korzystając z kolejnego pięknego weekendu tej jesieni wybraliśmy się z J. na rowerową (może ostatnią w tym sezonie?) wycieczkę do lasu i nad jezioro
na szczęście daleko nie mamy, bo kondycja taty Janka pozostawia wiele do życzenia, a przyznam, że i mi coraz trudniej wozi się te kilkanaście dodatkowych kilogramów z tyłu :P
warto było się postarać!
Janek w Lesie Rudnickim szalał wśród liści - szurał, przegarniał, robił mi szeleszczący deszcz :)
wypatrywał budek lęgowych, nasłuchiwał skrzypienia przechylanych wiatrem sosen,
skrupulatnie wybierał kolorowe liście do swojej kolekcji...
a nad Rudnikiem wspólnie podziwialiśmy śmigające po tafli jeziora żaglówki, windsurferów i grupkę "morsów", którym niestraszna kąpiel w chłodnej wodzie (brrr...)
pstryknęłam kilka zdjęć z myślą o konkursie u Mamiczki i Malucha
i chyba wreszcie pogodziłam się z faktem, że kolejne lato już za nami...
jak dobrze, że w tym roku Pani Jesień dała mi aż miesiąc na jego pożegnanie :)