Pszczoły

sezon pszczelarski 2018* co prawda już dawno zakończony, ale za to przez całą nadchodzącą jesień i zimę mogą towarzyszyć nam "Pszczoły" od wydawnictwa Trefl!

bez zbędnych wstępów zapraszam do przyjrzenia się nowej grze z serii Trefl Joker Line,
którą poznać zdecydowanie warto

Pszczoły - gra karciana

 

a warto z kilku powodów
raz - bo ładna, zgrabna, kolorowa...
jasne, że to może nie najważniejsze, ale trzeba przyznać, że przyjemnie sięga się po pudełeczko, które starannie przygotowano i wypełniono miłą oku zawartością, a nie przede wszystkim powietrzem

poręczne opakowanie, niewielka, zwięzła instrukcja i dobrej jakości, karty z ciekawą grafiką - dla mnie to idealny start, bardzo ułatwiający zachęcenie drugiej osoby do gry
przyjemnie wakacyjna tematyka, przywodząca na myśl pachnące kwietne łąki pełne łubinu, koniczyny i sprzyjającego wyciszeniu brzęczenia to również pewien atut :)     


jak wspomniałam - gramy jeden na jednego
prosta sprawa, żadnych kombinacji, udziwnionych wariantów - po prostu pszczoły kontra trzmiele

wszystko wyjaśnia instrukcja - według mnie dość przejrzysta, choć starsi członkowie rodziny zgłaszali w tym miejscu pretensje, że zbyt drobnym, białym drukiem na kolorowych stronach...
zasady i tak daje się przekazać w 5 minut, a "zaprawionym w bojach" graczom wystarczy rzut oka na streszczające je karty pomocy

 

zaczynamy i odkrywamy kolejne zalety "Pszczół" - błyskawiczny "setup" (czyli przygotowanie do rozgrywki) i sprawny przebieg każdej rozgrywki
całość trwa mniej więcej kwadrans

każdy losuje swoją 'tajną misję', czyli kartę z zestawem kwiatów, o które powinien najbardziej zabiegać i otrzymuje 'talię owadów' - identyczny zestaw dla pszczółek i trzmieli - z której na start dobiera 3 karty
decydujemy kto zaczyna, od razu umawiając się, że w partii rewanżowej będzie to przeciwnik
i lecimy!


na środku stołu leży 5 kart kwiatów
na kartonikach, dobieranych z własnych stosów widnieje od 0 do 5 owadów, które wysyłamy do nich po pyłek, dokładając po dwóch stronach rośliny
mamy kilka możliwości - można położyć dwie odkryte lub jedną zakrytą kartę po swojej stronie, jedną zakrytą na połowie przeciwnika, odkryć kartę konkurenta, przesunąć swoją, odrzucić kartę z ręki...

wszystko po to, żeby w tworzących się, maksymalnie 3-elementowych kolumnach nad i pod kwiatkiem (w sumie) zyskać przewagę w liczbie owadów kontrolowanego przez nas rodzaju  


szybko odkrywamy największą zaletę tej prostej wydawałoby się gierki - mnogość dróg prowadzących do zwycięstwa i szerokie pole do popisu dla miłośników blefu 

oczywiście wygra ten, kto skuteczniej "obsadzi" większą liczbę roślin i/lub najlepiej zrealizuje swoją kwiatową misję (za każdy kwiat, przy którym posiadamy przewagę w liczbie owadów otrzymujemy 1 pkt, dodatkowy zaś, jeśli to kwiat z naszej karty misji),
dzięki możliwości zagrywania zakrytych kart, czasem do końca nie wiadomo jednak, kto wygra!

sprytna taktyka, dzięki której na przykład "oddamy" przeciwnikowi mniej interesujący nas kwiat, zajmując tymczasem lub blokując zerami cenne pola po obu stronach innych, czy sprytne wykorzystanie możliwości ruchu (czyli zamiany miejscami dwóch swoich kart z sąsiednich kolumn na stole) do samego końca daje szansę na, czasem niespodziewane, zwycięstwo 
szare komórki pracują, a napięcie nie spada także dlatego, że zawsze "walczymy" o co najmniej jeden wspólny cel 
ostateczne odkrycie kart to zawsze niespodzianka :) 

 

podliczamy sumę owadów każdego typu po obu stronach każdego kwiatka, przyznajemy punkty i...
od razu przygotowujemy nową łąkę
temu, komu poszło słabiej, trzeba dać szansę by się odegrał :)

instrukcja przewiduje dwie dodatkowe opcje - wariant uproszczony oraz urozmaicony - z których można skorzystać innym razem
u nas owe "następne razy" z pewnością nastąpią wielokrotnie ;) 


by zainteresować się zapylaczami, jako ważnym, a poważnie zagrożonym, elementem otaczającego świata, nieustająco zachęcamy ze względów ekologicznych, z wdzięczności i szacunku dla ich pracy, z której wszyscy korzystamy 

'Pszczoły" zaś szczerze polecamy wszystkim graczom (w wieku 8+) w ramach projektu

za egzemplarz dziękujemy wydawcy


* sezon absolutnie wyjątkowy, bo zakończony pierwszym miodobraniem wujka i cioci - pamiętacie, że trzymaliśmy kciuki? (od dawna! >>KLIK<<)
gratulujemy i życzymy jak najwięcej satysfakcji z pasieki :)
Czytaj dalej

biurkowe przydasie (DIY) z LEGO w roli głównej

jak wielu pamięta [a niektórzy wypominają ;)], obietnica publikacji Jankowej galerii "konstrukcji własnych z LEGO stworzonych" (pochopnie) niegdyś rzucona, wisi nade mną niczym miecz Damoklesa i kładzie cieniem na (i tak nadwyrężonej przez ostatnie ciężkie miesiące) opinii osoby spolegliwej*

odraczając chwilowo ponownie wernisaż wystawy pełnej portretów wehikułów różnej maści (która, jak wspominałam nastąpi niechybnie, bo ciężaru kolekcji niedługo nie udźwigną nie tylko regałowe półki wystawiennicze, ale i karta pamięci aparatu) z początkiem roku szkolnego - LEGO-przedskoczek
czyli
dwie konstrukcje użytkowe, uczniowi życie ułatwiające

1.
mini-przybornik biurkowy 
zainspirowany podpowiedzią No.31 z książki "365 zabaw z klockami LEGO"**
pojemny co najwyżej średnio, z miniaturową szufladką, półeczkami i przegródkami na to i owo
jak to mówią: ciasny, ale własny

 
oraz
2. 
podpórka (postument, mamo!) pod telefon 
z podwyższeniem na słuchawki (bo są też jak antena i wtedy lepiej radio słychać) i przejrzystą osłonką boczną (jakbym chciał zerknąć na ekran, to od razu widzę), do odkładania na czas ładowania

 

a do tego, zupełnie nie na temat,
3.
koszyczek wszystkoogarniający szydełkowy***
dodany tu jedynie dlatego, że to mój pierwszy i też się chciałam pochwalić ;)


nasze skromne i z góry skazane na niepowodzenie, ale jak to we wrześniu, jeszcze entuzjastyczne, próby zapanowania nad biurkowym chaosem...
praktyczne i ładne, prawda? ;)
ogrom przyjemności przy tworzeniu i satysfakcji podczas użytkowania!

jeśli macie własne (skuteczne?) sposoby ograniczania entropii w tym, jednym z najbardziej podatnych na stopniowe narastanie nieładu miejsc we wszechświecie, uprzejmie prosimy podzielić się w ramach akcji Poszkol(n)e:

https://mamajanka.blogspot.com/2018/09/poszkolne-2018-zbior-pomysow-i-pomocy.html

* w oryginalnym, staropolskim słowa znaczeniu, czyt. "na której można polegać" [że się tak (nie)skromnie przedstawię]

** który to zbiór podpowiedzi bardzo polecamy, jako pełen przykładów modeli, zabaw, gier i łamigłówek z wykorzystaniem ulubionego budulca 
z pewnością jeszcze coś z niej pokażemy!

*** dla pamięci demaskujący mizerność wyzwania wzór rodem z Wielkiej księgi inspiracji:
podstawa, koło = 1. 5 oczek łańcuszka, 2. 7 półsłupków w kółko startowe, 3. dwa półsłupki w każde oczko, 4. półsłupek w oczko, dwa półsłupki, półsłupek, dwa... 5. 2x po półsłupku w kolejne oczka, dwa półsłupki w oczko, 2x po...., dwa w... 6. 3x po półsłupku w oczko, dwa półsłupki w oczko, 3xpo... etc.(czyli dodajemy oczka w kolejnych okrążeniach - w każde, w co drugie, co trzecie, co czwarte itd)
uzyskawszy pożądaną średnicę, ściana = półsłupkami w górę nie dodając, nie ujmując, na okrągło (w wersji dla niecierpliwych - patrz zdj., co jakiś czas słupki)
na żądanej wysokości, uszy = omijamy 8 oczek w rzędzie, robiąc 10 oczek łańcuszka - po dwóch stronach roboty, następnie, w ostatnim rządku obrabiamy uszy 12 półsłupkami
jako że nic prostszego, pierwszy na pewno nie będzie ostatnim :)

Czytaj dalej

już czytam - po angielsku!

kilka lat temu, wierząc że nauka języków ma przyszłość, a im szybciej dziecko poznaje "obce" głoski, tym łatwiej je przyswoi, próbowałam zainteresować J. j.angielskim
o materiałach, z których korzystał, co nieco napisałam tutaj: >>KLIK<<, jak widzę nie wspomniałam jednak ani słowem o tych najciekawszych i chyba najbardziej lubianych, czyli książeczkach z bajkami i baśniami, których też trochę wówczas czytaliśmy i słuchaliśmy...
mam nadzieję, że znajdę kiedyś chwilę, żeby pokazać tu świetnie przyjęte przez J. dwujęzyczne opowiadania z serii Disney English First Readers (z płytą CD), Bajkową akademię angielskiego (+ CD, z pięknymi akwarelami, niestety tylko 2 z serii) czy Children's Favourites. An anthology of Polish writing for young people (z rekomendacją prof. Leszczyńskiego i fragmentami dziecięcej klasyki, w tym ulubionym przekładem "Lokomotywy" Tuwima ;) )...
tymczasem, po dłuższej przerwie, spowodowanej scedowaniem obowiązku edukacyjnego w zakresie języków obcych na placówki oświatowe (shame on me!), próbujemy wrócić do angielskiego w domu, przynajmniej raz w tygodniu, zaczynając od wspólnej lektury książeczek z zupełnie nowej serii

poznajcie wraz z nami "Pinocchio" i "The Wizard of Oz" ze znakiem Już czytam po angielsku


mowa o niewielkich rozmiarów, "zeszytowych" wydaniach znanych opowieści, opracowanych z myślą o najmłodszych, ale już samodzielnych, czytelnikach
jak podaje wydawca: "dla dzieci potrafiących czytać, które znają podstawy języka angielskiego i są gotowe do rozpoczęcia czytania prostych tekstów w tym języku"

w ramach serii do wyboru mamy teksty dla trzech stopni zaawansowania w czytaniu po angielsku: Novice, Competent i Expert, wszystkie łączy podobna szata graficzna, duża, wyraźna czcionka, ułatwiające lekturę "podpowiedzi" (obrazkowe, pod tekstem i słowniczek na końcu) i zadania sprawdzające stopień przyswojenia słownictwa i zrozumienia przekazu


"W serii wydawane są skrócone wersje klasycznych, znanych historii. W ten sposób dziecko, nawet jeśli za pierwszym razem nie zrozumie jakiegoś słowa lub zwrotu, może czytać dalej i orientuje się w akcji."
z powyższej okładkowej podpowiedzi wynika, że dobrze poznać wcześniej treść opowieści w języku ojczystym, ale uważam, że nie jest to konieczne
niezbędne za to będą, szczególnie w przypadku zupełnie początkujących, jak Jan,  skupienie, cierpliwość i jednak drobna pomoc rodzica...

być może J. niedługo rzeczywiście będzie "czytał sam po angielsku", póki co jednak, czytamy razem - on śledzi tekst, ja odczytuję zdanie po zdaniu, on próbuje tłumaczyć, ja uzupełniam
mam wrażenie, że to niezły patent na współpracę, dzięki któremu dziecko utrwala sobie w pamięci zapis graficzny słów, łączy z odpowiednią wymową (lub choć bliską prawidłowej, mam nadzieję ;)) i na bieżąco pokazuje, ile pojmuje




prawdopodobnie jeśli zaproponujemy taką lekturę uczniowi bardzie zaawansowanemu (na przykład, zgodnie z rekomendacją wydawcy, w czwartej klasie szkoły podstawowej) już go tak "za rączkę" prowadzić nie będzie trzeba
dla samokontroli zrozumienia zamieszczono po dwa pytania po zakończeniu każdego rozdziału, a na końcu każdej książeczki dzieci znajdą "ćwiczenia"utrwalające, w lubianej formie zabaw - krzyżówek, wykreślanek, kodowania


kolejne poziomy trudności różnią się przede wszystkim zakresem używanych konstrukcji gramatycznych
i tak w przypadku For Novice wystarczy znajomość podstaw Present Simple i Continuous oraz Future Simple, gdy w książeczkach z wyższych "stopni wtajemniczenia" pojawiają się czasy przeszłe, Present i Past Perfect, okresy warunkowe, mowa zależna...
być może warto to wziąć pod uwagę, gdy chcemy podsunąć książkę dziecku uczącemu się samodzielnie


dla nas, czytających razem, nie ma to żadnego znaczenia 
J. osłuchuje się z konstrukcjami nie znając ich definicji, a tłumaczenie przyjmuje naturalnie - treść nie różni się bowiem od standardowych tekstów, które poznaje po polsku, pełnych "przeskoków w czasie", cytowań, zdań wielokrotnie złożonych
czy to ze względu na fabułę, czy bliższe mu słownictwo, lepiej rozumiał i wyżej ocenił "Czarnoksiężnika..." (level 3), niż "Pinokia" (level 1)


jeśli chodzi o formę - nie mam uwag negatywnych
okładki zachęcają do sięgnięcia po lekturę, książeczki są lekkie, poręczne, druk wyraźny, nie brakuje barwnych, ściśle związanych z treścią ilustracji

według mnie seria stanowi bardzo ciekawy pomysł na przyjemną i, jak sądzę, skuteczną formę nauki języka obcego
poza dwoma zaprezentowanymi tytułami, dostępne są już także "Alice in Wonderland" (For Novice) i "Jungle Book" (For Competent)
czekamy na kolejne!


książeczki udostępniło wydawnictwo Zielona Sowa
wpis powstał w ramach projektu:

https://mamajanka.blogspot.com/2018/09/poszkolne-2018-zbior-pomysow-i-pomocy.html

Czytaj dalej

wędruj z nami - gra PTTK

trafiła do nas ponad rok temu, wraz z dyplomem za udział w konkursie Turystyczna Rodzinka* i przeleżała jakiś czas na półce, aż wreszcie nadszedł jej czas
wraz ze schyłkiem kolejnego "sezonu wycieczkowego", sięgnęliśmy po grę planszową wydaną pod znakiem PTTK, promującą krajową turystykę, czyli Wędruj z nami


wewnątrz - nie najgorsza instrukcja, karty z pytaniami i zadaniami, pionki, kostka oraz plansze - mniejsza do zaznaczania punktacji oraz główna, schematycznie przedstawiająca krainy geograficzne Polski (niziny, wybrzeża, pojezierza, wyżyny, kotliny i góry) oraz szlaki w trzech kolorach, którymi można przez nie wędrować

pionki i kostka eleganckie, drewniane, plansza sztywna, laminowana, miłe oku wzornictwo kart - pod względem estetyki nie ma się do czego przyczepić


na każdej z tras zaznaczono punkty specjalne - "pole z pieczątką PTTK", gdzie, wiadomo, zbieramy turystyczne bonusy (+1 pkt) oraz "pola przygody" - pozwalające na dobranie kart o różnym działaniu
skrzyżowania tras to miejsca, gdzie mamy szansę zdobyć dodatkowe punkty, potwierdzając swoją wiedzę na temat danej krainy i wybrać kolejny szlak
dodatkową atrakcję stanowią boczne szlaki - "eskapady", pojawiające się na niektórych trasach


zabawa ma charakter przygodowo-quizowy
mimo że na pierwszy rzut oka przypomina typowo losowe planszówki dla najmłodszych, gdzie wszystko zależy od szczęścia przy rzucaniu kostką, wymaga podejmowania wielu decyzji (ciekawym rozwiązaniem jest możliwość wykorzystania jedynie części ruchu wynikającego ze wskazania kostki) i premiuje wykazywanie się wiedzą na temat różnych zakątków Polski

najmłodsi grają po prostu dążąc do celu, zbierając po drodze pieczątki i przeżywając przygody 
na najłatwiejsze pytania może udać się odpowiedzieć drugoklasiście, który dużo (i świadomie) podróżuje po kraju, ale wiele zagadek drugiego i trzeciego stopnia przysporzyło trudności nawet najstarszym graczom
oczywiście tylko za pierwszym razem...
jak to z quizami bywa, po kilku rozgrywkach wszyscy wiedzą już wszystko, ale też dobrze - w ten sposób bezboleśnie wszyscy uczymy się rodzimej geografii i odkrywamy nowe, warte odwiedzenia punkty na mapie kraju



czy jest to najlepsza gra pozwalająca zdobyć geograficzną wiedzę o Polsce?
cóż, prawdopodobnie nie**, niewątpliwie jednak warto docenić jej oryginalność, staranne wykonanie i rolę w popularyzacji turystyki i samego PTTK
w przyjemnej formie utrwala dobre wędrówkowe nawyki i dostarcza ciekawych informacji (i podróżniczych inspiracji) na temat mniej i bardziej znanych zakątków Polski

cieszymy się, że do nas trafiła i zamierzamy od czasu do czasu korzystać "po szkole",
stąd niniejszy wpis dołączam do projektu "Poszkol(n)e. Blogowa wyprawka 2018" jako domową pomoc pozaszkolną wspomagającą edukację geografii

https://mamajanka.blogspot.com/2018/09/poszkolne-2018-zbior-pomysow-i-pomocy.html




* byliśmy jedną z kilkuset rodzin, które przesłały wówczas swoje relacje z wędrówek odbytych w ciągu roku na terenie Polski
konkurs odbywa się regularnie od kilku lat i cieszy coraz większym zainteresowaniem (więcej o akcji tutaj: >>KLIK<<)
nie jesteśmy mistrzami artystycznej dokumentacji wycieczek, ale powspominać sobie lubimy, a trzeba przyznać, że wyzwanie, jakim jest tworzenie Dzienniczka Wypraw nieźle motywuje, dlatego w tym roku też wysłałam zgłoszenie - może do stycznia uda się zdać relację z postępu prac...
nota bene, tworzenie takiej pamiątki to też całkiem fajne geograficzne zadanie poszkol(n)e ;)

** na blogu pisałam między innymi o takiej: >>KLIK<< ("Kierunek Polska"), ale też nie obyło się bez uwag krytycznych - nadal szukamy ideału ;)

Czytaj dalej

planszówkowa geometria



już niemal rok temu miałam przyjemność przedstawić tu doskonałą grę rodzinną, świetną do geometrycznych ćwiczeń z orientacji na płaszczyźnie, czyli Ubongo*
w międzyczasie - jako że skoro już sobie przypomniałam o tak lubianym niegdyś Tetrisie, a temat nie chciał się dać zapomnieć - "do kompletu" przybyła nam wersja drewniana: układanka pełna podobnych kształtów

tak jak klocki Geo (ktoś jeszcze pamięta? warto, bardzo warto sobie przypomnieć! - na przykład tu >>KLIK<< ) służyły nam (i regularnie służą) do doskonalenia wyobraźni przestrzennej, kolorowe "ubongowe" kartoniki i wspomniane drewienka ubarwiają wstęp do geometrii euklidesowej i pomagają ogarnąć J. zagadnienia takie jak pole powierzchni figur płaskich
oczywiście przez zabawę!

przede wszystkim już deseczka stanowiąca "opakowanie" klocków, jest wyzwaniem samym w sobie
ułożyć wszystkie figury tak, by ją wypełniły i dały się ładnie przechowywać, to zadanie nad którym można spędzić całkiem sporo czasu ;)
jak myślicie, czy da się to zrobić tylko na jeden sposób?

później można sobie już tylko utrudniać...
próbujemy zatem układać z dostępnych kształtów prostokąty różnej wielkości (oceń/sprawdź, czy da się z nich ułożyć także kwadrat? a trójkąt? dlaczego nie?), figury jedno- i wielokolorowe (czy z każdego typu elementów można stworzyć wielokąt foremny?)
ponieważ, szczęśliwym zbiegiem okoliczności, "drewniaki" mają wymiary bardzo zbliżone do tekturek z Ubbongo, możemy ich także używać jako wypełnienia dla wypraski ze wspomnianej gry!
i znów - jak szybko umiesz to zrobić? czy uda się wypełnić każdy z otworów? a dasz radę znaleźć alternatywny układ, używając żółtego "T"? 

 

ktoś powie, że to żadna matematyka, ewentualnie ćwiczenie wyobraźni, spostrzegawczości i małej motoryki...
nie będzie miał racji (wszak matematyka nie istnieje bez sfery abstrakcyjnych wyobrażeń!), ale nie ma problemu, by do zabawy zaprosić też trochę cyferek ;)

spróbowaliśmy zatem, korzystając z dostępnych klocków i ułożonych kształtów, nauczyć się obliczania pola powierzchni figur płaskich
najpierw "na palcach", tj. dzieląc daną figurę (w myślach) na "składowe kwadraciki" i w ten sposób, często już na pierwszy rzut oka określając, czy ma ona 4 jednostki powierzchni, 5, czy 20
następnie przypomniałam J., że jeśli chodzi o prostokąty, może sobie ułatwić i liczyć "rządkami", czyli spróbować powielić liczbę "kwadracików" w pierwszym rzędzie tyle razy, ile widzi takich "pasków"
okazało się, że takie mnożenie również działa ;) (a w przypadku całej deseczki 10 na 15 bardzo usprawnia cały proces :) )

kolejny krok** to następne uproszczenie - wszak wystarczy zmierzyć długość i szerokość prostokąta, przemnożyć ("a razy be") i już...
niestety (stety? lubimy przecież wyzwania ;) ) w naszym przypadku okazało się to kolejnym utrudnieniem - wyobrażone kwadraciki (w domyśle 1 na 1) nie do końca liczbowo odpowiadały wymiarom faktycznym (w centymetrach)
na szczęście okazało się, że to dokładnie o pół jednostki więcej (1,5 na 1,5 cm), więc pobawiliśmy się najpierw w "przeskalowywanie"
"ten prostokąt ma bok z 4 kwadracików, centymetrów będzie o połowę więcej - obliczysz ile? 6? zmierz czy się zgadza!"
poszło całkiem sprawnie i już niedługo później mogliśmy zająć się całkiem poważnymi pomiarami i obliczeniami (starając się, przynajmniej na początku, unikać kalkulatora i przy okazji kolejny raz wspominając co nieco o rozdzielności mnożenia względem dodawania) ;)

 

a wszystko to nie bez "wyższego celu"!
ponieważ, jak w recenzji "Ubongo" wspomniałam, największą wadą gry jest ograniczenie liczby uczestników do 4, postanowiliśmy dorobić trochę elementów, by umożliwić dołączenie do zabawy kolejnym graczom

można było oczywiście odrysować każdy kształt oddzielnie, wyciąć i voila...
wybrałam jednak podejście ekonomiczno-matematyczne, dzięki któremu przy minimalizacji strat materiału zyskaliśmy dodatkowy pretekst do zabawy figurami i liczbami

jak przy innej okazji sprawdziliśmy, wszystkie tekturowe elementy "Ubongo" przeznaczone dla jednego gracza dają się ułożyć w prostokąt (a nawet trzy różne - czy mają takie samo pole powierzchni? no jasne! - wybraliśmy jeden z nich)
po dokładnym zmierzeniu jego wymiarów, przenieśliśmy zarys na karton
ja naszkicowałam "kwadracikową" siatkę, Jan zaznaczył na niej linie cięcia 

 

po wycięciu kilku zestawów, raz jeszcze, dla sprawdzenia, czy nic się nie pomieszało, poukładaliśmy różne prostokąty, zmierzyli boki, obliczyli pola...
i oto mamy do dyspozycji "Ubongo" dla 8 osób i całkiem niezłą wprawę w "zabawie w geometrię" :)


obydwie bardzo polecamy w ramach projektu

https://mamajanka.blogspot.com/2018/09/poszkolne-2018-zbior-pomysow-i-pomocy.html


* gra "Ubongo" mimo upływu czasu absolutnie się nie znudziła, a nawet przybyło jej zwolenników w różnych grupach wiekowych - jeśli jeszcze nie znacie, zdecydowanie warto poznać!
** ponieważ mówimy o zabawie z uczniem pierwszej/drugiej klasy szkoły podstawowej, ciąg dalszy odbył się zupełnie innego, pochmurnego popołudnia (higiena pracy umysłowej przede wszystkim!)

Czytaj dalej

o rety, rety! (przyroda i przyroda świata wg Samojlika)

"Za dnia Tomasz Samojlik jest naukowcem, pracownikiem Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży. Zawodowo zajmuje się badaniem historii przyrodniczej Puszczy Białowieskiej. Chodząc po Puszczy, jest zajęty rozmyślaniem, jakie ślady dawnej obecności i działalności człowieka kryją w sobie zakątki tego pięknego lasu, gdzie polowali polscy królowie, którędy wiodły ścieżki wykorzystywane przed wiekami przez bartników… co sprawia, że zwykle potyka się o wystające korzenie lub stuka głową w nisko rosnące konary. Nocami, zamiast spać, przekłada wiedzę przyrodniczą (i nie tylko) na język książek dla najmłodszych i komiksów. Bywa niewyspany, ale twierdzi, że warto, bo dzięki temu poznał żubra Pompika, ryjówkę malutką Dobrzyka, wydrę Salwinkę, żubra Jednoroga i mnóstwo innych niezwykłych postaci, które już czekają, by pojawić się na kartach jego kolejnych książek."*

dzięki jego bezsenności, talentowi i pasji mam przed sobą kolejną doskonałą książkę przyrodniczą:

O RETY! PRZYRODA


na Jankowej półce od jakiegoś czasu poczesne miejsce zajmują "Saga o ryjówce", "NIEumarły las" i przygody Pompika, planszówka z tym ostatnim pomaga znajomym dzieciom ćwiczyć pamięć, oboje uwielbiamy "Wilka Ambarasa"...**

bohaterowie wyżej wymienionych i sposób patrzenia ich twórcy na naturę z miejsca kradną serca i otwierają oczy, jednak nawet bez tak podatnego na urok książek dr Samojlika gruntu "O rety! Przyroda" jest w stanie całkiem samodzielnie zawrócić w głowie!***
przyciąga formatem, mnogością barw, oczarowuje urodą, bogatym wnętrzem, pomysłowością wykonania i jedyna w swoim rodzaju "radosną" kreską

co w sobie kryje?
42 zajmujące po dwie strony plansze, przedstawiające świat roślin i zwierząt klimatu umiarkowanego (myślę, że możemy spokojnie przyjąć, że Polski) zmieniający się w ciągu roku
ukazują one jak różnią się miedzy sobą poszczególne pory roku (tu: 6 - z uwzględnieniem przedwiośnia i dwóch etapów lata) i jakie wyzwania dla przyrody niesie każda z nich w zależności od biotopu


możemy na nich zatem podejrzeć na przykład płazy, tokujące ptactwo i kwitnące wierzby nad rzeką i jeziorem wczesną wiosną, a w pełni lata, w tej samej/podobnej lokalizacji spotkać zapracowane bobry, owady, skorupiaki i grzybienie w rozkwicie
albo na podobnej zasadzie obserwować zmiany w lesie liściastym, borze, na bagnach, w górach, na polach...
a innym razem, "przespacerować się" po różnych siedliskach w ciągu jednej, wybranej pory roku

warto też rzucić okiem na centrum miasta - choć nie jest to miejsce odruchowo kojarzące się z przyrodą, na szczęście zwykle także pozwala obserwować ciągłe zmiany w magicznym cyklu życia



każdą stronę, choć na pierwszy rzut oka to przede wszystkim kolorowy obrazek, przepełniają informacje
co krok odkrywamy (i dotyczy to zarówno najmłodszych, jak całkiem dorosłych czytelników!) coś nowego
w narożniku z podstawową charakterystyką określonej pory w danej krainie i dymko-ramkach służących profesjonalnej prezentacji ciekawostek na temat poszczególnych, wyraźnie z nią połączonych gatunków kryje się solidna porcja wiedzy!

typowo komiksowe dymki, za pomocą których w pyszczki, paszcze i dzioby bohaterów wkładane są dodatkowe kwestie to "bonusowy" element, który bawi, ale i pomaga utrwalić te wiadomości



słowem, w przyrodniczym księgozbiorze przybyła nam właśnie pozycja piękna, wartościowa, zabawna i kształcąca
a w dodatku - nie jedyna!
tak, do tego samego koszyka trafiła chwilę później

O RETY! PRZYRODA ŚWIATA


tym razem - 79 stron, 37 plansz-rozkładówek z orientacyjnym podziałem na 8 części świata
prócz tradycyjnego spisu treści - "mapa" z trasą wyprawy pozwalająca zorientować się dokąd autor planuje nas zabrać i jakie rejony będzie przybliżał


startując (jakżeby inaczej!) z Puszczy Białowieskiej wędrujemy poprzez góry i doliny, tropikalne wyspy i (nigdy jałowe) pustynie, różnorodne strefy klimatyczne, parki narodowe i rezerwaty, poznając niesamowitą mnogość gatunków roślin i zwierząt

zwiedzamy świat - a konkretnie jego bardziej "zieloną" stronę, tereny dzikie, często bezludne, pozamiejskie - w bardzo różnym towarzystwie: góropatw - ambasadorek biegania dla przyjemności, ironicznie (i/lub zaraźliwie) ziewających hipopotamów, "rzadkich, pięknych i skromnych" lemurów, jaków z kłopotliwą grzywką...
łączy je jedno - wszystkie mają sympatyczne miny i "samojlikowe" poczucie humoru :)

prócz fauny, za pomocą mniej lub bardziej błyskotliwych dialogów dbającej, by być jak najlepiej kojarzoną, w pamięć zapadają charakterystyczne cechy krajobrazów i okazy flory, opisane (co się chwali!) jak na naukowca przystało - pełną nazwą gatunkową
narożne "wstępniaki" i "ramko-dymki" pozostały takie jak w części pierwszej - doskonale zwięzłe i informatywne



w obu tomach znalazłam to, czego oczekuję od książek rekreacyjno-edukacyjnych: relaksującą formę intelektualnej rozrywki oraz sporą dawkę wiarygodnych informacji i rzetelnej wiedzy, podanej w niebanalny sposób, przyswajanej mimochodem i z niekłamaną przyjemnością


nie da się "O rety!..." porównać z żadnym podręcznikiem, bez wątpienia jednak uczy
nawet jeśli (siłą rzeczy) prezentuje tylko wybrane miejsca i wybiórcze informacje, nawet jeśli po lekturze (jednorazowej, czy, co bardziej prawdopodobne, wielokrotnie powtarzanej) nie uczyni z nikogo eksperta w dziedzinie zoologii i botaniki, nawet jeśli nigdy nie zapamiętamy większości nazw, którymi szafuje autor, nawet, jeśli dla najmłodszych sprowadzi się do kolorowego komiksu - warto po nią sięgać!
doskonale ukazuje bowiem piękno i różnorodność natury, którą to młode pokolenie (w nim nadzieja!) szczególnie powinno docenić i szanować, jako tak łatwą do utracenia wartość...

nie są to li tylko książeczki obrazkowe czy zabawne komiksy, a zdecydowanie coś więcej
stanowią jakość same w sobie - kwintesencję "nauki przez zabawę"
według mnie to po prostu dobre książki do czytania i przeglądania dla wszystkich ciekawych świata miłośników natury ****


* cytat pochodzi z notki o autorze zamieszczonej w "O rety! Przyroda"
** o niektórych z nich możecie przeczytać u nas tu: >>KLIK<<, a własną wersję opowieści o Ambarasie pobrać (bezpłatnie i całkowicie legalnie) ze strony WWF: >>KLIK<<
*** mi zdecydowanie zawróciła, dlatego powyższa opinia jest całkowicie subiektywna i, cóż, bezkrytyczna :)
**** w tym także uczniów - zarówno na początku edukacji, jako materiał zapoznawczy, jak i tych starszych - dla utrwalenia wiedzy, dlatego w pełni zasługują wg mnie na miejsce w zbiorze pomocy pozaszkolnych w ramach projektu "Poszkol(ne), czyli blogowa wyprawka 2018, do którego dołączam je w dziale Biologia/Przyroda:



Czytaj dalej

wakacje 218 cz III - Kociewie, Kaszuby i Ziemia Chełmińska

ostatnia część fotorelacji z wakacji 2018 to kadry z naszej bliższej okolicy
żeby nie było, że "cudze chwalimy...", Kociewie, Kaszuby i Ziemia Chełmińska też mają swój urok!

myślę, że udało się uwiecznić wszystko to, co dziecku latem do szczęścia potrzebne - wesołe towarzystwo, niezliczone kąpiele w ciepłych, bezpiecznych wodach, odrobinę emocji i ziarno edukacji na nowych szlakach, drobne przyjemności i sporo swobody na łonie przyrody
tylko rowerów (nie wiem czemu) i upałów (unikałam jak mogłam!) nie widać - a też były :)

o,tak się snuliśmy po (po)krzyżackiej ziemi (tu: Las Rudnicki)

jezioro Duże k. Gruty - do południa całe nasze :)
to samo innym razem - wersja mniej artystyczna (dla ubarwienia może legenda o Grucie?)
jezioro Kneblowo...
 z zamkiem gwarantującym atrakcje w dzień i w nocy (Radzyń Chełmiński) tuż
Rulewo, park linowy - wspomnienie Piotrka (Jan, równie podekscytowany, wcześniej na tym samym szlaku)

nieznane oblicze Tczewa - Fabryka Sztuk (przy okazji Tetconu)

Aerobaltic Gdynia 2018 (zdj. 1, zastępcze, na pamiątkę pokazu nocnego w porcie 18.08.)
Aerobaltic Gdynia 2018, Baltic Bees uchwycone w locie przez  J. :)
żabki tu i tam (tu: okolice Jaru Raduni)
"Parowozownia Kościerzyna", skansen (ponownie, 5 lat temu - jakby wczoraj...) 
Kościerzyna - rynek (dla odmiany, pierwszy raz :P)
kierunek Pojezierze Kaszubskie
Wdzydze Kiszewskie widok z wieży (stawiać namiot, czy nie...?)

Muzeum - Kaszubski Park Etnograficzny (cały dzień zwiedzania, spacerów, warsztatów - materiał na osobny wpis...)

o, jestem na jednym zdjęciu! ;)
kaszubska Miss Ścieżki Przyrodniczej
i kolejny zachód słońca nad jeziorem (tu: Wdzydzkim) - nuuuda ;)
Arboretum Wirty - do nauki i na pikniki, doskonałe! będziemy wracać!
gruszki na wierzbie... (takie rzeczy tylko w Wirtach ;) )
i jabłka na śliwie ;) (tamże)
okoliczne chaszcze (Białochowo) - tylko te kleszcze :(
za Wisłę, do parku, 3 plaże - nie raz! (przykładowe zdjęcie poglądowe)
koniec lata coraz bliżej...
c.d.n?
już pod innym hasłem, ale z pewnością :)
liczymy na długą, pogodną jesień!
Czytaj dalej