujawniając wybrane karty, przemieszczamy zawodników do przodu (o 1 lub 2 pola) lub do tyłu, przy czym, co najciekawsze, mogą to być żółwiki każdego (czasem podanego na karcie, czasem dowolnie wybieranego) koloru - własny, cudzy lub nie należący do nikogo
  • dodatkową atrakcją jest możliwość piętrowego ustawiania pionków na jednym polu i dalszego przesuwania ich w formie kolorowej wieży  
// jeśli taki skrót to za mało, opisów zasad jest w internecie mnóstwo, kilka pojawiło się także w ramach projektu Grajmy! - linki znajdziecie na liście naszych recenzji i propozycji, polecam :) //

fakt, że wybierając jedną z kart decydujemy, "kogo" i jak ruszamy, by jak najszybciej doprowadzić do mety własnego żółwia nie zdradzając przy tym, który zacz, dodaje rozgrywce emocji, które łatwo udzielają się tak małym, jak dorosłym graczom
ci pierwsi mają przy tym świetną okazję, by nauczyć się blefować, drudzy kombinują ile wlezie, żeby wywieść w pole przeciwników
losowy dociąg kart wcale nie przeszkadza przy tym zmyślnie, strategicznie kombinować
a że wygrywa się często "wożąc się" na cudzych plecach? nie doszukiwałabym się tu na siłę niewychowawczych treści...  
"...żółwie" gwarantują świetną zabawę dla całej rodziny


nie lubię uogólnień, ale tym razem zaryzykuję stwierdzenie, że każdy kto miał okazję poznać "Pędzące żółwie" powie to samo - najfajniejsze jest w nich to, że włażą sobie nawzajem na plecy!
w związku z powyższym pierwsza reakcja na "...ślimaki" często sprowadza się do: łe, nie jeżdżą na sobie? szkoda :(
a co robią? - zapyta jednak niejeden nie zrażony pierwszym rozczarowaniem ciekawski planszówkowicz 
istnieje duża szansa, że odpowiedź: przepychają się wystarczająco zachęci go do rozgrywki

Pędzące ślimaki 

ich 'jesienna' plansza podoba mi się bardziej niż łąka, na której ścigają się żółwiki


instrukcja jest tu już odrobinę dłuższa, ale nadal bardzo prosta i przejrzysta, poparta czytelnymi przykładami 

  • podstawowa zasada "przyznawania" zawodników w tajemnicy pozostaje w mocy - tym razem każdy ma jednak aż dwa swoje ślimaki, startuje ponownie cała piątka
  • nowość w porównaniu do "...żółwi" stanowią kolorowe kostki, których wskazania determinują ruch na planszy oraz grzyby (narysowane na planszy) i grzybki (żetony-punkty)
  • prócz ostatecznego celu otrzymujemy możliwość zdobywania dodatkowych punktów w czasie wyścigu - w przypadku "wylądowania" na grzybku (1 pkt) lub spotkania pionków na jednym polu (ślimak "dobiegający" przesuwa te, które wcześniej się tam znajdowały na wcześniejsze pole, a sterujący nim gracz otrzymuje żetony odpowiadające liczbie zepchniętych pionków)
  • na koniec dodatkowo 5, 2 lub 3 punkty otrzymuje właściciel najszybszego, drugiego z kolei oraz uwaga! najwolniejszego ślimaka
  • ostatecznie zwycięzcą zostaje gracz, który zebrał najwięcej "grzybków"
// recenzji "...ślimaków" pojawiło się wśród naszych recenzji i propozycji w Grajmy! nawet więcej niż "..żółwi" - zachęcam do klikania po pełniejsze wyjaśnienia reguł gry) //

ślimaki okazały się równie szybkie jak żółwie
zasady daje się równie sprawnie wyjaśnić, a partia trwa krótko
konieczność "ogarniania" jednocześnie dwóch zawodników i łączenia możliwie wielu korzystnych strategii (szybko/wolno, wdawać się w interakcje/pędzić do mety, przyspieszać własne/spowalniać cudze pionki) i podejmowania sprawnych decyzji przy każdym kolejnym rzucie kostkami wymaga jednak od graczy odrobinę więcej elastyczności i doświadczenia
(stąd lepiej będą sobie z nią radzić sześcio- niż pięciolatki - co potwierdza sugerowana granica wieku i moje doświadczenia "na przedszkolakach")
dorośli mają okazję zmierzyć się z dziećmi jak równy z równym, albo pobawić we wzajemne podstawianie sobie nogi (sic!) w starszym gronie traktując "Pędzące ślimaki" jako rozgrzewkę lub przerwę między poważniejszymi tytułami
ja nie mam im nic do zarzucenia

a Wy? wolicie "...żółwie", czy "...ślimaki"?

wybór nie jest łatwy, a utrudnić może go jeszcze fakt, że w ramach "serii" pojawiły się także "Pędzące jeże"...
niezdecydowanym polecam stworzenie własnej, alternatywnej wersji - u nas pojawiły się na przykład "Pędzące króliki" :)

w ostateczności pozostaje jeszcze zawsze wybranie dla siebie zupełnie innego tytułu, z przebogatej bazy linków zgromadzonych w ramach:
 

Czytaj dalej

Kierunek Polska. Pokaż to! - gra nie tylko do nauki geografii

ha! kolejna gra :)
ale tym razem, dla odmiany, zacznę opis od końca

no, może nie tak zupełnie, bo najpierw, jak zwykle, trzeba otworzyć pudełko...


nie zaczynamy jednak zabawy od przeczytania instrukcji od początku, od razu sięgamy na ostatnią stronę, a zamiast po pionki, planszę-mapę i tekstowe karty zadań - po bajecznie kolorowe karty z obrazkami
chociaż bowiem "Kierunek Polska. Pokaż to!" opisana jest jako przeznaczona dla dzieci w wieku 6+, w wersji podstawowej bywa wymagająca nawet dla dorosłych, natomiast jeśli tylko odwrócimy planszę i wybierzemy "tryb": PODOBIEŃSTWA, świetnie będą się przy niej bawić nawet kilkulatki

w tej wersji spośród kilkudziesięciu kart z ilustracjami losujemy 6 i staramy się dostrzec miedzy nimi wspólny element - im więcej kartoników połączy wypatrzony szczegół, tym lepiej, bo zabieramy dla siebie je wszystkie, a wygrywa ten, kto po serii takich akcji będzie miał ich najwięcej


opisanym wyżej sposobem możemy spokojnie grać już z dziećmi nie potrafiącymi czytać, albo potraktować zabawę jako rozgrzewkę przed poważniejszą wersją podstawową
tu na wykorzystanie czeka więcej elementów:


przedmiotem gry jest pokazywanie na kartach i planszy swoich haseł tak, żeby odgadli je inni gracze, na zmianę z rozszyfrowywaniem cudzych podpowiedzi
każdy w swojej turze korzysta ze znaczników w jednym kolorze ("żetony wskazania", 5 sztuk) oraz/lub losowo dobranych kart z talii obrazków (max. 5), by opisać jedno z trzech słów - głównie nazw geograficznych, rodzajów zwierząt lub legendarnych bohaterów - które wybiera spośród trzech umieszczonych na dociąganej na bieżąco karcie
przedstawiając hasło nic nie mówimy, możemy za to wybrać i wskazać (znacznikiem) element na posiadanej (wyłożonej) karcie z ilustracją, miejsce na mapie oraz pole (lub pola) kategorii wyrysowane u dołu planszy [do wyboru jest ich 10: coś dużego/coś małego, zwierzę/postać/miejsce/legendarny stwór, pod ziemią/pod wodą/w lesie/w chmurach]

na prezentację/odgadywanie mamy minutę (teoretycznie, bo czasomierza nie załączono, a i w praktyce okazywało się to nie mieć większego znaczenia), a punkty zdobywamy oczywiście za trafną odpowiedź (3) oraz skuteczne przedstawienie swojego hasła - 1, 2 lub 3- tym więcej im mniej znaczników zostało do tego celu wykorzystanych


zasady jasne? niby nic prostszego, jak zacząć grać...
u nas kłopot zaczął się, gdy sześciolatek wylosował pierwszą kartę z hasłami:
Pustynia Błędowska/Platan Olbrzym/Król Sielaw - ha! sama miałabym kłopot z wyborem i skutecznym opisem jednego z nich (w ciszy, przy użyciu maksymalnie pięciu podpowiedzi, przypominam)
wśród pozostałych na większości zwykle znajduje się przynajmniej jedno łatwiejsze (teoretycznie) słowo, mam wrażenie, że ciągle jednak dla dziecka u progu edukacji szkolnej nie są to zestawy łatwe 
z jednej strony, dobrze, bo może się dzięki temu czegoś nowego nauczyć, z drugiej - istnieje duże prawdopodobieństwo, że do przedstawienia będzie zawsze wybierać hasło najprostsze i skutecznie odgadywać jedynie oczywiste, maksymalnie uproszczone opisy 
warto chyba podążyć za wskazówką twórców i zawczasu przygotować sobie własne zestawy dodatkowych haseł *

*takie są w każdym razie nasze doświadczenia z początków "testowania" tytułu - postaram się zaktualizować informacje w miarę zbierania kolejnych 
   

do niekwestionowanych zalet gry należy barwna i trwała plansza z czytelną mapą, która skutecznie zachęca młodszą młodzież do poznawania geografii naszego kraju i wyszukiwania znajomych lokacji 
podoba mi się też pomysł na zestaw kart "pomocniczych" - abstrahując od ich losowej przydatności w klasycznej rozgrywce, myślę że warto docenić ich ciekawe wykonanie i wielki potencjał
obrazki są z jednej strony ciekawe dla dzieci - kolorowe, pełne znajomych, prostych, powtarzalnych motywów, z drugiej - bardzo różnorodne, skomponowane w oryginalne połączenia, dające wielkie pole do popisu dla wyobraźni
aż się prosi o alternatywne wykorzystanie tej talii, ot, choćby jako bazę do tworzenia niewiarygodnych opowieści, albo "Dixit Junior" :) 
kciuk w górę dla duetu grafików: Wojciech Stachyra + Paweł Zaręba

na koniec -
karty z hasłami można, według trzeciego pomysłu zamieszczonego w instrukcji, wykorzystać także do zabawy w kalambury
bardzo chciałabym zobaczyć, jak ktoś pokazuje Bieszczadzki Park Narodowy, łazienki Królewskie, albo Śnieżne Kotły! czekam na ochotników, którzy podejmą się wyzwania :)


tymczasem wpis zgłaszam jako nasze 3/7 w ramach akcji:



Czytaj dalej

harce na hali, czyli Owce na wypasie

dziś u nas na stole gra logiczna, czy jak kto woli "strategiczna", złożona z niewielkiej liczby elementów i całkowicie pozbawiona losowości
dla niektórych pewnie brzmi nudno?
zerknijcie chociaż na pudełko i dajcie jej szansę - zobaczycie, że jednak jest wypas :)

Owce na wypasie

nie tylko na pierwszy rzut oka wyglądają świetnie
w zachęcającym barwną, radosną grafiką pudle znajdujemy porządną wypraskę (ważny plus!), utrzymującą w porządku dobrej jakości, trwałe elementy,
czyli
cztery zestawy grubych, bakelitowych żetonów z wizerunkami owiec w czterech kolorach
oraz 16 elementów planszy, złożonych z 4 sześciokątnych pól każdy    


w zasadzie od odpakowania, do pierwszej rozgrywki nie powinno minąć więcej niż kilka minut
reguły są jasne i przejrzyste, próg wejścia (czyli wymagane wcześniejsze doświadczenie / bazowe umiejętności "planszówkowe") praktycznie nie istnieje - po prostu siadamy i gramy
zwykle jednak przygotowania trwają dłuższą chwilę...
po prostu każdy (każdy! nasze starsze przedszkolaki w takim samym stopniu jak ich rodzice) chce sobie najpierw dokładnie pooglądać żetony, na których każda owieczka stroi inną minę :D

w końcu jednak rozkładamy planszę 
za każdym razem jej układ może być inny, ponieważ zależy od liczby graczy (od 2 do 4) i ich wyobraźni 
kolejno dokładamy elementy pastwiska tworząc nieregularny kształt złożony z zielonych heksów, który będzie areną naszych zmagań 
w wybranych miejscach na obrzeżach ustawiamy swoje stada - każde w postaci jednokolorowego wysokiego stosu 
i zaczynamy!

celem gry jest optymalne rozmieszczenie swoich owiec - tak, by każda miała jeden sześciokąt hali tylko dla siebie
przemieszczać stada można dowolną liczbę żetonów na raz i w każdym kierunku, ale jednorazowo tylko z jednego swojego stosu (a stopniowo robi się ich coraz więcej), jedynie po linii prostej i zawsze do końca dostępnej drogi, pamiętając, że nie można przeskakiwać żadnych owiec
jasne?
hmm, w instrukcji wyjaśnione jest to naprawdę dobrze...
może coś rozjaśni obraz pola gry po 2 ruchach owieczek czarnych i niebieskich i jednym - białych? 


cóż, nawet jeśli jednym zdaniem nie tak łatwo oddać zasadę gry, wystarczy krótki pokaz, żeby zrozumiały ja nawet przedszkolaki
te znajome, nawet jeśli jeszcze nie grają równie "rozmyślnie" (a na pewno nie tak złośliwie!) jak ich starsi bracia i rodzice, wciągnęły się raz-dwa!


ostatecznie, to bardzo nieskomplikowana gra...

w czym więc tkwi fenomen "Owiec..."? prostota zasad absolutnie nie równa się banalności rozgrywki!
pewnie, że można po prostu sobie rozstawiać kolorowe, uśmiechnięte owieczki [i w sumie już jest fajnie, szczególnie jeśli ma się 5 lat :)], ale wbrew pozorom da się też nieźle pogimnastykować szare komórki próbując optymalnie rozmieścić swoją gromadkę
szczególnie, że ktoś inny (albo kilku ktosiów), dążąc do podobnego celu, kładzie nam ciągle swoje owce pod nogi, a wielka połać dostępnej trawy szybko zaczyna się kurczyć i okazuje się, że wcale nie musi jej starczyć dla wszystkich...


nauka planowania, przewidywania ruchów przeciwnika i dostępnych w następnym kroku możliwości oraz konieczność skupienia przy planszy nie muszą (a nawet nie powinny!) wykluczać dobrej zabawy i miłego oku wykonania gry
w przypadku "Owiec na wypasie" mamy to wszystko w jednym

oraz, że powtórzę: naprawdę świetne, brzęczące i niemal niezniszczalne żetony z zabawnymi owieczkami, do wykorzystania na setki sposobów w innych zabawach - jako kółka, pionki, liczmany, pieniążki...
inwestycja warta swojej ceny


zachęcamy:
w ramach wyzwania 7 gier w 7 dni



a że w tym temacie, w pewnej innej sporej hali - na Festiwalu Gramy! w Gdańsku - zaszalał nasz znajomy, wygrywając turniej w "Owce na wypasie", przy okazji gratulujemy: brawo Adam! :D

Czytaj dalej

Capital - gra 10+ w rękach przedszkolaka

J. zdaje się powoli dorastać do coraz ciekawszych planszówek, a pięknie rozwijający się projekt Grajmy! otworzył przed nami nowe możliwości zapoznawania się z interesującymi tytułami
w domu zaczęło przybywać gier, a że wieczory mamy już długie, coraz częściej zdarza nam się spędzać je przy planszy
jednocześnie motywacja do ich opisywania stała się ostatnio jakby mniejsza...

pora wziąć się do (blogowej) roboty! 
skwapliwie korzystam więc z okazji i odpowiadam na wezwanie - wyzwanie Ilony, autorki bloga Kreatywnym okiem: 


Czytaj dalej