magiczna skrzynka (do ćwiczenia mówienia i "odnudzenia")

poniższy zbiór zdjęć zabłąkał się dawno, dawno temu w kąciku blogowych wersji roboczych...

Jankowe "ćwiczenia z mówienia", o których co nieco pisałam tu i tam >>KLIK<<, przeszły w międzyczasie do historii, a książka, o której miał być ten wpis znalazła nowych właścicieli


cóż, niech służy!
Czytaj dalej

kto to zrobił?!?

kolejna gra w naszym cyklu "Niezła mała" to

Kto to zrobił?



wydanie absolutnie kieszonkowe!
zgrabne pudełeczko z magnesem w wieczku (samo się nie otworzy, a i nie rozerwie przy rozpakowywaniu przez zbyt entuzjastycznie nastawioną młodzież - super!)
a w nim:
krótka instrukcja,
kilkadziesiąt kolorowych kart z 'kreskówkowymi' zwierzętami
i 13 żetonów... ekhm, kupki


już owe charakterystyczne znaczniki zapowiadają "głębię" tematu przewodniego,
a jednocześnie przesądzają o popularności zabawy w pewnych grupach wiekowych*

tak, celem gry jest ustalić, kto TO, czyli kupę w salonie, zrobił

podejrzani to zwierzątka, których każdy gracz ma pod opieką (na kartach na ręku, na starcie gry) sześć: rybka, kotek, królik, żółw, papuga i chomik


pierwszy gracz wykłada jedną ze swoich kart, oświadczając, że to nie dany jego podopieczny (rybka, kotek, królik, żółw, papuga lub chomik) odpowiada za bałagan na dywanie
i oskarża inne zwierzę
pozostali na wyścigi poszukują w swoich dłoniach karty z wizerunkiem posądzonego, by jak najszybciej się jej pozbyć
kto pierwszy wyłoży kartę, uniewinnia swojego pupila (o nie, nie mój/moja...!) i ma prawo przekierować podejrzenie dalej (to na pewno jeden/jedna z Waszych...!)


cała sztuka polega na tym, by reagować szybko i sprawnie pozbyć się wszystkich kart i być na tyle czujnym, by w żadnym wypadku nie oskarżyć zwierzęcia, którego podobizny nikt już w ręku nie trzyma
wiadomo, jeśli próbujesz obwinić jakąś papugę, a każdy już wcześniej swoją "wybielił", z pewnością coś tu śmierdzi...

za fałszywe oskarżenie, albo pozostanie jako jedyny ze zwierzakami na placu boju, otrzymuje się karny żeton kupy
zwierzaki ze stołu wracają do właścicieli i gramy od nowa
kto pierwszy uzbiera trzy - przegrywa (zły właściciel!), zwycięzcą zostaje osoba, która w tym samym momencie będzie mieć ich najmniej


gra "Kto to zrobił?" jest przeznaczona dla minimum 3 osób, maksymalnie może być ich 6 (tyle mamy zestawów zwierzaków w odmiennych kolorach)
partia toczy się błyskawicznie, ale zazwyczaj przekraczaliśmy zapowiadany na pudełku kwadrans

choć przy pierwszym kontakcie z tym tytułem miałam prawdopodobnie minę jak sówki z tła powyższych zdjęć [ :o !? ], ostatecznie muszę go pochwalić
za dynamikę gry, ćwiczenie nie tylko refleksu, ale i pamięci oraz podzielności uwagi, za to jak łatwo i skutecznie wywołuje uśmiechy i integruje grupę
faktycznie, jest kupa zabawy!



*hmm, chciałam napisać, że fekalia w pewnym momencie stają się ulubionym tematem przedszkolaków, a potem wyjątkowo cieszą uczniów podstawówek jako, na ich miarę "sprośny", temat tabu... ale w toku testów i obserwacji współgraczy doszłam do wniosku, że niektórzy jeszcze długo, długo później z takich heheszków nie wyrastają ;)
ostatecznie 6+ to chyba właściwa grupa docelowa :)
ale, wiecie, na potrzeby szczególnie oburzonych, temat zawsze można zmienić - wykładać karty np. pod hasłem "kto zjadł ciastko?" i grać o guziki...

Czytaj dalej

Beskid Śląski i Żywiecki - widokówki sierpień 2019

lato się skończyło...
ale
co by nie zapomnieć jak nam z nim bywało miło -
w Górkach Wielkich, nad Brennicą, na górze Bucze, Zebrzydce, Szyndzielni, Klimczoku i Błatniej, Baraniej i Babiej Górze oraz w Korbielowie -
garść beskidzkich widokówek
na pamiątkę


Błatnia 'za salamandrą'
Jaworze (Nałęże) - Szlak Harcerski - Schronisko PTTK - żólty - Szlak Szklany - Jaworze

uwaga! harcerze nie trawersują! dla matki z niemowlakiem - podejście hardcore ;)
wypatrywanych płazów, niestety, brak :(


Barania Góra 'do chmury i z powrotem'
Wisła Czarne (parking) - do szlaku żółtego - żółty - Gawlasi - zielony - Barania Góra - niebieski - Kaskady Rodła - Wisła

bardzo ładna trasa (w dobrym kierunku!) plus "atrakcyjna" pogoda
dla starszych dzieci (6-9l) - super wspomnienie zdobywania szczytu w chmurze i deszczu, który choć lał dookoła, nas szczęśliwie omijał, dla S., niestety, trochę za wiele...
długie podejście rekompensuje bardzo przyjemna droga w dół - z odkrywaniem źródeł Wisły i podziwianiem form skalnych w dolinie Białej Wisełki


Górki wkoło
Szlak Kamyka (znaki niebieskie), Rezerwat Góra Bucze (czerwone), Zebrzydka (zielony szlak)

budowa tam na rzece, nietoperze w kościele, baranina z ogniska, KOSS
świetnie jak zawsze :)


Klimczok 'z podwózką'
Bielsko-Biała (parking) - niebieski/czerwony - kolejka - Szyndzielnia - czerwony/niebieski - Schronisko Klimczok - niebieski/czarny - Klimczok - żółty/czarny/niebieski - Bielsko

dla dzieci (m razem tywszystkich! 9m-9l) wyprawa idealna :D


Mała Babia 'i dość?'
Korbielów - Orawska Polhora - Slana Voda (parking) - czerwony - Borsucze - Cyl (Mała Babia Góra) - zielony - przełęcz Brona - ...

podejście szybkie, "leśne", ale przyjemne
w składzie Matka Wariatka i troje dzieci stres równoważył śpiew :P
zeszłabym, omijając Diablak, ale nie było z kim, dzień piękny, Babia tak blisko...


Babia Góra 'zejście z widokiem'
Brona - Babia - żółty - Paseky - Slana Voda

podejście znane, wiadomo - krótkie, strome, kamieniste, tym razem dla mnie bardzo trudne psych. i fiz., szczyt - jak zawsze wietrzny ;), dzień widokowo bardzo łaskawy, powrót - bajeczny
przepiękny (!), wygodny szlak po stronie słowackiej z szeroką, długo widoczną panoramą Orawy i widokiem na Tatry <3, ładne miejsca postojowe, wieże widokowe

dla ruchliwego, wiecznie głodnego niemowlaka z jednym rodzicem-nosicielem marsz zdecydowanie zbyt długi [ale w tę stronę przynajmniej z górki ;) ], dzieci (7-9l) zachwycone!




Korbielów 'regeneracyjnie'
Korbielów "Pod Polanką" - ul. Graniczna - ścieżką do szlaku granicznego (ew. do przejścia granicznego) - niebieski/czerwony - Beskid Korbielowski - przeł. pod Beskidem Krzyżowskim - żółty - Chata Baców - Kamienna - "Pod Polanką"   

przyjemna trasa z małymi niespodziankami (wiatrołomy na żółtym szlaku), widokiem na Babią Górę i okolice, z niewielkimi przewyższeniami
bardzo dobra na upalny dzień i spadek formy :)



będzie co wspominać!
dzięki, Drużyno, za wszystkie miłe chwile

Czytaj dalej

patent na złodzieja

tak - prawda, że zachęcająco? - wygląda zawartość kolejnego pudełeczka na naszej "planszówkowej półce":


mowa o jednej z nowości Zielonej Sowy, pod tytułem:

Patent na złodzieja

jest to gra karciana, według wydawcy - towarzyska, krótka (ok. 20-minutowa), przeznaczona dla kliku (od 2 do 5) osób
jak wynika z wstępnych prób na ochotnikach, niekoniecznie w rekomendowanym wieku powyżej 12 lat (choć tym nieco starszym być może łatwiej przyjdzie popełnianie dopuszczanych przez instrukcje "oszustw"...)

dysponujemy tu pięcioma kartami postaci, które rozdawane są losowo, po jednej, pomiędzy graczy
trzy z nich przedstawiają wynalazców, dwie - złodziei
każdy utrzymuje przyznaną w ten sposób tożsamość w tajemnicy (w grze w niepełnym składzie, niewykorzystane karty postaci odkładamy do pudełka bez przeglądania) 


celem każdego gracza jest opatentowanie, w imieniu swojego bohatera, maksymalnie korzystnej puli wynalazków
w tym celu, za pośrednictwem kolorowych kart eksperymentów, przeprowadzamy niezbędne doświadczenia i - w przypadku ich efektywności - publikujemy wynalazki

gracze posiadają "na ręce" po trzy karty eksperymentów, sześć kart wynalazków i 2 lub 3 żetony procesów
wszystkie, o czym warto wspomnieć, bardzo kolorowe, ładnie opracowane graficznie i pomysłowo, "klimatycznie" opisane [mniam ;)]


w pierwszym etapie spośród swoich kart eksperymentów każdy wybiera jedną
odkrywając je równocześnie, porównujemy rodzaj i oznaczenia liczbowe wykonanych doświadczeń
gracz (lub gracze), który przeprowadził (-li) unikalny pod względem koloru karty eksperyment o najwyższej "sile" ma prawo opublikować patent, czyli wyłożyć jedną ze swoich kart wynalazków na stół

wynalazki mają różną wartość, zależną od ilości składników potrzebnych do ich wytworzenia (czyli kolorowych kropeczek), z których wynika końcowa punktacja oraz - uwaga! - zaznaczony kolor prawowitego konstruktora (w kółku z trybikiem na dole)
można, a w przypadku złodzieja nawet trzeba, zgłosić patent nie przypisany naszej postaci, więc karty wykładamy tak, by kolor wokół trybika był niewidoczny
pozostali gracze, podejrzewając matactwo, mogą na świeżo zagraną kartę rzucić podejrzenie (żeton procesu) - na koniec gry będą mieli szansę zdobyć dodatkowy punkt i pozbawić zysku nieuczciwego konkurenta, albo dorzucą mu punkcik, jeśli oskarżenie było niesłuszne

niektóre eksperymenty, nawet nieudane, mogą przynieść dodatkowy "zarobek" punktowy, albo inne przydatne w toku rozgrywki, opisane na karcie rozwiązania
z kolei każdy z wynalazków, powtarzających się w talii po 3 razy, może pojawić się na stole tylko raz, a gra kończy się, gdy znajdzie się ich na stole łącznie 9 lub jeden z graczy wyłoży swój szósty
(zwięzłą wideoinstrukcję można znaleźć tu: >>KLIK<<)

w sumie, nie ma tu nic specjalnie zawiłego (jeszcze raz pytam, skąd to 12+?), mamy do podjęcia kilka decyzji plus trochę blefu i kombinowania
oraz, pewnie się powtórzę, bardzo ładne, działające na wyobraźnię karty :)


sama rozgrywka jest... ciekawa
zarówno dzieci (u nas 8+, choć jak wspomniałam, te najmłodsze miały pewne opory co do blefowania), jak i dorośli angażowali się w grę i nieźle bawili!

ci ostatni jednak na koniec często wydawali werdykt "fajna, ale randomowa", "karta nie podeszła i nie było szans...", "trzeba mieć farta"
i, cóż, trudno z tymi zarzutami polemizować
nie mamy wpływu na wiele czynników - nie tylko losowy dobór postaci (który jest nawet korzystny i w ciekawy sposób wprowadza element niepewności), ale także często efekt wytoczonych procesów, powodzenie w fazie eksperymentowania i zbiór posiadanych wynalazków 
chociaż te ostatnie można przecież próbować stopniowo wymieniać, niektóre bez wątpienia można uznać za plagiat, a nieudane doświadczenia przekuć w sukces korzystając z dodatkowych "mocy" niektórych z nich...
kilkanaście prób w różnych konfiguracjach nie dało mi niestety pewności, że umiejętne postępowanie z dowolnym, otrzymanym na starcie zestawem składników i dobra strategia dają wynalazcy/złodziejowi znacząco większe szanse, niż zdecydowana gra ofensywna i liczenie na szczęście

na plus zaliczyć trzeba możliwość gry w prostszym lub bardziej wymagającym trybie (istnieje wariant podstawowy i zaawansowany) oraz niezłą skalowalność
weselej - i więcej emocji! - jest w większym gronie, ale gra nie traci wiele w przypadku starcia 1:1

mimo że w toku dotychczasowych prób nie jestem zatem w stanie (jeszcze? może coś robimy nie tak?!) obalić argumentu dużego (zbyt dużego, jak na grę dla dorosłych...) wpływu czynników losowych na wynik rozgrywki,
a i okładka nikogo do wyboru akurat tego pudełka jakoś specjalnie nie przyciąga,


złote trybiki i niesamowite wynalazki oraz atmosfera napięcia i wzajemnej podejrzliwości, oczarowały mnie na tyle, że na pewno będę naciskać na dalsze "testowanie"!


"Patent na złodzieja", jako grę nie taką złą i nie za wielką, dopisuję do listy "Niezła mała"

Czytaj dalej

rok w rymach


wiersze dla dzieci to nie tylko Brzechwa i Tuwim,
a tym bardziej nie tylko częstochowskie rymy z książeczek "ubarwionych" jaskrawymi kolażami skomponowanymi z darmowych grafik

dobre, ciekawe wierszyki w prostych słowach przedstawiają świat, pozostawiając jednocześnie wiele miejsca wyobraźni, uczą zabawy słowem i odczytywania emocji
dlatego chętnie czytam z J. i S. także te krótkie formy, bardzo różnych autorów
bardzo lubimy wspomnianych "klasyków", ale często sięgamy także do zbiorków np. Agnieszki Frączek, Doroty Gellner, Danuty Wawiłow

wciąż mało jednak poezji na tym blogu!
stąd dziś - może na dobry początek uzupełniania zakładki #wiersze - najnowsza nasza książka z wierszami dla dzieci:

"Wiosna, lato, jesień, zima w moich rymach" Wandy Chotomskiej 

a w niej:
wierszyki o codziennych sprawach, dziecięcych kłopotach i marzeniach,
wspomnienia i "bajki", poetyckie opowieści osnute wokół wiosennych, letnich, jesiennych i zimowych uniwersalnych motywów,
krótkie rymowanki na temat każdego z miesięcy, wyobrażonego jako przedstawiciel przemyślnie dobranego zawodu,
motyle, lody, babie lato, mróz, księżyc przy ognisku i sylwester z babcią i dziadkiem...

ilustracje autorstwa Ewy Poklewskiej-Koziełło doskonale podkreślają wymowę utworów wprowadzając atmosferę poszczególnych pór roku
prostota kształtu, feeria kolorów, radosne postaci, bujne rośliny, tańczące zwierzęta...
zwykły, ale nie zwyczajny, doprawiony odrobiną magii (wyobraźni i poezji!) świat




"W tym pięknym zbiorze utworów zebranych z zielonych teczek pięknie zadomowiły się cztery pory roku"
nie mogę nie zgodzić się ze słowami Ewy Chotomskiej - autorki słowa wstępnego
jeśli mój wpis kogoś nie przekonuje, zdecydowanie powinien zapoznać się z całą przedmową do tego tomiku! 
córka poetki tak ciepło, obrazowo, z sentymentem pisze o Mamie i jej twórczości, że choćby (albo również) z tego względu warto sięgnąć po te wiersze

nie brakuje wśród nich "zielonych, czasem nieśmiałych, pachnących świeżą trawą, budzących się do życia wraz z wiosną" ani "pełnych gorąca i koloru opisów lata, którego schyłek obwieszczały opuszczające gniazda bociany", jest jesień, co "pachniała dymem z ogniska, w którym piekły się ziemniaki, a szum liści i stukot deszczu napawał melancholią. Wreszcie zima - biała, mroźna, taka, jaka się najlepiej pamięta z dzieciństwa"
kilka ładnych obrazów i prostych prawd
więcej nie trzeba 


Nasza Księgarnia - dziękuję
Czytaj dalej

układanka klockowa - jak nowa!

proszę Państwa, oto... pluszcz


mimo że w nazwie ma "zwyczajny", dla mnie jest to gatunek niezwykły
nie tylko dlatego, że jako jedyny ptak śpiewający, dzięki odpowiedniemu natłuszczeniu upierzenia, odpowiednio ciężkim (jak na ptaka) kościom i wyjątkowym umiejętnościom, potrafi doskonale nurkować i pływać w rwących górskich strumieniach
jest nadzwyczajny, bo przywołuje sentymentalne wspomnienia - pierwszych obserwacji w Tatrach (oraz sympatycznego posiadacza podstaw wiedzy ornitologicznej i kasztanowych loków...), niezapomnianych wycieczek w Beskid Sądecki oraz naszych ostatnich (a dla S. pierwszych!) wędrówek w Beskidzie Zywieckim
za te zasługi został wyjątkowo wyróżniony - trafił na jedną z sześciu ścianek starych (i tu dopiero otwiera się pole dla sentymentalnych wspomnień!) klocków

kostki-puzzle tej układanki mają już ponad 30 lat, więc można powiedzieć, że pamiętam je od zawsze
może ktoś z Was też - jestem pewna, że nie tylko ja bawiłam się "w obrazki" z Kopciuszkiem, Jasiem i Małgosią, Kotem w butach, Czerwonym Kapturkiem, Królową Sniegu i Calineczką...

sześcianiki były z trwałego plastiku, a ilustracje całkiem ładne, więc zestaw służył potem kolejnemu pokoleniu
w miarę wycierania się i odrywania papierowej okleiny, z czasem stracił oryginalne przeznaczenie na rzecz roli materiału budowlanego dla różnych konstrukcji i zaczął, niestety, coraz mniej estetycznie wyglądać
kto by go jednak, po tylu latach razem, wyrzucił!?

trochę trwało od pomysłu, do realizacji, bo najtrudniej było podjąć decyzję, czym klocki okleić
padło na - a jakże, też wiążące się z pięknymi wspomnieniami! - kalendarze przyrodnicze z lat 2017 i 2018, z fotografiami Adama Wajraka


"przepisu" na wykonanie chyba łatwo się domyślić:
  • dokładnie oczyściliśmy klocki z dawnej okleiny (J. szorował w wodzie, później ja matowiłam papierem ściernym - zdobyliśmy doświadczenie, że lepiej byłoby pozostać tylko przy metodzie "na sucho", bo woda dostała się do wnętrza niektórych kostek i jej usuwanie wszystko przedłużyło)
  • docięliśmy nowe obrazki do wielkości układanki i pokroiliśmy na pojedyncze kwadraciki (nie sprawdził się idealny do układanek patyczkowych - jak tu: >>KLIK<< lub tu: >>KLIK<< - sposób rozcinania naklejonej ilustracji nożykiem do tapet, więc sporo czasu poświęciłam żmudnemu cięciu nożyczkami wzdłuż poprowadzonych przez J. linii i zgięć... na przyszłość - takie rzeczy tylko z gilotyną!) 
  • przykleiliśmy, jeden po drugim, kwadraciki wikolem do kostek - odpowiednio obracając kostki dla każdej kolejnej ilustracji


i oto jest - może nie idealna, ale znów ładna i wywołująca uśmiech - całkiem nowa układanka, cała w leśne i polne śliczności:



plus - nie do końca na temat, ale w końcu J. też ma prawo do swoich sentymentów ;) :


a tym samym nasz pierwszy projekt upcyklingowy w ramach wyzwania #nowezycie,
do którego podjęcia i Was zachęcamy
TU: >>KLIK<<


nie wyrzucamy - przetwarzamy!
Czytaj dalej

NOWE ŻYCIE = wyzwanie upcyklingowe

w nowy rok (szkolny) wkraczamy z nową energią i pomysłami!

słyszeliście o upcyklingu?

jeśli nie, Wikipedia podpowiada:
upcykling forma przetwarzania wtórnego odpadów, w wyniku którego powstają produkty o wartości wyższej, traktowane jako wartościowe surowce; pozwala zmniejszyć zarówno ilość odpadów, jak i ilość materiałów wykorzystywanych w produkcji pierwotnej
słowo może nie najpiękniejsze, ale idea zacna...

jako że na blogu ostatnio mało śladów aktywności twórczej (za to śmieci w domu zawsze pełno :P),
od dziś, przez najbliższy rok postaramy się regularnie (powiedzmy, ambitnie, raz w miesiącu) coś "przetworzyć" tak, by zwiększyć jego wartość
i pochwalić się efektem

zapraszam i Was do podjęcia wyzwania!

mile widziane będą wszelkie pomysły na "przeróbki" (szczególnie dla, albo z udziałem dzieci), inspiracje i zdjęcia w komentarzach oraz linki do postów pod hasłem NOWE ZYCIE
wszystkie będę zbierać w tym wpisie

ochotników proszę o umieszczenie w swoich wpisach blogowych poniższego banera z odnośnikiem do tego posta i/lub hasztagu #nowezycie w przypadku wpisów na fb
oraz dodanie swojego linka w komentarzu lub przesłanie pocztą elektroniczną (adres: mamajankaion@gmail.com)

let's upcycle!

NASZE POMYSŁY:

Czytaj dalej

świat przyrody, kur i faktów


nie lubię pisać o książkach, których w całości, z uwagą nie przeczytałam, dlatego wpisy takie jak ten powodują u mnie pewien dyskomfort*
wiem, że w sieci roi się od "recenzji" lektur zaledwie pobieżnie przejrzanych, ładnie obfotografowanych i ocenionych po okładce, ale to mnie nie tłumaczy!
bardzo rzadko pokazuję tu coś, czego nie poznałam "od deski do deski" i nie jestem w stanie w 100% rzetelnie ocenić
tym razem wybrałam jednak z bogatej oferty nowości wydawniczych kilka pozycji, dla których całe lato "czytania" okazało się zbyt krótkie... i które i tak ośmielę się polecić, bo jestem pewna, że z przyjemnością będziemy do nich wracać jeszcze wielokrotnie, dużo, dużo dłużej :)

oto trzy książki, od tygodni uśmiechające się do nas z podręcznej półki: 

Świat przyrody

Czaple, kury i głuptaki, czyli o bogactwie ptasiego świata

321 superciekawych faktów, które trzeba poznać, zanim się skończy 13 lat 


1. 

Świat przyrody 

to pięknie wydane kompendium wiedzy przyrodniczej - album w twardej oprawie, pełen barwnych rycin, wyraźnych plansz i zwięzłych opisów


graficznie, kompozycyjnie i kolorystycznie, dla mnie - uczta!
Owen Davey mistrzowsko operuje prostymi geometrycznymi kształtami, teksturą i barwnymi plamami, w kilku kreskach zawierając kluczowe cechy gatunków


obraz przyciąga uwagę i bardzo skutecznie zachęca do wczytania się w towarzyszący mu tekst - od prostych, podstawowych informacji, przez liczne ciekawostki, po szczegóły dotyczące pojedynczych, wyjątkowych organizmów    
znajdziemy tu przejrzyście oznaczone i opisane różne środowiska życia, poszczególne grupy roślin i zwierząt oraz ich specyficzne przystosowania i zachowania 
co ciekawe, odległe strony połączone są zaznaczonymi kolorowo "szlakami", którymi czytelnik może podążać zaczynając od dowolnego miejsca i dając się prowadzić w nieznane odkrywać, jak wszystko w przyrodzie jest ze sobą powiązane...

ponad 100 stron, kilkadziesiąt tablic - kwiaty, liście, nasiona, kształty dziobów, cykle życiowe, sieci troficzne, życie w rzece i na sawannie, a nawet "dzikie romanse" - za każdym otwarciem poznajemy coś nowego, pozostając pod nieustającym wrażeniem niesamowitości natury 


zdjęcia mogą tego nie oddawać, ale to zdecydowanie nasza najpiękniejsza "artystyczna" książka przyrodnicza od czasu "Galerii dzikich zwierząt" (tej: >>KLIK<<)

,
2.

Czaple, kury i głuptaki, czyli o bogactwie ptasiego świata

to pozycja wybrana z myślą o znajomych młodszych i starszych miłośnikach awifauny, którzy, podobnie jak autorka, zarażają ptasią pasją


od pierwszej strony widać, że autorka tworzy z artystycznym zacięciem
efektem jest bajecznie kolorowa książka obrazkowa - z zagadkami, rysunkowymi psikusami i licznymi, niosącymi często ciekawe informacje, dopiskami
ilustracje są pełne życia i intensywnych barw, ale pierwsze wrażenie wizualnego miszmaszu stopniowo ustępuje zachwytowi nad spójnością koncepcji, przemyślaną kompozycją i wiernie oddanymi wizerunkami ptaków
mniej i bardziej egzotycznych


Asia Gwis pokazuje nam ptaki leśne, miejskie, wiejskie, wodne, nocne, gniazdujące, migrujące i na przeróżne sposoby się wyróżniające
choć na kilkudziesięciu stronach znajdziemy przegląd różnych środowisk i dziesiątki przykładów, to zaledwie ułamek bogatego i różnorodnego ptasiego świata
ta książka może być zachętą do uważnych obserwacji i lepszego poznania wszystkich naszych skrzydlatych sąsiadów, ich cech charakterystycznych, przystosowań i zwyczajów
tym cenniejszą, że z potwierdzoną, profesjonalną konsultacją ornitologiczną


choć rozmach kolorystyczny i tematyczny całości trochę mnie przerasta, nie mogę nie zgodzić się z wyborem ptasiego "słodziaka" - tym autorka całkowicie mnie kupiła :)


3.

321 superciekawych faktów, które trzeba poznać, zanim się skończy 13 lat 

czyli wielka księga ciekawostek na temat zwierząt, roślin, anatomii człowieka, sportu, sławnych ludzi, wydarzeń historycznych, Ziemi i kosmosu, żywności, słów i języka


jako że sama 13 lat skończyłam już jakiś czas temu, wybrana została głównie z myślą o młodszym czytelniku
cel? nieustanne podsycanie ciekawości świata!
bo cóż mogłoby lepiej zachęcić do nauki jeszcze-nie-trzynastolatka, niż podanie wiedzy w lekkiej formie krótkich anegdot?


forma sprzyja niespiesznej, wyrywkowej lekturze
informacje pogrupowano w tematyczne rozdziały, ciekawie zatytułowano i przedstawiono w zwięzłych akapitach, rozważnie dozując wypunktowania i wytłuszczenia
szkicowane ilustracje uzupełniają tekst lub wprowadzają nienachalne elementy humorystyczne

warto docenić, że choć jest to tłumaczenie holenderskiego oryginału, zadbano o uzupełnienie tekstów o ciekawostki także z naszego podwórka
a jeśli chodzi o wybór ciekawostek, pomiędzy tymi, których znajomość może posłużyć jedynie "błyśnięciu" w towarzystwie, nie brakuje paragrafów niosących rzetelną wiedzę

ostatecznie muszę przyznać, że sama też sięgam do tej książki z przyjemnością, czasem przypominając sobie, ale bardzo często odkrywając nieznane fakty z biologii, geografii i innych (jeszcze słabiej dotąd zgłębionych) dziedzin


J. siedzi cicho w swoim kąciku i tylko od czasu do czasu słychać, jak chichocze
albo woła: "mamo! wiedziałaś, że...!? przeczytam Ci!"
bezcenne!



za książki dziękujemy wydawnictwu wydawnictwu Nasza Księgarnia
otrzymane egzemplarze - szczególnie "Swiat przyrody"! - wzbogacą kolekcję pomocy edukacyjnych pod hasłem:


*dyskomfort najczęściej znika, gdy w końcu opisywane pozycje przeczytam 'od końca do końca', co prędzej czy później następuje... w przypadku trafienia na treści sprzeczne z aktualnym przekazem wpisu - będę edytować!
Czytaj dalej