kalendarz adwentowy (od cioci W.)

z powodu czasu upływającego szybciej, niż ktokolwiek zdołałby choćby odnotować kolejne daty (a co dopiero obmyślić, a później jeszcze wykonać zadane na poszczególne dni wyzwania), miało go u nas w tym roku nie być
od czego jednak rodzina!
dzięki pomysłowości, talentowi i zaangażowaniu cioci W., J. posiada kalendarz adwentowy :)

o, taki:


ciocia zadziałała z rozmachem:
wykorzystała zapas rolek od papieru toaletowego, krepę, kolorowy papier do pakowania prezentów i sporo kleju na gorąco oraz tonę słodkości
i stworzyła aż sześć takich choinek (!)

jak widać na załączonym obrazku, dzieci doskonale sobie z nimi poradziły ;)


dziękujemy za niespodziankę,
a pomysł na taki "recyklingowy" upominek polecamy w ramach akcji #nowezycie

więcej pomysłów na kreatywne wykorzystanie różnych surowców - tutaj >>KLIK<<


Czytaj dalej

jeszcze raz Basia

choć wydawałoby się, że J. wyrósł już z większości prostych, w założeniu przeznaczonych dla przedszkolaków opowiadań, jest taka seria, do której sam często wraca...
BASIA
jak dotąd nie tylko nie udało mi się przekazać młodszym dzieciom większości spośród książeczek z opowieściami o tej rezolutnej dziewczynce (o których pisałam tu pod #Basia),
ale i coś nam znów do kolekcji przybyło :)
 

najnowszy zbiór opowiadań w tej serii to

Basia do słuchania

czyli książeczka z jedenastoma opowiadaniami, do której dołączono płytę z ich wersją audio
 

J. zaczął klasycznie - od tekstu pisanego
w tej kwestii książeczki o Basi przyzwyczaiły nas już do ciepłej, "prorodzinnej" tematyki, spokojnej w tonie analizy emocji, mimochodem przemycanych wartości,
a w warstwie graficznej czytelnej czcionki i doskonale uzupełniających treść ilustracji Marianny Oklejak

nie było zaskoczenia,
nie ma rozczarowania!
  

niektóre tematy, choć przedszkole już dawno za nami, nadal bliskie...


pewne ideały wciąż nieosiągalne,
najprostsze prawdy - stale aktualne


kilka opowiadań znaliśmy już z innych źródeł (to o opiekunce także w wersji do słuchania - aż dziw, że się mimo wszystko nie znudziło!), nowością było jednak między innymi to o koledze z Haiti (świetnie obrazujące problemy z asymilacją w nowym środowisku) oraz o dzielnej mamie w podróży (ha!), "kuchennych rewolucjach" (w tym wiecznie rozrabiającym i wymagającym przebierania Stasiu, wróć, Franku ;) ) czy rodzinnym biwaku

J. ponownie nie odłożył zbioru, póki nie przeczytał wszystkich - od deski do deski...


uczciwie będzie jednak dodać, że gdy w końcu zdecydował się włączyć płytę, uważnie i z przyjemnością słuchałam i ja!

nie ma się co więcej rozpisywać - zerknijcie do poprzednich wpisów, by przekonać się, za co lubimy i cenimy serię o Basi
tu tylko prosty przekaz:
polecamy wszystkie "Basie" do czytania,
a najnowszą, czytaną głosem pani Marii Seweryn, także do posłuchania


za egzemplarz dziękuję Egmont.pl
Czytaj dalej

wielkie "wow" i karaluch zombie (czyli Niezwykła księga owadów)

dzisiejsze zdjęcie tytułowe to ilustracja z naszej nowej książki


rysunek niesamowicie szczegółowy, realistyczny niczym fotografia, a jednocześnie pomysłowo, artystycznie skomponowany
zapada w pamięć i skutecznie pobudza ciekawość, czyż nie?
aż się chce od razu sprawdzić, czy to prawda - czy to możliwe, że 
istnieją owady wielkości myszy?!
Czytaj dalej

dobre gry w niezłej cenie - polecamy bestsellery Egmontu

jak pewnie już dawno zauważyliście, całkiem sporo czasu spędzamy grając w gronie rodziny i ze znajomymi w planszówki
wśród wielu opisywanych na blogu gier, poczesne miejsce, a w kategorii familijnych być może nawet pierwsze, zajmują tytuły pochodzące z bogatej oferty wydawnictwa EGMONT

ponieważ 
1. są to naprawdę godne polecenia tytuły, sprawdzone przez graczy w różnym wieku i odmiennych gustach, w licznych rozgrywkach w domach, Klubie Grajmy! i na spotkaniach z uczniami
oraz
2. wydawnictwo ogłosiło właśnie super promocję cenową,
przypomnę poniżej gry, które mieliśmy już okazję wypróbować z krótkim podsumowaniem i linkami do pełnych opinii


a na końcu podam sposób na zdobycie wybranej (albo nawet kilku) z 40% rabatu
brzmi ciekawie?
zapraszam do lektury! :)

poznajcie / przypomnijcie sobie :

Ubongo!

naszej planszówkowej półki nie wyobrażam już sobie bez tego pudełka
a w zasadzie trzech ;)

ta seria ma swoich fanów wśród graczy w każdym wieku - od przedszkolaka po seniora
i to nie tylko wśród zdeklarowanych zwolenników układanek i łamigłówek logicznych
do zabawy zachęca dobre wykonanie (trwałe planszetki, kolorowe elementy, błyszczące kamyki-punkty, a w przypadku kart przejrzysta grafika), tłumaczenie zasad zajmuje chwilę, a każda rozgrywka jest inna

"Ubongo" >>KLIK<<, "Ubongo gra karciana" >>KLIK<< i "Ubongo 3D" >>KLIK<< 
moim faworytem jest ta ostatnia, ale warto poznać wszystkie :)

Pędzące żółwie, Pędzące ślimaki

to tytuły, które z pewnością dawno zasłużyły na tytuł bestsellerów Egmontu - gry znane i sprawdzone przez setki rodzin, które od lat nie tracą na popularności
ponieważ ostatnio J.zachęcił do zabawy z żółwikami nawet mniej "planszówkowych" dziadków N., polecam bez mrugnięcia okiem :)

tylko trudno wybrać, która lepsza... o czym pisałam już dawno temu tu:
"Pędzące żółwie" kontra "Pędzące ślimaki" >>KLIK<<

Duuuszki

ha, tę grę po raz pierwsze opisywałam nawet jeszcze dawniej niż "Pędzące..."
i, uwierzcie, od tego czasu - przez ponad 5 lat! - wcale nam się nie znudziła :)
idealne połączenie ćwiczenia spostrzegawczości, koncentracji i refleksu plus drewniane figurki i przystępne reguły czynią z tej gry dobrą zabawę dla początkujących graczy, ale i miły przerywnik przy "cięższych" rozgrywkach

w najbliższym czasie napiszę jeszcze o "Duuuszkach w kąpieli", które można traktować jako dodatek urozmaicający podstawowe "Duuuszki", albo samodzielną grę,
ale już teraz zachęcam do zerknięcia jak J. bawił się wersją podstawową jeszcze zanim skończył 4 lata:
"Duuuszki" >>KLIK<<

Polska Luxtorpeda 

to z kolei hit spotkań "planszówkowych", które prowadzę w szkołach i bibliotekach
doskonałe w swej prostocie, można powiedzieć nowatorskie, podejście do mechaniki "memo", ładne wykonanie, duże karty, proste zasady plus pewna dawka edukacji - to przepis na zaciekawienie starszych i młodszych, uczniów i nauczycieli
niezły patent na ćwiczenie pamięci i poszerzenie wiedzy o naszym kraju - w aspekcie historycznym, przyrodniczym, ogólnym - ponownie, sprawdzone wśród graczy w wieku od przedszkolaka po emeryta

u nas na stole goszczą obie - indywidualnie lub przemieszane "Polska Luxtorpeda" >>KLIK<< i "Polska Luxtorpeda Odjazd" >>KLIK<<

FITS

mimo że to jedno z naszych nowszych pudełek, już ma swoich wiernych wielbicieli :)
połączenie zasad znanego przez wielu "tetrisa" i świetnego wykonania (trwałe elementy z dobrej jakości plastiku!) zapewnia dobrą, na pewno nie jednorazową zabawę

kto nie zna / nie pamięta, może o niej przeczytać więcej tu: "FITS" >>KLIK<<
a potem spokojnie można poprosić Gwiazdora, żeby i Wam podrzucił pod choinkę ;)

gry do plecaka

to z kolei niezła podpowiedź na prezent mikołajkowy

niewielkie pudełka kryją ciekawe rozwiązania i sporo dobrej zabawy dla młodych i początkujących graczy
u nas szczególnie dobrze sprawdza się "Lato z komarami" >>KLIK<< - prosta karcianka z jedyną akceptowalną wersją tych owadów, które ilustrator (T. Samojlik <3) uczynił naprawdę sympatycznymi :)

ze zniżką (o której już za chwilę) kosztują około 20 złotych - przy takiej cenie nawet nie warto się zastanawiać!


lista niebezpiecznie się wydłuża, więc żeby nie zniechęcić nikogo zanim dotrzemy do wspomnianej propozycji promocyjnej, jeszcze tylko coś dla najmłodszych:

rodzinka wygrywa

stanowi serię gier polecanych dla maluchów już od 3 r.ż.
również sprawdziliśmy - ciekawe dla przedszkolaków tematy (kotki, dinozaury, czekająca na odwiedziny babcia) i kolorowe elementy zachęcają do gry, a kooperacja, na której bazują zasady ułatwia start w planszówkowy świat i łagodzi gorycz ewentualnej porażki

"Park dinozaurów", Kotek Psotek", "Wyprawa do babci" i "Mali detektywi" >>KLIK<<


jeszcze więcej recenzji gier Egmontu
- od ulubieńca znajomych dzieci, którym jest "Tata miś" >>KLIK<<, przez "imprezowe" zabawy dla całkiem dorosłych, jak "Wtedy, kiedy..." >>KLIK<<, "Dopasowani" >>KLIK<<, coś dla geeków = "El Gaucho" >>KLIK<<, po nasze ostatnie super odkrycie, czyli "Polowanie na robale" >>KLIK<< -
można przejrzeć w blogowej zakładce Egmont gry, czyli tutaj: >>KLIK<<
jestem pewna, że czeka tam coś dobrego dla każdego

a gdy już traficie na swojego faworyta...


wydawnictwo proponuje Wam, czyli naszym czytelnikom, rabat w wysokości 40% od ceny wyjściowej na wszystkie produkty z działu gry planszowe na https://egmont.pl/gry-planszowe
trzeba się zarejestrować i zalogować na stronie (co trwa tylko chwilę) i już można do woli buszować wśród ciekawych rodzinnych tytułów :)
cena gier planszowych obniży się po wpisaniu kodu rabatowego: mamajanka podczas finalizacji zakupów (przy podsumowaniu "koszyka")

zniżka obowiązuje od 12 listopada do końca bieżącego roku

według mnie - warto!

Czytaj dalej

polowanie na robale

 tak wyglądają elementy naszej nowej gry:


gry pod bardzo zachęcającym dzieci tytułem "Polowanie na robale"

być może mieliście już okazję w nią zagrać, bo choć na naszej półce zagościła niedawno, w Polsce i Europie znana jest już od wielu lat
jeśli tak, dajcie znać pod wpisem, czy podzielacie naszą opinię, w przeciwnym razie myślę, że warto poświęcić chwilę i przyjrzeć się jej bliżej 


według opisu na pudełku do zabawy możemy zaprosić od dwóch do nawet siedmiu graczy w wieku powyżej ośmiu lat

choć gra się zwykle sprawnie i dość krótko (j.w. - łącznie ok. 20 min.), polecałabym pierwsze próby w gronie max. 3-5 osób, bo gdy jest ich więcej długo czeka się na swój ruch i niektórzy mogą się niecierpliwić
granicy wieku nie określałabym natomiast tak sztywno - jak sprawdziliśmy z P., spokojnie poradzą sobie też lubiące dodawanie siedmiolatki
a najważniejsze elementy, czyli twarde, przyjemnie stukające żetony polubiły nawet niemowlaki ;)


ale do rzeczy!
do przeprowadzenia rozgrywki niezbędna jest stabilna płaska powierzchnia (stołu/podłogi), która pomieści 16 "kafelków" z numerami i podobiznami sympatycznych robali ułożonych w szeregu (patrz zdjęcie powyżej)
oraz miejsce do rzucania ośmioma kośćmi

kosteczki przypominają standardowe sześciany K6, jedynie "szóstkę" zastąpiono tu, jakżeby inaczej, robalem
wyrzucenie go i włączenie do swojej puli będzie kluczowe w osiągnięciu celu, którym jest uzyskanie jak największej sumy robaczków na zbieranych ze środka żetonach 

jako ze autorem gry jest Reiner Knizia, można podejrzewać, że zasady nie będą zawiłe, a zabawa, wymagająca podejmowania decyzji i, czasem, ryzyka, mimochodem nauczy przewidywania i utrwali co nieco z zakresu podstawowej matematyki...


gramy po kolei

pierwszy gracz rzuca wszystkimi kostkami i decyduje, które chce zatrzymać
warunek - musi wybrać jeden "nominał" (od 1 do 5 lub robaczki) i zebrać wszystkie kostki, na których wyrzucił wskazanyny wynik
może ponownie rzucić pozostałymi
i znów, decyduje, które odłoży, zachowując wcześniejszą zasadę (wszystkie kostki z jednym wynikiem) i trzymając się kolejnej: nie może to być liczba oczek wskazana poprzednio

schemat powtarza się tak długo, aż:
a) po rzucie nie da się wybrać spełniających warunki kostek
b) gracz zdecyduje się zakończyć rzucanie kośćmi
w pierwszym przypadku, podobnie jak w sytuacji, gdy wśród wybranych kości nie ma ani jednego robala, rzuty uważa się za "spalone" - gracz nic nie zyskuje w tej turze, a jeśli wcześniej zdobył już jakiś żeton - traci go
dodatkowo zasłonięty i wykluczony z dalszej gry zostaje kafelek z największą liczbą robali leżący na stole
lub
jeśli mamy do czynienia z opcją b) - gracz sumuje wartości na wszystkich wybranych kościach (uwaga! każdy robal jest wart tyle co piątka!) i może pozyskać - ze stołu lub zasobów przeciwników - żeton z numerem odpowiadającym uzyskanej sumie (lub ewentualnie niższym)

kolej przechodzi na następną osobę

w praktyce reguły nie są trudne do przyswojenia i już po chwili jedynym wyzwaniem staje się umiejętne szacowanie ryzyka i skuteczne "chuchanie na szczęście" na kostki ;)


prawdą okazało się wszystko, co wydawca wypunktował na opakowaniu - w tym, co najważniejsze:
  • proste zasady
  • zabawa + nauka liczenia dla dzieci
  • doskonała rozrywka - także dla dorosłych


gracze w każdym wieku lubią "turlanie", wesołe robaczki zachęcają do współzawodnictwa, a fakt, że sporo zależy także od szczęścia ubarwia rozgrywkę, dodając niby zwykłej zabawie w sumowanie emocji
zaryzykować stratę i rzucać dalej, czy zadowolić się słabszym trofeum? zgarnąć robale ze stołu, czy podebrać konkurentowi? na pewno nie poddawać się po pierwszym niepowodzeniu - los może się jeszcze odwrócić!

przy "Polowaniu na robale" dobrze bawić może się cała rodzina, a dzieci na początku szkoły z pewnością odniosą dodatkową korzyść w postaci praktycznych ćwiczeń dodawania i mnożenia w podstawowym zakresie

bardzo polecamy jako szybką, łatwą, niebanalną grę familijno-edukacyjną
w dodatku z całkiem zabawną okładką :)



wpis powstał w ramach projektu Grajmy!
grę przekazało wydawnictwo Egmont.pl

Czytaj dalej

Geografia Montessori

mimo słuszności wielu z długiej listy argumentów przeciw uczeniu się różnych rzeczy na pamięć, warto ją czasem poćwiczyć, a niektóre fakty skutecznie sobie przyswoić

znajomość geopolitycznej mapy otaczajacego nas świata należy do tych informacji, które faktycznie mogą się w życiu przydać, a w dodatku temat nie musi budzić odruchowego oporu, bo jest naprawdę ciekawy
na początku przygody z mapami, dzieci łatwo do zgłębiania go zachęcić na przykład taką wielokolorową mozaiką:


widoczna na zdjęciu mapka to integralna część książeczki pt. "Geografia" z serii "Biblioteczka Montessori" - 
wielkoformatowa rozkładówka, która przyciąga uwagę dziecka, zanim jeszcze dotrze ono do strony tytułowej,
a jednocześnie "ściągawka", którą będzie mogło posiłkować się wielokrotnie w czasie dalszej zabawy


w dalszej części znajdziemy krótki tekst informujacy o zasadach korzystania z książki i przekonujący zarówno dzieci jak ich rodzicow do metody popularyzowanej przez następców Marii Montessori
jak już pisałam w kontekście zestawu do zgłębiania podstaw astronomii (tutaj >>KLIK<<) - nawet nie będąc entuzjastą tej szkoły, czy uznając, że jej nazwa bywa ostatnio nadużywana na fali mody, nie należy się uprzedzać i z wielu pomysłów na urozmaicenie nauki warto korzystać

podstawowy układ książki stanowi podział na poszczególne kontynenty
w przypadku każdego z nich znajdujemy dwie strony wprowadzenia - w prostych słowach i wyraźną czcionka, przeznaczone do samodzielnej lektury dla głównych zainteresowanych


dalej czekają mapy:

  • kolorowe "Państwa ...." - z miejscami na wklejnie nazw poszczególnych krajów


  • "Stolice..." - w tych samych barwach (odpowiadających kolorystyce z dużej mapy wspomnianej na początku), z miejscami na nazwy miast zaznaczonych kropkami


  • i w końcu "Flagi..", w neutralnej kolorystyce


tu nie mamy co prawda gotowej ściągawki, ale za to każda naklejka jest na arkuszu podpisana nazwą państwa
jeśli wcześniej już je sobie utrwaliliśmy - ten etap powinien pójść sprawnie...


to "sprawnie" w poprzedniej linii piszę z przymrużeniem oka
mimo lekkiej, lubianej i dostosowanej do potrzeb uczniów (czytaj barwnej i pełnej frajdy z przyklejania) formy oraz na pierwszy rzut okaz średniej objętości, książka zawiera całkiem ambitny materiał
zaskakujące, że (i jak szybko) dzieci go przyswajają!
ucząc się w przedstawionej formie, nie listy "słówek" na lekcję geografii, wymaganych w połowie podstawówki, lecz w powiązaniu z mapami, mają według mnie szansę łatwiej skojarzyć nazwy z miejscami, skuteczniej i na dłużej zapamiętać nowe informacje

jest w tym wszystkim jeden (poważny) minus - jak to z naklejkami bywa, da się tak bawić tylko raz...
na szczęście pozostaje nam wówczas całkiem ładna, nadal przejrzysta książeczka,
a zdobytą wiedzę możemy zawsze utrwalić online ;) (np. tu: >>KLIK<<)

podsumowując: "Biblioteczka Montessori. Geografia" to pozycja ciekawa, zachęcająca młodzież (tu lat 8) do nauki przez zabawę

dziękujemy egmont.pl
Czytaj dalej

Nela mała reporterka. 10 niesamowitych przygód + See More

czy wiesz, że
na mapie Tajlandia ma kształt głowy słonia?
na pustyni w Boliwii znajduje się cmentarzysko lokomotyw?
lepiej nie wąchać owocu duriana i nie uśmiechać się do małp?
delfin może wstrzymać oddech nawet na 15 minut?

Janek dowiedział się tego wszystkiego z książki "10 niesamowitych przygód Neli" - pierwszej z serii "Nela mała reporterka"

tego i nie tylko, bo opowieści pełnych ciekawostek jest tam dużo więcej!


Nelę znają już chyba wszyscy
a jeśli nie, na stronie wydawcy czy w Wikipedii łatwo znajdą zarys jej arcyciekawej, choć nadal jeszcze krótkiej, biografii
cytuję fragment:
"Choć Nela ma zaledwie 14 lat, zobaczyła więcej niesamowitych zakątków świata niż niejeden przeciętny dorosły. Podróżuje po wszystkich kontynentach i nagrywa reportaże ze swoich wypraw. Była już w Tanzanii, na Zanzibarze, Filipinach, w Tajlandii, Malezji, Kambodży, Indonezji, Peru, Boliwii, Chile, Etiopii Kenii i na Mauritiusie. Jej podróże są pełne przygód – w Andach wspięła się na wysokość na ponad 4000 m.n.p.m., podziwiała Machu Picchu, zwiedzała boliwijskie wulkany i gejzery. Zaprzyjaźniła się z Masajem w Afryce, głaskała tygrysa w Tajlandii, a na Filipinach zeszła 120 metrów w głąb jaskiń. Widziała też 2 miliony nietoperzy wylatujących na żer i obserwowała piranie i kajmany w dorzeczach Amazonki. Nela odkrywa przyrodę, kulturę i zwierzęta całego świata. Poznaje nowe smaki, próbuje potraw i owoców. Jest wrażliwa na cierpienie zwierząt, dlatego pragnie pokazywać piękno świata i pomóc w ochronie zagrożonych gatunków."
robi wrażenie...
i zapowiada różnorodność treści spisywanych przez nią i wydawanych z pomocą rodziców wspomnień z podróży
nie sposób wymienić wszystkich przygód, o których wspomina choćby tylko w pierwszym tomie,
zatem krótko podsumuję tylko, czemu sądzę, że warto dzieciom podsunąć "reportaże" Neli

a dodatkowo - dlaczego najnowsze wydanie debiutanckiej części jest lepsze niż pierwsze


„10 niesamowitych przygód Neli” to zbiór relacji z wypraw do Tajlandii, Boliwii, Zanzibaru i na Bali - krótkie, bezpośrednie opowiastki pełne przyrodniczych spostrzeżeń i osobistych komentarzy
całość pisana jest w pierwszej osobie, tak, by tworzyć wrażenie pamiętnika i pełna retorycznych pytań, mających "aktywizować" młodego czytelnika, zachęcając do "podróży w wyobraźni" i "wspólnego przeżywania przygód"

dla dorosłego to głównie kolorowe widokówki z dość powierzchownym komentarzem, ale dzieci, do które są wszak głównymi odbiorcami Neli, mogą dzięki niej poszerzyć swoje horyzonty
mają szansę pierwszy raz zobaczyć odległe zakątki świata, poznać egzotyczne zwyczaje, gatunki, zasady bezpiecznego podróżowania, czy skorzystać z zachęty do studiowania mapy 

z pierwszego tomu dowiemy się ile waży słoniątko, jak wygląda kajman, co jedzą małe tygrysy, jak funkcjonują wulkany, do czego można wykorzystać wodorosty, co to dog-fish albo rose apple etc.
na treść składają się proste zdania, niezbyt rozbudowane akapity i bardzo dużo kolorowych zdjęć





jedno mogę powiedzieć na pewno: 
dzieci nie trzeba specjalnie zachęcać do sięgnięcia po tę książkę
jedne przyciągnie bajeczna oprawa graficzna i niezbyt rozbudowana forma wypowiedzi, dzięki którym całość czyta się szybko i przyjemnie, inne bezpośrednie zwracanie się autorki do nich, jako czytelników, ułatwiające utożsamienie się z postacią  młodej podróżniczki, pozostałe - kolorowe zdjęcia i filmy, pozwalające jeszcze pełniej "posmakować" odrobiny szerokiego świata
nawet jeśli poznają dzięki niej tylko bardzo uproszczony obraz innych krajów i kultur, lektura "pamiętników" małej reporterki może stać się dobrym punktem wyjścia do poszerzania wiedzy o naszej planecie i jej mieszkańcach oraz zachętą do planowania własnych wojaży 

tyle "laurki" ;)
na koniec jeszcze dwa słowa na temat przewagi wznowienia nad pierwszą edycją książki
otóż
na niektórych stronach umieszczone są tajne kody [ha! TAJNE KODY! jak to brzmi! dużo lepiej niż banalne kody QR, czyż nie? ;)], które można skanować (darmową, łatwą do pobrania wg instrukcji podanej w książce) aplikacją See More
kiedy Nela po raz pierwszy opowiedziała o swoich podróżach, 5 lat temu, takich cudów w powszechnym użyciu jeszcze nie było!
dla wiernych czytelników Neli sama możliwość "czytania interaktywnego", czyli uzupełniania lektury o krótkie filmiki udostępnione w sieci to nie nowość - w kolejnych częściach, których jest już kilkanaście, są na porządku dziennym,
nawet oni jednak z pewnością chętnie przypomną sobie pierwsze spotkania małej reporterki ze słoniami i tygrysami lub wspinaczkę w górę wodospadu - tym razem z materiałem filmowym

wraz z Jankiem i jego kuzynostwem dziękuję wydawnictwu za możliwość poznania tej nowej wersji pierwszych przygód Neli - z pewnością będziemy do niej wracać
Czytaj dalej

przybornik ze starych spodni

tudzież piórnik z nogawki

długo się do zrobienia takiego przymierzałam,
wreszcie mam :)
tadam:


jeśli tylko zdarza Wam się przerabiać długie spodnie na szorty obcinając nogawki, z łatwością możecie stworzyć dla siebie podobny

po jednej stronie, przyszywając mniej lub bardziej gęsto, mocujemy gumkę tak, żeby utworzyć "przegródki" dla wybranych akcesoriów - szpulek, kredek, sztućców, bierek...
z drugiej doszywamy guzik i pętelkę lub tasiemki, które zapinamy/wiążemy po zwinięciu całości w zgrabny rulon


można wykorzystać jedną warstwę materiału, zszyć obie, albo - jak ja - zaszyć jeden z krańców tak, żeby przybornik dało się też wykorzystać jako worek, na przykład gdy trzeba szybko zgarnąć robotę (albo kolorowankę) ze stołu i nie ma czasu na utykanie wszystkiego pod gumki


naprawdę wygodna i praktyczna rzecz, a nakład pracy i środków minimalny
polecam!
podobnie jak przyłączenie się do wyzwania upcyklingowego pod hasłem NOWE ZYCIE :)


Czytaj dalej

magiczna skrzynka (do ćwiczenia mówienia i "odnudzenia")

poniższy zbiór zdjęć zabłąkał się dawno, dawno temu w kąciku blogowych wersji roboczych...

Jankowe "ćwiczenia z mówienia", o których co nieco pisałam tu i tam >>KLIK<<, przeszły w międzyczasie do historii, a książka, o której miał być ten wpis znalazła nowych właścicieli


cóż, niech służy!
Czytaj dalej

kto to zrobił?!?

kolejna gra w naszym cyklu "Niezła mała" to

Kto to zrobił?



wydanie absolutnie kieszonkowe!
zgrabne pudełeczko z magnesem w wieczku (samo się nie otworzy, a i nie rozerwie przy rozpakowywaniu przez zbyt entuzjastycznie nastawioną młodzież - super!)
a w nim:
krótka instrukcja,
kilkadziesiąt kolorowych kart z 'kreskówkowymi' zwierzętami
i 13 żetonów... ekhm, kupki


już owe charakterystyczne znaczniki zapowiadają "głębię" tematu przewodniego,
a jednocześnie przesądzają o popularności zabawy w pewnych grupach wiekowych*

tak, celem gry jest ustalić, kto TO, czyli kupę w salonie, zrobił

podejrzani to zwierzątka, których każdy gracz ma pod opieką (na kartach na ręku, na starcie gry) sześć: rybka, kotek, królik, żółw, papuga i chomik


pierwszy gracz wykłada jedną ze swoich kart, oświadczając, że to nie dany jego podopieczny (rybka, kotek, królik, żółw, papuga lub chomik) odpowiada za bałagan na dywanie
i oskarża inne zwierzę
pozostali na wyścigi poszukują w swoich dłoniach karty z wizerunkiem posądzonego, by jak najszybciej się jej pozbyć
kto pierwszy wyłoży kartę, uniewinnia swojego pupila (o nie, nie mój/moja...!) i ma prawo przekierować podejrzenie dalej (to na pewno jeden/jedna z Waszych...!)


cała sztuka polega na tym, by reagować szybko i sprawnie pozbyć się wszystkich kart i być na tyle czujnym, by w żadnym wypadku nie oskarżyć zwierzęcia, którego podobizny nikt już w ręku nie trzyma
wiadomo, jeśli próbujesz obwinić jakąś papugę, a każdy już wcześniej swoją "wybielił", z pewnością coś tu śmierdzi...

za fałszywe oskarżenie, albo pozostanie jako jedyny ze zwierzakami na placu boju, otrzymuje się karny żeton kupy
zwierzaki ze stołu wracają do właścicieli i gramy od nowa
kto pierwszy uzbiera trzy - przegrywa (zły właściciel!), zwycięzcą zostaje osoba, która w tym samym momencie będzie mieć ich najmniej


gra "Kto to zrobił?" jest przeznaczona dla minimum 3 osób, maksymalnie może być ich 6 (tyle mamy zestawów zwierzaków w odmiennych kolorach)
partia toczy się błyskawicznie, ale zazwyczaj przekraczaliśmy zapowiadany na pudełku kwadrans

choć przy pierwszym kontakcie z tym tytułem miałam prawdopodobnie minę jak sówki z tła powyższych zdjęć [ :o !? ], ostatecznie muszę go pochwalić
za dynamikę gry, ćwiczenie nie tylko refleksu, ale i pamięci oraz podzielności uwagi, za to jak łatwo i skutecznie wywołuje uśmiechy i integruje grupę
faktycznie, jest kupa zabawy!



*hmm, chciałam napisać, że fekalia w pewnym momencie stają się ulubionym tematem przedszkolaków, a potem wyjątkowo cieszą uczniów podstawówek jako, na ich miarę "sprośny", temat tabu... ale w toku testów i obserwacji współgraczy doszłam do wniosku, że niektórzy jeszcze długo, długo później z takich heheszków nie wyrastają ;)
ostatecznie 6+ to chyba właściwa grupa docelowa :)
ale, wiecie, na potrzeby szczególnie oburzonych, temat zawsze można zmienić - wykładać karty np. pod hasłem "kto zjadł ciastko?" i grać o guziki...

Czytaj dalej

Beskid Śląski i Żywiecki - widokówki sierpień 2019

lato się skończyło...
ale
co by nie zapomnieć jak nam z nim bywało miło -
w Górkach Wielkich, nad Brennicą, na górze Bucze, Zebrzydce, Szyndzielni, Klimczoku i Błatniej, Baraniej i Babiej Górze oraz w Korbielowie -
garść beskidzkich widokówek
na pamiątkę


Błatnia 'za salamandrą'
Jaworze (Nałęże) - Szlak Harcerski - Schronisko PTTK - żólty - Szlak Szklany - Jaworze

uwaga! harcerze nie trawersują! dla matki z niemowlakiem - podejście hardcore ;)
wypatrywanych płazów, niestety, brak :(


Barania Góra 'do chmury i z powrotem'
Wisła Czarne (parking) - do szlaku żółtego - żółty - Gawlasi - zielony - Barania Góra - niebieski - Kaskady Rodła - Wisła

bardzo ładna trasa (w dobrym kierunku!) plus "atrakcyjna" pogoda
dla starszych dzieci (6-9l) - super wspomnienie zdobywania szczytu w chmurze i deszczu, który choć lał dookoła, nas szczęśliwie omijał, dla S., niestety, trochę za wiele...
długie podejście rekompensuje bardzo przyjemna droga w dół - z odkrywaniem źródeł Wisły i podziwianiem form skalnych w dolinie Białej Wisełki


Górki wkoło
Szlak Kamyka (znaki niebieskie), Rezerwat Góra Bucze (czerwone), Zebrzydka (zielony szlak)

budowa tam na rzece, nietoperze w kościele, baranina z ogniska, KOSS
świetnie jak zawsze :)


Klimczok 'z podwózką'
Bielsko-Biała (parking) - niebieski/czerwony - kolejka - Szyndzielnia - czerwony/niebieski - Schronisko Klimczok - niebieski/czarny - Klimczok - żółty/czarny/niebieski - Bielsko

dla dzieci (m razem tywszystkich! 9m-9l) wyprawa idealna :D


Mała Babia 'i dość?'
Korbielów - Orawska Polhora - Slana Voda (parking) - czerwony - Borsucze - Cyl (Mała Babia Góra) - zielony - przełęcz Brona - ...

podejście szybkie, "leśne", ale przyjemne
w składzie Matka Wariatka i troje dzieci stres równoważył śpiew :P
zeszłabym, omijając Diablak, ale nie było z kim, dzień piękny, Babia tak blisko...


Babia Góra 'zejście z widokiem'
Brona - Babia - żółty - Paseky - Slana Voda

podejście znane, wiadomo - krótkie, strome, kamieniste, tym razem dla mnie bardzo trudne psych. i fiz., szczyt - jak zawsze wietrzny ;), dzień widokowo bardzo łaskawy, powrót - bajeczny
przepiękny (!), wygodny szlak po stronie słowackiej z szeroką, długo widoczną panoramą Orawy i widokiem na Tatry <3, ładne miejsca postojowe, wieże widokowe

dla ruchliwego, wiecznie głodnego niemowlaka z jednym rodzicem-nosicielem marsz zdecydowanie zbyt długi [ale w tę stronę przynajmniej z górki ;) ], dzieci (7-9l) zachwycone!




Korbielów 'regeneracyjnie'
Korbielów "Pod Polanką" - ul. Graniczna - ścieżką do szlaku granicznego (ew. do przejścia granicznego) - niebieski/czerwony - Beskid Korbielowski - przeł. pod Beskidem Krzyżowskim - żółty - Chata Baców - Kamienna - "Pod Polanką"   

przyjemna trasa z małymi niespodziankami (wiatrołomy na żółtym szlaku), widokiem na Babią Górę i okolice, z niewielkimi przewyższeniami
bardzo dobra na upalny dzień i spadek formy :)



będzie co wspominać!
dzięki, Drużyno, za wszystkie miłe chwile

Czytaj dalej