Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Kasdepke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Kasdepke. Pokaż wszystkie posty

matematyka w plenerze - "Do trzech odlicz"


jak najlepiej uczyć się matematyki?
powtarzając się po raz enty odpowiadam: mimochodem
można, jak najbardziej, chodząc i odliczając (raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy), można też najpierw czytając, a potem dochodząc do własnych wniosków...

tym razem do zabaw (ma)tematycznych zainspirował nas "urodzony niematematyk", czyli Grzegorz Kasdepke, autor "Do trzech odlicz"


Czytaj dalej

trudno powiedzieć... Sylaboratorium czy 45 puknięć w głowę?

"Przez całe życie, odkąd skończyłem dziewięć lat, cieszyły mnie słowa...
Słowa zmieniają nas z małp w ludzi. Tworzymy je, zmieniamy, ścigamy je i żyjemy nimi (...)"*

oto coś dla wszystkich, którzy podobnie jak autor powyższego cytatu, lubią bawić się słowami - dwie książeczki, których twórcy wydają się dzielić podobne hobby:
"Sylaboratorium, czyli leksykon młodego erudyty" oraz "45 puknięć w głowę - słowa i pojęcia, które warto znać"
książki, wydawałoby się, zupełnie różne, połączone jednak wspólną ideą
odkrywają przed młodym (a często i tym nieco starszym) czytelnikiem tajemniczy świat "trudnych" wyrazów


"Sylaboratorium" to wspólne dzieło "śmietanki" polskich pisarzy, twórców literatury dziecięcej (niezłych huncwotów...) w oryginalną formę graficzną ubrane przez Pawła Pawlaka
wstęp - esej o sylabie - dodał od siebie prof. Jerzy Bralczyk


każdy z autorów bierze na warsztat po kilka słów - rzadziej używanych, obco brzmiących, specjalistycznych lub po prostu nie potocznych i na swój sposób - wnikliwie, przekornie, oryginalnie, zabawnie - przedstawia je w formie dykteryjki czy rymowanki



zachowano (pozory) układ(u) tradycyjnego leksykonu - alfabetyczną kolejność haseł oraz proste, słownikowe wyjaśnienie każdego ze słów,
każde definicja jest jednak rozwinięta o opowiastkę mniej lub bardziej luźno związaną z tematem
autorzy dają się ponieść wyobraźni, personifikując opisywane "słowostwory" i/lub wplatając je w fantastyczne historie
nie uczymy się z nimi suchych definicji, lecz chłoniemy niesamowite obrazy splecione z liter


a na koniec sami możemy pobawić się w słowotworzenie - składając oryginalne w treści i formie wyrazy używając załączonych naklejek lub zostając typografem online na typo.polona.pl
polecamy:


druga książeczka - podejście alternatywne:
jeden autor, za to 45 form artystycznych, które prócz tego, że "udają" definicje, odkrywają przed nami jakże rozległy świat literatury i prozy użytkowej
całość oszczędnie, ale w punkt, zilustrowana przez Tomka Kozłowskiego


czego tu nie ma...


na pewno nie ma nudy :)
znajdziemy za to opowiadanie historyczne, donos, przepis, relację sportową, notkę biograficzną, list gończy, a nawet horror
ale nie ma strachu - wszystko w formie przystępnej (a czasem nawet zrozumiałej ;) ) dla dzieci


można by się długo rozwodzić nad zaletami "Czterdziestu pięciu puknięć", ale autor zawarł wszystko w okładkowym blurbie na własną cześć:
"Jest wyjątkowa i to pod wieloma względami" nietypowa, zaskakująca, pomysłowa, a przy tym zabawna i wciągająca. (...) Nikt wcześniej niczego podobnego nie napisał i już nie napisze - w każdym razie nie tak dobrze."
elastyczność pióra i umysłu, autoironia, abstrakcyjny humor - po prostu Kasdepke w najlepszym wydaniu!

Jane zaśmiewa się szczególnie przy komedii w jednym (krótkim) akcie pt. "Dylemat" oraz (kompromitującym) dzienniku z życia pisarza
znaczenia pojęć chłonie jednocześnie, zupełnie podświadomie


która lepsza - naprawdę trudno powiedzieć...
żadna z wyżej wymienionych lektur nie uczyni z czytelnika, ot tak, erudyty, obie rozszerzają jednak językowe horyzonty i dostarczają słusznej porcji zabawy słowem
obie lubię


* cytat pochodzi z tomiku "Poważnie zabawne, nieskończenie cytowalne" Terry'ego Pratchetta, cytowania ciąg dalszy nastąpi

za egzemplarz "Sylaboratorium" dziękuję egmont.pl, za "45 puknięć" Naszej Najlepszej Bibliotece - ukłony za odkrycie dla nas wydawnictwa Tamaryn :)
Czytaj dalej

tylko bez całowania! Grzegorz Kasdepke i emocje

jak setki polskich matek małych dzieci, naczytałam się już całkiem sporo opowiastek autorstwa tego pana
o Kacperku, Kubie i Bubie, Dominiku i Juniorze, Marysi, która nie chciała być księżniczką, dziwadłach z krainy portfela, "nakręconym" detektywie, nieokiełznanych przedszkolakach...
i mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić:
żaden współczesny autor piszący dla dzieci nie wywołuje we mnie takich emocji jak Grzegorz Kasdepke!
dobrze, niezupełnie on sam...
ściślej rzecz biorąc - teksty, które tworzy

i tak:
bywa, że chichoczę z uciechy wraz z dziecięciem, radośnie klaszczę w dłonie z zachwytu [ha! baszta! będzie basztą!*;)] pochłaniam treść zaciekawiona, wzruszam się przy wspomnieniowych wątkach, subtelnie doprawionych odrobiną rodzinnej miłości [pozdrowienia dla Kacpra i pani Magdy]
ale często (oj, chyba nawet częściej!) czuję się zaskoczona niespodziewaną pointą, zdezorientowana wobec postaw bohaterów i nikłego autorytetu dorosłych (hej! a co z wychowawczą rolą książki!?), a bywa, że nawet zniesmaczona i/lub zażenowana (to ma być niby śmieszne?)

czasem nawet odrobinę wbrew sobie sięgam po kolejne nowości (a przyznać trzeba, że płodne ma pan Grzegorz pióro)
i wznowienia - takie jak "Tylko bez całowania! czyli jak sobie radzić z niektórymi emocjami"
(copyright by Nasza Księgarnia 2008)


tym razem przekonał mnie temat przewodni
- ile jest bowiem książek dla maluchów, które bez patosu i przesadnego zadęcia, w prosty, obrazowy sposób opowiadają wprost nie tylko o radości, ale też tęsknocie, wstydzie, gniewie, wstręcie, poczuciu krzywdy, nudzie czy zazdrości?


a w dodatku podsuwają dzieciom i rodzicom pomysły na to, jak je okiełznać, albo pomóc komuś, kto je przeżywa*** na przykładach wziętych z życia (a dokładniej - przedszkola)?


mimo, że ponownie miałam przy lekturze mieszane uczucia (zdecydowanie nie podziwiam przedstawionych przedszkolnych przepychanek, ani stosunku autora do pora!),
warto było spojrzeć na niektóre dziecięce problemy prezentowane przez bardzo żywotną grupkę maluchów, okiem pani Miłki i jej pomocnika-pajacyka
i wziąć sobie do serca kilka ważnych prawd


zakrawa nieco na kpinę fakt, że oto autor opowiastek dla dzieci, którego poczucie humoru nie specjalnie do mnie trafia, ponownie pisze o sprawach, które sama traktuję bardzo poważnie,
a moje dziecko (po raz kolejny) świetnie się bawi przy lekturze i proste wyjaśnienia zawiłych (zdawało by się) stanów ducha przyjmuje bez mrugnięcia...

ale może właśnie w tym tkwi tajemnica popularności prozy pana Kasdepke - najwidoczniej trafia dokładnie tam, gdzie powinna - prosto do małych główek i serc :)


---
* o swoim zachwycie pięknie ilustrowaną książeczką przedstawiającą niestandardowe pomysły pewnej nie-księżniczki pisałam >>tutaj<<

** kolejne części cyklu - książeczki: "Kocha, lubi, szanuje... czyli jeszcze o uczuciach" oraz "Drużyna pani Miłki, czyli o szacunku, odwadze i innych wartościach" - recenzowałam dokładnie rok temu
przejrzałam swoją opinię ponownie i nie zmieniłam zdania,
możecie spokojnie zajrzeć >>tu<<

*** ulubiony fragment taty Janka: "jeśli zauważyłeś/aś, że Twoja koleżanka lub Twój kolega tęskni, to [...] podziel się z nimi jakimś smakołykiem" - podobno na niego ten sposób zawsze świetnie działa! :)


Czytaj dalej