jego pierwsze InO, czyli "marsze na spostrzegawczość" z dzieckiem (i psami)

J. od zawsze interesuje się mapą*
często razem planujemy wyprawy, "zdobywa" plany miast i prowadzi nas przez mniej lub bardziej znane okolice (ostatnio na imieninowej wycieczce do Torunia - pozdrawiamy uczestniczki-prowodyrki :) ), pomaga mamie-kierowcy w jeździe z nawigacją...

tej wiosny zrobiliśmy pierwsze podejście do marszów na orientację
poniżej kilka słów: dla pamięci, na zachętę i żeby się pochwalić ;)

fot. Forest Gang, stąd

Którędy na wprost? - trening marszu na orientację 


to wydarzenie, w którym wzięliśmy udział w maju
dzięki niemu na nowo odkryliśmy Myślęcinek**, a Janek bliżej poznał alternatywny rodzaj zabawy z mapą


tak imprezę podsumowali organizatorzy:
Marsze, rajdy i biegi na orientację cieszą się coraz większą popularnością w naszym regionie. Dlatego w ramach Bydgoskiego Festiwalu Nauki Gangsterzy postanowili podzielić się swoją pasją i zorganizować trening marszu na orientację „Którędy na wprost?”. W tę słoneczną sobotę około 20 osób postanowiło przyłączyć się do nas i napaść na Myślęcinek w celu znalezienia Zielonych Punktów Kontrolnych. W trakcie marszu wszyscy zgłębiali tajniki kresek, kółek czy trójkątów na mapie oraz dowiedzieli się jak korzystać z kompasu. Padały też pytania co robić jak już naprawdę się zgubimy. Największą radochę sprawiło nam na pewno nauczanie najmłodszych adeptów orienteeringu. Zatem uważajcie, bo już niedługo Staś z bratem Jasiem, Adaś, Kajtek i dziewczyny z Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Nr 1 dla Dzieci i Młodzieży Słabo Widzącej i Niewidomej im. Louisa Braille'a: Iza, Wiktoria, Ania oraz Maja będą rządzić na trasach kolejnego cyklu BNO.

cóż dodać... uważajcie! ;)

foto-ślady naszego udziału - w przypadku Janka bardzo aktywnego! - można znaleźć tutaj >>KLIK<<
Forest Gang - dziękujemy :)

przy okazji okazało się, że okolica obfituje w podobne wyzwania
odkryliśmy, że 

zielone punkty kontrolne

czekają na odnalezienie m.in. w Osiu, Bożenkowie, Solcu Kujawskim, czyli właściwie tuż za rogiem

a "klucz" do czytania ogólnodostępnych mapek (i zapał) - mamy!


na fali świeżego entuzjazmu, zeszłej niedzieli dołączyliśmy do

Zabawy z mapą

w naszym parku miejskim

impreza była otwarta, zorganizowana na niewielkim, prostym orientacyjnie terenie, właśnie po to, by zachęcić nowicjuszy
Janek w pracy z mapą nie potrzebował w ogóle mojej pomocy i świetnie prowadził nas z punktu do punktu
ciekawostką (i sporym utrudnieniem!) była zasada weryfikacji punktów - zamiast typowych potwierdzeń (lampionów czy słupków) mieliśmy serię zdjęć obiektów do odpowiedniego przyporządkowania
oboje ćwiczyliśmy spostrzegawczość, do konca niepewni, czy skutecznie...

dziękujemy organizatorom za ciekawe doświadczenie!

 

i ponownie" ostrzegamy": w temacie InO Janek nie powiedział na pewno ostatniego słowa :)

wszystkim, niezależnie od wieku, doświadczenia i kondycji (po dobrym przemyśleniu wyboru stopnia trudnosci trasy), polecamy!


* najdawniejsze odnalezione źródła to foto nad mapą Tatr z 2011 i ta zabawa >>klik<<
aż miło powspominać :)

** "odkrycie" to nie tylko same "zielone trasy" w parku, ale i Ogród Botaniczny, do którego dotąd nigdy nie trafiliśmy
a warto!


Czytaj dalej

Gąsienice gra

kolejny punkt na naszej liście szybkich, małych, wakacyjnych gier to:

Gąsienice



co to takiego?

Gąsienice to szybka gra pamięciowa dla całej rodziny, w której wygrany może być tylko jeden, lecz przegrać mogą wszyscy.

czyli kolorowe memo w smakowitej (szczególnie jeśli ktoś lubi jabłka, ptaki lub robaki ;) ), "ogrodowej" szacie graficznej, w sam raz na lato


najważniejsze w zabawie są oczywiście gąsienice
zmieszane, zakryte żetony z ich wizerunkami rozmieszczamy na stole wokół karty-jabłka
na początek - w pewnej odległości od niej

zadaniem graczy jest podglądać gąsieniczki za pomocą kart akcji i zapamiętywać, gdzie kryje się jaki "robal" (a dokładnie, na którym z 5 możliwych kolorów tła się znajduje)
następnie, przy pomocy odpowiednich kart ptaków musimy na nie skutecznie zapolować

Ekspresowa wersja zasad:
1. Rozłóż 15 zakrytych kafelków gąsienic wokół jabłka, około 15 cm od niego.
2. Wylosuj kartę akcji. Jeżeli to karta akcji specjalnej – wykonaj odpowiednią czynność.
3. Jeżeli to ptak, to wybierz żeton gąsienicy. Jeżeli kolor ptaka i gąsienicy jest ten sam – robak został upolowany.
4. Jeżeli kolory się różnią, gąsienica zbliża się do jabłka.
5. Kto zbierze najwięcej gąsienic – wygrywa.
Jednak gdy tylko 3 gąsienice dotrą do jabłka – wszyscy przegrywają


spośród wielu gier pamięciowych dla dzieci, tę wyróżnia kilka "urozmaiceń"
- żetony-gąsienice, jeśli źle zapamiętamy ich położenie, powoli przesuwają się w stronę jabłka i w pewnym momencie przestają być dostępne dla graczy, dlatego trzeba rozważnie planować zaglądanie pod kartoniki
- "pary", które zbieramy to tym razem nie komplety kartoników ze stołu, ale zestawy ptak-robaczek
- dzięki kartom specjalnym, takim jak wiatr, deszcz, rolnik albo motyl, możemy przesuwać żetony na stole, zmieniając losy rozgrywki


nie jest to klasyczne "memo" również dlatego, że sporo zależy od szczęścia - możemy wiedzieć, gdzie kryje się gąsienica w danym kolorze, ale nie dobrać odpowiedniej karty ptaka, który mógłby ją schwytać...
nasze szyki łatwo pomiesza także nieuważny konkurent, który pozwoli danemu robaczkowi uciec do jabłka, a w razie remisu instrukcja poleca wyróżnić gracza, który (przypadkiem) "upolował" najwięcej najtłustszych szkodników
dzieciom wszakże te mankamenty nie bardzo przeszkadzają :)

choć każdy gra na własny rachunek, ciekawym rozwiązaniem jest przypominająca gry kooperacyjne zasada, że gdy przegrywamy, to wszyscy razem
najmłodszym zdecydowanie łagodzi to gorycz porażki


małym minusem wydaje mi się być wielkość żetonów gąsienic - dostosowanych raczej do wyćwiczonych palców niż paluszków przedszkolaka
dzieci w sugerowanym przez producenta wieku, z pewnością już sobie jednak z nimi poradzą

z zasadami - także, choć na początku kilka razy trzeba będzie spojrzeć do instrukcji i przypomnieć sobie działanie opisanych tylko tam kart specjalnych

starsi, cóż, mogą mieć trochę frajdy z zabawy w rodzinnym gronie, ale "Gąsienice" raczej nie będą stanowić dla nich wyzwania, nawet w proponowanych "wariantach dla zaawansowanych"

Informacje o grze:
• Wiek: 5+
• Liczba graczy: 2-5
• Czas: 20 minut

"Gąsienice" dopisuję do listy "Niezła mała 2", w kategorii: dla małych



cytowane informacje i wersja zasad pochodzą ze strony wydawcy: Trefl Fabryka Kart >>KLIK<<, który przekazał grę do zaopiniowania
Czytaj dalej

kto wymyślił wakacje?

WAKACJE!

oto znów, szczęśliwie, rozpoczęliśmy kolejne lato i czas laby od szkolnych obowiązków :)

dla J. to chwila [tak, już niedługo okaże się, że tylko krótki moment...] oddechu od wczesnych pobudek i zadań domowych oraz czas wymuszonej rozłąki z kolegami i koleżankami z klasy
z pewnością jednak NIE odpoczynek od codziennego czytania i zdobywania wiedzy!
każdego dnia bowiem odpowiadamy sobie na coraz to nowe pytania 

tym razem, dzięki nowej lekturze, także kilkanaście typowo "sezonowych" - jak te z okładki:


czy - wiele, wiele więcej! - ze spisu treści:


książki pt. "Kto wymyślił wakacje?"


mamy oto przed sobą kopalnię wiedzy o lecie, wypoczynku, podróżach, sezonowych wydarzeniach, dawnych i współczesnych tradycjach

nie jest to bynajmniej encyklopedia [w końcu mamy wakacje ;)], raczej zbiór tematycznych ciekawostek, przegląd kojarzących się z latem aktywności i garść podpowiedzi na temat "co robić, żeby w czasie wakacji ani chwili się nie nudzić" [gdyby ktoś takich potrzebował...]
i właśnie dzięki takiej formie, ma szansę zainteresować młodego czytelnika, któremu przez ostatnie miesiące (być może) obrzydły podręczniki!


autorka, Katarzyna Sowula, wydaje się mieć podobne do mnie spojrzenie na kwestię wypoczynku
pisze o dziesiątkach miejsc, pomysłów i aktywności, z którymi może kojarzyć się lato
cóż, o plażach i "wakacjach pod gruszą" także, ale bardzo dużo również o letnich sportach, wyprawach w różne zakątki świata, górskich szlakach, harcerskich obozach, przeróżnych grach i zabawach
zachęca do działania, zwiedzania, gromadzenia niebanalnych pamiątek i wspomnień

pytania, będące tytułami kolejnych rozdziałów, to często tylko pretekst do opowieści na dany temat i okazuje się, że czasem warto zgłębić go dodatkowo samemu [np. doczytać, gdzie właściwie owa plaża może świecić!?]
niemniej, pełne wersalików i wytłuszczeń stosunkowo zwięzłe i bardzo różnorodne tematycznie teksty, podobne na pierwszy rzut oka do felietonów z licznymi odnośnikami, mają szansę skutecznie zainteresować czytelników
dla tych z pierwszych klas podstawówki będą także lekcją [bez negatywnych skojarzeń ;) ] języka polskiego, bo pełne są wakacyjnego, nie zawsze na co dzień stosowanego, słownictwa

całość ubarwiają ilustracje Joanny Gębal, w typowo letniej gamie kolorystycznej - palecie barw nieba i wody, lasu, piasku i... lodów truskawkowych :)



nie przeczytaliśmy jeszcze tej książki w całości... [na szczęście mamy jeszcze cale dwa miesiące :D]
być może nie znajdziemy w niej wszystkich odpowiedzi na nurtujące nas latem pytania, ale na pewno czegoś nowego nauczymy
mimochodem i "bezboleśnie" - jak to w wakacje :)



za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia


Czytaj dalej

3 NK-gry >> Lisek Urwisek, Głębia, Kruki


jeśli szukasz wyczerpującej recenzji, szczegółowego opisu wykonania i dokładnego streszczenia zasad którejś z nowych gier wydawnictwa Nasza Księgarnia wymienionych w tytule, prawdopodobnie źle trafiłeś...
tym razem, w przeciwieństwie do większości wpisów pod hasłem "Grajmy!" (>>KLIK<<), tu tylko kilka zdjęć i garść subiektywnych wrażeń spisanych - na świeżo i na szybko - po tygodniu intensywnego grania

kto wie, jakie gry cenimy i wierzy (albo już się przekonał), że jeśli piszę "dobra", to rzeczywiście jest niezła, może coś jednak z niniejszej notatki wyniesie ;)

do zabawy dostaliśmy "na chwilę" 13 gier wydanych w 2018 i 19 roku
pełen przegląd wraz z krótką relacją z wydarzeń, w których wzięły udział pojawi się wkrótce na blogu Grajmy!
tu - trzy z nich, które dodatkowo intensywnie eksploatowaliśmy w gronie rodzinnym

Lisek Urwisek


to zdecydowany faworyt Janka

"kooperacyjna gra detektywistyczna" - ta krótka charakterystyka demaskuje większą część tajemnicy jej powodzenia
raz, dziecko na pewno nie będzie w niej jedynym przegranym 
zwyciężamy lub dajemy się pokonać wszyscy - wygrana w takim przypadku cieszy równie mocno, ale porażka boli dużo mniej...
dwa, zabawa polega na prowadzeniu śledztwa w celu rozwikłania zagadki zaginionego ciasta i wyłonieniu sprawcy spośród kilkunastu podejrzanych lisów
zagadki, teorie spiskowe, odkrywanie nieznanego, to w pewnym wieku [wg wydawcy od 5 do 105 lat ;)] niesamowicie skuteczny magnes przyciągający tak do lektury [vide choćby seria Archeo, czy przygody Blomkvista - obu ;) - Orkiszka lub Lassego i Mai], jak i do gry

całości dopełnia doskonałe wykonanie
pionki w kształcie "holmesowskich" czapeczek, figurka uciekającego lisa, kolorowe, gładkie karty, unikalne kosteczki z symbolami i, creme de la creme!, prawdziwy detektor deszyfrujący uzyskane wskazówki - to wszystko sprawia, że dzieci (i nie tylko) z zaciekawieniem rozkładają grę po raz pierwszy i z niesłabnącym entuzjazmem do niej wracają

ostatni ważny plus to mechanika
wszystko, o czym wyżej, mimo że skutecznie przyciąga, nie wystarczy, żeby gra stała się hitem
musi jeszcze działać! "Lisek..." działa :)
pełną instrukcję można znaleźć na stronie wydawcy (>>KLIK<<)
dzieci skutecznie uczą się współpracy i dedukcji, a dzięki temu, że w podstawowej wersji trudniej tu przegrać, niż wygrać, często wspólnie cieszą się z sukcesów w śledztwie
dla dorosłych nie będzie to oczywiście gra do której wrócą, gdy dzieci zasną, ale nie zanudzą się zaproszeni (ewentualnie, bo niezbędni na pewno nie są) do wspólnej rozgrywki

J. dodatkowo wykorzystał karty do samodzielnej zabawy w ekspresowe śledztwo 
przy okazji też możecie pobawić się w eliminację podejrzanych na zasadzie "ile wskazówek (minimum) jest koniecznych, by z całą pewnością wskazać winnego"

"Lisek Urwisek" - dobra, ciekawa gra dla dzieci
polecamy


Głębia


to z kolei mój prywatny numer 1 z wspomnianej paczki
wybór bardzo trudny, w obliczu silnej konkurencji w postaci "Bukietu", ale, jak sądzę, uzasadniony

po pierwsze, choć nie najważniejsze, "Głębia" urzeka szatą graficzną
Tomek Larek kolejny raz doskonale odnalazł się w klimacie błękitno-wakacyjno-egzotycznym (patrz również Wyspa Szamana, Laguna, Domek na drzewie, Piranie, Wielka ucieczka, Przygoda na safari, Fantazja...)
potwierdzające to zdjęcia można zobaczyć na stronie wydawcy (>>KLIK<<)
na kartach znajdziemy zatem wesołą drużynę nurków-słodziaków, których z przyjemnością wysyłamy na spotkanie z błazenkami lub (wcale nie tak paskudnymi) rybami strefy abysalnej
i, jakżeby inaczej, po skarby!

sprawdza się tu stara maksyma, że czasem mniej znaczy więcej - jak czytamy na stronie NK: "Minimum zasad, maksimum strategii!"
reguły owe, dostępne również pod wyżej zamieszczonym linkiem i/lub znane z pierwszej wersji, uznanej i nagradzanej w Europie "Balloon Cup", sprowadzają się do umiejętnego zarządzania ręką i logiczno-matematycznej walki "na przewagi" na stole

gramy 1 vs. 1, w pełnej interakcji, wpływając nawzajem na swoje kolejne posunięcia
by zyskać coś na danej głębokości, musimy umiejętnie rozdysponować wyższe i niższe "nominały" na kartach zarówno po stronie własnej, jak konkurencji, wysyłając nurków głębinowych u siebie na głębię, a u przeciwnika na płyciznę (gdzie będą nieskuteczni) i na odwrót
odrobina losowości, którą zapewnia dociąg kart i losowanie kosteczek skarbów nie psuje zabawy, lecz przeciwnie - generuje konieczność stałego skupienia na celach i możliwościach, swoich i przeciwnika

jeśli najbardziej lubicie grać sami, albo w gronie od 3 do 6 osób, koniecznie sprawdźcie "Bukiet" ;)(>>KLIK<<), ale do szybkiej, nie za trudnej (od rekomendowanych lat 8 spokojnie), ale wciągającej gry we dwoje bardzo polecam "Głębię"


i w końcu

Kruki


gra również dla dwóch osób, w wieku min. lat 8,
ale zupełnie inna, oparta o mechanikę "wyścigu z przeszkodami" 

każda rozgrywka jest niepowtarzalna, bo 16-elementowy tor budujemy z dużej puli pól w 5 kolorach, rozmaicie przemieszanych na kilkudziesięciu kartonikach
gramy niby niezależnie, bo gracze dociągają umożliwiające ruch karty z własnych, przetasowanych talii i do woli dysponują ośmioma takimi samymi kartami akcji, każdy,
ale clue stanowi negatywna interakcja - cel to utrudnić sobie nawzajem dotarcie do celu :)

pewnie można by też po prostu dobierać karty lotu i postawić na szybkość... tylko czy da się w ten sposób pokonać sprytnie rzucającego kłody pod skrzydła konkurenta? i czy wówczas nie lepiej zagrać w dowolny wyścig z rzucaniem kostką? ;)
staramy się zatem jak najszybciej przelecieć przez barwne, "senne" krainy, ale jednocześnie rozmyślnie porozstawiać objazdy, usuwać i przesuwać elementy trasy tak, żeby to nasz kruk miał "z górki"
pełna instrukcja - tu: >>KLIK<<

niektórych być może przekonają atmosfera jak z baśni, znane z lubianej gry "Sen" grafiki i chyba nieco zbliżony do niej poziom losowości (tu modyfikowany do pewnego stopnia kartami akcji)
cóż, ani mnie, ani Jana "Kruki" nie porwały

choć konkretnych zarzutów "kontra" brak
i prezentują się faktycznie "magicznie"...




ciekawe, czy i Wy macie swoje ulubione "typy" wśród bogatej "familijnej" oferty Naszej Księgarni"?
co by nie mówić, większość warto poznać i chyba da się zaryzykować stwierdzenie, że każda znajdzie swojego amatora

warto szukać tego, co dla nas najlepsze,
więc kupujmy, pożyczajmy, wymieniajmy się grami i opiniami i, oczywiście,





Czytaj dalej

Chmury

niektórzy, gdy je widzą, mówią: "patrz, Altocumulus lenticularis" / "Stratocumulus undulatus" / "Cumulus congestus", czy (oby nie za często) "znów ten Nimbostratus..."
inni: "oho, idzie burza!"
są jednak i tacy - a talent ten posiadają przede wszystkim dzieci i fantaści - którzy potrafią na niebie zobaczyć prawdziwe cuda: wielkie smoki, bajkowe pałace, piękne kwiaty i dzikie zwierzęta

dla wszystkich "Dyziów" (miłośników leżenia w trawie i spoglądania na obłoki rozmarzonym wzrokiem) oraz fanów kalamburów i ćwiczenia wyobraźni, powstała gra nie-planszowa pt.

"Chmury"


w średnim pudełeczku, które spokojnie można zabrać "pod chmurkę" kryje się zabawka dla całej rodziny:
20 kartonowych chmurek,
80 rysunkowych "zagadek",
klepsydra - bo to gra na czas -
i karty punktacji


zasada jest właściwie jedna:
Z fragmentów chmur postaraj się ułożyć przedmiot z obrazka. Kto pierwszy odgadnie, otrzyma kartę. Punkty może zdobyć również gracz, który układa chmurę. Trzeba wykazać się refleksem i kreatywnością.
kolejni gracze na przemian stają się narratorami-demiurgami i dopasowując do siebie białe kartoniki, próbują przedstawić kształty widoczne na losowanych w tajemnicy kartach
sztuka polega na tym, żeby któraś z pozostałych osób domyśliła się, o co autorowi chodzi :)


wierzcie lub nie, ale wcale nie jest to łatwe zadanie
ani tworzenie chmurkowych kompozycji, ani zgadywanie...
trzeba wysilać wyobraźnię, próbować różnych podejść - poszukiwać "idei" przedmiotów, nakładać i rozsuwać chmurki, mrużyć oczy
opis "6+" na opakowaniu ma swoje uzasadnienie!

gra, choć z pozoru nieskomplikowana, stanowi świetne wyzwanie, ćwiczenie z otwartości na cudze wizje i kreatywności


po doświadczeniach kilku ostatnich dni, jestem pewna - nie chcę lata bez chmur!
ani bez "Chmur" :)

na zbliżające się wakacje (i nie tylko) życzyłabym sobie i Wam beztroskiego bujania w obłokach, przyjemności ze spoglądania w stronę horyzontu oraz wiele radości z zabawy "trudnymi słowami" (jak Stratocumulus stratiformis perlucidus ;) ) i wyobraźnią
- oby jak najmniej czystobłękitnego, jak mówią "nudnego", nieba :)



grę wydała i przekazała do recenzji Trefl-Fabryka Kart
dziękujemy!
Czytaj dalej

kolejowy szlak - KOLEJna gra :)

jak wielokrotnie się już tu skarżyłam, pomysły i zainteresowania pierworodnego nie zawsze idą w parze z moimi wizjami i planami
matka: może byś w coś pograł?, synuś: a mogę na telefonie?
ja - w pole, góry, las, on - miasto, metro, do zajezdni i na dworzec!

czasem się jednak spotykamy, gdzieś w połowie drogi...
ostatnio przy najnowszej "planszówce"* :)

oto jak wydawnictwu Foxgames udało się zrobić nam prezent na Dzień Matki i Dzień Dziecka jednocześnie:


dziecko, wiadomo, najbardziej ucieszyło się z tematu przewodniego
są tory = wiele więcej nie trzeba ;)

ale kilka kolejnych ważnych zalet również widać na pierwszy rzut oka:

Kolejowy szlak 

to:
+ zgrabne pudełeczko, które wszędzie się zmieści - idealne do zabrania na szlak
+ dobrze pomyślane wnętrze, w którym nic się nie zgubi, a w dodatku, od razu umieszczono... dodatek :)
+ śliczne opracowanie graficzne, które zachwyca nie tylko fanów transportu szynowego i tworzy "podróżniczy" klimat
+ wielokrotnego użytku "plansze" graczy, do wypełniania suchościeralnymi mazakami, dzięki którym nie zużywamy ciągle nowych kartek papieru
+ "rozpiska-przypominacz celów", podstawowe trasy z kości i dodatkowe skrzyżowania na planszetce każdego gracza, który może w każdej chwili do nich wracać, zaznaczać i używać wg potrzeb
+ pełen komplet pisaków z gąbeczkami, które mamy zawsze pod ręką i faktycznie zmazują co trzeba (niby drobiazg, ale lata praktyki z zabawkami typu 'narysuj-zmaż' dla dzieci pokazują, że często zaniedbywany przez projektantów i producentów)
+ idealnie ciężkie, wyraźnie i trwale żłobione kosteczki, którymi przyjemnie się rzuca
oraz
(co tylko częściowo widać na leżących spodem do góry planszetkach na zdjęciu powyżej)
ładna kilkuelementowa układanka, która cieszy nie tylko najmłodszych


czy jednak ta świetna oprawa to przypadkiem nie przerost formy nad treścią?


osobiście uważam, że wręcz przeciwnie - tym razem "szata" to doskonałe uzupełnienie niezłego pomysłu na łamigłówkę!
sięgając głębiej (tj. podążając dalej tym "Kolejowym szlakiem") znajdujemy bowiem
proste zasady i dużo kombinowania, czyli moje najulubieńsze, hmm... połączenie :)

cel: wyrysować na swojej planszy-planie jak najkorzystniejszą sieć połączeń drogowo-kolejowych
droga: mechanika roll&write = kości wskazują rodzaje tras (szosa, tor, skrzyżowanie, stacja, etc.), które musimy wrysować w swoją mapę, gracz decyduje, w które pole siatki je wpisze

w wersji podstawowej gramy czterema kośćmi z podstawowymi układami trakcji/szos
losowość, na rzecz zbilansowanej puli szlaków i indywidualnej decyzyjności, ogranicza sposób opisania ścianek (tylko 1 kostka generuje wiadukty i przesiadki!) oraz dostępne (3 razy na 7 tur) bardziej skomplikowane skrzyżowania i rozjazdy
można grać samemu i poddając się wyrokom kości tworzyć coraz lepsze mapy (czemu by nie nawet kilka na raz!), można współzawodniczyć (w gronie do 6, a z kolejnym pudełkiem - lub dodatkowymi planszetkami typu DIY - nawet 12, 18, 24 etc. graczy)
niby wszyscy bazują na tych samych rzutach, ale każdemu wychodzi coś innego
wow! ;)


dodatkowe kosteczki w wersji błękitnej ubarwiają (sic!) całość tworząc nowe możliwości
intensywnie niebieskie kostki pozwalają na naszych mapach uwzględnić rzeki, natomiast jaśniejsze - jeziora i porty
szczególnie ta druga opcja ciekawie rozszerza perspektywę, wprowadzając opcję żeglugi śródlądowej


w zależności od wybranej wersji rzucamy 7 lub 6 razy, a na koniec punktuje się odpowiednie połączenia, długości tras i rzek, powierzchnię jeziora...
szczegóły, to, że się tak wyrażę, szczegół
wydawca udostępnia pełną instrukcję na swojej stronie (tu: >>KLIK<<) - niech zajrzy, kto ciekaw

z naszej perspektywy najważniejsze jest to, że gra na każdym kroku zmusza do myślenia,
każe planować, by następnie zaskoczyć i spowodować konieczność poszukiwania alternatywnej drogi,
bo raz podjętej decyzji nie da się cofnąć...
ale przy tym pokazuje, że zawsze jest jakieś wyjście (najczęściej kilka)
i każdy może wybrać po swojemu, bo nie ma jednej, idealnej strategii
- dla gracza 8+ to istna kolejowa szkoła życia!

a trzeba przyznać, że niezłe wyzwanie także dla wielokrotnie starszych

dlatego zgodnie polecamy!


ze względu na kompaktową formę, także w ramach cyklu:




* planszówkowe pociągi występowały już ma naszym blogu nie raz (choćby w "Pociągi" czy - także "rzuć i pisz" - "30 rails"), ale okazuje się, że do zamknięcia tematu wiele nam jeszcze brakuje...
ustanawiam zatem # kolejnagra - można kliknąć, działa wstecz - i zapowiadam: kolejne wkrótce!
jeśli macie swoje ulubione, podpowiedzi są zawsze mile widziane :)


za "Kolejowy szlak. Głęboki błękit." dziękujemy Foxgames



Czytaj dalej

nowe książki na Dzień Dziecka - Basia wielka księga pytań, Ale samoloty, Moje emocje

co najmniej kilka razy w roku mam wrażenie, że zewsząd otaczają nas reklamy, nagabywania i porady, co też najlepiej kupić dziecku z okazji nadchodzącego święta
w maju, gdy tylko skończy się czas pierwszych komunii, rusza intensywna kampania promocji z okazji Dnia Dziecka
oczywiście, Drodzy Rodzice, jeśli macie w zwyczaju robienie "zakupowych" prezentów swoim pociechom, jestem przekonana, że jak najbardziej warto kupić książkę
czy jednak koniecznie musi być to nowość wydawnicza, która rzutem na taśmę z premierą "załapała się" na czas akurat przed danym świętem...?

tytuł wpisu miał być zatem trochę przekorny, bo (choć Dzień Dziecka tuż, tuż!) pokażę trzy wydane tej wiosny książki dla dzieci, które po prostu mi się spodobały i które wybrałam z oferty wydawnictwa z myślą o J. i moich siostrzeńcach
będą wręczone 1.06., albo kiedy indziej, z innej okazji, a nawet zupełnie bez ;)

oto co trafi w najbliższym czasie do małych rączek i biblioteczek:

- dla rezolutnej przedszkolaczki

Basia. Wielka księga pytań


Basię znamy i lubimy od dawna
(historię naszej Basio-czytelniczej znajomości można prześledzić tutaj: >>KLIK<<)
osobiście doceniam prosty, naturalny sposób w jaki autorka wplata w jej przygody ważne prawdy i wartości, bawi i uczy, bez nadmiernego moralizatorstwa i pouczania
ale przede wszystkim, tak jak Janek, chyba po prostu darzę sympatią całą jej wesołą rodzinkę, w której od początku widzimy nie obce, "papierowe" postaci, tylko jakby starych znajomych, kolegów z sąsiedztwa

tym razem dziewczynka w bluzeczce w paski, jak większość maluchów na pewnym etapie swojego życia, "przepytuje" rodziców, chcąc lepiej poznać i zrozumieć otaczającą rzeczywistość
zadaje zarówno trudne pytania na tematy egzystencjalne (jak: "a po co ja właściwie jestem na świecie?") jak, też trudne, o budowę i działanie przedmiotów, zdrowie, zwierzęta, uczucia
odpowiedzi, których udzielają Basi najbliżsi, ujęto w formę krótkich opowiadań i posegregowano tematycznie

graficznie książka jest nieodrodną siostrą pozostałych "Baś" - charakterystycznie ilustrowana przez Mariannę Oklejak, drukowana wyraźną, bezszeryfową czcionką, w twardej oprawie - bardzo dobrze się czyta także najmłodszym już samodzielnym czytelnikom
dzieci mogą się z niej dowiedzieć ciekawych rzeczy, a przede wszystkim, że warto zadawać pytania,
a rodzice - że nie tak trudno spokojnie i mądrze odpowiedzieć, tak, żeby usatysfakcjonować ciekawskiego przedszkolaka





- dla młodego pasjonata

Ale samoloty! Odlotowe historie lotnicze


to kontynuacja pomysłu Michała Leśniewskiego na opowiadanie dzieciom o maszynach
znając pierwszą (niezależną) książeczkę dotyczącą historii samochodów ("Ale auta!" wspominałam tu: >>KLIK<<), nie miałam wątpliwości, że znów poznamy wiele ciekawych informacji, postaci i wydarzeń , a historia - tym razem lotnictwa - zostanie opowiedziana ze swadą, bez zadęcia, ale profesjonalnie

autor prowadzi czytelnika przez stulecia, od wydarzenia do wydarzenia, obrazowo przedstawiając kamienie milowe na drodze rozwoju transportu powietrznego
od marzeń o podbiciu przestworzy, przez pierwsze starty balonów i sterowców, loty przez ocean i bitwę o Anglię, docieramy do współczesności - ery samolotów odrzutowych i ponaddźwiękowych Concorde'ów
nie brakuje polskich akcentów, szczegółów dotyczących komunikacji i nawigacji powietrznej, informacji praktycznych na temat pracy lotniska, przystępnego słowniczka oraz - ponownie - ciekawej bibliografii, po którą sięgnąć mogą bardziej zainteresowani

wydawca podkreśla szczególną rolę formy graficznej, zaliczając książkę do zbioru najbardziej wyjątkowych pod tym względem "rarytasów", czyli serii Egmont ART
potwierdzam - przyjemnie się czyta, miło przegląda,
a wiedza na temat kolejnych kroków człowieka na drodze zdobywania przestworzy poszerza się przy tym zupełnie niepostrzeżenie




- dla mnie ;) i syna, który (pewnie po mnie...) ma czasem "nerwy na wierzchu"

Moje emocje. Akceptuję, co czuję 


wewnątrz tej intensywnie kolorowej okładki kryje się bardziej niepozorny, bo czarno-biało-żółty i pełen częściowo pustych stron, "zeszyt ćwiczeń" do wypełnienia barwami
książeczka, w części przeznaczonej dla dziecka, nie zawiera wiele tekstu, nie chodzi tu bowiem o uczenie definicji, lecz zachęcenie do samodzielnego odkrywania i nazywania stanów emocjonalnych
autorzy proponują współtworzenie tego "albumu" przez kolorowanie ilustracji, wycinanie obrazków, czy dyplomów, naklejanie nalepek
dziecko krok po kroku poznaje podstawowe uczucia, zachęcane do analizy własnych doświadczeń, prób postawienia się w konkretnych sytuacjach, empatii
  
a gdy już uda się nazwać poszczególne emocje, przechodzimy do części trudniejszej, czyli zdobywania umiejętności radzenia sobie z nimi
bardzo pozytywnie oceniam fakt, że mimo iż otrzymujemy całkiem poważne, skuteczne narzędzia do nauki panowania nad trudnymi uczuciami, całość utrzymana jest w lekkiej konwencji żartu
jako specjalista szczególnie doceniam też uwzględnienie roli chemii w temacie często traktowanym li tylko jako psychologiczne fanaberie...


nie ma tu kwestionowania zasadności takiego, czy innego przeżywania poszczególnych stanów ducha, znajdą się za to sposoby na ułatwienie sobie i otoczeniu przetrwania emocjonalnych burz i zawirowań, a profesor Feelings przedstawia je w sposób równie profesjonalny, co zabawny
książka polecana jest dla dzieci od 5 roku życia, ale mój ośmiolatek też dobrze się przy niej bawi

ostatnią (nie najmniej ważną!) część stanowi zeszyt dla rodziców
warto wziąć pod uwagę, że sztuka samoregulacji, rozumienia i panowania nad emocjami to bezcenna umiejętność, której owoce zbieramy cale życie
być wsparciem i dobrym przewodnikiem dla swojego dziecka w oswajaniu tego tematu - bezcenne

oboje z synem musimy się jeszcze wiele nauczyć
fajnie, że możemy też w takiej bezstresowej, przystępnej formie





za egzemplarze dziękuję wydawnictwu Egmont
Czytaj dalej