gra do plecaka - nowe wersje znanych hitów

kontynuujemy temat gier do plecaka
(cz. 1 tu: >>KLIK<<)


dziś - nowe wersje starych przebojów,
czyli dwa słowa o tym, czy znane i lubiane gry Egmontu mają szansę podobać się w wersji karcianej

po pierwsze

Pędzące żółwie Gra karciana


najsłynniejszych planszówkowych żółwi nie trzeba chyba przedstawiać
od lat królują na rodzinnych stołach, pozwalają "bezboleśnie" wprowadzić przedszkolaki w świat nieco bardziej zaawansowanych (choć nadal prostych) gier i dają dużo radości z zabawy we wskakiwanie sobie na skorupki :)
pisałam o nich tutaj: >>KLIK<<

na nadchodzące lato wydawnictwo proponuje jeszcze bardziej kompaktową wersję, z nieco zmienionymi zasadami, czyli zamiast planszy i drewnianych pionków, żółwiki-kartoniki i pojawiającą się znienacka sałatę

Karciany wyścig do sałaty!
Gracze zagrywają karty, starając się przemieścić swoje żółwie jak najbliżej pysznej salaty. Do końca gry nie wiadomo, którymi żółwiami grają przeciwnicy, co zapewnia wyśmienitą zabawę. Nowe karciane zasady spodobają się wszystkim fanom "Pędzących żółwi".


wyścig rozpoczynamy od dowolnego ustawienia kartoników z 12 żółwiami (po dwa w 5 podstawowych kolorach + 2 czarne jako "sztuczny tłok") w szeregu
najważniejsza zasada pozostała bez zmian - losujemy kolor żółwika i do końca gry zachowujemy go w tajemnicy
nie zdradzając swojego planu, używamy kart ruchu (których mamy stale po 5 w ręku), by kolejno przemieszczać różnokolorowe żółwiki do przodu, do tyłu, pojedynczo lub "piętrowo", tak, by ten "nasz" znalazł się u czoła stawki w momencie zakończenia wyścigu

nowością jest możliwość przemieszczenia kartoników aż o trzy "kroki", "otrząsanie" wybranego żółwia z niechcianego bagażu za pomocą karty strącania oraz - bodaj najważniejsze - nieoczekiwany moment zakończenia zabawy
"meta" pojawia się nagle w toku rozgrywki, gdyż dobrane karty sałaty musimy od razu wyłożyć na stół, a gdy uzbierają się trzy - ogłaszamy zwycięzcę

co ciekawe, karty w tej "kieszonkowej" wersji są nawet większe niż w oryginale, dzięki czemu wygodniej gra się najmłodszym i/lub ich dziadkom
stąd może to być wersja warta polecenia przede wszystkim właśnie im - dzieciom, którym nie będzie przeszkadzał czynnik losowy i na spotkania rodzinne, jako urozmaicenie popołudnia w wielopokoleniowym gronie


i w końcu

Ubongo. Gra karciana


po wersji ze słoniem (więcej tu: >>KLIK<<) i małpką (tutaj: >>KLIK<<) na okładce, z frontu dużo mniejszego pudełka "wycieczkowego" Ubongo zerka na nas uśmiechnięta surykatka :)

to
Karciana wersja przebojowej gry!
w której
Każdy gracz otrzymuje 9 kart z różnymi kształtami. Gracze jednocześnie i jak najszybciej wykładają karty na stół, dopasowując pokazane na nich kształty. Kto najszybciej ułoży swoją łamigłówkę, woła "Ubongo!" i zdobywa punkty.

sprawa jest prosta - wybieramy poziom trudności, sprawiedliwie dzielimy dwustronne karty i każdy próbuje swoich sił w nie najtrudniejszej, ale wymagającej pewnej spostrzegawczości, sztuce dopasowywania do siebie dwóch (i tylko dwóch) jednakowych figur geometrycznych

do sięgnięcia po nowy pomysł Grzegorza Rejchtmana zachęca prostota zasad, a indywidualistów także "pasjansowa" opcja gry dla jednej osoby 
pomysłowi gracze z pewnością na bazie tego zestawu 108 kart będą w stanie wymyślić własne zasady - u nas są to takie dopuszczające większą interakcję między graczami - zbliżone do gry Hexx, czy domina


mimo że "Ubongo 3D" nadal pozostaje moim faworytem w tej serii, mogę polecić też jego najmłodszego brata - i to nawet chętnym poniżej "wymaganego" wieku lat 8, a jeśli mierzyć będą się gracze na różnych poziomach zaawansowania - jednocześnie także większej niż wskazana na pudełku liczba od 2 do 4 graczy



oba zgrabne pudełeczka dopisujemy do listy "Niezłych małych 2"



i zachęcamy - również na wycieczkach z plecakiem:



Czytaj dalej

gry do plecaka - nowości na to lato

jako że wiosną i latem częściej spędzamy czas poza domem, ale nawet w tej sytuacji lubię mieć przy sobie jakieś gry "bez prądu", postanowiłam napisać coś więcej o kilku (może kilkunastu?) takich, które dzięki niewielkim rozmiarom łatwo zabrać ze sobą na każdą wycieczkę
listę tytułów i linków (do której każdy może dorzucić coś od siebie!) będzie można znaleźć pod hasłem "Niezła mała 2", czyli tu: >>KLIK<<

bezpośrednią inspiracją do tej akcji (a w zasadzie jej reaktywacji) stały się idealnie wpisujące się w temat gry z nowej serii wydawnictwa Egmont - "niezłe małe" pod wspólną etykietką DO PLECAKA


"na pierwszy ogień" dwie z nich - zupełne nowości, które prócz wspomnianego wygodnego, kompaktowego rozmiaru (mniejsze niż pół zeszytu A5) z latem kojarzą się typowo wakacyjną, "outdoorową" tematyką

poznajcie z nami "Szybkie bańki" i "Lato z komarami" :)

Szybkie bańki


to gra dla bystrych i zręcznych, a w każdym razie na pewno zabawa dla tych, którzy chcą te cechy ćwiczyć
żeby było łatwiej zdecydować, czy to tytuł dla nas, już na opakowaniu (z tyłu) nadrukowano odpowiednią informację - obok określenia grupy docelowej (wiek 6+, 2-5 graczy) znalazły się hasła: refleks, spostrzegawczość
i opis:
Błyskawiczna gra imprezowa! 
Która bańka jest największa... A których baniek jest najmniej?
Podążaj za kolorem baniek, przeskakując wzrokiem z karty na kartę. Kto najszybciej zorientuje się, którą kartę zaklepać, zdobywa punkty. Każda runda to nowe, ekscytujące zadanie.
co w środku?


kolorowe karty z bańkami w 5 kolorach (od 1 do 5 w każdym) i "płynem do baniek" w jednym z nich, i zdaniami-zadaniami na odwrocie
narysowane "kulki" są różnej wielkości, co również ma znaczenie w trakcie rozgrywki

jak grać?
z talii tworzymy 5 stosików, zgodnie z barwą "płynu do baniek"
jeden z kartoników odwracamy na druga stronę i odczytujemy hasło-klucz dla danej rundy
jego kolor wskazuje od której karty zacząć, a treść - czego poszukujemy
np. na zdjęciu poniżej - na karcie z czerwonym płynem trzeba odszukać pojedynczą, samotną bańkę i określić, każdy indywidualnie,"w myślach", jej kolor (tu będzie to niebieska)


ale to nie koniec!
następnie przenosimy uwagę na kartę z płynem o wcześniej ustalonym kolorze (niebieski) i znów wyszukujemy - baniek w którym kolorze jest tu najmniej? (żółtych!), przenosimy się na wskazaną kartę (z żółtym płynem) i jeszcze raz... aż do momentu, gdy wrócimy do karty, na której już szukaliśmy (tu: z czerwonym płynem)
wszystkie powyższe operacje należy wykonać jak najszybciej i "zaklepać" tę ostatnią kartę
kto pierwszy - wygrywa i zabiera dla siebie wszystkie kartoniki, które doprowadziły do rozwiązania

zadania są różne: do wyszukania mamy najmniej(1)/najwięcej(5) baniek, największą lub najmniejszą, ale zasada jedna: poszukujemy ostatecznej odpowiedzi tworząc w myślach zamkniętą pętlę

gra jest dynamiczna, ale jednoczeście wymaga skupienia i pełnej koncentracji
pomysł jest ciekawy, jednak jak się okazuje, bardzo różnicuje graczy - czasem okazuje się, że niektórzy wyszukują dużo szybciej (lub wolniej) od pozostałych i tracimy frajdę ze współzawodnictwa
najlepsza będzie dla grupy o podobnych predyspozycjach, wtedy dobrze bawić mogą się i dorośli i dzieci

Lato z komarami

dużo bardziej przypadło do gustu moim "testerom" :)


tu, dla odmiany, liczy się taktyka!
rozdajemy potasowane karty (wśród których pełno ponumerowanych od 1 do 6 owadów i podstępnych Bzzzyków)
od 2 do 6 graczy w wieku (+/-) 7+ staje przed wyzwaniem:
Wyślij komary na wakacje!  
Niech kąpią się w Bałtyku lub zbierają grzyby, byle tylko nie bzyczały nad uchem.
Gracze zagrywają karty na wspólny stos, pozbywając się komarów z ręki. Muszą decydować, jaką kartę zagrać i kiedy spasować, by na koniec rundy mieć jak najmniej karnych punktów.

rozgrywka nieco przypomina znane zapewne wielu "wakacyjnym graczom" karcianki takie jak "UNO", czy "Makao"
kolejno dokładamy karty z ręki na wspólny stos (zgodnie z zasadą "taka sama, albo o 1 większa"; karta >>Bzzz<< zastępuje siódemkę lub zero) tak, aby się ich pozbyć
nie masz? dobierasz, albo - i to różnica, która w stosunku do wcześniej wspomnianych, hm, robi różnicę! - możesz spasować, przyjmując na klatę ukąszenia od swoich komarów (czyli godząc się na określoną liczbę punktów karnych z tego rozdania)


pojedyncze rozdanie rozgrywamy do momentu, gdy ktoś wyłoży wszystkie swoje karty lub pozostanie tylko jedna osoba, która się nie poddała
drugi "myk" w grze, to specyficzna punktacja, wg której na koniec nie liczy się pełna suma wartości kart, z którymi zostaliśmy, tylko ich rodzaj,
czyli jedna "trójka" będzie warta tyle samo co ich kilka - 3 "dziabnięcia", równa się minus trzy punkty
w dodatku, jeśli w którejś rundzie pozbędziemy się wszystkich kart, możemy się "wyleczyć", czyli pozbyć części punktów karnych
instrukcja jest czytelna i wszystko jasno tłumaczy


rozdajemy ponownie i gramy tak długo, aż ktoś uzbiera 40 pkt

mimo oczywistego elementu losowości związanego z rozdawaniem kart, można rozwinąć pewną "strategię", by czerpać pełną radość z gry
analizując to, co na ręce i obserwując działania konkurentów decydujemy, kiedy warto podjąć ryzyko i dobrać kartę, a kiedy lepiej spasować
czuć rękę Knizi...
chociaż niektórym (szczególnie młodszym dzieciom, nawet poniżej "wymaganego" wieku lat siedmiu) zabawa podoba się i bez tego - w końcu pozbywanie się komarów bez większego namysłu to też dobre zajęcie na lato ;)

dodatkowy plus to same karty - czyż takich komarów można nie polubić?
panie Samojlik - jak zwykle pięknie! :)


nie mamy nic przeciwko takim komarom na naszych wakacjach!

a co, jeśli chodzi o żółwie i surykatki?
o tym - w następnym odcinku ;)



Czytaj dalej

gry na wycieczkę, czyli niezła mała 2

pogoda coraz lepsza, lato coraz bliżej
myśli same wędrują ku... wędrówkom :)

przed nami majówkowe wycieczki i wakacyjne podróże, na których nie będzie mogło zabraknąć krajoznawczych ciekawostek, obserwacji przyrodniczych, miłego towarzystwa i, oczywiście, gier :D
na dalsze wyjazdy zabieramy zwykle coś większego, by urozmaicić długie wieczory "bez prądu",
ale nawet wybierając się na spacer, "grilla" czy piknik w okolicy, wrzucam do torby jakieś (zwykle karciane) maleństwo

półtorej roku temu na blogu gościł cykl "Niezła mała", w którym, wraz z kilkoma koleżankami-blogerkami dzieliłam się wrażeniami na temat gier(ek) planszowych niewielkich rozmiarów
nasza ówczesna lista "wisi" tu: >>KLIK<< 

jako że kilku wówczas planowanych nie opisałam (shame on me!), a od tego czasu "odkryłam" jeszcze kilkanaście nowych mini-tytułów, ogłaszam reaktywację!

poniżej będzie sukcesywnie przybywać linków pod tytułem: "Niezła mała 2"


seria DO PLECAKA: Szybkie bańki i Lato z komarami


będzie mi bardzo miło, jeśli ktoś zechce się przyłączyć 
i do końca wakacji podeśle własne linki do swoich recenzji gier pod tym samym hasłem 
- chętnie opublikuję je w tym wpisie, a jeśli zbierze się nas więcej, również na blogu Grajmy!

ochotników proszę o umieszczenie we wpisie banera z odnośnikiem do tego posta 
i dodanie swojego linka w komentarzu lub przesłanie pocztą elektroniczną tu: mamajankaion@gmail.com

zapraszam :)



Czytaj dalej

FITS - nam to pasuje!

tajemnicą poliszynela jest fakt, że osobiście lubię łamigłówki i pociągają mnie nawet gry logiczne, bez barwnej otoczki tematycznej
jednocześnie mam spory sentyment do tych, które pamiętam sprzed lat

tym razem na naszej planszówkowej półce pojawiło się idealne połączenie obu powyższych -
świetna układanka, którą docenią na pewno wielbiciele starego, dobrego "Tetrisa", czyli

FITS


okładka zdradza wiele, a całą resztę tłumaczy opis na spodzie pudełka


wszyscy, którzy kiedykolwiek dali się wciągnąć w dopasowywanie spadających, złożonych z kwadracików figur na ekranie [lub ekraniku, bo nawet dawno temu były też odsłony 'mobilne' tej gierki* ;)] na widok takiej paczuszki z pewnością nie przejdą obojętnie...
ale nawet jeśli ktoś nie kojarzy tej starej, doskonalej w swej prostocie zabawy, szybko wciągnie się w tę nową wersję!

zapraszamy dzieci (nawet nieco młodsze niż "okładkowe" 8 lat) i dorosłych do gry w pojedynkę (też się da!) lub w grupie (wtedy jest weselej)


nikogo nie trzeba będzie chyba długo namawiać

niektórych zaintryguje z pewnością nazwisko autora - Knizia jest wszak niekwestionowanym królem wśród autorów ciekawych, choć nie zawsze skomplikowanych, wymagających odrobiny główkowania gier planszowych (vide choćby "Pędzące żółwie" >>KLIK<<, "Axio" >>KLIK<<, "Bankrut" >>KLIK<<, czy Polska Luxtorpeda >>KLIK<<)

pozostałych przyciągną ładne, miłe w dotyku, lekko stukające o siebie kolorowe "klocuszki" :)


każdy z graczy otrzymuje zestaw złożony z 18 plastikowych figur, skośnej "rampy" z pokrywką, na której będzie je układał oraz dwu (dwustronnych) kartonowych podkładek w wybranym kolorze
i już może działać
od początku - to jak odruch - po prostu aż się chce dopasowywać elementy do siebie :)

warto chwilę popróbować, ale szybko przekonamy się, że opanowanie właściwych zasad nie będzie stanowiło wielkiego wyzwania:
na rampie umieszczamy podkładkę z numerem 1
każdy losuje granatowy kartonik z ilustracją swojej płytki startowej
i zaczynamy
dowolnie obracając, odwracając i przekręcając swoje klocki układamy je stopniowo zsuwając z góry do swojej rampie
pierwszy element każdemu z graczy przypada indywidualnie, kolejne losujemy ze wspólnej puli fioletowych kartoników - dla każdego ten sam


w każdej turze wykorzystamy wszystkie kształty, dobierając jeden po drugim
w zależności od rundy i użytej podkładki celem będzie ułożyć je tak, by dopasowując się do siebie zakryły jak największą powierzchnię lub odpowiednio pozasłaniały pola z punktami karnymi, pozostawiając widoczne te dające bonusy


mniej wprawionym na początku nie idzie najlepiej
figury czasem nie chcą dać się odnaleźć, a jeszcze częściej wcale 'nie współpracują' przy układaniu wymarzonej powierzchni i na koniec okazuje się, że zamiast bonusów otrzymujemy głównie punkty ujemne
ale - wierzcie lub nie - WSZYSCY, z którymi miałam przyjemność bawić się FITSem, ZAWSZE z wypiekami na twarzy czekają na każde kolejne losowanie i pochyleni nad swoimi rampami kombinują, aż miło popatrzeć :)
  

sama też dałam się pochłonąć zabawie, jak za dawnych lat
jednak, chociaż całkiem dobrze sobie radzę, nie udało mi się dotąd osiągnąć poziomu arcymistrzowskiego (to tytuł należny wg instrukcji za wynik >30 pkt)

myślisz, że ułożysz lepiej?
warto sprawdzić!




* o swoich "tetrisowych" sentymentach wspominałam kiedyś przy okazji innej gry - tutaj >>KLIK<< i w tamtym wpisie znajduje się również link do jednej z wersji tej gry dostępnych online - kto ciekawy, niech klika :)

 za przedpremierowy egzemplarz świetnej gry FITS dziękujemy wydawnictwu egmont.pl
Czytaj dalej

Wodny szlak w mieście Flisaka

ostatnimi czasy dotarła do nas 
(wyobraźmy sobie, że z biegiem Wisły) 
zupełnie nowa

rodzinna gra kafelkowa

"Wodny szlak"


jak sama nazwa i podtytuł wskazują, jest to "planszówka" bez planszy, czyli zabawa, w której rywalizujemy układając z kwadratowych "puzzli" pole gry, a na nim - rzekę, służącą spławianiu towarów i robieniu flisackich interesów :)

w skrócie:

"Celem gracza jest poprowadzenie swojej rzeki tak, aby jak najwięcej surowców dotarło do swoich miejsc docelowych, musi także odpowiednio rozmieścić porty i łąki. Gracz z największa liczbą punktów wygrywa."


grać może od jednej (tak, tę rzekę można układać jak pasjans!) do czterech osób w wieku minimum 8 lat

każdy zaczyna z własnym kaflem startowym i rozwija swoją mapę dokładając kolejne fragmenty rzeki dobrane z puli
równocześnie wybieramy jeden z trzech odkrytych kafelków, a dwa pozostałe przekazujemy kolejnej osobie, która dociąga jeden, wybiera 1 z 3... itd.
staramy się - każdy na własny rachunek - tak poukładać kolejne elementy, by widoczne na kaflach worki ze zbożem dopłynęły do młynów, a siekiery symbolizujące drewno - do tartaków
dodatkowo myślimy o tym, by nie zaniedbać żeglowności naszego szlaku i utrzymać choć jeden dłuższy odcinek bez mostu pomiędzy portami, a w zakolach rzeki pozwolić rosnąć bujnym łąkom
w zależności od sprawności podejmowania decyzji przez najwolniejszego z graczy, cała rozgrywka trwa od kwadransa do pół godziny

wydawca udostępnia pełną instrukcję online >>KLIK<<, dlatego nie będę skupiać się na szczegółach,
warto jednak wspomnieć, że choć ogólna zasada jest prosta (banalne puzzle - dokładamy wodę do wody, trawę do trawy...), logistyka przedsięwzięcia wymaga trochę namysłu
cały czas trzeba pamiętać, w którą stronę płynie nasza rzeka i gdzie który dopływ łączy się z głównym nurtem, bo zasobów nie przetransportujemy nigdy pod prąd
na koniec ważne okaże się czy nie postawiliśmy przypadkiem mostu pomiędzy żeglownymi portami, a drewno, które dopłynie do młyna będzie równie bezwartościowe, co zboże w tartaku...

dla określonej liczby graczy używamy odpowiedniej części kafelków
niektóre na tę okoliczność "ozdobiono" stadami krów lub owiec, tak, by oddzielić je od reszty w przypadku gry w dwie lub trzy osoby - można trzymać je w odpowiednich przegródkach w pudełku i w każdej chwili być gotowym do rozgrywki w niepełnym składzie


kafle są bardzo sztywne, trwałe, a ich malarskie, krajobrazowe grafiki bardzo cztelnie uzupełniają wyraźne ikony
dodatkowo każdy gracz otrzymuje dużą, czytelną 'kartę pomocy' z wyszczególnieniem zasad punktowania,
a na koniec osiągnięcia łatwo podliczyć przy pomocy załączonego notesu

słowem: to naprawdę bardzo ładnie wydana, dopracowana graficznie i pod względem wygody użytkowania gra


jedyne czego mi osobiście w niej brakuje, to trochę więcej interakcji, ale najwyraźniej nie można mieć wszystkiego...


w ubiegłym miesiącu "Wodny szlak" urozmaicał nam spotkania "planszówkowe" w różnych okolicznościach i mieszanym towarzystwie

    
  
jak widać powyżej, potrzeba trochę miejsca na stole, by kazdy mógł stworzyć własną rzekę (prawie) bez ograniczeń
poza tym gra nie wymaga wiele - ani długich przygotowań, ani tłumaczeń
szybko "załapali" i dobrze się bawili i starsi, i młodsi

przekonaliśmy się, że jest sporo prawdy w opisie ze strony foxgames.pl:

"Wodny szlak ma bardzo proste i intuicyjne zasady oraz oferuje możliwość rozgrywki jednoosobowej. Doskonale sprawdzi się w każdej grupie wiekowej i przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom gier kafelkowych!"


na koniec, by nikt nie przeoczył pudełka, gdy nadarzy się okazja zagrać/kupić/wypożyczyć,
rzut oka na front - oto jak wygląda flisak z okładki:


przy okazji wizyty w naszych okolicach warto zaplanować spacer wzdłuż Błoni Nadwiślańskich, gdzie można zobaczyć "jego" pomnik :)


polecamy, zapraszamy


za egzemplarz gry dziękujemy wydawnictwu Foxgames
wykorzystane cytaty pochodzą z materiałów prasowych wydawcy

Czytaj dalej

czarowanie przez czytanie - Mały Ksiażę

ostatnie pół roku minęło u nas bardzo pracowicie*
był to czas poważnych zmian i nowości, choć wydawniczych nowinek przybyło ostatnio na półkach i tu, na blogu zdecydowanie mniej
mimo że z wielkim entuzjazmem przyłączyliśmy się do akcji "Czarowanie przez czytanie", nie do końca udało się zrealizować wszystkie plany...

dziś żegnamy się z projektem krótkim zaległym wpisem, który nam pomoże zapamiętać jak Janek stał się w tym czasie bardziej samodzielny, także jako młody czytelnik, 
a Wam, być może przypomni o książce, do której warto wracać
i - raz jeszcze - zainspiruje do czytelniczych podróży i aktywnego, "czarodziejskiego" czytania

dzisiejszego bohatera nikomu nie trzeba przedstawiać - nowy znajomy J. to

Mały Książę



najpierw był wspólny spacer i mamine opowieści

w miejscowości Gardeja (na trasie Kwidzyn-Grudziądz) urządzono tematyczny skwerek związany z książką Antoine de Saint-Exupery'ego
dziadek zrobił tam dzieciom "popas" w trakcie jednej z podróży i Janek z kuzynostwem mógł przy okazji "rozprostowywania nóg" zobaczyć i dotknąć wraku samolotu, żeliwnego baobabu i róży
przy kilku "stacjach" umieszczono tablice z cytatami
pobiegaliśmy, poczytaliśmy...
książka, którą ciocia Grażynka czytała już dawno niewiele rozumiejącym szkrabom została przypomniana, a młodzież - zachęcona do powtórki



szybko okazało się, że będzie ku temu dodatkowa okazja
Janek wziął udział w harcerskim biwaku pod hasłem "W podróży z Małym Księciem"
dla szukających inspiracji - główne książkowe atrakcje to: quiz ze znajomości lektury, prezentacja scenek teatralnych, seans filmowej adaptacji oraz (najmilej wspominana) tematyczna gra plenerowa


osobiście nie uczestniczyłam w zabawie z zuchami, ale z radosnych relacji wynika, że bieg "od planety do planety" i wykonywanie zadań zlecanych przez czekające na nich postaci to nie lada przyjemność
polecamy zatem zabawę dzień/noc (ruch/bezruch) z Latarnikiem, "róbcie to co ja" z Królem czy liczenie rożnych różności z Bankierem,
jako uzupełnienie chwili namysłu nad ponadczasowymi treściami "Małego Księcia"

i - jak zawsze - namawiamy na wspólne czytanie!

chociaż cykl
się kończy (dziękujemy!),
na pewno damy się jeszcze nie raz oczarować dobrym lekturom i podzielimy okołoksiążkowymi odkryciami i pomysłami

Wy też dawajcie i dzielcie!


---
* macierzyński - tak, ale że urlop???

Czytaj dalej

ratujmy Ziemię, nie mnóżmy śmieci!

z okazji Dnia Ziemi
coś dla 
- dzieci uwielbiających otwierane "okienka" (czyli chyba wszystkich? ;) )
- małych przyrodników
- przedszkolaków-ekologów
oraz
- wszystkich, którzy nie tylko przy okazji "święta" naszej planety są zainteresowani jej losem

oto

"Wielka księga zabaw. Ratujmy Ziemię"


ta pięknie wydana książeczka, którą z przyjemnością przeglądają nie tylko najmłodsi, do których jest adresowana, pomaga zwrócić uwagę na poważne problemy związane z negatywnym wpływem gospodarki człowieka na ekosystem Ziemi
nie przytłacza jednak nadmiarem teorii
przeciwnie,
podpowiada, jak małymi kroczkami, każdy we własnym zakresie i najbliższym otoczeniu, można wpłynąć na poprawę kondycji naszej planety

  

prosta wyszukiwanka, gra planszowa, otwierane zakładki z pytaniami i odpowiedziami, kolorowe ilustracje, obrotowe elementy, quizy i znaczki do wykorzystania w domu - to wszystko przyciąga uwagę kilkulatków i pozwala mieć nadzieję, że do nich "przemówi"

w obliczu galopującego konsumpcjonizmu i obserwowanych już katastrofalnych skutków ocieplania klimatu, musimy zwiększać świadomość młodego pokolenia - dzieci, które jak podkreśla cytowana w tekście działaczka WWF, jutro będą dorosłymi
ograniczenie nierozważnego zużywania zasobów i "powrót do natury" to jedyna szansa, żeby spowolnić procesy degradacji środowiska naturalnego i 'uratować Ziemię'
oby nasze dzieci zrozumiały to lepiej niż możni dzisiejszego świata!

  

podobno najskuteczniej uczymy się przez zabawę, dlatego budzenie świadomości własnej roli w złożonym ekosystemie świata warto zacząć od "Wielkiej księgi zabaw"
to połączenie przyjemnego i wartościowego sposobu promowania zachowań proekologicznych wśród najmłodszych


nieco starsze dzieci
i - obowiązkowo! - wszyscy fani Basi (więcej o tej bohaterce - tu >>KLIK<<) temat walki z wszechobecnymi "ubocznymi" produktami gospodarki człowieka dodatkowo powtórzyć / rozszerzyć mogą czytając najnowszy tomik z serii książeczek autorstwa Zofii Staneckiej i Marianny Oklejak (ilustr.)

"Basia i śmieci"

to prosta opowiastka o tym, jak wiele odpadków wytwarzamy (statystycznie ponad 300 kg śmieci rocznie na osobę!), dlaczego warto z tą nadprodukcją walczyć i jak się do tego zabrać, modyfikując niektóre zachowania i przyzwyczajenia

Basia ze smutkiem zauważa, że "śmieci są wszędzie" i wpada w rozpacz na myśl o tym, jak łatwo mogą one zaszkodzić na przykład dzikim zwierzętom
na szczęście daje sobie wytłumaczyć, że jeszcze nie wszystko stracone...


jak to u Basi - na każdej stronie porcja uśmiechu, miłości i współpracy, a przy tym ważny temat
bohaterka w pasiaku daje dobry przykład, że to nie wstyd "być zbieraczem  śmieci", a nawet posadzenie małego drzewka może uratować wielkiego wieloryba


brzmi frapująco?
przeczytajcie "Basia i śmieci", a na najbliższe (i wszystkie kolejne) zakupy nie zapomnijcie zabrać bawełnianej torby!

razem zadbajmy o nasz wspólny dom :)


podstawową edukację ekologiczną promujemy dziś w ramach akcji

dzięki Egmont.pl
Czytaj dalej