Strony

Niesamowity spacer (raz jeszcze z AMD)

publikując poprzedni wpis na temat książeczek dla maluchów z serii Akademia Mądrego Dziecka (ten >>KLIK<<) byłam przekonana, że to ostatni taki
choć tęczowe grzbiety dotychczas zgromadzonych przeze mnie tytułów nadal dużo częściej zobaczyć można w najdziwniejszych miejscach i konfiguracjach w całym domu, niż grzecznie ustawione w rządku na półeczce (co najlepiej świadczy o ich pozycji w rankingu Najmłodszego Domownika) nie mam złudzeń - ich czas u nas powoli przemija
 
"pierwsze książeczki" AMD to świetna sprawa, jeśli chodzi o zainteresowanie dwulatka słowem pisanym - książki, które pozwalają rozwijać ciekawość świata, a jednocześnie sprawność manualną, intrygują formą, przyciągają...
mam wrażenie, że mimo stopniowego wzrostu zainteresowania opowieściami z przewagą tekstu nad ilustracją u naszego omc przedszkolaka, to właśnie z tego ostatniego powodu raz jeszcze skusiłam się na dwie nowości z tym logo
choć, przyznam, tytuły też miały bardzo zachęcające ;)
 
i oto przede mną / przed nami

Niesamowity spacer

a nawet, jak widać na załączonym obrazku, dwa: pod gwiazdami i w deszczu

do grubych, zaokrąglonych stron, żywych barw i ruchomych elementów znanych z poprzednich książeczek wydanych w ramach serii dołączyły tu srebrne elementy odbijające świetlne refleksy

nawet jeśli nie pałam przesadnym entuzjazmem do tego rodzaju ozdobników, kojarzących się z wszechobecnymi cekinami i brokatem, trzeba przyznać, że zabieg wydaje się nieźle umocowany tematycznie - cóż bardziej błyszczy i połyskuje niż gwiazdy na nocnym niebie i krople wody w słońcu po wiosennym deszczyku?

jak zwykle, tymi książkami daje się świetnie bawić: fragmenty niektórych ilustracji można przesunąć, odsłonić, obrócić

a czego dziecko się przy okazji uczy?

nawet gdy niebo zasnuwają ciemne chmury, nie trzeba się martwić
znajdą się tacy, których bardzo cieszy deszcz! (mojemu miłośnikowi kałuż i błotka zupełnie nie trzeba tego tłumaczyć ;) )
a poza tym, na niebie w końcu znów pojawi się słońce (i ptaki zaćwierkają radośnie)

 


gdy zapada noc światła w domach gasną i wszyscy idą spać...
hola, hola! czy na pewno wszyscy? ("a ja nie!", że pozwolę sobie zacytować :P)
cała masa "nocnych Marków" uwielbia spacery po zmroku! poznajmy zwyczaje ciem, sów, nietoperzy, a także kotów, myszy i... kretów-astronomów oraz żab obserwujących świetliki? 
cóż, powiedzmy, że w tym przypadku walor edukacyjny w dużej mierze zależy od dopowiedzeń opiekuna młodego czytelnika 
ale tylko spójrzcie na tę uroczą, baśniową Krainę Ciemności 😍
 
 
 

   
 
nawet jeśli wyżej wspomniane "kartonówki z atrakcjami" to w mojej ocenie nie najdoskonalsi przedstawiciele serii Akademia Mądrego Dziecka - nadal polecam ją uwadze rodziców maluchów
jako że seria w wielu swoich odsłonach "rośnie wraz z dzieckiem"*, bardzo możliwe, że znów nie po raz ostatni...


wyd. HarperKids

 * AMD dla starszaków też się już tu przewinęło, np. w postaci Przygód z nauką >>KLIK<<, czy Moich zeszytów obserwacji >>KLIK<< - liczę na więcej!

to nie gę kop!

hejhej! - głośno i bardzo entuzjastycznie wita się S.
ze wszystkimi...
skoro nawet z przypadkowymi przechodniami, to i z Wami, jak najbardziej, też ;)

w dzisiejszym odcinku spieszę donieść, że poza prostym przywitaniem (wykrzykiwanym od kto-by-pamiętał-kiedy-tak-dawno-to-było), On najmłodszy opanował właśnie MOWĘ w języku ojczystym w stopniu zrozumiałym nie tylko dla najbliższej rodziny

dopiero co (kilka miesięcy temu) przekroczyliśmy magiczną granicę między komunikacją za pomocą płaczu, krzyku i (rzadziej) słodkich uśmiechów oraz prostych gestów* a SŁOWAMI, a tu już dziecię 'mumi' całkiem wyraźnie i formułuje zdania!
wspomniany etap pośredni okazał się pełen niespodzianek, odkrywczych skojarzeń oraz wytrwałego budowania (On) i prób przyswojenia (my) pięknego w swej prostocie systemu leksykalnego
 
coby nie zapomnieć okresu, w którym Młodszy powoli rozwijał własny słownik i dojrzewał do porzucenia go na rzecz 'wspólnego', niniejszym notuję...
S. lat 2, orientacyjny zasób słów:
 
ja, dzidzi, Siaś, Niań, mama, tata, tata pem, pem (pan,a także pani), baba, (później bapcia), dziadzia, Gugi (Olga), Kuba, a (inny, jeszcze jeden), ti, io! (io-io), ym (duży), pipi (mały), nu-nu (pić), niamniam (jeść), llam (lizać), ha-ha (spać), si-si (wiadomo), pim (przycisk/nacisnąć), hopa, op (do góry/podnieść), bam, yf (+gest - otworzyć), choć!, tu, tam, dzie?, dzień, nie ma, mam, daj, au (boli, rana), pupa, kupa, myj-myj, dada (na dwór, wychodzić), ten, mój, ba (później baja)
nie (!) - kak, no kak, a kak,
nie lub tak (nie rób..., ale brzmi ładniej ;) )
bep! (stop), gou! (start), gou-gou (szybciej), zium (szybko)
buum buum (auto), kakou (traktor), bobop (robot), ciu-ciu (pociąg), dżip, fuu (samolot),
kop (koparka), kić (dźwig),
kim (Zygzak McQueen)
gangan (kamień) 
plum (woda, również wrzucać coś do)
k(r)ok k(r)ok (schody)  
koko, kwa, miau, hau, muu, ch(r)u-ch(r)u
ihai (koń, także wziąć na barana), 
ziuf (wiadomo)
wiwi (bzz, bzz - owady),
kuj, dziab (kolić, kąsać, kłuć)
siup (łyżka!), dziab (widelec), ciach (nóż),
gol (piłka)
kaki (taki), siś (liść), 
ch(r)ach (pirat)
ki-ki (naprawiać, przykręcać)
i-a-o-u-ki (odliczanie do pięciu),
ziem (czasem nie ziem, częściej ziemziem - wiem, wiem), 
kakauko (z akcentem na 'ko'- kakao lub deser czekoladowy)
kej (klej), nie mylić z kukej! ;)
kukej! - OK
dam-dam! (fanfara, tadam!)

proste a sprytne konstrukcje wielowyrazowe i stopniowe odkrywanie fleksji (~2,5):

ej - ti! 
si-si io! (alarm nocnikowy)
chrup-niamniam (ciastko)
pa-pa dzień (noc)
ciu-ciu-din-din (tramwaj)
dzieci (konkretne! J&P cioci G.), skąd: ciocia mama dzieci (ciocia G.), oraz ym b(r)umbum dzieci dał >> stopniowo zredukowane do t(r)ak (Monster Truck od Piotrusia)
hopam buum buum (wsiadać do auta, a także auto do wsiadania - ten mój hopam buum buum)
a(m) buum buum pe (Fiat 126P)
mój buum, dziadzi buum, mój dom, babi dom i dziadzi dom, domu mami Agy! (w domyśle 'idziemy do')
to nie chacha! ja łe! 

trudne zwroty jednym słowem:

bidać! (nie gaś światła, ma być widać!)
mi-ten? (czy mogę pożyczyć? słabo rozumiane w piaskownicy...)
pećminut (zaraz, poczekaj jeszcze chwilę, muszę się oswoić z tą myślą)
dziś (później, w bliżej nieokreślonej przyszłości)
cały dzień (długo, baardzo długo)

etap pytań:

o imię - ja mam Siaś... a on jak ma? tata jak ma? baba jak ma? (...) Gugi jak ma? Niań jak ma? Kuba jak ma?
co to?
kto dał? 
aczemu?

i w końcu niekwestionowany hit dwuipółrocza:

tytułowe 'a niech to gęś kopnie' :D


nadchodzi faza opowieści... teraz to dopiero będzie co zapisywać ;)

papa!
(i do usłyszenia) 


* w tym najwspanialsze, a będące już pieśnią przeszłości "łokciowe" yf-otwieranie i 'zamiatanie' nóżką świeżo zastąpione przez 'hulaj mój' <3

ryby mają głos

od razu przykuła moją uwagę wśród tegorocznych zapowiedzi -
mała, zgrabna, bliska tematycznie gierka...*

i oto u nas w domu, jak od zawsze dzieci, tak teraz także 

Ryby mają głos

okładkowy błękit i akwarystyczne skojarzenia sprawiły, że spodziewałam się relaksujących rozgrywek
czy słusznie?

do gry zaproszonych jest od 2 do 5 graczy w wieku powyżej 8 lat 

w zależności od liczebności grupy musimy odpowiednio przygotować talię i nastawić się na różną liczbę rund, podstawy są jednak identyczne

jak grać na swojej stronie zwięźle wyjaśnia wydawca:

    1. Podziel asortyment sklepu na zestawy rybek. 
    2. Wybierz rybki do swojej kolekcji. 
    3. Stwórz najpiękniejsze akwarium, aby wygrać.

instrukcja na wstępie doprecyzowuje, że "mieniące się kolorami łuski i rozłożyste płetwy to nie jedyne cechy, na które należy zwracać uwagę, by zwyciężyć"

o co zatem dokładniej chodzi w rozgrywce?

ad. 1

karty we wskazanej liczbie układamy odkryte na stole na kształt akwarium (dla 2 graczy prostokąt 3x3, dla 3-5 - 4x4)

gracze kolejno dzielą dostępną pulę na mniejsze zestawy
w jednym ruchu oddziela się karty w pionie lub poziomie w obrębie początkowej puli, a następnie dalej dzieli każdorazowo jeden, wybrany spośród stworzonych wcześniej zestawów
(poniżej na zdjęciach pierwsza linia podziału przebiegła z pewnością w poziomie, a tylko jedna z kolejnych - w pionie)

 
ad. 2
po zakończeniu fazy dzielenia, gracze (w odwrotnej kolejności - zgodnie z mechaniką I cut, you choose) wybierają zestawy dla siebie
ostatni jest odrzucany
(w przykładzie powyżej nastąpiły 4 podziały, każdy z 4 graczy dobierze jeden set - po dwie lub cztery karty, zaś pozostały, piąty, zostanie odrzucony)

ad. 3 
przy wyborze kierujemy się punktacją przyznawaną na koniec za zgromadzone rybki i/lub jedyną w talii kartę skarbu (7 pkt.!)
każdy rodzaj ryb punktuje inaczej, a dla niektórych wymagane jest spełnienie dodatkowych warunków (na przykład zebranie kilku, większego stada, ich parzystej liczby itp.)
dodatkowo, na początku gry losujemy jeden z trzech celów dla wszystkich graczy - 5 pkt. otrzyma każdy, kto go zrealizuje

karty wykładamy w każdej grze po kilka razy, wymieniając się rolą pierwszego gracza

po ostatnim rozdaniu podliczamy: indywidualnie każdą molinezję, po 5 za trzy skalary, pięć za każde złośliwe gurami, od kilku do kilkunastu za towarzyskie neonki... itd.
zwycięzcę niezawodnie wskaże pomocny przy liczeniu notesik


o ile przyswojenie zasad nie sprawia żadnego problemu (jak pokrętnie by moje powyższe tłumaczenie nie brzmiało, w praktyce wszyscy "łapią" błyskawicznie!), próby uskutecznienia głębszej taktyki wydają się być daremne
nie dość, że nigdy nie wiemy, co wykroi nam konkurencja, na koniec w pudełku zawsze pozostaje kilka kart, co marginalizuje sens śledzenia dobieranych przez przeciwników rybek

potwierdziło się wszakże przypuszczenie co do sympatycznego, wyciszającego charakteru gry :)

to przyjemna, ładnie wydana gierka rodzinna, dzięki której mile spędzimy kilkanaście minut w towarzystwie kolorowych mieszkanek domowych akwariów
a przy okazji z instrukcji możemy się o nich dowiedzieć czegoś więcej

 

za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Granna

* w sferze zainteresowań, bo "przyrodnicza", rozmiarami idealna do letniego plecaka i na uginające się już półki ;)

to jest napad!

kowboje, Meksykanie, dezerterzy i Indianie na klimatycznych grafikach,
ekscytująca atmosfera napięcia,
lokomotywa ciągnąca cenny ładunek przez amerykańskie pustkowia...
a do tego jeszcze ciekawa mechanika!
każdemu, kto poznaje tę grę podoba się co innego,
ale pewne jest, że ma w sobie "to coś"
 
proszę Państwa,

To jest napad!

 
bez przydługich wstępów polecam dziś świetną grę nie tylko na lato*
*choć między innymi ze względu na "plecakowo-kocykowe" rozmiary, jak najbardziej, na lato też!

to szybka karcianka, dla której czas gry określono na około 30 minut
dla kogo?
2-4 graczy, w wieku od 10 lat (według rekomendacji, dobrze radzą sobie nawet trochę młodsi)
co ciekawe - dla pasjonatów westernów na równi z ryzykantami, mistrzami blefu i zimno kalkulującymi "matematykami"

całkiem ładna:

i bardzo sprytnie pomyślana...

to rodzaj gry licytacyjnej opartej na umiejętnym zarządzaniu zasobami (tu: bandą opryszków atakujących przewożący cenne dobra skład towarowy)

każdy gracz dysponuje tak samo silną drużyną, zilustrowaną na oryginalnych, dwustronnych kartach
wyzwanie polega na tym, by kilku z aktualnie dociągniętych użyć we właściwym momencie i w odpowiedni sposób, korzystając z jednej z "połówek" - o danym kolorze i "mocy" 
 
co turę wykładamy nowe wagony ze złotem, dynamitem i pieniędzmi o zmiennej wartości 
gracze kolejno decydują czy/którą z posiadanych na ręce kart "wysłać do ataku"
 
za każdym razem wybieramy konkretną orientację karty i wykładając daną stroną w kierunku pociągu "napadamy'" na określony wagon
każdy może wybrać ten sam co poprzednik, inny, albo zupełnie zrezygnować z akcji w danej turze 
balansując pomiędzy zaciętością rywalizacji i odrobiną blefu, podejmując mniej lub bardziej opłacalne ryzyko, dokładamy następne karty lub, ostatecznie, pasujemy

rozgrywka wymaga ciągłej czujności i podejmowania decyzji, całkowicie równoważąc losowość dociągu kart 

tego co na ręce można użyć na różne sposoby - wybrać jeden lub drugi kolor karty, połączyć kilka kart, by zdobyć jeden wagon, sondować, czy podpuszczać przeciwników wykładając pojedynczą...
"banda" która zwycięży licytację (gracz zakończy turę z najwyższą wyłożoną sumą w danym kolorze) zdobędzie wagon (punkty zwycięstwa), ale popisze się tylko ten jeden raz (zwycięskie karty odrzucamy), zaś konkurencja będzie miała następną szansę (te karty wracają na rękę)
można próbować analizować wartość łupu, przewidywać/zapamiętywać karty rywali, abo "iść na żywioł"

to gra rywalizacyjna z dużą dawką interakcji, ale bez negatywnych emocji
łatwo budzi zapał i zaangażowanie tak młodzieży, jak dorosłych
wciąga

nie potrafię w tym miejscu powiedzieć nic na temat alternatywnego wariantu rozgrywki, z uwzględniającą naboje punktacją, ponieważ graliśmy jedynie w wersję podstawową
koniecznie sami sprawdźcie!
pełną instrukcję udostępnia wydawca >>KLIK<<, któremu zawdzięczamy także szeroką dostępność tej perełki w bardzo przystępnej cenie...**

polecam!
** możliwe, że sobie też kupię...
dziękuję  Naszej Księgarni w imieniu swoim i uczestnikom wakacyjnych spotkań z planszówkami za wypożyczenie :)