zasłuchany, niekoniecznie meloman

od kiedy już kiedyś (dawno) wspominałam, jak bardzo oboje z Janem polubiliśmy audiobooki >> TU
w tej chwili już wyraźnie widać, że stały się w naszym życiu jeszcze ważniejsze

nierzadko pół godziny przy odtwarzaczu to jedyna chwila zwolnienia przez J. tempa w czasie całego dnia na pełnych obrotach - relaks dla małego i zbawienna chwila oddechu dla jego opiekunów :)
nie rezygnujemy z codziennego czytania (już by Jane pozwolił! :P), ale dodatkowo chętnie zatrudniam do
tego także inne "głosy"


jak widać - nie tylko głosy ptaków :D


nadal chętnie słuchane są u nas baśnie "Najpiękniejsze bajki świata" w wykonaniu Anny Dymnej i Karzysztofa Globisza, które polecam chyba przy każdej okazji ;)
(powoli zaczynam wprowadzać ich  wersje anglojęzyczne)
i "Szczęśliwa lokomotywa" (wiadomo, interesująca jak KAŻDY pociąg :D)
z większym zrozumieniem Janek odbiera dziś "Jasia i Małgosię" z serii z Ramą,
ale nadal za wcześnie dla niego na kilka płyt, które co jakiś czas wyciągam na próbę - min. "Dziadka do orzechów", "Wielki powrót", "Króla Maciuś Pierwszego", "Legendy Polskie" itd.

pojawiły się jednak u nas również nowości
w tym absolutny hit ostatnich tygodni - słuchowisko "Bajka o łaciatym słoniu"
niemal codziennie Janek sam wkłada do odtwarzacza płytę z Bombikiem i całkowicie zatraca się w sluchaniu
ku mojej radości - bo bajeczka i ciekawa, i ładnie zilustrowana dźwiękowo, i z pozytywnym przekazem - po prostu super!
czasem nawet po wyłączeniu płyty mogę słuchać wpadających w ucho piosenek - Jane nuci "Trututu, tratata, Bambidu radę da" i "Dobrze jest żyć" :D
wyjątkowo cenna pozycja, naprawdę warta polecenia!

trafionym prezentem okazała się książka "Gwizdek - przygody tatrzańskiego świstaka" z płytą CD
w opowieści o niesfornym futrzaczku zasłuchała się od pierwszych dźwięków dwójka naszych trzylatków
...a przyznam, że całkiem chętnie posiedziałam sobie wtedy z nimi i pod pretekstem konieczności przewracania kartek i symultanicznego pokazywania (pięknych, akwarelowych) ilustracji w książeczce :)

często słuchane są także u nas sympatyczne "Opowieści z Krainy Dobrych Snów" - krótkie bajeczki z dobrym zakończeniem, wydane w celu wsparcia słusznej inicjatywy


na fali dotychczasowych sukcesów w dziedzinie dobierania audiobooków wypożyczyliśmy z biblioteki osiedlowej książeczkę
"Kot Prot znów gotów do psot" 
znając sympatyczną (tak myślałam..) postać z nawet całkiem edukacyjnej kreskówki nawet nie przejrzałam tekstu wcześniej - od razu wspólnie zaczęliśmy słuchać CD
mimo obaw, które momentalnie mnie ogarnęły Janek nie podłapał od razu padających beztrosko w tekście słów uznawanych powszechnie za obraźliwe - jak "głupi", "idiota", czy "kawał drania", nie zaczął też kopiować zachowań Kota, które jakkolwiek pomysłowe mogą doprowadzić do całkowitego pożegnania z ładem w domu...
cóż, edukacyjna bajeczka ta na pewno nie jest
ale za to jaka ciekawa!
przyznam, że przy każdym kolejnym przesłuchaniu zaciera się pierwsze dość przerażające wrażenie, nie da się bowiem nie docenić waloru artystycznego tłumaczenia S. Barańczaka - gier słownych, wspaniałego rytmu wiersza, doskonałych rymów...
nie raz kusiło mnie, żeby schować płytę głęboko na dno szuflady, jednak gdy J. ją włącza zwykle sama "daję się porwać" melodii tekstu i charyzmie lektora
i oboje kończymy zasłuchani :)
sam tekst oryginalny, który miał pomagać w nauce angielskiego, pełnić tę rolę może jedynie w oderwaniu od tłumaczenia, gdyż - jak to poezja - odbiegają one od siebie zarówno składniowo jak i znaczeniowo 
poza tym świetne wykonanie Zbigniewa Grochala zdecydowanie zachęca J. do słuchania wersji polskiej , odsuwając w cień nieco mdłą angielską, wiele się więc pewnie maluch z "Kota..." sam nie nauczy - ale uciechy ma co niemiara!
(czytać po angielsku musimy spróbować sami)

"Kaprys, żart i inne muzyczne fanaberie" to z kolei nie audiobook, ale książka z dołączoną płytą z muzyką uzupełniającą treść wierszyków do czytania
my dostaliśmy w bibliotece na razie płytę bez książki, więc słuchamy dla samego kontaktu z klasyką
tj. próbujemy, bo J. zagorzałym miłośnikiem muzyki instrumentalnej na razie nie jest...
na chwilę zajmuje go nazwa figury muzycznej - szczególnie równie fantastyczna jak arabeska albo habanera, ale potem trzeba już wymyślać mu zadania dodatkowe jak rozpoznawanie grających instrumentów, albo wyobrażanie sobie do czego podobne jest brzmienie utworu - wiadomo, najczęściej do jadącego samochodu, trąbiącego samochodu, jadącego pociągu... - dopiero wtedy zaczyna być ciekawie :)
mam nadzieję, że książeczka się do naszej następnej wizyty w bibliotece odnajdzie!

"Kto zje zielone jajko sadzone" czeka na swoją kolej
na razie sam pomysł się J. nie podoba, bo przecież "nie ma takich jajek sadzonych! są żółte, a zielone to na pewno niedojrzałe"  :)