Koncept Kids Zwierzęta, czyli rebusy na planszy

grudzień to ulubiony czas wszystkich wielbicieli niespodzianek,
a zwierzęta - jeden z uniwersalnych tematów lubianych przez dzieci
co wyszło nam w tym roku z połączenia dwóch powyższych...?


KONCEPT Kids

Zwierzaki


czyli gra dla dzieci (oraz ich krewnych i znajomych) w wieku powyżej 4 lat, w zapowiadającym zoologiczne zgadywanki opakowaniu
otwieramy!
w pudełku... porządek
wypraska przypominająca ślad łapy mieści radośnie pomarańczowe ramki (16) do wyraźnego zaznaczania podpowiedzi (zaraz wyjaśnię, o co chodzi!), karty ze zwierzakami (110) oraz podstawkę


do tego oczywiscie plansza - drukowana na twardej, grubej tekturze, kolorowa i, co najważniejsze, doskonale czytelna także dla tych, co jeszcze nie umieją czytać!
"zakodowano" na niej cechy zwierząt
szczegóły wyglądu, sposób poruszania i odżywiania, tryb życia, ubarwienie, rozmiary i siedliska przedstawione w formie jasnych, zrozumiałych piktogramów, pogrupowano tematycznie i przejrzyście rozmieszczono na sugestywnych tłach
i ładne to, i dobrze pomyślane


w grze biorą udział co najmniej dwie osoby (zadający i odgadujący), jeden zgadujący i cała, dowolnie liczna, grupa podpowiadaczy lub odwrotnie (podpowiadający i wielu 'koncypujących')
losujemy jedną z kart z wizerunkiem zwierzęcia
będzie to z pewnością miły oku, kolorowy wizerunek (wszystkie takie są), ale w zależności od tego, czy zdecydujemy się użyć kart z niebieskimi ramkami czy czerwonymi, łatwiejsze lub nawet całkiem skomplikowane zadanie - niektóre zwierzaki naprawdę trudno zidentyfikować (czasem nawet szkoda, ze nie mają podpisu)
kartę ustawiamy na podstawce tak, by była widoczna dla zadającego/-ych, zakryta dla pozostałych
podpowiadający ma/mają za zadanie trafnie przekazać rebusowy rysopis wylosowanego zwierzaka współgraczom
używając pomarańczowych "okienek" wybieramy cechy charakterystyczne, które oznaczamy na planszy i liczymy na bystrość skojarzeń odgadującego/-ych

przykład? białe, czarne, roślinożerne, mieszka w zagrodzie (na wsi)...
instrukcja w wersji skróconej obrazowo wyjaśnia, nawet najmłodszym, o co chodzi
a dla nieco starszych i/lub "ogranych" pełna wersja reguł, prócz propozycji punktacji, zgodnie z którą możemy zdobyć tytuł mniej lub bardziej ogarniętego "kociaka", podaje kilka alternatywnych wariantów rozgrywki


tak to wygląda w praktyce:


podsumowując, "Koncept Kids Zwierzaki" to 
- estetycznie wydana i ciekawa propozycja dla przedszkolaków [i nie tylko, z tym, że starszym "grozi" nabraniem ochoty na bardziej zaawansowany "Koncept" ;)]
- zabawka angażująca całą grupę i wymagająca współpracy, a zarazem poszerzająca wiedzę o świecie
- dobre narzędzie do pracy nad umiejętnością analizy i syntezy oraz jasnej komunikacji
i po prostu fajna [no tak, zapytajcie swoje dzieci :)] planszówka

jak zamyka temat wydawca:

Oparta na współpracy gra skojarzeniowa, która stanowi świetne wprowadzenie do kalamburów dla najmłodszych. 
(...) oferuje dużą dowolność działań (grupa może wymyślać podpowiedzi wspólnie, aktywnie pomagając najmłodszym uczestnikom zabawy).

(również) takie zabawy kooperacyjne i poznawanie natury na wesoło polecamy 
wraz z rebel.pl


w ramach

Czytaj dalej

Ubongo 3D - przestrzeń dla wyobraźni

mniej więcej od roku jesteśmy szczęśliwymi właścicielami gry Ubongo 
pisałam o niej (dość entuzjastycznie) tutaj: >>KLIK<< - warto zerknąć, bo jest to jedna z gier, co do których początkowy "efekt wow" nie minął i nadal należy do najczęściej przez nas wybieranych do zabawy z nowymi graczami oraz na spotkania w szkołach i bibliotece, gdzie zdobywa fanów w każdej kategorii wiekowej
dziś pochwalimy się nową wersją, która równie błyskawicznie i trwale wkupiła się w łaski całej rodziny
przedstawiamy

Ubongo 3D


trzeba przyznać, że oboje z J. bardzo szybko daliśmy się porwać (pod)tytułowemu "trójwymiarowemu szaleństwu"
co nas tak zachwyciło?
może zabrzmi to banalnie (szczególnie dla tych, którzy wiedzą jaką powierzchnię Jankowego pokoju zajmuje LEGO), ale odpowiedź to: klocki :)

zacznijmy jednak od początku, to znaczy od instrukcji
kto zna "podstawowe" Ubongo, wie już praktycznie wszystko, jeśli jednak ktoś nie miał okazji wypróbować wcześniejszej wersji (i nie zajrzał jednak do naszej recenzji), pewnie chciałby poznać zasady gry...
na tym etapie nie będzie trudno - instrukcja mieści się na jednej dwustronnie zadrukowanej kartce i nie pozostawia wątpliwości co do reguł
właściwie jedyną różnicę (która, cóż, jakby to powiedzieć, robi różnicę) stanowi fakt, że tym razem w pudełku nie ma płaskich figur, a w ich miejsce pojawiają się kolorowe bryły

jednocześnie grać może maksymalnie 4 graczy, z których każdy otrzymuje zestaw złożony z 8 różnokształtnych 'klocków' oraz 9 z 72 dwustronnych planszetek, z których używa po jednej na każdą z rund


wynik rzutu kostką wskazuje, których klocków powinniśmy użyć w danej rundzie
"na wyścigi" wybieramy odpowiednie z naszej puli i staramy się ułożyć na białym polu planszy tak, by - jak podaje instrukcja - "zapełnione zostały dokładnie dwie warstwy"
tj. mamy za zadanie stworzyć prostopadłościan o podstawie w kształcie widocznym na planszetce i wysokości odpowiadającej dwu długościom boku zaznaczonych tam kwadratów
"żaden fragment klocka nie może wystawać poza jasne pola ani powyżej drugiej warstwy"
tadam!


i tyle
niby żadna filozofia, faktem jest jednak, że brzmi to dużo łatwiej, niż wygląda w praktyce...
i bardzo dobrze - w tym właśnie tkwi cały urok (albo jego większość) tej logicznej układanki!
frajda polega na konieczności zaangażowania maksimum uwagi, uruchomienia wyobraźni przestrzennej oraz skoordynowaniu pracy wszystkich palców drżących z emocji rąk ;)

autor zadbał o to, by nie było za prosto, proponując plansze o zróżnicowanych stopniach trudności (oznaczonych czterema kolorami), tak, by jednocześnie mogli bawić się gracze o różnych poziomach zaawansowania, a rodzice współzawodniczyć z dziećmi
żeby się nie zniechęcić na starcie, warto jednak zacząć od poziomu pierwszego, czyli podkładek zielonych - dla nas było to w pierwszej chwili i tak spore wyzwanie! 


standardowo używa się klepsydry, by ograniczyć czas gry, ale nie ma konieczności stresowania np. najmłodszych presją czasu 
dodatkowo mamy do wyboru dwa sposoby punktowania - "uczciwe" wynagradzanie najszybszych "układaczy" najcenniejszymi trofeami, albo wersję dopuszczającą losowanie punktów wśród wszystkich, którym udało się wykonać swoje zadanie
dzięki tej alternatywie również niwelujemy poziom stresu, a każdy kto wytrwale próbuje, ma szansę zostać zwycięzcą i radośnie wykrzyknąć: Ubongo!

zgodnie z zasadami pełna rozgrywka obejmuje 9 rund, co zajmuje około pół godziny, ale można też na przykład bawić się samemu stawiając sobie wyzwanie czasowe i próbować rozwiązać jak najwięcej w ciągu, powiedzmy, 10 minut

wspomnianego wyżej uroku gry dopełniają "gadżety" takie jak stylowa plansza punktacji, plastikowe "kryształki" w czterech kolorach stanowiące nagrodę za wykonane zadania, elegancki woreczek na owe "kosztowności", kostka, klepsydra i wszystkomieszcząca wypraska 
Ubongo zdecydowanie robi bardzo pozytywne wrażenie jako dobrze pomyślana całość


ale podstawowa rozgrywka to nie koniec atrakcji!
w każdym razie dla nas zabawa nie kończy się na graniu zgodnie z regułami ;)
72 figury przestrzenne, które znajdziemy w pudełku otwierają nieskończoną przestrzeń stereometrycznych wyzwań
jeśli układanie elementów w trójwymiarze wydaje się trudniejsze niż to na płaszczyznie, z pewnością warto je ćwiczyć = bawiąc się podnosić sprawność mózgu w rzeczywistości 3D

nawet bez planszy możemy dowolnie obracać, przekręcać i układać dostępne klocki, analizować możliwości wynikające z kształtów poszczególnych brył, ich wzajemne "dopełnianie", możliwe układy o różnej "piętrowości" itp.
wiele pomysłów - jak wyzwanie polegające na stworzeniu najwyższej wieży o gładkich ścianach, czy takich samych prostopadłościanów z różnych elementów, skopiowaliśmy z zabaw z klockami Geo (te również nadal szczerze polecamy! >>KLIK<<), inne - jak choćby próba ułożenia foremnej, przestrzennej wersji flagi państwa europejskiego, przychodzą do głowy na bieżąco :)


bardzo polecam Ubongo - zarówno to pierwsze (ze słoniem), jak nowe, przestrzenne (w pudełku z małpką), jako doskonałą, rozwijającą "zabawkę" dla całej rodziny


za egzemplarz dziękuję Egmont.pl


Czytaj dalej

coś dla mamy! David Attenborough, DIY i kalendarz 2019

90% wpisów na tej stronie dotyczy książek dla dzieci, gier, wycieczek, zabaw i nauki w wersji "familijnej"
cóż, taka formuła bloga, który jest wszak NASZ, a nie tylko mój ;)
nie zaszkodzi chyba jednak od czasu do czasu także tu przypomnieć (mamom-czytelniczkom, ale też sobie!), że świat nie kręci się tylko wokół dzieci
kiedy te w szkole i/lub śpią, warto znaleźć chwilę tylko dla siebie

i z pewnością nie zaszkodzi umilić sobie tego czasu lekturą, tworzeniem, albo planowaniem pięknej przyszłości, w czym pomagają na przykład takie cuda:


Przygody młodego przyrodnika. David Attenborough, DIY Zrób to sama. Maria Szymańska oraz Kalendarz 2019. Zielnik., to moje czasoumilacze z ostatnich tygodni 
wydawnictwa diametralnie różne, które jednak łączy estetyka i - przynajmniej w moim odczuciu - bardzo pozytywny, "energetyzujący" przekaz

oto jak je odebrałam
i czym w istocie, a w każdym razie według wydawców ;), są:


No1.
pokazuje, że świat jest niesamowity, przyroda piękna, a życie pełne niespodzianek i szans, które warto dostrzegać i wykorzystywać

Przygody młodego przyrodnika. David Attenborough

to autobiograficzna opowieść człowieka, który uczy obserwować przyrodę już kolejne pokolenie 
historia niesamowitej drogi "do kariery", będąca jednocześnie zapisem podróży do niedostępnych zwykłym śmiertelnikom zakątków Ziemi, spotkań z ludźmi i "polowania" na zwierzęta - z wymyślnymi pułapkami i obiektywem
ciekawe połączenie pamiętnika, opowieści drogi i relacji przyrodniczej, w której ważniejszy niż postać głównego bohatera jest obraz świata - jako takiego i świata mediów - w jakim (zbiegiem okoliczności) zaczynał  pracę, której poświęcił życie, a który przez ostatnie kilkadziesiąt lat diametralnie się zmienił

zapis historii, bliskie spotkanie z naturą i okazja do bliższego poznania jednego z największych popularyzatorów tematyki przyrodniczej naszych czasów

"W 1954 roku młody prezenter telewizyjny David Attenborough otrzymał propozycję życia – miał podróżować po całym świecie w poszukiwaniu rzadkich, trudno osiągalnych zwierząt do kolekcji londyńskiego zoo oraz filmować swoje wyprawy na potrzeby nowego programu telewizji BBC pod tytułem "Zoo Quest" (Zoologiczne poszukiwania).
Książka "Przygody młodego przyrodnika", napisana z właściwymi autorowi dowcipem i urokiem, to nie tylko opowieść o niezwykłej przygodzie, lecz także o człowieku, który nauczył nas kochać świat przyrody i doceniać znaczenie jego ochrony, czym zajmuje się do dziś."





No2. 
pokazuje, jak niewiele trzeba, żeby zmienić otoczenie i poprawić sobie lub innym nastrój pracą własnych rąk

DIY Zrób to sama. Maria Szymańska

to kolejna odsłona "rękodzielniczego" cyklu wydawniczego, o którym już tu wspominałam
(patrz tu: >>KLIK<< i tutaj: >>KLIK<<),
czyli kolejne pomysły, porady, inspiracje w pięknym wydaniu

miłosniczki rękodzieła znajdą tu proste przepisy na naturalne kosmetyki, odnowienie garderoby oraz dekoracje wnętrz
szczegółowe opisy i zdjęcia ułatwią samodzielne wykonanie każdego drobiazgu nawet początkującym
tym razem tematyka i szata graficzna prawdopodobnie szczególnie przypadnie do gustu młodym adeptkom sztuki DIY
wśród 50 podpowiedzi na oryginalne ozdoby, dodatki i prezenty z pewnością każda wypatrzy coś inspirujacego!

"DIY to nie tylko moda ostatnich lat, ale trend, który jest z nami od pokoleń. Szydełkowanie, robienie na drutach czy majsterkowanie to nic innego jak tak popularny w ostatnich latach handmade. Oprócz wymiaru czysto praktycznego, ma on obecnie również inne, ponadczasowe zalety. Wpisuje się idealnie w nurt powrotu do natury, –re i –up cyklingu oraz filozofii zero waste. Zachęca do zdobywania podstawowych umiejętności manualnych nie tylko po to, by tworzyć swój niepowtarzalny i wyjątkowy styl, ale również zwraca uwagę na dbałość o środowisko naturalne. Warto próbować ocalać przedmioty i umiejętnie szukać ciekawych rozwiązań, kupować mniej i mniej marnować.

#rekodzielokwitnie, najpiękniejsze rzeczy powstają #niezchinzpasji, a bliscy zawsze bardziej docenią #handmadewprezencie"





No3.
"odczarowuje" niepewną przyszłość, nakazując myśleć o niej w jasnych barwach

Kalendarz 2019. Zielnik.

ot, zeszyt z datami, "zapiśnik" na kolejny rok... z pewnością nie wszyscy przywiązują wagę do tego jak będzie wyglądał, o ile spełni praktyczną funkcję przypominacza i organizera czasu
biorąc jednak pod uwagę, że właśnie on będzie nam towarzyszył przez całe 365 dni, warto dobrze wybrać!

kalendarz-zielnik, na który się zdecydowałam jest zgrabny, odpowiednio trwały (utwardzona okładka), ale nie za ciężki
oprócz przyciagajacej wzrok okładki z chabrami w dobry nastrój wprowadzają akwarelowe ilustracje zdobiące wnętrze
zawiera wszystko co powinien, czyli stronę z "widokiem" na cały rok oraz kartki dedykowane kolejnym tygodniom z miejscami na notatki... i wiele więcej!
w jakim innym kalendarzu znajdziemy obok siebie podpowiedź, kiedy wysiewać zioła, cytaty z dzieł wieszcza i portret kowala bezskrzydłego?

przejrzysty układ, ładne grafiki i okołoprzyrodnicze dodatki tworzą klimatyczną całość
drobna wada - ozdobna, lecz miejscami nieczytelna czcionka wydaje się w tym przypadku zaniedbywalna

"Idealny kalendarz dla wszystkich miłośników przyrody!
Ekskluzywny kalendarz dla dorosłych z pięknymi, akwarelowymi ilustracjami roślin, uzupełnionymi informacjami na ich temat. Klasyczna część kalendarzowa z obszernym miejscem na notatki przeplata się z cytatami związanymi z przyrodą oraz opisami roślin, inspiracjami DIY."




miło czasem zrobić sobie taki książkowy prezent - polecam!
małe rzeczy, a cieszą :)

* cytaty pochodzą od wydawców - Prószyński i Ska, Egmont, Zielona Sowa


Czytaj dalej

czarowanie przez czytanie - Miłość

"Mieszkanie bez książki ciemniejsze jest niż bez lampy"
te słowa Sienkiewicza w długie jesienne i zimowe wieczory wydają się szczególnie prawdziwe
a nasz dom właśnie wówczas - wyjątkowo jasno oświetlony :)

w tym sezonie książkowe hokuspokus, sprawiające, że wnętrza (i te rozumiane dosłownie "cztery ściany", i nasze czytelnicze "dusze") rozświetla blask bijący od śnieżnobiałych (lub nieco pożółkłych ze starości) stron, a twarze - uśmiechy, chcemy choć częściowo zrelacjonować w ramach akcji "Czarowanie przez czytanie"


więcej na temat projektu, między innymi o tym, gdzie można śledzić wpisy zaangażowanych czytelników-blogerów, pomysłodawczyni pisze na swojej stronie, czyli tu: >>KLIK<<
w skrócie:
"Chodzi o to, (aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa) i o to, żeby zrobić z czytania fajną zabawę: Czytamy jedną książkę miesięcznie – może być cała, rozdział, fragment – jak kto woli i na ile czas i wiek dzieciaków pozwala, a potem zaczynamy zabawę – albo dajemy dzieciakom iść na żywioł, albo delikatnie im coś podpowiadamy. Generalnie chodzi mi o to, żeby to nie była ciężka praca dorosłych i chwila zabawy dzieciaków, tylko raczej radosna twórczość inspirowana książką. Bez napinania się i stresowania “czy na pewno się wyrobię na czas”
pierwszą edycję jedynie podglądałam, jak zwykle w takich przypadkach czerpiąc masę inspiracji i dużo, dużo radości z obserwowania jak wiele rodzin docenia wspólny czas spędzany nad książką i na dziesiątki różnych sposobów potrafi bawić się czytaniem  
tym razem i u nas (na blogu, bo w domu, wiadomo, nigdy jej nie brakowało!) zagości nieco tej magii
"na rozgrzewkę" - krótko i tylko odrobinę książkowo - zaległy temat na październik:

Miłość - książka dowolna

na początek przyjmijmy, że "odcinek sponsoruje" książeczka "Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham"
jak podaje wydawca:

"Czasami szuka się słów, żeby komuś powiedzieć, jak bardzo go kochamy. Ale miłość niełatwo jest zmierzyć. Wiedzą o tym najlepiej Mały Brązowy Zajączek i Duży Brązowy Zając z tej pięknej i wzruszającej opowieści o uczuciach, cieple i zrozumieniu."


to prosta, radosna, ale i w pewien sposób głęboka opowieść
trafiła do nas, kiedy J. wydawał się już za duży na książki, w których więcej jest ilustracji niż tekstu
jak się szybko okazało, im człowiek starszy, tym częściej musi sobie przypominać proste prawdy, dlatego nadal czytamy od czasu oboje i uśmiechamy się do siebie wymyślając własne "miary miłości"

a tym razem dodatkowo, po raz pierwszy, słuchał ktoś jeszcze
ktoś, komu dopiero zaczynamy pokazywać, jak bardzo go kochamy...
również przez czytanie
temat potraktowaliśmy bowiem także całkiem dosłownie, uznając, że do wzajemnego okazywania miłości posłużyć może książka dowolna :)

J. czyta "brzuszkowi" (10.2018)

albo pierwsza wspólna "fotoksiążka"

starszy brat - doskonały fotograf (10.2018)
ostatnie beztroskie chwile w dwupaku (10.2018)
witaj, Stasiu :) (11.2018)
nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kochamy!

Czytaj dalej

Jeremi Przybora małoletnim i stuletnim - magiczny świat Disney'a (2)

ostatnio "odkryliśmy" potencjalnie ciekawe dla przedszkolaków pozycje książkowe - bogato ilustrowane zbiory krótkich opowieści o bohaterach, których animowane wcielenia znamy dzięki studiu Disney'a
były to historyjki typu "co jeszcze im się przydarzyło", rodzaj kontynuacji, specjalnie dla fanów, którym spotkań z ulubionymi gwiazdami nigdy za wiele
(więcej przeczytać i zobaczyć można >>TU<<)
dziś, pozostając w tym samym "rysunkowym universum" pokażemy coś podobnego, ale z trochę innej bajki
jak głosi tytuł - nie tylko dla małoletnich


Jeremi Przybora małoletnim i stuletnim za namową znajomego postanowił oto (dawno, dawno temu, czyli w przeciągu kilku lat ostatniego dziesięciolecia ubiegłego wieku) opowiedzieć na antenie radiowej disneyowskie bajki
przygotował w ten sposób i przedstawił słuchaczom kilkanaście opowieści na zasadzie streszczenia, w formie "opowiem, co widzę"
dziś możemy wziąć do ręki spory tom, księgę w twardej oprawie, w której owe słuchowiska zebrano i udekorowano stopklatkami z kinowych oryginałów z lat, bagatela, 1937-1998

z pewnością, niezależnie od wieku, skojarzycie przynajmniej niektóre tytuły


Przybora - klasa sama w sobie - dodaje im wyjątkowego "smaczku"

czego tu nie ma?
zabawa słowem, przewrotny humor, satyra, nawet drobne złośliwości
banał, przekaskrawienia i sztuczki typowe dla akcji w animacji nie uchodzą na sucho
dzieci mają bajkę, bajarz (zdaje się) frajdę, rodzice - zwolnienie z konieczności pojscia do kina ;)

tak jak bywają produkcje bardziej i mniej lubiane, tak tu zdarzają się teksty lepsze i gorsze
czy zawodzi "opowiadacz"- czy po prostu z filmowym "pierwowzorem" nic nie dało się zrobić? 
w przypadku "Księcia i żebraka" raczej nie odważę się sprawdzić, pozostając przy książkowym oryginale...
za to na przykład wierszowany "Bambi" - prawdziwy rarytas!*

Jeremi Przybora "relacjonuje" jak tylko on umie i w wielu przypadkach jest to najwyższych lotów robota komentatorska


mamy tu przekrój przez bodaj najlepszy czas animowanych disneyowskich produkcji pełnometrazowych, w którym swoje pięć minut i szanse wpisania się na stałe w podświadomość obecnego pokolenia rodziców dostała śpiewająca w lesie Aurora**, Robin Hood jako wiecznie uśmiechnięty lis-przechera, przepiękna Bella, której w siedzibie Bestii towarzyszyła nietypowa służba złożona z gadajacych sprzętów domowych
do tego rzut oka na wcześniejsze produkcje - Alicja czy Snieżka jeszcze nie wygładzone w Photoshopie
i wreszcie postaci "narodzone" tylko trochę później, gdy po baśniowej klasyce nadszedł czas odkrywania mitów i legend kultury pozaeuropejskiej, jak Herkules czy Mulan

słowa Mistrza uzupełnione o obraz, który (szczególnie w przypadku "kreślarzy z Hollywood" i młodych widzów, których od lat oczarowują) także wiele znaczy





podsumujmy zatem, co mogą znaleźć na tych ponad 400 kolorowych stronach pomiędzy sztywnymi okładkami:
- sentymentaliści - album ze wspomnieniami w ciekawej aranżacji,
- zdeklarowani fani - czy to "dzieł" studia Disneya, czy Pana Jeremiego - nowe spojrzenie na ich twórczość,
- dzieci - wciąż ciekawe, niestarzejące się bajeczki

pięknie wydana ciekawostka
dziękujemy, Egmont.pl

--
*ja wspominam swój pierwszy zapamiętany seans kinowy z początku lat '90, Jan zaśmiewa się i wzrusza zupełnie niezależnie, po prostu słuchając

** "Jak ze snu Twe usta i oczy Twoje znam. Jak we śnie tę samą masz postać, nawet uśmiech ten sam..." - audiowirus powraca! (dobrze, że nie słyszycie jak ja sobie podśpiewuję ;) )
Czytaj dalej

Biblioteka bajek - magiczny świat Disney'a (1)

dawno, dawno temu...
(tj. prawie dwa lata wstecz)
coś już wspominałam o moim/naszym podejściu do bajkowego animowanego "mainstreamu" i jego książkowego odbicia
wiele się od tamtej pory nie zmieniło (dla przypomnienia/porównania można spojrzeć tu: >>KLIK<<),
co w skrócie można chyba podsumować lakonicznym: świat Disneya lubimy, ale za nim nie szalejemy

tym bardziej można chyba zaufać ocenie - wysokiej!, co może nieco nieprofesjonalnie zdradzę już na wstępie - książeczek wydanych pod szyldem "Biblioteka bajek", którą znajdziecie poniżej ;)

szczególnie jeśli macie w rodzinie przedszkolaki, warto rzucić okiem na dwa zbiory opowieści z klasycznego 'universum' Disneya oraz świata 'rysunkowego' Kubusia Puchatka: 


obie książeczki kolorowe, w usztywnionych okładkach, drukowane na kredowym papierze, liczące około 300 stron każda
ładne
[który to przymiotnik zupełnie naturalnie nasuwa się, kiedy tylko mowa o disney'owskich bajeczkach, księżniczkach i zwierzaczkach, a nawet Kłapouchym, prawda? ;) ]

chociaż jest co czytać - spójne, średniej długości opowiadania "bez agresji" - ilustracje zdecydowanie dominują w nich nad tekstem, pozwalając dzieciom łatwo przenieść się w krainy pamiętane z ekranu
zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że również te, którym owe byłyby nieznane (są takie?) sympatyczni (w większości) bohaterowie i pastelowe tła szybko się spodobają, jest to bowiem ten rodzaj słodkiej estetyki, który całym pokoleniom kojarzy się z beztroskim dzieciństwem i wyczekiwanymi weekendowymi "dobranockami" - nie jest dobrze, jeśli pozostaje wyznacznikiem gustów na całe życie, ale w przypadku pierwszych filmów i książeczek dla dzieci naprawdę można trafić dużo, dużo gorzej...


w pierwszej z książek (pierwszej od lewej na zdjęciu pierwszym) znajdujemy 18 opowiastek z różnymi bohaterami "klasyki Disney'a"

co ciekawe, opowiadania łączy fakt, że są to niejako kontynuacje ich losów - opowieści snute jako ciąg dalszy i/lub uzupełnienie perypetii znanych z dużego ekranu - oraz temat
w każdej znajdujemy nawiązanie do wieczornych rytuałów, utulania do snu, problemów z zasypianiem
jak się okazuje, miewają owe także między innymi Arielka, Piotruś Pan, Nemo, Simba, dalmatyńczyki oraz Bambi...

poszczególne opowiadania przypominają takie hity jak "Potwory i Spółka", "Toy Story", "Zakochany kundel", "Odlot", "Śpiąca Królewna" czy "Księga Dżungli"


przy okazji poznajemy (no cóż, nie wiem na ile Wy jesteście na bieżąco - ja właśnie poznałam...) nowych bohaterów (jak Hiro i Baymax) i tytuły (Zaplątani, Ralph Demolka)
i, co ciekawe, nawet ci ostatni pomagają w zasypianiu ;)


tomik drugi to z kolei 15 opowiadań o sławnym misiu (tu w czerwonym przykusym kubraczku) i innych mieszkańcach Stuwiekowego Lasu


tym razem temat przewodni to PRZYJAŹŃ,
na której różne oblicza spoglądamy z perspektywy doświadczeń grupki, którą wspólne losy łączą od lat...
mimo różnicy charakterów Sowy, Prosiaczka, Puchatka, Kłapouchego, Królika, Tygryska, Kangi i Roo, a może raczej właśnie dzięki nim dziecko poznaje różne aspekty i sposoby "lubienia się" nawzajem


nie zabraknie zabaw: w chowanego, misie-patysie, czy wodobryki, drobnych nieporozumień i małych smuteczków oraz, oczywiście, poszukiwania miodku 
a między wierszami - nieszkodliwego moralizatorstwa i prostych prawd o uzdrawiającej mocy przyjaźni czy wartości niezauważanych na co dzień gestów


i, ponownie, dużej dawki uroczych, kolorowych obrazków

oba tytuły szczerze polecamy przedszkolakom i wczesnoszkolniakom, szczególnie tym, którzy znają i lubią świat bajek Disneya, ale nie tylko
idealne jako "opowieści na dobranoc" i "na każdą okazję"


Czytaj dalej