planszówkowe wytłoczki i nauka mnożenia (z jajami)

kontynuujemy temat ćwiczenia mnożenia i niemarnowania (z poprzedniego wpisu)

tym razem, zamiast gry, pomaga to, co się zwykle po rozpakowaniu planszówki i "wypstryknieciu" żetonów, czy innych kartonowych elementów, wyrzuca
tekturki (w dziurki), ramki, wytłoczki, wypraski - jak zwał, tak zwał - które u nas nigdy nie trafiają automatycznie na makulaturę, kolejny raz [wcześniej na przykład tu: >>KLIK<< i tu: >>KLIK<<] dostały "drugie życie"


Jan ma utrwalić sobie tabliczkę mnożenia do 100,
powyciągałam więc wytłoczki z możliwie dużą liczbą symetrycznie rozmieszczonych otworków
dodatkowo znalazłam też takie, w których dziurki miały kształt jajka - żeby przy okazji nawiązać do zbliżających się świąt (dlaczego, wyjaśni się na końcu)

co robimy? 
liczymy ile żetonów zostało wyjętych z poszczególnych tekturek
jak?
oczywiście mnożąc liczbę "okienek" w linii przez liczbę rzędów
dla dorosłego to proste działanie w pamięci, na początku podstawówki jednakowoż trzeba się z wynikami dopiero zaznajomić, a w tym przypadku - opatrzeć
dlatego:
- na dużym arkuszu papieru zaznaczyłam narożnik startowy, czyli miejsce, do którego przykładamy wierzchołek wytłoczki
- przyłożyłam w.w.
- w środek najbardziej oddalonej od startu krańcowej "dziurki" wpisałam odpowiedni iloczyn (innymi słowy sumę dziur w danej wytłoczce)  
- jako że wytłoczkowy prostokąt można położyć też drugim bokiem do góry - to samo powtórzyłam po jego obróceniu o 90 stopni
a następnie 
wielokrotnie powtórzyłam z kolejnymi, różniącymi się kształtami i/lub liczbą otworków tekturkami

przykład 1 - teoretyczny, z kartką zamiast wytłoczki:

przykład 2 - wytłoczkowy - wyników na "planszy" przybywa!

dzięki mnogości naszych planszówkowych "śmieci" udało się zapisać całkiem sporo wyników, 
a różnorodność ich kształtów sprawiła, że nawet powtarzające się liczby wypadły w różnych miejscach

dodatkowo, używając odpowiedniego kartonika jako jajowatego szablonu, kilka najtrudniejszych do zapamiętania działań rozpisałam w "kraszankach" dookoła  


kilka "jajek" narysowałam też wokół pewnych szczególnych wyników
(Jan dostał zadanie dodatkowe - ustalić zasadę, wg której je wybrałam; dał radę! ;) )


wyzwanie dla dziecka polega na ustaleniu liczby elementów w pionowych i poziomych rzędach wybranej wytłoczki i próbie przemnożenia ich przez siebie
można je ewentualnie dodatkowo poprosić o zapisanie odpowiedniego działania
następnie przykłada kartonik do "planszy" i swój "wymyślony" wynik porównuje z tym, który ukaże się w odpowiednim okienku

efekt - radość z potwierdzenia słusznego domysłu lub próba udowodnienia mamie, że to ona się pomyliła i dokładne sumowanie dziurek - w obu przypadkach wielozmysłowe doświadczenie prowadzące do utrwalenia prawidłowych iloczynów :)



za najnowsze inspirujące "śmieci" z gry "Ciężarówką przez Galaktykę" dziękuję B. i O., pozostałych "ramek" chyba nie uda się już zidentyfikować...
najważniejsze, że przyciągnęły uwagę, a oryginalna forma powtórki pomogła utrwalić wyniki działań
cel został osiągnięty!
sprawdzeniu posłużyła także wytłoczka:
klasyczną kwadratową tabliczkę 10 na 10 (dziurek) Janek bez trudu uzupełnił z pamięci :)
[nie zrobiłam zdjęcia, ale da się nadrobić - szablon jest wszak wielorazowy - za jakiś czas podłożę pod spód nową kartkę i akcję powtórzymy]




ćwiczenie mnożenia to aktualne zadanie poszkol(n)e J.




dzięki sprytnemu "uwielkanocnieniu" zabawy przez domalowanie tu i ówdzie kolorowych jaj, pomysł zgłaszamy do kolejnej już akcji "Matematyka na święta" ;)

więcej - tu: >>KLIK<<





Czytaj dalej

Pora liczyć - mnożymy pomysły

w poprzednim wpisie pokazałam matematyczno-karcianą nowość pt. "Pora liczyć"
pomysł na sumowanie zieleniny bardzo nam się spodobał, ale pozostawił niedosyt

podstawowe zasady gry zdecydowanie nie wyczerpują możliwości, które otwierają się przed szczęśliwy mi posiadaczami tak bogatego plonu w postaci mieszaniny sześciuset zdrowo wyglądających owoców i warzyw!
sugestywne ilustracje i "dodawaniowa" rozgrzewka tylko zaostrzyły apetyty, dlatego kontynuuję temat
w duchu 'zero waste' podzielimy się kilkoma pomysłami na zabawy z owocowo-warzywnymi kartami, tak, aby - jak w najlepiej zorganizowanej kuchni - nic się nie zmarnowało :)

ponownie sięgamy po grę "Pora liczyć", czyli 50 dwustronnych kwadratowych kart z pięknie namalowanymi wizerunkami warzyw i owoców - po 6 na każdym kartoniku


na początek do zabawy zapraszamy najmłodsze maluchy
ilustracje w pełni oddają ideę każdego produktu, zarówno pod względem pokroju, jak kolorystyki
to doskonała pomoc dla kilkulatków, które uczą się nazywać przedmioty i barwy!
warto wypróbować proste zabawy z jedną lub kilkoma kartami, 
do których zadajemy dziecku pytania typu:
  • gdzie jest banan? 
  • jaki kolor ma sałata?
  • pokaż coś pomarańczowego
  • co jest największe
  • co jest naprawdę (w rzeczywistości) największe
  • wskaż coś, co rośnie na drzewie
  • powiedz które części tej rośliny zjadamy (kwiat, owoc, korzeń, liść)
  • czego jest tu więcej (np. owoców, czy warzyw) / najwięcej (np. obiektów w którym kolorze)
  • na której karcie są tylko owoce / jest więcej warzyw niż owoców / jest tyle samo warzyw i owoców...
całkiem sporo opcji, prawda?
a czuję, że każda dbająca o zdrową dietę "dla mózgu" małego dziecka mama bez trudu wpadnie na wiele kolejnych ciekawych pomysłów!



przedszkolakom, które chcemy zachęcić do zabaw kreatywnych i/lub pomocy w kuchni, a przy okazji przekonać do eksperymentowania z, być może nielubianymi, źródłami witamin, proponuję gry-zabawy z wyobraźnią
losujemy kartę i zastanawiamy się co można by zrobić z takiego zestawu
- wymyślamy realny lub szalony przepis kulinarny z wykorzystaniem narysowanych składników
i/lub dzielimy się wizją artystyczną, tworząc warzywno-owocową abstrakcję z wylosowanego zestawu kształtów 
[np. Jan na bazie jednej z kart z arbuzem zwizualizował statek z masztem z ogórka, bulajami z plasterków cytryny i rzodkiewkowo-wiśniową załogą; por został figurą dziobową ;)] 


ze starszakami (w wieku przedszkolnym+) możemy pobawić się tymi kartami w coś ala Dobble (oryginał u nas tu: >>KLIK<<), albo smaczniejszą wersję niby-UNO/Makao, dopasowując karty z ręki do centralnego stosu
osobiście wypróbowaliśmy z J. następującą wersję:
- rozdajemy graczom równą liczbę kartoników, każdy trzyma swoje ułożone w postaci stosika
jedną kartę wykładamy na środek stołu
- kolejno (lub wszyscy na raz) oglądamy swoją wierzchnią kartę (z obu stron) i próbujemy znaleźć obiekt wspólny z kartą centralną, jeśli się uda - wykładamy swój kartonik przykrywając nim ten leżący na środku, jeśli nie - trudno, może za chwilę coś się zmieni...
- w zależności od początkowych ustaleń gramy wszyscy równocześnie lub kolej przechodzi na następną osobę po jednym takim ruchu lub w momencie, gdy gracz nie może już dołożyć kolejnej karty
- wygra, kto pierwszy pozbędzie się kart  

zabawa jest losowa, oparta na szczęściu i/lub refleksie, ale w zmusza do skupienia uwagi i przysparza emocji


uczniom, którzy doskonale radzą sobie z dodawaniem według podstawowych zasad gry proponujemy przejście na poziom "wyższej matematyki"

w celu utrwalania mnożenia ustaliliśmy następujące reguły:
- rozkładamy ustalona liczbę kart
- odkrywamy DWIE karty z pozostałego stosu i sprawdzamy, które obiekty są na nich największe
- wyzwanie, analogicznie do wersji podstawowej, polega na wypatrzeniu wszystkich wskazanych owoców/warzyw, a następnie przemnożeniu przez siebie ich liczby i jak najszybszym podaniu wyniku  
- ten, komu się uda, otrzymuje kartę - punkt

ile kart najlepiej wyłożyć na stół?
na początek może być kilka - będziemy wówczas mnożyć głownie przez 2 i 3,  
w zakresie do 100 dobrze sprawdzał się nam układ 5x5, a ciekawym urozmaiceniem był taki 4x4 z dodatkową strzałką x2 dotyczącą jednego z rzędów lub całej planszy*
*warto zachęcić dzieci, by zapisały równania wyjaśniające różnice w otrzymywanych w tych dwu ostatnich przypadkach wynikach 

tabliczkę mnożenia ćwiczyć można także na przykład wykładając 2 długie rzędy kart i mnożąc liczbę marchewek z jednego przez tę z drugiego, zielone przez żółte, albo na wyścigi podając "kwadrat wszystkich pomidorów"; 
dodawanie większych liczb urozmaici wyzwanie polegające na zsumowaniu warzyw z jednego szeregu z owocami z drugiego;
dzielenie (na początek "z resztą") - tak samo - "zadajemy" dla określonej dzielnej (na przykład 60 owoców i warzyw w sumie na 10 kartach) i "sumy ogórków" jako dzielnika 
itd., itp.

jasne - w każdym przypadku chodzi właściwie o to samo, ale każda taka odmiana zapobiega nudzie!
różnorodność wyzwań sprawia, że zamiast "wkuwania", pierwszo- czy drugoklasista wynik równania 7x8 zapamiętuje z przyjemnością :)


grę "Pora liczyć", która dostarczyła nam tylu inspiracji,
a także nie poprzestawanie na podstawowych zasadach również w przypadku innych planszówek,
rekomenduję w ramach projektów:

oraz


za egzemplarz gry raz jeszcze dziękuję rebel.pl

Czytaj dalej

Pora liczyć - 1,2,3 start!

"planszówka" na dziś:
kilkadziesiąt kart z warzywami i owocami
zadanie - wyszukiwanie na nich tych samych obiektów


brzmi znajomo?
coś podobnego już było?
jasne - nie raz, by wspomnieć tylko słynne "Dobble", czy tak lubianego przez J. "Flipera"
coś jednak musi być wyjątkowego w pomyśle twórców z Pionkolandii, że ich grę zdecydowało się opublikować całkiem poważne, znane z dobrych inwestycji wydawnictwo...

przyjrzyjmy się bliżej!

Pora liczyć

opisano jako grę przeznaczoną dla od 2 do 6 graczy w wieku powyżej 5 lat, którym rozgrywka zajmie około kwadransa

w pudełku znajdziemy 50 dwustronnych, kwadratowych kartoników z nadrukowanymi owocami i warzywami różnej wielkości, umieszczonymi losowo, po 6 obiektów na każdej
do zabawy wybieramy od 9 do 25 kart (tym więcej, im gracze starsi, cierpliwsi, bardziej spostrzegawczy i biegli w liczeniu) i rozkładamy na kształt kwadratu
z pozostałych kartoników powstaje stos, z którego odkrywamy po jednym, by wyznaczyć warzywo lub owoc, którego liczbę powtórzeń na stole należy zliczyć
interesuje nas zawsze największy obiekt na karcie-zadaniu i wszystkie jemu podobne na wcześniej wyłożonych kartach

obowiązuje zasada "kto pierwszy ten lepszy"
podajemy głośno swoje wyniki tak, żeby nie powielać odpowiedzi, które już padły
kto najszybciej zliczył prawidłowo, otrzymuje w nagrodę kartę z zadaniem
zdobywca pięciu - wygrywa

dodatkowy wariant obejmuje jeszcze inny układ kart (5x6) i użycie dołożonej do pudełka dwustronnej strzałki
interesujące nas owoce/warzywa we wskazanym przez nią rzędzie należy pomnożyć przez dwa (dla opcji x2) lub pominąć (w przypadku Ø)


ogólnie, hm, nic szczególnie porywającego...
ale, uwierzcie, jest w tym wszystkim to coś (jakieś "świeże spojrzenie"? w przypadku zieleniny świeżość zawsze w cenie ;)), co sprawia, że przyjemnie się te grę rozkłada, a dzieciaki nie odmawiają partyjki
i naprawdę chętnie liczą!
skuteczność wprowadzenia w życie hasła 'nauka przez zabawę' oraz same realistyczne, "soczyste" ilustracje, zdecydowanie przekonują do sięgnięcia po tę gierkę

prosty pomysł, by nawet protestujące przeciw ćwiczeniom z matmy starsze przedszkolaki i pierwszaki nabrały ochoty na liczenie
naprawdę nie zaszkodzi "posmakować" :)


i w tym miejscu pewnie można by zakończyć, ale tak łatwo, to nie z nami ;)

powiedzmy sobie szczerze, podane reguły gry są trywialne
nie narzekam - w pewnym sensie to nawet zaleta - dzieci chwytają w lot i bardzo się angażują w rozgrywkę, ćwicząc spostrzegawczość i proste działania,
a i dorośli bywają zaskoczeni, jak bardzo trzeba się skupić, żeby sprawnie i prawidłowo porachować to lub owo
ale zapału starcza najwyżej na kilka partii, bo w końcu ile można dodawać...
a poza tym, potencjał tych "smakowitych" kart jest dużo, dużo większy!

dlatego nie chowamy "Pora liczyć" do szafy
c.d.n.!
w następnym wpisie pokażemy, co jeszcze można z tych owoców i warzyw wycisnąć :)


egzemplarz recenzencki przekazał rebel.pl
wpis zasila projekt: Grajmy!


Czytaj dalej

smocza potyczka - Draconium

lekka, szybka, nieskomplikowana (ale nie całkiem banalna!) gra
dla
młodych wielbicieli smoków,
pary, nie stroniącej od klimatów fantasy,
osób lubiących planszówkowe starcia "jeden na jednego"

w ramach projektu Grajmy! proponuję dziś

Draconium


smok z okładki, kolorowe karty z wizerunkami legendarnych jaszczurów i ich jaj oraz tematyczna "zajawka" zachęcają:

"Wciel się w jednego z rywalizujących ze sobą wojowników i zbuduj potężną smoczą armię! Walka będzie toczyć się między smokami wszystkich żywiołów. Przemierzaj krainę zwaną Draconium w poszukiwaniu smoczych jaj, trenuj młode smoki i stań do walki z przeciwnikiem by sprawdzić siłę swoich oddziałów"

jak to zrobić?
instrukcja w czytelny sposób prowadzi przez etap przygotowań i rozgrywkę
wątpliwości rozwiewają dobrze opracowane graficznie przykłady

używane w opisie słownictwo i sformułowania (jak "wyprawa", "werbunek", "koszary", "linia frontu", "żywioły", "smocza armia") miłośnikom fantastyki ułatwi wczucie się w klimat i przydaje kolorytu,
nie jest jednak na tyle nachalne, żeby przeszkadzać pozostałym w zrozumieniu idei kompletowania odpowiednich zestawów kart i optymalnego zarządzania ręką oraz pulą wykładaną na stół
osobiście bardzo doceniam dozę wyobraźni i humoru w poleceniu: "grę rozpoczyna ten z Was, kto ostatnio widział smoka", ale można po prostu wylosować, kto zaczyna...

gracze na przemian wykonują po jednej akcji:
wyszukują (dobierają ze stosu lub spośród odkrytych kart) smocze jajo, 
trenują smoczka (wykładając dwie karty z ręki) 
lub zdobywają i kierują na odpowiedni front smoka (wymieniając zestaw kart-jaj na odpowiednią kartę-smoka i od razu ją zagrywając przez umieszczenie w przypisanej mu kolumnie) 


w miarę postępu gry tworzy się na stole czterokolorowy układ sił
celem walczących jest uzyskać przewagę smoczych punktów po swojej stronie "frontu" w "bitwach" na polu maksymalnie wielu kolorowych "żywiołów"

rozgrywka toczy się dynamicznie, a szala zwycięstwa często przechyla to na jedną, to na drugą stronę
doświadczenie wskazuje, że stosunkowo łatwo jest sprawnie zakończyć grę remisem (to nie najgorsze rozwiązanie dla konformistów i rodziców młodszych dzieci - na przykład na początek zaznajamiania z grą)
zwyciężyć jest trudniej - trzeba myśleć perspektywicznie, obserwować zmiany sytuacji, by reagować na posunięcia przeciwnika oraz, cóż, czasem mieć trochę szczęścia
w każdej turze podejmujemy decyzje, które wpłyną na ostateczny wynik, mamy też wpływ na wybór momentu zakończenia rozgrywki
wyzwanie polega na tym, by ogłosić finał (dokładając ostatnią dozwoloną kartę do własnej kolumny tak, by mieć po trzy duże smoki w dwóch z nich) w najkorzystniejszej dla siebie chwili
oprawa graficzna może się podobać - nie tylko dzieciom
intensywne kolory, wyraźne oznaczenia i ładne wizerunki dostojnych smoków powodują, że chętniej formujemy swoje egzotyczne oddziały
odrobina losowości, konieczność wykonywania przemyślanych posunięć i spora interakcja sprawiają, że mimo stosunkowo prostej mechaniki, nie nudzą się także starsi gracze


wydawca poleca zabawę chętnym w wieku powyżej 8 lat, ale z kompletowaniem swoich armii spokojnie poradzą sobie też młodsze dzieci
być może ograniczenie dotyczy tematu, ale wbrew pozorom i "wojennej" otoczce, nie ma w zabawie brutalności - w zasadzie można uznać, że nasze kolorowe smoki tylko mierzą się wzrokiem przez granicę ;)
choć faktem jest, że starsi grają często lepiej taktycznie...

Draconium było u nas testowane drużynowo i 1 vs 1
spodobało się i dużym, i małym
około półgodzinną zabawę w smocze starcie oceniamy jako przyjemny, miły oku i pozytywnie stymulujący sposób na urozmaicenie rodzinnego popołudnia
myślę, że będziemy do niej wracać


za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zielona Sowa
wpis powstał w ramach akcji



Czytaj dalej

puzzle NK - piękne układanki przyrodnicze

tytuł wpisu zdradza wszystko
tak! Nasza Księgarnia, wydawnictwo, które dotąd rozpieszczało nas przede wszystkim świetnymi książkami, a później doskonałymi grami planszowymi dla całej rodziny, wydaje puzzle!
i - jak pozwoliłam sobie już w tytule zauważyć - są to bardzo ładne układanki

do nas zaprosiłam "na próbę" te tematycznie najbliższe, przyrodnicze
tym samym pojawił się u nas (ponownie) pełen zwierzaków wiosenny las - o którym niżej - i przyfrunęły kolorowe ptaki...

PTAKI to trójpak puzzli dla najmłodszych


obrazki, które mamy do ułożenia to znane z prześlicznego albumu państwa Pawlaków, nad którym zachwycałam się już w zeszłorocznym wpisie pt. "Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków" (naprawdę warto zerknąć! >>KLIK<<), tkaninowe kolaże:
dokarmiany zimą rudzik, złota wilga karmiąca młode (tak, samce uczestniczą w wychowywaniu potomstwa!) i sójka gałązce owocującego dębu
jeden piękniejszy od drugiego...

elementów nie jest wiele - od 16 do 24, czyli w sam raz dla przeciętnego przedszkolaka
dokładnie dla takich małych rączek dostosowana jest też grubość kartoników i ich wielkość
każda z układanek to kwadrat 20 na 20 centymetrów, po stronie ilustracji gładki i błyszczący
matowe rewersy w kolorach podstawowych i niewielkie, lecz dostrzegalne, różnice wielkości kawałeczków pozwalają łatwo posegregować je do załączonych woreczków strunowych wielokrotnego użytku

oryginalne sześcienne pudełeczko i kolorowe wizerunki sympatycznych ptaszków przyciągają zaciekawione spojrzenia,
tematyka i nawiązanie do książki ujmuje fanów Pawlaków i/lub awifauny,
piękne kompozycje pani Ewy zachwycają nawet tych, których na co dzień irytują wrzaski sójek...

wystarczy spojrzeć - po prostu chce się układać!





ok, ale umówmy się, co to jest dwadzieścia "kawałków" dla starszaka?
w pewnym wieku zaczyna się chcieć więcej!
dlatego obok "Ptaków" pojawiła się u nas także "Leśna kraina",
czyli nic innego jak starzy znajomi z kolejnej całokartonowej książki...


bystre oko wielbiciela nie będzie mieć wątpliwości - to majowa rozkładówka z "Roku w lesie" Emilii Dziubak w wersji de luxe, czyli 47x33 cm :)


wydruk bez zarzutu, gładki, "lakierowany" karton, soczyste kolory - to zalety po stronie "technicznej"
co do wartości artystycznej i edukacyjnej - można byłoby wymieniać dużo dłużej
cóż, większość właściwie już wspomniałam, pisząc niegdyś o książce >>KLIK<<...

układanka pozwoli przypomnieć sobie mieszkańców lasu i ich wiosenne zajęcia, podczas dobierania kolejnych części da szansę ponownie zauważyć wszystkie niuanse (jak zakochane kaczuszki, jednookie kijanki, czy nadgorliwego dzięcioła), kolejny raz da pretekst do nowych spostrzeżeń, wyszukiwanek, komentarzy
a tym, którzy nie znają książki, z pewnością "zrobi na nią apetyt" ;)

54 elementy to nadal nie za wiele, ale dziesiątki zwierzaków, które znajdziemy na polanie dadzą niezliczone tematy do dyskusji - na poziomie odpowiednim do wieku
na podstawie doświadczeń zapewniam, że nawet najmłodsi uczniowie szkoły podstawowej mogą świetnie się przy niej bawić

ładna, pięknie wydana, rozwijająca zabawka





co tu dużo pisać - puzzle albo się lubi i docenia ich rolę w ćwiczeniu uważności i koncentracji, albo nie
i to w każdym wieku ;)

im ciekawszy temat, wiążący się z zainteresowaniami lub będący punktem wyjścia do rozmowy, tym większe szanse, że dziecko prędko się nie znudzi zabawa nie zostanie porzucona w połowie
zarówno jeśli traktujemy układanki jako sposób na relaks i zapewnienie sobie chwili ciszy, jak narzędzie sprzyjające rozwijaniu dziecięcej spostrzegawczości i motoryki - najlepiej, żeby były oryginalne, estetyczne, trwałe
te zdecydowanie są
nie będę przekonywać, że warto podsuwać potomstwu puzzle, a tym bardziej, że koniecznie właśnie te, ale wraz z wszystkimi dziećmi, które już z radością je osobiście wypróbowały, bardzo się cieszę, że je mamy :)


za egzemplarze recenzenckie, świetny pomysł na "nową jakość" i przeniesienie bardzo dobrych lektur na tekturkę dziekuję wydawnictwu Nasza Księgarnia
Czytaj dalej

Ba Ba Dum - nauka słówek z Hipopotamami


trafiłam na tę stronę zupełnie przypadkiem
zaciekawiła przystępną formą, szerokim wyborem dostępnych języków, obecnością lektorów 
w dodatku barwne grafiki od początku wydały się znajome...
miło było poznać Państwa Hipopotamów od nieznanej, hmm, strony ;)

Ba Ba Dum to bardzo proste w obsłudze narzędzie do nauki/powtórki słówek na podstawowym poziomie nauki języka obcego
pozwala poćwiczyć znajomość pewnej puli rzeczowników, przymiotników i czasowników, rozumienie ze słuchu i ortografię (literowanie)
dzięki grafikom, na których bazuje, łatwo trafia do uczniów w każdym wieku
quizowa forma 3 gier dopuszcza "strzelanie", domysły i wybór drogą eliminacji, ale dzięki temu nie zniechęca na starcie, "rozsypanka" umożliwia bardziej zaawansowanym kolejny krok - ćwiczenie pisowni 

od kilku dni z przyjemnością klikam sama, a co ważniejsze, zainteresowała też ośmiolatka

"Celem Ba Ba Dum jest połączenie rozrywki z możliwością nauki słów w obcych językach. Ba Ba Dum nie gwarantuje, że:
  • Spełni Twoje oczekiwania lub wymagania dotyczące osiągnięcia radości i satysfakcji płynącej z grania lub uczenia się słów w obcych językach.
  • Będzie działał na każdej przeglądarce internetowej i na każdym urządzeniu.
  • Będzie pozbawiony błędów i będzie działał bez przerw.
  • Informacje pozyskane z gry będą pozbawione błędów (chociaż bardzo się staramy, aby takie były).
Rozumiesz i zgadzasz się, że granie w Ba Ba Dum jest na Twoje własne ryzyko. Ba Ba Dum nie będzie odpowiedzialny za żadne straty materialne lub niematerialne powstałe przez wykorzystanie informacji pochodzących z Ba Ba Dum. Na przykład jeśli zamówisz przez internet piłę mechaniczną zamiast piłki plażowej to nie będzie to nasza wina."

podobnie jak autorzy, nie biorąc odpowiedzialności za efekty,
polecamy

https://babadum.com

w ramach


Czytaj dalej

trzeci rok Grajmy!

zupełnie niedawno - w lutym roku 2016 - pewnym wpisem >>KLIK<< "wystartowałam" projekt Grajmy!
w kolejnych kilkudziesięciu opisałam w owym roku bardzo wiele ciekawych "planszówek", a do dzielenia się własnymi opiniami, wrażeniami i wspomnieniami z "grania bez prądu" przyłączyło się wielu innych blogerów
Grajmy! doczekało się własnej strony, na której można to wszystko znaleźć >>KLIK<<


kolejny rok minął jeszcze szybciej, do listy moich plaszówkowych recenzji dodałam około 20 kolejnych wpisów >>KLIK<<

i oto trzeci rok istnienia Grajmy! za nami,
a na mamojankowym blogu ponad 20 nowych recenzji:

PROJEKT: MIASTECZKO

DOPASOWANI - KOMU PASUJE TA GRA?

MUMINKI (STORY CUBES)




jakby tego było mało, opublikowałam też sporo wpisów na blogu Grajmy!:

GRY KOOPERACYJNE DLA POCZĄTKUJĄCYCH



w skrócie przedstawiłam tam zawartość kilku pudełek we wpisach "unboxingowych" w cyklu "Popatrz, popatrz!":



+ comiesięczne W TO SIĘ GRA


cały czas wspieram także - obecnością, radą, organizacją turniejów (w tym roku w "Winnicę") i egzemplarzami gier - lokalny Klub Planszówkowy
o spotkaniach z seniorami w ramach tych działań napisałam tu:

uff...
trochę się tego znów uzbierało :)

ale że zapału nadal nie brakuje, nie przestaję więc zachęcać:
dziękuję za wszystkie spotkania przy wspólnym stole, planszówkowe akcje, odkrycia i prezenty (tu również, choć nie tylko, wydawcom) 
c.d.n. !


Czytaj dalej

projekt: miasteczko

takiej gry jeszcze u nas nie było*


Projekt: Miasteczko 
to zabawa oparta na mechanice typu "deckbuilding", czyli tworzeniu własnej talii
w dodatku o tyle wyjątkowa, że budujemy i/lub modyfikujemy ów "deck" nieprzerwanie w trakcie całej rozgrywki, używając stosunkowo niewielkiej bazy dostępnych kart


szczegóły?
każdy z graczy otrzymuje na początek identyczną talię kart wydzieloną spośród wszystkich - wśród nich 4 osiedla, dzielnicę, szpital, supermarket, fabrykę i park
pozostałe w odpowiednich stosach czekają na środku stołu

co istotne, przy rozdawaniu, tasowaniu i wykładaniu, zwracamy baczną uwagę na to, którą stroną do góry zwrócona jest dana karta, są one bowiem dwustronne, co ma ogromny wpływ na całą rozgrywkę

gracze "budują" swoje miasta niezależnie, jeden po drugim, w każdej kolejce od nowa
w swojej turze wykładamy kolejno posiadane, dobrze potasowane karty ze stosu dostępnych "dzielnic", w którym widzimy zawsze tylko jedną, wierzchnią
kartę Osiedla musimy "wybudować" obowiązkowo, co do pozostałych, każdorazowo podejmujemy decyzję o dołączeniu do miasta lub przerwaniu rozbudowy

grafiki, których rozszyfrowaniu warto poświęcić kilka minut na starcie, informują, jaki zysk przyniesie dana dzielnica i/lub czy jej wyłożenie przysporzy nam, jako gospodarzom, popularności wśród społeczności
pasując, czyli przerywając budowę w korzystnym momencie możemy wykorzystać zebraną liczbę monet na zakup dodatkowej karty o określonym koszcie ze środka stołu i w ten sposób poszerzyć swoją talię, względnie użyć ich do ulepszenia (obrócenia na druga stronę) karty właśnie zakupionej lub jednej z kart ze swojego stosu odrzuconych
trzy niezadowolone czerwone buźki powodują natychmiastowe przerwanie rozbudowy bez możliwości wykorzystania uzbieranych do tej pory pieniędzy!
na koniec swojego "ruchu", użyte w danej turze karty, wraz z ewentualnie zakupionymi, zbieramy w stos kart wykorzystanych (discard) - za każdym razem, gdy trafią tam wszystkie nasze "dzielnice", tasujemy talię i gramy dalej, korzystając z nich od nowa


wygrać można na dwa sposoby - albo w momencie wyłożenia kart dających w sumie 8 punktów zwycięstwa, albo zbudowania w swojej kolejce miasta złożonego z 18 kart

wbrew pozorom to wcale nie takie trywialne
mimo niewielkiej puli dostępnych "dzielnic" i pewnej losowości, zapewnionej przez ciągłe przetasowywanie talii, podejmujemy sporo decyzji, od których zależy ostateczne zwycięstwo
trzeba
- dobrze "ogarniać" swoje zasoby, czyli orientować się, ile i jakich kart posiadamy, a w związku z tym jakie jest prawdopodobieństwo odkrycia i dołożenia tych korzystnych,
- odpowiednio wybierać moment zakończenia rozbudowy (choć czasem "licho" kusi, by zaryzykować, a co gorsza, czasem i to się opłaca ;) )
- umiejętnie "zarządzać ręką" decydując, które karty kupujemy i/lub ulepszamy
- obserwować działania przeciwników, a czasem w porę je hamować (jedyną możliwą interakcją jest ta negatywna, w postaci dość kosztownego dołożenia przeciwnikowi do talii osiedla - decyzja, czy inwestować w siebie, czy "podrzucić świnię" nie zawsze jest łatwa...)

zaskakujące, jak ciekawy jest przebieg rozgrywki przy tak niewielkiej liczbie kart i zasad ogólnych!


jak to wszystko wygląda, widać na zdjęciach powyżej
według mnie całkiem estetycznie, a nawet (po chwili poświęconej na dwu-trzykrotną lekturę instrukcji i zapamiętaniu rozmieszczenia i znaczeń piktogramów) czytelnie
ciągłe "budowanie" i "burzenie" nie wydaje się specjalnie logiczne, ale temat przewodni i miłe oku związane z nim grafiki do pewnego stopnia dają wrażenie inwestowania w rozbudowę swojego miasteczka

bawić można się w dwie, trzy lub cztery osoby - rozgrywka zajmie od ok. 20 do 40 minut (tym dłużej im graczy więcej, w przypadku czterech trzeba przyznać, że dość długo czeka się na "swój ruch")
co ciekawe, przewidziano też wersję "pasjansową", czyli opcję samodoskonalenia w rozgrywce jednoosobowej, ale możliwość błyskawicznego wytłumaczenia reguł powoduje, że zaciekawiony obserwator może przyłączyć się w każdej chwili
a dzięki niewielkim rozmiarom grę zabierzemy ze sobą wszędzie :)


nie grałam jeszcze w "Projekt: miasteczko" z dziećmi (wydawca sugeruje, żeby próbować raczej z tymi starszymi, w wieku 8+), ale dorośli, z którymi miałam przyjemność, całkiem sobie chwalą
że warto spróbować ogłaszam zatem w ramach

za grę dziękuję wydawnictwu Trefl Fabryka Kart,
za niezależne "testy" oraz zdjęcia - O. i B.


* nie było na blogu, bo w domu, owszem, zdarzało się
a kiedyś, dawno, dawno temu, były nawet takie czasy, że wszędzie znajdowałam karty do MTG...
"Projekt: miasteczko" zdecydowanie łatwiej ogarnąć ;)

Czytaj dalej

czarowanie przez czytanie - legendy (toruńskie)

kolejny temat w ramach blogowej zabawy 'Czarowanie przez czytanie' to LEGENDY

czytamy, a jakże!
a że zarówno samą ideę baśniowego przekazywania historii i tłumaczenia lokalnych tradycji, jak wiele konkretnych utworów tego typu bardzo lubimy, co nieco już się w tym temacie na blogu pojawiło

w tym:
  • książkowo-audiobookowe to i owo, z uzasadnieniem, dlaczego warto 'podróżować z legendą' -  >>KLIK<<
  • "Legendy polskie dla dzieci w obrazkach" - >>KLIK<<, czyli kilka słów (i zdjęć) na temat znanych opowieści w oryginalnej formie książki obrazkowej
  • wpis recenzencki na temat ciekawych gier planszowych z serii "Legendy polskie" (co prawda na stronie Grajmy!, ale też mój ;) ) - >>KLIK<<
  • moja opinia na temat książki "Baśnie i legendy polskie", wpleciona w przydługi wpis pod znamiennym tytułem "Toruńskie impresje..." - >>KLIK<<
w związku z czym, dzisiaj będzie krótko ;)

tj.
A)
bardzo krótko o "naszych" legendach miejskich, które miały być tematem przewodnim 'dzisiejszego odcinka':
jesienią J. wziął udział w szkolnym spotkaniu z cyklu "Dzień Głośnego Czytania"
z relacji świadków wynika, że:
przeczytano trzy opowieści związane z historią Grudziądza (prawdopodobnie zbliżone w treści do tych >>KLIK<< ), Panie przygotowały dla uczniów łamigłówki, puzzle i zadania + "było wesoło i ciekawie"
i to niedysponowanej wówczas matce musi wystarczyć ;)

B)
trochę dłużej i bardziej kolorowo - raz jeszcze - o legendach toruńskich


ponownie bez mamy, za to w towarzystwie "półkolonijnej" grupy dzieci (z Justynką i Piotrem na czele oraz babcią i ciocią w roli opiekunek <3) J. raz jeszcze odwiedził Toruń, w ramach tegorocznych ferii zimowych

jedną z atrakcji typu 'must see' była (jak zwykle) fontanna - pomnik flisaka 
żabki zostały znowu (jak zawsze) pogłaskane, a opowieść na temat kulturalnego pozbycia się plagi płazów z miasta - przypomniana



kto nie zna, albo chciałby sobie przypomnieć treść podania, wersję audio znajdzie tutaj: >>KLIK<<
(podobnie jak historię dzwonu Tuba Dei i jeszcze dwie inne, linki do legend 2,3 i 4 niestety nie działają)


są jednak tacy, co twierdzą, że

"Legendy nie wystarczy usłyszeć, legendą trzeba przesiąknąć!"

dlatego następny krok to wizyta w Domu Legend Torunskich - 'w realu' w kamienicy przy Szerokiej 35, online tu: >>KLIK<<


"Dom Legend Toruńskich to miejsce niezwykłe, połączenie muzeum i teatru"

animatorzy przybliżają tu historie związane z Toruniem i angażują w ich odgrywanie publiczność
Jan, miło wspominający wcielenie się w postać Władysława Jagiełły, budowę krzywej wieży i wspólne rozszyfrowywanie genezy nazwy miasta, poleca!


być może na fali tego entuzjazmu uda się kiedyś zabawę w odgrywanie legend powtórzyć także w domu?

póki co, słucham tych toruńskich w wersji J., przy wspólnym kolorowaniu pełnej koślawych obrazków i częstochowskich rymów książeczki (patrz zdjęcia wyżej)
będzie piękna pamiątka kolejnej wyjątkowej wycieczki 
i jeszcze jednego "magicznego" spojrzenia na słowo pisane w ramach projektu:


i to koniec na dziś...
ale z pewnością nie podróży i zabaw z legendami, bo poznajemy wciąż nowe (odwiedzam wciąż czasem np. Bajkowy zakątek >>KLIK<<, gdzie stale przybywa inspiracji) i często dajemy się im oczarowywać i/lub prowadzić
spróbujcie i Wy! :)

Czytaj dalej