Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty

Pan Kuleczka. Skarby.


na Jankowej półce przybył kolejny skarb!
coś komuś mówi nazwisko Kuleczka? znacie, pamiętacie? (przedstawiałam lata temu, później spotykaliśmy się jeszcze w sumie sześciokrotnie... przypomnieć nadal można sobie na przykład tutaj - >>klik<<)
Wojciech Widłak i Elżbieta Wasiuczyńska sprawili, że ów przemiły starszy jegomość odwiedza nas znowu, wraz ze swoją niepowtarzalną, barwną menażerią


bohaterów polubionych niegdyś od pierwszego wejrzenia spotykamy na kartach kolejnej z serii książeczki, w - jak zwykle - optymistycznej, pełnej ciepła atmosferze domu "rodzinnego", na wiosennych, letnich, jesiennych i zimowych spacerach, w mieście i na łonie natury
podziwiamy (niezmiennie - głównie mama) cierpliwość i życiową mądrość Pana Kuleczki, radosną beztroskę kaczki Katastofy, spokój i celność spostrzeżeń psa Pypcia i umiejętność doskonałego odnajdywania się w każdej sytuacji muchy Bzyk-Bzyk
podsłuchując ich dialogów, równie często zabawnych, co niemal filozoficznych, odkrywamy ważne, proste prawdy o świecie i relacjach między(hmm)ludzkich
przypominamy sobie, jak ważne (może najważniejsze?) w życiu są drobiazgi - zatrzymanie się w biegu, małe odkrycia, wspólnie spędzany czas



z przyjemnością zerkamy na pełne żywych kolorów natury: soczystych zieleni, chłodnych błękitów i intensywnych oranżów, ilustracje
i - jak zwykle - po wielokroć wracamy do poszczególnych opowieści, znajdując w nich ciekawe pytania (a czasem ukryte odpowiedzi) oraz ogromny ładunek uważności, wzór wzajemnego szacunku i naturalnej bliskości

tym razem, w siódmej części serii, książce pt. "Skarby", możemy wraz z bohaterami odkryć wiele bezcennych bogactw i nauczyć się dostrzegać wartość takich cudów codzienności jak na przykład:
chwila spokojnego oddechu,
wspomnienia chwil, smaków, zapachów,
drobne pamiątki,
przygody w wyobraźni,
letnie ulewy,
poczucie wspólnoty i przynależności,
muzyczne olśnienia,
szczęśliwe powroty...

 warto za ich przykładem próbować jeszcze bardziej doceniać własne "tu i teraz"
- wakacje to bardzo dobry moment zarówno na tę lekturę, jak na taki eksperyment!**



jeśli tylko mamy oczy, uszy i serca szeroko otwarte, prawdziwe skarby można znaleźć wszędzie,
co doskonale podsumowuje kaczka Katastrofa: 


lekturę poleca miesięcznik Dziecko
my także!*
bardzo
i zdecydowanie nie tylko najmłodszym


* choć jak stwierdzi J., w tym tomie podoba mu się tylko 10 pierwszych opowiadań...
moim zdaniem najsłabszą stroną jedenastego jest jego brak ;)

mediarodzina.pl

** wielką porcją własnych małych skarbów z tegorocznego urlopu podzielimy się już wkrótce :)

Czytaj dalej

"Mama" - książka pełna wzruszeń


MAMA - słowo tak pojemne jak matczyne serce
można by pisać całe tomy (i bardzo wiele już napisano), próbując przedstawić różne odcienie macierzyństwa
znajdziemy wśród nich opowieści słodko-różowo-lukrowane, mieniące się tęczowo, pełne beztroskiej radości i przygód, które przeżyć można tylko w jednego rodzaju duecie, ale i historie z drugiego końca "palety życia" - beletrystykę i wspomnienia w różnych odcieniach szarości, aż po czarne barwy żałoby
czasem - tak jak w książce, którą mam właśnie przed sobą, "Mama" aut. Helen Delforge - wystarczą krótkie wiersze i proste obrazy, by wymownie przedstawić tak pełen różnych emocji świat "ich dwojga"
świat wyjątkowy, bo równie magiczny i pełen emocji, niezależnie od czasu i zakątka Ziemi, w którym myśli dowolnej matki biegną ku dziecku
Czytaj dalej

Żubr Pompik - wyprawy

kto nie słyszał jeszcze o najsympatyczniejszym polskim żubrze imieniem Pompik?
całą czworonożną gromadę rodem z Białowieży i wyobraźni dr Tomasza Samojlika przedstawialiśmy już przy okazji prezentacji gry planszowej z ich udziałem (>>TU<<)
wielu czytelników kojarzy zapewne Pompika, Polinkę, Pomruka i Poradę również z serii czterech książek wydanych przez Media Rodzina, w których wraz z nimi przyglądamy się wciąż zmieniającemu się światu przyrody i poznajemy uroki kolejnych pór roku, a najmłodsi widzowie z serialu telewizyjnego emitowanego przez TVP ABC

jako że spotkań z tak pozytywnymi bohaterami nigdy za wiele, z radością donosimy, że żubrza rodzina nadal ma się dobrze i wciąż w komplecie odkrywa piękno natury, a jej przygody możemy śledzić w nowym cyklu wydawniczym pod tytułem 

Żubr Pompik. Wyprawy



Pompik, Polinka, Pomruk i Porada w nowej "zeszytowej" odsłonie (książki z najnowszej serii to nieco ponad 20-stronicowe opowieści w miękkich oprawach) wyruszają poza Puszczę Białowieską, by poznać pozostałe Parki Narodowe Polski


do tej pory w ramach serii ukazało się 6 książeczek


poniżej przybliżamy trzy najnowsze, w których żubry odkrywają zwyczaje mieszkańców nadbałtyckich wydm, sosnowych borów i Puszczy Kampinoskiej

po kolei:

Żubr Pompik. Wyprawy. Rodzina borsuków.
w Kampinosie, państwo P. oprowadzani przez łosia, spotykają dzięcioła czarnego, muchołówkę i borsuki
wraz z nimi dzieci dowiadują się czym charakteryzują się, jaki prowadzą tryb życia i jak mieszkają poszczególne zwierzęta



co ciekawe, lektura może posłużyć nie tylko budowaniu więzi z naturą, ale - co nie mniej ważne - również między członkami rodziny  

tłem opowieści o lasach, bagnach i piaskach Kampinoskiego Parku Narodowego są zmagania Polinki z własną słabością i strachem przed odrzuceniem (bo, wiecie, ona jeszcze bardzo słabo tupie...), a wspaniałą, ciepłą pointą stwierdzenie, że w każdej rodzinie chodzi o to, żeby trzymać się razem
"No i może jeszcze trochę chodzi o przytulanie" :)



Park Narodowy Bory Tucholskie to miejsce spotkania Pompika z najstraszniejszym drapieżnikiem...

Żubr Pompik. Wyprawy. Najstraszniejszy drapieżnik.
spacerując z (dość płochliwym, trzeba przyznać) jeleniem wśród sosen i jezior charakterystycznych dla Borów dowiadujemy się między innymi skąd w logo parku wziął się głuszec i co było jego przysmakiem



główny bohater, którego opis budzi grozę (szczególnie wśród niedoświadczonych żubrzątek) pojawia się nieco później - w wielkim, jak na swoje rozmiary, stylu


niewielu przedszkolaków (a pewnie także nie wszyscy rodzice) domyśli się, kto zacz, ten najstraszniejszy drapieżnik Borów Tucholskich...
dr Samojlik wybrał świetną, łączącą poczucie humoru z rzetelną wiedzą formę przedstawienia szerszemu gronu niezwykłego pod wieloma względami rzęsorka*


z kolei w Słowińskim Parku Narodowym, obserwując zachowanie mewy, żubry odkrywają skarby wybrzeża takie jak mikołajek nadmorski, omułki i zmieraczki, a na koniec również bursztynek - na pamiątkę :)

Żubr Pompik. Wyprawy. Zachłanna mewa.
wraz z mieszkańcami puszczy odkrywamy wyjątkowość nadbałtyckiego krajobrazu oraz cel istnienia oraz różnorodność muszli, pancerzy i skorupek,


a na przykładzie znanego wszystkim krzykliwego ptaka najmłodsi przekonują się, że zachłanność i samolubność nie popłaca



warto zauważyć (patrz powyższe zdjęcia), że każdą z książeczek kończy istny majstersztyk proedukacyjny pod hasłem: "co zapamiętam z tej wyprawy?" - proste, czytelne i zabawne podsumowanie, utrwalające najważniejsze treści
podobnie zgrabnie sformułowane zostało "słowo wstępne" na początku każdej z książeczek - ale to musicie już odkryć sami :)

w każdej z książeczek serii znajdziemy "rozkładówkę" z mapą Polski, na której zaznaczono Parki Narodowe, które będą odwiedzały żubry (sporo jeszcze przed nami!)
i tu mój mały zarzut - trochę nudno, że w każdym tomiku jest ona niemal taka sama... czyż nie ciekawiej byłoby rozrysować ją w postaci "puzzli" - po jednym, odpowiadającym treści pod względem geograficznym, elemencie w poszczególnych częściach? zebranie całej, wielkiej mapy byłoby nie lada wyzwaniem i świetną przygodą!**

poza powyższym drobiazgiem trudno się w kwestii nowych przygód Pompika "do czegoś przyczepić"...
autor wykazał się w mojej (matczynej i amatorsko-przyrodniczej) opinii doskonałym zrozumieniem potrzeb najmłodszych, zaczynających przygodę z obserwacją natury czytelników
barwne - zarówno w odniesieniu do grafiki, jak i fabuły - opowieści są jednocześnie proste, niezbyt długie i bliskie codziennemu życiu, i jako takie nie mogą nie trafić do przedszkolaków
Pomruk, Porada, Pompik i Polinka pokazując z bliska piękno rodzimej przyrody bardzo przekonująco zachęcają do poznawania jej w czasie rodzinnych spacerów

ale to nie koniec zalet!
"Wyprawy", prócz tego że doskonale inspirują do planowania własnych wycieczek, są wprost idealne, żeby je na nie zabierać***
niewielki format i objętość książeczek sprawia, że łatwo zmieszczą się do nawet to dziecięcego plecaka, a wyciągnięcie ich podczas pikniku czy na plaży będzie stanowiło przyjemną chwilę odpoczynku po aktywnej zabawie



książeczki o tematyce przyrodniczej, szczególnie te pokazujące zwykłe-niezwykłe zakątki naszego kraju i zachęcające do bliższego przyjrzenia się także najbliższej okolicy - takie jak te - szczególnie polecamy do czytania w plenerze,
dlatego wpis zgłaszam jako nasz wkład do wiosennej odsłony projektu "Zaproś książkę do lasu"



* rzęsorek rzeczek wydaje się z resztą być jednym z ulubieńców autora, czemu dał wyraz również w bardzo lubianej przez J. serii komiksów o ryjówkach - trudno się dziwić, bo to rzeczywiście absolutnie wyjątkowy drapieżnik!
kto wie, może jeszcze do tego tematu (komiksowo-ryjówkowo-rzęsorkowego) tu kiedyś wrócimy...

** nie roszczę sobie praw do pomysłu i szczerze polecam wydawnictwu realizację w postaci rozkładówki-układanki w ewentualnym wznowieniu!

*** nasze przejechały w ubiegły weekend całkiem spory kawałek kraju, niemal na jego północny kraniec, by towarzyszyć nam podczas Nocy Sów (dla J. co najmniej równie udanej jak zeszłoroczna) i spacerze wśród mokradeł w Wielkim Kacku
wydaje się, że za sprawą "Zachłannej mewy" już wkrótce przyjdzie czas porównać "zwykłą plażę" z górami piachu w okolicy Łeby...
zupełnie mnie to jednak nie martwi - mam wielką nadzieję, że co najmniej kilka kolejnych części zdąży jeszcze wskazać nam ciekawe kierunki zanim J. z nich całkiem wyrośnie :)


Czytaj dalej

kic, kic... (Aksamitny królik, Tru i O zajączku Filipie...)

tak się jakoś złożyło, że tej zimy pojawiło się na Jankowej półeczce całkiem sporo szaraków ;)

oto trzy opowieści o króliczkach i/lub zajączkach - zupełnie różne, ale jednakowo warte uwagi:
"Aksamitny królik" Margery Williams, "Tru" Barbary Kosmowskiej i "O zajączku Filipie, który ze strachu dokonał wielkich czynów" 
zbiegiem okoliczności (?) wszystkie autorstwa kobiet, wszystkie niosące głębszy przekaz, wszystkie "przytulne" i ciepłe, jak futerka głównych bohaterów :)


Aksamitny królik


historia pierwsza - bodaj najbardziej "niedzisiejsza" (nie ma się co dziwić, wydana wszak w 1922r.!) i tym samym najtrudniejsza w odbiorze z wszystkich wymienionych, jednocześnie jednak najbardziej poetycka i wieloznaczna - to opowieść o pluszowej przytulance
w pewnym sensie...

cóż, tytułowym bohaterem rzeczywiście jest wypchany króliczek z aksamitu, a kanwą opowiadania jego losy
w warstwie dosłownej obserwujemy jak trafia do domu pewnego chłopca jako niedoceniony prezent gwiazdkowy, stopniowo staje się ulubionym pluszakiem, towarzyszy dziecku na każdym kroku, aż w końcu... hm, doczytajcie sobie sami!

dużo ważniejszy od prostej w gruncie rzeczy fabuły jest jednak ogromny ładunek emocjonalny, jaki niesie ze sobą ta historia
wrażliwy czytelnik przeżywa wraz z Aksamitnym gorycz odrzucenia i radość bycia docenionym, doświadcza nie porównywalnej z niczym mocy poczucia bycia potrzebnym i kochanym
bycia Prawdziwym

"Gdy jesteś prawdziwy, nawet to, że jesteś stary czy wyleniały nie ma znaczenia. Bo skoro już jesteś prawdziwy, to w oczach tego, kto cię kocha, nie możesz być brzydki. Brzydkim mogą cię nazwać tyko ci, którzy niczego nie pojmują, którzy nie rozumieją, jakie to piękne być prawdziwym."

zdecydowanie "coś" jest w tej baśniowej opowieści o przemijaniu, sile przyjaźni i mocy marzeń

najnowsze wydanie oficyny Prószyński i Ska w twardej oprawie zawiera oryginalne ilustracje autorstwa sir Williama Nicholsona sprzed niemal wieku, a czcionka sprzyja samodzielnemu czytaniu przez młodsze dzieci

doskonale utula do snu


Tru


pomysł na opowiadanie, wydawałoby się, banalny - ot, pamiętnik zajączka
ile jednak znaczy osobowość autora!
Tru (w żadnym wypadku nie Truś! - nie można się wszak nie zgodzić, że "to imię dla galaretki z owocami albo dla tchórza" ;) ) to zając w każdym calu niestandardowy, obdarzony wielką wyobraźnią i zdolnościami inżynierskimi, a przy tym bujną sierścią i wyjątkową rodziną

treść książeczki to pierwszoosobowa relacja z wydarzeń "wstrząsających" codziennością niewielkich Koniczyn Dolnych i życiem zaradnego, ale i bardzo wrażliwego, zaangażowanego w życie społeczności szaraczka, który przejawia chęci (i umiejętności) na miarę przyszłego Naprawiacza Wysokiego Lasu

tło wydarzeń stanowi "zwykłe" (choć może nie dla przeciętnego zająca...) życie - w tym między innymi problemy różnic klasowych, nietolerancji, emigracji, równouprawnienia kobiet i samotnego macierzyństwa, mód, podziałów i pierwszych miłości w gronie szkolnych kolegów
znalazłam w sieci opinie, według których wplatanie tego typu tematyki w opowieść dla dzieci jest "odbieraniem im dzieciństwa", a całość stanowi "jakiś propagandowy traktat"
pozwolę sobie mieć inne zdanie
abstrahując od, fakt, widocznych między wierszami poglądów społeczno-politycznych autorki, historia jest niesamowicie ciepła, pełna humoru i ponadczasowych "życiowych mądrości" w stylu "nie futro zdobi zająca!"
sposób prowadzenia narracji, wyraziste postaci i pełen pozytywnej energii przekaz, że każdy może zmienić świat na lepsze to ogromne atuty tej przywołującej na usta uśmiech opowieści  
Jankowi bardzo podobały się też szczegółowe relacje Tru z wdrażania w życie pomysłów na kolejne wynalazki
nieprzekonanych nie przekonamy, ale faktem jest, że oboje mieliśmy z lektury sporo przyjemności
cóż, jak (mądrze!) mówi mama głównego bohatera:

"Wszystko jest kwestią smaku, Tru, każdy zachwyca się po swojemu"



jeszcze tylko dwa słowa o oprawie graficznej!
autorki ilustracji, nie trzeba chyba przedstawiać? nie raz pisałam już o zachwycającej, naturalnej palecie Emilii Dziubak - któż poza nią byłby w stanie stworzyć tak ciepły (sic!) okładkowy obraz mroźnej zimy? 
reprodukcję "Królika przy biurku" powiesiłabym sobie bez wahania w gabinecie, a "Tru przy pracy" - w garażu (gdybym tylko je miała) - wyobrażam sobie jaką siłę i motywację do pracy dawałoby spoglądanie na nie!
niewielka liczba obrazków jest w wypadku tej książeczki poważnym mankamentem... 
(niezmiennie - żeby wspomnieć choćby "Rok w lesie" - nie podobają mi się co prawda "dziwne" oczy zwierzaków pani Emilii, ale jestem w stanie przymknąć na nie oko ;) ) 
myśl, że panie "popełniły" w duecie jeszcze kilka innych tytułów, pozwala jednak z radością patrzeć w naszą czytelniczą przyszłość :)

lekturę polecamy zgodnie wszystkim ceniącym zabawę słowem (i światłocieniem), wyraziste poglądy oraz innowacyjną myśl techniczną: matka-feministka i synek-konstruktor ;)



O zajączku Filipie, który ze strachu dokonał wielkich czynów


bohater tej (i kolejnej, książeczka ma bowiem wiosenną kontynuację, której nie omieszkamy także wypożyczyć z naszej biblioteki) opowieści to również zajączek zmagający się z typowo ludzkimi problemami
autorka nie posunęła zabiegu antropomorfizacji tak daleko, jak twórczyni "Tru", nadała jednak Filipowi nie tylko swojsko brzmiące imię, ale też takie cechy jak nieśmiałość i brak pewności siebie
najmniejszy spośród rodzeństwa, odtrącany i wyśmiewany, dzięki przyjaźni odnajduje w sobie siłę i odwagę i, cóż, dokonuje wielkich czynów :)

pewnie mogłabym umieścić tu także trochę krytyki - że całość trochę przegadana, przesłanie wyłożone łopatologicznie, fabuła przewidywalna... ale po co? 
czy nie lepiej po prostu cieszyć się lekturą i doceniać, że ktoś w prostej, potrafiącej zainteresować przeciętnego siedmiolatka podkreśla wartości, które - niezależnie od wieku! - warto wziąć sobie do serca?

"Nie wycofuj się, to nie jest rozwiązanie - perswadowała z powagą - Jeśli przegrasz, będziesz wiedział, że przed przyszłymi zawodami musisz więcej ćwiczyć, aby poprawić wynik. Jeśli wygrasz, będziesz miał wielką satysfakcję. Zaryzykuj. Cokolwiek się zdarzy, wyjdzie ci na dobre."


całości dopełniają proste, ale pomysłowe ilustracje - kolaże zimowych zdjęć zwykłych, ale bliskich sercu (północnopolskich, nie mam co do tego wątpliwości!) krajobrazów i rysunków przedstawiających bohaterów opowieści
J. zapalił się do pomysłu, żeby podobnie "ulepszyć" część naszych szarych fotografii
ale to już zupełnie inna historia :)



"Uczucie wdzięczności czyni nasza duszę piękniejszą. 
Kiedy się zachwycamy, stajemy się szczęśliwsi, a tego nie kupisz za żadne pieniądze"

czasem warto przystanąć i zachwycić się otaczającym nas światem, innym razem - dobrą książką, nawet jeśli to tylko pole za domem, albo bajki o trusiach :) 



jako że dwie z wyżej wspomnianych książeczek trafiły do nas z ulubionych bibliotek, zgłaszam opinię o "Tru" i "O zajączku Filipie..." do nowo podjętego wyzwania, o którym więcej >>TU<<



Czytaj dalej

wielkie małe książki

od ponad roku piszę tu między innymi o książkach - najczęściej tych dla dzieci
często z własnej inicjatywy, chcąc podzielić się jakimś wyjątkowym odkryciem, czasem z pewnego rodzaju poczucia obowiązku zwrócenia uwagi na jakąś ciekawą nowość wydawniczą, niezmiernie rzadko li tylko zobowiązana zależnością wydawca-recenzent
a już najrzadziej, o lekturach które wybieram dla siebie
dlaczego? odpowiem słowami profesora Grzegorza Leszczyńskiego - autora pięknej, mądrej i ciekawej pozycji "Wielkie małe książki. Lektury dzieci. I nie tylko.", o której chcę dzisiaj opowiedzieć
Nieczęsto chwalimy się, że przeczytaliśmy książkę, która jakoś nas poruszyła, pozwoliła coś zrozumieć lub przewartościować (...) Nawet jeśli chciałoby się o przeczytanej książce pogawędzić, to przecież nie jako o o przedmiocie pożądania, którym imponujemy sobie i innym, ale jako o obszarze naszych przeżyć, czyli w jakimś sensie o sobie, własnej intymności, emocjach, wątpliwościach, refleksjach, drodze do samorealizacji i samoaktualizacji"
publikując swoje opinie - szczególnie te szczere, w których mniej jest lukru i kolorowych zdjęć, a więcej serca i duszy, pozwalam na moment zajrzeć w sferę własnych intelektualnych przemyśleń i wrażeń estetycznych, ale też potrzeb, uczuć i marzeń
co nie zawsze jest łatwe
i często "dla niepoznaki" okryte płaszczykiem beztroski - trochę jak często głębokie w swojej wymowie baśnie i kołysanki, jak z pozoru służące jedynie rozrywce, absurdalne wierszyki klasyków poezji dziecięcej
Czytaj dalej

Rok z Findusem


jest coś wyjątkowego w książkach skandynawskich autorów książek dla dzieci - pewien rodzaj pozbawionej infantylizmu naturalności w przedstawianiu świata, szacunek dla natury, umiłowanie swobody

już jako dziecko upodobałam sobie prostolinijnych, ceniących ważne wartości i blisko związanych z przyrodą bohaterów książek szwedzkojęzycznych pisarek - Astrid Lindgren i Tove Jansson
od kiedy czytam z Jankiem, dołączają do nich kolejni - miedzy innymi Ela i Olek (aut. Catarina Kruusval), Albert (aut. Gunilla Bergstrom), Karusia i Piaskowy Wilk (aut. Asa Lind) oraz - chyba najbardziej oryginalni z tej grupy - zrzędliwy staruszek i jego zabawny kot

Pettsona (i przy okazji Findusa) przedstawiałam już jakiś czas temu (TU), przywołując jedną z wielu opowieści Svena Nordquista o ich komicznych perypetiach
dziś pojawiają się u nas ponownie - odsłaniając bardziej dociekliwą (i pracowitą!) stronę swojej natury



trafiła bowiem do nas książka

Rok z Findusem

- łącząca w ciekawą całość opowiadania, przepisy i propozycje doświadczeń miniencyklopedia przyrodnicza w 12 rozdziałach, która przekonująco zaprasza do wstania z fotela i odkrywania świata w najlepszy z możliwych sposobów - przez doświadczanie  

Pettson i Findus (oraz ich domowe mukle i podwórkowe kury) wiosną łapią kijanki, latem pieką domowe ciasta, jesienią budują wiatrowskazy, zimą plotą dywaniki i robią pompony z wełny
ich zabawy angażują ręce (łapki?) i umysły, ale nie portfele - większość eksperymentów można przeprowadzić używając materiałów, które znajdują się w domu i na podwórku
do ich samodzielnego przeprowadzenia zachęcają krótkie historyjki z życia staruszka i kota oraz proste wyjaśnienia autorów, którzy zwracają się bezpośrednio do młodego czytelnika
"Czy kiedykolwiek widziałeś wykonaną w domu suszarkę na jabłka? (...) Może też taką zbudujesz?" 

naiwne próby ciekawego świata Findusa i spokojne tłumaczenia Pettsona są wymownym przykładem relacji mały-duży,
w której obie strony mają szansę nauczyć się czegoś nowego
(między innymi o tym, co może stać się z zakopanym na później klopsikiem!)
i skłaniają do bliższego przyjrzenia się otaczającym nas, podlegającym uniwersalnym prawom fizyki, zjawiskom
"... by również dorośli mogli zrozumieć, że przyroda i technika są ze sobą połączone"

całości dopełniają charakterystyczne, jak zwykle pełne uroczych niuansów, ilustracje autorstwa Svena Nordquista
o, na przykład takie:






choć zwykle nie przepadam za publikacjami, w których znani bohaterowie są tylko dodatkiem, "znakiem firmowym", który ma przyciągnąć czytelnika, ta książka marzyła mi się od kiedy poznałam Pettsona i Findusa
na co dzień obcujący z naturą i wykorzystujący niezbadane zasoby przydomowej "drewutni" po prostu idealnie pasują do tematów typu DIY,
które również u nas są na porządku dziennym


Janek dostanie książkę dopiero w grudniu (od Mikołaja), ale spodziewam się, że przyjmie ją entuzjastycznie i z góry cieszę się na nasze przyszłoroczne wspólne majsterkowanie, babranie w ziemi, chlapanie wodą i odkrywanie świata pod przewodnictwem kota w zielonym wdzianku
damy znać, co udało się nam zrobić :)

tymczasem
bohaterów "Roku z Findusem" możecie spotkać w wielu książeczkach wydanych w Polsce przez Media Rodzina (TU),
a setki podobnie ciekawych, zabawnych, inspirujących postaci
w innych odsłonach projektu


w obu przypadkach - polecam!

Czytaj dalej