przygoda z książką 2.2 - Astrid Lindgren - odkurzanie i polerowanie

Eeeeemil!
pamiętacie?
ja równie dobrze to zawołanie z ekranizacji opowieści o Emilu ze Smalandii, jak długie wieczory nad "Dziećmi z Bullerbyn" zaledwie... no tak, już nawet nie kilkanaście, a kilkadziesiąt lat temu :)

niedawno odkurzyłam swoje książeczki z dzieciństwa
+ jedną pamiętającą młodość babci Janka, dołożyłam do tego kilka niezłych audiobooków

i zaczęłam "zarażać" J. prozą Astrid Lindgren


co tu dużo pisać -
Ameryki przed miłośnikami dobrej literatury dziecięcej tu raczej nie odkryję
wydaje mi się mało prawdopodobne, że jest wśród Was ktoś, kto nie czytał (i nie płakał przy lekturze) "Braci Lwie Serce", nie zna Pippi Pończoszanki, czy wesołej gromadki z Bullerbyn (?)
po prostu są takie książki, tacy autorzy i tacy bohaterowie, których nie można nie znać..
a jeśli się przypadkiem jednak nie poznało, najlepiej to nadrobić z własnym potomstwem :)

zacznijmy od Emila z Lonnebergi - gagatek jakich mało, który jednak mimo wiecznych psot (a właściwie chyba głównie dzięki nim) z miejsca wzbudza sympatię
"dziki i uparty, nie tak grzeczny jak ty..." - czyż taka charakterystyka nie fascynuje?
podziwiam autorkę za to, że potrafiła przedstawić Emilowy charakterek tak ciepło, pobłażliwie, bez stygmatyzowania i oceniania (proszę, jak można nawet "trudne" dzieci traktować ze zrozumieniem i szacunkiem)
nieokiełznany diabełek o urodzie aniołka koniec końców nikomu wielkiej krzywdy nie robi i wyrasta na poważanego obywatela,
ale co się poznając jego perypetie ubawimy, to nasze :)

dalej - Pippilotta Viktualia Rullgardina Krusmynta Efraimsdotter Långstrump - niepoprawna kłamczucha o oryginalnej urodzie i nieodpartym uroku...
niewiarygodnie silna osobowość, w godny pozazdroszczenia sposób pewna siebie, która pięknie pokazuje jak można (i należy) cieszyć się życiem i z humorem pokonywać przeciwności

cóż, może to i nie idealne wzory do naśladowania, ale jakże barwne, radosne postaci!

"Pippi Pończoszankę" i "Emila ze Smalandii" Janek poznaje w postaci audiobooków
 
obie opowieści czytane przez Edytę Jungowską świetnie angażują dziecięcą uwagę i zachęcają do zaprzyjaźnienia się z tymi wesołymi osóbkami
osobiście podziwiam wykonanie i oprawę muzyczną doskonale oddające "lindgrenowską" atmosferę dziecięcej beztroski i nieokiełznanej żądzy przygód
przyznam, że słucham z ciekawością - mam wrażenie, że odkrywam starych znajomych na nowo - jak przyjaciół spotkanych po latach - z nieco innej perspektywy, może starszych, nieco zmienionych, ale wciąż bliskich
a Janek, choć zapewne nie wszystko rozumie (bo faktycznie, skąd może wiedzieć cokolwiek o parobkach czy ich ćwiczeniach wojskowych?) i, niczym Annika i Tommy, czasem sam nie jest pewien kiedy Pippi mówi prawdę, zdaje się być treścią (a może tym charakterystycznym, odrobinę piskliwym, tak umiejętnie modulowanym głosem?) zafascynowany
słucha jak zaczarowany :)
nie martwcie się o mnie, ja sobie zawsze dam radę!
"Pippi wchodzi na pokład" przeczytam mu już osobiście.. albo sam sobie kiedyś poczyta? a może kupię mu/sobie komiks? (zapowiedź kusi!) nawet jeśli nigdy nie polubi Fizi tak jak ja (cóż, pewnie będzie miał swoich ulubionych chłopięcych bohaterów),  na pewno lektura umili nam jeszcze kilka wspólnych wieczorów


z kolei "Karlssona z dachu" lata temu moja mama czytała nam na dobranoc
ponieważ też pracowała głosem i musiała go czasem wieczorami oszczędzać, mamy do dziś wyjątkowy (mój pierwszy!) audiobook nagrany przez nią na kasecie magnetofonowej :)
jestem pewna, że J. też polubi historię o Braciszku i jego niezmiernie łakomym i równie opanowanym ("Grunt to spokój!") sąsiedzie w tym wykonaniu
może to na jednej z tych kamienic Karlsson ma swój mały domek...?

póki co sama zaczęłam czytać J. przed zaśnięciem "Dzieci z Bullerbyn"
kiedyś wprost uwielbiałam ten pamiętnik Lisy, cieszyłam się jak dziecko (cóż, byłam dzieckiem..) czytając o jej pokoiku z tapetą w małe bukieciki (jak mój! jak mój!), zabawach w stogu siana, odwiedzinach u dziadziusia, szacowaniu liczby fasolek w słoju i skomplikowanej liście zakupów (no nie, zapomniały o kiełbasie!)
chyba marzyłam o podobnym (powiedziałabym naturalnym, swobodnym) dzieciństwie
dziś czytając Jankowi o Bullerbyn z przykrością stwierdzam, że jakaś część magii uleciała... ale nawet teraz nie wahałabym się ani chwili mogąc zamieszkać na przykład w Zagrodzie Południowej :)

czy taka Szwecja jeszcze istnieje gdzieś poza skansenem?
a jeszcze lepiej w kamiennym zamczysku wśród lasów z Ronją i Birkiem! :D
tak, córkę zbójnika kochałam chyba najbardziej ze wszystkich bohaterów książek A.L.
(wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy będąc pierwszy raz w kraju wikingów nieoczekiwanie trafiliśmy na inscenizację przygód Ronji na zamku w Kalmarze - niesamowity zbieg okoliczności, czyż nie?)
dobrze, że na tę książkę, podobnie jak na "Braci.." Jan jeszcze za młody, bo trochę boje się do nich wracać - co jeśli runie ich wyidealizowany obraz w moim sercu?
ale że mu kiedyś podsunę, to pewne!


sama nie wiem, czy mój sentyment do Szwecji, tak pięknej w swej surowości i spokoju, ma źródło w tych opowieściach? a może właśnie odwrotnie - historie Astrid Lindgren są dla mnie wyjątkowe, bo noszą ślad niesamowitego kraju, w którym żyła i tworzyła?
jak by nie było - J. musiał poznać i jedno, i drugie :)

a skoro tylko nadarzyła się taka możliwość - również samą autorkę
"ta Pani napisała? ale ona już nie żyje, mamo?"

ja odkurzyłam, on wypolerował...

nie, nie żyje, ale bohaterowie jej opowieści pozostaną na zawsze w naszej pamięci


wpis opublikowany w ramach projektu



P.S.
a skoro o Skandynawii - J. już kilka lat temu sam znalazł sobie Jest tam kto?, a niedawno poznał Pettsona i Findusa oraz pewną Jabłonkę
Muminki grzecznie czekają w kolejce, potem może "Cudowna podróż"?
no i nadal nie mamy nic Ulfa Starka... ani o Albercie... ani "Piaskowego Wilka", ani...
lista coraz dłuższa (proszę bardzo - można uzupełniać!), a fascynacja Szwecją z każdą wizytą silniejsza

ciekawe... wcale mnie to jakoś nie martwi :)



audiobook "Emil ze Smalandii" udostępniła audioteka.pl