Tropiciele - harcerze, historia, tajemnica...

jest coś takiego w książkach o "młodych detektywach", co od lat przyciąga do nich nieletnich czytelników
aura tajemniczości? emocje towarzyszące rozwiązywaniu zagadki? wyzwanie intelektualne?
nie jestem pewna, ale sama dobrze pamiętam czytane w podstawówce pierwsze powieści Joanny Chmielewskiej i Andrzeja Perepeczko, gdy tymczasem tyle innych dawno zapomniałam...
i chociaż przygody Pawełka i Janeczki ("Nawiedzony dom", "Wielkie zasługi, "Skarby") i Dzikiej Mrówki, teraz, po latach, budzą już we mnie nieco mniejszy entuzjazm, nadal jestem skłonna polecać je młodym czytelnikom
podobnie jak niedawno poznanego "Detektywa Blomkvista"

Janek (w wieku lat 5) każe sobie po kilka razy czytać "Biuro detektywistyczne Lassego i Mai", mam więc wrażenie, że też wyczuwa to nieokreślone "coś"
z myślą zapewnieniu mu podobnej lektury na kolejne lata stawiam na naszej >>wyższej półce<< książkę Małgorzaty Karoliny Piekarskiej "Tropiciele"

Czytaj dalej

mały ogrodnik - fotoreportaż z parapetu


ciekawe jak budząca się wczesną wiosną ponownie do życia przyroda pozytywnie wpływa na siły witalne człowieka
częściej dochodzą do skutku dawno planowane przemeblowania i porządki [eh, to "wiosenne" mycie okien i "wietrzenie" szaf], krystalizują się listy zakupowe (kaloszki! rower!),
a przedszkolaki, zachęcone sukcesami w uprawie "wielkanocnej" rzeżuchy*, ni stąd ni zowąd zarządzają:
Mamo, kupimy dziś ziemię? Może znów posiejemy wilce w doniczce na balkonie? I jeszcze wybiorę inne nasionka!

tym najbardziej zdeteterminowanym udaje się zwykle przekonać swoje rodzicielki ;)

i tak oto z dnia na dzień staliśmy się posiadaczami cebulek kryjących potencjalnie gwiaździste, fioletowe triteleie Queen Fabiola oraz nasion żeniszka, nemezji, aksamitek i nasturcji
jakieś dwa tygodnie temu trafiły do pojemniczków z ziemią i doniczek


a dziś cieszą oko świeżą zielenią

 

kuchenny parapet zdobi też okazała bazylia
w tym roku uzyskana szybciej i sprawniej niż poprzednio, bo w drodze spontanicznego supermarketowego zakupu J., więc może nie tak samo zdrowa i dająca nieco mniej satysfakcji z samodzielnej hodowli, ale i tak napawająca optymizmem - w końcu nie każde dziecko wołając w sklepie "kup mi!" prosi o roślinkę, którą potem samo chętnie zajada :)


do działania zainspirowało mnie słońce za oknem i ogromny entuzjazm Janka,
zaś do napisania kilku słów - "zielone" wpisy w prężnie działającej grupie na fb pod nazwą Młody Ogrodnik
myślę, że warto dołączyć do rodzin wspólnie uprawiających swoje małe i większe poletka - zarówno wirtualnie, jak i tworząc z dzieckiem własną grządkę
satysfakcja z ogrodniczych sukcesów i odbyta zupełnie mimochodem lekcja przyrody - bezcenne

mam nadzieję, że za jakiś czas pochwalimy się Jankowymi kwiatkami w całej, wielokolorowej okazałości :)


* parapetowa rzeżucha J. w najciekawszej wersji wyglądała tak: 

Czytaj dalej

Junior Alias - słowne kalambury dla progenitury

każdy, kto - jak ja - od czasu do czasu próbuje opanować większą grupę młodych planszówkowiczów, znalazł się zapewne nie raz w sytuacji, w której liczba chętnych do uczestniczenia w zabawie przewyższa ilość miejsc przy stole i/lub dozwoloną przez instrukcję liczbę graczy
jasne, można (czasem trzeba) w takim momencie zaproponować kilka alternatyw, ale bardzo prawdopodobne jest, że większość i tak będzie chciała grać w to samo ;)

jako rozwiązanie pozwalające zaangażować we wspólną rozgrywkę nawet kilkanaścioro (a prawdopodobnie nawet >20) dzieci prezentuję dziś drużynową grę słowną - Junior Alias 


w pudełku:
pionki dla poszczególnych drużyn, kartonowa plansza, mała klepsydra, 300 (naprawdę sporo!) kartoników z podpisanymi obrazkami oraz zgrabna plastikowa wytłoczka ułatwiająca zachowanie porządku (za którą przyznaję wydawnictwu duży plus)


jak grać?
w rozgrywce biorą udział minimum dwie dwuosobowe drużyny (ale, co stanowi wielki atut gry i daje pole do wykorzystywania jej w szkołach, grupach przedszkolnych, na koloniach i spotkaniach rodzinnych w szerszym gronie może być ich aż 6 - i to dowolnie licznych!)
w kolejnych turach przedstawiciele poszczególnych zespołów losują określoną ilość kart i w czasie odmierzanym przez załączoną klepsydrę próbują przedstawić je kolegom tak, by odgadli co przedstawiają - używając słownych opisów, wyrazów dźwiękonaśladowczych, min i gestów
za każdy prawidłowo odgadnięty wyraz odpowiedni pionek przesuwa się na planszy coraz bliżej mety
oczywiście nie wolno wypowiedzieć nawet części słowa o które chodzi - w takim przypadku, jak również wtedy, gdy zadający rezygnuje z próby objaśnienia danego słowa, drużyna otrzymuje punkty karne i musi swój pionek cofać


gra przeznaczona jest dla w założeniu dla dzieci od lat 5

z moich obserwacji "na żywo" wynika, że nie każdy pięciolatek poradzi sobie z nią bez kłopotu (szczególnie z samodzielnym zadawaniem zagadek), ale już po kilku rozgrywkach większość nabiera wprawy
zdarzyć się jednocześnie może, że całkiem sprawnie (zwłaszcza z odgadywaniem) poradzą sobie nawet młodsze dzieci
najmłodszym pewnych trudności przysparzać może współpraca w drużynie, godzenie się ze zbiorową odpowiedzialnością za błędy kolegów i powstrzymanie się od drobnych oszustw w rodzaju podglądania (odrobinę prześwitujących pod światło) ilustracji,
ale właśnie ćwiczenie umiejętności interpersonalnych - działania w grupie - zaraz obok doskonalenia płynnego posługiwania się językiem, celnego formułowania myśli i skupienia uwagi jest ważną zaletą tej "planszówki"
podobnie jak fakt, że mimo prostoty zasad i kart (są wszak na rynku dostępne wersje bardziej zaawansowane, z dodatkowymi modyfikacjami planszy i hasłami przeznaczonymi typowo dla starszych graczy) zabawa potrafi wciągnąć zarówno przedszkolaki, jak ich rodziców

grę mogę polecić jako sposób na (chwilowe) ujarzmienie spragnionych współzawodnictwa małolatów, urozmaicenie towarzyskiego spotkania i sposób na rodzinne spędzenie pochmurnego popołudnia

ale to nie wszystko!
pomiędzy standardowymi rozgrywkami zostaje nam do dyspozycji kilkaset kolorowych, wyraźnie podpisanych kartoników o dużym potencjale edukacyjnym


"na gorąco" przyszły mi do głowy ich następujące zastosowania dodatkowe, dla dzieci w różnym wieku:

  • gra w klasyczne kalambury - z rysowaniem i pokazywaniem, bez słów - dzięki obrazkowej formie zadania i stosunkowo prostym hasłom, będą mogły bawić się tak również zwykle wykluczone z rozgrywki maluchy, które jeszcze nie potrafią czytać
  • porządkowanie, grupowanie, sortowanie i segregowanie - według cech charakterystycznych, rodzaju przedstawionego elementu, rodzaju/liczby/osoby odmiany rzeczownika, liczby sylab, liter i/lub głosek w nazwie, koloru, alfabetu itp. - dla maluchów idealne ćwiczenie spostrzegawczości i podstawowych umiejętności matematycznych i językowych
  • poszukiwanie powiązań, podobieństw i cech wspólnych między dwoma losowo wybranymi obrazkami - wynajdywanie i sensowne argumentowanie najbardziej niestworzonych zależności doskonale rozwija logiczne myślenie! 
  • układanie historyjek na podstawie losowo wybranych kart - z najmłodszymi możemy losować na przykład głównego bohatera, jego pojazd, elementy przyrody, stroju, wyposażenia itp. z posegregowanych stosików, starsi nie powinni mieć kłopotu ze stworzeniem fantastycznych opowieści nawet zdając się całkowicie na łut szczęścia i wyobraźnię i wybierając karty z potasowanej talii - rozrywka sama w sobie jest interesująca, rozwijająca, a czasem zabawna, ale zagorzali miłośnicy współzawodnictwa mogą dodatkowo konkurować między sobą o miano Najlepszego Gawędziarza 
  • nauka języków obcych - będzie dla dzieci ciekawa, jeśli potraktujemy karty jako obrazkowe fiszki do powtórki słówek (ze znajomymi lub w towarzystwie słownika - dla kontroli) - starszakom nastawionym na rywalizację proponuję test polegający na równoczesnym zapisywaniu tłumaczenia kolejno odkrywanych ilustracji w danym języku - wygrywa oczywiście ten, kto uzbiera najwięcej trafnych odpowiedzi
  • doskonalenie umiejętności czytania - choć tekstu pisanego wersalikami raczej nie poleca się do nauki czytania jako takiej, to już odczytywanie podpisów i kojarzenie ich z obrazem zdecydowanie tak, dlatego czemu by nie użyć zestawu kart jako "elementarza" na którymś z kolejnych etapów oswajania się ze słowem pisanym?  

mam nadzieję, że wspólnie dopiszemy do tej listy kolejne punkty, a ta i podobne gry nie będą się kurzyć na niczyjej półce :)


Junior Alias do recenzji w ramach projektu 

przesłał wydawca, firma

Czytaj dalej

poezja, wierszyki i opowieścidladzieci (+ szybka rozdawajka)

od dłuższego czasu pozwalam sobie na łamach tego bloga wspominać od czasu do czasu nasze ulubione lektury, a czasem (ostatnio nawet dość często) podejmować próby obiektywnej oceny nowości na rynku książek dla dzieci
książki stanowią tak ważny element mojego (i Jankowego) życia, że niemal nie sposób było tego uniknąć

nie posiadam wykształcenia humanistycznego, ani szczególnych zdolności w zakresie posługiwania się słowem pisanym, ale wydaje mi się, że każda próba popularyzacji ciekawych tytułów i (przede wszystkim) samej idei czytania sobie, dzieciom i z dziećmi, szczególnie w dobie szeroko komentowanego zaniku czytelnictwa w naszym kraju, jest cenna

podobnie jak próby tworzenia i wydawania autorskich, ambitnych, niesztampowych książek,
o czym dalej

Czytaj dalej