Ilustratorki, ilustratorzy

czytam, oglądam, wspominam...

drodzy dorośli czytelnicy, pomyślcie, co kojarzycie ze swoich pierwszych spotkań z książkami
może poniższe zdjęcia nieco odświeżą pamięć?
 

znacie skądś te ilustracje?
nawet jeśli nie, na pewno przychodzą Wam na myśl jakieś inne...

jeśli chodzi o mnie, nawet jeśli (może poza Butenką i Szancerem) nie potrafiłabym powiązać obrazu z nazwiskiem, kilkanaście osób, bohaterów książki którą właśnie czytam, okazało się moimi dobrymi znajomymi z dawnych lat

Wielu z nas najpierw kojarzy ilustrację Szancera, a potem baśń o Królowej Śniegu. Ferdynand Wspaniały już zawsze będzie wyglądał jak z ilustracji Kazimierza Mikulskiego, a jeże u Wandy Chotomskiej jak jeże Mieczysława Pokory. Koty Marii Konwickiej każdy chciałby mieć w domu, tak jak „Świerszczyki” i „Misie” pełne rysunków Bożeny Truchanowskiej czy Hanny Krajnik.

to oni kolorowali kiedyś nasz świat, tworzyli dla dzieci, często swój zawód traktując bardzo poważnie
dziś mamy okazję poznać ich bliżej

O swoich fascynacjach opowiadają m.in. Elżbieta Gaudasińska, Zdzisław Witwicki, Bożena Truchanowska, Teresa Wilbik, Józef Wilkoń. Tych, których już nie ma – Olgę Siemaszko, Janinę Krzemińską, Zbigniewa Rychlickiego Janusza Stannego czy Adama Kiliana – wspominają najbliżsi.

i raz jeszcze poprzeglądać prace, które były tłem naszego dzieciństwa

warto, żeby "uczłowieczyć" sobie w myślach twórcę, a w przyszłości także brać pod uwagę, jak istotna bywa warstwa graficzna książeczek, które dziś podsuwamy swoim dzieciom...

 
"Ilustratorki, ilustratorzy. Motylki z okładki i smoki bez wąsów" Barbary Gawryluk - polecam jako sentymentalny powrót do czasów pierwszych czytelniczych zachwytów
(prawie tak samo mocno jak kiedyś książkę "Wielkie małe książki" prof. Leszczyńskiego - tu >>KLIK<<
też w zasadzie pełną obrazków ;) )


Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza