ironia losu - właśnie w czwartek z załadowaną po brzegi torbą wybraliśmy się z J. oddać nasze (nieco już przetrzymane) lektury i odbiliśmy się od zamkniętych drzwi lokalnej filii :P
pewnie Panie uroczyście Tydzień inaugurowały, bo zamknięte było już o 12...
nie ma tego złego, bo skoro już wyszliśmy z domu, to mimo, że torba ciążyła, zrobiliśmy sobie bliskie spotkanie z wiosną i długi spacer w lasku za szkołą - było pięknie, zielono, pachnąco (pominąwszy masę śmieci na strzelnicy) i niezrozumiale pusto - nie wiem, czemu mamy spacerują z wózkami po osiedlowych chodnikach, zamiast wśród drzew...

poprzedni - kwietniowy - może nie był porywający (ze względu na sporą ilość zagadek i rysowania, zamiast zapowiadanego czytania, lepiej bawiły się starsze dzieci), ale Janek dał radę spokojnie wytrzymać, zainteresowało go kilka książek i narysował wspaniałego zwierzo-stwora, który je trawę :)
spotkała nas jednak klęska urodzaju i nie wiadomo, czy uda się do biblioteki dotrzeć, bo o tej samej porze odbywa się Inauguracja szlaku rowerowego Wiślana Trasa Rowerowa i szkoda, żeby nas na niej zabrakło
chyba pogoda będzie miała decydujące znaczenie...

świetnym połączeniem obu pasji zdaje się być rajd rowerowy w ramach akcji "Odjazdowy Bibliotekarz" zaplanowany na 17.05.
może kogoś zachęcę, bo sama na kolejną wolną sobotę w tym miesiącu nie mam już jednak co liczyć :(