Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty

dar

"Świat wokół nas" by J.

Obyś dostał piękny dar
Dar w postaci dziecka, które czasem nie słucha - żebyś miał szansę zobaczyć inną perspektywę.
Dziecka, które się nie spieszy - żebyś miał szansę doświadczyć powolności i piękna zwyczajnych dni.
Dziecka, które zapomina - żebyś i ty nauczył się odpuszczać.
Dziecka, które się buntuje - żebyś nauczył się myśleć nieszablonowo.
Dziecka, które głośno wyraża emocje - żebyś ty nauczył się regulować swoje.
Dziecka wyjątkowo wrażliwego - żebyś ty odnalazł w sobie spokój i zaufanie.
Obyś dostał piękny dar w postaci dziecka, które nauczy cię, że nigdy nie chodzi o jego zachowanie, ale o ciebie i twoją reakcję.

Shefali Tsabary, tłumaczenie: dziecisawazne.pl


well, oby mnie nauczyli ;)

Czytaj dalej

Akceptuję co czuję Złość/Moja Rodzina

trudnych tematów ciąg dalszy...

Akceptuję co czuję

Złość - jak sobie z nią poradzić

o naszych przeprawach z opanowywaniem złości już kiedyś wspominałam

dziś tamte problemy bledną w konfrontacji z pokładami gniewu i wybuchami, z którymi mierzę się od kilkunastu miesięcy...

nie ulega wątpliwości, że powody do złości są

od wielkich i ze wszech miar słusznych - jak wobec jawnego naruszania suwerenności państw ościennych i ludobójstwa cywilów, przez irytujące lokalne afery, niesprawiedliwości i politykę (jak tu >>klik<<), wieczny niedoczas i bałagan nie do ogarnięcia, po codzienną walkę z i/lub o "ale ja chcę!!!"

skąd się bierze złość i czemu służy?

co dzieje się w naszym ciele w czasie 'ataku szału'?

jak sprawić, by gniew dawał siłę, a nie skutkował przemocą?

jak złość wyrazić bez agresji i jak się uspokoić?

bawimy się naklejkami, kolorujemy, czytamy odpowiedzi profesora Złośnika na powyższe pytania

któregoś pięknego dnia na pewno uda się nam (tak, mama też caaały czas się uczy...) okiełznać tę emocję 


Akceptuję co czuję 

Moja rodzina

rodzina - słowo-klucz uruchamiające łańcuch skojarzeń

te najważniejsze - z bezpieczeństwem, ciepłem, miłością, powinny być uniwersalne...

co do samej struktury "podstawowej komórki społeczeństwa", bywa różnie

przeczytamy tu jak sobie poradzić z rozstaniem rodziców i funkcjonowaniem w "rodzinie patchworkowej",

dowiemy się w jaki sposób tworzyć i pielęgnować więzi, komunikować się, czy określać swoje granice tak, by czuć się dobrze w swojej rodzinie,

być może zaplanujemy 'zebranie rodzinne'...

przy okazji ćwicząc rękę i kreatywność, wymyślając własne postulaty,  rysując członków rodziny, wycinając, kolorując, bawiąc naklejkami



oba zeszyty, jak to w tej serii, poruszają sprawy ważne z punktu widzenia dziecka, są ciekawe i pomocne

ostatnie strony dodatkowo służą podpowiedziami dla dorosłych

"Akceptuję co czuję" sprawdza się jako kolorowanka (choć grafika specyficzna) i jako wstęp do rozmowy

inne u nas także tu: 


za egzemplarze dziękuję HarperKids





Czytaj dalej

nowe książki na Dzień Dziecka - Basia wielka księga pytań, Ale samoloty, Moje emocje

co najmniej kilka razy w roku mam wrażenie, że zewsząd otaczają nas reklamy, nagabywania i porady, co też najlepiej kupić dziecku z okazji nadchodzącego święta
w maju, gdy tylko skończy się czas pierwszych komunii, rusza intensywna kampania promocji z okazji Dnia Dziecka
oczywiście, Drodzy Rodzice, jeśli macie w zwyczaju robienie "zakupowych" prezentów swoim pociechom, jestem przekonana, że jak najbardziej warto kupić książkę
czy jednak koniecznie musi być to nowość wydawnicza, która rzutem na taśmę z premierą "załapała się" na czas akurat przed danym świętem...?

tytuł wpisu miał być zatem trochę przekorny, bo (choć Dzień Dziecka tuż, tuż!) pokażę trzy wydane tej wiosny książki dla dzieci, które po prostu mi się spodobały i które wybrałam z oferty wydawnictwa z myślą o J. i moich siostrzeńcach
będą wręczone 1.06., albo kiedy indziej, z innej okazji, a nawet zupełnie bez ;)

oto co trafi w najbliższym czasie do małych rączek i biblioteczek:

- dla rezolutnej przedszkolaczki

Basia. Wielka księga pytań


Basię znamy i lubimy od dawna
(historię naszej Basio-czytelniczej znajomości można prześledzić tutaj: >>KLIK<<)
osobiście doceniam prosty, naturalny sposób w jaki autorka wplata w jej przygody ważne prawdy i wartości, bawi i uczy, bez nadmiernego moralizatorstwa i pouczania
ale przede wszystkim, tak jak Janek, chyba po prostu darzę sympatią całą jej wesołą rodzinkę, w której od początku widzimy nie obce, "papierowe" postaci, tylko jakby starych znajomych, kolegów z sąsiedztwa

tym razem dziewczynka w bluzeczce w paski, jak większość maluchów na pewnym etapie swojego życia, "przepytuje" rodziców, chcąc lepiej poznać i zrozumieć otaczającą rzeczywistość
zadaje zarówno trudne pytania na tematy egzystencjalne (jak: "a po co ja właściwie jestem na świecie?") jak, też trudne, o budowę i działanie przedmiotów, zdrowie, zwierzęta, uczucia
odpowiedzi, których udzielają Basi najbliżsi, ujęto w formę krótkich opowiadań i posegregowano tematycznie

graficznie książka jest nieodrodną siostrą pozostałych "Baś" - charakterystycznie ilustrowana przez Mariannę Oklejak, drukowana wyraźną, bezszeryfową czcionką, w twardej oprawie - bardzo dobrze się czyta także najmłodszym już samodzielnym czytelnikom
dzieci mogą się z niej dowiedzieć ciekawych rzeczy, a przede wszystkim, że warto zadawać pytania,
a rodzice - że nie tak trudno spokojnie i mądrze odpowiedzieć, tak, żeby usatysfakcjonować ciekawskiego przedszkolaka





- dla młodego pasjonata

Ale samoloty! Odlotowe historie lotnicze


to kontynuacja pomysłu Michała Leśniewskiego na opowiadanie dzieciom o maszynach
znając pierwszą (niezależną) książeczkę dotyczącą historii samochodów ("Ale auta!" wspominałam tu: >>KLIK<<), nie miałam wątpliwości, że znów poznamy wiele ciekawych informacji, postaci i wydarzeń , a historia - tym razem lotnictwa - zostanie opowiedziana ze swadą, bez zadęcia, ale profesjonalnie

autor prowadzi czytelnika przez stulecia, od wydarzenia do wydarzenia, obrazowo przedstawiając kamienie milowe na drodze rozwoju transportu powietrznego
od marzeń o podbiciu przestworzy, przez pierwsze starty balonów i sterowców, loty przez ocean i bitwę o Anglię, docieramy do współczesności - ery samolotów odrzutowych i ponaddźwiękowych Concorde'ów
nie brakuje polskich akcentów, szczegółów dotyczących komunikacji i nawigacji powietrznej, informacji praktycznych na temat pracy lotniska, przystępnego słowniczka oraz - ponownie - ciekawej bibliografii, po którą sięgnąć mogą bardziej zainteresowani

wydawca podkreśla szczególną rolę formy graficznej, zaliczając książkę do zbioru najbardziej wyjątkowych pod tym względem "rarytasów", czyli serii Egmont ART
potwierdzam - przyjemnie się czyta, miło przegląda,
a wiedza na temat kolejnych kroków człowieka na drodze zdobywania przestworzy poszerza się przy tym zupełnie niepostrzeżenie




- dla mnie ;) i syna, który (pewnie po mnie...) ma czasem "nerwy na wierzchu"

Moje emocje. Akceptuję, co czuję 


wewnątrz tej intensywnie kolorowej okładki kryje się bardziej niepozorny, bo czarno-biało-żółty i pełen częściowo pustych stron, "zeszyt ćwiczeń" do wypełnienia barwami
książeczka, w części przeznaczonej dla dziecka, nie zawiera wiele tekstu, nie chodzi tu bowiem o uczenie definicji, lecz zachęcenie do samodzielnego odkrywania i nazywania stanów emocjonalnych
autorzy proponują współtworzenie tego "albumu" przez kolorowanie ilustracji, wycinanie obrazków, czy dyplomów, naklejanie nalepek
dziecko krok po kroku poznaje podstawowe uczucia, zachęcane do analizy własnych doświadczeń, prób postawienia się w konkretnych sytuacjach, empatii
  
a gdy już uda się nazwać poszczególne emocje, przechodzimy do części trudniejszej, czyli zdobywania umiejętności radzenia sobie z nimi
bardzo pozytywnie oceniam fakt, że mimo iż otrzymujemy całkiem poważne, skuteczne narzędzia do nauki panowania nad trudnymi uczuciami, całość utrzymana jest w lekkiej konwencji żartu
jako specjalista szczególnie doceniam też uwzględnienie roli chemii w temacie często traktowanym li tylko jako psychologiczne fanaberie...


nie ma tu kwestionowania zasadności takiego, czy innego przeżywania poszczególnych stanów ducha, znajdą się za to sposoby na ułatwienie sobie i otoczeniu przetrwania emocjonalnych burz i zawirowań, a profesor Feelings przedstawia je w sposób równie profesjonalny, co zabawny
książka polecana jest dla dzieci od 5 roku życia, ale mój ośmiolatek też dobrze się przy niej bawi

ostatnią (nie najmniej ważną!) część stanowi zeszyt dla rodziców
warto wziąć pod uwagę, że sztuka samoregulacji, rozumienia i panowania nad emocjami to bezcenna umiejętność, której owoce zbieramy cale życie
być wsparciem i dobrym przewodnikiem dla swojego dziecka w oswajaniu tego tematu - bezcenne

oboje z synem musimy się jeszcze wiele nauczyć
fajnie, że możemy też w takiej bezstresowej, przystępnej formie





za egzemplarze dziękuję wydawnictwu Egmont
Czytaj dalej

gdy emocje wchodzą do gry...

emocje - trudny temat
zapewne wielu jest takich, którym bez trudu przychodzi rozmowa o uczuciach, nazywanie własnych potrzeb, uzewnętrznianie stanów ducha
pozostałym na drodze rozwoju umiejętności konstruktywnego wyrażania emocji, kształtowania empatii i poznawania siebie (jako siebie samego oraz siebie nawzajem), być może nie zaszkodzi sięgnąć po planszówki

dziś proponuję
1.

Emocje

nazywam - rozumiem - wyrażam


to przede wszystkim propozycja dla grup rówieśniczych i terapeutycznych, narzędzie do pracy nad emocjami dla specjalistów - psychologów, pedagogów, wychowawców, skierowane do odbiorców powyżej 10. roku życia
- tak w każdym razie przedstawia ja zespół redaktorski w osobach nauczyciela, psychologa szkolnego i socjoterapeutki w załączonej książeczce-instrukcji
w warunkach domowych nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by bawić się w gronie rodziny


sam przebieg gry jest banalny (rzut kostką - ruch pionkiem - odpowiedź na pytanie odczytane z planszy), toteż regułom poświęcono zaledwie kilka wersów
panie Dorota Sieczko i Elżbieta Michałowska obszernie opisują natomiast cele i możliwości jakie gra otwiera przed prowadzącym i uczestnikami oraz naturę poszczególnych stanów emocjonalnych, przybliżając temat laikom, ułatwiając otwarcie się na proponowaną zabawę i rozmowę o uczuciach
liczą na wykorzystanie proponowanej pomocy do kształtowania m. in. takich zdolności jak współpraca, tolerancja i akceptacja innych, nawiązywanie pozytywnych relacji, budowanie poczucia własnej wartości, aktywne słuchanie, umiejętności komunikacyjne i satysfakcja z przebywania w grupie



na grę składa się 6 plansz, które mogą być używane jako komplet lub pojedynczo
pięć z nich zawiera pytania dotyczące osobistych odczuć i doświadczeń - ogólnych, służących wzajemnemu poznaniu, "przełamaniu lodów" i w zakresie 4 emocji: radości, smutku, złości i strachu
ostatnia to "Meta", która ma w ciekawy sposób rozładować emocje (sic!) powstałe w trakcie rozgrywki

nie miałam okazji obserwować, jak gra sprawdza się na zorganizowanych zajęciach, ale łatwo mogę wyobrazić ją sobie wykorzystywaną w świetlicy terapeutycznej czy w ramach "godziny wychowawczej"
z punktu widzenia matki i osoby niezbyt wylewnej bardzo doceniam jednak także jej potencjał jako pretekstu do poruszenia "trudnych tematów" w rodzinie
"Emocje" pomagają zajrzeć wgłąb siebie, skupić na własnych uczuciach i potrzebach, otworzyć się przed sobą nawzajem i spojrzeć na drugą osobę - dziecko, rodzica, partnera - z nowej perspektywy
dają możliwość podzielenia się wyznawanymi wartościami, przełamania tabu, lepszego zrozumienia cudzych postaw i zachowań
 sprawdza się w tej roli w gronie od przedszkolaków po seniorów


2.

Gra na emocjach


proponuje z kolei całkowicie odmienne podejście do tematu - tym razem nie mówimy nic!*

gra skierowana jest głównie do odbiorców w wieku 10+, czyli osób, które są już w stanie świadomie rozpoznawać swoje uczucia, przejawiać empatię i wieloznacznie odczytywać symbole
to ważne, ponieważ w trakcie rozgrywki proste ikony będą miały za zadanie zobrazować całe spektrum emocji

zabawa polega na naprzemiennym zadawaniu współgraczom pytań o uczucia jakie budzą w nas określone sytuacje i "odpowiadaniu" innym za pomocą obrazków
możemy pytać o momenty "z życia wzięte", dotyczące codziennych zmagań, ale równie dobrze (a może nawet lepiej) zadawać pytania o reakcje na potencjalne, trudne, zabawne, absurdalne wydarzenia
najciekawszy aspekt zabawy to fakt, że konkurując o punkty, musimy maksymalnie wczuć się w sytuację pytającego, postawić w jego roli i zdecydować, jak on/ona czuliby się w danej chwili
biorąc pod uwagę, że za każdym razem odpowiedź wybrać możemy spośród zaledwie 5 prostych piktogramów - zwykle wcale nie jest łatwo

w skrócie:
w pudełeczku znajdujemy kilkadziesiąt kart z prostymi, wieloznacznymi symbolami
graczom, których musi być przynajmniej 3 (ale aż do 10!), rozdajemy po pięć kart
w każdej turze jedna osoba zadaje pytanie rozpoczynające się od sformułowania "jak się czuję, gdy...", pozostałe - odpowiadają, wykładając zakrytą kartę z wybranym symbolem
po odkryciu kart zadający wybiera ilustrację najbliższą wyobrażeniu emocji towarzyszącej mu w rozpatrywanej sytuacji
osoba, do której należała karta otrzymuje punkt - zwycięża osoba, która zgromadzi takie 3

jako że opowiadanie o zasadach nie oddaje w pełni "klimatu" gry,
spróbujmy inaczej:

jak się czuję, gdy czytam instrukcję "Gry na emocjach"?

jak się czuję, gdy odkrywam, że dołączono karty podpowiedzi pełne przykładowych pytań?

jak się czuję, gdy widzę zgrabne pudełko z "Grą na emocjach"?

co szczególnie cenne, nikogo (nawet zwykle sceptycznych rodziców i wujostwa), nie trzeba było długo do zabawy przekonywać
zasady są jasne, karty czytelne, a możliwości w zakresie zadawania pytań nieograniczone, dlatego praktycznie w każdym gronie da się "Grę na emocjach" wyciągnąć i "rozkręcić"
a potoczyć się może w wielu, czasem całkiem nieoczekiwanych kierunkach...
mimo że regularnie w "Grę na emocjach" przegrywam, myślę że czas spędzony przy niej ze znajomymi i rodziną absolutnie nie jest stracony ;)

* drobne wyjaśnienie w kwestii milczenia w trakcie gry sugeruje dyrektor ds. gier planszowych NK:
Napisała Pani, że w tej grze nic się nie mówi, a właśnie na wyobraźni i mówieniu ta gra się opiera. Gracz zadający pytanie odkrywa karty wyłożone przez graczy i musi je zinterpretować, czyli powiedzieć jakie emocje wiążą się z symbolami na kartach.
pan Jarosław podpowiada także, że konieczność opowiedzenia o emocjach jest szczególnie ważna w przypadku gry z dziećmi, które mogą mieć kłopoty z ich nazywaniem
z ostatnią uwagą oczywiście jak najbardziej się zgadzam i muszę przyznać, że z nastolatkami własnie w ten sposób graliśmy najczęściej
nie zaprzeczę, że także w starszym gronie, choć grywamy zwykle "po cichu" (wg mnie instrukcja nie zmusza do wypowiedzenia swoich domysłów co do poszczególnych piktogramów), pojawiały się ciekawe opowiadania interpretacyjne i zabawne komentarze
uspokajam więc tych, którzy obawiali się drętwego siedzenia w ciszy - that's not the case :)

jak widać, z planszówkami powiedzenie o graniu na emocjach zyskuje nowe znaczenie...
pozostaje więc tylko zachęcić:

Czytaj dalej

tylko bez całowania! Grzegorz Kasdepke i emocje

jak setki polskich matek małych dzieci, naczytałam się już całkiem sporo opowiastek autorstwa tego pana
o Kacperku, Kubie i Bubie, Dominiku i Juniorze, Marysi, która nie chciała być księżniczką, dziwadłach z krainy portfela, "nakręconym" detektywie, nieokiełznanych przedszkolakach...
i mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić:
żaden współczesny autor piszący dla dzieci nie wywołuje we mnie takich emocji jak Grzegorz Kasdepke!
dobrze, niezupełnie on sam...
ściślej rzecz biorąc - teksty, które tworzy

i tak:
bywa, że chichoczę z uciechy wraz z dziecięciem, radośnie klaszczę w dłonie z zachwytu [ha! baszta! będzie basztą!*;)] pochłaniam treść zaciekawiona, wzruszam się przy wspomnieniowych wątkach, subtelnie doprawionych odrobiną rodzinnej miłości [pozdrowienia dla Kacpra i pani Magdy]
ale często (oj, chyba nawet częściej!) czuję się zaskoczona niespodziewaną pointą, zdezorientowana wobec postaw bohaterów i nikłego autorytetu dorosłych (hej! a co z wychowawczą rolą książki!?), a bywa, że nawet zniesmaczona i/lub zażenowana (to ma być niby śmieszne?)

czasem nawet odrobinę wbrew sobie sięgam po kolejne nowości (a przyznać trzeba, że płodne ma pan Grzegorz pióro)
i wznowienia - takie jak "Tylko bez całowania! czyli jak sobie radzić z niektórymi emocjami"
(copyright by Nasza Księgarnia 2008)


tym razem przekonał mnie temat przewodni
- ile jest bowiem książek dla maluchów, które bez patosu i przesadnego zadęcia, w prosty, obrazowy sposób opowiadają wprost nie tylko o radości, ale też tęsknocie, wstydzie, gniewie, wstręcie, poczuciu krzywdy, nudzie czy zazdrości?


a w dodatku podsuwają dzieciom i rodzicom pomysły na to, jak je okiełznać, albo pomóc komuś, kto je przeżywa*** na przykładach wziętych z życia (a dokładniej - przedszkola)?


mimo, że ponownie miałam przy lekturze mieszane uczucia (zdecydowanie nie podziwiam przedstawionych przedszkolnych przepychanek, ani stosunku autora do pora!),
warto było spojrzeć na niektóre dziecięce problemy prezentowane przez bardzo żywotną grupkę maluchów, okiem pani Miłki i jej pomocnika-pajacyka
i wziąć sobie do serca kilka ważnych prawd


zakrawa nieco na kpinę fakt, że oto autor opowiastek dla dzieci, którego poczucie humoru nie specjalnie do mnie trafia, ponownie pisze o sprawach, które sama traktuję bardzo poważnie,
a moje dziecko (po raz kolejny) świetnie się bawi przy lekturze i proste wyjaśnienia zawiłych (zdawało by się) stanów ducha przyjmuje bez mrugnięcia...

ale może właśnie w tym tkwi tajemnica popularności prozy pana Kasdepke - najwidoczniej trafia dokładnie tam, gdzie powinna - prosto do małych główek i serc :)


---
* o swoim zachwycie pięknie ilustrowaną książeczką przedstawiającą niestandardowe pomysły pewnej nie-księżniczki pisałam >>tutaj<<

** kolejne części cyklu - książeczki: "Kocha, lubi, szanuje... czyli jeszcze o uczuciach" oraz "Drużyna pani Miłki, czyli o szacunku, odwadze i innych wartościach" - recenzowałam dokładnie rok temu
przejrzałam swoją opinię ponownie i nie zmieniłam zdania,
możecie spokojnie zajrzeć >>tu<<

*** ulubiony fragment taty Janka: "jeśli zauważyłeś/aś, że Twoja koleżanka lub Twój kolega tęskni, to [...] podziel się z nimi jakimś smakołykiem" - podobno na niego ten sposób zawsze świetnie działa! :)


Czytaj dalej

"W głowie się nie mieści" i bunt czterolatka

zdaje się, że Janek przeżywa właśnie (podobno typowy dla czterolatków) okres buntu przeciw wszelkim nakazom
momentami staje się "nie do opanowania" - bywa, że kopie, stroi miny, "uwielbia przeciwstawiać się poleceniom", a "głośny, niemądry śmiech występuje na przemian z napadami złości"*
siłą rzeczy pojawił się u nas temat rozpoznawania własnych emocji i panowania nad nimi, nazywania potrzeb oraz radzenia sobie
z frustracją

od niedawna radość, gniew, smutek, strach i odrazę wizualizujemy sobie tak:



Czytaj dalej