na co liczymy, czyli matematyka na święta 2018b

kontynuując poprzedni wpis (ten)
w ramach akcji "matematyka na święta" proponujemy także:

geometryczne koperty tematyczne

przy pomocy figur płaskich z kolorowego papieru łatwo stworzyć ciekawe opakowania na drobiazgi, bony i/lub kartki z życzeniami
ten prosty a "klimatyczny" pomysł podpatrzyłam gdzieś w internecie, niestety, nie pamiętam źródła :(


matematycznie rozszerzyć można go oczywiście o dowolne dyskusje okołogeometryczne - od nazewnictwa figur, przez wszelkie pomiary odcinków i kątów, po obliczanie pola powierzchni


światełkoliczenie

oryginalnie cała akcja związek ma z matmą raczej luźny, ponieważ chodziło o nic innego jak dzielenie (sic!) się Betlejemskim Swiatełkiem Pokoju...  
zadanie J. polegało na pielęgnowaniu owego ognia przez 3 doby (macie pojęcie ile to godzin świeczkopalenia!?) oraz przekazania go co najmniej 10 osobom

przy okazji pilnowania, rozdawania i liczenia [w moim przypadku głównie na to, że cenny płomień nie doprowadzi do katastrofy rozprzestrzeniajac się na mieszkanie lub, przeciwnie, gasnąc przed czasem, J. liczył obdarowanych], przygotowanych zostało kilka słoiczków-"lampionów" idealnych do wręczania z ogniem i świątecznymi życzeniami


trochę szkoda, że nie pomyślałam o przeliczeniu szybkości ubywania świeczki na przewidywany czas palenia - to zadanie zapisuję na przyszły rok!

liczne wypieki okolicznościowe

ponownie bawiliśmy się też w pieczenioliczenie pierniczków, kruchych ciasteczek i (tu nowość!) lentilków do przybrania ciasta reniferkowego


jak to robić wiadomo mniej więcej z lat ubiegłych >>KLIK<<, pochwalimy się zatem tylko wynikiem końcowym :)



licząc na koniec na równie, albo nawet bardziej pomyślny kolejny rok, życzymy wszystkim, aby było w nim więcej dodawania niż odejmowania, a mnożenie niech przeważa nad dzieleniem! 



więcej bożonarodzeniowych pomysłów z matematyką w tle znajdziecie, jak co roku, na blogu Bajdocja:

Czytaj dalej

haft matematyczny i inne cuda, czyli matematyka na święta 2018a

święta, święta i po świętach...
jak bardzo były w tym roku pozainternetowe, świadczy fakt, że wpis matematyczno-okołoświąteczny przeczekał je w kąciku wersji roboczych :)

z małym opóźnieniem życzymy, by wspomnienie tego (oby i u Was) radosnego czasu i ciepło rodzinnej atmosfery długo przywoływało na twarze uśmiechy i dodawało sił przez kolejny rok,
a w ramach akcji "matematyka na święta" proponujemy tym razem*:


haft matematyczny

mniej lub bardziej symetryczny, ściśle związany z pojęciem kąta wewnętrznego
- u nas zmaterializował się w postaci bombek na kartki z życzeniami


posłużył ćwiczeniu sprawności motorycznej i analizie geometrycznej ante- i post factum 
teoretyzować można równie dobrze na papierze:


porównując wpływ "skoku" między dziurkami, czyli odległości miedzy nimi oraz wybranej długości cięciwy pomiędzy łączonymi punktami na efekt końcowy - przy okazji poznajemy nowe pojęcia!

najbardziej efektowne wzory otrzymałam wszakże przeplatając nitkę zupełnie bezmyślnie według schematu ;)


przestrzenne dzwonki i domki

ilustrują, jak płaski projekt staje się trójwymiarową konstrukcją
dzwoneczki powstały na szydełku przez odpowiednie dodawanie oczek i słupków, czyli dla J. bardziej magicznie, niż matematycznie [ale w sumie według kodu ;)], 


za to domek dla światełek, czyli bryłę, na podstawie koślawego szkicu mamy stworzył samodzielnie Janek, pamiętając o odmierzaniu odpowiednich (równych) wymiarów ścian i podłogi, dobierając "stromość" daszku (uwaga na minimalną dopuszczalna wysokość trójkąta!) i rozmieszczając zakładki na klejenie
zauważył tez, że identyczna bryła może powstać z innego projektu (jest pewna dowolność w łączeniu boków) 
może w przyszłym roku powstaną kolejne ;)


piękny efekt, który może i Was zainspiruje można zobaczyć na blogu Mamarak <<KLIK>>

filet choinkowy

filety są w okolicy Wigilii jak najbardziej na czasie, prawda?
tym razem nie chodzi jednak o te jadalne
w internecie znalazłam sporo wzorów choinkowych zawieszek wykonywanych ta techniką na szydełku
wytłumaczyłam J. jak się "koduje" podobne wzory i stworzył dla mnie kilka

na efekty trzeba będzie, niestety, poczekać do przyszłego roku...


najciekawsze okazało się zadanie (faktycznie) kulinarne :)

w związku z nadmiarem jogurtów naturalnych, które J. przynosi ze szkoły (czasem dodatkowo korzystając z bardziej wybiórczych apetytów kolegów i koleżanek) poza "przerabianiem" ich na koktajle bananowe [w stosunku 2:1 lub 3:1 nota bene ;)] zaadaptowaliśmy (matematycznie) na nasze potrzeby nowy przepis:

"proporcjonalne" ciasto jogurtowe

przygotowujemy: 
jajka – 3 szt
jogurt naturalny (w kubeczku) – ok. 180 g (u nas 150 g)
kubeczka po jogurcie używamy do odmierzania kolejnych składników
cukier – 1 kubeczek *
olej - 1 kubeczek
cukier wanilinowy – 1 *
proszek do pieczenia – 1,5 łyżeczki
mąka – 3 kubeczki
mieszamy składniki mokre i cukier, stopniowo przesiewamy mąkę z proszkiem, mieszamy (nie miksujemy), pieczemy 35 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni w podłużnej formie
posypujemy cukrem pudrem, orzechami, kandyzowaną skórką pomarańczową**

* zaadaptowaliśmy przepis z Ostra na słodko, modyfikując ilość cukru
** zrobiłam wg podpowiedzi z Moje wypieki

przygotowując owo "kubeczkowe" ciasto, w przeciwieństwie do innych przepisów, gdzie zwiększając/zmniejszając ilości składników trzeba się bardziej nagłowić, nie musimy wiele liczyć - można ewentualnie uwzględnić wielkość jajek, ale pozostałe składniki "skalują się" same, w zależności od opakowania użytego jogurtu 
niemniej to dobry pretekst, żeby przypomnieć pojęcie proporcji i wyjaśnić, dlaczego ilość poszczególnych składników np. oleju i mąki nie zmieni się o tyle samo (chociaż w pewnym sensie tak samo) jeśli użyjemy innego kubeczka



c.d. (czyli cz.b) n.

więcej bożonarodzeniowych pomysłów z matematyką w tle znajdziecie, jak co roku, na blogu Bajdocja:



* nasze okołoświąteczne wpisy matematyczne z poprzednich lat - TUTAJ 


Czytaj dalej

Wonderland = gracze w Krainie Czarów

na naszym stole wylądowała niedawno planszówka, której udało się połączyć moje zainteresowanie grami i literaturą oraz zachęcić J. i jego tatę do wspólnego działania
brzmi jak cuda?
cóż, to Wonderland :)


pierwsze wrażenie to istne szaleństwo - masa komponentów, postaci, lokacji, kart
oprawa graficzna oszałamia mnogością barw i kształtów, ścisłe powiązanie z książkową tematyką każe wypatrywać znajomych szczegółów, cech postaci, miejsc i przedmiotów
wielbiciele Alicji z miejsca są "kupieni", pozostali - co najmniej zainteresowani, co to będzie...
pełni entuzjazmu montujemy własną Krainę Czarów :)

każdy przeobraża się w innego zabawnego Ptaka Dodo losując postać obdarzoną większym lub mniejszym rozsądkiem, odwagą i wyobraźnią, powstaje plansza z dużych, kolorowych kafli (początkowo zakryte, stopniowo odsłonią swoje tajemnice i wprowadzą do gry kolejnych bohaterów), porządkujemy talie misji, losu, przyjaciół i przedmiotów, z których będziemy korzystać


i tu pojawiają się (małe) schody
na początku zdecydowanie nie jest łatwo, bo instrukcji, choć wiele w niej ilustracji, niestety daleko do cudowności
spośród wielu ramek, podkreśleń i wytłuszczeń powoli wydobywamy co najważniejsze, najtrudniejsze kwestie (na przykład znaczenie określenia "trudności danego testu cechy") dla pewności musimy potwierdzić w internecie
pierwsza rozgrywka trwa dłużej niż zapowiadane 60 minut,
ale za to mamy sporo frajdy z poznawania zupełnie nowych dla nas zadań i możliwości oferowanych przez karty 
  

"tułaczka" po planszy i, czasem nieoczekiwane, bo wszak częściowo generowane przez kostkę, "spotkania" z mniej lub bardziej przyjaznymi postaciami doskonale wpisuje się w "alicjowy" klimat
dopełnia go fakt, że odpowiednią liczbę "śladów Alicji" musimy zebrać, by myśleć o wygranej 

również drugi cel sformułowano w zgodzie z ideą powieści - wykonując różne próby staramy się zdobyć zaufanie mieszkańców Krainy Czarów tak, by pozwolili nam ją opuścić
wypełnienie tych misji nie jest proste
spory wpływ na powodzenie ma los, ale warto przemyśleć prawdopodobieństwo poszczególnych wyników i wziąć pod uwagę skorzystanie z różnych ułatwień i wzajemnej pomocy
we współpracy siła!   


no tak, pora powiedzieć, że Wonderland to gra kooperacyjna, w której albo wszyscy wygramy, albo poniesiemy porażkę
gracze mogą dowolnie dysponować swoimi akcjami, poruszać się i podejmować misje w dowolnej kolejności, współpracować w wybranej konfiguracji
element losowości urozmaica rozgrywkę, ale nie zmienia faktu, ze warto dobrze kombinować, żeby zdążyć osiągnąć wspólne cele zanim znacznik na torze szaleństwa przesunie się na X pole


nie wiem jeszcze jak dobrze zbalansowana jest gra, jak długo trwa, gdy się nabierze wprawy, jak często uda się nam z nią wygrać w zależności od liczby graczy (może ich być od 2 do 5) i jak na przewidywalność rozgrywki wpływa znajomość treści/trudności kart i misji, a tym samym, czy z czasem nie utracimy przyjemności z gry,
pierwsze wrażenie zrobiła jednak bardzo dobre oczarowując fantastyczną formą
z pewnością będziemy do niej wracać

"efektem wow" dzielę się w ramach
dzięki wydawnictwu Zielona Sowa
Czytaj dalej

Koncept Kids Zwierzaki, czyli rebusy na planszy

grudzień to ulubiony czas wszystkich wielbicieli niespodzianek,
a zwierzęta - jeden z uniwersalnych tematów lubianych przez dzieci

co wyszło nam w tym roku z połączenia dwóch powyższych...?


KONCEPT Kids

Zwierzaki


czyli gra dla dzieci (oraz ich krewnych i znajomych) w wieku powyżej 4 lat, w zapowiadającym zoologiczne zgadywanki opakowaniu
otwieramy!
w pudełku... porządek
wypraska przypominająca ślad łapy mieści intensywnie pomarańczowe ramki (16) do wyraźnego zaznaczania podpowiedzi (zaraz wyjaśnię, o co chodzi!), karty ze zwierzakami (110) oraz podstawkę


do tego oczywiście plansza - drukowana na twardej, grubej tekturze, kolorowa i, co najważniejsze, doskonale czytelna także dla tych, co jeszcze nie umieją czytać!
"zakodowano" na niej cechy zwierząt
szczegóły wyglądu, sposób poruszania i odżywiania, tryb życia, ubarwienie, rozmiary i siedliska przedstawione w formie jasnych, zrozumiałych piktogramów, pogrupowano tematycznie i przejrzyście rozmieszczono na sugestywnych tłach
i ładne to, i dobrze pomyślane


w grze biorą udział co najmniej dwie osoby (zadający i odgadujący), albo jeden zgadujący i cała, dowolnie liczna, grupa podpowiadaczy (lub odwrotnie - podpowiadający i wielu 'koncypujących')
losujemy jedną z kart z wizerunkiem zwierzęcia
będzie to z pewnością miła oku, kolorowa ilustracja (wszystkie takie są), ale w zależności od tego, czy zdecydujemy się użyć kart z niebieskimi czy czerwonymi ramkami - łatwiejsze lub nawet całkiem skomplikowane zadanie
niektóre zwierzaki naprawdę trudno zidentyfikować! (czasem nawet szkoda, ze nie mają podpisu)
kartę ustawiamy na podstawce tak, by była widoczna dla zadającego/-ych, zakryta dla pozostałych
podpowiadający ma/mają za zadanie trafnie przekazać rebusowy rysopis wylosowanego zwierzaka współgraczom
używając pomarańczowych "okienek" wybieramy cechy charakterystyczne, które oznaczamy na planszy i liczymy na bystrość skojarzeń odgadującego/-ych

przykład? białe, czarne, roślinożerne, mieszka w zagrodzie (na wsi)...
instrukcja w wersji skróconej obrazowo wyjaśnia, nawet najmłodszym, o co chodzi
a dla nieco starszych i/lub już "ogranych" pełna wersja reguł, prócz propozycji punktacji, zgodnie z którą możemy zdobyć tytuł mniej lub bardziej ogarniętego "kociaka", podaje kilka alternatywnych wariantów rozgrywki


tak to wygląda w praktyce:


podsumowując, "Koncept Kids Zwierzaki" to 
- estetycznie wydana i ciekawa propozycja dla przedszkolaków [i nie tylko, z tym, że starszym "grozi" nabraniem ochoty na bardziej zaawansowany "Koncept" ;)]
- zabawka angażująca całą grupę i wymagająca współpracy, a zarazem poszerzająca wiedzę o świecie
- dobre narzędzie do pracy nad umiejętnością analizy i syntezy oraz jasnej komunikacji
i po prostu fajna [no tak, zapytajcie swoje dzieci :)] planszówka

jak zamyka temat wydawca:

Oparta na współpracy gra skojarzeniowa, która stanowi świetne wprowadzenie do kalamburów dla najmłodszych. 
(...) oferuje dużą dowolność działań (grupa może wymyślać podpowiedzi wspólnie, aktywnie pomagając najmłodszym uczestnikom zabawy).


(również) takie zabawy kooperacyjne i poznawanie natury na wesoło polecamy 
wraz z rebel.pl


w ramach

Czytaj dalej

Ubongo 3D - przestrzeń dla wyobraźni

mniej więcej od roku jesteśmy szczęśliwymi właścicielami gry Ubongo 
pisałam o niej (dość entuzjastycznie) tutaj: >>KLIK<< - warto zerknąć, bo jest to jedna z gier, co do których początkowy "efekt wow" nie minął i nadal należy do najczęściej przez nas wybieranych do zabawy z nowymi graczami oraz na spotkania w szkołach i bibliotece, gdzie zdobywa fanów w każdej kategorii wiekowej
dziś pochwalimy się nową wersją, która równie błyskawicznie i trwale wkupiła się w łaski całej rodziny
przedstawiamy

Ubongo 3D


trzeba przyznać, że oboje z J. bardzo szybko daliśmy się porwać (pod)tytułowemu "trójwymiarowemu szaleństwu"
co nas tak zachwyciło?
może zabrzmi to banalnie (szczególnie dla tych, którzy wiedzą jaką powierzchnię Jankowego pokoju zajmuje LEGO), ale odpowiedź to: klocki :)

zacznijmy jednak od początku, to znaczy od instrukcji
kto zna "podstawowe" Ubongo, wie już praktycznie wszystko, jeśli jednak ktoś nie miał okazji wypróbować wcześniejszej wersji (i nie zajrzał jednak do naszej recenzji), pewnie chciałby poznać zasady gry...
na tym etapie nie będzie trudno - instrukcja mieści się na jednej dwustronnie zadrukowanej kartce i nie pozostawia wątpliwości co do reguł
właściwie jedyną różnicę (która, cóż, jakby to powiedzieć, robi różnicę) stanowi fakt, że tym razem w pudełku nie ma płaskich figur, a w ich miejsce pojawiają się kolorowe bryły

jednocześnie grać może maksymalnie 4 graczy, z których każdy otrzymuje zestaw złożony z 8 różnokształtnych 'klocków' oraz 9 z 72 dwustronnych planszetek, z których używa po jednej na każdą z rund


wynik rzutu kostką wskazuje, których klocków powinniśmy użyć w danej rundzie
"na wyścigi" wybieramy odpowiednie z naszej puli i staramy się ułożyć na białym polu planszy tak, by - jak podaje instrukcja - "zapełnione zostały dokładnie dwie warstwy"
tj. mamy za zadanie stworzyć prostopadłościan o podstawie w kształcie widocznym na planszetce i wysokości odpowiadającej dwu długościom boku zaznaczonych tam kwadratów
"żaden fragment klocka nie może wystawać poza jasne pola ani powyżej drugiej warstwy"
tadam!


i tyle
niby żadna filozofia, faktem jest jednak, że brzmi to dużo łatwiej, niż wygląda w praktyce...
i bardzo dobrze - w tym właśnie tkwi cały urok (albo jego większość) tej logicznej układanki!
frajda polega na konieczności zaangażowania maksimum uwagi, uruchomienia wyobraźni przestrzennej oraz skoordynowaniu pracy wszystkich palców drżących z emocji rąk ;)

autor zadbał o to, by nie było za prosto, proponując plansze o zróżnicowanych stopniach trudności (oznaczonych czterema kolorami), tak, by jednocześnie mogli bawić się gracze o różnych poziomach zaawansowania, a rodzice współzawodniczyć z dziećmi
żeby się nie zniechęcić na starcie, warto jednak zacząć od poziomu pierwszego, czyli podkładek zielonych - dla nas było to w pierwszej chwili i tak spore wyzwanie! 


standardowo używa się klepsydry, by ograniczyć czas gry, ale nie ma konieczności stresowania np. najmłodszych presją czasu 
dodatkowo mamy do wyboru dwa sposoby punktowania - "uczciwe" wynagradzanie najszybszych "układaczy" najcenniejszymi trofeami, albo wersję dopuszczającą losowanie punktów wśród wszystkich, którym udało się wykonać swoje zadanie
dzięki tej alternatywie również niwelujemy poziom stresu, a każdy kto wytrwale próbuje, ma szansę zostać zwycięzcą i radośnie wykrzyknąć: Ubongo!

zgodnie z zasadami pełna rozgrywka obejmuje 9 rund, co zajmuje około pół godziny, ale można też na przykład bawić się samemu stawiając sobie wyzwanie czasowe i próbować rozwiązać jak najwięcej w ciągu, powiedzmy, 10 minut

wspomnianego wyżej uroku gry dopełniają "gadżety" takie jak stylowa plansza punktacji, plastikowe "kryształki" w czterech kolorach stanowiące nagrodę za wykonane zadania, elegancki woreczek na owe "kosztowności", kostka, klepsydra i wszystkomieszcząca wypraska 
Ubongo zdecydowanie robi bardzo pozytywne wrażenie jako dobrze pomyślana całość


ale podstawowa rozgrywka to nie koniec atrakcji!
w każdym razie dla nas zabawa nie kończy się na graniu zgodnie z regułami ;)
72 figury przestrzenne, które znajdziemy w pudełku otwierają nieskończoną przestrzeń stereometrycznych wyzwań
jeśli układanie elementów w trójwymiarze wydaje się trudniejsze niż to na płaszczyznie, z pewnością warto je ćwiczyć = bawiąc się podnosić sprawność mózgu w rzeczywistości 3D

nawet bez planszy możemy dowolnie obracać, przekręcać i układać dostępne klocki, analizować możliwości wynikające z kształtów poszczególnych brył, ich wzajemne "dopełnianie", możliwe układy o różnej "piętrowości" itp.
wiele pomysłów - jak wyzwanie polegające na stworzeniu najwyższej wieży o gładkich ścianach, czy takich samych prostopadłościanów z różnych elementów, skopiowaliśmy z zabaw z klockami Geo (te również nadal szczerze polecamy! >>KLIK<<), inne - jak choćby próba ułożenia foremnej, przestrzennej wersji flagi państwa europejskiego, przychodzą do głowy na bieżąco :)


bardzo polecam Ubongo - zarówno to pierwsze (ze słoniem), jak nowe, przestrzenne (w pudełku z małpką), jako doskonałą, rozwijającą "zabawkę" dla całej rodziny


za egzemplarz dziękuję Egmont.pl


Czytaj dalej

coś dla mamy! David Attenborough, DIY i kalendarz 2019

90% wpisów na tej stronie dotyczy książek dla dzieci, gier, wycieczek, zabaw i nauki w wersji "familijnej"
cóż, taka formuła bloga, który jest wszak NASZ, a nie tylko mój ;)
nie zaszkodzi chyba jednak od czasu do czasu także tu przypomnieć (mamom-czytelniczkom, ale też sobie!), że świat nie kręci się tylko wokół dzieci
kiedy te w szkole i/lub śpią, warto znaleźć chwilę tylko dla siebie

i z pewnością nie zaszkodzi umilić sobie tego czasu lekturą, tworzeniem, albo planowaniem pięknej przyszłości, w czym pomagają na przykład takie cuda:


Przygody młodego przyrodnika. David Attenborough, DIY Zrób to sama. Maria Szymańska oraz Kalendarz 2019. Zielnik., to moje czasoumilacze z ostatnich tygodni 
wydawnictwa diametralnie różne, które jednak łączy estetyka i - przynajmniej w moim odczuciu - bardzo pozytywny, "energetyzujący" przekaz

oto jak je odebrałam
i czym w istocie, a w każdym razie według wydawców ;), są:


No1.
pokazuje, że świat jest niesamowity, przyroda piękna, a życie pełne niespodzianek i szans, które warto dostrzegać i wykorzystywać

Przygody młodego przyrodnika. David Attenborough

to autobiograficzna opowieść człowieka, który uczy obserwować przyrodę już kolejne pokolenie 
historia niesamowitej drogi "do kariery", będąca jednocześnie zapisem podróży do niedostępnych zwykłym śmiertelnikom zakątków Ziemi, spotkań z ludźmi i "polowania" na zwierzęta - z wymyślnymi pułapkami i obiektywem
ciekawe połączenie pamiętnika, opowieści drogi i relacji przyrodniczej, w której ważniejszy niż postać głównego bohatera jest obraz świata - jako takiego i świata mediów - w jakim (zbiegiem okoliczności) zaczynał  pracę, której poświęcił życie, a który przez ostatnie kilkadziesiąt lat diametralnie się zmienił

zapis historii, bliskie spotkanie z naturą i okazja do bliższego poznania jednego z największych popularyzatorów tematyki przyrodniczej naszych czasów

"W 1954 roku młody prezenter telewizyjny David Attenborough otrzymał propozycję życia – miał podróżować po całym świecie w poszukiwaniu rzadkich, trudno osiągalnych zwierząt do kolekcji londyńskiego zoo oraz filmować swoje wyprawy na potrzeby nowego programu telewizji BBC pod tytułem "Zoo Quest" (Zoologiczne poszukiwania).
Książka "Przygody młodego przyrodnika", napisana z właściwymi autorowi dowcipem i urokiem, to nie tylko opowieść o niezwykłej przygodzie, lecz także o człowieku, który nauczył nas kochać świat przyrody i doceniać znaczenie jego ochrony, czym zajmuje się do dziś."





No2. 
pokazuje, jak niewiele trzeba, żeby zmienić otoczenie i poprawić sobie lub innym nastrój pracą własnych rąk

DIY Zrób to sama. Maria Szymańska

to kolejna odsłona "rękodzielniczego" cyklu wydawniczego, o którym już tu wspominałam
(patrz tu: >>KLIK<< i tutaj: >>KLIK<<),
czyli kolejne pomysły, porady, inspiracje w pięknym wydaniu

miłosniczki rękodzieła znajdą tu proste przepisy na naturalne kosmetyki, odnowienie garderoby oraz dekoracje wnętrz
szczegółowe opisy i zdjęcia ułatwią samodzielne wykonanie każdego drobiazgu nawet początkującym
tym razem tematyka i szata graficzna prawdopodobnie szczególnie przypadnie do gustu młodym adeptkom sztuki DIY
wśród 50 podpowiedzi na oryginalne ozdoby, dodatki i prezenty z pewnością każda wypatrzy coś inspirujacego!

"DIY to nie tylko moda ostatnich lat, ale trend, który jest z nami od pokoleń. Szydełkowanie, robienie na drutach czy majsterkowanie to nic innego jak tak popularny w ostatnich latach handmade. Oprócz wymiaru czysto praktycznego, ma on obecnie również inne, ponadczasowe zalety. Wpisuje się idealnie w nurt powrotu do natury, –re i –up cyklingu oraz filozofii zero waste. Zachęca do zdobywania podstawowych umiejętności manualnych nie tylko po to, by tworzyć swój niepowtarzalny i wyjątkowy styl, ale również zwraca uwagę na dbałość o środowisko naturalne. Warto próbować ocalać przedmioty i umiejętnie szukać ciekawych rozwiązań, kupować mniej i mniej marnować.

#rekodzielokwitnie, najpiękniejsze rzeczy powstają #niezchinzpasji, a bliscy zawsze bardziej docenią #handmadewprezencie"





No3.
"odczarowuje" niepewną przyszłość, nakazując myśleć o niej w jasnych barwach

Kalendarz 2019. Zielnik.

ot, zeszyt z datami, "zapiśnik" na kolejny rok... z pewnością nie wszyscy przywiązują wagę do tego jak będzie wyglądał, o ile spełni praktyczną funkcję przypominacza i organizera czasu
biorąc jednak pod uwagę, że właśnie on będzie nam towarzyszył przez całe 365 dni, warto dobrze wybrać!

kalendarz-zielnik, na który się zdecydowałam jest zgrabny, odpowiednio trwały (utwardzona okładka), ale nie za ciężki
oprócz przyciagajacej wzrok okładki z chabrami w dobry nastrój wprowadzają akwarelowe ilustracje zdobiące wnętrze
zawiera wszystko co powinien, czyli stronę z "widokiem" na cały rok oraz kartki dedykowane kolejnym tygodniom z miejscami na notatki... i wiele więcej!
w jakim innym kalendarzu znajdziemy obok siebie podpowiedź, kiedy wysiewać zioła, cytaty z dzieł wieszcza i portret kowala bezskrzydłego?

przejrzysty układ, ładne grafiki i okołoprzyrodnicze dodatki tworzą klimatyczną całość
drobna wada - ozdobna, lecz miejscami nieczytelna czcionka wydaje się w tym przypadku zaniedbywalna

"Idealny kalendarz dla wszystkich miłośników przyrody!
Ekskluzywny kalendarz dla dorosłych z pięknymi, akwarelowymi ilustracjami roślin, uzupełnionymi informacjami na ich temat. Klasyczna część kalendarzowa z obszernym miejscem na notatki przeplata się z cytatami związanymi z przyrodą oraz opisami roślin, inspiracjami DIY."




miło czasem zrobić sobie taki książkowy prezent - polecam!
małe rzeczy, a cieszą :)

* cytaty pochodzą od wydawców - Prószyński i Ska, Egmont, Zielona Sowa


Czytaj dalej