Strony

nauka czytania

dziś otworzyliśmy paczkę z nagrodą za udział w konkursie na czasdzieci.pl - zestaw do nauki czytania dla małych dzieci

już wcześniej oglądałam go na stronie Wydawnictwa Pentliczek, ale cena mnie odstraszyła...
a tu niespodzianka - udało się go zdobyć inaczej :D

Jana nie trzeba było zachęcać do zabawy


co do skuteczności nauki i tego jak szybko plansze się znudzą - zobaczymy
napiszę więcej za jakiś czas

a dla ciekawych poniżej mój elaborat w temacie "Opisz metody, jakimi uczysz czytać swoje dziecko":



W pierwszym momencie przyszła mi do głowy odpowiedź - Mój synek uczy się czytania przez "nasiąkanie" :)

Praktycznie od urodzenia miał do czynienia z książką. Najpierw nieświadomie - gdy czytałam w czasie karmienia, potem już sam, choć nadal "nieliteracko" z książką gumową albo plastikową - do gryzienia i kąpieli. Już w pierwszym roku życia przez całą rodzinę hojnie obdarowywany był małymi kartonowymi książeczkami wystarczająco twardymi dla wyrzynających się ząbków i rączek pałających chęcią dogłębnej eksploracji nawet tego co między stronami...
Kontakt ze słowem pisanym traktuje się w mojej rodzinie równie naturalnie jak podstawowe potrzeby fizjologiczne. Może dlatego od pokoleń (przynajmniej dwu) "nasze" dzieci zaczynają czytać w wieku przedszkolnym. A już dużo wcześniej interesują je litery i słowa widziane dookoła.
Dla dziecka, któremu ktoś choć raz pokazał słowo pisane i wyróżnił je wśród masy innych kształtów świat jest pełen liter, napisów, powtarzalnych logo. Mój synek, od kiedy nauczył się mówić, ochoczo oznajmia nam kiedy w zasięgu jego wzroku pojawi się TESCO lub FORTUNA - niezależnie od zewnętrznego wyglądu sklepu, czy wielkości kartonika z sokiem...

Ale po zastanowieniu, muszę przyznać, że trochę pracy w zainteresowanie malucha czytaniem jednak wkładamy...

Od najmłodszych lat utrwalam u synka przekonanie, że symbole, litery i słowa niosą PRZEKAZ.
Najwcześniej polubił znaki drogowe - te prawdziwe - stojące przy ulicy i nakazujące STOP! Zatrzymaj się!, Uwaga! Pociąg, czy Uwaga! Niebezpieczny zakręt w lewo (w pierwotnej autorskiej interpretacji: Uwaga, banan!:P). Dzięki świadomości, ze dany znak zawiera powtarzalną informację i jest dla każdego (prawie) zrozumiały chętnie używa znaków drogowych w swoich zabawach sprawdzając czujność towarzyszących mu dorosłych w stosunku do zakazu wjazdu :) Myślę, że to był nasz pierwszy poważniejszy krok w kierunku czytania.

Dalej poszło dwutorowo.
Ze względu na moje przekonanie do sensu i skuteczności czytania globalnego w domu dziecko (począwszy od drugich urodzin) "ogląda" całe słowa - w książeczkach (min. z serii "To ja ci mamo poczytam", ale również tych, które w pierwszych miesiącach służyły za gryzaki - gdzie jeden obrazek opisany jest jednym słowem i słownikach obrazkowych/encyklopediach dla maluchów), a także na przygotowanych przeze mnie pojedynczych planszach na ekranie komputera (przyznam jednak, ze w tym wypadku zdecydowanie rzadziej, niż wynikałoby z zaleceń Domana). Patrzy też jak ja czytając mu głośno przesuwam palec wskazując odczytywane akurat słowo.
Jednocześnie, gdy spędza czas z dziadkami poznaje pojedyncze litery i odpowiadające im głoski - znów "pikając" na klawiaturze komputera, pisząc z dziadkiem znaki na papierze, bawiąc się rozsypanką liter i magnetycznym alfabetem na drzwiach lodówki.
 

Po pół roku takich zabaw również na naszej domowej lodówce zagościł alfabet MagWords i synuś co rano przy śniadaniu domaga się "Mamo napisz...", stawiając coraz trudniejsze zadania, często niewykonalne przy użyciu zaledwie 40 znaków, jak "chciałbym tort ze świeczkami i ugotowane jajko":)

Co ciekawe, mimo że nie wprowadzałam nauki sylabizowania, okazuje się, że próbując odczytywać niektóre słowa sam dzieli je na sylaby - może powtarza ze słyszenia i dodatkowo podkreśla moją powolną, wyraźną wymowę?

Nauka czytania, tak jak samo czytanie, to przede wszystkim PRZYJEMNOŚĆ. Dlatego przekazując tę umiejętność synkowi staram się z nim BAWIĆ, a nie nauczać. Służą nam do tego gry i samodzielnie zrobione zabawki. I tak:
- Układamy samodzielnie zrobione puzzle ze szpatułek laryngologicznych dzięki którym podczas składania części obrazka przedstawiającego np. zwierzę, jednocześnie powstaje jego  podpis w całości możliwy do odczytania jako słowo
- Gramy w grę, która uczy łączenia słowa (graficznego zapisu) z jego znaczeniami. Jest to posiadana przez nas gra typu MEMO, w której kartoniki z rysunkami łącza się w pary z tymi z napisem. Dla ułatwienia te ze słowem mają taki sam kolor jak te z rysunkiem i widać na nich zarys danego przedmiotu, więc nawet małe dziecko potrafi je "przeczytać" i połączyć. Oczywiście samo słowo na razie odczytuje głośno mama.
- Korzystamy z książeczek, w których za pomocą suchościeralnego mazaka synek wielokrotnie ćwiczy kształt poszczególnych liter, wyszukuje i zaznacza podane słowa w kratownicy, "czyta" obrazek - litera - podpis (Zzzz jak ZEGAR!) i tablicy umożliwiającej wielokrotne zapisywanie i zmazywanie słów najciekawszych dla smyka, takich jak AUTO, czy BUDZIK (często jako podpis do jego własnych rysunków)
- Pomoc w podtrzymywaniu zainteresowania literami znalazłam też w książeczce "Mam oko na litery" - to kolejny etap budowania świadomości roli liter i głosek jako elementów budulcowych słów i zdań. Mając niecałe 2,5 roku synek rozpoznaje i/lub wymyśla wyrazy rozpoczynające się daną głoską - najpierw było oczywiście M jak MAMA, ale teraz nie ma problemu nawet z A jak AGREGAT :P
 
Mój synuś jest jeszcze malutki i nie spodziewam się, żeby jego dotychczasowe umiejętności w zakresie rozpoznawania wyrazów, mimo, ze postępy w tym czyni galopujące, (co do swojego imienia i wyrazów najbardziej "wyćwiczonych" nie ma już żadnych wątpliwości i "odczytuje je bez wahania drukowane, a nawet pisane różnymi czcionkami, czy odręcznie!) doprowadziły do płynnego czytania za kilka miesięcy, ale mam plan dalszego ciągłego zachęcania go do ćwiczeń.
Przede wszystkim razem chodzimy do biblioteki, wspólnie wybieramy ciekawe książki, codziennie głośno mu czytam. Ma swoją półeczkę w zasięgu ręki i ulubione książki do których może w każdej chwili sięgnąć - i chętnie to robi bez zachęty z mojej strony, po prostu dla odmiany w zabawie. Za kilka miesięcy, może lat będzie posiadał własny zbiór książeczek z wyraźny tekstem, większymi literami łatwymi do odczytania i (być może) nauczy się korzystać z programu Expresivo, który posiada jego tata -inżynier dźwięku i obrazu- w którym napisane wyrazy są odczytywane przez Ivonę - głos nieco "mechaniczny" ale bliski ludzkiemu oryginałowi - i sam będzie mógł doskonalić sztukę czytania.

Podsumowując nauka czytania w naszym domu to przede wszystkim nieustający kontakt ze słowem pisanym i zabawa literami. A metody... każda jest dobra, jeśli tylko odpowiada dziecku i prowadzi do celu. Ja chętnie próbuję różnych podejść, z myślą, że synek za parę(naście) lat będzie z radością czytał Dukaja, a nie dukał czytanki :)


teraz możemy wprowadzić kolejną metodę :P

6 komentarzy:

  1. Janek w tej stylizacji z apaszką na zdjęciu... Prawdziwy model :) Tęsknimy już strasznie!!

    OdpowiedzUsuń
  2. My też czytamy od maleńkiego książeczki. Asia - 3 latka, czyta je potem po swojemu lalką. Super to wygląda :-) Na razie nie chce uczyć się nawet literkami na lodówce, Szymuś - 4 lata - ma fazy - raz rwie się do nauki i już umie napisać parę słów, a drugim razem rzuca długopisem, bo on nie umie :-)
    Ale to tylko dzieci, mają swój czas do nauki. Nie zmuszam - sami przyjdą :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Karty wyglądają świetnie. My mamy o wiele mniejsze firmy Edgard.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja spotkałam się ze zjawiskiem gdzie 4 latek nauczył się podświadomie czytać książeczki, które czytałam mu do snu. Jego ulubiona to książeczka o strażaku. Często ja zaczynam a maluszek dokańcza zdanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam nowość Gdańskiego Wydawnictwa Harmonia:
    http://harmonia.edu.pl/
    Autor: Halina Konior-Węgrzynowa
    Tytuł: Uczę Czytać. Poradnik dla nauczycieli i rodziców początkujących czytelników.
    Opis publikacji:
    Publikacja przedstawia czytanie jako proces rozwiązywania problemów, łamigłówkę czy układanie puzzli - w oparciu o niezwykle skuteczną koncepcję stworzoną przez Marie M. Clay, psychologa, badacza i pedagoga z Nowej Zelandii.
    Publikacja dostarcza szczegółowych wskazówek jak przygotować małe dziecko do nauki czytania oraz w jaki sposób je wspomagać w początkach nauki czytania i pisania (zarówno dziecko bez problemów w czytaniu jak i to z trudnościami).
    Wiedza ta podana jest w przystępny sposób, poparta licznymi przykładami, analogiami do sytuacji „z życia wziętych” oraz morzem ćwiczeń, które można dowolnie ze sobą łączyć czy wybierać te, które szczególnie przypadną do gustu.
    Metoda nie wymaga specyficznych materiałów do nauczania. Można ją dostosować do każdej metody, jaką dziecko było dotychczas nauczane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "morze ćwiczeń"? - zapowiada się ciekawie :)
      J. czyta już płynnie, ale może rozejrzę się za nią ot tak, dla siebie - dziękuję za podpowiedź

      Usuń