Zadziwiające życie

tak, życie takie właśnie jest - wspaniałe, nadzwyczajne, tajemnicze, cudowne, zadziwiające...
najlepiej rozumieją to (oczywiście) dzieci i artyści,
od czasu do czasu każdy powinien sobie jednak o tym przypominać

dzięki pasji i zaangażowaniu pewnej oczarowanej otaczającą rzeczywistością rysowniczki o ujmująco radosnym uśmiechu, jako pomoc nawet-trochę-naukową możemy w celu odświeżenia pamięci i poszerzenia (a jednocześnie "odszarzenia") perspektywy zastosować książkę "Zadziwiające życie. Dlaczego każdy z nas jest wszechświatem?"


wbrew charakterystycznemu dla naszej cywilizacji (szczególnie tzw. "zachodniej") dążeniu do zawężania i ścisłej specyfikacji zainteresowań i obiektów badań poszczególnych dziedzin nauki, Misha Maynerick Blaise podjęła próbę opisu świata jako nierozerwalnie powiązanej całości
jedno wynika z drugiego, wszystko łączy się ze wszystkim, a na kolejnych kartach książki odkrywamy jak bardzo lub - podążając za spójnym, lecz czasem zaskakującym tokiem myślenia i postrzegania autorki - na jak niespodziewanej zasadzie



w oryginalny i ciekawy sposób* płynnie przechodzi z jednego tematu w drugi, budując (skutecznie) wrażenie nierozerwalności "koła życia"
kieruje naszą uwagę na zmianę w oceaniczne głębiny i nieskończone przestrzenie wszechświata i niedostrzegalne ekosystemy bakteryjne, na rozległe sieci grzybni (wiecie, że działają jak internet?) i ptasie trele, pisze o świadomości (!?) roślin i męskich potomkach Czyngis-Chana...
 


choć o gustach nie wypada dyskutować, a charakterystyczne, przywodzące na myśl niewprawioną dziecięcą rękę obrazki z pewnością nie każdemu wydadzą się dziełami sztuki**, nie da się odmówić albumowi artyzmu
razie warstwa graficzna jest bardzo istotnym elementem przekazu, a autorka - ponownie podchodząc do zagadnienia "holistycznie" stawia najwyraźniej na oddziaływanie wielozmysłowe



fakt, że zgromadzone tu informacje i ciekawostki mają umocowanie w źródłach (które autorka podaje na ostatnich stronach) warto docenić na równi z umiejętnością ich przekazania w niecodziennej, niemal poetyckiej, formie
niektóre sformułowania, jak np. "owady wykazują się inteligencją i umiejętnością rozwiązywania problemów większych niż ludzkie", czy "podstawowym sposobem pozyskiwania energii przez ludzi jest spożywanie słońca" stanowią oczywiste uproszczenia (lub tylko część prawdy), ale podobnie jak pełne barw ilustracje każą bliżej przyjrzeć się zagadnieniu i zachęcają do namysłu i lepszego poznawania świata - przez samodzielną obserwację i korzystanie z innych publikacji


najważniejszy cel, który autorka formułuje w następujący sposób:
"Książka ta ma być prostym przypomnieniem naszej zdumiewającej, głębokiej więzi ze światem (...) jest to przypomnienie, że sami jesteśmy żywym wcieleniem nieskończenie wielkiego i tajemniczego wszechświata"
został według mnie osiągnięty

lektura książki "Zadziwiające życie" jako inspiracja do podjęcia próby spojrzenia na siebie jako część tak niesamowitej całości - i biorąc pod uwagę w istocie niesamowite zasady jej działania i niecodzienny sposób przekazu - może być świetną przygodą dla ciekawego świata człowieka w każdym wieku




* świadectwem niech będzie fakt, że J. sam sięgnął po książkę i czytał przez kilka kolejnych dni, każdego z nich z błyskiem w oku przekazując (czasem zupełnie nieświadomej dotąd) matce kolejne zapamiętane rewelacje

** osobiście uważam, że ilustracje są raczej pokraczne i zdecydowanie zbyt jaskrawe, ale J.docenił rozmach i ekspresję 


za kolejne wyjątkowe "okno na świat" i przyczynek do naukowych dyskusji przy kolacji dziękujemy Egmont Art
Czytaj dalej

Rekin - gra planszowa dla ludzi o mocnych nerwach...

wiecie, że w Redzie można zobaczyć prawdziwe, żywe rekiny z odległości kilku centymetrów?
co prawda większość ma dopiero kilkadziesiąt centymetrów długości, a od obserwatorów oddziela je gruba warstwa szkła, ale wrażenie jakie robi taka rybka przepływając tuż obok, albo bezpośrednio nad nami jest naprawdę niesamowite

pamiątką takiego spotkania będzie dla J. gra planszowa "Rekin", czyli nowość wydawnictwa Granna
=
gra rodzinna, o prostych do wytłumaczenia zasadach - z instrukcją zawartą na jednej dwustronnej karcie - i bardzo dynamicznym przebiegu
wymagająca odrobiny zmysłu taktycznego i odporności psychicznej oraz pewnej ręki (do wyważonego rzucania kostkami), ale poza tymi utrudnieniami absolutnie nieskomplikowana
dla kilku (od 2 do 4 osób) począwszy od przedszkolaków, na ich dziadkach skończywszy


"Rekin" może spodobać się małym fanom Nemo, którzy zapewne będą dobrze się bawić "sterując" swoją małą, zwinną rybką,
grę polecamy jednak także "na oswojenie" wszystkim, którzy (na przykład pamiętając słynne "Szczęki") trochę obawiają się tych pięknych stworzeń
chociaż na grafikach właściwie wcale takie piękne nie są...


słusznie nie wydają się też specjalnie sympatyczne,
ich celem jest bowiem, jak pewnie można się domyślić, uniemożliwienie małym, kolorowym rybkom dotarcie do upragnionej rafy koralowej po przeciwnej stronie planszy
cała zabawa polega jednak na tym, żeby utrzeć im nosa i zwinnie przemknąć tuż obok

"maluchy" startują po lewej, rekiny po prawej
który kartonik przesuwamy zależy od symbolu (koloru) wyrzuconego na kostce
w swojej turze gracz wykonuje jeden rzut i niezależnie od tego, czy wynik wskazuje na jego własną rybkę, rybę przeciwnika, czy rekina - musi przemieścić odpowiednią tekturkę - rybkę w prawo (ewentualnie własną również góra/dół), rekina w lewo (lub w górę albo w dół)  

nie powinno ulegać wątpliwości, że czynimy to z maksymalną korzyścią dla siebie, tj. tak manewrując własną, by uniknąć spotkania z rekinem, cudze rybki zaś wiodąc prosto we wrogie paszcze...


w przypadku gry z osobami szczególnie wrażliwymi (jak na przykład kilkuletnie dziewczynki i ich babcie) bywa, iż owa reguła jest jednakowoż regularnie łamana na rzecz "nie bój się, ja Ciebie nie zjem", a rekiny wykonują karkołomne akrobacje, byle tylko ominąć dzielne rybki...
tak też można, faktem jest jednak, że negatywna interakcja, z którą mamy tu do czynienia dodaje rozgrywce kolorytu
wykonując taktyczne posunięcia najlepsze dla siebie, nierzadko ze szkodą dla innych, najmłodsi gracze odbierają cenną lekcję, że czasem (a nawet dosyć często), że jeśli zwycięzca może być tylko jeden, pozostali po prostu muszą przegrać

w tym przypadku zwycięża ten, czyja rybka dotrze pierwsza na drugi koniec planszy lub pozostanie samotna "na placu boju" gdy rekiny pożrą wszystkich jej konkurentów


z zastrzeżeniem, że trudno uniknąć różnych, czasem dość intensywnych, emocji związanych z interakcją*, grę można oczywiście polecić jako ciekawą planszówkę rodzinną - w tym dzieciom w wieku już od lat pięciu
zupełnie nieoczekiwanie okazało się jednak, że doskonale trafia do jeszcze jednej grupy docelowej...
w zeszłym miesiącu odwiedziliśmy toruński uniwersytet podczas Dnia Gier Planszowych "Grawitacja"
w sali "rodzinnej", przy stoliku, na którym rozłożony był "Rekin" zgromadziła się największa i najgwarniejsza grupka... studentów
zapytani zgodnie stwierdzili, że pożeranie sobie nawzajem rybek to niezła frajda :)

młodzieży młodszej polecamy zatem do nauki radzenia sobie ze stresem, starszej - na odstresowanie!


za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Granna


*jeśli poziom agresji i/lub sprzeciw na myśl o bratobójczym nasyłaniu na siebie drapieżców jest wśród dzieci zbyt duży, zasady zawsze można (przynajmniej na jakiś czas) nagiąć
u nas najmłodsi w rodzinie zdecydowali zgodnie, że wcale nie musi być tak, że wygra tylko jedna rybka i wszyscy zgodnie umykają bestiom tak długo, aż maksymalna ilość narybku nie osiągnie koralowego raju
w pewnym sensie z gry nastawionej na negatywną interakcję zrobili sobie całkiem przyjemną zabawę kooperacyjną, dzięki czemu w ogóle się do "Rekina" przekonali
i dobrze, niech im na razie będzie - w przeciwnym razie zapewne w kółko graliby pewnie tylko w "Batyskaf" ;)

Czytaj dalej

Batyskaf - gra planszowa z bąbelkami

w poprzednim wpisie pojawiła się mała pamiątka szalonej podwodnej zabawy z kuzynostwem w aquaparku, przybyło nam jednak z tej okazji na półce również coś bardziej trwałego
jako że w sklepiku przy kompleksie basenów zaopatrzyć można się między innymi w grę planszową z groźną rybą w tytule, postanowiłam skorzystać z inspiracji - J. dostał zatem "Rekina", a J. & P. - równie dobrze kojarzącą się z przygodami z wodą grę "Batyskaf"
czy się spodobała?
popatrzcie, posłuchajcie...

pudełko wygląda z pewnością kusząco - elegancko, kolorowo, pokaźnie
tło zapowiada spotkanie z wieloma podwodnymi stworzeniami, a mina "kapitana" emocjonującą rozgrywkę :)


pomysł na "Batyskaf" został zgłoszony w ramach dorocznego konkursu wydawnictwa Granna na grę stworzoną przez amatorów
jury wyróżniło go w kilkuetapowych wyborach, z pewnością ma więc w sobie "to coś"!
dla mnie - przyznam - przede wszystkim ciekawe podejście do tematu podwodnych obserwacji i mechanikę wciągającą najmłodszych oraz "bajkowe" ilustracje, które potrafią oczarować małe (i nie tylko) dziewczynki
poza tym, niestety, dość sporo niezbyt lubianej losowości i chyba trochę za bardzo infantylne, wierszowane opisy zwierzaków...

ale po kolei

zobaczyć (i "sfotografować") zwierzęta o których mowa, to cel naszej gry
na początek możemy obejrzeć je wszystkie na odwrocie sztywnej planszy i zorientować się, na jakiej głębokości żyją
na ostatnich stronach instrukcji znajdziemy nazwy poszczególnych gatunków (lub rodzajów) i krótkie opisy - czasem dość informatywne, bywa, że zabawne, zawsze rymowane - związane z ich charakterystycznymi cechami i zwyczajami
warto do nich zerknąć, na przykład w trakcie gry, albo po - porządkując swoje zbiory, ale wiedzę starszych dzieci z pewnością lepiej będzie poszerzyć korzystając z dodatkowego źródła



wspomniane stworzenia - a wśród nich ryby, kraby, rozgwiazdy, żółwie, delfiny etc. - narysowano także na kartonikach, które stopniowo rozmieszczamy na planszy
mają one opis sugerujący jak głęboko potrafią się zanurzyć - a tym samym jak nisko pod powierzchnię będziemy musieli zejść naszym batyskafem oraz narysowane "perełki" - wartość punktową, do zgromadzenia której dążymy
każdy gracz dysponuje swoją łodzią, a w swojej turze dobiera tajemnicze (oznaczone "?" i kółeczkami) karty kryjące "pęcherzyki powietrza" w różnej liczbie (od 1 do 6)
musi zgromadzić tyle "bąbelków", by wystarczyły na zanurzenie na odpowiednią głębokość i powrót na powierzchnię


nie ma tu możliwości zaplanowania dalekosiężnej strategii, ale jest miejsce na rozwinięcie pewnej taktyki
przewidziano możliwość podjęcia ryzyka i "zarezerwowania" sobie zwierzaczka z opcją próby wynurzenia w następnej kolejce
ryzykując - wiadomo, możemy marnie skończyć, lecz w przypadku sukcesu, jesteśmy dodatkowo nagradzani (extra zapasem powietrza na przyszłość)
szczęśliwie losując oraz sprytnie planując jesteśmy w stanie nieco ograniczyć wyroki losu na rzecz pewnej decyzyjności

bardzo ciekawie obserwuje się, jak charakter gracza ma się w takim układzie do wyniku i które "strategie" - stoickie, czy "hazardowe" przynoszą lepsze wyniki ;)


instrukcja przewiduje także różne możliwości podliczania punktów - tym samym otwierając odmienne drogi dążenia do zwycięstwa
warto się z nią dokładniej zapoznać, szczególnie gdy po kilku partiach podstawowe zasady przestaną wystarczać
jeśli chodzi o graczy w wieku do lat 7, z pewnością nie nastąpi to jednak zbyt szybko :)


podsumowując - zalety "Batyskafu" zdecydowanie przeważają nad niuansami, które mniej mi się spodobały
kształtowanie umiejętności podejmowania wyborów na poziomie w sam raz dla najmłodszych uczniów oraz odrobina podstawowej edukacji (dodawanie do 12 oraz poznawanie nowych gatunków i ich przystosowań) doskonale łączy się z magią bajecznie kolorowego podwodnego świata 

dzieci bez trudu zachęcają do gry dorosłych, a Ci chętnie dzielą się wiedzą na temat płaszczek i najeżek, albo wspólnie szukają informacji o kałamarnicach
w sumie niezła udała się autorom gra, a ciotce upominek ;)
  


ciekawi, czy "Rekin" też spełnił oczekiwania?
c.d. podwodnych roz(g)rywek nastąpi!



Czytaj dalej

ładne rzeczy

mało nas tu,
bo dużo ostatnio śpię nocami ;)

we dnie dzieje się nam jednak dobrze
i ładnie

tworzymy (głównie On) i się cieszymy (oboje) :)

<3


krajobraz zimowy :)
origami płaskie dla lutowych jubilatek
Muzeum Miasta Gdynia inspiruje
"taką chciałem pamiątkę" - Reda 2018 (tylko jak to działa?!)
siejemy



będzie miało w czym rosnąć
a zielono już jest!
:)
dzień bez Lego - stracony!
najnowsze trendy: budowanie na płasko i w mikroskali
(galerie i wystawy naprawdę wkrótce)


wyczekiwany początek kolejnego sezonu piaskownicowego
przykład społecznego zaangażowania (zobacz, jak naprawiłem!)
cuda Wielkanocne



o! taaakie piękne mieliśmy przedwiośnie!

a wiosna też przyszła śliczna :D


i takiej - kolorowej i pełnej radości - również Wam życzymy
Czytaj dalej