Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty

Minecraft - podręczniki

czytaliście już u nas o Minecrafcie?
nie? ale wiecie, co to jest...?
na wszelki wypadek odsyłam do wcześniejszych wpisów, gdzie książkowe polecajki poprzedza należyty wstęp na temat tej modnej gry komputerowej (>>KLIK<<)

J., nie odbiegając od aktualnych nastoletnich standardów, oczywiście w Minecrafta grywa i stara się być na bieżąco z trendami oraz możliwościami jakie oferuje
wiem, że inspiracje znajduje się dziś głównie na YouTube, ale powiedzmy, że jestem trochę starej daty, więc gdy zobaczyłam w zapowiedziach książkowych wznowienie serii "poradników", nie mogłam się powstrzymać...
nawet gdyby miały być tylko zbiorem screenów z opisami kanciastą czcionką (a już wiem, że nie są!), trzeba czasem dzieci odciągnąć od ekranu
zamówiłam dwa* - "Minecraft. Podręcznik przetrwania" oraz "Minecraft. Podręcznik czerwonego kamienia"


z tego co udaje mi się podejrzeć i zrozumieć, synJ. najchętniej rozwija transport alternatywny i tworzy działające mechanizmy w ramach rozbudowy lokalnej infrastruktury ŚwiataZKostek
od dawna twierdzi, że najciekawszy w Minecrafcie jest redstone, który daje możliwość kreatywnego projektowania na granicy programowania aktywnych konstrukcji
tryb przetrwania nie wzbudza takiej fascynacji, ale, jak twierdzi, też ogarnia

zgodził się zostać konsultantem-recenzentem obu pozycji ;)

Minecraft. Podręcznik czerwonego kamienia

Dzięki (tej książce) wyniesiesz swoją kreatywność i umiejętności twórcze na wyższy poziom. To jedyna rzecz, której potrzebujesz, aby ujarzmić moc tego budulca!

Naucz się jak budować urządzenia z wykorzystaniem czerwonego kamienia, które nadadzą twojej grze nowy wymiar – począwszy od systemów bezpieczeństwa, zdolnych ochronić twoją bazę, aż po automaty wydobywcze… i wiele, wiele więcej!

- tyle szumnych okładkowych zapowiedzi

co o treści sądzi J.?

podoba mi się ten podręcznik!
jak ktoś jeszcze nie zna czerwonego kamienia to taka książka może mu się przydać, żeby poznać podstawy i rozwinąć umiejętności 
ale jeśli ktoś już używa redstone'a, też znajdzie kilka przydatnych ciekawostek 
P. by się z niego na pewno ucieszył 

większość moich projektów opiera się na bramkach logicznych, tak mam zrobiony mój szyfr (którego nie podam)
szlamowe mechanizmy napędowe rozwiązałem trochę inaczej, z tłokami do środka, ale te też mogą działać...
teraz dla mnie najciekawsze są komparatory dowiedziałem się, że mają dodatkowe funkcje (oprócz porównywania sygnałów, odejmują sygnał z boku od tego z tyłu, zależy które światła mają zapalone)
tylko nadal nie mam pomysłu jak to wykorzystać... może zrobię coś podobnego do selektora z tej książki?
i przeczytałem, że półbloki działają (przewodzą sygnał) jak drabinka - tego nie wiedziałem!
ale znalazłem jeden błąd 
w opisie pomylono działanie torów zasilanych i torów aktywacyjnych**

well, jeśli chodzi o tory, to ja mu wierzę...
myślę, że pozytywnej opinii na temat wartości treści też można zaufać 

mnie przekonuje także końcowa porada autorów:
"Nigdy nie lekceważ tego, czego możesz się nauczyć grając bez pomocy innych! Kombinuj, eksperymentuj, niszcz, naprawiaj - projekt po projekcie, a już wkrótce zostaniesz ekspertem od czerwonego kamienia"
nic tylko przejrzeć, przemyśleć i... działać!

Minecraft. Podręcznik przetrwania

według wydawcy

Można się z niego dowiedzieć, jak korzystać z interfejsu gracza, zdobywać pożywienie, warzyć mikstury, zaklinać broń i zbroje oraz jak zebrać potrzebne surowce, zrobić najlepszy ekwipunek i obronić się przed wrogimi mobami. Na koniec przedstawione są dziwne i groźne wymiary Netheru i Endu! Porady ekspertów pomogą w nich przeżyć. Ta książka zdradzi wszelkie tajniki trybu przetrwania niezbędne do odniesienia sukcesu.

w opinii J. - zawiera właściwie same najbardziej oczywiste podstawy
jak się tego nie wie, to po prostu nie da się przetrwać - mówi
czyli może stanowić pomocny podręcznik dla graczy? dałbyś koledze, który lubi tryb przetrwania?
nie bardzo... raczej każdy, kto gra w tym trybie na pewno to wszystko już i tak rozumie
a o najlepszych trikach nie wspomnieli, np. ja polecam używanie drzwi do eksploracji głębin!
dla kogo więc ta książka?
dla całkowicie początkujących
zupełnie bez doświadczenia 
może dla Ciebie, mamo, albo dla babci? 
albo jakiegoś sześciolatka...

no, to wiecie już, w czyje ręce u nas trafią minecraftowe podręczniki

a u Was?

__

* egzemplarze recenzenckie przekazało wydawnictwo HarperKids, dziękujemy

** mam nadzieję, że nic nie pomieszałam notując.. 

Czytaj dalej

Minecraft uczy i łączy

coraz więcej tu u nas wpisów na temat Minecrafta (patrz odpowiednia zakładka>>KLIK<<)
nie ma co się dziwić - gra jest ważnym elementem codzienności J., jego kuzynów i kolegów 

sam fakt spędzania przez dzieci czasu w cyfrowej "rzeczywistości" można z pewnością różnie oceniać, ale jeśli tylko nie będzie to ciągłe siedzenie przed ekranem, "świat" Minecrafta jest według mnie naprawdę nie najgorszym wyborem
szczególnie, że gra bardzo łatwo przenosi się do trybu offline...


każde spotkanie znajomych 9- 10- i (dopiero co) nastolatków prędzej czy później kończy się rozmową na tematy związane z sześcianikowym uniwersum
kto co ostatnio odkrył, jakie mechanizmy uskutecznił, dokąd poniosła(-y?) go elytra...
jak się okazuje, pole do popisu jest bardzo szerokie: J. zaimplementował tam nawet swoją sztandarową pasję, tj. buduje i automatyzuje trasy kolejowe dla przewozu surowców ;)

trudno wyobrazić sobie (skuteczne) oko wtrącenie się w dziecięce dysputy z propozycją rozwiązania kilku zadań z matmy, prawda?
a z Minecraftem się da!
wiem z własnego doświadczenia z 

Minecraft Matematyka Megazadania



mowa o aktywizujących książkach z zadaniami dla uczniów w wieku 7-12 lat, w których wyzwania matematyczne łączą się z przygodą w ulubionym otoczeniu

wraz ze znanymi bohaterami wędrujemy przez kolejne biomy, walczymy z wrednymi mobami, gromadzimy surowce
podczas wyprawy niepostrzeżenie przyswajając arytmetykę i geometrię
dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie, sposoby na obliczanie pola, ułamki, jednostki miar, pojęcie czasu i pieniędzy, szacowanie objętości itd., itp., utrwalają się same!




na temat pozytywnych aspektów grania w Minecraft oraz wpływu tegoż na rozwój kompetencji matematycznych napisano już wiele (na przykład tu >>KLIK<<)
nie ma co się rozwodzić - być może coś w tym jest, a jeśli nie, na pewno fascynacja młodzieży grą, jest kluczem do zainteresowania jej zbiorami zadań, o których tu mowa
z kolei same książki, w przeciwieństwie do niektórych podręczników, mają tę zaletę, że potrafią owo zainteresowanie podtrzymać - poprzez blokowe (sic! ;) ) przedstawianie zagadnień w formie ciągłej przygody w danym zakresie materiału oraz systemu nagradzania w postaci zbieranych "klejnotów"

klucz do samokontroli prawidłowości rozwiązań znajduje się na końcu książki, więc do pracy z nią nie potrzeba dorosłego - zakładając, że dziecko posiada pewne podstawy...
nauczyciele wszakże, też mogą z minecraftowych megazadań korzystać! na start (w klasach 1-3) powstał nawet odpowiedni scenariusz lekcji matematyki (>>KLIK<<)


na koniec, abstrahując od wartości merytorycznej, Minecraft Matematyka Megazadania to u nas po prostu ciekawy pomysł na przekierowanie uwagi z ekranu na papier i szlifowanie umiejętności w ciekawej oprawie
tego z pewnością nie da się serii odmówić - niezależnie od tomu (w serii jest 6) przyciąga uwagę młodych minekrafterów i prowokuje do dyskusji

a wspólne chwile nad książką - bezcenne :)



za "Minecraft. Matematyka. Megazadania", dziękujemy wydawcy - HarperKids*
*na stronie wydawcy można "zajrzeć do książki" i poznać przykładowe zadania dla konkretnego przedziału wiekowego




Czytaj dalej

MINECRAFT(ing) - playing, creating, reading

nie ma co udawać, choć rzadko o tym piszę, nie żyjemy w "analogowej bańce" i całkowitym oderwaniu od cyfrowej rzeczywistości
prócz książek i planszówek wieczory często urozmaica nam Netflix albo Steam, a komunikatory i gry w sieci stanowią element relacji towarzyskich...

w związku z powyższym, oboje z J. dobrze wiemy również, co to Minecraft

dla jasności: 
jest to gra komputerowa o charakterystycznej grafice, w której trójwymiarowa przestrzeń wypełniona jest elementami tworzonymi na bazie sześcianów
gracze mogą budować i niszczyć fragmenty tego świata, gromadzić kostki-surowce, produkować przedmioty, czy walczyć, realizując cele odpowiednie dla różnych trybów rozgrywki (jak tryb przygodowy, tryb kreatywny, tryb przetrwania itd.)

Minecraft w przeciągu zaledwie kilku ostatnich lat stał się niesamowicie popularny wśród dzieci i młodzieży

co ciekawe, okazuje się, że szczególnie lubią go osoby z zamiłowaniem do matematyki, a nawet podobno stwierdzono korelację pomiędzy wyższą niż przeciętna inteligencją i zamiłowaniem do spędzania czasu w tym uniwersum
mówi się także - choć to może tylko slogany, w które chcemy wierzyć my, rodzice - że rozwija kreatywność, uczy współpracy i nieszablonowego myślenia, a dla wielu młodych graczy stanowi wstęp do nauki programowania

jedno jest pewne - zapalonych graczy książki związane z Minecraftem skutecznie zachęcają do czytania!
i dlatego przedstawiam tu dziś dwie pozycje, które za chwilę trafią w najlepsze ręce, by, mam nadzieję, na gruncie wielkiej pasji pomóc utrzymać również zainteresowanie słowem pisanym :)

Minecraft. Krach w kodzie!

zamówiłam dla E., który "wsiąkł" w opowieści o przyjaciołach przeżywających minecraftowe przygody w serii książek „Kroniki ze Stonesword”

Książka opowiada dalsze przygody Morgana, Harper, Po, Jodi oraz Theo, czyli bohaterów znanych z „Kronik z Woodsword”. Bazująca na najpopularniejszej grze wszech czasów nowa seria powieści zabierze grupkę przyjaciół w jeszcze bardziej niesamowitą przygodę do świata Minecrafta.

to świetna sprawa widzieć, jak ktoś nie wybiera się w odwiedziny, nie spakowawszy czytanej akurat powieści!
o czym będzie mógł czytać dalej?
(uwaga spoiler!)

Ktoś, albo coś, zmieniło w kamień Króla Przywoływaczy. Nowy gracz – Theo – dołącza do zespołu, by przywrócić ich byłego wroga do normalności. Chłopiec zna się na kodowaniu jak mało kto, ale czy jego umiejętności okażą się wystarczające?

mam nadzieję, że nowa saga też się spodoba :)

z kolei dla P., który według swojego kuzyna jest najbardziej zaangażowany w poszukiwanie nowych rozwiązań w świecie gry, mam

Minecraft. Podręcznik kreatywności

to podobno "jedyna książka, której potrzebuje, aby nadać nowy wymiar swoim zdolnościom"

oto jak zachęcają do lektury jego autorzy:

Dowiedz się krok po kroku, jak wznosić pierwsze budowle, w jaki sposób je oświetlać, jakie są style budowlane i jak stosować różne blokowe triki. W naszym podręczniku znajdziesz też rady prosto od ekspertów w budowaniu, które z pewnością cię zainspirują!
mnogość kosteczkowych projektów, rysunków i podpowiedzi na stronach tej książki mnie nieco oszołomiła, ale dla zaangażowanych projektantów wydaje się być niezłym źródłem natchnienia i motywacji
gdzieniegdzie pojawiają się tu też możliwe do zastosowania skróty, czy komendy, które być może przydadzą się miłośnikom tworzenia własnych rozwiązań i mechanizmów

P.! wiem, że to nie redstone, ale o tym też jeszcze czegoś poszukam ;)


oba tytuły zostały przygotowane we współpracy z producentami gry Minecraft, jako produkt oficjalny
dzięki, HarperKids!

ilustracja tytułowa i konsultacja merytoryczna - J.N. 
dzięki, synu!
Czytaj dalej

książki pełne ciepła by Kiereś&Musierowicz

przyznam szczerze, że choć zaczytywałam się niegdyś w książkach Małgorzaty Musierowicz, niewiele szczegółów pamiętam z Jeżycjady
w porównaniu z fantastyką, reportażami z podróży, czy literaturą faktu, z którymi ją przeplatałam, były to takie (bez urazy) "książki o niczym" - z mniej wartką akcją, zwyczajniejszymi bohaterami...
ale rodzinna atmosfera, optymizm, radosne ilustracje i postaci, z którymi chciałoby się zaprzyjaźnić, pozostają w pamięci i nawet nieco zatarte wspomnienie tamtej lektury sprawia, że robi się cieplej na sercu
 
dziś młodzież w wieku 8-12 lat może doświadczyć tego samego, dzięki książkom Emilii Kiereś
 

znajdą w nich niezwykłe opowieści o zwyczajnym życiu dzieci takich, jak one

Srebrny dzwoneczek

nieśmiała dziewczynka wakacje przed pójściem do pierwszej klasy spędza u cioci za miastem
samodzielnie eksploruje ogród i sąsiedztwo, odkrywając przy okazji, że za sąsiadkę ma Prawdziwą Wróżkę
razem z Marysią uczymy się odstraszać szpaki dzwoneczkami, że pielenie grządek może dawać sporo satysfakcji, a zabawy na dworze zaostrzają apetyt
a także odkrywamy, że choć zarówno z kotami, jak i ludźmi czasem trudno się zaprzyjaźnić, to nie należy się zniechęcać pierwszym wrażeniem...

obrazu dopełniają sielskie akwarele Małgorzaty Musierowicz

"ciepła i pełna uroku" - tak pisze o tej opowieści w zapowiedzi wydawca
i cóż, taka właśnie jest :)

a w dodatku ma swój ciąg dalszy!

Złota gwiazdka

niespodziewanie, po bodajże ośmiu latach (podobnie w treści, jak rzeczywistości), autorka zdecydowała się ponownie zaprosić czytelników do domu cioci Ani
spotkamy tam tym razem nie tylko Marysię, która z nieśmiałej przed-szkolaczki stała się bystrą nastolatką i Antosia, czyli jej niegdyś oczekiwanego, a dziś całkiem wyrośniętego, samodzielnego młodszego brata
w komplecie wystąpią rodzice i ciocia, a także kolejny, zupełnie nowy, braciszek oraz, nadal "pozytywnie zakręcony", już-wujek Eryk i jego córka - Tereska
tym razem to Antek przeżywa trudne chwile i małe-wielkie przygody
samemu zmagając się z poczuciem odrzucenia, znajduje w sobie wiele empatii i zrozumienia dla trudnej sytuacji nowej koleżanki 
i robi wszystko, żeby nie była smutna w Wigilię 
bo strach i samotność najtrudniejsze bywają przed świętami...
na szczęście ta historia ma dobre zakończenie!
a także kilka bardzo radosnych scenek rodzinnych i ogólnie optymistyczny wydźwięk

ot, bożonarodzeniowa opowiastka, która jednak przywołuje uśmiech, a może nawet przywraca wiarę w magię świąt...?

 
warto podsunąć młodszej młodzieży!
tylko czy uda się na chwilę oderwać ich od powieści Kosika, Harrego Pottera, czy historii rodem z Minecrafta?
na pewno nie zaszkodzi spróbować :)


za egzemplarze dziękuję wydawnictwu HarperKids

Czytaj dalej

Sweetfreak

internet niesie tyleż możliwości, co niebezpieczeństw - wszyscy o tym wiemy

uczymy dzieci zasady ograniczonego zaufania,  rozwagi w nawiązywaniu wirtualnych znajomości, tworzenia 'mocnych' haseł  i filtrowania informacji

lista ostrzeżeń, zakazów i tym podobnych "czerwonych wykrzykników" jest długa, a rozwój mediów społecznościowych jeszcze ją wydłużył 
tu uważać trzeba także na słowa i kontrolować swoje emocje..

Sweetfreak

to fabularna opowieść o zwyczajnej nastolatce, której życie komplikują internetowy hejt, powierzchowne relacje i brak zaufania wśród najbliższych

w burzliwym czasie emocjonalnych zawirowań okresu dojrzewania bywa, że drobiazgi urastają do rangi nierozwiązywalnych problemów, a przesadne reakcje powodują lawinę kolejnych
Carey musi sobie poradzić z niesprawiedliwymi oskarżeniami, utratą przyjaciółki, odrzuceniem przez rówieśników, wykluczeniem ze szkolnej społeczności i 'szlabanem' na telefon
na własną rękę próbuje odnaleźć podszywajacego się pod nią autora okrutnych filmików, lecz wszystkie tropy prowadzą do nikąd
ta historia zdaje się zmierzać do tragicznego zakończenia...

"Sweetfreak" to powieść dla młodzieży, która może współczesnym nastolatkom pokazać, jak poważne mogą być konsekwencje ich działań w sieci,
przypomnieć, że za "profilami" ich znajomych kryją się prawdziwi ludzie,
a być może także uprzytomnić, że naprawdę warto określić sobie najważniejsze wartości i pielęgnować głębokie więzi

książkę przeczytałam błyskawicznie, ale z pewnym wahaniem przekazałam dalej - synowi lat 10+

sama odebrałam opowieść jako wartką, ciekawie umocowaną w rzeczywistości i nawiązującą do istotnych tematów, lecz momentami zdecydowanie zbyt 'holywoodzko' podkolorowaną
nie byłam pewna, jak przyjmie ją mój omc nastolatek
cóż, z pewnością dał się książce skutecznie wciągnąć i, nie domyslajać się zakończenia, trzymać w napięciu do końca
czy jednak wyniesie z treści jakąś naukę? oby!


za egzemplarz dziękujemy GWFoksal

Czytaj dalej

J. czyta sam, czyli książka dla dziewięciolatka

sporo tu wpisów dotyczących najnowszych gier planszowych i książek dla dzieci
nie da się ukryć, że wiele z nich otrzymuję do zaopiniowania bezpośrednio od wydawców, którym, choć pozostawiają recenzentom wybór co do opisywanych pozycji, siłą rzeczy (czyt. zgodnie z prawami rynku) zależy głównie na wpisach na temat nowości
dbając o to, by nasz mamojankowy blog nie zdryfował nadmiernie w kierunku często spotykanej w "parentingowej" blogosferze papki reklamowo-recenzenckiej starałam się jednak zawsze pokazywać również to, w co bawimy się, gramy i co czytamy z J. z własnej inicjatywy
dziś kolejny wpis z tej właśnie kategorii

krótki, bo główny zainteresowany, cóż, podobnie jak ja w temacie własnych lektur, uważa, że książki ciekawiej się czyta niż opisuje ;)
ale ważny, bo pokazujący osobiste preferencje czytelnicze dziewięciolatka, który czytać lubi, a przy tym coraz bardziej chce i coraz lepiej umie sam wybierać

ostatnio decydował m.in tak:


w centrum powyższej fotografii niekwestionowany hit ostatnich tygodni - przedstawiciel serii "Felix, Net i Nika"
z tego co zrozumiałam z licznych opowieści o treści (przyznaję, sama tylko przejrzałam) główne zalety tych powieści to wartka akcja i ciekawe połączenie realistycznego, bliskiego statystycznemu uczniowi polskiej szkoły tła z fantastyczną, pełną nowoczesnych wynalazków i "magicznych" rozwiązań fabułą, w której nie brak przygód, zagadek i elementów prywatnego śledztwa nastoletnich przyjaciół
po dotychczasowych reakcjach J. na "Magiczne krzesło" >>KLIK<<, "Kroniki Archeo" >>KLIK<< czy "Mazurskich w podróży" >>KLIK<<  nie jest żadnym zaskoczeniem, że nie poprzestał na pierwszym tomie :)

odrobinę dziwić może obecność w tym gronie przedstawicieli "zwierzaczkowych" serii kieszonkowych (patrz Holly Webb, "Zaopiekuj się mną", Lou+Lukrecjusz)
wydawałoby się (mi), że etap tych, skądinąd zwykle ładnych, ciepłych i pełnych empatii bajeczek powinien minąć wraz z przedszkolem/początkiem szkoły...
najwyraźniej jednak, choć tak proste i w gruncie rzeczy szablonowe, czy to dzięki silnemu przekazowi emocjonalnemu, czy tak lubianemu przez większość znanych mi dzieci tematowi opieki nad zwierzętami, czy także, prozaicznie, stałej dostępności i łatwości wyboru ("wziąłem, bo innych nie znałem, a te wiem, że lubię") są nadal pozycjami najczęściej wypożyczanymi przez J. z biblioteki szkolnej

audiobook o Pusi z wspomnianej wyżej serii musi jednak walczyć o swój czas z nadal uwielbianym "Ferdynandem Wspaniałym", "Karolcią", "Proszę słonia", "Dynastią Miziołków" oraz "Afryką Kazika" ;)
J. ma wszystkie wymienione także w wersji tradycyjnej, papierowej i do każdej wraca
słucha i czyta także Mikołajka, ale jeśli chodzi o łobuziaków z Francji, najbardziej polubił Jaśków :)

wydawnictwo Literatura godnie reprezentują w tej kolekcji beletrystyczno-edukacyjna "A to historia!" (Opowiadania z dziejów Polski), obyczajowo-przygodowi "Przyjaciele" i kronikarsko-satyryczny "Pamiętnik grzecznego psa"
według J. wszystkie godne polecenia
(ja też nie zaprzeczam)

do tego dochodzą oczywiście lektury obowiązkowe
po doskonałych "Niesamowitych przygodach dziesięciu skarpetek", w przypadku których także powraca wersja audio, a zainteresowanie bynajmniej nie skończyło się na tomie pierwszym,
w tym roku, póki co, w całości omawiane były klasyki: "Dzieci z Bullerbyn" oraz "Anaruk, chłopiec z Grenlandii" - obie przyjęte przez J. pozytywnie
i ładnie uwiecznione :)


lista pierwszych samodzielnych lektur mojego trzecioklasisty jest dużo dłuższa
by został po nich jakiś ślad (poza tym najważniejszym - w głowie i sercu, choćby taki jak ten, który potrafi zostawić "Ronja" >>KLIK<<) powstał specjalny Zeszyt Czytelnika
entuzjazm wzbudził na krótko, ale nadal mam nadzieję, że co nieco uda nam się w nim zachować od zapomnienia


widocznym w zestawieniach powyżej komiksom, o których jak dotąd ani słowa, należy się osobny wpis,
zatem c.d.n.
(wkrótce)

za książki dziękujemy hojnie obdarowującym J. dziadkom, ciociom i kolegom oraz wszystkim naszym bibliotekom <3

Czytaj dalej

Mazurscy w podróży

że Jan jest fanem Agnieszki Stelmaszyk, nie ulega wątpliwości
kto nie czytał jej "Kronik Archeo" (ani o nich u nas) uzasadnienia może poszukać tu: >>KLIK<<
od tego czasu pojawił się u nas także wielokrotnie Tomuś Orkiszek i krótsze formy, w zbiorach opowiadań, czy serii "Już czytam" i, choć czasu brakuje, żeby pisać o wszystkich, potwierdziła się teoria, że autorka doskonale przemawia do naszego młodego czytelnika

tym razem na Jankową półkę trafiła nowość - pierwszy tom nowej serii dla młodszej młodzieży, pt.

Mazurscy w podróży

Bunia kontra fakir


jako pierwszy przeczytał główny zainteresowany
zapytany o opinię, początkowo nie dawał nadziei na ułatwienie matce sprawy:

"Ja nie lubię recenzjonować książek. Wolę czytać, bo to jest dużo ciekawsze niż mówienie mamie zdań, żeby mama je pisała."

ale krok po kroczku, coś jednak z niego "wycisnęłam" ;)
słuchajcie zatem:
[uwaga, będzie spoiler!]

"To jest książka o wesołej, troszkę zwariowanej rodzince w podróży dookoła Europy.
Podczas całej podróży są na tropie pewnego fakira, który należy do bardzo skomplikowanego, trudnego do złapania, gangu złodziejaszków.
Na końcu, dzięki ich zeznaniom, udało się ich powstrzymać.
Choć na początku nie jest okazywane dużo zagadki, to jest bardzo fajna i ciekawa.
Chociaż brat mi przeszkadzał w czytaniu, zrozumiałem ją w całości."

oto, co najważniejsze dla czytelnika na początku podstawówki :)

a co poza tym? 
jak dowiadujemy się już z okładki:
- zabawne ilustracje (Anny Oparkowskiej)
- ciekawostki o europejskich krajach 
- unikalne zdjęcia z podróży z prywatnego archiwum autorki 

uściślijmy:
ilustracje są, fakt, kolorowe i "dynamiczne",
szczególnie przyciągają uwagę oryginalnie naszkicowane mapy, typografia i "nowoczesne" w formie dopiski, strzałeczki i 'gryzmołki'
jedno mi tylko nie daje spokoju - wg treści pełna energii babcia Henrysia, czyli bunia "zawsze była szczupła", na obrazkach widzimy jednak mocno zaokrągloną, siwowłosą (acz trzeba przyznać, idealnie przedstawioną jako nieco "zakręconą") seniorkę...
ciekawostki dotyczą konkretnie kilku miast w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Włoszech i Austrii, ponieważ Mazurscy zatrzymują się we Frankfurcie nad Menem, w Orange, Cannes, Blanes, Barcelonie, Wenecji i Padwie oraz we Wiedniu
uzupełniają treść o odrobinę wiedzy encyklopedycznej i zapadające w pamięć anegdoty
ciekawie przedstawiono także "nasz" Zamek Książ - sama dowiedziałam się z opisów więcej o księżnej Daisy...
zdjęcia są dość konwencjonalne i nie zdradzają raczej żadnych sekretów pani Agnieszki, ale ciekawie wkompomponowane graficznie dopełniają całości, dodając przygodzie wrażenia realności




opowieść ma w sobie wszystko to, co przyciąga dzieci - bohaterów, którzy od pierwszych stron wydają się bliscy, pewną dozę realizmu, umiejętnie przeplatanego "mrożącymi krew w żyłach zbiegami okoliczności oraz tajemniczą intrygę / wątek detektywistyczny 
forma dziennika jedenastolatka, dzięki prostej konstrukcji zdań, czy wplataniu osobistych komentarzy i obserwacji Jędrka także łatwo trafia do odbiorcy

"dzienniki z podróży" Mazurskich wciągają
(J. pochłonął błyskawicznie podczas naszego weekendowego wypadu na Zuławy),
a dodatkowo, co według mnie także ważne, zachęcają do podróży i samodzielnego odkrywania nieznanych zakątków świata 

J. zapytany, czy czeka na kolejną cześć serii, odpowiada krótko:
"Oczywiście!"


za egzemplarz dziękujemy GWFoksal (Wydawnictwo Wilga)
Czytaj dalej

innymi słowy


słowa - czyż to nie niesamowity "wynalazek" ludzkości?
mówi się, że często są zbędne, że jeden obraz wart jest więcej, niż ich tysiąc... na co dzień jednak wszyscy traktujemy je przecież jako najprostsze narzędzie komunikacji, dotarcia do drugiego człowieka, odkrywania i prezentowania swojego "ja"
zabawa nimi to przyjemność, poznawanie nowych - rozwijające doświadczenie, eksperymentowanie i tworzenie własnych - przygoda
bywają wdzięcznym tworzywem dla tych, co umieją je oswoić (chwała literatom! - vide Poświatowska, u dołu), chyba równie często jak źródłem frustracji (nie tylko dwulatków i nowicjuszy na progu nauki języka) i nieporozumień
mogą łączyć i dzielić, służyć, bawić, budować, dawać radość, osaczać i ranić
słowa mają moc!

dziś dwa słowa o takich, które mają w sobie także nieodparty urok i magię

o książeczce "Innymi słowy", która oczarowała mnie od pierwszego spojrzenia na okładkę i opis zapowiadający nie lada gratkę dla "wszystkich miłośników i kolekcjonerów niezwykłych słów", miałam napisać już dawno
przez ostatnie tygodnie, podczas których delektowałam się nią niczym tomikiem poezji, utraciła zapewne status nowości, ale nie przestała fascynować i językowo inspirować

autorka zaprasza nas na wędrówkę przez kraje i kontynenty - niezbadane obszary doznań, przekonań i uczuć ubranych w pojedyncze, obco wyglądające i dziwnie brzmiące (ponownie polecam forvo.com - w książeczce niestety nie zamieszczono transkrypcji) słowa
niektóre z tajemniczych "skarbów" w tej kolekcji zdają się być bardziej egzotyczne - silnie związane ze stylem życia i kulturą narodów, które powołały je do życia, inne są zaskakująco bliskie naszym doświadczeniom, a nawet zupełnie znajome, uniwersalne
wszystkie otwierają horyzonty, zachęcają do zastanowienia nad różnorodnością ludzkich tęsknot, marzeń i potrzeb oraz sposobami ich werbalizacji, zapraszają do zabawy językiem

"Innymi słowy" to bardzo przyjemna lektura, przypominająca (szczególne nienasyconym czytelnikom w wiecznym niedoczasie), że słowa można nie tylko połykać, ale też powoli smakować, ciesząc się różnorodnością aromatów "kuchni świata"
efekt i wymowę podkreślają cudne, delikatne akwarele, uzupełniające przekaz
uczy otwartości na świat i "leśmianizowania"

dziękuję, Egmont.pl :)









***

oswajanie słów 
jest trudniejsze 
niż oswajanie tygrysów 
one własną zwinnością zdumione 
przeciągają wśród traw 
wpełzają kocio na drzewa 
poruszają wargami 
z bliska 
zapach mięsa i pierza 
ostry zapach krwi 
trzeba pokochać je wszystkie 
aby popis 

wypadł pomyślnie





Czytaj dalej

lecą gęsi... (Cudowna podróż)

ach, jak to musi być wspaniale móc latać!
dać się unosić prądom powietrza i z lotu ptaka podziwiać zmieniające się w dole krajobrazy,
szybować ponad górami, polami, lasami, rzekami i jeziorami, z wysoka spoglądać na ludzkie siedziby - wioski i miasteczka

czy to nie ciekawy pomysł, żeby zafundować komuś taki spektakl... za karę?


jeśli nie obiło się komuś dotąd o uszy nazwisko Selmy Lagerlöf i tytuł "Cudowna podróż" - przedstawiam oto pierwszą laureatkę literackiej Nagrody Nobla i streszczam jej najbardziej znaną powieść dla dzieci, cytując z okładki:

"Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Nils. Najbardziej lubił spać, jeść i psocić, nie chciał się uczyć, a na dodatek dokuczał zwierzętom. Pewnego dnia na brzegu starej skrzyni swojej mamy ujrzał krasnoludka i postanowił spłatać mu figla.
Za karę został zamieniony w malutkiego człowieczka, a potem wyruszył w podróż do Laponii.
Po drodze poznał swój kraj i przeżył wiele przygód..."


streszczenie, jak to streszczenie - mówi wszystko i nic
jeśli tylko dodać [uwaga! spoiler!], że chłopak dzięki wyprawie przechodzi duchową przemianę, dorasta i mądrzeje, w zasadzie można by już wcale nie czytać...
coś nas jednak z pewnością wówczas ominie, na przykład - choć tym hasłem nie przekonam zapewne wielu, że coś tracą - opisy przyrody!
te niby proste obserwacje, dające możliwość "dotknięcia" natury w jej nieco surowej, północnej odsłonie, stanowią doskonały przykład uważności (do naśladowania) i próbę zrozumienia zależności i niuansów współistnienia ludzi i przyrody

"(...) Nils zobaczył dolinę rzeki, która chyba przewyższała urodą wszystkie, które dotychczas widział. 
Wydawało mu się, że patrzy na trzy różne światy. Najniżej, w głębi doliny, spławiano drewno i łowiono łososie, pływały tam łodzie i warkotały tartaki. Trochę wyżej rozmieściły się dwory i wsie. Tam chłopi obsiewali swoje poletka, pasło się bydło, a kobiety pieliły w warzywnych ogródkach. Najwyżej zaś, na wzgórzach porośniętych lasami ukazywał się trzeci świat: kury głuszców siedziały na jajach, łosie kryły się w gęstych zaroślach, czaiły rysie, a wśród kwitnących krzaczków czarnych jagód uwijały wiewiórki"

podróż Paluszka jest zatem alegorią dojrzewania, ale też doświadczeniem poznawczym w sensie dosłownym
wraz z warstwą fantastyczną, dzięki której antropomorfizowany świat zwierząt ukazuje nam się jeszcze bliższy (Nils dołącza do stada i rozmawia z ptakami), zachowując jednak swoją dzikość (zależności drapieżnik-ofiara) i piękno ("magiczny" taniec żurawi), całość tworzy uroczą baśń, której przesłanie jest, mimo upływu ponad stu lat, nadal aktualne


zamysł autorki był czysto edukacyjny - i tym większe należą się moim zdaniem gratulacje
to wszak cenna umiejętność, a może nawet sztuka, tak przekazywać wiedzę, by pobudzała wyobraźnię, angażowała wszystkie zmysły i trafiała do głowy przez serce
Lagerlof udało się tak pokazać swój kraj, by jego mieszkańcy mogli być z niego dumni, a cudzoziemcy zazdrościli i pragnęli poznać
świetnie ukazała różnorodność geograficzną, piękno dzikiej, nieokiełznanej przyrody i bogactwo kulturalne Szwecji szeroko opisując ukształtowanie terenu poszczególnych krain, tradycje, przytaczając lokalne legendy


książkę idealnie czyta się z mapą i "audioprzewodnikiem", pomagającym prawidłowo odczytać nazwy własne (polecamy FORVO!), a jeszcze przyjemniej, przeglądając w międzyczasie turystyczne prospekty i własne zdjęcia opisywanych okolic,
jak choćby ta:
"I choć gęsi leciały wysoko, Nils zobaczył, że jest to bardzo bogate miasto handlowe. Nigdy przedtem nie widział tylu dachów krytych wesołą czerwoną dachówką ani tylu dachów miedzianych, zielonych od śniedzi. W zielonych parkach wiły się niebieskie kanały wiodące do rozległego portu przy ujściu rzeki Göta."
+ to <klik>
wiele się w ciągu ubiegło wieku zapewne zmieniło, ale pewne wrażenia mam dokładnie takie same


sama Nilsa Holgerssona zobaczyłam po raz pierwszy wiele lat temu, w mieście, które jako pierwsze przywitało mnie na szwedzkiej ziemi i skutecznie wzywało, by powrócić
nie znając książki i jak przez mgłę kojarząc animowany serial, podczas drugiej wizyty zupełnie przypadkiem znalazłam pomnik ufundowany w setną rocznicę wydania powieści, na którym Nils wygląda, jakby specjalnie czekał, żeby wybiec mi na spotkanie...


wszystkich, którzy sięgną po "Cudowną podróż" czeka oniryczny spacer po urokliwych uliczkach Karlskrony, a czytelnicy-podróżnicy, po zaledwie dziesięciu godzinach rejsu promem z Gdyni, od spotkania z chłopcem-krasnoludkiem, co to przemierzył całą Szwecję, będą mogli zacząć własną wycieczkę po tym pięknym, gościnnym kraju*
obie odbyć zdecydowanie warto!


podobnie jak zadrzeć od czasu do czasu głowę do góry - gęsi lecą przecież i nad nami!
może to takie same, jak te, którym towarzyszył Paluszek? kto wie, czy nie wracają właśnie z Laponii...



* dzięki lekturze odżyły wspomnienia cudownych podróży - "na 16 kołach" przez Blekinge i Smaland, na Olandię (i z powrotem), "podróży tysiąca szczęść" przez Skanię do Malmo oraz późniejszych - lotów z Jankiem - do Goteborga i Sztokholmu
Szwecja, której obraz maluje Selma Lagerlof to dokładnie ta sama, którą pokochałam i do której tęsknię - opowieść przypomina znane zakątki, a jednocześnie kusi i inspiruje do poznania kolejnych
myślę, że wiem, czemu gąski tam co roku latają ;)


za nowe wydanie "Cudownej podróży" (oraz egzemplarz recenzencki, z którego pochodzą przytoczone cytaty) dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia,
za wspólne skandynawskie wspomnienia - dziewięciorgu towarzyszom transszwedzkich podróży, za pokazanie pierwszego klucza gęsi w tym roku - Jankowi, a za ich zdjęcia i opowieści o migracjach - A.

Czytaj dalej

Szary

znów skusiłam się na książkę dla nastolatków


jako że to nie fantastyka, istniało sporo ryzyko, że odbiorę ją jako przegadaną, powierzchowną, ewentualnie pełną "wydumanych" nastoletnich rozterek
nie potrafiłam się jednak oprzeć zachęcie w postaci wyróżnienia w literackim konkursie im. Astrid Lindgren (III miejsce w kategorii 10-14 lat) i zapowiedzi rycerskiej tematyki w fabule

i tak poznałam Szamila - nieokiełznanego kandydata na wojownika MMA, przybysza zza wschodniej granicy, który sporo przeżył w swoim nastoletnim życiu i nie bardzo potrafi wyciszyć się w nowej rzeczywistości, szkole, rodzinie
na szczęście (uwaga! spoiler!) porozumienie z adoptowaną, podobnie jak on, siostrą oraz zaangażowanie w wakacyjne zajęcia w grupie rekonstrukcyjnej, stopniowo osłabia mur ochronny, który zbudował wokół siebie

co proponuje młodym czytelnikom autorka - Monika Błądek?
oczyma bohatera próbuje pokazać przykłady konfliktów wśród nastolatków oraz nieporadność nauczycieli, psychologów i rodziców w sytuacji wewnętrznej blokady młodego buntownika
realistycznie (co nie dziwi, jeśli poznamy jej osobiste doświadczenia) opisuje treningi fechtunku i turniej rycerski na terenie zamku w Ogrodzieńcu, przekonuje o wyciszającej mocy szycia strojów historycznych i opieki nad zwierzętami
w pewnym miejscu, potwierdzając moje poważne obawy co do przyszłości, poddaje także w wątpliwość sens gromadzenia lektur dla nastolatków "na zaś", która silnie łączy mnie z postacią "wujka" Jacka podsuwającego książki Szaremu
"Masz tutaj całą serię o Tomku Wilmowskim. "Winnetou" Maya i książki Wernica.
Czy dorośli uparli się, by wybierać dzieciom lekturę? A może wolałem "Achaję"? Póżniej jest obciach przed kolegami."

za istotne i cenne uważam, że w treści pojawia się problem stereotypów panujących w społeczeństwie oraz realne zagrożenie ze strony internetu, który ma coraz większy wpływ na nastolatki (tu, zaledwie wspomniane, w niebezpiecznym kontekście werbunku w sieci)
autorka na każdym kroku podkreśla podłoże pewnych zachowań, nabytych przez wychowanie w innej kulturze (sposób traktowania kobiet, rola siły fizycznej mężczyzny), ale i możliwość poszanowania, a nawet stopniowego nabywania zachowań i przyzwyczajeń właściwych aktualnemu otoczeniu
zwraca uwagę na ogólnoludzkie aspekty poszukiwania zrozumienia, zawierania przyjaźni, niszczycielską siłę wszelkich wojen
"Zniszczony Grozny nie różnił się od ruin Warszawy"

jako że (tak jak sądziłam) istotną część tekstu stanowią wewnętrzne rozterki bohatera, być może ma on szansę dotrzeć do młodego czytelnika, jako skarga podobnego mu nastolatka na "niesprawiedliwości systemu" i niewiele rozumiejących dorosłych
"Nagle uświadomiłem sobie, że dorośli mają ze mną taki sam problem. Nie mogą karać mnie biciem czy powstrzymać siłą. Muszą inaczej do mnie trafić. Starali się - dostrzegałem ich wysiłki - ale kiepsko im to wychodziło."

podsumowując:
"Szary" nie jest rozprawą o trudnościach asymilacyjnych imigrantów, dylematach adoptowanych sierot, czy sposobach radzenia sobie z agresją
to po prostu opowieść o dorastającym chłopaku poszukującym swojego miejsca, który dość nieoczekiwanie (również dla samego siebie) znajduje je w grupie współczesnych rycerzy
autorka zwraca jednak uwagę na wszystkie powyższe kwestie, w kontekście problemu "inności" w grupie rówieśniczej
nie podsuwa gotowych rozwiązań, delikatnie prowadząc do wniosku, że choć wszyscy, pod różnymi względami się różnimy, pewne podstawowe potrzeby (w tym bezpieczeństwa, przynależności do grupy) mamy takie same, a w poszukiwaniu płaszczyzny porozumienia pomóc mogą wspólne zainteresowania i pasje
i że żeby zostać zwycięzcą, nie koniecznie trzeba kogoś pokonać


--
"Szary" w nienachalny sposób nawiązuje do problemu uchodźstwa, pozwolę sobie w tym miejscu wtrącić swoje dwa grosze w temacie "kryzysu migracyjnego"
jak większość z nas, słucham, oglądam (częściowo mimo woli), czytam (m.in. "Wszystkie wojny Lary" i "Przez morze. Z Syryjczykami do Europy") wiele materiałów na temat uchodźców, czasem daję się wciągnąć w (bywa, że burzliwe) dyskusje
w pewnym sensie cieszę się, że nie mam jeszcze w domu nastolatka, z którym trzeba na ten temat rozmawiać!

z jednej strony wiem, jak bardzo bałabym się żyć tuż obok takiej "dżungli" jak w Calais, slumsów, czy innego 'getta' dla uchodźców
przerażają mnie odizolowane dzielnice, pełne ludzi często nie tylko wyobcowanych, biedniejszych, czy różniących się od nas przekonaniami, ale i pełnych gniewu, sfrustrowanych brakiem akceptacji i perspektyw, dla których Europa nie okazała się wymarzonym rajem
z drugiej - jak spokojnie myśleć o zamykaniu granic, wiedząc jak wielu jest takich, którzy poświęcą majątek, oszczędności życia i złożą je w ręce nie zawsze godnych zaufania przemytników, narażą się na śmierć w zatłoczonej ciężarówce lub w morzu, dla nadziei na lepsze jutro dla swojej rodziny?
z trzeciej - jak zrozumieć ludzi, którzy pozwalają sobie prać mózgi agitatorom nawołującym do świętych wojen!?
z czwartej... aspektów sytuacji jest więcej

świat nie jest czarno-biały,

pozostaje tylko wierzyć, że będzie lepszy, jeśli będziemy umieli (i chcieli) dostrzegać wartość w różnorodności i wzajemnej akceptacji, a dzieci uczyć pokojowego rozwiązywania konfliktów

póki jeszcze mamy jakiś wpływ na to co robią...i czytają :)


wpis nieśmiało (bo sporo spóźniona i w ogóle nie w stylu "warsztatowym") zgłaszam do projektu "Spoza tęczy" - w temacie: szary


Czytaj dalej

Tropiciele - harcerze, historia, tajemnica...

jest coś takiego w książkach o "młodych detektywach", co od lat przyciąga do nich nieletnich czytelników
aura tajemniczości? emocje towarzyszące rozwiązywaniu zagadki? wyzwanie intelektualne?
nie jestem pewna, ale sama dobrze pamiętam czytane w podstawówce pierwsze powieści Joanny Chmielewskiej i Andrzeja Perepeczko, gdy tymczasem tyle innych dawno zapomniałam...
i chociaż przygody Pawełka i Janeczki ("Nawiedzony dom", "Wielkie zasługi, "Skarby") i Dzikiej Mrówki, teraz, po latach, budzą już we mnie nieco mniejszy entuzjazm, nadal jestem skłonna polecać je młodym czytelnikom
podobnie jak niedawno poznanego "Detektywa Blomkvista"

Janek (w wieku lat 5) każe sobie po kilka razy czytać "Biuro detektywistyczne Lassego i Mai", mam więc wrażenie, że też wyczuwa to nieokreślone "coś"
z myślą zapewnieniu mu podobnej lektury na kolejne lata stawiam na naszej >>wyższej półce<< książkę Małgorzaty Karoliny Piekarskiej "Tropiciele"

Czytaj dalej