Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matematyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matematyka. Pokaż wszystkie posty

Pitagoras gra matematyczna

układanie działań arytmetycznych reklamowane jako "gra imprezowa"? 
tego jeszcze nie było.. 
super, że już jest!

Pitagoras


w pudełku znajduje się 55 kart przedstawiających liczby od 1 do 20, cztery kostki oraz przepis na zabawę

maksymalnie upraszczając:
- odkrywamy pięć kart 
- rzucamy dwiema kośćmi i sumujemy wyniki
- wykonując w pamięci dowolne działania matematyczne na liczbach z kart, staramy się uzyskać sumę wskazaną przez kości 

wszyscy gracze (według instrukcji do 6, a nie wiem, czemu właściwie się ograniczać?) kombinują równocześnie

ostatecznie tylko najszybszy zostanie nagrodzony - zbierze karty, których użył do uzyskania prawidłowego wyniku

pod presją czasu ciężko o optymalne rozwiązania, a czasem i te najprostsze wcale nie chcą przyjść do głowy...

tym większa satysfakcja, gdy uda się zgarnąć komplet kart w mistrzowskim stylu!


nieskromnie nadmienię, że ślady podobnych zabaw znaleźć można w archiwach niniejszego bloga 
karty do gry w "Piotrusia" służyły nam lata temu na zbliżonej zasadzie do utrwalania działań matematycznych przez J. (patrz "Piotruś inaczej", mamajanka i On, 07.2017 >>KLIK<<)
potrzeba było jednak doktora Knizii, żeby tak prosty pomysł uczynić grą z krwi i kości - emocjonującą, wciągającą, niebanalną

oryginalne drewniane kostki,
możliwość stopniowania trudności (czarna kość jest trudniejsza, czerwona łatwiejsza, można wyjąć z talii część kart, umówić się na stosowanie nawiasów, czy potęg),
promowanie bystrości i refleksu na równi z niesztampowym, wielotorowym myśleniem,
tęczowe grafiki i sympatyczna podobizna tytułowego brodacza
- lista zalet "Pitagorasa" jest długa

czy sama nazwałabym tę zabawę 'grą imprezową'? wątpię 
bądźmy uczciwi, to jednak wciąż arytmetyka, w dodatku pośpieszna - nie każdy będzie się przy niej świetnie bawił*
warto wszak podkreślać, że mamy przed sobą nie jakąś nudną grę edukacyjną, ale  ładną, zgrabną karciankę, pobudzającą szare komórki i budzącą ducha rywalizacji

polecam zarówno młodzieży szkolnej, jak dorosłym**
spróbujcie! nie taka ta matma straszna ;)

__

* osobiście uważam te szybkie sparringi za wspaniałą rozrywkę i nigdy nie odmówię synowi partyjki, ale nie mierzmy wszystkich swoją miarą...

** 'okładkowy' przedział wiekowy 8+ jest uzasadniony, młodszym graczom bardziej może odpowiadać równie matematyczny "Archimedes" o nieco prostszych założeniach (>>KLIK<<)

egzemplarz recenzencki, nadesłany przez wydawnictwo Egmont, będzie dostępny w Filii nr 1 Biblioteki Miejskiej w Grudziądzu
dziękuję w imieniu swoim i wszystkich wypożyczających
Czytaj dalej

Minecraft uczy i łączy

coraz więcej tu u nas wpisów na temat Minecrafta (patrz odpowiednia zakładka>>KLIK<<)
nie ma co się dziwić - gra jest ważnym elementem codzienności J., jego kuzynów i kolegów 

sam fakt spędzania przez dzieci czasu w cyfrowej "rzeczywistości" można z pewnością różnie oceniać, ale jeśli tylko nie będzie to ciągłe siedzenie przed ekranem, "świat" Minecrafta jest według mnie naprawdę nie najgorszym wyborem
szczególnie, że gra bardzo łatwo przenosi się do trybu offline...


każde spotkanie znajomych 9- 10- i (dopiero co) nastolatków prędzej czy później kończy się rozmową na tematy związane z sześcianikowym uniwersum
kto co ostatnio odkrył, jakie mechanizmy uskutecznił, dokąd poniosła(-y?) go elytra...
jak się okazuje, pole do popisu jest bardzo szerokie: J. zaimplementował tam nawet swoją sztandarową pasję, tj. buduje i automatyzuje trasy kolejowe dla przewozu surowców ;)

trudno wyobrazić sobie (skuteczne) oko wtrącenie się w dziecięce dysputy z propozycją rozwiązania kilku zadań z matmy, prawda?
a z Minecraftem się da!
wiem z własnego doświadczenia z 

Minecraft Matematyka Megazadania



mowa o aktywizujących książkach z zadaniami dla uczniów w wieku 7-12 lat, w których wyzwania matematyczne łączą się z przygodą w ulubionym otoczeniu

wraz ze znanymi bohaterami wędrujemy przez kolejne biomy, walczymy z wrednymi mobami, gromadzimy surowce
podczas wyprawy niepostrzeżenie przyswajając arytmetykę i geometrię
dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie, sposoby na obliczanie pola, ułamki, jednostki miar, pojęcie czasu i pieniędzy, szacowanie objętości itd., itp., utrwalają się same!




na temat pozytywnych aspektów grania w Minecraft oraz wpływu tegoż na rozwój kompetencji matematycznych napisano już wiele (na przykład tu >>KLIK<<)
nie ma co się rozwodzić - być może coś w tym jest, a jeśli nie, na pewno fascynacja młodzieży grą, jest kluczem do zainteresowania jej zbiorami zadań, o których tu mowa
z kolei same książki, w przeciwieństwie do niektórych podręczników, mają tę zaletę, że potrafią owo zainteresowanie podtrzymać - poprzez blokowe (sic! ;) ) przedstawianie zagadnień w formie ciągłej przygody w danym zakresie materiału oraz systemu nagradzania w postaci zbieranych "klejnotów"

klucz do samokontroli prawidłowości rozwiązań znajduje się na końcu książki, więc do pracy z nią nie potrzeba dorosłego - zakładając, że dziecko posiada pewne podstawy...
nauczyciele wszakże, też mogą z minecraftowych megazadań korzystać! na start (w klasach 1-3) powstał nawet odpowiedni scenariusz lekcji matematyki (>>KLIK<<)


na koniec, abstrahując od wartości merytorycznej, Minecraft Matematyka Megazadania to u nas po prostu ciekawy pomysł na przekierowanie uwagi z ekranu na papier i szlifowanie umiejętności w ciekawej oprawie
tego z pewnością nie da się serii odmówić - niezależnie od tomu (w serii jest 6) przyciąga uwagę młodych minekrafterów i prowokuje do dyskusji

a wspólne chwile nad książką - bezcenne :)



za "Minecraft. Matematyka. Megazadania", dziękujemy wydawcy - HarperKids*
*na stronie wydawcy można "zajrzeć do książki" i poznać przykładowe zadania dla konkretnego przedziału wiekowego




Czytaj dalej

błyskawiczne pierniczki matematyczne = matematyka na święta 2019

nasze tegoroczne pierniki lepiej smakują niż wyglądają ;)


ich największą zaletą jest prosta receptura (patrz na końcu) i błyskawiczne wykonanie,
a największą wartością dodaną, że pozwoliły napisać tu choć dwa słowa w ramach tradycyjnego już projektu przedświąteczno-matematycznego :)

w ramach akcji "Matematyka na święta", o której więcej u organizatorki, czyli tutaj: >>KLIK<<,
bawiliśmy się już w pieczenie, a tym samym odmierzanie, odważanie, przeliczanie ilości i objętości nie raz
(wpisy z poprzednich lat znajdziecie tu: >>KLIK<<)
kuchnia jest jednak nieograniczonym źródłem matematycznych inspiracji!

tym razem, jako że J. nadal utrwala tabliczkę mnożenia, zapraszamy na

pierniczkowe zadania tekstowe


najpierw J. ustalił podstawowe dane (układając wielopierniczkowe prostokąty)
  • ile upiekliśmy pierniczków każdego kształtu? /w liczeniu wykorzystaj mnożenie!/
  • których jest najwięcej? których najmniej? o ile różni się ich liczba?

później na zmianę dawaliśmy sobie różne zadania,
np.:
  • małych gwiazdek jest 6 rzędów po dziesięć - czy można je ułożyć inaczej i też uzyskać prostokąt? ile będzie wtedy rzędów po ile sztuk?
  • z drugiej porcji ciasta wyszło o połowę więcej kółek niż małych gwiazdek - ile to razy więcej niż dużych gwiazdek? 
  • dużych gwiazdek jest 10 - ile to daje razem wierzchołków? a jeśli 4 się ukruszyły? ;)
  • ile razy więcej (od dużych) mamy małych gwiazdek? jak myślisz, ile to razy więcej wierzchołków?
  • motyli jest szesnaście - ile to skrzydełek do ozdobienia?
(zdjęcia wspomnianych motylków być może się jeszcze pojawią
 wyszły bardzo ładne, ale jak wspomniałam, pierniki okazały się także smaczne... nie wiem, czy zdążę uwiecznić :P)
  • jeśli zjemy dwie duże gwiazdki, ile razy więcej będzie motyli?
  • ile motylków trzeba zjeść, żeby zostało ich cztery razy mniej niż małych gwiazdek?
  • po lukrowaniu zostały 52 małe gwiazdki - ile zjadła mama, jeśli J i S po tyle samo i więcej niż po dwa?
  • jeśli ja wezmę jedną gwiazdkę, Staś dwie, mama trzy i tak dalej, zawsze o jedną więcej, kto weźmie ostatnią? kto będzie miał wtedy najwięcej?
  • z dużych gwiazdek ubyły 2 - ( ile zjadła mama? - to pytanie poza konkursem ;) ) - jeśli chcielibyśmy otoczyć je małymi gwiazdkami tak, żeby do każdego wierzchołka dotykał czubeczek małej gwiazdki, ile małych nie zostanie zużytych do stworzenia tej kompozycji?
itd., itp.


pozostałe pierniczki - wersja bezforemkowa, dla jeszcze bardziej leniwych, wróć, zabieganych ;),
posłużyły do zabaw geometrycznych


ale tu liczyć także można
np. 
  • ile pięcioramiennych gwiazdek uda się ułożyć z dziewięciu pasków ciasta przekrojonych pod skosem na pół i jeszcze raz na pół? 
  • ile rombów (względnie równoległoboków) zostanie wówczas "bez przydziału" = do zjedzenia?
  • ilu takich pierniczków potrzeba do ułożenia choinki w której kolejne "piętra" różnią się o dwa, jak na zdjęciu powyżej? a o "piętro" większej? a mniejszej? a z gwiazdą na szczycie?
itd. ...

a na koniec wszystko trzeba by zsumować i poodejmować...
czy wiadomo,
ile pierniczków upiekliśmy łącznie?
i ile pachnących i polukrowanych pozostało do zjedzenia?

a u Was - udało się nadążyć z liczeniem pierników? 
a może właśnie liczycie... pierogi ;)

życzymy dobrej zabawy i smacznego!


inne przedświąteczne zabawy z matematyką
znajdziecie tu:


---
przepis na najprostsze pierniczki, bez chłodzenia ciasta
(idealne na przykład na przedłużające się - powiedzmy S-zależne - trwanie w niedoczasie)

2 szklanki mąki, przyprawa korzenna*
 pół szklanki cukru, 40 g masła, 2 łyżki miodu, jajko, 1 łyżeczka sody

łączymy składniki suche (mąka cukier, soda, przyprawy),
masło i miód rozpuszczamy, lekko studzimy, wlewamy do mąki, dodajemy jajko
po zmieszaniu łyżką wyjmujemy i zagniatamy ciasto
wałkujemy, wycinamy pierniki
pieczemy 8 minut w 180 st. C

*w tym roku lepsze wyszły bezglutenowe - z mąki kukurydzianej ze skrobią,
a przyprawa Prymat okazała się dużo bardziej aromatyczna niż ta z Cykorii

lukier:
szklanka cukru pudru + sok z pomarańczy q.s. (około łyżki)

też jeszcze zdążycie sobie takie zrobić!
mniam :)
Czytaj dalej

polowanie na robale

 tak wyglądają elementy naszej nowej gry:


gry pod bardzo zachęcającym dzieci tytułem "Polowanie na robale"

być może mieliście już okazję w nią zagrać, bo choć na naszej półce zagościła niedawno, w Polsce i Europie znana jest już od wielu lat
jeśli tak, dajcie znać pod wpisem, czy podzielacie naszą opinię, w przeciwnym razie myślę, że warto poświęcić chwilę i przyjrzeć się jej bliżej 


według opisu na pudełku do zabawy możemy zaprosić od dwóch do nawet siedmiu graczy w wieku powyżej ośmiu lat

choć gra się zwykle sprawnie i dość krótko (j.w. - łącznie ok. 20 min.), polecałabym pierwsze próby w gronie max. 3-5 osób, bo gdy jest ich więcej długo czeka się na swój ruch i niektórzy mogą się niecierpliwić
granicy wieku nie określałabym natomiast tak sztywno - jak sprawdziliśmy z P., spokojnie poradzą sobie też lubiące dodawanie siedmiolatki
a najważniejsze elementy, czyli twarde, przyjemnie stukające żetony polubiły nawet niemowlaki ;)


ale do rzeczy!
do przeprowadzenia rozgrywki niezbędna jest stabilna płaska powierzchnia (stołu/podłogi), która pomieści 16 "kafelków" z numerami i podobiznami sympatycznych robali ułożonych w szeregu (patrz zdjęcie powyżej)
oraz miejsce do rzucania ośmioma kośćmi

kosteczki przypominają standardowe sześciany K6, jedynie "szóstkę" zastąpiono tu, jakżeby inaczej, robalem
wyrzucenie go i włączenie do swojej puli będzie kluczowe w osiągnięciu celu, którym jest uzyskanie jak największej sumy robaczków na zbieranych ze środka żetonach 

jako ze autorem gry jest Reiner Knizia, można podejrzewać, że zasady nie będą zawiłe, a zabawa, wymagająca podejmowania decyzji i, czasem, ryzyka, mimochodem nauczy przewidywania i utrwali co nieco z zakresu podstawowej matematyki...


gramy po kolei

pierwszy gracz rzuca wszystkimi kostkami i decyduje, które chce zatrzymać
warunek - musi wybrać jeden "nominał" (od 1 do 5 lub robaczki) i zebrać wszystkie kostki, na których wyrzucił wskazanyny wynik
może ponownie rzucić pozostałymi
i znów, decyduje, które odłoży, zachowując wcześniejszą zasadę (wszystkie kostki z jednym wynikiem) i trzymając się kolejnej: nie może to być liczba oczek wskazana poprzednio

schemat powtarza się tak długo, aż:
a) po rzucie nie da się wybrać spełniających warunki kostek
b) gracz zdecyduje się zakończyć rzucanie kośćmi
w pierwszym przypadku, podobnie jak w sytuacji, gdy wśród wybranych kości nie ma ani jednego robala, rzuty uważa się za "spalone" - gracz nic nie zyskuje w tej turze, a jeśli wcześniej zdobył już jakiś żeton - traci go
dodatkowo zasłonięty i wykluczony z dalszej gry zostaje kafelek z największą liczbą robali leżący na stole
lub
jeśli mamy do czynienia z opcją b) - gracz sumuje wartości na wszystkich wybranych kościach (uwaga! każdy robal jest wart tyle co piątka!) i może pozyskać - ze stołu lub zasobów przeciwników - żeton z numerem odpowiadającym uzyskanej sumie (lub ewentualnie niższym)

kolej przechodzi na następną osobę

w praktyce reguły nie są trudne do przyswojenia i już po chwili jedynym wyzwaniem staje się umiejętne szacowanie ryzyka i skuteczne "chuchanie na szczęście" na kostki ;)


prawdą okazało się wszystko, co wydawca wypunktował na opakowaniu - w tym, co najważniejsze:
  • proste zasady
  • zabawa + nauka liczenia dla dzieci
  • doskonała rozrywka - także dla dorosłych


gracze w każdym wieku lubią "turlanie", wesołe robaczki zachęcają do współzawodnictwa, a fakt, że sporo zależy także od szczęścia ubarwia rozgrywkę, dodając niby zwykłej zabawie w sumowanie emocji
zaryzykować stratę i rzucać dalej, czy zadowolić się słabszym trofeum? zgarnąć robale ze stołu, czy podebrać konkurentowi? na pewno nie poddawać się po pierwszym niepowodzeniu - los może się jeszcze odwrócić!

przy "Polowaniu na robale" dobrze bawić może się cała rodzina, a dzieci na początku szkoły z pewnością odniosą dodatkową korzyść w postaci praktycznych ćwiczeń dodawania i mnożenia w podstawowym zakresie

bardzo polecamy jako szybką, łatwą, niebanalną grę familijno-edukacyjną
w dodatku z całkiem zabawną okładką :)



wpis powstał w ramach projektu Grajmy!
grę przekazało wydawnictwo Egmont.pl

Czytaj dalej

planszówkowe wytłoczki i nauka mnożenia (z jajami)

kontynuujemy temat ćwiczenia mnożenia i niemarnowania (z poprzedniego wpisu)

tym razem, zamiast gry, pomaga to, co się zwykle po rozpakowaniu planszówki i "wypstryknieciu" żetonów, czy innych kartonowych elementów, wyrzuca
tekturki (w dziurki), ramki, wytłoczki, wypraski - jak zwał, tak zwał - które u nas nigdy nie trafiają automatycznie na makulaturę, kolejny raz [wcześniej na przykład tu: >>KLIK<< i tu: >>KLIK<<] dostały "drugie życie"


Jan ma utrwalić sobie tabliczkę mnożenia do 100,
powyciągałam więc wytłoczki z możliwie dużą liczbą symetrycznie rozmieszczonych otworków
dodatkowo znalazłam też takie, w których dziurki miały kształt jajka - żeby przy okazji nawiązać do zbliżających się świąt (dlaczego, wyjaśni się na końcu)

co robimy? 
liczymy ile żetonów zostało wyjętych z poszczególnych tekturek
jak?
oczywiście mnożąc liczbę "okienek" w linii przez liczbę rzędów
dla dorosłego to proste działanie w pamięci, na początku podstawówki jednakowoż trzeba się z wynikami dopiero zaznajomić, a w tym przypadku - opatrzeć
dlatego:
- na dużym arkuszu papieru zaznaczyłam narożnik startowy, czyli miejsce, do którego przykładamy wierzchołek wytłoczki
- przyłożyłam w.w.
- w środek najbardziej oddalonej od startu krańcowej "dziurki" wpisałam odpowiedni iloczyn (innymi słowy sumę dziur w danej wytłoczce)  
- jako że wytłoczkowy prostokąt można położyć też drugim bokiem do góry - to samo powtórzyłam po jego obróceniu o 90 stopni
a następnie 
wielokrotnie powtórzyłam z kolejnymi, różniącymi się kształtami i/lub liczbą otworków tekturkami

przykład 1 - teoretyczny, z kartką zamiast wytłoczki:

przykład 2 - wytłoczkowy - wyników na "planszy" przybywa!

dzięki mnogości naszych planszówkowych "śmieci" udało się zapisać całkiem sporo wyników, 
a różnorodność ich kształtów sprawiła, że nawet powtarzające się liczby wypadły w różnych miejscach

dodatkowo, używając odpowiedniego kartonika jako jajowatego szablonu, kilka najtrudniejszych do zapamiętania działań rozpisałam w "kraszankach" dookoła  


kilka "jajek" narysowałam też wokół pewnych szczególnych wyników
(Jan dostał zadanie dodatkowe - ustalić zasadę, wg której je wybrałam; dał radę! ;) )


wyzwanie dla dziecka polega na ustaleniu liczby elementów w pionowych i poziomych rzędach wybranej wytłoczki i próbie przemnożenia ich przez siebie
można je ewentualnie dodatkowo poprosić o zapisanie odpowiedniego działania
następnie przykłada kartonik do "planszy" i swój "wymyślony" wynik porównuje z tym, który ukaże się w odpowiednim okienku

efekt - radość z potwierdzenia słusznego domysłu lub próba udowodnienia mamie, że to ona się pomyliła i dokładne sumowanie dziurek - w obu przypadkach wielozmysłowe doświadczenie prowadzące do utrwalenia prawidłowych iloczynów :)



za najnowsze inspirujące "śmieci" z gry "Ciężarówką przez Galaktykę" dziękuję B. i O., pozostałych "ramek" chyba nie uda się już zidentyfikować...
najważniejsze, że przyciągnęły uwagę, a oryginalna forma powtórki pomogła utrwalić wyniki działań
cel został osiągnięty!
sprawdzeniu posłużyła także wytłoczka:
klasyczną kwadratową tabliczkę 10 na 10 (dziurek) Janek bez trudu uzupełnił z pamięci :)
[nie zrobiłam zdjęcia, ale da się nadrobić - szablon jest wszak wielorazowy - za jakiś czas podłożę pod spód nową kartkę i akcję powtórzymy]




ćwiczenie mnożenia to aktualne zadanie poszkol(n)e J.




dzięki sprytnemu "uwielkanocnieniu" zabawy przez domalowanie tu i ówdzie kolorowych jaj, pomysł zgłaszamy do kolejnej już akcji "Matematyka na święta" ;)

więcej - tu: >>KLIK<<





Czytaj dalej

Pora liczyć - mnożymy pomysły

w poprzednim wpisie pokazałam matematyczno-karcianą nowość pt. "Pora liczyć"
pomysł na sumowanie zieleniny bardzo nam się spodobał, ale pozostawił niedosyt

podstawowe zasady gry zdecydowanie nie wyczerpują możliwości, które otwierają się przed szczęśliwy mi posiadaczami tak bogatego plonu w postaci mieszaniny sześciuset zdrowo wyglądających owoców i warzyw!
sugestywne ilustracje i "dodawaniowa" rozgrzewka tylko zaostrzyły apetyty, dlatego kontynuuję temat
w duchu 'zero waste' podzielimy się kilkoma pomysłami na zabawy z owocowo-warzywnymi kartami, tak, aby - jak w najlepiej zorganizowanej kuchni - nic się nie zmarnowało :)

ponownie sięgamy po grę "Pora liczyć", czyli 50 dwustronnych kwadratowych kart z pięknie namalowanymi wizerunkami warzyw i owoców - po 6 na każdym kartoniku


na początek do zabawy zapraszamy najmłodsze maluchy
ilustracje w pełni oddają ideę każdego produktu, zarówno pod względem pokroju, jak kolorystyki
to doskonała pomoc dla kilkulatków, które uczą się nazywać przedmioty i barwy!
warto wypróbować proste zabawy z jedną lub kilkoma kartami, 
do których zadajemy dziecku pytania typu:
  • gdzie jest banan? 
  • jaki kolor ma sałata?
  • pokaż coś pomarańczowego
  • co jest największe
  • co jest naprawdę (w rzeczywistości) największe
  • wskaż coś, co rośnie na drzewie
  • powiedz które części tej rośliny zjadamy (kwiat, owoc, korzeń, liść)
  • czego jest tu więcej (np. owoców, czy warzyw) / najwięcej (np. obiektów w którym kolorze)
  • na której karcie są tylko owoce / jest więcej warzyw niż owoców / jest tyle samo warzyw i owoców...
całkiem sporo opcji, prawda?
a czuję, że każda dbająca o zdrową dietę "dla mózgu" małego dziecka mama bez trudu wpadnie na wiele kolejnych ciekawych pomysłów!



przedszkolakom, które chcemy zachęcić do zabaw kreatywnych i/lub pomocy w kuchni, a przy okazji przekonać do eksperymentowania z, być może nielubianymi, źródłami witamin, proponuję gry-zabawy z wyobraźnią
losujemy kartę i zastanawiamy się co można by zrobić z takiego zestawu
- wymyślamy realny lub szalony przepis kulinarny z wykorzystaniem narysowanych składników
i/lub dzielimy się wizją artystyczną, tworząc warzywno-owocową abstrakcję z wylosowanego zestawu kształtów 
[np. Jan na bazie jednej z kart z arbuzem zwizualizował statek z masztem z ogórka, bulajami z plasterków cytryny i rzodkiewkowo-wiśniową załogą; por został figurą dziobową ;)] 


ze starszakami (w wieku przedszkolnym+) możemy pobawić się tymi kartami w coś ala Dobble (oryginał u nas tu: >>KLIK<<), albo smaczniejszą wersję niby-UNO/Makao, dopasowując karty z ręki do centralnego stosu
osobiście wypróbowaliśmy z J. następującą wersję:
- rozdajemy graczom równą liczbę kartoników, każdy trzyma swoje ułożone w postaci stosika
jedną kartę wykładamy na środek stołu
- kolejno (lub wszyscy na raz) oglądamy swoją wierzchnią kartę (z obu stron) i próbujemy znaleźć obiekt wspólny z kartą centralną, jeśli się uda - wykładamy swój kartonik przykrywając nim ten leżący na środku, jeśli nie - trudno, może za chwilę coś się zmieni...
- w zależności od początkowych ustaleń gramy wszyscy równocześnie lub kolej przechodzi na następną osobę po jednym takim ruchu lub w momencie, gdy gracz nie może już dołożyć kolejnej karty
- wygra, kto pierwszy pozbędzie się kart  

zabawa jest losowa, oparta na szczęściu i/lub refleksie, ale w zmusza do skupienia uwagi i przysparza emocji


uczniom, którzy doskonale radzą sobie z dodawaniem według podstawowych zasad gry proponujemy przejście na poziom "wyższej matematyki"

w celu utrwalania mnożenia ustaliliśmy następujące reguły:
- rozkładamy ustalona liczbę kart
- odkrywamy DWIE karty z pozostałego stosu i sprawdzamy, które obiekty są na nich największe
- wyzwanie, analogicznie do wersji podstawowej, polega na wypatrzeniu wszystkich wskazanych owoców/warzyw, a następnie przemnożeniu przez siebie ich liczby i jak najszybszym podaniu wyniku  
- ten, komu się uda, otrzymuje kartę - punkt

ile kart najlepiej wyłożyć na stół?
na początek może być kilka - będziemy wówczas mnożyć głownie przez 2 i 3,  
w zakresie do 100 dobrze sprawdzał się nam układ 5x5, a ciekawym urozmaiceniem był taki 4x4 z dodatkową strzałką x2 dotyczącą jednego z rzędów lub całej planszy*
*warto zachęcić dzieci, by zapisały równania wyjaśniające różnice w otrzymywanych w tych dwu ostatnich przypadkach wynikach 

tabliczkę mnożenia ćwiczyć można także na przykład wykładając 2 długie rzędy kart i mnożąc liczbę marchewek z jednego przez tę z drugiego, zielone przez żółte, albo na wyścigi podając "kwadrat wszystkich pomidorów"; 
dodawanie większych liczb urozmaici wyzwanie polegające na zsumowaniu warzyw z jednego szeregu z owocami z drugiego;
dzielenie (na początek "z resztą") - tak samo - "zadajemy" dla określonej dzielnej (na przykład 60 owoców i warzyw w sumie na 10 kartach) i "sumy ogórków" jako dzielnika 
itd., itp.

jasne - w każdym przypadku chodzi właściwie o to samo, ale każda taka odmiana zapobiega nudzie!
różnorodność wyzwań sprawia, że zamiast "wkuwania", pierwszo- czy drugoklasista wynik równania 7x8 zapamiętuje z przyjemnością :)


grę "Pora liczyć", która dostarczyła nam tylu inspiracji,
a także nie poprzestawanie na podstawowych zasadach również w przypadku innych planszówek,
rekomenduję w ramach projektów:

oraz


za egzemplarz gry raz jeszcze dziękuję rebel.pl

Czytaj dalej

Pora liczyć - 1,2,3 start!

"planszówka" na dziś:
kilkadziesiąt kart z warzywami i owocami
zadanie - wyszukiwanie na nich tych samych obiektów


brzmi znajomo?
coś podobnego już było?
jasne - nie raz, by wspomnieć tylko słynne "Dobble", czy tak lubianego przez J. "Flipera"
coś jednak musi być wyjątkowego w pomyśle twórców z Pionkolandii, że ich grę zdecydowało się opublikować całkiem poważne, znane z dobrych inwestycji wydawnictwo...

przyjrzyjmy się bliżej!

Pora liczyć

opisano jako grę przeznaczoną dla od 2 do 6 graczy w wieku powyżej 5 lat, którym rozgrywka zajmie około kwadransa

w pudełku znajdziemy 50 dwustronnych, kwadratowych kartoników z nadrukowanymi owocami i warzywami różnej wielkości, umieszczonymi losowo, po 6 obiektów na każdej
do zabawy wybieramy od 9 do 25 kart (tym więcej, im gracze starsi, cierpliwsi, bardziej spostrzegawczy i biegli w liczeniu) i rozkładamy na kształt kwadratu
z pozostałych kartoników powstaje stos, z którego odkrywamy po jednym, by wyznaczyć warzywo lub owoc, którego liczbę powtórzeń na stole należy zliczyć
interesuje nas zawsze największy obiekt na karcie-zadaniu i wszystkie jemu podobne na wcześniej wyłożonych kartach

obowiązuje zasada "kto pierwszy ten lepszy"
podajemy głośno swoje wyniki tak, żeby nie powielać odpowiedzi, które już padły
kto najszybciej zliczył prawidłowo, otrzymuje w nagrodę kartę z zadaniem
zdobywca pięciu - wygrywa

dodatkowy wariant obejmuje jeszcze inny układ kart (5x6) i użycie dołożonej do pudełka dwustronnej strzałki
interesujące nas owoce/warzywa we wskazanym przez nią rzędzie należy pomnożyć przez dwa (dla opcji x2) lub pominąć (w przypadku Ø)


ogólnie, hm, nic szczególnie porywającego...
ale, uwierzcie, jest w tym wszystkim to coś (jakieś "świeże spojrzenie"? w przypadku zieleniny świeżość zawsze w cenie ;)), co sprawia, że przyjemnie się te grę rozkłada, a dzieciaki nie odmawiają partyjki
i naprawdę chętnie liczą!
skuteczność wprowadzenia w życie hasła 'nauka przez zabawę' oraz same realistyczne, "soczyste" ilustracje, zdecydowanie przekonują do sięgnięcia po tę gierkę

prosty pomysł, by nawet protestujące przeciw ćwiczeniom z matmy starsze przedszkolaki i pierwszaki nabrały ochoty na liczenie
naprawdę nie zaszkodzi "posmakować" :)


i w tym miejscu pewnie można by zakończyć, ale tak łatwo, to nie z nami ;)

powiedzmy sobie szczerze, podane reguły gry są trywialne
nie narzekam - w pewnym sensie to nawet zaleta - dzieci chwytają w lot i bardzo się angażują w rozgrywkę, ćwicząc spostrzegawczość i proste działania,
a i dorośli bywają zaskoczeni, jak bardzo trzeba się skupić, żeby sprawnie i prawidłowo porachować to lub owo
ale zapału starcza najwyżej na kilka partii, bo w końcu ile można dodawać...
a poza tym, potencjał tych "smakowitych" kart jest dużo, dużo większy!

dlatego nie chowamy "Pora liczyć" do szafy
c.d.n.!
w następnym wpisie pokażemy, co jeszcze można z tych owoców i warzyw wycisnąć :)


egzemplarz recenzencki przekazał rebel.pl
wpis zasila projekt: Grajmy!


Czytaj dalej

na co liczymy, czyli matematyka na święta 2018b

kontynuując poprzedni wpis (ten)
w ramach akcji "matematyka na święta" proponujemy także:

geometryczne koperty tematyczne

przy pomocy figur płaskich z kolorowego papieru łatwo stworzyć ciekawe opakowania na drobiazgi, bony i/lub kartki z życzeniami
ten prosty a "klimatyczny" pomysł podpatrzyłam gdzieś w internecie, niestety, nie pamiętam źródła :(


matematycznie rozszerzyć można go oczywiście o dowolne dyskusje okołogeometryczne - od nazewnictwa figur, przez wszelkie pomiary odcinków i kątów, po obliczanie pola powierzchni


światełkoliczenie

oryginalnie cała akcja związek ma z matmą raczej luźny, ponieważ chodziło o nic innego jak dzielenie (sic!) się Betlejemskim Swiatełkiem Pokoju...  
zadanie J. polegało na pielęgnowaniu owego ognia przez 3 doby (macie pojęcie ile to godzin świeczkopalenia!?) oraz przekazania go co najmniej 10 osobom

przy okazji pilnowania, rozdawania i liczenia [w moim przypadku głównie na to, że cenny płomień nie doprowadzi do katastrofy rozprzestrzeniajac się na mieszkanie lub, przeciwnie, gasnąc przed czasem, J. liczył obdarowanych], przygotowanych zostało kilka słoiczków-"lampionów" idealnych do wręczania z ogniem i świątecznymi życzeniami


trochę szkoda, że nie pomyślałam o przeliczeniu szybkości ubywania świeczki na przewidywany czas palenia - to zadanie zapisuję na przyszły rok!

liczne wypieki okolicznościowe

ponownie bawiliśmy się też w pieczenioliczenie pierniczków, kruchych ciasteczek i (tu nowość!) lentilków do przybrania ciasta reniferkowego


jak to robić wiadomo mniej więcej z lat ubiegłych >>KLIK<<, pochwalimy się zatem tylko wynikiem końcowym :)



licząc na koniec na równie, albo nawet bardziej pomyślny kolejny rok, życzymy wszystkim, aby było w nim więcej dodawania niż odejmowania, a mnożenie niech przeważa nad dzieleniem! 



więcej bożonarodzeniowych pomysłów z matematyką w tle znajdziecie, jak co roku, na blogu Bajdocja:

Czytaj dalej

haft matematyczny i inne cuda, czyli matematyka na święta 2018a

święta, święta i po świętach...
jak bardzo były w tym roku pozainternetowe, świadczy fakt, że wpis matematyczno-okołoświąteczny przeczekał je w kąciku wersji roboczych :)

z małym opóźnieniem życzymy, by wspomnienie tego (oby i u Was) radosnego czasu i ciepło rodzinnej atmosfery długo przywoływało na twarze uśmiechy i dodawało sił przez kolejny rok,
a w ramach akcji "matematyka na święta" proponujemy tym razem*:


haft matematyczny

mniej lub bardziej symetryczny, ściśle związany z pojęciem kąta wewnętrznego
- u nas zmaterializował się w postaci bombek na kartki z życzeniami


posłużył ćwiczeniu sprawności motorycznej i analizie geometrycznej ante- i post factum 
teoretyzować można równie dobrze na papierze:


porównując wpływ "skoku" między dziurkami, czyli odległości miedzy nimi oraz wybranej długości cięciwy pomiędzy łączonymi punktami na efekt końcowy - przy okazji poznajemy nowe pojęcia!

najbardziej efektowne wzory otrzymałam wszakże przeplatając nitkę zupełnie bezmyślnie według schematu ;)


przestrzenne dzwonki i domki

ilustrują, jak płaski projekt staje się trójwymiarową konstrukcją
dzwoneczki powstały na szydełku przez odpowiednie dodawanie oczek i słupków, czyli dla J. bardziej magicznie, niż matematycznie [ale w sumie według kodu ;)], 


za to domek dla światełek, czyli bryłę, na podstawie koślawego szkicu mamy stworzył samodzielnie Janek, pamiętając o odmierzaniu odpowiednich (równych) wymiarów ścian i podłogi, dobierając "stromość" daszku (uwaga na minimalną dopuszczalna wysokość trójkąta!) i rozmieszczając zakładki na klejenie
zauważył tez, że identyczna bryła może powstać z innego projektu (jest pewna dowolność w łączeniu boków) 
może w przyszłym roku powstaną kolejne ;)


piękny efekt, który może i Was zainspiruje można zobaczyć na blogu Mamarak <<KLIK>>

filet choinkowy

filety są w okolicy Wigilii jak najbardziej na czasie, prawda?
tym razem nie chodzi jednak o te jadalne
w internecie znalazłam sporo wzorów choinkowych zawieszek wykonywanych ta techniką na szydełku
wytłumaczyłam J. jak się "koduje" podobne wzory i stworzył dla mnie kilka

na efekty trzeba będzie, niestety, poczekać do przyszłego roku...


najciekawsze okazało się zadanie (faktycznie) kulinarne :)

w związku z nadmiarem jogurtów naturalnych, które J. przynosi ze szkoły (czasem dodatkowo korzystając z bardziej wybiórczych apetytów kolegów i koleżanek) poza "przerabianiem" ich na koktajle bananowe [w stosunku 2:1 lub 3:1 nota bene ;)] zaadaptowaliśmy (matematycznie) na nasze potrzeby nowy przepis:

"proporcjonalne" ciasto jogurtowe

przygotowujemy: 
jajka – 3 szt
jogurt naturalny (w kubeczku) – ok. 180 g (u nas 150 g)
kubeczka po jogurcie używamy do odmierzania kolejnych składników
cukier – 1 kubeczek *
olej - 1 kubeczek
cukier wanilinowy – 1 *
proszek do pieczenia – 1,5 łyżeczki
mąka – 3 kubeczki
mieszamy składniki mokre i cukier, stopniowo przesiewamy mąkę z proszkiem, mieszamy (nie miksujemy), pieczemy 35 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni w podłużnej formie
posypujemy cukrem pudrem, orzechami, kandyzowaną skórką pomarańczową**

* zaadaptowaliśmy przepis z Ostra na słodko, modyfikując ilość cukru
** zrobiłam wg podpowiedzi z Moje wypieki

przygotowując owo "kubeczkowe" ciasto, w przeciwieństwie do innych przepisów, gdzie zwiększając/zmniejszając ilości składników trzeba się bardziej nagłowić, nie musimy wiele liczyć - można ewentualnie uwzględnić wielkość jajek, ale pozostałe składniki "skalują się" same, w zależności od opakowania użytego jogurtu 
niemniej to dobry pretekst, żeby przypomnieć pojęcie proporcji i wyjaśnić, dlaczego ilość poszczególnych składników np. oleju i mąki nie zmieni się o tyle samo (chociaż w pewnym sensie tak samo) jeśli użyjemy innego kubeczka



c.d. (czyli cz.b) n.

więcej bożonarodzeniowych pomysłów z matematyką w tle znajdziecie, jak co roku, na blogu Bajdocja:



* nasze okołoświąteczne wpisy matematyczne z poprzednich lat - TUTAJ 


Czytaj dalej