znów kilka słów na ten pierwszy:
zachęceni przez mamę Ewki z chętnie podczytywanego bloga otymze.pl zbudowaliśmy z Jankiem wieżę przyłączając się do akcji tworzenia "miasta książek"
postępy i zasięg akcji - który napawa optymizmem, bo widać, ze dzieci w wielu domach dorastają w kontakcie z książkami, a często są to naprawdę wartościowe pozycje - można podziwiać TU
każdy może się też jeszcze przyłączyć!
a fotografię naszej wieży (nie pełnej, ale i tak bardzo barwnej i pełnej ciekawych propozycji na długie wieczory) wklejam też w Jankowej biblioteczce i zamierzam raz na jakiś czas aktualizować
na zdjęciu nieobecne są liczne książki o zbliżonej tematyce - min. Sunderland (pdf), Juula, Bettelheima, Furman, Murphy Paul - pożyczone (w świat) lub wypożyczone (= przeczytane i oddane, których kupować nie zamierzam - myślę, że wystarczy przeczytać raz) - do tych ze zdjęcia wracam co jakiś czas w miarę potrzeb i możliwości - pisałam o niektórych co nieco tu
na szczycie stosiku najnowsza - "Wychowanie przez czytanie" - książka o "oczywistych oczywistościach" :)
cieszę się, że dołączyła do mojej biblioteczki, bo to w dużej części zapisana i wydana drukiem moja filozofia dotycząca roli obecności książki w życiu człowieka -

autorki (czasem nieco się powtarzając i cytując wielokrotnie jedynie kilka źródeł, ale jednak sympatycznie i przystępny sposób argumentując swoje przekonania) zachęcają do głośnego czytania dzieciom od najmłodszych lat (właściwie od urodzenia, a nawet wcześniej) - nie tylko dla obupólnej przyjemności (choć dla mnie jest ona kluczowa), ale przede wszystkim po to, żeby przez zaniechanie nie odbierać dziecku możliwości rozwijania mózgu (a przy okazji więzi z rodzicem) podczas regularnych sesji z głośno czytaną książką
no cóż, mam nadzieję, że trafi również do rodziców, którzy potrzebują takiej zachęty...
nie znam innej równie wartościowej, pięknej, a przy tym tak prostej i skutecznej metody rozwijania kompetencji, wrażliwości, pamięci, koncentracji, komunikacji (i wielu innych skrupulatnie wymienionych w książce cech i umiejętności) dziecka jak czytanie mu
nie wyobrażam sobie własnego życia bez codziennej porcji liter, które otwierają nieznane dotąd światy - czasem te nieosiągalne inaczej znajdujące się li tylko za wrotami wyobraźni, często inne - nie tak znów odległe (ale wymagające dłuuugiego urlopu i sporych nakładów na podróże), które otwierają przede mną relacje podróżników, rzadziej (ostatnio zdecydowanie zbyt rzadko..) - praktycznie niemożliwy do ogarnięcia świat nauki, w którym tyle jeszcze ciągle do zrozumienia i odkrycia
nie chcę, żeby mój synek otoczony zewsząd przez nowoczesne technologie - komputery, telewizory, smartfony (a kto wie przez co jeszcze za parę kolejnych lat) - sam nie poznał tej magii
za to zależy mi, żeby jak najpełniej wykorzystywał możliwości swojego umysłu, uczył się skupiania uwagi i cierpliwości, ćwiczył wyobraźnię, lubił zdobywać wiedzę...
dlatego czytam Jankowi - głośno, z pozytywnym nastawieniem, ciekawe i/lub wartościowe książki - często i z wielką przyjemnością (a od jakiegoś czasu regularnie) - co najmniej 20 minut dziennie - CODZIENNIE
i takie hasło Fundacji

właściwie, biorąc pod uwagę, że bardzo dużo czytają też Jankowi babcia i dziadek, którzy kilkadziesiąt lat temu tak samo czytali mi, taki sposób spędzania czasu jest dla nas całkowicie naturalny
jednak wszystkim nie przekonanym do głośnego czytania polecam lekturę "Wychowania przez czytanie", albo chociaż krótki film "Jak kochać dziecko" i wizytę na stronie www.cpcd.pl
jeśli dzięki mojej zachęcie chociaż jedno dziecko zyska bezcenne chwile z czytającym rodzicem to warto się było tak rozpisać :P
- jak dumne ze swojego dzieła - cieszącej się wielką popularnością akcji
książkę dostałam od autorki bloga ksiazkapsychologiczna.blogspot.com
- dziękuję! -
za wypowiedź dot. obecności książek w naszym mamojankowo-jankowm życiu w odpowiedzi na zachętę: " Napiszcie w komentarzach o waszych doświadczeniach czytania dzieciom: czy czytacie, czy macie jakieś swoje rytuały czytania i przede wszystkim co czytacie."
poniżej wklejam swoją "zwycięską" odpowiedź na wszelki wypadek, jakby tam zginęła - bo tu też się rozpisałam :P
Czytamy!
Sama czytam od kiedy pamiętam, wiec oczywiste jest że jako mama zaczęłam czytać o dzieciach i dziecku.
Mój Jane ma niecałe 3 lata i otoczony czytaniem jest do tego stopnia, ze sam już czyta (literuje i składa proste wyrazy - dość, żeby przeczytać wspólnie "Psotnego Franka" z serii "Czytam sobie" albo książeczki "To ja Ci mamo poczytam" - mama dumna, ale co najważniejsze synuś nad książką też szczęśliwy;).
A czytam mu i z nim chętnie i dużo. Mieliśmy smutny bezksiążkowy okres gdy podczas karmienia na tyle rozpraszał go odgłos przewracanych stron, że musiałam na parę miesięcy mocno hamować się w zapędach przedwczesnego wprowadzenia czytania na głos i sama ograniczyć swoje lektury, ale od kiedy zainteresował się książeczkami kartonowymi - lawina ruszyła :) Mama "molica", ciocia bibliotekarka, babcia nauczycielka - wszystkie staramy się dostarczać małemu regularnie pożywkę dla wyobraźni. Ale najważniejsze, że spędzamy nad książką czas wspólnie - komentujemy ilustracje, zastanawiamy się nad motywacją bohaterów, tworzymy własne dalsze ciągi...
Z serii książek bez słów, które potrafią zbudować niesamowite porozumienie najważniejszą jest dla nas "Lato na ulicy Czereśniowej" - również inne z tej serii dla smyków <3 lat bardzo polecam! Poza tym świetnie bawiliśmy się też przy oszczędnej w słowa "Jest tam kto?"
Początkowo sama zarządzałam czas na wyciszenie i czytanie, teraz ku mojej radości to Janek przychodzi z książką i prosi, żebyśmy razem poczytali :) Częściowo listę lektur mojego malucha można podejrzeć tu: http://mamajanka.blogspot.com/p/jankowa-biblioteczka.html
Na razie pod względem stymulacji prawidłowego rozwoju psychologicznego nie jest chyba imponująca (chociaż tu ważną pozycją może być "Piękna i mądra bajka o troskach zająca Grajka" o przyjaźni i współpracy, a w kwestii utrwalania pozytywnych zachowań książki G. Kasdepke - min. "Ostrożnie" (czytane już) i "Bon czy ton.." (za jakiś czas), może "Zimowa noc" - w podtekście o tym, że dobro do nas wraca...)
Nie czytamy przed snem, bo (podobnie jak u mnie) pora zamknięcia oczu może odsuwać się wówczas w nieskończoność, ale za to czytamy:
- zaraz po przebudzeniu (najczęściej wierszyki dla dzieci - Brzechwy, Tuwima - w małych książeczkach, bo te najłatwiej J. przynieść do łóżka:)
- w podróży i przed podróżą (tu bardzo polecam np "Jadę tramwajem i Poznań poznaję", a w Beskidzie Śląskim "Przygody Kacperka..")
- po obiedzie (zamiast drzemki, ale na spokojnie - żeby się ułożyło - na przykład "O Doboszu..")
- w przerwie w zabawie i w razie jakichkolwiek pytań (głównie o pojazdach encyklopedie typu "Fantastyczny świat maszyn", "Ciekawe dlaczego..." ewentualnie "Ekspres polarny", albo zależnie od chwilowej fascynacji - o zwierzętach, roślinach, geografii)
A przede wszystkim czytamy przytuleni - oby jak najdłużej :)