"Piotruś" inaczej

uwaga, będzie matematyka!

zanim ktokolwiek zdąży choćby pomyśleć "boszzz, przecież są wakacje!" (albo, co za tym idzie całkiem niedaleko "ta to ma..." oraz "biedne dziecko"), spieszę z wyjaśnieniem, że chodzi o ten najbardziej radosny, kolorowy i niemal nie do pomylenia z beztroską zabawą rodzaj matematyki 
jak to u nas ;)
ostatecznie mam w zanadrzu jeszcze argument, że wpis powstał przed mniej więcej dwoma miesiącami i zabłąkał wśród wersji roboczych, ale chyba nie będzie konieczny?

z dwoma sympatycznymi chłopakami - Janem lat 6 oraz Piotrusiem-karcianką zapraszam do zabawy z cyferkami!

cel - alternatywne wykorzystanie tradycyjnej zabawki do oswojenia z liczbami i najprostszymi działaniami
środek - dwa przyjemne dla oka zestawy kart do gry w "Piotrusia"
metoda - "zobaczmy co da się z nimi zrobić" 

1. na rozgrzewkę = parujemy


nie będzie chyba epokowym odkryciem, jeśli powiem, że kartami do Piotrusia można z powodzeniem grać w zapamiętywankę typu "memo"?
ot, propozycja na start - dobry sposób na opatrzenie się z nowa talią, a dla najmłodszych przypomnienie sobie zapisu liczb od 1 do 13

2. kroczek drugi = sumujemy


zaczynając od rozłożenie takiego jak do memo (karty "koszulkami" do góry) po kolei odkrywamy po jednej i - począwszy od trzeciej odkrytej - zastanawiamy się jak je zebrać zgodnie z zasadą, że podnieść ze stołu można takie trzy, z których dwie dają sumę wskazaną przez trzecią
kto będzie bardzie spostrzegawczy, udowodni, że dobrze dodaje w pamięci i zgarnie więcej "kompletów" - wygrywa!
  
w wersji zaawansowanej można spróbować zagrać w "zakryte karty", czyli trudniejszą wersję "memory game" (póki co szukam chętnych ;) )

3. im więcej, tym lepiej = sumujemy 2


a wiesz ile to będzie jakby dodać wszystkie liczby z tych kart, mamusiu?
hmm, jakoś się wcześniej nie zastanawiałam...
ale znam sposób - połącz je w pary tak, żeby tworzyły dziesiątki, sprawdzimy ile ich będzie i ile zostało...

po "dodawaniu w myślach" - relaksik, czyli sumowanie na kalkulatorze, żeby sprawdzić, czy na pewno dobrze policzyliśmy
starsi pasjonaci Królowej Nauk powinni oczywiście zamiast tego szybko przedstawić równanie odpowiedniego ciągu arytmetycznego, ale nie wymagajmy zbyt wiele od przedszkolaka ;)

4. znajdź trzecią do pary = działamy


losujemy dwie karty
jaka pasowałaby do nich trzecia?
klucz - do wymyślenia i objaśnienia, wszystkie chwyty (działania) dozwolone...

5. znajdź znak = działamy 2


oto zadanie niepolonistyczne z cyklu "co autor miał na myśli"...
mama wykłada po trzy karty, z których z pewnością da się ułożyć prawidłowe równanie
syn dokleja kolorowe : + - *
a potem na odwrót
nuda? a własnie,że nie :)

6. liczbowe szaleństwo = eskalacja działań


użyj kart oraz naklejek [i/lub Mocy ;)], żeby wyszło 5!
ciekawe na ile sposobów da się to zrobić...

nie do wiary jak takie proste zadanie wyzwala matematyczną kreatywność!
J. zupełnie nieoczekiwanie udało się przy tej "wynaleźć" równania z więcej niż dwoma czynnikami a nawet rozdzielność mnożenia względem dodawania :)
następnym razem spróbujemy z szóstką :D

można? można!
(nawet latem)
i to całkiem bezboleśnie!
kilka kart + drobna zachęta, by spojrzeć na nie jak na trochę inne kolorowe liczmany i okazuje się, że da się całkiem przyjemnie pokombinować nawet z młodzieżą u progu "poważnej" matematycznej edukacji
"humanistów"-niedowiarków zapewniam, że wszyscy zaangażowani w eksperyment mieli z zabawy sporo frajdy
tak, można, a nawet trzeba - bawić się matematyką! :)  


przedstawionych na fotografiach akcesoriów matematycznych użyczyła Fabryka Kart Trefl, wydawca serii "EDU-PIOTRUŚ"


poza wyżej wymienionymi zastosowaniami karty "Homonimy" oraz "Dawniej i dziś" nadają się także doskonale do tradycyjnego "Piotrusia" oraz poszerzania dziecięcych horyzontów o nowe pojęcia i stare rozwiązania technologiczne
(również nie omieszkaliśmy),
a także świetnie mieszczą się w wakacyjnym plecaku
na lato - w sam raz!


ww oraz inne (jakieś pomysły?) zabawy karciane i matematyczne polecamy w ramach projektów



Czytaj dalej

letnie pomysły (cienie i wynalazki)

wiosenne i letnie miesiące to zdecydowanie nie czas, kiedy narzekamy na nudę
w chwili kiedy to piszę, za nami już jeden wyjazd w góry, biwak nad jeziorem, kilkanaście spacerów i wycieczek rowerowych w najbliższej okolicy, odwiedziny w papugarni i, last but not least, uroczyste pożegnanie przedszkola...

wakacyjny nastrój i piękna pogoda sprawiają, że coraz trudniej siąść do komputera i pisać
ale skoro hasające na dworze dziecko co jakiś czas daje się zainteresować książką, znaczy, że warto ją jednak pokazać :)
tym razem mamy dwie (a nawet trzy):

Szkicownik szalonego wynalazcy

oraz

"Teatrzyk cieni - wycinanka", do kompletu z książką w twardej oprawie pt: "Chińskie cienie" 

po kolei

1.
"Szkicownik szalonego wynalazcy, czyli najdziwniejsze pomysły na świecie oraz twoje własne niezwykłe projekty" to oryginalnie pomyślane 2 w 1 - po pierwsze zbiór ciekawostek, po drugie blok rysunkowy stymulujący kreatywność
ciekawi świata czytelnicy (nie tylko dzieci!) mają szansę poznać niesamowite ludzkie pomysły wdrażane na przestrzeni dziejów


a potem samemu zabawić się w projektanta ultranowoczesnych / niepowtarzalnych / olśniewających urodą / ułatwiających życie lub po prostu zabawnych wynalazków


super zabawa w tworzenie 'z podpowiedziami' - dla jednego konstruktora (na przykład w przerwie w praktycznym opracowywaniu najbardziej praktycznej konstrukcji wiaduktu z piasku i trawy), albo całej grupy maluchów, których plany są tak różne jak one same (aż miło popatrzeć)

w dodatku to zdecydowanie nie jednorazowa frajda - osobiście już się cieszę na powrót do księgi pełnej genialnych planów, jakie powstają tylko w głowach przedszkolaków (i szaleńców?) o nieograniczonej konwencjami wyobraźni po latach
"blok" jest wydrukowany na grubym, dobrej jakości papierze, więc projekty powinny długo przetrwać w dobrym stanie - kto wie, być może nawet do etapu realizacji ;)
mam nadzieję, że tego lata uzbiera nam się ich sporo!


2.
"Chińskie cienie, czyli dobra zabawa dla wszystkich" to pomysł na przypomnienie sobie (w przypadku starszych) lub poznanie (najmłodsi) "starej jak świat" zabawy w tworzenie teatrzyku cieni rzucanych przez dłonie


zarówno dla manualnej sprawności, jak rozwoju wyobraźni przestrzennej i nabrania wprawy w snuciu opowieści, warto poćwiczyć wystawianie takich przedstawień
mimo pewnego wrażenia przerostu formy nad treścią, książeczka ta, pełna krótkich wierszyków i schematycznych rysunków, nie zawiodła i pomogła nam ułożyć z palców zupełnie nowe postaci
gdyby nie jedna z podpowiedzi, pewnie nie wystąpiłaby w żadnej naszej "pokazywance" na przykład krowa :)


w wyżej wspomnianej książce kilka końcowych stron przeznaczono do wycinania, co osobiście uważam za chybiony pomysł - nie przywykłam do tego typu traktowania książek w twardych oprawach i nie zamierzam dawać takiego przykładu J.
dlatego "w zestawie" trafił do nas także cienki zeszyt z czarnymi stronami, przeznaczony wyłącznie do pocięcia, czyli "Teatrzyk cieni. Wycinanka",
a w nim rozmaitość konturów postaci, zwierząt i elementów tła do wykorzystania według własnego pomysłu


strony są grubsze niż w standardowym kolorowym bloku i czarne po drugiej stronie, co bardzo dobrze sprawdza się w praktyce
również co do samej idei - zachęcenia dzieci do wycinania i prezentowania własnych przedstawień - nie mam uwag
przyznam jednak, że chyba miałam nadzieję na bardziej rozbudowaną warstwę fabularną i/lub oryginalność wzorów - w razie kontynuacji lub wznowienia postuluję dołączenie choćby kilku propozycji scenariuszy, albo pobudzających wyobraźnię opisów bohaterów
fakt, tych, którym nie brak fantazji, nie przeszkodzi to na pewno w stworzeniu setek własnych historii, ale cóż miałoby im w takim razie przeszkodzić w wydrukowaniu/naszkicowaniu własnych postaci na zwykłej kartce papieru?

na koniec gwoli obalenia mitu jakoby najlepszym czasem na zabawy w teatr cieni były długie jesienne wieczory, wszystkim nie przekonanym do takich letnich zabaw dedykujemy fotografię dzielnej słonicy, która uciekła z cyrku i w samotnej wędrówce musi zmierzyć się z nieznanym dotąd krajobrazem pustyni i napotykanymi tam zwierzętami...


i życzymy beztroskich, ale pełnych kreatywnych wyzwań wakacji :)


Czytaj dalej

Wyprawa do babci - zwycięstwo współpracy i wyobraźni

w ramach Grajmy! gramy już od ponad półtorej roku, a w planszówki jako takie dużo, dużo dłużej...
mam wrażenie, że do znudzenia wymieniam zalety tej formy rozrywki, wychwalam potencjał rozwojowy, towarzyski i edukacyjny rodzinnych rozgrywek,
dlatego dziś krótko,
i tylko na temat aspektu dotąd zaniedbanego,
czyli o tym, jak gry mogą stymulować kreatywność i zachęcać do współdziałania

rozprawa na przykładzie
gry kooperacyjnej dla dzieci:


słowem wstępu:
planszowa gra kooperacyjna to taka, w której gracze współpracują ze sobą, by osiągnąć wspólny cel
"Rodzinka wygrywa" to nowa seria planszówek tego typu, skierowana do najmłodszych (czyli już przedszkolaków powyżej trzeciego roku życia) i ich rodzin
Wyprawa do babci to jedna z nich*


na pierwszy rzut oka standardowa zabawa dla przedszkolaków -
jest kostka, pionek i plansza z polami, z których część kryje niespodzianki i zadania do wykonania


co w niej wyjątkowego?
abstrahując od faktu, że po bliższym poznaniu sama plansza nie jest jednak taka zwyczajna
(a to dlatego, że dzięki dwuwarstwowej strukturze może być ułożona na 4 sposoby i w ten sposób przygotowana do rozgrywki dla mniej lub bardziej wprawionych graczy), nawet najmłodsi od razu zwrócą uwagę na najważniejsze - chociaż graczy może być nawet sześciu, pionek jest tylko jeden! 


w przeciwieństwie do standardowych gier opartych na współzawodnictwie, nie ma tu presji, wyścigu, konkurencji
gramy razem, jako drużyna, i wspólnie wygrywamy (albo nie)
taki start w rodzinne granie wiele ułatwia szczególnie najmłodszym - zarówno w kwestii ogólnego planszówkowego "know how", jak i opanowywania emocji związanych z ewentualną porażką,
dzieciom w różnym wieku pomaga zaś znaleźć wspólne zajęcie, w którym każdy ma prawo głosu i może uczestniczyć w podejmowaniu decyzji

na czym konkretnie polega zabawa?
każdy gracz na starcie losuje kilka żetonów - "przedmiotów"
znajdziemy wśród nich drobiazgi, które nadają się na prezent dla babci oraz rzeczy, które w różny sposób mogą być przydatne podczas wędrówki
przesuwając pionek po planszy obrazującej ścieżkę do domu babci trafiamy na rozmaite przeszkody (rzekę, pożar, burzę, niedźwiedzia itp.)
zadaniem graczy jest wykorzystać posiadane przedmioty, czyli wybrać spośród dostępnych i uzasadnić ich użycie - tak, by bezpiecznie pokonać całą trasę, zachowując przy tym w zanadrzu upominek dla babuni


nawet pomijając "drużynowy" charakter rozgrywki, gra jest specyficzna
nie ograniczają nas ścisłe reguły i czarno-białe, arbitralne rozstrzygnięcia - instrukcja podpowiada, realistycznie podchodzić do zadań, jakie napotykamy "wędrując" po planszy, ale w kwestii sposobu pokonania przeciwności wolno (i warto!) dać się ponieść wyobraźni

osobiście doceniam w "Wyprawie do babci" połączenie podstaw survivalu i RPG dla najmłodszych, przymykając oko na mankamenty takie jak małe urozmaicenie tras (można było wszak jeszcze obrócić nakładkę względem podstawy planszy o 90 stopni, albo bardziej przemieszać "klęski")
rodzicom kilkorga dzieci i opiekunom grup spodoba się zapewne również to, że bez znudzenia i zniecierpliwienia będą mogli grać z pociechami, albo - równie dobrze - zostawić je nad planszą same, wiedząc, że poradzą sobie bez pomocy

na koniec muszę przyznać, że miałabym jednak niemały kłopot z odpowiedzią na pytanie, czy jest to najbardziej godna polecenia gra kooperacyjna dla najmłodszych
wszystko przez to, że mieliśmy okazję zagrać też w dwie pozostałe wydane dotąd pod szyldem "Rodzinka wygrywa"*...
jako że P. zdecydowanie woli "Małych detektywów", a J. "Kotka Psotka", pozostaje chyba tylko polecić całą serię ;)


*o pozostałych więcej na blogu Grajmy! - warto zajrzeć! >> KLIK <<

Czytaj dalej

co Ty wiesz o sowach?


jeszcze całkiem niedawno moja odpowiedź na tytułowe pytanie składałaby się głownie z ogólników i na pewno nie zawierała wielu informacji na temat liczby rodzimych gatunków, zwyczajów, żerowania, migracji, potencjalnej informatywności wypluwki, a może nawet rozróżnienia między puszczykiem a puchaczem...
ale już jest lepiej ;)
postęp przyniosła m. in. kwietniowa wyprawa na Hel, gdzie NOC SÓW od kilku lat organizuje dorocznie

mieliśmy okazję obserwować obrączkarzy przy pracy, dowiedzieć się „Gdzie uszatki mają uszy” (dzięki prezentacji na temat uszatki i uszatki błotnej), że wyżej wymienione stroszą sterczące na głowie kępki piór w obliczu zagrożenia, czy zobaczyć sowie oko przez ucho (!)
Janek, mimo późnej pory był niesamowicie zainteresowany obchodami sieci i zapatrzony chłonął każde słowo nocnego leśnego pokazu filmu z cyklu Dzika Polska pt. „Sowy”

ale co tam Janek - jego matka ignorantka przez 30 lat życia (z okładem) nie widziała sowy z tak bliska!
zobaczyć jak rozkłada swoje wielkie skrzydła wzbijając się do lotu i błyskawicznie przemyka miedzy drzewami - bezcenne... piękny, niesamowity widok

drugi taki tej nocy to szeroko otwarte żółte oczy włochatki, które spoglądają z załączonego zdjęcia
[za którą fotografię i spotkanie odpowiada pewien wyjątkowy nastolatek - ślę mu w tym miejscu pełen wdzięczności uśmiech i życzenia wielu kolejnych równie emocjonujących odkryć ornitologicznych, nie tylko w sieciach :)]

trzeci - skupienie, zachwyt i duma na twarzy sześciolatka, któremu pozwolono potrzymać i wypuścić zaobrączkowanego rudzika

za zaproszenie na Akcję Bałtycką, nocne leśne spacery i wszystkie dodatkowe emocje pięknie dziękujemy Sam-Wiesz-Komu <3

a pozostając w temacie, szerszej publiczności prezentujemy

Pieśń o Sowie

czyli zupełnie inne spojrzenie na świat, las i ptaki, które oddaje jednak sprawiedliwość Sowie jako stworzeniu wyjątkowemu i "magicznemu"


zgodnie z przesłaniem serii Poczytaj ze mną, której celem jest prezentowanie młodemu czytelnikowi gatunków literackich, z których każdy ukazuje "świat w trochę innych barwach", Jarosław Górski stworzył epos dla najmłodszych

wstępna definicja zapoznaje czytelnika z ideą greckich epopei i zapowiada treść i formę, w której "ponieważ boginie i bogowie śpiewali (a poeci tylko użyczali im swojego ziemskiego głosu i palców trącających struny instrumentu), język był niezwykle piękny"
warto to "ostrzeżenie" wziąć sobie do serca i nastawić się na górowanie formy nad treścią 13-zgłoskowca w XII pieśniach, misternie wiązane wersy oraz duże zagęszczenie górnolotnych sformułowań i rzadko używanych słów,
a tym samym przygotować się na dziecięce pytania 

mimo kolorowych obrazków, również ze względu na miejscami brutalny przekaz, nie jest to lektura dla przedszkolaków, starsze dzieci może jednak zainteresować trzymająca w napięciu fabuła
dobrze, jeśli trafi do nich ponadczasowa prawda opowieści przedstawiającej niedolę i, paradoksalnie, siłę "małych i słabych" w obliczu tyranii oraz ofiarę poniesioną dla wyższych celów

dorosły czytelnik, szczególnie ten wyczulony na przejawy ograniczania swobód obywatelskich i totalitarne zapędy władzy (co jest dziś wszak umiejętnością szczególnie istotną) natychmiast odczuje uniwersalny wydźwięk opowieści, jako manifestu politycznego
nie na darmo wydawca podsumowuje tomik słowami: "wierszowana historia o ptakach, które nie poddały się w walce o swoje prawa"


poszukujący przyrodniczych wartości edukacyjnych także znajdą coś dla siebie
przede wszystkim spory tłumek złożony z ptactwa rozmaitych gatunków - pojawiających się na ilustracjach Joanny Rusinek, ale także w tekście, między innymi w niewiarygodnie barwnej i dźwiękonaśladowczo-rozśpiewanej relacji słownej


choć po pogłębionych badaniach i konsultacjach nadal nie jestem przekonana, że dzięcioły (nawet te zielone) dobrze charakteryzuje grynszpan i amarant, muszę przyznać, że spotkanie w tym miejscu mojej dociekliwości "naukowej" i "poetyckiego" spojrzenia na rzeczywistość autora okazało się bardzo stymulujące i wartościowe edukacyjnie

nie jest to zdecydowanie "bajeczka" dla każdego, ale myślę, że warto ją przeczytać i poszukać dodatkowych informacji o bohaterach,
albo po prostu spróbować dać się ponieść specyficznemu stylowi, melodii i przekazowi pełnej kolorów "opowieści bogów"
"Ciekawe, czy i Wy będziecie podziwiać bohaterskie czyny Sowy i ptaków z pewnej krainy opisane w tej książce?"



* cytaty kursywą pochodzą z książki "Pieśń o Sowie", seria Poczytaj ze mną, epos, wyd. Literacki Egmont
Czytaj dalej

Było sobie życie - komiks

słyszeliście? w maju 2017 roku nakładem Wydawnictwa Hippocampus ukazał się komiks "Było sobie życie"! i to nie byle jaki - eleganckie wydanie w twardej oprawie, z dołączoną płytą DVD z czterema odcinkami znanego serialu w wersji HD*
*dobrze znanego również nam, także w tej nowej, odświeżonej odsłonie, którą szczerze polecamy >>TUTAJ<<)

wydawca już zapowiada kolejne tomy, my na razie cieszymy się pierwszym - pt. "Serce"


przede wszystkim - czyż to nie wspaniale, że "kultowy" serial animowany doczekał się wersji papierowej? a niech zabrzmię jak zdziwaczała tradycjonalistka, ale książka to zawsze książka :)

scenariusz komiksu odpowiada budową temu znanemu z ekranu
w treści zgrabnie przeplatają się wątki historyczne, sceny z wnętrza organizmu, przedstawiające perypetie spersonifikowanych komórek oraz wydarzenia z życia ludzkich bohaterów, w różny sposób związane z ich zdrowiem
Piotruś i jego koledzy spotykają się, grają, bawią, męczą, ranią etc. pozwalając się małym czytelnikom z sobą utożsamić, a niezastąpiony Mistrz (Maestro) niepostrzeżenie bombarduje informacjami, sącząc do ich umysłów podstawy wiedzy z zakresu anatomii i fizjologii ludzkiego ciała



na kilkudziesięciu stronach przedstawiono całkiem sporo zagadnień związanych z sercem i krążeniem: budowę układu krwionośnego, jego rolę w zaopatrywaniu organizmu w substancje odżywcze, podstawy wymiany gazowej, przyczyny i przebieg zawału, zagadnienie regulacji tętna, zadania białych ciałek i płytek krwi, a nawet skomplikowaną rolę serca w procesie zakochania ;)


nie mogę powiedzieć, żebym cały czas nadążała za biegiem akcji (odniosłam wręcz wrażenie, że w pewnym miejscu coś niedobrego wydarzyło się ze składem), nie jestem też przekonana do sformułowań typu: "dopiero od trzech stuleci wierzymy w krążenie", a część kwestii "w dymkach" krwinek w niczym nie przypomina według mnie naturalnego dialogu...

zainteresowanie J. opisanym powyżej tomikiem, który okazał się tak niezmiernie ciekawy, że uważna lektura całości poprzedziła żądanie obejrzenia załączonej płyty (!), dowodzi jednak, że forma i treść mogą bardzo odpowiadać starszym przedszkolakom i młodym uczniom

starsi natomiast z całą pewnością z sentymentem powspominają przy lekturze "znajome twarze" :)


komiksy najwyraźniej doczekały się u nas swoich pięciu minut, a planowana kontynuacja serii "Było sobie życie" może znacznie ten etap przedłużyć
do spółki z kilkoma innymi równie wciągającymi (i kształcącymi!) tytułami...


ale, jak mawiał Mistrz w jednej z serii "Było sobie życie", to już zupełnie inna historia :)


tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Hippocampus

Czytaj dalej

atrakcyjne ćwiczenia dykcyjne

dobra dykcja się przydaje
mówić wyraźnie powinien nauczyciel, aktor, lektor, prezenter radiowy, polityk, ksiądz, sprzedawca...
oraz każdy, kto chce być uważnie słuchany i dobrze rozumiany

podstawa to - tak w nauce języków obcych, jak używaniu ojczystego - nie wstydzić się i szeroko otwierać usta
łatwo powiedzieć
żeby J. miał w przyszłości łatwiej niż matka - ćwiczymy :)
ostatnio z książeczką pt.:

"Sto wierszyków atrakcyjnych do ćwiczeń dykcyjnych"


ten zbiorek to kolejna pozycja autorstwa państwa Elżbiety i Witolda Szwajkowskich na naszej półce
poprzednie - "Wierszyki ćwiczące języki", "Sto wierszyków nowych do ćwiczeń wymowy" i "Sto wierszyków do ćwiczenia głosek w trudnych zestawieniach" - pomagały Jankowi przekonać się do ćwiczeń logopedycznych, wygimnastykować język i wargi oraz pracować nad "R"
jako że wyżej wymienione zrobiły na mnie pozytywne wrażenie, którym podzieliłam się we wpisach z serii "Janek mówi / ćwiczenia logopedyczne" (>>klik<<), chętnie zgodziłam się "zrecenzować" najnowszy tomik

autorzy ponownie proponują tu czytelnikom bogaty wybór rytmicznych, parzyście zrymowanych wierszyków na różne "życiowe" tematy
starają się zainteresować dzieci (i rodziców, bo jak twierdzą: "dzieci bezbłędnie wyczuwają, że osoba dorosła jest znudzona czytanym tekstem i tracą zainteresowanie słuchaniem..."), zadają dodatkowe pytania inspirujące do dyskusji, podpowiadają rodzicom, na jakie niuanse i ewentualne nieprawidłowości w wymowie dziecka zwrócić uwagę
by potwierdzić wartość jako materiału metodycznego, zbiór został objęty konsultacją logopedyczną

zaczynamy od rozruszania aparatu mowy - oczywiście na wesoło


w dalszych sześciu rozdziałach znajdziemy wierszyki-ćwiczenia do doskonalenia wymowy głosek szumiących, syczących, "r", samogłosek nosowych oraz zbitek i łamańców problematycznych dykcyjnie
wszystkim towarzyszą nie rozpraszające uwagi, pastelowe ilustracje, związane bezpośrednio z treścią danego utworu
dla dzieci czytających samodzielnie ułatwieniami będą czytelna, bezszeryfowa czcionka, dodatkowo wyróżnione problematyczne wyrazy i głoski oraz podpowiedzi dotyczące właściwej artykulacji
spodobają im się z pewnością regularny rytm i proste rymy,
a jak to u państwa Szwajkowskich bywa, "przy okazji" będą mogły przyswoić całkiem spory zasób nowych, niełatwych słów



niestety, muszę przyznać, że najnowsza publikacja nie budzi we mnie entuzjazmu porównywalnego z poprzednimi
czy to "zmęczenie materiału", czy rosnące z czasem wymagania - nie wiem, dość, że zbiorek, który trzymam przed sobą wydaje mi się nierówny, niektóre rymowanki wręcz omijam czytając z J.
nie do końca rozumiem m. in. zamysł autorów, którzy pytają pod jednym z wierszyków: czym się różni imigrant od uchodźcy?, nie jestem pewna jak odpowiedzieć na pytanie: czy żmija to dobra partia dla węża? oraz uważam, że można było sportretować klępę w mniej niestosownej sytuacji fizjologicznej...

z pewnością warto jednak potraktować lekturę z przymrużeniem oka, docenić humor i absurd w niektórych rymowankach
i oczywiście ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć!



jedno jest pewne - z tymi wierszykami ćwiczenia nie będą nudne


za egzemplarz dziękujemy autorom i Grupie Wydawniczej Foksal

Czytaj dalej

gdy emocje wchodzą do gry...

emocje - trudny temat
zapewne wielu jest takich, którym bez trudu przychodzi rozmowa o uczuciach, nazywanie własnych potrzeb, uzewnętrznianie stanów ducha
pozostałym na drodze rozwoju umiejętności konstruktywnego wyrażania emocji, kształtowania empatii i poznawania siebie (jako siebie samego oraz siebie nawzajem), być może nie zaszkodzi sięgnąć po planszówki

dziś proponuję
1.

Emocje

nazywam - rozumiem - wyrażam


to przede wszystkim propozycja dla grup rówieśniczych i terapeutycznych, narzędzie do pracy nad emocjami dla specjalistów - psychologów, pedagogów, wychowawców, skierowane do odbiorców powyżej 10. roku życia
- tak w każdym razie przedstawia ja zespół redaktorski w osobach nauczyciela, psychologa szkolnego i socjoterapeutki w załączonej książeczce-instrukcji
w warunkach domowych nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by bawić się w gronie rodziny


sam przebieg gry jest banalny (rzut kostką - ruch pionkiem - odpowiedź na pytanie odczytane z planszy), toteż regułom poświęcono zaledwie kilka wersów
panie Dorota Sieczko i Elżbieta Michałowska obszernie opisują natomiast cele i możliwości jakie gra otwiera przed prowadzącym i uczestnikami oraz naturę poszczególnych stanów emocjonalnych, przybliżając temat laikom, ułatwiając otwarcie się na proponowaną zabawę i rozmowę o uczuciach
liczą na wykorzystanie proponowanej pomocy do kształtowania m. in. takich zdolności jak współpraca, tolerancja i akceptacja innych, nawiązywanie pozytywnych relacji, budowanie poczucia własnej wartości, aktywne słuchanie, umiejętności komunikacyjne i satysfakcja z przebywania w grupie



na grę składa się 6 plansz, które mogą być używane jako komplet lub pojedynczo
pięć z nich zawiera pytania dotyczące osobistych odczuć i doświadczeń - ogólnych, służących wzajemnemu poznaniu, "przełamaniu lodów" i w zakresie 4 emocji: radości, smutku, złości i strachu
ostatnia to "Meta", która ma w ciekawy sposób rozładować emocje (sic!) powstałe w trakcie rozgrywki

nie miałam okazji obserwować, jak gra sprawdza się na zorganizowanych zajęciach, ale łatwo mogę wyobrazić ją sobie wykorzystywaną w świetlicy terapeutycznej czy w ramach "godziny wychowawczej"
z punktu widzenia matki i osoby niezbyt wylewnej bardzo doceniam jednak także jej potencjał jako pretekstu do poruszenia "trudnych tematów" w rodzinie
"Emocje" pomagają zajrzeć wgłąb siebie, skupić na własnych uczuciach i potrzebach, otworzyć się przed sobą nawzajem i spojrzeć na drugą osobę - dziecko, rodzica, partnera - z nowej perspektywy
dają możliwość podzielenia się wyznawanymi wartościami, przełamania tabu, lepszego zrozumienia cudzych postaw i zachowań
 sprawdza się w tej roli w gronie od przedszkolaków po seniorów


2.

Gra na emocjach


proponuje z kolei całkowicie odmienne podejście do tematu - tym razem nie mówimy nic!*

gra skierowana jest głównie do odbiorców w wieku 10+, czyli osób, które są już w stanie świadomie rozpoznawać swoje uczucia, przejawiać empatię i wieloznacznie odczytywać symbole
to ważne, ponieważ w trakcie rozgrywki proste ikony będą miały za zadanie zobrazować całe spektrum emocji

zabawa polega na naprzemiennym zadawaniu współgraczom pytań o uczucia jakie budzą w nas określone sytuacje i "odpowiadaniu" innym za pomocą obrazków
możemy pytać o momenty "z życia wzięte", dotyczące codziennych zmagań, ale równie dobrze (a może nawet lepiej) zadawać pytania o reakcje na potencjalne, trudne, zabawne, absurdalne wydarzenia
najciekawszy aspekt zabawy to fakt, że konkurując o punkty, musimy maksymalnie wczuć się w sytuację pytającego, postawić w jego roli i zdecydować, jak on/ona czuliby się w danej chwili
biorąc pod uwagę, że za każdym razem odpowiedź wybrać możemy spośród zaledwie 5 prostych piktogramów - zwykle wcale nie jest łatwo

w skrócie:
w pudełeczku znajdujemy kilkadziesiąt kart z prostymi, wieloznacznymi symbolami
graczom, których musi być przynajmniej 3 (ale aż do 10!), rozdajemy po pięć kart
w każdej turze jedna osoba zadaje pytanie rozpoczynające się od sformułowania "jak się czuję, gdy...", pozostałe - odpowiadają, wykładając zakrytą kartę z wybranym symbolem
po odkryciu kart zadający wybiera ilustrację najbliższą wyobrażeniu emocji towarzyszącej mu w rozpatrywanej sytuacji
osoba, do której należała karta otrzymuje punkt - zwycięża osoba, która zgromadzi takie 3

jako że opowiadanie o zasadach nie oddaje w pełni "klimatu" gry,
spróbujmy inaczej:

jak się czuję, gdy czytam instrukcję "Gry na emocjach"?

jak się czuję, gdy odkrywam, że dołączono karty podpowiedzi pełne przykładowych pytań?

jak się czuję, gdy widzę zgrabne pudełko z "Grą na emocjach"?

co szczególnie cenne, nikogo (nawet zwykle sceptycznych rodziców i wujostwa), nie trzeba było długo do zabawy przekonywać
zasady są jasne, karty czytelne, a możliwości w zakresie zadawania pytań nieograniczone, dlatego praktycznie w każdym gronie da się "Grę na emocjach" wyciągnąć i "rozkręcić"
a potoczyć się może w wielu, czasem całkiem nieoczekiwanych kierunkach...
mimo że regularnie w "Grę na emocjach" przegrywam, myślę że czas spędzony przy niej ze znajomymi i rodziną absolutnie nie jest stracony ;)

* drobne wyjaśnienie w kwestii milczenia w trakcie gry sugeruje dyrektor ds. gier planszowych NK:
Napisała Pani, że w tej grze nic się nie mówi, a właśnie na wyobraźni i mówieniu ta gra się opiera. Gracz zadający pytanie odkrywa karty wyłożone przez graczy i musi je zinterpretować, czyli powiedzieć jakie emocje wiążą się z symbolami na kartach.
pan Jarosław podpowiada także, że konieczność opowiedzenia o emocjach jest szczególnie ważna w przypadku gry z dziećmi, które mogą mieć kłopoty z ich nazywaniem
z ostatnią uwagą oczywiście jak najbardziej się zgadzam i muszę przyznać, że z nastolatkami własnie w ten sposób graliśmy najczęściej
nie zaprzeczę, że także w starszym gronie, choć grywamy zwykle "po cichu" (wg mnie instrukcja nie zmusza do wypowiedzenia swoich domysłów co do poszczególnych piktogramów), pojawiały się ciekawe opowiadania interpretacyjne i zabawne komentarze
uspokajam więc tych, którzy obawiali się drętwego siedzenia w ciszy - that's not the case :)

jak widać, z planszówkami powiedzenie o graniu na emocjach zyskuje nowe znaczenie...
pozostaje więc tylko zachęcić:

Czytaj dalej